Archiwum

Cécile McLorin Salvant – Oh Snap

W tym roku niewiele utworów zaskoczyło mnie równie mocno, co Oh Snap. Cécile McLorin Salvant to między innymi trzykrotna zdobywczyni nagrody Grammy za najlepszy jazzowy album wokalny. Do tej pory była najbardziej znana, no właśnie, z jazzu. Choć wyjątkowość jej głosu i wokalnej ekspresji przenosiła uznane standardy w nieznane im wcześniej, abstrakcyjne kierunki, to jej specjalnością były głównie tradycyjnie zorientowane utwory. Nawet na fascynującym albumie Melusine, inspirowanym motywami średniowiecznymi, rzadko zapuszczała się poza znajome brzmienia. Nasz Mocograj jest jednak nowym otwarciem.

To utwór o tym, jak przerażająca i cudowna potrafi być miłość. Nerwowy, szybki rytm perkusjonaliów w pierwszej części Oh Snap symbolizuje strach Salvant przed oddaniem się w ramiona ukochanej osoby. Artystka boi się, że w ten sposób utraci misternie budowaną przez lata niezależność. Nagle nadchodzi zmiana nastroju. Mocny bit, w połączeniu z przeciągniętą wokalizą, prowadzi nas ku nowej, ożywczej rzeczywistości. Muzyka łagodnieje, pojawiają się kojące syntezatory. Rytm nadal jest szybki, ale wyraża już co innego – ekscytację odwzajemnionej miłości. Salvant chce naprawić wcześniej popełnione błędy, które wynikały ze strachu przed kolejnym zranieniem, i pragnie w pełni zatracić się w uczuciu.

Oh Snap to fenomenalny przykład na to, jak połączyć muzykę oraz tekst w spójną, wzruszającą historię. Z każdym kolejnym odsłuchem odkrywam nową warstwę emocjonalną, a coraz to nowy wers zachwyca mnie odwagą w szczerości przekazu. Salvant wykorzystuje swój genialny głos inaczej niż do tej pory. Nie jest on głównym elementem utworu, lecz harmonijnie łączy się z warstwą instrumentalną, by przekazać słuchaczowi najbardziej intymne uczucia artystki. Jeśli ten singiel zwiastuje brzmienie reszty albumu Oh Snap, który ukaże się w połowie września, to dopiero początek niespodzianek, które szykuje dla nas artystka.

Michał Lach

Clipse ft. Tyler, The Creator – P.O.V.

Zacznę bezpośrednio. Album Let God Sort Them Out, z którego pochodzi nasz Mocograj, to jeden z najmocniejszych kandydatów do tytułu rapowej płyty roku. Bracia Thornton, tworzący duet Clipse, powrócili po kilkunastu latach przerwy z materiałem, w którym trudno doszukać się jakichkolwiek wad. Każdy wers został perfekcyjnie przemyślany, a następnie wyrzucony do mikrofonu z nieustępliwą dosadnością i precyzją. Maestria hip-hopowego kunsztu zasługiwała na oprawę muzyczną równie wysokiej jakości.. Na szczęście Malice i Pusha T nie musieli szukać daleko. Pharell Williams, który wyprodukował ich albumy sprzed dwóch dekad, ponownie objął dowodzenie w studiu nagraniowym. Efekt? Porażający. Jego bity zachwycają kreatywnością w doborze sampli oraz fenomenalnym dopracowaniem każdej melodii i uderzenia perkusji.

Clipse nie akceptują żadnego kompromisu. Gdy Universal Music – z powodu kontrowersyjnej zwrotki Kendricka Lamara na Chains & Whips, nawiązującej do jego konfliktu z Drakiem – na długie miesiące zablokowało możliwość wydania albumu, Malice oraz Pusha T podjęli decyzję o zerwaniu kontraktu z wytwórnią. Let God Sort Them Out również jest wypchany dissami skierowanymi do największych postaci rapowego światka. Każdy z wymierzonych ciosów trafia celnie i mocno. Co więcej, na przestrzeni albumu wielokrotnie powtarza się ganiące raperów zdanie:

This is culturally inappropriate.

