Jedno z najciekawszych brzmień ostatnich lat. Niezwykle osobiste, pełne wrażliwości teksty. Brytyjska scena muzyczna bez wątpienia oddała wiele interesujących i utalentowanych artystów w nasze ręce. Jednak w ostatnich latach pojawił na niej zespół, który od w mgnieniu oka potrafi zahipnotyzować słuchacza i sprawić, że podróż, w którą się z nim wybierze będzie jego najlepszą i niezapomnianą. Wolf Alice artystą tygodnia w Radiu LUZ.
Pierwsze chwile kapeli sięgają jeszcze początku ubiegłej dekady kiedy działała jako akustyczny duet wokalistki Ellie Rowsell oraz gitarzysty Joffa Oddie. Chwilę później dołączył do nich kolejny duet złożony z przyjaciółki Ellie oraz przyjaciela Joffa. Sytuacja jednak nie przestawała być dynamiczna. Basistka Sadie opuściła zespół żeby skupić się na studiach, a perkusista James złamał nadgarstek i początkowo zastąpił go Joel Amey, który ostatecznie dołączył do zespołu. Równocześnie został zrekrutowany basista Theo Ellis i od tamtego momentu przyjaciele grają w niezmiennym składzie.
Po długich, czterech latach zespół powrócił ze swoim trzecim albumem studyjnym. Wolf Alice przeszli metamorfozę i otwierając kolejny rozdział w swoim dorobku skierowali się w stronę cichszych, stonowanych brzmień. Jest to spory kontrast z ich poprzednim, głośnym, mimo to spójnym zwycięzcą Mercury Prize Visions of A Life, płytą, która w tym tygodniu obchodzi swoje czwarte urodziny. Nie oznacza to jednak zupełnego porzucenia swojego charakterystycznego stylu, z którego są tak dobrze znani. Do współpracy nad Blue Weekend zespół zaprosił producenta Marcusa Dravsa, znanego z kolaboracji z takimi artystami jak: Björk, Florence + The Machine, Arcade Fire czy Coldplay. Muzyk czuwał nad nową wizją i brzmieniem zespołu, nie ingerując jednak zbytnio w całokształt ani w ścieżkę, którą podążają.
Jak mówią sami członkowie londyńskiego kwartetu, tytuł Blue Weekend powstał w pewnym stopniu przez przypadek. W wywiadzie dla NME wokalistka Ellie Rowsell wspomina, że wynikł on z rozmowy podczas podróży taksówką w Belgii, gdzie nagrywali materiał na płytę. Niebieski to taki ładny kolor, ale jednocześnie oznacza smutek i również często myślę, że weekend polega na radości, zabawie ale dzieje się wtedy również wiele dramatów, więc można to nazwać katalizatorem smutku. -opowiada wokalistka. Można to również zaobserwować w wypełnionych emocjami tekstach.
Nie bez powodu nazwa zespołu inspirowana jest krótką historią napisaną w latach 70. przez angielską pisarkę i publicystkę Angelę Carter. Ta opowiada o dziewczynie wychowanej przez wilki, co idealnie oddaje wszystkie emocje, których doświadcza się słuchając twórczości Wolf Alice. Niewinna delikatność przeplata się z zaskakującą zadziornością, a wszystko to zwieńczone jest anielskimi dźwiękami. Niczym najlepsi przyjaciele, potrafią wesprzeć w trudnych chwilach, dodać otuchy lub odwagi i zawsze można na nich liczyć. Rewolucyjny, to za mało aby opisać styl zespołu. Nieprzewidywalność oraz zestawienia, które początkowo zdają się nie pasować do siebie tylko ukazują potencjał, który w nich drzemie. Bez cienia wątpliwości jest to artysta, który (o ile już nie wywiera) będzie wywierał olbrzymi wpływ na przyszłość muzyki.
2 września debiutancki album Just for a Day obchodzi 30 rocznicę wydania. Krążek
poprzedziły trzy EPki: Slowdive (1990), Morningrise(1991) i Holding Our Breath (1991).
Początkowo materiał spotkał się z dużą falą krytyki. W czasach, kiedy shoegaze i dream
pop stały się powszechnym zjawiskiem muzycznym, prasa i krytycy zwiększyli swoje
oczekiwania. Obecnie shoegaze przeżywa swoje odrodzenie i ewolucję, a Slowdive
uznawane jest za prekursora gatunku.
Nazwa grupy przygotowuje nas na wrażenia, których możemy doświadczyć podczas
obcowania z jej twórczością – powolne zanurzanie się pod taflę dźwięku.
Pierwszy album najbardziej przypomina senne marzenie: łagodne melodie, melancholijnie
zawodzące gitary oraz głosy Rachel Goswell i Neila Halsteada rozchodzące się jakby
pod wodą. W takim lekkim opakowaniu z dźwięków schowana jest przytłaczająca swoją
ciężkością warstwa liryczna utworów. Autorem tekstów pierwszego albumu był Neil
Halstead, który nie stronił od licznych metafor i zawiłych historii o poczuciu zagubienia,
samotności i niespokojnych duszach beznadziejnych romantyków. Momentem
wytchnienia jest jedyny instrumentalny utwór albumu – Erik’s Song, czyli ponowne
skupienie się na dźwięku, zatrzymanie w rozmytej przestrzeni.
