Archiwum

Artysta Tygodnia- Tensnake

„Glow” – taki tytuł nosi nadchodzący album Tensnake’a. Zawieszony gdzieś pomiędzy tym co w disco piękne a tym co przyprawia o rumieńce muzycznych purystów – lekko kiczowatą chwytliwością. A wszystko to wkomponowane w deep house’owe tło. Po latach budowania solidnego gruntu w swojej niszy i dwóch niepowtarzalnie przebojowych singlach „Coma Cat” i „See Right Through” Marco Niemerski, producent z Hamburga, nareszcie zdecydował się na wydanie albumu. Płyta, która ma się ukazać 11. marca będzie bardzo rozśpiewana i funkowa (Nile Rodgers gościnnie w dwóch utworach, Fiora aż w siedmiu) aczkolwiek house’owa rytmika nadal będzie nadawała całości klubową ogładę. Z racji nadchodzącej premiery długogrającego debiutu Tensnake’a w tym tygodniu na antenie Akademickiego Radia LUZ skupiamy się na tejże postaci.

Na samym początku swojej kariery, którą zainicjowały założenie wraz z przyjaciółmi labelu Mirau i wydanie pierwszej EPki Restless, Tensnake kierował swoje brzmienie w kierunku bardziej hipnotyzujących i deep house’owych aranżacji. Takie pozycje jak debiutanckie „Around the House”, czy “Keep Believin’” z EPki o tym samym tytule to stylistycznie bardziej szorstkie układy perkusyjne i głęboko pulsujące klawisze. Jednakże już w tamtym okresie Tensnake zdradzał swoje fascynacje funkiem, disco i boogie poprzez tak letnie i mocno zorientowane na lata 80-te numery jak „Show Me” z „Fried Egg EP”. W 2009 roku zaś wypuścił jeden z najlepszych materiałów w swojej karierze – „In the End (I Want You to Cry)”. Materiał, który muzycznie stara się wyjustować obie strony zainteresowań artystycznych Tensnake’a, aczkolwiek można na nim wyczuć ten bardziej house’owy feeling.

Największy wzrost popularności niemiecki artysta osiągnął w 2010 roku, kiedy to wydał EPkę „Coma Cat”, gdzie tytułowy utwór zwrócił uwagę całego świata muzyki klubowej na ksywkę Tensnake. Wakacyjny vibe, płynnie dudniący bas i wdrapujący się w pamięć wokal razem skomponowały fantastyczny hit, który swoją duszą disco długo rozgrzewał parkiety i sceny festiwalowe. Był to również moment dość przełomowy w karierze Tensnake’a – wyraźny krok w stronę muzyki bardzo rozśpiewanej, tanecznej, w jakimś odsetku na pewno kiczowatej. Niemerski zaczął jeszcze bardziej otwierać się na disco, pop z lat 80-tych i funk.

Wydawnictwa z najmniej odległej przeszłości to bardzo wyraźny hołd dla tych najcieplejszych, bezczelnie tanecznych rytmów i melodii. Nachalnie niemal rave’owe „Mainline”, mocno zorientowane na lata 80-te, bujające „Something About You”, miękko zaśpiewane przez Fiorę „See Right Through” czy najświeższe „Love Sublime” ze wspomnianą Fiorą i samym Nilem Rodgersem to pewna sekwencja wydawnictw zmyślnie rozłożona na osi czasu. Artysta bowiem sukcesywnie przenosił się na rejony disco pozostając przy korzeniach jedynie w kwestii tempa i perkusji. „Love Sublime” i „See Right Through” obok „58 BPM” zwiastują wszystko to, czego można się spodziewać po debiutanckim LP „Glow” – ciepłe melodie z przymrużeniem oka, kilka potencjalnych hitów radiowych, dużo numerów śpiewanych, ukłony w stronę disco czy nawet synth-popu, a wszystko to z rozmytą nalepką deep house.

Artysta tygodnia: Beck

beck

Beck zawsze stał na skraju wielu muzycznych światów — rozpoczął swoją karierę na scenie antyfolkowej, był, chcąc nie chcąc, jednym z pierwszych białych raperów, a w ciągu kilku lat stał się jedną z czołowych postaci amerykańskiej alternatywy. W minionym tygodniu ukazał się jego nowy, już dwunasty, studyjny krążek — Morning Phase. Z tej okazji w Akademickim Radiu LUZ przybliżymy Wam jego sylwetkę.