Daje ono do zrozumienia, iż mimo obecności na krążku największych postaci współczesnej sceny, jak wspomniany Lamar, Nas, czy Tyler, The Creator, brak tutaj mainstreamowego konformizmu. To hip-hop w starym stylu. Każdy misternie zbudowany punchline, nawinięty na niesamowitym podkładzie Pharella Williamsa, daje dziką przyjemność i zaostrza apetyt na kolejny.

Naszą mocograjową propozycją jest przepełniony rapową braggą utwór P.O.V. Warto jednak zapoznać się z całością Let God Sort Them Out. Począwszy od oddającego hołd zmarłym rodzicom artystów The Birds Don’t Sing, a kończąc na epickim By The Grace Of GodClipse trzymają się swej wizji i serwują hip-hop najwyższych lotów. W świecie pełnym miernych singli, tworzonych z nastawieniem na łatwe nabijanie cyferek na streamingach, warto doceniać albumy, których twórcy dbają o każdy detal warstwy muzycznej i tekstowej. Tak jak duet z Virginii.

Michał Lach

asl33p – to jasne prod. ih8uparo

okładka albumy Kiss & ride Asl33pa

Chyba niewielu mogło przewidzieć, że najnowszy album autorstwa asl33pa, skieruje się geograficznie w stronę wysp brytyjskich. Artysta, który na przestrzeni ostatnich lat wypracował sobie uznanie jako twórca alternatywnego rapu, mieszającego się z nutami R&B, tym razem dostarczył longplay, na którym w beatach usłyszymy już nie tylko kojące i ciepłe melodie, ale również mięsisty, wibrujący bas. Kiss & Ride to wydanie wciąż spójne, z dotychczasowym stylem asl33pa, doprawione jednak nowymi smaczkami, znanymi z gatunków takich jak UK garage czy breakbeat.

Wyjątkowym utworem z najnowszej LP jest „to jasne”, w którym za beat odpowiedzialny jest producent ih8uparo. To dość szczególne, bo rzadko w twórczości asl33pa zdarza się, żeby utwór nie był w 100% wyprodukowany przez niego samego. Wyjątki mają miejsce tylko, gdy coś naprawdę wpadnie mu w ucho i tak też było z tą produkcją – początkowo miała trafić na solowy album ih8uparo (którego premiera zbliża się wielkimi krokami), jednak ostatecznie artyści podjęli decyzję o połączeniu sił. Lekki głos asl33pa natrafił na ciężki bas, czerpiący ze stylu Bakeya czy Main Phase’a.

To jasne” to tytuł dość przewrotny, bo utwór jest zdecydowanie opowieścią odgrywającą się nocą – miasto w znacznej części poszło już spać, ale są na jego mapie miejsca, w których jeszcze tętni życie. Ciężko jest się samemu odnaleźć w labiryncie ulic tak, żeby bez problemu dotrzeć do tych ostatnich otwartych spotów. Rozwiązaniem może okazać się podążanie za przewodnikiem – dźwiękiem. Dla sukcesu wyprawy trzeba tylko zwrócić uwagę, żeby był deep, a nie shallow.

Maja Michalik

sunking ft. Niki Randa – HOW TO SWING

Jak tańczyć z maszyną? Być żywym w erze algorytmów? Utrzymać groove, gdy rzeczywistość traci ramy?

HOW TO SWING jest zbudowany na funkowej linii basu i swingującym rytmie, co kontrastuje z dźwiękami modularnego syntezatora – odnajdując groove w cyfrowej przestrzeni. To nie retro-jazz, ale nowa hybryda: analogowe rzemiosło i modularna surowość, co daje efekt świeży, ale jednocześnie ciepły i rozbudowany.

Album I DON’T LIKE MY TELEPHONE to opowieść o relacji człowieka i technologii. Sunking balansuje między nostalgią a futurystycznym potencjałem, między tym, co analogiczne a cyfrowe. HOW TO SWING jest jednym z najbardziej przejrzystych punktów tego konfliktu: swing – czyli spontaniczny, cielesny taniec – stajemy do niego twarzą w twarz z maszyną.