Just for a Day nie oznaczało jednak chwilowej kariery zespołu. Dwa lata po ukazaniu się
debiutu, grupa wydała swój najpopularniejszy krążek Souvlaki, podobny do debiutu tylko
z pozoru. Alison, czyli rozpoczynający utwór, zaskakuje nas wyraźnym brzmieniem
perkusji połączonym z nieco bardziej szorstkimi dźwiękami uśpionych gitar. Emocjonalnie
intensywne dopełnienie tworzą współbrzmiące głosy Goswell i Halsteada, co jest
zaskakującym elementem kompozycji, biorąc pod uwagę fakt, że album został nagrany
po rozpadzie ich związku.
W przeciwieństwie do zanurzania się w melodiach Just for a Day, Souvlaki daje nam
poczucie falowania. Kiedy przyzwyczaimy się do otaczającego nas pogłosu gitarowych
efektów i jednostajnego, sennego rytmu, pojawiają się dynamiczne, jak na shoegaze
zwroty. Najwyraźniejszym i najlepszym z nich jest przełamanie kompozycji całego albumu
utworem Souvlaki Space Station – więcej pogłosu, piłujące gitary i przenikające się
warstwy wokalne w wykonaniu Rachel.
W komponowaniu Souvlaki istotny był udział Briana Eno, który być może przyczynił się
do dążenia zespołu w zupełnie nowym kierunku. Album Pygmalion ukazał się w 1995
roku i momentalnie zadziwił fanów grupy. Na próżno można się tutaj doszukiwać śladów
alternatywnego rocka i marzycielskich gitar. Wydawać by się mogło, że trzeci album Slowdive stanowi świadectwo dojrzałości, wkraczania w nową drogę, której przewodnim
motywem jest minimalizm i ambientowe brzmienie, jednak przez rozmyte wokale i
oniryczną bańkę z melodii muzycy starają się przekazać, że nie porzucili tego, co dla nich
charakterystyczne. Teksty nadal oscylują wokół znanych tematów, ale brak w nich
złożonych metafor czy skrzętnie ukrytych znaczeń. Pojawiają się liczne powtórzenia tych
samych wersów (np. Crazy for You oraz J’s Heaven), które wpływają jedynie na silniejszy
wydźwięk słów i ich przekazu.
Pygmalion był ostatnim albumem wydanym przez Creation Records. Krótko po tym
zespół zakończył działalność, jednak Neil Halstead, Rachel Goswell i ostatni perkusista
grupy Ian McCutcheon założyli nowy projekt – Mojave 3, który kontynuował nowo
obraną przez Slowdive ścieżkę. Po wydaniu pięciu albumów w klimatach indie popu i
alternatywnego country Mojave 3 zniknęło ze sceny.
Brytyjczycy chyba jednak nie byli w stanie tak łatwo zrezygnować z wyrażania siebie
poprzez muzykę i w 2014 roku ogłosili reaktywację Slowdive. W 2017 roku ukazał się ich
czwarty album Slowdive, który jest swego rodzaju powrotem do korzeni. Wielką sztuką
jest nagranie materiału, który pomimo 22 lat przerwy i zaistniałych w tym czasie zmian,
nadal będzie nawiązywał do pierwotnych brzmień. Sentymentalna podróż do lat
dziewięćdziesiątych wzbogacona została w kilka elementów zaczerpniętych z nowych
dekad. Po raz kolejny balansujemy pomiędzy melancholijnymi pogłosami a nieco bardziej
dynamicznymi rytmami wyznaczanymi przez perkusję. Sugar for the Pill jest utworem,
który najmocniej wyłania się na tle albumu przez wyraźny bas, który może kojarzyć się z The xx.
Nieważne, po który album Slowdive sięgniemy, w każdym z nich odnajdziemy ładunek
szczerych emocji pięknie zapakowany w łagodne brzmienia stłumione i rozmyte przez
otaczającą nas, ciepłą wodę. Skoro stopniowo sięgamy dna, to dlaczego jest nam tak
lekko i przyjemnie? W pewnym momencie tracimy orientację czy to nadal bezwładne
opadanie, czy wznosimy się między chmurami.
Schyłek lata nie oznacza końca festiwali – już za chwilę, 20.09, rozpoczyna się Avant Art Festival. To już czternasta edycja tego wyjątkowego wydarzenia, łączącego różne dziedziny sztuki, w których muzyka odgrywa pierwszoplanową rolę. W programie znajdują się przede wszystkim koncerty, ale nie zabraknie też spektakli teatralnych i wystaw. Dlatego lineup dokładnie oddaje to, co o festiwalu mówią jego organizatorzy: Avant Art to dźwięki, słowa, obrazy i ruch. Avant Art to wyjątkowe wydarzenie z jeszcze jednego powodu – festiwal wykracza poza ‘’stołeczny’’ Wrocław, mając swoją edycję również w Warszawie i Berlinie. Chyba nie ma drugiego, polskiego festiwalu, który w podobny sposób wychodzi naprzeciw odbiorcom sztuki awangardowej. Ach, dodam jeszcze, że nie ma takiego drugiego festiwalu, którego organizatorzy okazują tak duże wsparcie polskim artystom, którzy podczas epidemii znaleźli się w trudnej sytuacji. I w końcu – kogo będziemy mieli okazję zobaczyć we Wrocławiu?
Jak wyjaśniają organizatorzy Avant Artu, najwięcej uwagi kierują w stronę muzyki, która jest reprezentacją dla nieoczywistości, krępacji, wyjątków, postformy, czyli awangardy długiej i szerokiej.
