Pasjonująca premiera, która swoim brzmieniem hipnotyzuje i zaprasza do tańca. Mowa oczywiście o najnowszym wydaniu LCD Soundsystemx-ray eyes, a więc o kawałku subtelnym, ale i dzikim jednocześnie. Utwór jest swego rodzaju zapowiedzią tego, co LCD Soundsystem szykuje na najbliższą przyszłość. Na razie to tylko przedsmak tego, jakich dźwięków będziemy mogli spodziewać się na nadchodzącym albumie.
X-ray eyes, choć brzmieniowo nawiązuje do pierwszego albumu LCD Soundsystem, to obfituje w zdecydowanie bardziej nastrojowy i zmysłowy klimat. Równocześnie jednak po falach dźwiękowych płynie pewna dychotomia, za którą odpowiedzialne są chłodne, lodowate wręcz, sample fletu. Jednakże, aby całość utworu była zupełnie kompletna, należy również wspomnieć o głosie Jamesa Murphy’ego: niemalże pozbawiony emocji, kontrastuje z przeszywającym na wylot tekstem. Tym samym – perfekcyjnie uzupełnia kompozycję.
Nie jestem pewna czy czuję się jak w wampirzym klubie nocnym, czy może jak na stacji kosmicznej rodem ze starego filmu sci-fi. Pewne jest jednak, że Xeno & Oaklander nie wychodzą z formy.
Kultowy duet spod szyldu Dais Records, po 3 latach przerwy, powraca z nowym materiałem zapowiadającym album Via Negativa (in the doorway light). Wnioskując po wydanym singlu, możemy liczyć na mocne synth-popowe uderzenie. Magic of the Manifold jest działającym na wyobraźnię, muzycznym przedstawieniem fikcyjnej jaskini Merkurego, pełnej dymu i iskier. Hipnotyzujący głos Liz Wendelbo i urzekająca synthowa harmonia stawiają nas twarzą w twarz z mitycznym obrazem.
W oczekiwaniu na wydanie nowego albumu, zanurzmy się w retrofuturystycznym brzmieniu Magic of the Manifold, które usłyszymy jako mocograj na antenie Radia LUZ.
Tyler, The Creator i jego Noid to jedna z najbardziej rozgrzewających premier tej jesieni. Artysta, jeszcze przed wydaniem singla, zapowiedział płytę: Chromakopia, której premiera nastąpi… już dzisiaj, bo 28 października. A skoro czeka nas nowy krążek, to także i nowa era od Tylera. Słuchając Noid i oglądając teledysk do tego utworu, można wnioskować, że będzie to coś mrocznego.
Wszak Noid, pod względem wizualnym, to produkcja utrzymana w czarno-białej kolorystyce. Wideo charakteryzuje się, notabene, paranoicznym klimatem, co współgra z tekstem piosenki. Tyler, grający główną rolę, ukrywa się pod maską. Początkowo stara się wtopić w tłum, gdy jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest anonimowy, próbuje się ukryć, a finalnie – ucieka.
Muzycznie Noid łączy w sobie wiele gatunków i oprócz hip-hopu słychać w nim psychodelę i soul-rocka. Jednak na tym kompozycyjna zabawa się nie kończy. Tyler, The Creator sampluje tu kawałek zambijskiego zespołu Ngozi Family pod tytułem Nizakupanga Ngozi. Jednakże, aby tego było mało, całość dopełnia gitarowy riff łudząco podobny do tych z wczesnych czasów Black Sabbath. Teza ta nawet ma pokrycie, bo przecież Noid to nic innego, jak skrót od Paranoid, więc skojarzenie z jednym z największych hitów Black Sabbath może być jak najbardziej słuszne.