Utwór jednocześnie czerpie z tradycji jazzu i nowoczesnych inspiracji – ale nie zatrzymuje się na sentymencie. Jest tu, by zachęcić nas do tańca. No bo skoro świat wiruje, to równie dobrze możemy my, prawda?

Zuzanna Kopij


Geese – Taxes

Muzyka trwa, nawet gdy świat dookoła się rozpada.

Taxes to znacznie więcej niż singiel – to egzystencjalny manifest, w którym muzyka staje się formą osobistego i politycznego protestu. Od cichego rytualnego początku, przez bolesny, zbaczający w irracjonalne absurdy tekst, aż po eksplozję dźwięku i obrazu – Geese prezentują utwór, który kwestionuje status quo, wymaga udziału i świadomej obecności od słuchacza.

To wyrażony poprzez niepozorną „niechęć do płacenia podatków” manifest. Mówi on o tym, że nikt nie powinien być zmuszany do lojalności wobec systemu. Szczególnie wobec takiego, który go rani, nawet jeśli ten system sam siebie postrzega jako narzędzie porządku.

If you want me to pay my taxes,

You better come over with a crucifix…

Ten wers nie jest tylko prowokacyjny. To odwrócenie biblijnego języka, gdzie obywatel staje się ofiarą – Chrystusem współczesności – ale nikt nie ofiarowuje mu zbawienia. Wręcz przeciwnie: to społeczeństwo, państwo, porządek społeczny, który wymaga lojalności, nie oferując nic w zamian prócz cierpienia.

You’re gonna have to nail me down

To język ekstremalnej bezsilności – człowieka, który nie godzi się już być częścią systemu, który go nie reprezentuje.

Na głębszym poziomie Taxes opowiada o dezintegracji tożsamości jednostki w świecie późnego kapitalizmu. Obowiązki obywatelskie, jak płacenie podatków, kiedyś były elementem społecznego kontraktu – dziś, w świecie pełnym korupcji, nierówności i pogardy dla ludzkiego życia, są postrzegane jako akty przymusowej współwiny.

Taxes nie daje ukojenia. Nie zamyka historii. To utwór, który ma pozostać w nas jak zadra. Zmusza nas do myślenia: komu jesteś coś winien? Dlaczego? Jaką cenę płacimy za życie w społeczeństwie?

Zuzanna Kopij


Wolf Alice – The Sofa

Brytyjski zespół Wolf Alice przesunął datę premiery nadchodzącego albumu The Clearing z 29 na 22 sierpnia, a niedługo po ogłoszeniu radosnej informacji, przypieczętował ją drugim z singli promujących projekt – rozkosznym The Sofa. Jeśli macie w zanadrzu kilka minut, włączcie teledysk i rozsiądźcie się na kanapie, obok wokalistki. Uwaga! Ryzyko braku możności oderwania oczu oraz uszu jest wysokie… i absolutnie warto je podjąć.

Podczas gdy ostatni studyjny projekt Wolf Alice, czyli Blue Weekend, opowiadał o podróży zarówno w znaczeniu dosłownym (pobyt Ellie Rowsell w Stanach Zjednoczonych), jak i metaforycznym (wewnętrzne zagubienie i proces leczenia złamanego serca), The Sofa jest stateczne. Wypełnione komfortem i ciepłem. Nasycone samoakceptacją. Utwór jest sugestią, że czasem lepiej odpuścić i (na przykład, na własnej kanapie) zaczerpnąć błogiego spokoju, uprawiając il dolce far niente.

Pola Sosin

 

Maruja – Saoirse

Saoirse (z irlandzkiego ‘wolność’) to nie tylko singiel – to przekaz, modlitwa i manifest. Zawołanie do wszystkich, być przestali być obojętni wobec krzywd innych. Maruja zastosowali narzędzia, które już znamy – jazz-punkowe aranżacje, kontrast emocji – ale doprawili je duchową kontemplacją i politycznym gniewem. Artyści namawiają do nieobojętności, korzystając ze swojej najpotężniejszej broni, czyli muzyki.

Choć tekst Saoirse nie jest dosłownym manifestem politycznym, to jego wymowa jest jednoznaczna. Utwór powstał jako gest solidarności z Palestyną, ale to nie jest protest song wyrażany krzykiem, pełnym sloganów – to intymna forma oporu.