Twórczość Bartosza Zaskórskiego zdaje się spełniać wszystkie wytyczne, dlatego to właśnie jego będziemy mieli okazję zobaczyć i usłyszeć już pierwszego dnia festiwalu w Galerii Sztuka na Miejscu. Artysta pod nazwą Mchy i Porosty najbardziej interesuje się tym, co nadpsute i zdeformowane, więc właśnie takich brzmień możemy się spodziewać podczas jego występu – tanecznych, ale i dziwacznie powykręcanych. Konfuzja pomieszana z zabawą – to pewnie będzie ten rodzaj przyjemnej krępacji, o której wspominają organizatorzy Avant Artu.
Pan Daijing jest artystką urodzoną w Chinach, choć obecnie rezyduje i tworzy w Berlinie. To kolejna głośna artystka z wytwórni PAN, głośna również i w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo na swojej pierwszej płycie nie stroniła od noise, industrialu i techno. Jednak na drugim krążku, podążyła w zgoła odmiennym kierunku. Nawet najbardziej intensywne partie są tam łagodzone operowym śpiewem lub szeptem, a cisza zyskała równorzędną wartość co dźwięk, tworząc składankę ku czci awangardowej opery oraz eksperymentalnej elektroniki. Ta jedna z najciekawszych twórczyni muzycznej awangardy zagości we Wrocławiu już w przyszłym tygodniu w ramach festiwalu Avant Art. Mając na uwadze jej wcześniejsze miejsca występów – na przykład galerię Tate Modern w Londynie – możemy spodziewać się wszystkiego, co najlepsze.
Bartuś419 zamiast melorecytacji wyrzuca z siebie słowa jak się zrzuca z pleców ciężar: agresywnie, szybko, niedbale. W swojej twórczości przedstawia słuchaczowi wybrane według tylko sobie znanego, nierzadko zaskakującego klucza wycinki rzeczywistości, w których emocje nie są nazwane po imieniu, mimo to zawsze towarzyszą mu w wyjątkowo bezpośredni sposób. Stąd wszystko co prezentuje odbiorcy, zwłaszcza na koncertach, przypomina raczej nieprzewidywalny performance. Muzyka, którą dobiera do własnych słów, to mieszanka eksperymentalnej elektroniki, noisu i industrialu. Taki miks jeszcze bardziej podkręca wydźwięk twórczości Bartusia. Niełatwo jest mówić o tak przesyconym wrażeniami i odczuciami materiale, lepiej przeżyć to samemu w ramach festiwalu Avant Art w Czasoprzestrzeni odbędzie się występ Bartusia419, który pokaże wszystkim chętnym, jak robić eksperymentalny hip-hop w najlepszym wydaniu.
Duo DUMA, to kolejni artyści należący do ugandyjskiego kolektywu Nyege Nyege Tapes, których mamy okazję gościć we Wrocławiu. Dzięki organizatorom festiwalu Avant Art poznamy Martina Khanja i Sama Karugu. Wyłaniając się z podziemnej, metalowo-trashowej sceny Nairobi, równocześnie wyciągają na wierzch najbardziej ekstremalne uczucia – bunt i euforię. A to wszystko dzięki surowemu, dusznemu graniu, które niemalże pęka od okrzyków, hałasu i frenetycznych melodii. Jeżeli na muzyczny wstrząs jesteście gotowi, bądźcie 23 września w Starym Klasztorze.
To tylko kilka sylwetek artystów, których już wkrótce usłyszymy podczas Avant Art Festival. Bogaty program skrywa też takie perełki jak trio JACASZEK / PODPORA / KOHYT, Aleksandra Słyż oraz Zaumne czy T’ien Lai. Kolejnym reprezentantem sceny hip- hopowej będzie Ambro Fiszoski. Na festiwalowych scenach wystąpią też Yao Bobby & Simon Grab, Prison Religion czy kwartet The End, kreślący nowe perspektywy dla współczesnej muzyki eksperymentalnej.
Impart, Galeria Sztuka Na Miejscu, Czasoprzestrzeń, Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia, Sary Klasztor, Akademia Sztuk Teatralnych oddz. Wrocław to tam będzie się działo. Sztuka wykroczy z ram, by od 20.09 do 25.09 pozwolić wam doświadczać jej we wszystkich formach. Szczegóły wydarzenia będziemy przedstawiać na antenie Radia Luz. Gościem wtorkowych Ultradźwięków będzie Kostas Georgakopulos, dyrektor artystyczny festiwalu. Pytań nasuwa się wiele, w końcu organizacja Avant Art Festival to nie lada sztuka i o niej pomówimy najwięcej.
Wkrótce widzimy się pod scenami Avant Art Festival, który będziemy dla was relacjonować!
25 lipca 2018 roku Ufo361 ogłosił koniec swojej kariery. Jak sam napisał na swoim instagramie: „Potrzebuję teraz czasu dla siebie i mojej rodziny”. Jednak po kilku miesiącach wrócił i od tego czasu jego kariera muzyczna to niewątpliwie pasmo sukcesów. W trakcie całej swojej kariery sprzedał ponad 2 miliony płyt oraz nagrywał z takimi gwiazdami amerykańskiej sceny jak Future lub Quavo.
