Archiwum

Florence + The Machine – Everybody Scream

Trudno oprzeć się tytułowemu wezwaniu, kiedy głosem miękkim jak płatki widzianych w teledysku kwiatów (o-)pada ono z ust samej Florence Welch, wokalistki i autorki tekstów grupy Florence + The Machine. Everybody Scream jest kontynuacją wątku pełnego poddania siebie i swojego życia scenie, na której zatracona w muzyce i pełnych adoracji krzykach publiczności artystka choć przez moment, podczas tańca, czuje się wolna.

Wiodący motyw singla, czyli wspomniany krzyk, jest tak samo kuszący i niebezpieczny. Znana z nieokiełznanych, emocjonalnych i (słowo – klucz) bosych występów Florence Welch przekonała się o tym, kiedy podczas tańca na scenie złamała stopę. Niedługo później, w 2023 roku, artystka przeszła także ratującą życie operację (niezwiązaną z poprzednim wypadkiem), której skutkiem było przesunięcie oraz odwołanie poszczególnych koncertów.

O czym Florence + The Machine opowiedzą nam na szóstym albumie? Przekonamy się już w Halloween 31 października.

Pola Sosin

UNDA ft. Kosma Król & Jakub Jan Bryndal – Puść to.

Kilka miesięcy temu, przy okazji premiery singla MOJA WINA Miłego ATZa, studziłem nastroje o powrocie Undadasei . Szumnie zapowiedziana gościnka członków gdyńskiego składu ograniczyła się bowiem do skromnego wypowiedzenia przez kilku z nich tytułu utworu w trakcie refrenu. Lato 2025 roku przyniosło jednak przełom. No dobra, nie do końca.

Twórcy Budki Surfera (nomen omen, wspaniała jest to nazwa) podkreślają, że nie jest to nowe wydawnictwo Undadasei. Na nagranym w Chałupach projekcie brak kilku kluczowych postaci, między innymi Nicaragui Guacamole. Muzycznie również się pozmieniało, gdyż stery produkcyjne objął Michał Anioł. To, co pozostało niezmienne, to pełna spontaniczność, która towarzyszyła nagraniom. Czysta siła twórcza sprawiła, że oryginalny plan stworzenia luźnego mixtape’u w przyczepie kempingowej trzeba było odłożyć na półkę. Budka Surfera to pełnoprawny album, który ukaże się 12 września.

Jeszcze jedna rzecz przywodzi od razu na myśl stare nagrania oryginalnego składu. Goście, którzy perfekcyjnie wpasowują się w klimat piosenek. Przyznam zupełnie szczerze – moją pierwszą myślą po ogłoszeniu nowego projektu UNDY było życzenie, by usłyszeć na nim Kosmę Króla. Spełniło się ono z nawiązką. Po luźnym, ultraprzyjemnym Bananie dostaliśmy jego bardziej introspektywną odsłonę na Puść to. Razem z Jakubem Bryndalem oraz wspomnianym Michałem Aniołem dostarczają solidną porcję świetnie przekminionych linijek, na czele z moją ulubioną:

Kosma to inna postać/
To mych porażek suma

Nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć po prostu  Puść to. Najlepiej na 91,6 FM.

Michał Lach

TOPS

Taniec światła i cienia w wykonaniu zespołu TOPS

Ich muzyka łączy eteryczność dream popu z lekkością indie i synth popu, doprawioną funkowym rytmem i pełnymi barw partiami syntezatorów. TOPS to zespół z górnej półki. Nowe single, zapowiadające ich najnowszy album Bury the key, który ukaże się 22 sierpnia 2025 roku, (pierwszy od pięciu lat longplay) potwierdzają, że nazwa grupy to nie tylko obietnica pięknego brzmienia, ale jego gwarancja.

