Archiwum

Mala ft. Magugu – MILITANT DON

To już niemal 10 lat odkąd Mala wydał coś we własnym labelu. Najnowsze wydawnictwo Deep Medi pierwotnie miało być utworem instrumentalnym, ale – jak twierdzi sam producent – czegoś mu brakowało. O to coś zadbał Magugu – jeden z bardziej charyzmatycznych MCs obecnej sceny basowej. Efekt możecie usłyszeć na 91.6 FM.

Paweł Szeląg

 

Ben Klock & Fadi Mohem – Our Sector (Azu Tiwaline & Cinna Peyghamy Remix)

Ten mocograj to wspaniały labirynt dźwięków i stuktur, przekraczający granice gatunków. Utwór idealny na dziwniejsze godziny nocy…

Oryginalnie Our Sector pojawił się równo rok temu (listopad 2024 r.) na concept-albumie Layer One autorstwa Bena Klocka i Fadiego Mohema. Otrzymaliśmy wtedy mechaniczną i chłodną dawkę elektroniki, balansująca między IDM-em a techno i dubstepem. Steppingowy, shufflingowy groove, wybijające się głębokie basy i MC w postaci Flowdana, który dodaje do numeru swój charakterystyczny liryczny geniusz.

Tym razem (listopad 2025 r.) dostajemy remix autorstwa Azu Tiwaline i Cinny Peyghamy z nadchodzącej EPki Layer One Remixes, którą współtworzą koledzy i koleżanki z klubu Berghain. Azu Tiwaline, słynąca ze swych kilkugodzinnych setów, potrafi oderwać słuchacza od rzeczywistości, będąc przy tym całkiem oszczędna. Każda jej produkcja jest nacechowana potrzebą zgłębiania swoich berberyjskich korzeni z Sahary. Cinna Peyghammy to kolejny unikat we współczesnej elektronice, często współpracujący z Tiwaline. W ich kolaboracjach łączy rytmiczne struktury tombaku (tradycyjna perska perkusja) z elektroniką, tworząc hipnotyczne pejzaże dźwiękowe.

Remix zaskakuje i zapada w pamięci. Wyczekujemy premiery EPki Layer One Remixes, która pojawi się 12 grudnia nakładem berlińskiego LAYER Records.

Żaneta Wańczyk

Sampa the Great ft. Mwanjé – Can’t Hold Us

Nu Zamrock – tak mówią o swoim nowym utworze, a naszym Mocograju wokalistki Sampa the Great i Mwanjé Tembo. Artystki śpiewają ze sobą od czasu debiutu Sampy, choć mam podejrzenia, że nawet dłużej, jako że są… siostrami. Dziś obie mieszkają w Australii, ale regularnie wracają do swoich zambijskich korzeni, także w piosence Can’t Hold Us.

Wróćmy jednak do enigmatycznej nazwy Zamrock. To gatunek muzyczny odzwierciedlający Zambię w latach 70., który łączy lokalne, afrykańskie rytmy z rockiem, tworząc brzmienie pełne energii i pewności siebie. Sampa i Mwanjé pokazują Zamrock po swojemu – jest mniej rockowo, bardziej soulowo, ale wciąż z tą samą odwagą i zadziornością.

A jeśli jesteście ciekawi jak brzmią początki Zamrocka, zajrzyjcie tutaj.

Jagoda Lazar 

Don Poldon – Organiczna Pomarańcza

Don Pauldone zaskakuje kolejnym singlem. Wraz z Szczur JWP zapowiada projekt o roboczej nazwie „projekt„.

Dla mnie to duchowy spadkobierca bułek z szynką formacji Dinal.  Tutaj follow-up:

ty zapijasz piwem te linie z chrzanem, ja prowitaminę zapiję tranem

Czy może:

Kiedy diabeł pije benzynę i je smar
Ja jem prowitaminę i piję tran

Fajnie dla odmiany posłuchać o zdrowym trybie życia. Jeszcze fajniej od gościa, który nawinął o szufladzie, która nie śmierdzi już szufladą. Ostatnie single Poldona nie pudłują. Wracają wolniejsze formy i (jak zawsze) piękna zabawa słowem. Czy doczekamy się zebrania ich w kolejną epkę?

Oby.