Ufo361, czyli Ufuk Bayraktar jest niemieckim raperem tureckiego pochodzenia. Jego pseudonim artystyczny pochodzi od Imienia Ufuk oraz kodu pocztowego dzielnicy, w której się wychował- Kreuzberga, czyli 36/61. W młodzieńczych latach należał do grupy grafficiarzy o nazwie THC Crew.
To właśnie dzięki przynależności do THC Crew, Ufo poznał rapera Saida. Wraz z nim oraz producentem KD Supier’em utworzyli skład o nazwie Bellini Boyz, aby w 2012 roku wydać EPkę o tym samym tytule. Po wydaniu albumu zarówno Ufuk jak i Said postanowili skupić się na swoich solowych karierach i ich drogi rozeszły się.
Pierwsze solowe wydawnictwo Ufuka również miało miejsce w 2012 roku. EPka pt. „Bald Ist Dein Geld Meins„, była albumem osadzonym w mocno ulicznych klimatach. Po dobrym przyjęciu wydawnictwa, Ufo nie zwalniał tempa i cały czas pracował nad swoją muzyką oraz projektowaniu ciuchów. Efektem tej pracy była pierwsza legalna płyta „Ihr seid nicht allein„, która ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2014 roku. Podobnie jak w przypadku „Bald Ist Dein Geld Meins” nowe wydawnictwo Ufuka jest osadzone w ulicznych klimatach z domieszką nowego brzmienia- trapu.
Rok 2016 był z pewnością pracowity dla Berlińczyka, gdyż światło dzienne ujrzały jego dwa mixtapy: „Ich Bin Ein Berliner” oraz „Ich Bin 2 Berliner„. Brzmienie, które pojawiło się na tych albumach, było mocno kontrowersyjne, gdyż Ufo postanowił odciąć się od oldskoolowych i ulicznych klimatów na rzecz trapu. Jak sam rapuje w utworze „Bombay Gin„- „U-F-O 3-6-1, to mój nowy początek” (U-F-O 3-6-1, das ist mein Neubeginn). Całkiem nowe oblicze Ufuka nie przeszkodziło, aby na jego albumie pojawiły się takie ksywki jak Capital Bra lub reprezentanci grupy 187 Strassenbande– Bonez MC oraz Maxwell.
Po wydaniu dwóch dobrze przyjętych albumów Ufo nie zwolniał tempa nawet na sekundę. 28 kwietnia 2017 roku ma premierę domknięcie trylogii, czyli mixtape „Ich bin 3 Berliner„. I w tym przypadku Ufuk zaserwował mocno trapowe brzmienie, ociekające autotunem. Główny motyw wydawnictwa również, nie był zaskoczeniem, ponieważ oscylował wokół tematów, w których Ufo odnajduje się najlepiej, czyli kobiety, pieniądze oraz wszelkiego rodzaju używki. Trudno jednak zarzucić jakąkolwiek monotematyczność, co więcej utwory takie jak „Migos” lub „Mister T” pokazały, iż trapowe albumy nie muszą wywodzić się tylko z Atlanty.
Po tak pracowitym okresie większość raperów zrobiłaby sobie przerwę. Ale nie Ufo, który zaledwie rok później wypuścił dwa albumy: „808” oraz „VVS„. Jednym z singli promujących album „808” jest numer „Balenciaga„, który 2 lata później Ufo361 zagrał z Futurem podczas festiwalu Splash. Z kolei album „VVS” pokazał, iż Ufo, swoją muzyką nie chce celować tylko do krajów niemieckojęzycznych, ale i również Stanów Zjednoczonych. Pomóc w tym miało mu zapraszenie na album reprezentanta grupy Migos– Quavo oraz Rich the Kida.
Rok 2018 był nie tylko owocny, ale i również kryzysowy. 25 lipca Ufuk ogłosił koniec swojej kariery. 3 listopada miał miejsce pożegnalny koncert w Columbia-Halle, który oprócz promocji nie różnił się niczym innym od innych show. 3 dni później na oficjalnym kanale wytwórni Ufo361- Stay High pojawiła się relacja z koncertu o wymownym tytule: „rip ufo361 3.11”.
„Nikt nie podejrzewał, że nadchodzi fala!” (Keiner hat geahnt, dass die Wave kommt!)- te słowa otwierają nowy album Ufuka pt. „Wave„, który został wydany w 2019 roku. Pierwszy singiel promujący album, pojawił się już w kwietniu, czyli kilka miesięcy po pożegnalnym koncercie rapera. Pojawia się pytanie czy, raper w ogóle wziął kilka miesięcy wolnego? I w przypadku tego albumu Ufo361 sięgnął po gości zza granicy zapraszając Gunnę.
W tym samym roku ukazał się jeszcze „Lights Out„, czyli wspólny projekt Ufo361 i Ezhela.
Jeśli chodzi o muzyczne poczynania Berlińczyka, to rok 2020 był równie owocny i równie przewrotny jak rok poprzedni. W kwietniu ukazał się album „Rich Rich„. Tytuł po częsci zdradza, w jakiej tematyce jest osadzony album. Głównym przesłaniem albumu jest bogactwo Ufuka, drogie jedzenie oraz odsunięcie się od fałszywych przyjaciół. Zdecydowanie na płycie „Rich Rich” górę bierze brzmienie, które jest na bardzo wysokim poziomie. Warto odnotować, iż na albumie pojawił się tylko jeden gość- Future, który od zawsze był idolem autora albumu. Klipy również nie odbiegają od wiadomej tematyki. W tytułowym utworze możemy zobaczyć, jak Ufo rapuje w wynajętej willi o wartości 160 milionów, lub w magazynie na tle palącej się góry banknotów.