 

From the TOPS

Zespół z Montrealu uformował się w 2011 roku, kiedy Jane Penny, David Carriere (dawni członkowie grupy Silly Kissers) połączyli się z perkusistą Riley’im Fleckiem. Ich wspólna miłość do vintage brzmień z lat 70 i 80 zaowocowała powstaniem TOPS, który dość szybko zyskał uznanie na kanadyjskiej scenie indie popowej. Zespół od początku był dzieckiem wydawnictwa Arbutus Records, labelu, który zyskał rozgłos po wydaniu pierwszych albumów Grimes i kooperacji przy słynnym Visions z 2012 roku. W tym samym roku TOPS wydali swój pierwszy album zatytułowany Tender Opposites i już wtedy wyznaczyli drogowskaz gatunkowy w którym orbitują do dziś.

Picture you staring (2014) to drugi album zespołu, który przyniósł dojrzalsze niż debiut i bardziej określające brzmienia. Głównym motywem jest w nim dostrzeganie niedostrzegalnego — poruszanie się w niepewności, wśród domysłów i poprzez wyobraźnię. Nie jest to pop dla naiwnych, ale poszukiwaczy wrażliwości, próbujących zatrzymać czas w określonym momencie.

Is that the way that you are?/ I can picture you staring/ Out the window/ Not caring — wyłapanie tego wersu w, Way to be loved, które rozpoczyna album, sprawia słuchaczowi dużą satysfakcję, choć pojawia się odrobinę za wcześnie w kontekście pozostałych utworów. Na tle innych kompozycji szczególnie wyróżnia się Outside unoszący się na miękkich i długich syntezatorach. Przynosi na myśl nostalgię budowaną u Mazzy Star, lynchowski wymiar sennego wokalu połączonego z gitarą — w tym przypadku gitarą barytonową.

W 2017 roku, do TOPS dołączyła Marta Cikojevic jako klawiszowiec, wzbogacając grupę o nową warstwę brzmieniową. W tym samym roku powstał też ich trzeci studyjny album zatytułowany Sugar at the Gate.

W swoim trzecim albumie zespół TOPS z Montrealu dopracował swoje brzmienie i uściślił swoją estetykę. Te sprytnie wyprodukowane utwory soft rockowe charakteryzują się elegancką atmosferą i vintage’owym ciepłem.

Tak o albumie pisał Kevin Lozano z Pitchfork, oceniając go na zawrotną liczbę 7,4/10.  Kiedy TOPS przenieśli się z Montrealu do Los Angeles, wynajęli dom w Glendale, który wyglądał jak z pocztówki z lat 70. — duża willa z kolumnami, zielonym ogrodem i basenem. Nazywali to miejsce „Glamdale”. Właśnie tam powstał album Sugar at the Gate

To płyta, która oddycha. Słychać w niej echo pustych pokoi, w których mikrofony łapały nie tylko dźwięk, ale też kurz i atmosferę ukrytą między dźwiękami. Jest tu kalifornijska jasność, ale nie ta pocztówkowa z plażami i palmami. Bardziej ta z filmów Sofii Coppoli — trochę senna, trochę depresyjna. Lekkość podszyta refleksją. Album nie zatracił jednak swojej słoneczności, którą zespół emanuje muzycznie. Tonem i estetyką wpisuje się w klimat Zachodniego Wybrzeża – jasny, lekki, lecz nie stereotypowy. Zachowuje to, z czego TOPS słynęli do tej pory, doskonale operując nostalgią. Muzycy zgrabnie wykorzystali na albumie kasetową estetykę, przesterowanie, kicz i sentymentalny groove. Sugar at the Gate rozwija się powoli, pozwalając kolejnym detalom wybrzmieć z czasem w przestrzennych aranżacjach — to album wymagający uwagi.

