Archiwum

Hanka Łubieńska x Przyborowski – Basy

Zgodnie z tytułem bas wychodzi tutaj przed szereg i już od pierwszych dźwięków łaskocze nas po żebrach. I bardzo słusznie, bo nie od dzisiaj wiadomo, że to właśnie te najniższe dźwięki są tymi kluczowymi w utworach. Tak na pewno jest w najnowszym singlu Hanki Łubieńskiej i Przyborowskiego który zajmuje miejsce na liście naszych mocograjów w tym tygodniu.

Niech basy masują,
a masy baunsują

Piękna gra słów refrenu jest niczym samospełniająca się afirmacja. Ciężko oprzeć się rytmicznemu riffowi grającego basu i wtórującemu mu saksofonowi. Instrumenty prowadzą ze sobą spokojny dialog, ale gwarantuję że nim zacznie się zwrotka, wasze ciała będą już radośnie pląsać w jego rytmie.

Piosenka traktuje o tym jak muzyka potrafi przenosić w czasie i jednocześnie udowadnia prawdziwość tej tezy. Intrygujący, kompletnie wciągający klimat pozwala wyłączyć się z fizycznego świata i przenieść w ten zupełnie inny, wewnętrzny, ale równie rzeczywisty, oddziałujący na nasze zmysły. Bilet w tę międzyświatową podróż sponsoruje solo wcześniej wspomnianego saksofonu. Przygotujcie- jak sugeruje tekst utworu- słuchawki i sprawdźcie koniecznie gdzie Was przeniosą Basy.

Justyna Kalbarczyk

 

Close Counters ft. Shiv – FREEDOM WE’RE NEEDING

To jeden z tych utworów, do których mimowolnie się uśmiecham i bujam podczas czekania na zielone światło. FREEDOM WE’RE NEEDING, bo o nim mowa, to niezwykle pozytywny i zaraźliwy singiel zespołu Close Counters. Tytułowa wolność jest niemalże namacalna dzięki ciepłemu wokalowi Shiv. A przy asyście chórków i dobrych rytmów robi się z tego naprawdę wciągający groove, któremu nie da się oprzeć.

Warto dodać, że nasz Mocograj jest również zapowiedzią ich nowego projektu, który ukaże się już za 16 dni. Zespół cały czas poszukuje swojego brzmienia i eksperymentuje – tym bardziej nie mogę się doczekać 12 lutego i album LOVERS DANCE ACADEMY.

Jadwiga Lazar

vorzu – stan wyjątkowy

vorzu - stan wyjątkowy (kotek.mp4 cover art)

Jesteście gotowi? Bo vorzu na pewno jest gotowy i udowadnia to najnowszym singlem. Tytułowy stan wyjątkowy powinniśmy ogłosić w polskim podziemiu po premierze tej hardkorowo luźnej nutki.

vorzu nie po raz pierwszy pokazuje jak bujać się na pełnym luzie po retro podkładach. Zabójczo krótki, zabójczo groovy i przede wszystkim zabójczo świeży. stan wyjątkowy to numer, który  obowiązkowo musi znaleźć się na słuchawkach wszystkich fanów retro gier na konsolę i estetyki frutiger metro. Nagranie singla to już połowa sukcesu. Czasem jednak, potrzeba kogoś, kto popchnie artystę do wydania go na świat. W tym wypadku za motywację i klip do stanu wyjątkowego odpowiada kotek.mp4.

Jeśli uważnie śledzicie internetowe trendy, na pewno nie raz trafiliście na różne animacje 3D. Te z nostalgicznymi pejzażami, laminal spaces lub prostymi modelami postaci i zwierząt. Poza rolkami na social mediach takie elementy od jakiegoś czasu często można znaleźć w teledyskach muzycznych. Motywy animacji 3D, które niektórzy mogli poznać u takich artystów jak Coalsi, Hubert., czy Taco Hemingway, swój prym wiodą w podziemiu. kotek.mp4 to jeden z twórców wizualnych, który na nowo przywraca ducha wczesnych lat 2000. Klip do stanu wyjątkowego to mieszanka najróżniejszych wątków i motywów zaczerpniętych z różnych faz rozwoju Internetu, w której poza nagraniami VHS i animacjami, znajdziemy followupy do memów, stron internetowych i nie tylko.