Ufo361 doskonale przekonał się o tym, iż jednej rzeczy nie można kupić- miłości. Po rozstaniu się z swoją dziewczyną postanowił wynająć willę w Włoszech, gdzie wraz z producentem Sonus030 stworzyli album „Nur Für Dich„. Album, który zarówno klipami, treścią jak i brzmieniem odbiegał od wydanego kilka miesięcy wcześniej „Rich Rich„.
Pod koniec kwietnia 2021 roku miała miejsce premiera jubileuszowego, bo już 10 albumu Ufo361. Nazwa „Stay High” nawiązuje do nazwy labelu i miała być kolejnym krokiem w popularyzowaniu niemieckiej sceny poza granicami kraju. Aby osiągnąć ten cel, Ufuk zaprosił takich producentów jak ATL Jacob, który współpracował z takimi gwiazdami jak wspominany Future oraz Young Thuga. I tak jak w przypadku „Rich Rich„, tutaj tak samo bity i produkcja odgrywają główną rolę, a sam autor albumu nie zaserwuje nam głębokich przemyśleń. Jest to jednak styl, który najlepiej się sprzedaje, a sam Ufo361 odnajduje się w nim najlepiej i na razie nic nie wskazuje, aby sytuacja miała się zmienić.
Marek Biliński powraca ze swoją twórczością na najnowszym albumie wydanym w… piątek trzynastego! Rok 2021 to przy tym również Rok Stanisława Lema. Co łączy obie postacie? Na pierwszy rzut oka niewiele. Natomiast gdy przesłuchamy płyt Marka Bilińskiego, od razu przed naszymi oczami staną światy rodem z powieści Stanisława Lema. Przekonajcie się sami!
Marek Biliński urodził się w Szczecinie i jest absolwentem Akademii Muzycznej w Poznaniu. W świat muzyki wkroczył wraz z rockowym zespołem Bank, grając w nim instrumentach klawiszowych. Początek lat 80. to bardzo intensywny rozwój muzyczny artysty. Wraz z zespołem Bank zagrał kilkadziesiąt koncertów, biorąc udział także w nagraniu dwóch albumów. Pierwszy z nich Jestem Panem Świata (1981r.) sprzedał się w nakładzie 960 tys. egzemplarzy. Drugi zaś, Ciągle ktoś mówi coś, również spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem fanów muzyki rockowej w latach 80.
Drogi muzyków zespołu Bank szybko się rozeszły, bo już w 1982 r. Marek Biliński zadebiutował jako solista wraz ze swoim pierwszym singlem Fontanna Radości. Artysta prezentuje w tym utworze fascynację mocnymi cięciami i zmianami tempa, opowiadając kosmiczne historie, wzięte niczym wprost z książek Stanisława Lema. W tym utworze zdefiniował też kierunek, którym planuje podążać jako artysta tworzący muzykę syntezatorową.
Przełom lat 70. i 80. to gwałtowny rozwój technologiczny w dziedzinie elektronicznych instrumentów – przyczyniło się ti do powstania przeróżnych nurtów w muzyce tamtego czasu. Marek Biliński poniekąd wdarł się na tę scenę z własnymi eksperymentami, które stały się wręcz hipnotyczne dla ogromnych mas słuchaczy. Pojawiły się sekwencery, samplery, automaty perkusyjne, dzięki czemu tworzenie muzyki elektronicznej stało się o wiele łatwiejsze, pozwalając na większą wolność twórczą. Marek Biliński wytworzył wtedy swój bardzo charakterystyczny i rozpoznawalny styl.
Twórca czerpał inspirację od swoich poprzedników, ale mimo to sam stał się jednym z pionierów el-muzyki w Polsce. Do inspiracji Marka Bilińskiego należała twórczość takich artystów, jak np. Czesław Niemen i jego płyta Katharsis; był to także pierwszy polski album elektroniczny nagrany wyłącznie z udziałem pojedynczego artysty. Innymi, równie ważnymi postaciami dla Bilińskiego byli m.in. Józef Skrzek czy Andrzej Korzyński, który wykorzystał pionierskie wówczas brzmienie muzyki syntezatorowej, tworząc ścieżkę dźwiękową do filmu W pustyni i w puszczy.
Największą popularność przyniosły Bilińskiemu kolejne single: Dom w Dolinie Mgieł i Ucieczka z Tropiku. To podwójne wydawnictwo stało się swego rodzaju wizytówką artysty. Dom w Dolinie Mgieł to wręcz flagowy utwór, inspirujący innych twórców na całym świecie – wystarczy tylko wspomnieć o licznych remiksach i coverach. Z kolei dynamiczna Ucieczka z Tropiku i nagrany do niego teledysk stały się przebojami swoich czasów. Teledysk obecnie może wydawać się dość monotematyczny, ale w czasach swojej świetności był czymś bardzo nowatorskim, stając się najczęściej emitowanym teledyskiem w ówczesnej Telewizji Polskiej.
Po 1983 r. przyszedł czas na pierwszą pełnowymiarową, solową płytę Marka Bilińskiego: Ogród Króla Świtu. Rok później pojawił się kolejny album E≠mc2. Oba te nagrania zyskały sporą rzeszę fanów. Aż do 1985 r. Marek Biliński był wybierany najlepszym instrumentalistą w ogólnokrajowych plebiscytach.
