Miły ATZ wydał już tego lata dwie EPki z projektu ATEZETCORE, a to nie koniec, bo czekają nas jeszcze dwie kolejne. Póki co możemy skupić się jednak na wypuszczonym niedawno 4×4 AWD, który obfituje w utwory dość chilloutowe, ale zarazem – jak sam tytuł wskazuje – oparte o stopę uderzającą cztery razy w każdym takcie, więc mające w sobie jakiś klubowy pierwiastek. Wśród nich warto wyróżnić Off-road nagrany razem z AZ-YL.
Pojawiająca się z gościnną zwrotką reprezentantka ekipy Natura2000 kradnie show gospodarzowi. Nie to, żeby Atezeciok kiepsko się pokazał, ale AZ-YL daje popis przy pomocy całego spektrum swoich możliwości. Przyspiesza z flow, spowalnia flow, śpiewa, rapuje – jeśli ktoś dotąd nie był przekonany do tej wokalnej jednoosobowej armii, to Off-road daje doskonałą okazję, aby zweryfikować wtórnie i zupgrade’ować własne zdanie. Drugą gwiazdą kawałka jest kwaśny syntezator przewijający się przez prawie cały numer i nadający mu wkręcający groove. Wszystkie pozostałe dźwięki też zresztą dokładają swoje do niezwykle wciągającego instrumentala, za który odpowiedzialny jest Misza, czyli producenckie oblicze Miłego ATZ. Puśćcie, jeśli chcecie z satysfakcją pokiwać łbem przez trzy minuty.
Członkowie Griselda Records znowu rozdają karty, przynosząc surowy i brudny klimat najciemniejszych ulic Nowego Jorku na naszą antenę.
Singiel Marathon or Race to spotkanie Westside Gunna z jego podopiecznym, Rome Streetzem. Energia, jaka wytworzyła się między raperami, jest po prostu nie do podrobienia. Za warstwę muzyczną odpowiada Denny LaFlare, który dostarczył absolutny popis estetyki tego kultowego już labelu. Oparty na zapętlonym samplu soczysty bit to kwintesencja nowojorskiego boom-bapu – ten hipnotyzujący rytm sprawia, że łatwo wpadamy w trans, a ciało samo reaguje jednostajnym kiwaniem głową na boki. Dodatkową wisienką na torcie są tu dynamiczne, flagowe ad-liby Gunna.
Numer był zapowiedzią najnowszego albumu Rome Streetza, Sock It 2 My Pocket. Artysta bezkompromisowo udowadnia nim, że East Coast Hip Hop nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i wciąż zachowuje ważną rolę we współczesnym rapie.
Po trzech latach Queens of the Stone Age wracają z nowym wydawnictwem. Kto jednak czekał na kolejną pokaźną dawkę ciężkich, ciemnych brzmień, może się rozczarować. Sugeruję, aby nie wpadać w dezorientację – zespół tak doświadczony, jak QOTSA, daje sobie radę w niejednym anturażu.
Singiel Easy Street można podsumować trafnie dobranym w tytule słowem – easy. Klimat jest ciepły, południowy, wręcz ogniskowy. Mamy gitarę akustyczną, klaskanie i mnóstwo niedoskonałości. Do nich przyznaje się sam Joshua Homme i przyznaje się z dumą. Piosenka przyspiesza, zwalnia, klaskanie nie zawsze jest równo – całość swoim charakterem nieco przypomina demo.
Homme’a słyszymy w towarzystwie. Dołącza do niego Nikki Lane, wokalistka country, której obecność jest rezultatem długiej i intensywnej miłości Josha do amerykańskich tradycji. Za jej przejawy można uznać również podjęcie się produkcji najnowszej płyty Lane, a także gościnny występ u artystki Shani Twain. Efekty tych kolaboracji możemy usłyszeć właśnie w singlu Easy Street, który jest lekki, mocno brzmiący Ameryką, ale z tej przyrodniczej, pustynnej strony. Oferowane nam brzmienie jest przyjemne a nawet romantyczne – dobrze odnajdzie się jako soundtrack do ciepłego, letniego wieczoru.
Utwór Hers Before Hers pochodzi z albumu Heavenly Body: If I’m The Bottle You’re The Message i jest jednym z bardziej przystępnych, choć wciąż mocno awangardowych momentów tego wydawnictwa.
Płynne, synth-popowe brzmienie oraz eteryczny wokal Eartheater prowadzą słuchacza w podróż przez pamięć i doświadczenia zapisane w kolejnych pokoleniach kobiet, także tych, które istniały przed nią. Artystka splata w utworze obrazy macierzyństwa, narodzin i cielesnych przemian, ukazując ciało jako miejsce, w którym przechowywane są historie i emocje. Wszystko to zostaje przepuszczone przez charakterystyczny dla Eartheater surrealistyczny język, oparty na kontrastach oraz balansujacy między delikatnością a niepokojem.