Podsumowując, jeśli zastanawialiście się, jaka jest ustawowa definicja bycia „wavy”? Posłuchajcie stanu wyjątkowego od vorzu, zobaczcie klip i wszystko będzie jasne!

Dawid Sas

 

DJ Dying – INA SPOT

Sztandar brzmień łódzkiej elektroniki od lat już nosi logo ekipy Ruchy47. Zasilający szeregi ekipy DJ Dying ponownie pokazuje, jak efektywnie eksperymentować na przetartych już szlakach. W paśmie Mocograjowych wyróżnień Akademickie Radio Luz nie mogło pominąć EP-ki KILL FRIENZY!!!! – wybitnego ukazania jakości i niebywałej formy wirtuozów footworku z naszego rodzimego podwórka. 

Zeszłoroczne Loonies autorstwa DJa Dyinga dało nam namiastkę tego, jaki potencjał drzemie w wizjonerskich produkcjach łódzkiego elektronika. Utrzymywane w 160 BPM-ach kompozycje emanowały ułożonym chaosem oraz ściskającą dynamiką. Rytmiczny majstersztyk jukeowych klimatów w połączeniu z nietuzinkowym doborem sampli i tekstur dał nam najbardziej rozbudowany i spójny materiał w dyskografii łódzkiego producenta. Nie inaczej jest na najnowszej EP-ce KILL FRIENZY!!!!. Stonowana subtelność i pocięty minimalizm w połączeniu z dzikością barwnych perkusjonaliów tworzą intymny klimat z niemałą dozą klubowej przewózki. Samplowy dualizm kompozycji przechodzi w pierwszej części osacza tajemniczością, żeby chwilę później rozwinąć się za sprawą pięknego i jakże subtelnego pianina i kontrabasu. 

Cieszyć może fakt, że ekipa łódzkich Ruchów po latach działalności zaczyna otrzymywać należne laury. Świadczyć może o tym występ na festiwalu Audioriver czy też coraz większa popularność świetnego podcastu chłopaków, w którym świetnie przedstawiają najciekawsze nowinki z muzycznego świata. W oczekiwaniu na kolejne świeżynki, zalecam zapoznać się z pełną dyskografią DJa Dyinga. Uwierzcie mi jest w czym kopać, bo zarówno Loonies, jak i pozostałe produkcje ze stajni Ruchów pozostawiają poczucie niemałego spełnienia i satysfakcji, że w Polsce również natknąć można się na materiały klasy światowej.  

Jędrzej Śmiałowski

 

Bad Bunny – DtMF

Muzyczna pocztówka z przeszłości, przesycona nostalgią za chwilami, które minęły szybciej, niż zdążyliśmy je uchwycić.

Bad Bunny, w DtMF z właściwą sobie szczerością, opowiada o ulotności codziennych momentów – tych, które wydawały się zbyt zwyczajne, by je zapamiętać, a teraz wracają jak ciche wyrzuty sumienia. Drobne gesty, znajome twarze, miejsca, które kiedyś były tłem życia – wszystko to stapia się w jedno zamglone wspomnienie, które chciałoby się zatrzymać, choć na chwilę. W warstwie muzycznej tradycyjne dźwięki Portoryko płynnie łączą się z nowoczesnym reggaetonem, tworząc melancholijną, ale znajomą atmosferę. To dźwięk dawnych ulic, rozmów przy wspólnym stole i nieuchwytnych chwil, które – zanim zdążyliśmy je docenić – stały się przeszłością.

W kontekście całego albumu Debí Tirar Más Fotos utwór ten staje się sercem opowieści – opowieści o tożsamości, korzeniach i miłości do miejsca, które choć się zmienia, wciąż pozostaje domem.

 

Łucja Krzywoń

Crack Rock – Crack

Astigmatic Records rozpoczyna 2025 rok niespodzianką — debiutanckim singlem duetu Crack Rock. Duetu, który tworzą Anthony Mills (Wildcookie) i Marek PędziwiatrLatarnik, znany nam z takich projektów jak EABS, Zima Stulecia czy Błoto. Dopiero wkraczają razem na scenę, ale już wiadomo, że zrobią na niej niezłe zamieszanie.