Po wydaniu kolejnego albumu Wolne Loty, Marek Biliński postanowił wyjechać z Polski. W latach 1985-1990 przebywał w Kuwejcie, gdzie objął stanowisko wykładowcy na tamtejszej Akademii Muzycznej. Podczas pobytu nad Zatoką Perską nawiązał też znajomości z różnymi muzykami grającymi na tradycyjnych instrumentach arabskich. W tym czasie powstawała również fantazja symfoniczna Głosy Pustyni. Projekt ten, stworzony we współpracy z fotografem Jackiem Woźniakiem, miał prezentować widowisko audiowizualne z okazji 30-lecia niepodległości Kuwejtu. Niestety, 2 sierpnia 1990 roku Irak dokonał inwazji na Kuwejt – wojna położyła kres temu przedsięwzięciu. Dwa lata później Biliński i Woźniak zaprezentowali jednak swoje dzieło podczas wystawy Expo 92 w Sewilli jako część ekspozycji w pawilonie kuwejcki.
Wpływy arabskie pojawiły się także na kolejnej płycie Bilińskiego o tytule Dziecko Słońca, wydanej krótko po powrocie do Polski. Był to najbardziej akustyczny album, różniąc się od wcześniejszych dokonań artysty. Podczas pracy nad tym krążkiem Biliński położył szczególny nacisk na wydobycie przestrzeni i pogłosów, nadając nagraniom mocno odczuwalną, jakby powietrzną przejrzystość. Płyta tak zachwyciła polską choreografkę Ewę Wycichowską, że na jej podstawie stworzyła widowisko baletowe, wykonywane przez Poznański Teatr Tańca.
Muzyka Marka Bilińskiego jest jak dźwiękowe przedstawienie światła. Słuchając jego utworów (i całych płyt), słuchacz ma nieodparte wrażenie, że gdy zamknie oczy, to ujrzy przeróżne błyski światła malujące obraz w jego podświadomości. Nic więc dziwnego, że Marek Biliński stał się prekursorem tworzenia koncertów plenerowych z serii „światło i dźwięk”. Pierwsze takie występy odbyły się w rodzinnym Szczecinie w 1993 r., a rok później w Krakowie, gromadząc wspólnie niemal 50 tys. widzów. Swoje widowisko Biliński zaczynał od wizualizacji laserowych. Inspirował się przy tym występami Jeana-Michel Jarre’a oraz grupy Kraftwerk, tworząc na tej bazie swój własny multimedialny spektakl. Do tej pory Biliński współtworzy swoje koncerty z najlepszymi VJ-ami.
Pomiędzy kolejnymi koncertami w Polsce i za granicą artysta eksplorował kolejne pole do własnego samorozwoju. Został zaproszony do tworzenia muzyki filmowej, ilustrując dźwiękiem także programy radiowe i telewizyjne. Często też gościł w mediach w roli eksperta. Filmowy dorobek Bilińskiego obejmuje m.in. dwa bardzo popularne w latach 80. filmy w reżyserii Jerzego Łukaszewicza: Przyjaciela wesołego diabła (ekranizacja powieści Kornela Makuszyńskiego) oraz Bliskie spotkania z wesołym diabłem. Głównym bohaterem obu opowieści jest kultowa już postać Diabła Piszczałki. Jeśli znudziła was oferta platform streamingowych, to gorąco polecam podróż do świata Krainy Jasności i Gór Piekielnych, akompaniowanej przez Marka Bilińskiego.
Po wydaniu płyty Dziecko Słońca światło dzienne ujrzały jeszcze dwa albumy. Płyta Fire (2008 r.) zawiera 9 kompozycji: od elektronicznych brzmień inspirowanych rockiem progresywnym, aż do lirycznych kompozycji na fortepian. Następie artysta podjął się muzycznego zilustrowania czytanej chętnie przez wszystkich powiastki filozoficznej: efektem był krążek Mały Książę. Również na tej płycie odbiorca znajdzie szeroki wachlarz brzmień: elektronikę, rock, ale też i delikatne, poetyckie frazy. Co ciekawe, pierwsze szkice albumu inspirowanego dziełem Saint-Exupery’ego pojawiły się już na początku kariery Bilińskiego, czekając 20 lat na ostatnie szlify, by móc cieszyć ucho fanów niekonwencjonalnej, konceptualnej muzyki. Mały Książę był przy tym ostatnim studyjnym longplayem artysty.
Marek Biliński nadal pozostaje aktywnym twórcą na elektronicznej scenie. W 2019 r. nawiązał współpracę z zespołem XxanaxX, która zaowocowała ciekawym utworem Duch. Ostatni koncert w Gdańsku tego roku zgromadził sporą publiczność podczas imprezy United Arts Festival, gdzie Biliński wystąpił w międzynarodowym towarzystwie. 13 sierpnia 2021 r. miała zaś miejsce premiera nowego wydawnictwa koncertowego artysty Po drugiej stronie światła. Na ten album składa się zapis koncertu z 2015 r., zagranego podczas XV Festiwalu Nauki w Krakowie. Dwa z czterech zawartych na tej płycie utworów są wykonywane we współpracy z połączonymi chórami krakowskich uczelni. Krążek zawiera też najbardziej znane single artysty w zupełnie nowych aranżacji. Album jest dostępny w streamingu, ale na najbardziej wiernych słuchaczy czekają także kolekcjonerskie winyle.