Direct Sunlight to utwór otwierający kolejną podróż TOPS w stronę lat 70 i 80 35-minutową płytę I feel alive z 2020 roku. Bas i perkusja miękko niosą rytm, a ciepłe dźwięki Rhodesa i zwiewne frazy fletu poprzecznego w wykonaniu Jane Penny rozszerzają przestrzeń, jakby zespół nabierał głęboki wdech tuż przed skokiem do letniego basenu. Ten album wydaje się jeszcze jaśniejszy, niż dotychczasowy dorobek zespołu, zwłaszcza jeśli myślimy o brzmieniu i wymowie warstwy tekstowej. I feel alive jest opowieścią o odporności na bolesne doświadczenia życiowe i wynoszeniu z nich jak najwięcej mądrości. Nie ma na nim przesadnego optymizmu, a jest raczej taniec we łzach, w których smutek staje się oczyszczający i budujący. 

W Ballads & Sad movies wokal Jane Penny jest mocno nasycony emocjami gdy śpiewa:

My favorite ballads and sad movies/
Don’t do nothing for me now/
Unfamiliar ending and sound
.

Okazuje się że nostalgia bywa mieczem obosiecznym, ale sam przekaz krzyku I don’t know who I am anymore, łagodzi eteryczna warstwa muzyczna, przenosząc efekt ciężkości na drugą stronę płyty.

Dobre wrażenie robi też utwór Colder & Closer zbudowany na kontrastach i metalicznym brzmieniu perkusji. Lirycznie opowiada o grze w „ciepło-zimno” z drugą osobą. Chłód niekojarzący się z bliskością jest reakcją na niepewność uczuć. Niejednoznaczność tekstu sprawia, że piosenka brzmi, jak zapis sprzecznych sygnałów. Całość dopełnia teledysk, wykorzystujący termowizję jako metaforę uniku przed intymnością.

Jane Penny, David Carriere, Marta Cikojevic i Riley Fleck, dotąd mistrzowie bezbłędnych, groove’owych perełek, tym razem otwierają drzwi do mroczniejszego wymiaru swojej twórczości. Zespół nazywa ten okres swoją „złą erą TOPS”. Faktycznie, ich miękkie, pastelowe brzmienia zostały tu nasycone niepokojącym nastrojem i fatalistycznym dramatyzmem disco po zmroku. To wciąż dobrze znana, nieco taneczna, miejska nostalgia, ale ubrana w nieco inny koloryt, niż w przypadku poprzednich wydawnictw.

Single zapowiadające nowy album, zatytułowany Bury the Key pokazują, że zespół eksperymentuje z nową estetyką ich dotychczasowej muzycznej tożsamości. Annihilation pulsuje chłodnym syntezatorem i tajemnicą, Falling on My Sword charakteryzuje buntowniczość, a Chlorine wprowadza spokojniejszy, znany z wcześniejszej twórczości TOPS refleksyjny ton. Łączą się w przemyślaną, a zarazem wielobarwną strukturę, która każe z niecierpliwością wyczekiwać nowego albumu. 

Julia Prus

PGR – PGE

PGR - PGE

PGE już nie tylko na Narodowym. Przez ostatnie pół roku w mojej głowie regularnie obijała się fraza ogarnę sobie kumpli z Facebook, w sensie Meta. Dziś (a właściwie jakieś dwa tygodnie temu) PGR — czyli rapowy skład odpowiedzialny za ten wers —wrócił z nowym singlem PGE.

Czym jest PGR? Słowami samych zainteresowanych:

Przeważnie głównie rapujemy, przy graniu rapu potrafimy głęboko ruszyć pańskie głowy. Raczej powtarzalnie, generalnie powoli rozgłos grabimy (…)

Według mnie byłaby to „kolejna duża rzecz” dla wszystkich, którzy jarają się nową falą hip-hopu zmieszanego z abstrakt rapem i trapem. Jeśli Krenz, Cichoń, Karuzelkaaa, Ziomcy i KOREKCJA LINII to podstawa Twojej playlisty, PGR powinno zagościć na niej jak najszybciej.