Crack w swoim brzmieniu jest statyczne, eklektyczne i błyszczące, a nawet delikatnie jazzujące. Syntezatory kontrastują ze sobą, zdecydowana perkusja zadziera z roztargniętymi błyskotkami z wysokich rejestrów. Nad tą mieszanką czuwa flażoletowy głos Millsa, który opowiada o uczuciu nagłej i intensywnej ekstazy, która ucieka szybko, pozostawiając niedosyt.

Tak jak Latarnik bawi się formą, Mills bawi się słowami. I mimo metafor i porównań ukazujących trudne kwestie, czujemy bijącą od tej piosenki zabawę i lekkość. Na szczęście na tym nie skończy się ta niespodziewana współpraca – Crack Rock pracują nad calutkim albumem, który ukaże się już za kilka tygodni. Nie wiem jak Wy, ale ja już jestem niesamowicie podekscytowana. I ciekawi mnie, co oprócz Cracku nam zaproponują.

Zuzanna Kopij


Little Simz- Hello, Hi

W przedostatni dzień 2024 roku Little Simz niespodziewanie wypuściła nowy singiel. Tytuł „Hello, Hi” nie tylko timingowo wpasowuje się w pożegnanie starego a przywitanie nowego, ale również swoim brzmieniem pokazuje nam Simbi w zupełnie innej odsłonie.
Szczególnie w kontraście do elektryzującego albumu Drop 7  dostajemy utwór, który dowodzi że mniej znaczy więcej. Minimalistyczny, jednostajny beat, dzieło duetu SHYY – Rigas, w którym pojawiają się w zasadzie tylko sample i gitara z lekko hiszpańskim sznytem. Tyle jednak wystarczy, by Simz rozbłysła jak supernowa, po raz kolejny ukazując swój rapowy warsztat.

Neighbours can’t believe how a Black woman got this far
But they rate it still, I was chasing dangerous thrills

Jak zawsze w bezkompromisowej szczerości i z niepodrabialnym flow Simbi podaje nam wersy spoglądające wstecz na trajektorię jej kariery. A sam utwór pojawia się po szczególnie doniosłym roku dla Simz, która wyraźnie zaznaczyła swoją obecność nie tylko w sferze muzycznej, ale także w świecie mody. Oprócz lipcowego spaceru po wybiegu Miu Miu, raperka wzięła również udział w swojej pierwszej w historii Met Gala w maju, do czego również nawiązuje w swoich linijkach.

Na mediach społecznościowych londyńskiej artystki zniknęły wszystkie dotychczasowe posty. Zobaczyć możemy jedynie okładkę singla z krótkim dopiskiem „see you in 2025”, co niewątpliwie oznacza, że „Hello, Hi” to naprawdę dopiero preludium tego, czego możemy spodziewać się w tym roku.

 

Justyna Kalbarczyk

Jane Remover – JRJRJR

Jedną z osób, które dobrze rozpoczęły rok 2025 jest Jane Remover. Równo pierwszego stycznia na social mediach wytwórni DeadAir pojawiła się informacja o jej nowym, trzecim albumie Revengeseekerz, oraz promującym go singlu JRJRJR.

Stwierdzić, że Jane jest najbardziej lśniącą gwiazdą sceny muzyki internetowej, to mało powiedziane. Każdym swoim albumem, każdą wydaną piosenka, definiuje nowe brzmienia i powiększa swoją renomę. Z tym właśnie kłóci się w JRJRJR, narzekając i smucąc się zachowaniami swoich fanów. Od licznych żartów dotyczących jej imienia, ich przywiązania do jej starych albumów, w których wylewała swoje żale i nie chce do nich wracać, oraz ogólnej post-ironii, której w internecie jest zdecydowanie za dużo.

Niektórzy mówią, że zemsta jest słodka, niektórzy, że zimna, ale okazuje się, że zemsta, której szuka Jane jest czymś zdecydowanie innym. JRJRJR nie brzmi jak nic ani z digicore’owego Frailty, gitarowego Census Designated, nie przypomina też serii wydanych w 2024 roku singli. Najbliżej mu do remiksów jakie prezentowała nam w ostatnich latach, zarówno w kompilacjach z innymi artystami, jak i w ramach swojej audycji w NTS Radio. Dokładna data premiery albumu jest jeszcze nieznana, ale ja nie mogę się już doczekać.