Marcin Masło

 

(za kojące video poniżej odpowiada OwnDialect)

Gorillaz & IDLES – The God Of Lying

Gorillaz i IDLES – dwa muzyczne światy, które pozornie nie mają ze sobą wiele wspólnego, połączyły siły, a efektem ich zaskakująco spójnej współpracy jest utwór The God of Lying, który zapowiada nadchodzący album „Goryli”, The Mountain.

To nie jest typowe brzmienie dla ani jednego, ani drugiego zespołu. Zamiast gitarowego ataku, charakterystycznego dla twórczości IDLES, słychać tu mroczny, hipnotyczny dub. Głos Joe’a Talbota snuje się w rytmie basu, pełen stłumionej intensywności. Z kolei w tle unosi się eteryczny wokal Damona Albarna, dopełniając całość.

To tylko mały fragment tego, co czeka nas w marcu, kiedy ukaże się reszta albumu. Na pełny krążek przyjdzie nam więc jeszcze trochę poczekać. The God of Lying udowadnia, natomiast, że warto.

Łucja Krzywoń

FKA twigs – Piece Of Mine

O wielu kontynuacjach można śmiało powiedzieć, że lepiej by było, gdyby nigdy nie powstały. Śmiało też można przyznać, że ta opinia nie dotyczy najnowszego wydania FKA twigs — albumu EUSEXUA Afterglow, będącego sequelem longplay’a EUSEXUA.

Odsłuch czwartego studyjnego albumu artystki to ponowne zetknięcie z wykreowaną przez nią równoległą rzeczywistością . Za każdym razem, gdy sięgam po to wydawnictwo i zanurzam się w odległej krainie stworzonej przez FKA twigs, inny utwór wywiera na mnie szczególne wrażenie. Gdyby to było w porządku względem pozostałych premier ostatniego czasu, zabiegałabym o obsadzenie wszystkich tegotygodniowych miejsc dla Mocograjów tylko utworami z EUSEXUA Afterglow. Potraktujcie te słowa jako zachętę do przesłuchania wspomnianego albumu w całości.

Piece Of Mine to niezwykle delikatna, otulający ciepłem, a przy tym wprawiająca ciało w taniec kompozycja. Kojarzy mi się z wyjątkowym rodzajem ruchu — nieskrępowanym, pełnym ekspresji podrygiwaniem. Ta wolność i niewinność są zawarte w glitchującej, szemrzącej melodii. Tekst natomiast odzwierciedla najbardziej komfortowy stan relacji międzyludzkiej. Taki, w którym dwoje staje się jednością.

Myśląc o słodkości i wielobarwności produkcji, zupełnie nie zdziwiła mnie informacja, że za jej stworzenie współodpowiedzialny jest znany z takiego stylu niemiecki producent Mechatok. Wraz z FKA twigs, duetem Two Shell i producentem Mannim Dee stworzyli utwór, w którym zaklęte są reminiscencje rozciągniętych w czasie, ciepłych i przyjemnych chwil.

Maja Michalik

Eusexua Afterglow by FKA twigs

Włodi & Ero – Noblesse Oblige (prod. Szczur JWP)

Szlachectwo zobowiązuje

O połączeniu tych dwóch warszawskich ikon szeptano od dłuższego czasu. Włodi Ero JWP – członkowie kultowych składów Molesty Ewenement i Bez Cenzury stworzyli wspólny album Reszty nie trzeba, który ukazał się 7 listopada nakładem wytwórni Def Jam Records. Trzy nośniki: CD, kaseta magnetofonowa i winyl (czarny i barwiony w kolorach marble/splatter/galaxy), a na nich 8 kawałków, to esencja tego, za co pokochaliśmy rap.

Witam Cię w mym pałacu, cały zbudowałem z rapu.

Mimo dekad na hip-hopowej scenie, do ich wspólnego projektu doszło dopiero teraz. Włodiemu zależało na stworzeniu rapu, który będzie zarówno dla niego, jak i dla Erosa pewnym wyjściem poza schemat. – Mogłem nagrać coś bardzo spójnego, ale wolałem kogoś, kto wybiera zupełnie inne rzeczy. Dzięki temu powstało coś nowego – tłumaczy w wywiadzie. – Lubię, jak sample robią spustoszenie w głowie, jak coś mnie niesie. Jak jest za spokojnie, to robi mi się smutno – dodaje Ero.