W minionym tygodniu, a konkretnie 14 października, w dniu swoich 36 urodzin Patrick The Pan wydał swój piąty album o nazwie To nie najlepszy czas dla wrażliwych ludzi. Szczególna data i równie okazjonalna płyta, bo w zupełności stworzona i wydana przez samego Patricka. To bardzo ważny, choć traktujący raczej o rzeczach zwyczajnych, krążek. Jednak czy jest coś złego w celebracji codzienności? Bynajmniej! Słodko-gorzka rytualność powolnych dni nadaje temu wydaniu uroku. Buduje niepowtarzalną więź ze słuchaczem właśnie poprzez swoją pozorną prostotę. Pozorną, bo przecież o sprawach doczesnych też trzeba umieć tworzyć. Piotr Madej potrafi to robić i w każdą z tych “zwykłych” piosenek wkłada coś charakternego, ot tytuł choćby. Wszak każdy z utworów został opatrzony długim, ale potrzebnym tytułem.
My w Akademickim Radio LUZ mieliśmy już przyjemność przyjrzeć się jednemu z singli, który promował tę płytę – Po świetle (wiem, że znów jest 4:00), a wraz z premierą całości krążka, do grona mocograjów dołącza kolejny utwór: Wszyscy znamy kogoś, o kim jest ta piosenka.
Wszyscy znamy kogoś, o kim jest ta piosenka: kogoś, a więc kogo? Chyba mało zaskakującym będzie, jeśli napiszę, że to o osobie wrażliwej… Wrażliwej, ale jednocześnie zmęczonej i trochę zagubionej, chcącej kroczyć swoim tempem przez życie, jednak równolegle próbującej się wpasować we wszechobecny pęd. To zdecydowanie o kimś, kto przeżył już kilka dekad i ma na siebie jakiś pomysł, ale ciągle się czegoś boi. Zwłaszcza zjada go strach przed tym słynnym co ludzie powiedzą? I w ten sposób, wciąż jeszcze przestraszony, tak sobie ten ktoś żyje: byle do piątku…
Myślę, że ten utwór można traktować jako swego rodzaju realizację tego, czym nie warto się przejmować. Samoświadomość własnych słabości i tląca się iskierka buntu we własnym sercu. To nadzieja na zmianę podobną do tej przy wigilijnym stole, gdy w trakcie wieczerzy grający w tle telewizor próbuje wybudzić uśpione marzenia ze snu.
Chyba nie będzie to zaskoczeniem, że Radio LUZ nie przeszło obojętnie obok premiery najnowszej płyty SewerynaMelodie 2. Nie da się ukryć (i nawet byśmy nie chcieli tego chować) – mynaprawdęlubimy i Seweryna, i jego świetną muzę.
Melodie 2to album, który tak naprawdę w ogóle miał nie być długogrającym krążkiem. Początkowo – EPką, później zaś płytą dwa i pół, a finalnie dostaliśmy całość. I całe szczęście! Wszystkie dotychczasowe single, a było ich pięć, tylko rozbudzały wyobraźnie i nadzieję na to, że Seweryn zaprezentuje coś pełnego. Tak też się stało (przymelodiował) i od 18 października wszyscy możemy się zachwycać Melodiami 2.
To kolejne historie o życiu doświadczanym przez młodego chłopaka, o jego wrażliwości i ideałach, które z różnym skutkiem spotykają się z rzeczywistością. To bardzo intymne i duchowe wyznania okraszone subtelnymi dźwiękami, o których sam Seweryn wypowiada się tak:
Oto więc są one
Melodie o stracie
Melodie o samotności
Melodie o nałogach
na koniec dnia myślę, że
Melodie o optymizmie.
To są właśnie Melodie 2.
A knajpa na my to jedna z tych historii, w których następuje weryfikacja uczuciowości. Nie realizuje się ona wyłącznie w konflikcie, ale także i w stopniowym wpadaniu w wir używek. Knajpa na my to pewne wspomnienie o walce z trudami, emocjonalna spowiedź i wrażliwy żal. To stawiane sobie samemu pytanie: czy było warto kłócić się nad dań kartą w tej knajpie na my?