Maciej Respondek

SPELLLING – Portrait of My Heart

Czy można stworzyć portret serca? SPELLLING, czyli Chrystia Cabral, twierdzi, że tak. Jej najnowszy utwór, Portrait of My Heart, nie tylko podejmuje się tego ambitnego zadania, ale robi to z taką intensywnością i kunsztem, że trudno pozostać wobec niego obojętnym.

Już od pierwszych dźwięków słyszymy, że jesteśmy świadkami czegoś niezwykłego. SPELLLING, znana ze swojego unikalnego podejścia do muzyki, znów zaskakuje. Brzmienie jest tu gęste, wielowarstwowe, jakby każdy dźwięk był kolejnym pociągnięciem pędzla na ogromnym, emocjonalnym płótnie. Pełne koloru i brokatu pejzaże, bogate aranżacje i jej hipnotyzujący głos przenoszą nas w przestrzeń, gdzie granice między rzeczywistością a snem ulegają rozmyciu.

Portrait of My Heart to niezwykle dokładny portret. W każdym fragmencie utworu widać dbałość o szczegóły i wyraźną chęć opowiedzenia historii, która jest zarówno osobista, jak i uniwersalna. Cabral nie boi się odsłaniać siebie, eksplorować trudnych tematów, takich jak tożsamość, samotność i potrzeba bycia zrozumianym. Każdy wers tekstu brzmi jak intymne wyznanie. Pozostawiają one jednak przestrzeń dla słuchacza, by samodzielnie wypełnił puste miejsca w tej opowieści.

W kontekście jej nadchodzącego albumu ten singiel zapowiada coś wielkiego. Utwór wydaje się obiecywać, że ten projekt będzie kolejnym krokiem w ewolucji SPELLLING – artystki, która z każdym kolejnym wydawnictwem redefiniuje to, czym może być muzyka.

A Portrait of My Heart to utwór, który nie tylko się słucha – to utwór, który się przeżywa. Jest jak rozmowa, która zamiast odpowiedzi daje nam pytania. I może właśnie to sprawia, że jest tak wyjątkowy.

Zuzanna Kopij


Japanese Breakfast – Orlando in Love

Japanese Breakfast wraca po 4 latach i zachwyca najnowszym brzmieniem!

Kryjąca się pod tym pseudonimem Michelle Zauner, znana z odważnego eksperymentowania z formą i treścią, w tym utworze sięga po klasyczną literaturę, by opowiedzieć historię miłości w sposób, który jest zarówno intymny, jak i epicki.

Inspiracją do powstania Orlando in Love był XV-wieczny epos rycerski Orlando Innamorato (Roland zakochany) autorstwa Matteo Marii Boiarda. To dzieło niedokończone, ale pełne miłosnych dramatów i rycerskich przygód. W Orlando in Love Zauner na nowo interpretuje tę historię, przenosząc ją w osobisty, introspektywny kontekst.

Już od pierwszych dźwięków utworu zostajemy otuleni typową dla Japanese Breakfast ciepłą, miękką gitarą. Wplata się ona w klasyczne brzmienia, tworząc niby pomost między przeszłością a teraźniejszością. Zauner nadaje temu chamber popowemu brzmieniu osobisty wymiar, podkreślając słowami, że jest to historia dla „melancholijnych ciemnowłosych i smutnych kobiet”.

Warstwa liryczna utworu jest subtelna, ale potężna. Michelle maluje obrazy miłości, która jednocześnie podnosi na duchu i unieruchamia. Jej głos – delikatny, lecz stanowczy – brzmi niczym wyznanie z listu, którego nigdy nie wysłano. Przez całość przewija się melancholijny ton, choć jednocześnie utwór ocieka jakąś dziwną nadzieją. Tak jakby miłość, pomimo swojej destrukcyjnej mocy, wciąż była wartością samą w sobie.

Orlando in Love to utwór, który z jednej strony może wydawać się dziwnie znajomy, a z drugiej – absolutnie unikalny. To muzyka dla tych, którzy szukają głębszego sensu, ale też dla tych, którzy po prostu chcą zatracić się w brzmieniu subtelnego głosu opowiadającego o miłości.

Zuzanna Kopij