Archiwum

Cocanha, Los Sara Fontán & Tarta Relena – La Mani de la Puri i la Carme

Katalońskie Tarta Relena i Los Sara Fontán oraz oksytańska Cocanha to trzy duety, które przyodziewają muzyczne tradycje ze swoich regionów w nowe szaty. Łączą muzykę dawną oraz ludową ze współczesnymi instrumentami i technikami, dzięki czemu – jak o Tarta Relena napisał Łukasz Warna-Wiesławski – brzmią jak zespoły z wielu miejsc i epok jednocześnie.

Niedawno ukazało się wydawnictwo będące zapisem ich wspólnego projektu 4132314, muzycznej opowieści o nieczynnej już barcelońskiej fabryce tekstyliów i o kobietach, które w niej pracowały. Album składa się zarówno z reinterpretacji tradycyjnych utworów, jak i z autorskich kompozycji, które traktują o trudnościach oraz solidarności między proletariuszkami. Jakby komuś mało było konceptualnego aspektu: tytułowe cyfry odnoszą się do splotu, a cała płyta ułożona jest zgodnie z tkackimi wzorami.

Zamykające album La Mani de la Puri i la Carme zawiera tekst złożony z fragmentów rozmów z pracownicami, od strony muzycznej zaś opiera się na prostym, intensywnym rytmie. Perkusyjne uderzenia wywołują skojarzenia z pracą fabrycznych maszyn, a dziarskie zaśpiewy w języku katalońskim przywodzą na myśl pieśni robotnicze. Powtarzalny, wspólny śpiew ułatwiał pracę, budował ducha wspólnoty oraz dawał narzędzie oporu przeciwko niesprawiedliwościom. My zaś mamy ten przywilej, że możemy w czasie wolnym samotnie rozsiąść się w fotelu i posłuchać, co z tej tradycji wyciągają Cocanha, Los Sara Fontán i Tarta Relena. 

Jan Rostek

Danny L Harle ft. kacha – Te Re Re

Ogłoszenie nowego wydawnictwa zawsze wywołuje poruszenie wśród fanów danego artysty, jednak mam wrażenie, że zapowiedź Cerulean, drugiego albumu brytyjskiego producenta Dannego L Harle’a, wywołała szczególne echo wśród polskich słuchaczy elektronicznej muzyki tanecznej. Powodem były gościnne występy światowej sławy gwiazd, takich jak Clairo, Oklou, czy Caroline Polachek. Wśród nich pojawiła się także postać dobrze znana fanom polskiej alternatywy. Do jednego z utworów na krążku dograła się Kacha – polska piosenkarka, DJ-ka i twórczyni wizualna, znana przede wszystkim jako 1/2 duetu Coals. Owoc jej współpracy z Dannym L Harlem wybraliśmy na jeden z naszych Mocograjów.

Te Re Re to hyperpopowa symfonia syntetycznych dźwięków. Ukryty pod niepozornie brzmiącym tytułem utwór brzmi niezwykle wzniośle. Kompozycja ma prostą i zwartą budowę, przy czym nie można jej odmówić starannego sound designu.

Znając twórczość Kachy, serwowaną zarówno solo jak i pod szyldem Coalsów, obstawiłam, że na tak dużej zagranicznej produkcji artystka zaśpiewa po angielsku, szczególnie że angielskojęzyczne teksty się już u niej pojawiały. Bardziej pomylić się nie mogłam! Utwór Te Re Re został zaśpiewany w całości po polsku, stanowiąc przykład wyjątkowego stylu pisarskiego Kachy. Słowa zdają się być przypadkowe, niepowiązane ze sobą i wrzucone do utworu bardziej ze względu na ich ciekawe brzmienie niż znaczenie. Gdy jednak zacznie się odbierać je intuicyjnie, a nie dosłownie, pozwolą poczuć klimat wartkiej podróży po nocnym niebie, w którą zabiera nas

Ta-ry-fa.

Maja Michalik

Charli xcx ft. Sky Ferreira – Eyes of the World

Po kilku latach przerwy, Charli xcx i Sky Ferreira ponownie łączą siły. Eyes of the World to utwór przygotowany z myślą o nowej ekranizacji Wuthering Heights. Nasz mocograj nie jest więc przypadkowym singiel, a stanowi element bogatej, mrocznej narracji.

Eyes of the World opiera się na gęstej elektronicznej produkcji, a także wyraźnie pulsującym rytmie. Zamiast oczywistego, przebojowego refrenu, słuchacze otrzymują stopniowo narastające napięcie oraz chłodny klimat niepokoju. Charli wykonuje utwór z charakterystyczną pewnością siebie, a Sky dodaje mu emocjonalnej surowości. Ich głosy nie konkurują ze sobą, lecz tworzą spójną dramatyczną całość.

Utworowi bliżej do hipnotycznego electro-popowego manifestu, niż lekkiej radiowej piosenki. Jest intensywny, duszny i wciągający. We współpracy tworczyń najważniejszy jest klimat – konsekwentnie przekazywane emocje, która idealnie wpisują się w charakter historii, będącej inspiracją singla.