Kolejny koncert Marka Bilińskiego odbędzie się już 10 września w Kobyłce pod Warszawą. 12 września 2021 przypada zaś setna rocznica urodzin Stanisława Lema. Przypadek? Możliwe, ale lepszego sposobu na świętowanie jubileuszu autora Solarisej nie można było sobie wymyślić. Kosmiczne dźwięki Bilińskiego będą do tego najlepszym soundtrackiem.
Kierunek Podlasie. Up To Date Festival 2021 Artystą Tygodnia w Akademickim Radiu Luz. Co czyni ten festiwal wyjątkowym i dlaczego każdy występ będzie wyjątkowy, gdzie spotkamy psa Kawelina? Na te i inne pytania postaramy się znaleźć odpowiedź.
Już po raz dwunasty Białystok stanie się Mekką dla tysięcy fanów muzyki elektronicznej w swoim najszerszym i jednocześnie najmniej oczywistym wydaniu. Od mrocznego ambientu aż do połamanych basowych dźwięków, od współczesnego truskulu,do rapowych eksperymentów z udziwnionymi bitami i frapującą nawijką. Przecinanie się gabberu z sambą i jazzem, techno zagrane na własnoręcznie wykonanym zestawie perkusyjnym i mnóstwo połamanych brytyjskich basowych dźwięków. Całe to muzyczne spektrum czeka na odkrycie i zanurzenie się w nim już w dniach 3-5 września.
Festiwalowa publiczność pomimo niesprzyjającej, około pandemicznej atmosfery będzie musiała dokonywać często niełatwych wyborów koncertowych, bo lajnap jest imponujący i bardzo interesujący. Z wrocławskiego podwórka wystąpi Zdechły Osa, Młody Dzban i związana z regime brigade Young Majli. Wyjątkowy koncert da Piernikowski jako uświetnienie zamknięcia festiwalu, Gdynię będzie reprezentował Belmondawg, natomiast Rau zaprosi nas do swojego muzycznego świata za pośrednictwem setu DJskiego. Garażową potańcówkę z etnicznym zacięciem zgotuje nam Shackelton, a Vril oprócz swojego standardowego występu, zaprezentuje również swoje wyjątkowe spojrzenie na ambient. Do tańca porwą nas również Privacy, Posij i Loefah, każdy na swój autorski i nietuzinkowy sposób. Zabawę zapewni również dobrze znany słuchaczom Radia Luz kolektyw Pejzaż. Na Up To Date Festival wystąpią również niekwestionowane legendy sceny klubowej. Nazwiska takie jak Oscar Mulero, Harper, Evigt Morker, DJ Python, czy Avtomat, to niekwestionowane znaki jakości.
Sam Up To Date Festival od samego swojego początku stawiał na eksplorację w sensie bardziej i mniej dosłownym. Poszczególne sceny rozsiane są po całym mieście, dając niecodzienną okazję do odkrywania nie tylko świeżych brzmień muzycznych, ale też i miasta. Fanów nieoczywistej i poszukującej muzyki przyjmą do siebie przestrzenie Stadionu Miejskiego w Białymstoku, Opery i Filharmonii Podlaskiej czy Pałacu Branickich. W każdym z tych miejsc znajdą się oddzielne sceny, które obrazują zróżnicowanie artystyczne i jednocześnie prezentują swoje osobne filozofie. Zgodnie z tymi zamysłami, artyści zostali dopasowani do najbardziej pasującej do nich sceny, tworząc wyjątkowe doznanie dla słuchaczy, a jednocześnie pozwalając im na wybór określonego klimatu muzycznego, choćby w ciemno. Miłośnicy muzyki elektronicznej spotkają się na scenie Pozdro techno, Beats, Czwartej Scenie Czwórki i w Centralnym Salonie Ambientu, oraz FOMO.
FOMO to zlokalizowany przy ulicy Białówny 9/1 klub, który od razu po otwarciu został okrzyknięty najmodniejszym miejscem w Białymstoku. Założony przez DJa Dtekka, czyli jednego z ojców założycieli Up To Date Festival, w swoim założeniu miał stanąć w opozycji do spłycaniu i kapitalizacji kultury klubowej. Cel ten został osiągnięty. Nieoczywiste bookingi, tajemnicze symbole na ścianach, wszystko to ma za zadanie dać klubowiczom wrażenie obcowania ze sztuką. Swoje sety zaprezentują tam Vril, Young Majli, Oscar Mulero, Neel i Changsie.
Czwartą Scenę Czwórki znajdziemy na Stadionie Miejskim w Białymstoku przy ulicy Słonecznej 1. Sam obiekt Stadionu powstał jeszcze w latach 70 będąc wówczas jednym z najnowocześniejszych stadionów w Polsce, jednak do początku XXI wieku, obiekt systematycznie niszczał i popadał w ruinę, z powodu trudnej sytuacji klubu Hetman Białystok. Sytuacja poprawiać zaczęła się od roku 2005 dzięki sukcesom Jagiellonii Białystok. To wtedy narodziła się decyzja o modernizacji Stadionu. Prace konserwatorskie i proces odbudowy trybun zakończono w 2012 roku, ale obiekt oddano do użytku dopiero 2 lata później. W tej nowoczesnej przestrzeni w swój muzyczny świat zabiorą publiczność między innymi Harper, Rau, Belmondawg, Młody Dzban, Pejzaż czy Zdechły Osa.
