Archiwum

Nilüfer Yanya – Where To Look

Jeszcze niedawno celebrowaliśmy premierę czwartego krążka autorstwa Nilufer Yanyi, lecz artystka nie zwalnia tempa i zapowiada kolejne wydawnictwo. Epka Dancing Shoes ma się ukazać na początku lipca, a na zachętę Brytyjka uraczyła nas już dwoma singlami, które stylistycznie nie odbiegają od kierunku wyznaczonego na zeszłorocznym albumie My Method Actor. Chodzi przede wszystkim o zderzenie popowego rozmarzenia obecnego w tekstach z grunge’ową surowością podkładów. Harmonie gitarowe zachwycają nie tylko melodycznością, ale również cudownym zróżnicowaniem tekstur, momentami zagęszczając i tak mętną od przesteru kompozycję. Pomimo wybitnej warstwy instrumentalnej to i tak wokal jest tu najważniejszy. Anielskie chórki Yanyi przepełnia miłosna gorycz i żal, które w tańcu z emocjami przybierają na sile z każdą kolejną sekundą.  

Jeżeli nie mieliście okazji zaznajomić się z dotychczasową twórczością Nilufer Yanyi, odsyłam do zeszłorocznego artykułu w ramach naszego Luzowego Artysty Tygodnia – naprawdę warto go sprawdzić! Utwór Where To Look nie pozostawia złudzeń, że ostrzejszy epizod w twórczości brytyjskiej artystki ma jeszcze sporo do zaoferowania, a datę premiery Dancing Shoes należy zapisać w kajeciku muzycznych premier z czerwonym wykrzyknikiem obok. 

Jędrzej Śmiałowski

Dancing Shoes by Nilufer Yanya

Julia Mestre – Maravilhosamente Bem

W ubiegłym tygodniu przewidywałem tytuł Mocograja roku dla Julii Rover, jednakże kłopoty już tylko czekały na Spacerującą Kobietę. Prosto z Brazylii, cała w ślubnosuknej bieli, starym fiatem uno (obczajcie klipy – nie, film! – poniżej) na antenę Radia LUZ wjeżdża bowiem inna Julia: Mestre. Songwriterka, gitarzystka, postrach tortów i napojów gazowanych, członkini nagrodzonej Latin Grammy hipisowskiej grupy Bala Desejo wespół z producentami Gabrielem Quirino, Gabrielem Quinto i João Moreirą opracowała coś, co mnie po prostu zatkało. Słowa nie są w stanie oddać, jak album Maravilhosamente Bem wpisał się w me gusta (me gusta mucho!), więc powiem tylko, że tytułowy numer w ciągu ostatniego tygodnia zapętlałem wiele razy – a czegoś takiego nie przeżyłem już dawno.

Tytuł jednak mówi sam za siebie: „Maravilhosamente Bem” (wym. „marawi-ljoza-meńczi bejm”, zresztą wjedzie wam po pierwszym spotkaniu z refrenem), czyli w kontekstowo-na-pałę tłumaczeniu  „super mega dobrze”, czerpiący garściami z najlepszego gatunku ever, czyli Música Popular Brasileira, ma wszystko: tekst o fajnych sprawach, zadziorne ciepło, kwartet smyczkowy (!!!), zwrotkę przypominającą tę z Power of Love (jestem fanem Powrotu do przyszłości od 6. roku życia, jakby ktoś pytał), przede wszystkim jednak gigantyczną, porywającą CHARYZMĘ AUTORKI, która wali prosto w czoło tak, że widzisz gwiazdy, a w głowie brzmi ci tylko „maraaaaaaaaaaaavilhosamente bem”. Myślałem, że z wiekiem zhardziałem, a przy boskiej Julii rozpływam się jak lody w upale. Szok!

Sebastian Rogalski

Isabella Lovestory – Gorgeous

Iza wpada znowu na parkiety klubowe i nasze słuchawki z ognistym impetem tożsamym jej charakterowi. Jej nowe wydanie zawiera cztery kawałki, z których tytułowy zwalnia nieco tempa i robi obrót wokół R&B, ale takiego ewokującego klimat lat 2000., które teraz przecież przeżywają swój renesans.
Muzyka i kreacja takich artystek jak Isabella (słyszalnych wokół coraz szerzej, częściej i głośniej) nie wpada w seksualizowanie w wydaniu minionych lat. Twórczość Lovestory jest pełna kobiecej siły, pewności i celowego przejaskrawienia. Wyraźne, czasem może nawet przerysowane uprzedmiotowienie seksualne, pojawiające się w jej sztuce artystka komentuje jasno:

Wyśmiewanie tego co społeczeństwo uważa za poniżające dla kobiet jest zabawne, bo nikt nie decyduje o prawdziwych pragnieniach kobiety poza nią samą.