Kiedy przychodzi niedziela wieczór i wracają myśli przeróżne, ciężko odnaleźć się w ich natłoku. Oczekiwania od innych ludzi przewyższają jedynie te, które stawiamy sami sobie i zaczynamy się zastanawiać gdzie podział się ten utalentowany dzieciak i kiedy tak bardzo się wypalił. I nawet ulubiona muzyka jakoś dołuje…
Myślicie, że to tylko was łapią takie przemyślenia? Nic bardziej mylnego. Szukacie wsparcia w nadmiarze wrażeń? Na 91.6 FM proponujemy najnowszy track księżniczka type beat z debiutanckiej płyty Dominiki PłonkiDOMINIKA DANIELA. Odpocznijcie chwilę od przytłoczenia przy atmosferycznym breakcore’owym tracku prosto z najlepszych warsztatów polskiego r&b, a potem przypomnijcie sobie na albumie resztę hitów, które nieraz już doceniliśmy.
Z wszechobecną na płycie lekkością na bitach przypominającą Tinashe, oprócz trafiających w sedno tekstów i błyszczącej Y2K, ale wyjątkowo trafnej produkcji sprawdzonego duo ciiicho i Dawida Płonki, w księżniczka type beat znajdziecie nowy jesienny hymn do nadmiernych przemyśleń. A gościnne wersy Kachy, niczym cynamonowa posypka na kawie, sprawiają że jeszcze łatwiej zatracicie się w swoich nawykach. W najbardziej przytulny sposób.
Chaotyczne, grungowe i wybuchowe Automatic od kalifornijskiego trio half•alive to odpowiedź na pytanie co w człowieku ludzkie, sięgając po nostalgię i młodzieńczą wolność. Po spokojnym i słonecznym dancepop’owym singlu Sophie’s House zespół kompletnie zmienia kierunek, sięgając po gniewne riffy i krzyczane refreny.
Jak wspomina wokalista Josh Taylor, utwór, którego tekst warto wykrzyczeć musi pochodzić z głębi serca, jakoś przekonać nas do tego, że warto dołączyć do niego emocjonalnie. Kiedy oprócz przemyślanego przekazu pojawiają się też rozmyte, brudne gitary i pulsująca niczym tętno perkusja, łatwo uświadomić sobie, że nic nie przekonuje nas jednak tak bardzo jak dobre brzmienie!
Najnowszy album grupy half•alive — Persona, ukaże się 15 listopada. Jak zawsze z dopasowaną choreografią.
Jesienna procesja wyrwana prosto z horroru – tak, najbardziej namacalnie, można opisać utwór zespołu Maruja pod tytułem Break The Tension. To prawdziwe październikowe dziecko: mroczne, ciężkie i jednocześnie fascynujące, bo dogłębnie przeszywające ludzki umysł. Jednocześnie sięga nawet głębiej, bo w duszę i do jej największych pragnień, a także do ciemności, która może owiać psychikę jednostki.
Równolegle, z każdym kolejnym słowem padającym w utworze, trwa kosmiczna podróż dźwiękowa. Nie jest to przyjemny spacer. To wejście do tunelu przypominającego czarną dziurę. Klimat przyprawiający o dreszcze i niepokój, za który zwłaszcza odpowiedzialne są instrumenty dęte. Nadają one niepowtarzalne brzmienie tej post-punkowej kompozycji, łączącej w sobie także elementy harsh noiseu i jazzu.
Break The Tension to utwór pełen kontrastów. Tworzy doskonałą parę z elegancji i zepsucia oraz buduje związek procesji z piekłem. To wzorowy przykład tego, że przeciwieństwa się przyciągają.
W świecie produkcyjnej digitalizacji, ciężko nie docenić artystycznych tradycjonalistów. Właśnie takim tradycjonalistą jest Leon Vynehall, który niespodziewanie podzielił się z słuchaczami najnowszym singlem. Rozpłyńcie się w klubowych brzmieniach dla introwertycznych dusz na 91 i 6 FM.