Bartosz Repczyński

Carré ft. Bbyafricka – Hibiscus

Niesłabnąca siła przyciągania brytyjskich odmian muzyki basowej potrafi skutecznie zadziałać nawet na artystów zza oceanu. Tak przynajmniej było w przypadku pochodzącej z Los Angeles Carré, która od jakiegoś czasu mieszka w Londynie. Już za chwilę będzie mogła pochwalić się dwoma EPkami dla kultowej wytwórni Tempa. Wydawnictwo o tym samym tytule zapowiada singiel Hibiscus – numer minimalistyczny i uwodzicielski, którego podkład stanowi żyzny grunt dla rozkwitu snującej się nawijki Bbyafricka.

Michał Sember

Mandy, Indiana ft. billy woods – Sicko!

Coś perfekcyjnie bezlitosnego sprawiło, że nie mogłam uwolnić się od nowego albumu Mandy, Indiana. Rozpaczliwie miotałam się pomiędzy brutalnymi, nasyconymi agresją utworami, aż poczułam ucisk przytłaczającego mnie świata. Czy to ja jestem chora, czy system? Błędem byłoby szukanie prostej odpowiedzi na to pytanie w rapie billy’ego woodsa, ale każdy powinien zadać je sobie po przesłuchaniu Sicko!

Jagoda Lazar

 

Czy warto obejrzeć klip? Może te parę słów od zespołu was zachęci.

Media społecznościowe zmieniły sposób, w jaki konsumujemy sztukę i muzykę, co często oznacza, że rzadko widzimy cały teledysk w sposób, w jaki był zamierzony. W przypadku Sicko! chcieliśmy spróbować czegoś innego, nawiązując do sposobu, w jaki ludzie pochłaniają sztukę w mediach społecznościowych. Poprosiliśmy twórców wideo o stworzenie 30-sekundowych filmów z motywem choroby, czerpiąc inspirację z naszej piosenki.

By Storm – Dead Weight

Dekonstrukcja ludzkich emocji ukryta w muzycznym dysonansie. Injury Reserve oficjalnie zakończyło działalność w 2021 po albumie By The Time I Get To Phoenix, który dokończono po śmierci Jordana Groggsa, jednego z członków grupy. By Storm to osobliwy hołd złożony zmarłemu muzykowi przez jego długoletnich muzycznych wspólników – RiTchiego i Parkera. W tym tygodniu w paśmie Mocograjów wyróżniamy utwór Dead Weight z debiutanckiego albumu duetu By Storm.

Arizoński skład przez lata dbał o nietuzinkowość swoich projektów, szukając swojej niszy w balansie eksperymentu z chwytliwością. Wraz z albumem Injury Reserve z 2019 roku, grupa osiągnęła szczyt w konwencji rapowo-eksperymentalnej, co widać przede wszystkim w popularności niektórych utworów z tego krążka. Rok później w wieku 32 lat odszedł Jordan Groggs, charyzmatyczna siła całego trio. Przed śmiercią zdążył on jednak nagrać zwrotki na płytę By The Time I Get To Phoenix, która pierwotnie miała zostać zadedykowana zmarłemu ojcu RiTchiego. Po miesiącach kontemplacji podjęto decyzję o dokończeniu albumu, lecz wraz z jego premierą zakończono również działalność Injury Reserve. Płyta odbiła się szerokim echem w rapowym środowisku dzięki unikatowej produkcji i monumentalnej poetyckości tekstów. Wbrew hiphopowym standardom, RiTchie opuszcza muzyczną gardę i traktuje linijki jak medium, przez które może porozumieć się ze swoim zmarłym przyjacielem. Ta wszechobecna histeria i chaos oraz przeszywający smutek to emocjonalny nokaut, który z pewnością nie jest dla każdego. Jednak z pewnością można stwierdzić, że jest to muzyczne opus magnum całego projektu.

Trudno nie usłyszeć, że My Ghosts Go Ghost to rozwój pomysłów z ostatniej płyty Injury Reserve. Polirytmia, delay, krzywy autotune – widać, że panowie mieli zamysł na to, w jakim kierunku chcą poprowadzić swoją współpracę. Nie słychać również jakby był to zbitek niedomkniętych kompozycji, które przez lata zalegały na dysku. Na MGGG, Parker niejednokrotnie osiąga produkcyjne katharsis poprzez powolną budowę poszczególnych elementów. Kompozycyjne napięcie rozwija RiTchie, który w teatralny sposób bawi się wokalem i ponownie udowadnia swój niezaprzeczalny dryg przy doborze słów. Jest to materiał stosunkowo ciężkostrawny, lecz wciąż niezmiernie zaskakujący.