PGE pojawiło się w sieci jako część podwójnego singla. Niestety, drugiej połowy ze świecą szukać na serwisach streamingowych. Póki co wszystkich zainteresowanych utworem o tytule O’LAUGHTRACK mogę zaprosić na serwis YouTube, gdzie znajdziecie pełny klip do obu utworów. Co najważniejsze — premiera zapowiada długogrający album ekipy, który ma ukazać się już w tym tygodniu, 22 sierpnia! Póki co korzystajcie z chwili na nadrobienie dotychczasowych premier i wspólnie zaczekajmy na nowości 😉

Dawid Sas
osiedle core

 

godysław – Nie oglądam się za siebie

godysław - Nie oglądam się - okładka

Nie oglądam się za siebie, czyli najnowszy singiel godysława, zapowiada jego debiutancki projekt Reszty się dowiesz EP. To jest rok Wojtka na rapie, a nowy singiel to tylko kolejny tego dowód.

Najnowsza premiera to leniwy, samplowany numer z lekko nostalgicznym klimatem. Wojtek nie poddaje się tej nostalgii i zgodnie z tytułową zapowiedzią  nie ogląda się za siebie, tylko stawia kolejne kroki, życiowo i rapowo. W refrenie pada prosty i dosadny dwu wers:

Nie oglądam się za siebie, chyba że mam swoich ludzi tam / Jak mam być czegoś pewien, jak nie jestem pewien siebie sam

Niesie on w sobie zarówno klasyczne hiphopowe motywy, jak i typowy dla Wojtka, pełen niepewności bagaż emocjonalny. Mimo okazjonalnego zwątpienia sam numer podnosi na duchu i, poza dobrym słowem dla kolegów z ławki, niesie też propokojowy przekaz.

Wojtek dał się już poznać pod wieloma twarzami. Najpierw jako wokalista indie rockowego zespołu Syndrom Paryski, niedawno jako reprezentant hardcorowego składu Acid Drop, a jeszcze wcześniej solowo, w bardziej elektronicznym (i anglojęzycznym) wydaniu, jako goddie. Jako godysław wraca do swoich hiphopowych korzeni i wydaje długo zapowiadany projekt. Reszty się dowiesz EP trafi do sieci już 29 sierpnia, a tracklistę, razem z zapowiedzią gościnnego udziału FOCHA, znajdziecie na końcu klipu. W przeddzień premiery Wojtek, razem z gośćmi, będzie świętować wydanie EP w poznańskim klubie ŚLINA na otwartym koncercie. Na scenie razem z nim pojawią się między innymi stas kropka x connor i gustavv z tazem tarantino. Czy warto było czekać? Przekonamy się już w przyszłym tygodniu. Póki co warto sprawdzić, co dotychczas działo się na kanale godysława!

Dawid Sas
osiedle core

Balu Brigada – What Do We Ever Really Know?

Nowozelandzki duet Balu Brigada zdradza kolejną pozycję ze swojego nadchodzącego, debiutanckiego albumu. Już za lekko ponad dwa tygodnie dowiemy się, jak w całości brzmi Portal. Poprzeczka zawisła wysoko, zwłaszcza po tym, jak wykręcony i przestrzenny był wcześniejszy singiel Backseet oraz hiciarski So Cold. Teraz czas dać szansę What Do We Ever Really Know? i zrozumieć, co zespół ma do przekazania. 

Na temat nowego singla wypowiedzieli się sami autorzy. Twierdzą, że What Do We Ever Really Know? to kryzys egzystencjalny. Może się to wydawać dość zaskakujące, bo muzycznie, tak jak indie rockowe gitarki mają w zwyczaju, kawałek jest raczej ciepły i przyjemny. Zgłębiając jednak historię Mocograja dowiadujemy się o ciężarach życia, ciągłym pędzie, a także mnóstwie niezależnych od nas rzeczy. Równocześnie Balu Brigada mówi o towarzyszących tym trudnościom zamieszaniu i ambicjach, ale też o tym, że na osi czasu trafiają się i dobre chwile. Z połączenia przeciwstawnych biegunów emocjonalnych  powstaje rzeczywistość, w której staramy się działać słusznie. Jednak pojawią się przy tym pytanie: Czy w ogóle wiemy, co robimy? 