Image6

Kiedy na początku lat 90. Beck Hansen wsiadł do autobusu jadącego do Nowego Jorku z gitarą w dłoni i ośmioma dolarami w kieszeni, nic nie zapowiadało wielkiej kariery. Przez kilka lat tworzył lo-fi'owe nagrania dla niezależnych wytwórni i podejmował rozmaite drobne prace, by mieć z czego żyć. Występując w barach dla znudzonej publiki, często wymyślał absurdalne teksty, by sprawdzić czy ktokolwiek go słucha. Przedłużeniem tego był jego pierwszy i jak dotąd największy przebój, który nadszedł zupełnie niespodziewanie. "Loser" był dla Becka tyle przypadkowy, co oczekiwany — zarówno jeśli chodzi koncept: schemat żenującego białego rapera, jak i o zaskakująco entuzjastyczne przyjęcie numeru przez stacje radiowe, co zapewniło Beckowi jego pierwszy duży kontrakt płytowy z Geffen Records i zaowocowało krążkiem Mellow Gold, który niesiony sukcesem przebojowego singla, zebrał pozytywne recenzje i sprzedał w USA ponad milion kopii.

httpv://www.youtube.com/watch?v=YgSPaXgAdzE

W związku z tym nadzieje wobec kolejnego krążka muzyka były spore. Wydany w czerwcu 1996 roku "Odelay" rozwiał wszelkie wątpliwości co do tego, jakoby wcześniejszy sukces muzyka był wyłącznie dziełem przypadku, jednoznacznie pozbywając go łatki one hit wonder. Odelay nie tylko nie padło ofiarą klątwy drugiej płyty, ale w cuglach przebiło swojego poprzednika komercyjnie i krytycznie, sprzedając ponad 2 i pół miliona kopii w samych Stanach, zdobywając dwie statuetki Grammy, a lata później trafiając do wielu prestiżowych zestawień najlepszych płyt wszech czasów i lat 90.

httpv://www.youtube.com/watch?v=IQfwgzoiq4c

Na wielkość dyskografii Becka niezaprzeczalnie w dużej mierze złożyła się wyważona selekcja idealnie przebojowych numerów, których kulminacja prawdopodobnie przypadła na wydany pod koniec lat 90. krążek Midnite Vultures. Tym razem Beck zainspirował się funkiem i R&B spod znaku Prince'a czy Curtisa Mayfielda i umiejętnie wplótł barwny soulowy feeling lat 70. w swoje coraz bardziej charakterystyczne brzmienie. Niewątpliwie wielką sztuką jest stworzenie krążka, na którym każdy numer brzmi, jak ścieżka dźwiękowa do ucieczki zatłoczonymi ulicami miasta z przypadkiem znalezioną walizką pełną pieniędzy. Ale impreza kiedyś musiała się skończyć. Wraz z nadejściem nowej dekady, w 2002 roku Beck zaprezentował światu zgoła inne oblicze swojej muzyki. Wydany wówczas krążek Sea Change stanowił zdecydowane odejście od przebojowych upbeatowych numerów, na których w dużej mierze artysta oparł swoją karierę. Płyta, utrzymana w klimacie kameralnego folku, była powrotem do songwriterskich korzeni piosenkarza, synonimem muzycznej ewolucji i pierwszą poważną pozycją w jego dyskografii.

Image11

Modern Guilt, do niedawna ostatni krążek w dyskografii Becka z 2008 roku, definitywnie przypieczętował jego sztandarowe brzmienie, będące błyskotliwą fuzją alternatywnego rocka na hip hopowych bitach z perfekcyjnie popowym feelingiem. Tym razem wokalista zaangażował do współpracy kreatywnego producenta — Danger Mouse'a, który możliwie uwydatnił najmocniejsze strony piosenkarza, tworząc oszczędny, współczesny rockowy album, oparty w dużej mierze na charakterystycznej dla Becka rytmice, ale niestroniący o wyważonych dźwiękowych eksperymentów. Od tamtego czasu musiało minąć aż 6 długich lat, by artysta ostatecznie zaprezentował światu nowy krążek. W międzyczasie nieprzerwanie zajmował się jednak muzyką, wydając liczne single, nagrywając piosenki do filmów i angażując się w niecodzienne projekty twórcze. Jednym z nich był Record Club, gdzie wraz ze znajomymi muzykami Beck tworzył covery klasycznych rockowych płyt takich jak The Velvet Underground & Nico czy Songs of Leonard Cohen. Pod koniec 2012 roku wydał zestaw nut do niepublikowanych utworów, zachęcając fanów do tworzenia własnych wersji. Wcielił się też w rolę muzycznego producenta, w tym charakterze współpracując m.in. z Thurstonem Moore, Stephenem Malkmusem czy Charlotte Gainsbourg.