GLOWJOB – hip hopowa grupa (boysband) z trójmiasta. Trzech MC’s (Mac1, Kulwi i Mara) wokół jednego producenta – „głowy” projektu (glow). Mają za sobą już dwa porządnie bujające trapowe tejpy (GLOWJOB TAPE ONE i #polishrap).
Teraz przychodzą do stale rosnącego grona fanów z EPką ciężki codzień, na której eksplorują horyzont swoich możliwości, czerpiąc z ostatnich trendów i dodając swój luźny, trójmiejski sznyt. Zabawa słowem, zarówno w warstwie lirycznej jak i brzmieniowej świetnie koresponduje z hedonistycznym przekazem. Trafne punche, niecodzienne porównania, płynące, różnorodne flow położone na mistrzowsko poskładanych podkładach to coś do czego skład przyzwyczaił słuchaczy już poprzednimi wydaniami – tu pokazują, że wciąż poszerzają swoje brzmienie i krystalizują styl, utrzymując przy tym naturalność i wysoki poziom produkcji.
Album new avatar posiada te cechy, które dają energię i poczucie dobrego smaku na początku dnia, jak i koją pod jego koniec. The brigde ft. PinkPantheress ma dodatkowo taki charakter, który nagle i bez skrępowania porywa do tańca na środku ulicy lub środku pokoju.
Propozycji na mocograje ten album ma wiele. Kelela proponuje marzycielską muzykę klubową, zbudowaną na fundamentach UK soundu z delikatną i często odrealnioną linią wokali, którą zebrała w 12 utworach najbardziej wciągającego i rozbudowanego dzieła w swojej karierze. 10 lipca w wytwórni Warp Records wydała swój trzeci album new avatar, który przekracza granice kreatywności, zgłębiając tematy transformacji, intymności, gniewu i pożądania. Poprzez ten album chce zwrócić uwagę na dorobek jaki przez ostatnie dekady wypracował sobie gatunek R&B.
My hope for this record is that everyone can experience this catharsis of integration with me. I also need everyone to put some respect on R&B’s name — it being as foundational as it is expansive, and to rethink what alternative and rock music can be. – Kelela
Jestem zafascynowana. Nie mogę przestać słuchać tego albumu, który zasługuje również na docenienie na poziomie lirycznym i wizualnym płyty jak i teledysków. Check this out 💙⛓
Backlit to igraszka tego, co słyszalne z tym, co pozostaje w ukryciu. Pozornym? Intensyfikujące się nakładami czegoś, co przypomina melodię atakują stałość i ciągłość. Pozornie? Brzmienie wydaje się być stanowczo podzielone na rytm i melodię, które pozostają w kontraście… pozornym?
Duszniej.
Hassan Abou Alam doskonale potrafi atakować, kojąc. A może koić, atakując? Regularne nieregularności gonią się wzajemnie, potykając. Surowo miękkie dźwięki bezlitośnie narzucają się, ale jednocześnie budują przestrzeń dla oddechu. Dzieje się tu dużo, choć nie dzieje się wcale tak wiele. Organiczność ograniczonych środków poddana zostaje maksymalizacji brzmienia, dzięki czemu Alam tworzy krajobraz, który zapiera dech w piersiach. Przestrzeń staje się klaustrofobiczna w swoim ogromie. Coraz trudniej złapać oddech.
W pierwszych sekundach singla JeansJae Matthews zadziornym i roześmianym głosem mówi „Okay James Spader over here, look at you”, a mi przypominają się pierwsze minuty filmu Seks, kłamstwa i kasety wideo. W nim właśnie rzeczony aktor nosi cudowne dżinsy, które mogą być częściowo odpowiedzialne za zawiłości w relacjach bohaterów. W nim możemy doświadczyć parnego lata na przedmieściach, które może być sielskie, ale nie musi. Swoim charakterem może przecież pokryć wszystko, co pomiędzy.
Duet Boy Harsher przyzwyczaił już słuchaczy do brzmień, którym daleko od optymizmu, a bliżej do melancholii. Zwykle są osnuci ciężkim, syntezatorowym dymem, który potęgowany jest chłodnym, ciemnym wizerunkiem. Jednak ostatnie poczynania Jae Matthews i Augustusa Mullera sprawiają, że nachodzi mnie pytanie, czy nie czas na redefinicję brzmienia projektu. Najnowszy singiel Boy HarsherJeans potwierdza, co sugerowała piosenka Machina – muzycy weszli w romans z synth-popem. Oba utwory przesiąka widmo lat ’80, tak definiujących dla muzyki elektronicznej.
To jednak nie wszystko, co się w Jeans dzieje. Piosenka jest skoczna, mocno popowa, lekka. Sami muzycy z Boy Harsher mówią, że jest to ich wersja piosenki country, a według mnie jest to również ich ukłon w stronę amerykańskiej małomiasteczkowości, ich wspomnienie lata. Warto obejrzeć także teledysk. W nim pokaźne ilości lateksu nabierają teatralnego charakteru będąc jednocześnie zabawą z formą. Jae Matthews i Augustus Muller sugerują nam, że jeszcze wszystkiego o nich nie wiemy, jeszcze kolejne filary ich monumentalnego projektu czekają na odsłonięcie.