Jędrzej Śmiałowski

My Ghosts Go Ghost by By Storm

Mina & Bryte – Pockets

Okładka singla Mina & Bryte - Pockets

Znany zawodnik sportów siłowych i walki kiedyś orzekł, że doszedł do fundamentalnej konkluzji – warto studiować. My natomiast śledząc twórczość Miny możemy z niezachwianą pewnością stwierdzić, że warto podróżować. Angielska producentka od razu po ukończeniu studiów udała się do Ghany, gdzie przez trzy miesiące uczyła się tamtejszej kultury, rytmów, a także tego, jak można je wykorzystywać w muzyce klubowej. Tam też poznała rapera Bryte’a, z którym od 9 lat tworzą utwory niezawodnie rozpalające ogień na parkiecie.

Najnowszy efekt porozumienia tej dwójki to Pockets, dynamiczny numer zbudowany na tym samym fundamencie, co cała ich dotychczasowa współpraca, czyli na płynnym łączeniu swoich muzycznych kultur. Zaczyna się od szybkiej pętli perkusyjnej opartej o ghańskie rytmy, a niedługo później wchodzi melodia wygrywana przez syntezator przywołujący na myśl brzmienia wczesnego grime’u i dubstepu. Na takim podkładzie doskonale czuje się Bryte, który zmiennym flow opisuje miejskie życie w Akrze. Nawet jeśli nie rozumiemy tekstu, nawijanego w językach ga oraz angielskim, słuchając Pockets możemy zapragnąć poimprezować w stolicy Ghany. 

Jan Rostek

XG – HYPNOTIZE

Ponad trzy lata należało czekać aż grupa XG wyda swój pierwszy album. I naprawdę było warto! Zresztą zespół już od dawna zdobywał wielu fanów nie tylko w Japonii czy Korei, lecz na całym świecie. Swoją siłę udowadnia już debiutu w 2022 roku i właściwie od tamtej chwili XG utwierdza wszystkich w swojej sile i postępowości. Podobne wartości prezentują także na najnowszym krążku: THE CORE – 核, z którego pochodzi nasz Mocograj – HYPNOTIZE.

HYPNOTIZE, podobnie jak udany singiel GALA, który również pochodzi z tego samego wydania, to house’owy numer. Raczej nikogo to nie dziwi – house w j-popowych i k-popowych kawałkach nie jest niczym nowym, a ostatnio nawet często wraca do mody. W wydaniu XG natomiast słychać coś więcej: klubowe granie rodem z lat 90., połączone ze słodkim popem. I myślę, że wielu miłośnikom k-popu po przesłuchaniu tego utworu spłynęła łza radości po policzku – HYPNOTIZE w całej swojej okazałości brzmi jak nostalgia. Nie stoi za tym wyłącznie house, a ten dopracowany, zaraźliwy pop! Od razu rzuca skojarzenie z czasami świetności TWICE… 

Tekstowo HYPNOTIZE czaruje i (oczywiście) hipnotyzuje. Powtarzalny refren w parkietowej oprawie potęguje to wrażenie, a wokal przeplatany rapem nadaje głębszy charakter magicznej narracji. Całość podkreśla oniryczny teledysk, który doszczętnie zatapia w sobie słuchacza.

Paulina Madej

Obsimo ft. Faustyna Maciejczuk – French Fries

Utwór French Fries autorstwa Obsimo z gościnnym udziałem Faustyny Maciejczuk to nowoczesna kompozycja łącząca elektronikę z subtelną, emocjonalną warstwą wokalną.

Już od pierwszych sekund zwraca uwagę lekki, pulsujący beat, który nadaje całości świeżości i tanecznego charakteru, a jednocześnie nie przytłacza przekazu. Produkcja jest minimalistyczna, ale dopracowana – każdy dźwięk ma swoje miejsce i buduje spójną atmosferę.

Warstwa wokalna Faustyny Maciejczuk wprowadza do utworu delikatność i autentyczność. Jej głos kontrastuje z elektronicznym podkładem, co sprawia, że utwór balansuje między lekkością a emocjonalną refleksją. French Fries można interpretować jako pozornie prostą historię, za którą kryje się potrzeba bliskości, luzu i ucieczki od codziennych schematów.

Bartosz Repczyński

Maara – NV-0

Montrealski label NAFF stawia wysoką poprzeczkę tegorocznej zakorzenionej w trip-hopie elektronice, a to za pomocą Maary i jej nowego albumu Ultra Villain.

Maara na nowej płycie zgłębia tematy pożądania, straty, obsesji i wolności płynącej z obrania własnej drogi, które wybrzmiewają zarówno czysto instrumentalnie, jak i poprzez śpiewane przez nią osobiste teksty. Na Ultra Villain artystka przez 14 utworów łączy i przeplata atmosferyczne downtempo z groźnymi, warczącymi liniami basowymi, breakbeatem czy electro jak w przypadku naszego mocograja NV-0. Myślę, że każdy gustujący w jednym z powyższych stylów znajdzie na albumie coś dla siebie i z pewnością się nie zawiedzie.

Marcin Olszyna