httpv://www.youtube.com/watch?v=NARh2xZeegM

Wydany w minionym tygodniu, pierwszy od 6 lat studyjny album Becka, Morning Phase, to zgodnie z zapowiedziami muzyczna kontynuacja krążka Sea Change sprzed 12 lat. Subtelna płyta na kanwie kameralnego folku to odejście od radiowej przebojowości, z jaką od lat kojarzony był Beck; album, który należy traktować jako jednolitą całość, raczej niż zbiór poszczególnych elementów. Ale to nie wszystko, co w tym roku przygotował dla fanów Beck. Podobno piosenkarz pracuje właśnie w studiu na kolejnym krążkiem z najbardziej utytułowanym popowym producentem minionego roku, Pharrellem Williamsem. Płyta, choć jak dotąd niezapowiedziana, ma się ukazać jeszcze w tym roku i zawierać sporo wielkoformatowych kolaboracji.

httpv://www.youtube.com/watch?v=m2DLZkv4Yvg

ARTYSTA TYGODNIA: ScHoolboy Q

Chuligański rap prosto z serca LA pod tytułem Oxymoron, to materiał na który ScHoolboy Q kazał czekać swoim fanom ponad rok. Z pewnością nie przedłużał daty premiery na złość, jednak oczekiwania na tę płytę wzrosły na tyle wysoko, że nikt nie wybaczyłby artyście rozczarowania. Po udostępnionych singlach nie było słychać krytyki, a raczej głos zastanowienia: 'jak wygląda to w całości i czym jeszcze zaskoczy?'

Q ma 28 lat, a swoje pierwsze nagrania zarejestrował dokładnie osiem lat temu. Wpływ na tę decyzję miały trzy postaci – Nas, Notorious B.I.G. i… 50 Cent. Raper przyznaje, że to właśnie Fifty (a dokładniej jego rap) był największą inspiracją, a zarazem powodem przez który zacżął nawijać na poważnie. Gangsta rap w odświeżonym, nieco newschoolowym wydaniu to idea, której żywot zdecydował przedłużyć. ScHoolboy nie jest może lirycznym czarodziejem, ale potrafi dzięki swojej barwie głosu i dosadnym linijkom zbudować niezwykły klimat, obok którego po prostu ciężko przejść oojętnie. Magnetyczna osobowość, wielotwarzowe flow i bezpośredniość – to jego broń, a strzela z niej zwykle w dziesiątkę.

Charyzmatyczny Quincy, który zdobył sobie spore uznanie mixtape'em Habits And Contradictions oraz licznymi featuringami, do znudzenia powtarzał w wywiadach, że ten album to sto procent niego. Jest na nim szczery, nieco surowy, unika kompromisów, a czasami brak mu nawet skrupułów – zapowiadając, że dzięki Oxymoron przejmie 'tron' po koledze z ekipy – Kendricku Lamarze. 

Cała scena rapowa (i nie tylko!) kieruje swoje oczy na jedną postać, a jest nią ScHoolboy Q – pretendent do autora płyty roku. 

ARTYSTA TYGODNIA: Pro Era

Od wydania ich pierwszego wspólnego materiału, mijają dwa lata. Dziś Pro Era to zespół, który mimo posiadania w swoich szeregach stosunkowo młodych członków, jest szanowany przez rapową scenę za oceanem, a to wszystko głównie wielkiemu talentowi i umiejętności przywrócenia tej muzyce jej klasycznego charakteru. Z charyzmatycznym Joey Bada$$'em na czele, oraz grupą ludzi pracującą na sukces całego wieloosobowego składu, zdążyli zagrać już parę tras koncertowych po Ameryce i Europie, oraz wydać dwie wspólne płyty.

Nastał jednak najwyższy czas by podzielić się z fanami nowym projektem. W ramach okazania respektu i miłości, Pro Era na walentynki oddała pod ocenę słuchaczom nową EPke. Na "The SECC$ Tape vol. 2" oczywiście znajdziemy boombapowe podkłady z mocną stopą, jednak tym razem, grupa raperów zdecydowała się pokazać w bardziej eksperymentalnej formie, niz zdążyli przyzwyczaić wszystkich dotychczas. Mimo, że Pro Era zdawała okreslić się z prezentowanym stylem na początku swojej przygody z muzyką, tym razem robi nam niespodziankę w doborze bitów, a zwrotki takich nawijaczy jak Kirk Knight czy Dirty Sanchez, są świetnym dowodem na to, że posmak rapu lat dziewiędziesiątych na prawdę pasuje do nowoczesnych rozwiązań w muzyce i tekstach.