Paulina Madej

Yves Tumor ft. NINA – WE DONT COUNT

Yves Tumor to artysta, na którego powroty zawsze wyczekuje się z niecierpliwością, zwłaszcza, że jego ostatni projekt został wydany jeszcze w 2023 roku. Czy tęskniliśmy? TAK! Ekscytacja nowym kawałkiem osiągnęła jeszcze większą skalę, gdy tylko ogłoszono, z kim został nagrany: z Niną Cristante, członkinią znanego i bardzo lubianego w LUZie, bar italia.

WE DONT COUNT (chyba tak, jak każdy podejrzewał) to współpraca kompletna. Wokale Yvesa i NINY uzupełniają się wzajemnie, przy czym momentami przypominają coś w rodzaju dialogu. Budują tym samym niepowtarzalny nastrój, który można przypisać wyłącznie im. Jednocześnie ich głosy dodają uroku post-punkowym gitarom i ciężkim basom, co w efekcie daje eklektyczną jedność. WE DONT COUNT jest jak magnes – przyciąga i hipnotyzuje.

Paulina Madej

McKinley Dixon – Run, Run, Run Pt.II

Jazz i rap to gatunki nierozerwalnie ze sobą związane. Poczynając od legendarnych albumów formacji A Tribe Called Quest, a kończąc na współczesnym arcydziele w postaci To Pimp A Butterfly Kendricka Lamara, połączenie lirycznej maestrii oraz bitów o synkopowanym zabarwieniu wielokrotnie wydało już piękny muzyczny plon. Warto jednak w tym miejscu podkreślić jedną rzecz. W dziełach artystów (przynajmniej z założenia) hip-hopowych, ciężar gatunkowy zdecydowanie częściej przechyla się na stronę rapu, traktując jazz jedynie jako towarzysza. McKinley Dixon na swym najnowszym albumie Magic, Alive! obrał jednak inną drogę.

Pochodzący z Richmond muzyk to jedna z najbardziej intrygujących postaci na współczesnej scenie hip-hopowej. Od początku kariery jego twórczość nierozerwalnie związana jest z jazzem. Słychać to choćby na wydanym dwa lata temu albumie, o wiele mówiącym tytule Beloved! Paradise! Jazz!?. Jednak znakomite aranżacje tego projektu to jedynie przedsmak tego, co dzieje się na Magic, Alive! Projekt ten, moim zdaniem, ciężko sklasyfikować bowiem jako “tylko” jazz-rap. To nowoczesne, jazzowe utwory, w których głos Dixona stanowi kolejny, wiodący instrument. Wykrzyknik w tytule płyty nie jest przypadkowy  – od pierwszych minut zachwyca zarówno intensywnością, jak i rzucającym się od razu w uszy niezwykłym dopracowaniem każdej warstwy dźwiękowej.

Również lirycznie Magic, Alive! kontynuuje ścieżkę, wytyczoną przez Beloved! Paradise! Jazz!?. Sztandarowym utworem z tamtego wydawnictwa jest przepiękne Run, Run, Run, zestawiające ze sobą niewinne zabawy dzieciństwa z brutalnością środowiska, w którym wychowywał się Dixon. Ta wizja zostaje rozciągnięta na najnowszy album. Oscyluje on wokół historii grupki chłopców, którym za pomocą magii udaje się przywrócić do życia tragicznie zmarłego przyjaciela. Niestety, zmartwychwstały kompan okazuje się nie być tą samą, dobrą osobą, co wcześniej.