No cóż, nic dodać, nic ująć, ale jeśli jakoś dzisiaj nie czujecie, że jesteście ⋆。°✩gorgeous⋆。°✩ to odpalcie tę nutę i zróbcie zwrot o circa 180 stopni.
Samej Isabelli przypominać, że jest wspaniała już nie musimy.

Katarzyna Golec

Baxter Dury ft. JGrrey – Allbarone

baxter dury allbarone

Zanim w ogóle nas poznał, zabookował hotel. Baxter Dury, brytyjski poeta i wokalista, zapowiada Allbarone – nowy album z premierą na wrzesień. Robi to w sposób zadziorny, bezpośredni i zarazem tajemniczy a pewności siebie zdecydowanie mu nie brak. Olbrzymia charyzma, stonowany, choć pełen ekspresji wokal – w tytułowym singlu pojawiają się wszystkie najlepsze cechy jego stylu. Powiew świeżości wprowadza taneczno-syntezatorowy bit, który na pierwszy rzut oka (ucha?) wywołuje niemałe zaskoczenie. To pierwsze tak roztańczone autorskie nagranie w karierze Baxtera. Jak zatem śpiewa JGrrey – wielokrotnie goszcząca w jego kompozycjach – “odpowiedzcie na wiadomość, odpowiedzcie na telefon, powiedzcie, czy przybędziecie do Allbarone?

Antek Winiarski

Allbarone by Baxter Dury

 

DJ BLIK & Dominika Płonka – Jeszcze raz

Dwa długie lata musieliśmy czekać na powrót jednego z naszych ulubionych duetów na polskiej scenie. DJ BLIK i Domi Płonka zdobyli nasze serca fenomenalnym H2O, które praktycznie od premiery stało się jednym z hymnów Radia LUZ. Potem było jeszcze kilka innych bardzo dobrych singli, które sprawiły, że Domi stała się Midaską waszej ulubionej anteny: cokolwiek wyda, gości w Mocograjach. Nie inaczej jest i tym razem.

Osoba Truskawkowa (jest dziewczyną) i DD, od maleńkości ziomale (tego akurat nie wiedziałem – ale wiele to wyjaśnia), na Dzień Dziecka nie sprezentowali nam jednak bomby z konfetti, lecz skłaniającą do refleksji gorzką czekoladę. Spontaniczną i szczerą, ale… no niezbyt słodką, o czym szerzej mówi Domi, opisując prace nad Jeszcze raz:

Zrobiliśmy taki eksperyment, że dostałam słuchawki z włączonym podkładem na uszy, wsłuchałam się, poczułam melodię, emocję w muzyce i po prostu zaczęłam freestyle’ować do tego, wbijać w kółko taką zwrotę, że „chciałabym przeżyć to jeszcze raz”. Bardzo się przy tym wzruszyłam. Pomyślałam sobie właśnie o tych wszystkich wydarzeniach z mojego życia z ostatnich lat. W taki sposób powstał utwór, a te wokale, które są wbite i które słyszycie, to są te pierwsze wokale, które też usłyszał DJ BLIK, kiedy razem nagrywaliśmy utwór.

W „ciekawych” czasach, pełnych kolejnych wojen i narastającego gniewu, wspominkowa introspekcja rzeczywiście może dać trochę wytchnienia. Oby tylko nie osiąść na omdlewająco ciepłych laurach przeszłości, kiedy wszystko wokół pędzi na złamanie karku… A może faktycznie mądrzej jest pokazać rzeczywistości plecy i zatopić się w starych VHS-ach?

Sebastian Rogalski

Julia Rover – Spacer kobiety

Kuszący chłód bije z nowego singla Julii Rover (wiedzieliście, że śpiewała z Grubsonem?). Spacer kobiety kontynuuje linię zapoczątkowaną na zeszłorocznej epce Co z Tobą?, na której Julia wokół palca owijała sobie emploi artystów znanych z gal piosenek chodnikowych. W Spacerze mrugnięcie okiem jest jeszcze bardziej bezpośrednie, bowiem mamy do czynienia z coverem hipnotycznego (i tylko na papierze Robotnickowskiego) italo-electro Spacer Woman od one-hit-wonderu Charli – i to coverem w duchu najlepszych lokalizacji zagranicznych przebojów (zwłaszcza mniej znanych perełek).

Tekst, który 30 lat temu mogłaby zaśpiewać Marlena Drozdowska, plus najlepszy element poprzedniego wydawnictwa, czyli Depeszowe zimno (niektórzy dalej nie wiedzą, że wiele z polskich najntisowych synthów to nie żadne tam „disco-polo”, tylko najprawdziwszy coldwave), które produkcyjnie zapewnili reprezentanci The Very Polish Cut-Outs Freux i ekspert od „wschodniej fali” Tamten, dały ośniewającą mieszankę w barwach bursztyn-ultramaryna, z karminowymi refleksami. Mocna kandydatura do Mocograja roku.