Iza Lach

Ma zaledwie 25 lat, na koncie cztery albumy i potężny bagaż doświadczeń na swoich barkach. Iza Lach wystąpi już w najbliższy czwartek na puzzlowej scenie. 


Pierwszy raz na poważnie spotkała się z muzyką wygrywając telewizyjny program Od Przedszkola Do Opola. W wieku 16 lat napisała większość tekstów na swoją debiutancką płytę, która ukazał się w 2008 roku nakładem wytwórni EMI. Od tamtego czasu Iza sukcesywnie parła na przód i starała się prezentować coraz to nowsze wersje siebie.

httpv://www.youtube.com/watch?v=FTEEW34e0tY

Przełomowym momentem okazał się konkurs na remix ogłoszony i organizowany przez Snoop Dogga. Artystka wygrała tą kompetycję zapewniając sobie jednocześnie pięciopłytowy kontrakt pod czujnym okiem jednego z największych raperów wszechczasów. Iza bez wstydu przyznaje, że w młodości – tak jak większość nastolatek – chłonęła sporą dawkę muzyki pop. I o ile taki materiał odpowiadał jej gustowi, o tyle trudno było przedstawić go na koncertach. Dlatego z czasem mogliśmy dostrzec stanowczą zmianę w tym, co serwowała nam artystka. 


Twórczość Izy Lach w Akademickim Radiu Luz jest znana od wielu lat. W najbliższy czwartek, 13 lutego będzie okazja do zweryfikowania umiejętności artystki na żywo w klubie Puzzle.  

Broken Bells

Broken Bells. Za tymi dwoma słowami stoją Brian Burton, znany szerzej jako Danger Mouse i James Mercer. Pierwszy z nich był wcześniej producentem takich grup jak Gorillaz czy Gnarls Barkley. James Mercer natomiast jest wokalistą alternatywno popowej grupy The Shins, odnoszącej spore sukcesy w Stanach. Ten indierockowy zespół zaskarbił sobie wielu fanów swoim oryginalnym, ciepłym i alternatywnym brzmieniem.

Debiutancki album indie rockowego zespołu pt. Broken Bells muzycy wydali w marcu 2010 roku nakładem wytwórni Columbia Records. Krążek ten powstawał w studiu Briana Burtona w Los Angeles i był nominowany do nagrody Grammy. Longplay zadebiutował w pierwszej dziesiątce listy sprzedaży Billboard Top 200. Pierwszym singlem promującym płytę był utwór The High Road, który wydano pod koniec grudnia 2009r.

Broken Bells szykując się do premiery drugiego albumu pt. After The Disco ujawnili oficjalny klip do pierwszego singla, Holding On For Life. Wideo zostało wyprodukowane przez firmę The Creators Project, która jest związana miedzy innymi z grupą Daft Punk. Wideo opowiada historię urzędnika i kobiety w stroju astronauty, po miedzy którymi rodzi się uczucie. Teledysk idealnie komponuje się z indie-pop-rockiem, z jakiego znani są Broken Bells.

Oczekiwany przez wielu fanów i krytyków drugi longplay Broken Bells ma wysoko postawioną poprzeczkę. Ich pierwszy album został bardzo ciepło przyjęty, a przeboje The Ghost Inside czy The High Road przyniosły Broken Bells nominację do nagrody Grammy. Płyta posiada specyficzną atmosferę i przestrzeń. Uważana jest również za bardzo osobisty album, nie tylko przez teksty, ale również przemyślane kompozycje.

Yasutaka Nakata

na1 nakat

Yasutaka Nakata (中田ヤスタカ) jest w ostatnich latach konsekwetnie wymieniany jako jeden z najznakomitszych producentów muzycznych na świecie. Styl, w którym płynnie się porusza zawiera się gdzieś między electro house'm, bitpopem, shibuya-kei i wszelkimi odmianami futurystycznego popu. Do jego rozpoznawalnych cech należą konfrontowanie maksymalistycznych aranży z minimalistycznymi formami i nienaganna dbałość o detale produkcyjne. Prócz autorskich projektów takich jak Capsule czy Coltemonikha, tworzy także muzykę dla innych wykonawców m.in. Perfume, Kyary Pamyu Pamyu, Meg czy Ami Suzuki (鈴木亜美), których styl nabrał wyrazistości pod jego skrzydłami, co przysporzyło im popularności także poza granicami rodzimej Japonii.