Nasz Mocograj, Run, Run, Run Pt. II, po nieśpiesznym, marszowym początku, zabiera nas we frenetyczną podróż. Celem jest desperackie utrzymanie się na wściekle bujającej się pod stopami linie życia. Błyskawicznie wyrzucane przez rapera, poetyckie wersy zlewają się ze spektakularnym instrumentarium w całość, która perfekcyjnie oddaje sens opowiadanej historii. O życiu szalonym i intensywnym, lecz kończącym się zbyt szybko. To wyjątkowe, magiczne wręcz dzieło. Tak samo jak cały album Magic, Alive!

Michał Lach

Hermanos Gutiérrez ft. Leon Bridges – Elegantly Wasted

Leon Bridges to dla mnie artysta ambiwalentny. Z jednej strony potrafi tworzyć utwory, których czar przykuwa je do moich słuchawek na długie miesiące, a nawet lata. Z drugiej jednak jego niewątpliwy talent kompozytorski często nie jest w stanie udźwignąć długości pełnego longplaya, przez co do większości z jego albumów wracam jedynie dla pojedynczych perełek. Na szczęście w przypadku gościnnych występów najczęściej pokazuje swoją lepszą stronę. Najlepszym tego przykładem jest kapitalny singiel Elegantly Wasted, nagrany wspólnie z braćmi Gutiérrez.

Szwajcarskie-ekwadorskie duo instrumentalistów po raz pierwszy zdecydowało się na stworzenie anglojęzycznego utworu. Bridges jest znakomitym kompanem, by wykonać ten duży krok. Jego emocjonalny, lecz jednocześnie pełen luzu głos perfekcyjnie odnajduję się na soulowej, delikatnie latynosko zabarwionej piosence. Ciasno upakowane instrumentarium, płynność prowadzącej gitary oraz delikatna modulacja wokalu sprawiają, że świat, niczym po kilku kieliszkach, z łatwością może zawirować dookoła nas. Co jednak ważne – niezmiennie z elegancją.

Michał Lach

Tyler, The Creator ft. Sk8brd – Big Poe

Najnowszy projekt Tylera, The Creatora, Don’t Tap The Glass, to gwałtowne odejście od introspektywnej natury jego ostatniego albumu, Chromakopia. Widać tu podobny schemat do dwóch ostatnich albumów Kendricka Lamara, gdzie po muzycznym zapisie terapii w formie Mr Morale & The Big Steppers, nadeszło przepełnione westcoastową duszą GNX. W przypadku K-Dota zapalnikiem dla zmiany stylistyki był ogromny szum, wokół jego lirycznej potyczki z Drakiem, a szczególnie gigantyczny sukces utworu Not Like Us. Don’t Tap The Glass powstało z nieco innych pobudek.

Okonma od kilku miesięcy jest w trasie koncertowej, promującej wspomnianą Chromakopię. Mimo ogromnej energii i zaangażowania, które wkłada w swoje występy, wielu widzów spędza je wpatrzone w ekrany telefonów. To skłoniło artystę do stworzenia płyty, przeznaczonej do spontanicznego wprawiania ciała w rytmiczne, szalone podrygi. Instrukcje są więc jasne. Usłyszeć je można w pierwszych sekundach, otwierającego tracklistę Big Poe:

Welcome
Number one, body movement (Funky)
No sitting still (Dance, bro)
Number two, only speak in glory
Leave your baggage at home (None of that deep sh*t)
Number three: Don’t. Tap. The Glass.

Szczególnie kluczowy jest powtarzany wielokrotnie w trakcie 28-minutowego projektu apel: Nie dotykaj ekranu. Odłóż telefon. Tańcz. Gdy ma się taki podkład, jak Big Poe, z gościnnym udziałem Pharella Williamsa (ukrytego pod pseudoniem Sk8brd), faktycznie ciężko usiedzieć na miejscu.

Michał Lach