Jest piękny widok i ogród pełen krzaków. I cały rośnie z biegiem czasu.

Nie zabrakło stonerskich wersów, tak typowych dla Włodiego, na których Molesta zadymiła (by nie powiedzieć “wychowała”) całe podwórkowe pokolenia. Za produkcję albumu odpowiadają spece w swojej dziedzinie: O.S.T.R., Szczur JWP, Amatowsky oraz Tomek Bent. Całość dodaje siły. Utwardza słuchaczowi poślady i daje pewniejszy krok, nie zabierając mu przy tym ani krzty empatii i pokory. Rób swoje – noblesse oblige – nie musisz się z tego przed nikim tłumaczyć.

Żaneta Wańczyk

Balkon – Smak firmy

Balkon gra brudno i hałaśliwie, łącząc przy tym różne gatunki muzyki. Niektórzy dopatrują się w ich brzmieniu podobieństw do Świetlików czy wczesnego Black Midi. Sami o sobie mówią, że zgapiają to, co najgorsze w Republice i wszystko, co wkurza w Sonic Youth. Istnieje jednak jedno, wymyślone przez sam Balkon, określenie nadające nazwę temu, co tworzą: wszystko-punk. I właśnie to stwierdzenie wydaje się najbardziej dopasowane do mieszanki gitar, zgrzytów, łomotu oraz oplecionego poezją jazzu.

Pod koniec października premierę miał Parter, a więc najnowszy krążek zespołu. Kontrast między wysokością Balkonu i oddalonym od niego Parterem wyraźnie słychać w dźwiękach albumu. Momentami płyta zdaje się głośna i dokuczliwa, by po chwili okazała się przyjemnie prawdziwa. 

Smak firmy, nasz Mocograj, także należy do Parteru. Utwór świetnie komponuje się w całość płyty: jest ekspresyjny, a jazzowe melodie dodają mu powagi. Śpiewany, ale i poetycki, wikła odbiorcę w przeżywanie każdej emocji.

Paulina Madej

soakybwoy, erlejs – Ronald

Znowu biegniesz. Sklep zamyka się za dziesięć minut, więc ruszasz, jakby od tego zależało coś więcej niż paczka chipsów. Światło migocze w ciemnościach ulic, oddech staje się coraz krótszy a w tle pojawia się myśl. Czy to droga do sklepu, czy wpadasz w coś więcej? W tułaczkę z jednego peronu na drugi, z miasta, które znasz, do tego, które miało być nowe.

Ronald to początek tej podróży. Nasz Mocograj widnieje jako pierwszy utwór z albumu Pocztówki, do którego teksty pisał Soakybwoy, a za ciepłe, jazzujące bity odpowiedzialny jest erlejs. To historia o wyprowadzce z miasta, o byciu w ciągłym ruchu pomiędzy Bielskiem- Białą a Wrocławiem. Nawet jeśli brzmi jak opowieść o rozdarciu, słychać w niej lekkość żartu. Bo może nasze małe końce świata nie są aż tak poważne, gdy towarzyszy im trochę ironii? 

Jagoda Lazar

soakybwoy, erlejs – Ronald

Yazmin Lacey – Ain’t I Good for You

Na wydanym przed tygodniem drugim długogrającym krążku Yazmin Lacey pokazuje, że londyński soul pomimo swojej pop-soulowej twarzy (myślę o Tobie, Olivio Dean) wciąż jest, a przynajmniej może być nieco bardziej charakterny.

Album zatytułowany Teal Dreams, który ukazał się 24 października, jest mniej gęsty niż prawowity debiut piosenkarki, Voice Notes, sprzed dwóch lat, ale to wcale nie zarzut. Lacey zostawiła za sobą bardziej transowe i psychodeliczne odcienie neo-soulu, wpuszczając do własnej autorskiej mieszanki, wciąż blisko powiązanej z nowolondyńską sceną jazzową i niestroniącej od dubowych beatów, więcej słońca. Singlowe Ain’t I Good for You śmiało czerpiące z jazzującej samby to doskonały przykład tego stylistycznego zwrotu. Melodycznie to zresztą niewątpliwie hajlajt Teal Dreams, co uczyniło go też jednym z naszych utworów tygodnia.

Kurtek Lewski