 

na2 perfume

Elektropopowe trio Perfume to prawdopodobnie najbardziej znane ze wszystkich podopiecznych Nakaty, z którym współpracują już od przeszło dekady. Być może byśmy jednak nigdy o nich nie usłyszeli, gdyby nie zrządzenie losu. W 2007 singiel "Fan Service", który miał być dla grupy pożegnaniem z wytwórnią Tokuma ze względu na niesatysfakcjonujące wyniki sprzedaży, niespodziewanie stał się ich pierwszym poważnym przebojem, co ostatecznie zaowocowało ich pierwszym studyjnym albumem GAME, wyprodukowanym w całości przez Nakatę. Odważne, podszyte house'm i techno elektropopowe brzmienie, nienaganne wyczucie stylu i równie drapieżne, co beztroskie kompozycje to recepta, która zaprowadziła grupę na szczyt japońskiej listy sprzedaży płyt Oricon, czyniąc z Perfume pierwszego technopopowego wykonawcę od czasu Yellow Magic Orchestra, który zdobył w zestawieniu numer jeden.

httpv://www.youtube.com/watch?v=SWs7lCd2mYQ

Oczy świata zwróciły się w stronę Perfume po wydaniu drugiego studyjnego albumu w 2009 roku. Rok później ich muzyczną jakość potwierdził fantastyczny podwójny singiel "Fushizen na Girl"/"Natural ni koishite" (『不自然なガール』/『ナチュラルに恋して』), który redakcja Porcysa wybrała zresztą singlem roku. Nie bez powodu — Nakacie udało się w sterylnych laboratoryjnych warunkach uchwycić w tych numerach esencję popowej piosenki, co dzięki chwytliwym choć nieszablonowym rozwiązaniom melodycznym oraz produkcyjnej perfekcji wyniosło muzykę popularną na zupełnie nowy, nieznany dotąd poziom — do przyszłości. Także tam narodził się kolejny longplay uroczych azjatek z Perfume JPN, który rozpoczął międzynarodową ekspansję grupy i jako pierwsze wydawnictwo dziewcząt został wydany fizycznie i cyfrowo także poza granicami rodzimej Japonii.

httpv://www.youtube.com/watch?v=gI0x5vA7fLo

Po udanej letniej trasie koncertowej po Starym Kontynencie, w miniony poniedziałek miała miejsce europejska premiera czwartego krążka grupy LEVEL3 — jak zwykle w całości wyprodukowanego, napisanego i skomponowanego przez Nakatę. Nowy album, choć naturalnie nosi wyraźne znamiona charakterystycznego stylu producenta, jest na pewnej płaszczyźnie zupełnie inny niż poprzednie wydawnictwa tria — przede wszystkim nie jest to album stricte j-popowy. Nakata odważnie wplata w struktury popowych piosenek wyraźnie EDM-owe i house'owe elementy rozdzierające doskonale znane fanom single "Spending All My Time" czy "Spring of Life"LEVEL3 to kolejne fascynujące oblicze przeuroczych dziewcząt z Perfume i ich utalentowanego producenta.

httpv://www.youtube.com/watch?v=ihNaFCEd0Ms

 

na3 capsule

Duet Capsule powstał z inicjatywy Yasutaki Nakaty i wokalistki Toshiko Koshijimy już w 1997 roku, ale ich pierwszy album High Collar Girl trafił do sklepów dopiero w listopadzie cztery lata później. Początkowo muzyka grupy koncentrowała się na popularnym w Japonii w latach 90. stylu shibuya-kei łączącym elementy muzyki lounge, francuskiego ye-ye, brazylijskiej bossa novy i szeroko pojętej elektroniki w unikalny około j-popowy splot. W kolejnych latach muzyka Capsule stopniowo ewoluowała w stronę bardziej konwencjonalnego house'u, ale elementy shibuya-kei nadal są obecne w produkcjach Nakaty, choćby postaci wielowarstwowych subtelnych wokali czy lounge'owej melodyki.

httpv://www.youtube.com/watch?v=_nUbhbEp65s

Z czasem brzmienie projektu stało się znacznie bardziej elektroniczne, ostatecznie przyjmując formę kojarzonego z grupą brzmienia maksymalistycznego electro-house'u. Pieczołowita dbałość o detale, rozbudowane sekcje 8-bitowe, spektakularne pasaże śmiałych syntezatorów, zdehumanizowane, przetworzone wokale i melodie, które choć charakterystycznie poskręcane, generują niewiarygodnie zaraźliwe hooki. W ciągu zaledwie 12 lat działalności duet Capsule zdążył wydać już 14 studyjnych płyt, z których ostatnia, CAPS LOCK, ukazała się w zeszłym tygodniu. Album stanowi pewne odejście od sztandarowego brzmienia grupy w stronę zdecydowanie bardziej stonowanego art popu z glitchowymi wokalami.