Na rok 2024 przypada 10. Rocznica wydania pionierskiego debiutu Music For The Uninvited, dzięki któremu Vynehall stał się zarazem intrygującą, jak i tajemniczą postacią brytyjskiej sceny elektronicznej. Album skupiał w sobie dwie skrajności – filigranową uczuciowość zawartą w minimalistycznych kompozycjach oraz klubową intensywność house’owej dynamiki. Dalsze produkcje, z jakimi słuchacz może spotkać się przekopując dyskografie Vynehalla w kolejności chronologicznej, skupiają się na jednej z tych właśnie cech. Kultowe Nothing Is Still otwarcie flirtuje z elektroniczną subtelnością, pozostawiając otwartą dla słuchacza przestrzeń. Z kolei płytę Rare, Forever z 2021 można opisać jako eksperyment, w którym autor skupia się na nieprzewidywalności zawartych kompozycji, lecz spaja wszystko imprezową nachalnością.
Cały dorobek artystyczny sprowadza nas do teraźniejszości i singla Shellac, który poniekąd otwiera nowe drzwi w karierze Leon’a Vynehall’a. Najnowsze wydania artysty to eksplozja energii, która okraszona jest nietuzinkowymi zabiegami produkcyjnymi. Shellac bawi się atencją, bierze z zaskoczenia i wymusza w słuchaczu wytężoną uwagę. Ciągłe poczucie niepokoju wywołane nienaturalną charakterystyką całej aranżacji nie odciąga odbiorcy od parkietu. Wręcz nakazuje wstanie z miejsca, jednocześnie nie wyzbywając się paranoicznego zabarwienia.
Jako wielki fan produkcji Vynehall’a, mogę z niemałą ekscytacją patrzeć w najbliższą przyszłość. Myśl o potencjalnym albumie, który sonicznie szedłby w ślady utworów Duofade czy Shellac zdecydowanie pomaga mi w znoszeniu pogodowych zmian na gorsze. Oby wieczory rozpoczynające się po południu miały chociaż świeży soundtrack produkcji Leon’a Vynehall’a.
Wejście do Bałtyku przy aktualnych warunkach pogodowych groziłoby hipotermią. W przeciwieństwie do polskiego wybrzeża, zanurzając się w falach najnowszego albumu Jamie’go xx’a jedyne co może grozić słuchaczowi to zakwasy po długich godzinach spędzonych na klubowym parkiecie. W cyklu Mocograjów Akademickiego Radia Luz w tym tygodniu wyróżniamy długo wyczekiwany powrót, który z pewnością nie zawiódł fanowskich oczekiwań.
Kiedy w kwietniu bieżącego roku otrzymaliśmy pierwszy przedsmak albumu In Waves w postaci singla Baddy On The Floor, niewątpliwie usłyszeć można było stylistyczną zmianę kursu. Solowy debiut In Colour dał świadectwo produkcyjnej klasy James’a Smith’a, jednocześnie tworząc niepowtarzalny klimat emocjonalnej podróży podkreślonej przez przestrzenny kalejdoskop brzmień. Na In Waves z pewnością nie rozstaniemy się z markową subtelnością Jamie’go, jednakże w tym przypadku opakowana jest ona w zbiór dynamicznych kompozycji.
Utwór Waited All Night to swoisty powrót do korzeni, za sprawą gościnnych występów Romy oraz Oliver’a Sim’a, z którymi Smith współtworzył trio The xx. Wielowarstwową produkcję przesiąka karkołomny bas, do którego kontrą stają się intymne wokale, pełne tęsknoty i cudownej barwy. Wszystko spina dynamiczna rytmika – złożona, nieprzewidywalna i ostra niczym brzytwa.
Wieloletni fani brytyjskiej sceny elektronicznej rok 2024 mogą zaliczyć do udanych. W końcu projektami zaszczycili nas Floating Points, Four Tet czy Caribou. Wśród tej galerii sław nie może zabraknąć miejsca również i dla Jamie’go xx’a, który przynajmniej dla mnie, jak na ten moment zaprezentował się z najświeższej strony.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.