Sebastian Rogalski

Obongjayar ft. Little Simz – Talk Olympics

Według tekstu nowego mocograja Talk Olympics zapewne powiem za dużo. Postaram się więc bez zbędnego gadania przejść do konkretów.

Nigeryjski artysta Obongjayar, o którym mówiliśmy w Radiu Luz przy okazji utworu raperki Little Simz, teraz zaprasza ją do swojego świata. I robi to z rozmachem. Talk Olympics to energiczna wymiana wersów i rytmiczny taniec olimpijski, który bez dwóch zdań wygrałby z zeszłorocznymi występami.  

Piosenkarz udowadnia nam od swojego debiutu, czyli zaledwie 3 lat, że jego styl to coś więcej niż fuzja afrobeatu, soulu i elektroniki – to głos współczesnej Afryki, który przebija się globalnie. Nowy album Paradise Now pokazuje go jako artystę pewnego siebie, gotowego mówić głośno, ale z wyczuciem.

Jagoda Lazar

 

 

Älskar – Pięści

Jak strażnik wolności i niezależności uderza Pięściami prosto w ludzkie oczekiwania i opinie zespół Älskar swoim najnowszym singlem. I robi to mocą syntezatorów, perkusji oraz głosu, który wydaje się rozbrzmiewać w naszych głowach.

Równomierny jak stawiane szybko kroki rytm sprawia, że emanuje z tego utworu złość. Zupełnie adekwatnie do tekstu, który niewątpliwie jest manifestem i deklaracją autonomii, jednocześnie będąc przysięgą składaną samemu sobie. Syntezatory pobudzają zmysły, a pojedyncze dźwięki pianina podkreślają moc wyśpiewywanych słów.

Mam w głowie przestrzeń
Wolnością jestem

Utwór jest skonstruowany w taki sposób, że można go słuchać bez końca, zapętlając niczym mantrę. Melodia sama zapisuje się w głowie, a słowa nie pozwalają zapomnieć o własnej sprawczości. I całe szczęście.

Justyna Kalbarczyk

 

 

Ben Westbeech ft. Rahh – Whatever Is Missing In You

Potrzeba było 15 lat scenicznej obecności, by bristolczyk Ben Westbeech nagrał album brzmiący jak… przeszłość. Ale ta dobra przeszłość, do której pasującym soundtrackiem mogą być single Inner City, Daviny albo, trochę mniej detroicko, Miguela Migsa. Zwłaszcza ten ostatni namedrop jest tu istotny – wszak całość zasiliła katalog labelu Glitterbox, któremu szefuje Seamus Haji: posiadacz teki w ministerstwie dźwięku, specjalista od tempa 123 BPM.

Whatever Is Missing In You, rozpoczynające drugi winyl z podwójnego zestawu Everything Is Within You (ależ on lubi słowo „ty”), zdobywa tegotygodniowe trofeum najprzyjemniejszego moco, w którym wszystko jest tak, jak tego oczekujemy. Osobne brawa należą się Holly „Rahh” Ankrah, która wokalnie estetykę Y2K-soul-house’u uciągnęła znakomicie. Z drugiej strony marudy mogą narzekać, że trochę to wszystko mało odkrywcze, ale obczajcie tylko ten plener – czyż nie warto wciąż do tego aspirować?

Sebastian Rogalski

Aminé – Vacay

Gdy upalne słońce na dobre zagości w codzienności, myśli nieuchronnie biegną ku letnim wspomnieniom i marzeniom o tym, jak niewiele dzieli majowy rozkwit od wakacyjnych miesięcy zabawy. Ludyczny charakter tych pragnień napędza kawałek Vacay autorstwa Aminé. Już od pierwszych sekund przenosi on słuchacza na beztroską plażę dzięki energicznemu beatowi łączącemu hip-hop i house. To gorąca propozycja z ambicjami na stanie się hymnem tegorocznego lata. 

Vacay pochodzi z najnowszego albumu Aminé, 13 Months of Sunshine. To lekkie, lecz bogate brzmieniowo wydawnictwo, które porusza również głębokie rozważania nad tożsamością artysty. Sama nazwa krążka nawiązuje do etiopskiego kalendarza, który ma 13 miesięcy. Na całości dzieła da się dostrzec szerokie nawiązania do kultury, zwłaszcza tej afrykańskiej, a także spory zasób emocji i różnorodnych inspiracji. Aminé kreuje w nim siebie na kogoś dojrzałego i dumnego ze swojego pochodzenia, przy czym jednocześnie jest zmysłowy i subtelny.

Paulina Madej