 

na4 meg

W 2007 roku Yasutaka Nakata rozpoczął współpracę z piosenkarką i projektantką Meg, która zaowocowała komercyjnym i artystycznym przełomem w karierze wówczas mało znanej wokalistki. Meg podpisała kontrakt z Universal i zaufała Nakacie porzucając swoje dotychczas bardziej organiczne brzmienie na rzecz eksperymentalnego salonowego elektropopu na wysoki połysk. Nakata odpowiada w sumie za cztery całe albumy Meg aż do Maverick z 2010 roku, z którego pochodzi m.in. singiel "Secret Adventure" prezentujący większość typowych dla produkcji Nakaty rozwiązań — funkową rytmikę, fuzję bitpopowych niuansów z wielkoformatową aranżacją i silnie przetworzony, zdehumanizowany wokal.

 

na5 kyary

Miliony ludzi przed ekranami komputerów na całym świecie przecierały oczy ze zdumienia w 2011 roku, gdy na platformę Youtube trafił ekscentryczny teledysk nastoletniej Kyary Pamyu Pamyu (きゃりーぱみゅぱみゅ) do nie mniej dziwacznej piosenki "PonPonPon". Szybko okazało się, że za projektem stoi nikt inny, ale Yasutaka Nakata. Do dziś Kyary stworzyła wspólnie z Nakatą i wydała dwie bardzo pozytywnie przyjęte przez fanów i krytykę płyty, które można by najwłaściwiej określić jako osobliwy miks wszystkiego, który, jak słusznie zauważył w swojej pochlebnej recenzji krążka Nanda Collection (『なんだこれくしょん』) dziennikarz Pitchfork Media — "nie jest jednak dla wszystkich". To nieskruszone łamanie konwencji stylistycznych w muzyce i modzie.

Artysta tygodnia: Pet Shop Boys

W 1981 roku w Londynie redaktor brytyjskiego magazynu Smash Hits — Neil Tennant i student architektury — Chris Lowe poznają się przypadkiem w sklepie ze sprzętem elektronicznym, zostają przyjaciółmi i zaczynają razem nagrywać. Dwa lata później poznają Bobby'ego Orlando, który po przesłuchaniu kilku demówek proponuje, że zostanie ich producentem. Tak powstaje debiutancki singiel "West End Girls" — jeden z najważniejszych utworów i największych przebojów w ponadtrzydziestoletniej karierze Pet Shop Boys.

Choć w ostatnich latach coraz rzadziej słychać o Pet Shop Boys w kontekście radiowych przebojów, duet wciąż niezmiennie tworzy pop o wielkim potencjale. To jedni z tych nielicznych wykonawców, którzy przez całą swoją karierę, tworzą muzykę na równym, wysokim poziomie i nadal potrafią uchwycić w swoich nagraniach pewien młodzieńczy pierwiastek, którego chronicznie brakuje większości muzycznych weteranów.

httpv://www.youtube.com/watch?v=qNR8gQAoYCs

15 lipca nakładem wytwórni Kobalt Records ukazał się dwunasty studyjny krążek Pet Shop Boys zatytułowany Electric. Wśród dziewięciu premierowych kompozycji znalazły się między innymi nagranie "The Last to Die" z repertuaru Bruce'a Springsteena i duet z angielskim muzykiem Example. Przede wszystkim Electric jest jednak płytą, jakiej słuchacze i krytycy oczekiwali od synth popowego duetu od lat. To dynamiczny krążek spajający tradycję muzyki elektronicznej w duchu klasycznych nagrań Kraftwerk czy New Order z nowoczesnymi formami. Po raz kolejny Pet Shop Boys traktują kicz jako cenną wartość artystyczną i w tej specyficznej konwencji potrafią wyczarować z niego prawdziwy pop art. Nie bez powodu album zbiera wśród krytyków najbardziej pozytywne recenzje od wydanego równo dwie dekady temu Very. Bo komu innemu jak nie brytyjskiemu duetowi wpisanie swojego muzycznego dziedzictwa we współczesne brzmienie przyszłoby równie naturalnie?

httpv://www.youtube.com/watch?v=IDCU17wXktY

Pet Shop Boys to jednak nie tylko wyborne popowe przeboje, z jakich kojarzy ich cały świat. Neil Tennant i Chris Lowe pod szyldem Pet Shop Boys w trakcie ponad 30 lat na scenie, angażowali się w wiele okołomuzycznych projektów znacznie odbiegających od powszechnego wyobrażenia ich muzyki. W 2001 roku wraz z Jonathanem Harvey'm zrealizowali musical Closer to Heaven Z pomocą Svena Helbiga skomponowali też ścieżkę dźwiękową do odrestaurowanej wersji niemego arcydzieła kinematografii — Pancernika Potiomkina oraz oryginalny balet The Most Incredible Thing do baśni Hansa Christiana Andersena. Obecnie duet pracuje nad projektem na temat życia słynnego brytyjskiego matematyka Alana Turinga.