To utwór, który nie chce się podobać. Chce być potrzebny. Chce zostać w nas długo po tym, jak zamilknie. A w Radiu LUZ nie ucichnie jeszcze przynajmniej przez cały tydzień.

Saoirse don Phalaistín!

Zuzanna Kopij


Deftones – my mind is a mountain

Miejsce, gdzie shoegaze’owa melancholia zderza się z post-metalowym impetem.

Najnowszy singiel Deftones to odważne wyznaczenie kierunku ich nadchodzącego, już dziesiątego, albumu – Private Music. Deftones wrócili do swoich korzeni, ale z nową głębią i śmiałością brzmienia. Po pięcioletnim milczeniu zespół wraca z utworem, który łączy wszystko, co najlepsze w ich twórczości – emocjonalną intensywność, ciężar, nastrojowość i awangardowe podejście do metalu.

W ciągu lat Deftones oddalili się delikatnie od korzeni nu metalu w kierunku eksperymentalnego post-metalu, shoegaze’u i dream popu, a my mind is a mountain jest dowodem, że ta ewolucja się nie zatrzymała ani na chwilę.

Istotnym jest tutaj także powrót Nicka Raskulinecza (znanego z produkcji albumów Diamond Eyes i Koi No Yokan). Jego styl nadaje niezwykłej przestrzenności brzmienia. Nie wysuwa on na wierzch głosu Chino Moreno. Wydobywa go z tła i utrzymuje w idealnie wyważonej równowadzę z pozostałymi współbrzmieniami.

Końcówka utworu to prawdziwe erupcyjne zakończenie – gitarowe ściany dźwięku, przestery, mocna perkusja Abe’a Cunninghama i wrzask Chino. Ale w tym wszystkim nie ma chaosu – jest piękna destrukcja, uporządkowana emocjonalna erozja.

Zuzanna Kopij


Four Tet – Into Dust (Still Falling)

four tet into dust

Czy absolutnym klasykom można nadać drugie życie? Czasem trudno wyobrazić sobie nowe wersje utworów, które są z nami od lat. To jednak doskonały sposób, by dostrzec w danym wałku coś, czego wcześniej nie byliśmy w stanie zobaczyć. Udowodnił nam to w ostatnim czasie Four Tet.

Nowy rework producenta z UK wykorzystuje fragment Into Dust, autorstwa legendarnych Mazzy Star. W efekcie otrzymujemy mieszankę z pozoru przeciwnych sobie światów. No właśnie, z pozoru! Tak naprawdę każdy element jest tutaj kluczowy – od rozmarzonych, akustycznych gitar, przez stonowaną, kojącą elektronikę, po głębokie, house’owe uderzenia. Jeśli usłyszycie dzisiaj coś bardziej wyciszającego, niż ten mocograj, zapewne będzie to szum drzew w trakcie spaceru, w pobliskim lesie. Jednak, jeżeli ktoś chciałby takich doświadczeń w obrębie domowego zacisza, podobnie kojące właściwości posiada Into Dust (Still Falling).

Antek Winiarski

bar italia – Cowbella

Tego trio nie było słychać przez dłuższy czas… Jednak Radio LUZ nie zapomina o wyjątkowym bar italia, które wróciło z singlem Cowbella, a więc pierwszym wydawnictwem od 2024 roku. W ten sposób zespół zapowiada trasę koncertową i, trzeba to przyznać, wchodzą w nią (pozytywnie) ciężkim krokiem. 

Cowbella daje się poznać jako utwór wybuchowy i upalny. Świetny w swojej chwytliwości, spowodowanej gitarowymi riffami, a jednocześnie brudny, za sprawą basu. Całość dopełnia głosowa wymiana między Niną Cristante, Jezmim Tarikiem Fehmim i Samem Fentonem. Bar italia prezentuje swoje grunge’owe oblicze, wymykające się poza kafejkowe granie. W tekście, natomiast, zespół rzuca pytania, które pozostawia bez odpowiedzi. Tym samym, przedstawia szorstkość singla Cowbella.

Paulina Madej