Powiedzieć, że Frost Children są na niesamowitej serii, to jakby nie powiedzieć nic. Po pojawieniu się u takich gwiazd jak Kim Petras czy Porter Robinson, oraz wydaniu coraz to popularniejszych albumów, śmiało można powiedzieć, że Lulu i Angel Prost są nie dość, że gwiazdami hyperpopu, ale też popu ogółem. Z tym statusem są jednak nowe wyzwania i o takich traktuje ich EPka Tweaker Poem. Główną inspiracją jest zderzenie ze stalkerem, który duet napotkał w ostatnie miesiące minionego roku, co odbija się na treść płyty – dużo jest w niej mówione o relacjach parasocjalnych, zarówno z perspektywy ofiary, jak i osoby stalkującej. Jest to zdecydowanie nowy kierunek i tematyka dla duetu w ich twórczości, jak i życiu prywatnym.
Muzycznie jest bardzo podobnie, jak już Frost Children zdążyli nas przyzwyczaić, ale coraz lepiej. Rozwijają swoje brzmienie mieszanki gatunkowej hyperpopu-EDMu-electroclashu, serwując nam nieziemsko porywający, skoczny banger. Nie sposób przynajmniej nie tupać nóżką, a tańczenie do tego numeru na wielu imprezach, na których się pojawi, jest wręcz wskazane.
Brytyjska scena gitarowa od około 10 lat przeżywa wyjątkowo ciekawy moment. Po sukcesach Black Country, New Road, Black Midi czy Squid pojawiło się całe pokolenie zespołów, które przestało traktować rock jako zbiór sztywnych reguł. Jednym z nich jest Man/Woman/Chainsaw – londyński kolektyw, który zaledwie kilka lat temu wyrósł z młodzieżowej sceny DIY, a dziś coraz śmielej zaznacza swoją obecność wśród najważniejszych nowych nazw brytyjskiej alternatywy. Debiutancka EP-ka Eazy Peazy pokazała zespół zakochany jednocześnie w post-punku, chamber popie i hałaśliwym art rocku. To właśnie ta nieoczywista mieszanka sprawiła, że wielu krytyków zaczęło stawiać ich obok najbardziej ekscytujących gitarowych debiutów ostatnich lat.
Najnowszy singiel Get Up and Dance zapowiada debiutancki album Cannonball. Już sam tytuł sugeruje przebojowość, ale zespół bardzo szybko pokazuje, że nie interesuje go pisanie prostych tanecznych piosenek. To utwór, który bawi się oczekiwaniami słuchacza. Zaczyna się niepozornie, niemal delikatnie, by z każdą kolejną minutą coraz mocniej zagęszczać atmosferę. Wokal prowadzi narrację z pozornym spokojem, podczas gdy pod powierzchnią cały czas narasta napięcie.
Największą siłą utworu pozostaje jednak aranżacja. W tej popowo-alternatywnej formie zastosowanie budujących napięcie i przyspieszających instrumentów smyczkowych zwieńczone mocniejszym uderzeniem gitary, perkusji i wokalu przywodzi na myśl wczesne Black Country, New Road i jest dowodem na wyjątkowe umiejętności kompozytorskie tej grupy. Smyczki nie pełnią tutaj funkcji ozdobnika. Są pełnoprawnym instrumentem rytmicznym, który prowadzi kompozycję i nadaje jej dramatyzm. Gdy w finale dołączają przesterowane gitary, wszystko układa się w niezwykle naturalną kulminację. Nie ma tu ani jednego elementu, który sprawiałby wrażenie dopisanego na siłę.
To właśnie umiejętność budowania napięcia wydaje się dziś największym atutem Man/Woman/Chainsaw. Zamiast zasypywać słuchacza kolejnymi pomysłami, zespół cierpliwie rozwija motywy, pozwalając im wybrzmieć we właściwym momencie. Recenzenci od dawna zwracają uwagę, że grupa znakomicie odnajduje się na granicy piękna i kontrolowanego chaosu. Get Up and Dance tylko tę opinię potwierdza.
Singiel promuje album Cannonball, który ukaże się 7 sierpnia. Jeżeli pozostałe kompozycje utrzymają poziom singli Nosedive, Goddamn, Lizard Man! i właśnie Get Up and Dance, Man/Woman/Chainsaw mogą bardzo szybko dołączyć do grona zespołów wyznaczających kierunek rozwoju brytyjskiej alternatywy. Patrząc na tempo, w jakim dojrzewa ich sposób komponowania, trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami początku historii, o której za kilka lat będzie mówiło się znacznie głośniej niż dziś.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.