Warto dodać, że już 4 września Pet Shop Boys wystąpią w Polsce po raz pierwszy od siedmiu lat — w gdańskiej Ergo Arenie.

Artysta Tygodnia – Daft Punk

Po ośmiu latach francuski zespół Daft Punk wraca z albumem studyjnym. To idealna okazja, by to właśnie im poświęcić najwięcej uwagi w tym tygodniu.                                               

Jest rok 1992. Prym na rynku muzycznym wiodą R.E.M., Rage Against The Machine, Tori Amos i Alice In Chains, więc w mainstreamie chwilowo nie ma miejsca dla elektroniki. Jednak to właśnie wtedy w Paryżu uformował się zespół, który z pewnością uznać można za jeden z kluczowych w historii muzyki popularnej ostatnich 20 lat. Daft Punk to duet tworzony przez Guy’a-Manuela de Homem-Christo i Thomasa Bangaltera. Wczesna twórczość Francuzów, jeszcze w czasach, gdy grali wraz z  Laurent Brancowitzem jako Darlin’ nie została zbyt ciepło przyjęta przez krytyków. Jeden z brytyjskich dziennikarzy nazwał ich nawet „a bunch of daft punk”, czyli „bandą głupich gnojków”, co niezwykle przypadło do gustu zdystansowanym chłopakom i właśnie tak postanowili nazwać swój duet po odejściu Brancowitza do zespołu Phoenix.

Francuzi musieli czekać aż 5 lat na wydanie przez Virgin ich debiutanckiego albumu, mimo że już rok po uformowaniu się zespołu zostały wypuszczone ich pierwsze single takie jak The New Wave (wersja demo kawałka Alive), czy Da Funk. Ale warto było uzbroić się w cierpliwość, gdyż Homework z 1997 roku to wydawnictwo, bez którego większość fanów muzyki elektronicznej nie wyobraża sobie jej obecnej postaci. Progresywny house oraz wyraźnie francuskie inspiracje niezwykle przypadły do gustu odbiorcom na całym świecie. Wniecałe dziesięć lat tylko w Stanach Zjednoczonych krążek sprzedany został w ponad 600.000 kopii. Jednak niespodziewanie największą popularność Homework zdobył w niderlandzkojęzycznej części Belgii, gdzie zadebiutował na 7 miejscu listy przebojów Ultratop.

4 lata po sukcesie Homework ukazał sie album drugi album duetu Daft Punk, czyli Discovery. Francuzi zmienili nieco kierunek muzyczny z progresywnego house’u na typowo chicagowskie granie. Jest to niezwykle ciekawy koncept album stanowiący ścieżkę dźwiękową do fikcyjnego filmu anime Interstella 5555: The 5tory of the 5ecret 5tar 5ystem. Każdy teledysk towarzyszący utworom  z Discovery to kolejny odcinek filmu, który opowiada o porwaniu pozaziemskiego zespołu. Pierwotna wersja albumu zawierała kartę członkowską Daft Club, dzięki której słuchacze uzyskiwali dostęp do muzyki online. Mimo początkowo niezbyt ciepłego przyjęcia krążka przez krytyków, znalazł się on chociażby na 12. miejscu najlepszych wydawnictw w latach 2000-2004 według portalu Pitchfork.

httpv://youtu.be/FGBhQbmPwH8

Po latach sukcesów musiało w końcu przyjść załamanie. Trzeci album studyjny, czyli Human After All, Daft Punk nagrali jedynie w 6 tygodni. I wbrew pozorom wcale nie zostali przez to ulgowo potraktowani. Wręcz przeciwnie, bo przecież od legendy wymaga się więcej. Wielu krytyków oraz fanów zespołu uważało, że krążek jest niedopracowany i zdecydowanie słabszy, niż poprzednie wydawnictwa. Po raz kolejny rówież muzycy posanowili zmienić kierunek muzyczny i z chicago wrócili do swoich korzeni i pomieszali rock z francuskim minimalem i housem. W jednym z wywiadów Thomas Bangalter wyznał, że inspiracją do nagrania albumu była powieść Rok 1984 George’a Orwella. Mimo nieprzychylnych uwag krytyków, kilka singli pochodzących z Human After All zdobyło uznanie wśród filmowców. Kawałek Technologic znalazł się między innymi na ścieżce dźwiękowej do The O.C.

17 maja, po 8 latach przerwy, ukazał się jeden z najbardziej wyczekiwanych albumów tego roku. Klipom promocyjnym, wywiadom i zapowiedziom nie było końca. Pojawili się na nim Pharell Williams, Panda Bear, Nile Rodgers, czy też legenda muzyki elektronicznej i pionier gatunku – sam Giorgio Moroder. Random Access Memories już przed wyjściem ogłoszone było płytą roku. Czy słusznie? Zdania są podzielone. Krążek jest hołdem dla wszystkich artystów, którzy inspirowali Daft Punk, więc nikt nie spodziewał się żadnych nowinek muzycznych, ale wielu zarzuca mu nudę i powtarzalność. Z drugiej strony recenzenci zachwycają się dojrzałym i przemyślany brzmieniem duetu. Jak jest naprawdę nie da się jednoznacznie stwierdzić, ale z pewnością Random Access Memories zespołu Daft Punk to jedno z największych wydarzeń muzycznych tego roku.

Artysta tygodnia – Os Mutantes

Os Mutantes to brazylijska grupa rockowa, która uformowała się w drugiej połowie lat 60. jako kolaboracja dwóch braci: Arnaldo Baptisty i Sérgio Diasa z wokalistką amerykańskiego pochodzenia — Ritą Lee. Zespół od razu stał się częścią tworzącego się wówczas ruchu Tropicália, który w awangardowy i niezwykle barwny sposób łączył tradycyjną muzykę brazylijską: sambę czy bossa novę z psychodeliczną stroną anglosaskiego rock & rolla.

W czerwcu 1968 roku ukazał się album-manifest ruchu Tropicália: ou Panis et Circencis, który swój tytuł zaczerpnął właśnie z utworu Os Mutantes napisanego przez dwie inne prominentne figury brazylijskiej muzyki — Caetano Veloso i Gilberto Gila. Jeszcze w tym samym roku grupa wydała swój płytowy debiut zatytułowany po prostu Os Mutantes. Album zapisał się wielkimi literami na kartach historii muzyki — magazyn Rolling Stone umieścił go na 9. miejscu swojej listy 100 najlepszych brazylijskich płyt wszech czasów.

httpv://www.youtube.com/watch?v=WXkqHIfZ_78

Mutantes od samego początku swojej działalności korzystali w swojej muzyce z niezwykle szerokiego instrumentarium. Wszystko dzięki kompozytorowi i producentowi Rogerio Duprat, który zaaranżował ich dwa pierwsze albumy. Zespół, niekiedy określany mianem brazylijskich Beatlesów, tak samo jak czwórka z Liverpoolu, nie stronił od eksperymentów dźwiękowych, jednocześnie pozostając wiernym formie przebojowej rock & rollowej piosenki.

httpv://www.youtube.com/watch?v=5eqOj2GMTtI

Mutanci w oryginalnym składzie nagrywali do 1972 roku, kiedy z grupy odeszła wokalistka Rita Lee. Zespół konsekwentnie coraz bardziej podążał w stronę progresywnego rocka, aż do końcówki lat 70., gdy ostatecznie zawiesił działalność.

Sława i muzyczne dziedzictwo Os Mutantes wykraczają daleko poza granice rodzimej Brazylii. Choć nigdy nie nagrali płyty na rynek amerykański, wielu współczesnych muzyków rockowych wymienia ich jako inspirację. Wokalista Beck nazwał na ich cześć swój album Mutations inspirowany muzyką brazylijską, Ariel Pink wyruszył z nimi wspólnie w trasę koncertową po USA, a lider Nirvany – Kurt Cobain w 1993 roku publicznie zażądał od grupy reaktywacji. Grupa reaktywowała się jednak dopiero w 2006 roku, trzy lata później wydając kolejny album, tym razem mocniej osadzony w stylistyce rocka alternatywnego.

httpv://www.youtube.com/watch?v=NNNSCDbn6wk

W tym tygodniu ukazuje się Fool Metal Jack — pierwszy od czterech lat album zespołu. Choć po reaktywacji w 2006 roku z oryginalnego składu zespołu do dziś pozostał jedynie Sérgio Dias, grupie z powodzeniem udaje się utrzymać przy życiu ducha swojej muzyki sprzed lat. Nowa płyta jest ostrzejsza, bardziej gitarowa i współczesna niż cokolwiek, co jak dotąd wyszło spod ręki Mutantów i ukazuje zgoła inną stronę twórczości brazylijskich Beatlesów.