Stadion miejski ugości nie tylko Czwartą Scenę Czwórki, ale też scenę Beats i Pozdro Techno. Beats ugości zawodników muzycznej wagi ciężkiej takich jak Posij, Shackelton i Loefah. Z kolei Pozdro Techno uraczy słuchaczy wyjątkowym brzmieniem, które jest zasługą specjalnego soundsystemu powstałego w 2018 roku. Jego śnieżnobiały kolor stanowi paletę do różnych kolorowych podświetleń, co ma stanowić rozwinięcie idei PLUR. Peace, Love, Unity, Respect to fundamenty, na których powstała kultura klubowa. To powrót do idei, które przyświecały nam w latach ’90 tłumaczył DJ Dtekk. W tych wyjątkowych okolicznościach wystąpią tacy artyści jak Animistic Beliefs, Evigt Morker, Laura BCR, czy Cignol.
Centralny Salon Ambientu intryguje już samą nazwą, która może wydawać się znajoma. Jest to związane z cyklem imprez pod nazwą Salonów Ambientu, które odbywają się w wielu polskich miastach, a inspirowane są właśnie ekipą Up To Date Festival. Ci, którzy będą początkiem września w Białymstoku, a są ciekawi ambientalnych brzmień, powinni skierować swoje kroki do gmachu Opery i Filharmonii Podlaskiej, w której sali wystąpią Gadi Sassoon, Bartosz Kurczyński, czy Simone Giudice. Koncepcję gmachu przy ulicy Odeskiej opracował Marek Budzyński w 2004 roku. Wtedy też rozpoczęto budowę rzeczonego centrum kultury, jednak sama inwestycja przebiegała w sposób etapowy, ze względu na ograniczone fundusze. Pierwszy etap polegał na postawieniu budynku w stanie surowym otwartym, natomiast etap drugi przebiegł z udekorowaniem gmachu rzeźbami Teresy Murak i Dominika Wdowskiego, oraz instalacją systemu multimedialnego. Inaugurację działania Filharmonii i Opery Podlaskiej uświetniły musical Korczak i opera Straszny Dwór.
Zamknięcie tegorocznej edycji Up To Date Festival będzie przebiegało tradycyjnie już w wyjątkowej przestrzeni barokowej Aula Magna w gmachu XVI wiecznego Pałacu Branickich. Pierwotnie była to siedziba rodu Wiesiołowskich, jednak w latach 1691-1697 została przekształcona przez Stefana Mikołaja Branickiego w barokową siedzibą swojego rodu. Następne rozbudowy zostały dokonane przez Jana Klemensa Branickiego, który uświetnił pałac obrazami Szymona Czechowicza i Augustyna Mirysa. W późniejszych latach przy Pałacu działały liczne instytucje edukacyjne, jednak wskutek rozbiorów, wszystkie zabudowania zostały zaanektowane przez cara. Następnie w pałacowych budynkach mieściła się pensja dla dziewcząt i szpital polowy. Pałac mocno ucierpiał w trakcie II wojny światowej, ale został rekordowo szybko odbudowany. Aktualnie w poszczególnych częściach trwają prace renowacyjne, które mają na celu nadanie mu dawnej świetności. W Aula Magna ze specjalnym materiałem wystąpi Piernikowski i o spektularne widowisko zatroszczy się Umwelt & Efrén Mur Live AV „Subersive Territory”.
Obok Pałacu Branickich znajduje się park, w którym znajduje się bardzo charakterystyczny pomnik Psa Kawelina.
Tegoroczna edycja Up To Date Festival jak zwykle zaskakuje swoją muzyczną eklektywnością i jednocześnie bardzo spójną wizją artystyczną. Artyści, którzy zdobyli uznanie na scenie międzynarodowej będą dzielili scenę z najświeższymi krajowymi sensacjami i na odwrót. Czekają nas zarówno koncerty ulubieńców publiczności festiwalowych jak i koncerty, które będą jednorazowym doświadczeniem artystycznym. Niezależnie od tego czy będzie dominowała atmosfera skupienia, czy luzu i dobrej zabawy, to jedno jest pewne, czeka nas dużo nieoczywistej muzyki.
Pozdro Techno
23 lipca 2021 r., po nieco ponad dekadzie od ostatniej solowej produkcji, ukazał się album Anniki Henderson – artystki, której twórczość trudno zaszufladkować. Długi czas oczekiwania na ten materiał Anika rekompensowała słuchaczom w postaci licznych kolaboracji: m.in. z Trickym, Davem Clarkiem, Shackletonem czy Michaelem Rotherem oraz trzech wydawnictw pod szyldem grupy Exploded View.
Anika od dziecka jest mocno związana z muzyką. Członkowie jej najbliższej rodziny, zaznajamiając ją z różnorodnymi gatunkami, wzbudzili w niej żywe zainteresowanie. To przerodziło się w tworzenie, doprowadzając np. do występów w słynnym Boiler Roomie i licznych setów na Wyspach Brytyjskich, w Europie i Ameryce. Didżejowanie, które Anika traktowała jako zabawę i okazję do utrzymywania kontaktu z publicznością, łączyła z audycją w Berlin Community Radio zatytułowaną Do Not Go Gentle, gdzie prezentowała elektroniczne, nieco bardziej “połamane” dźwięki.
W 2010 r. ukazał się debiutancki album, który powstał we współpracy z zespołem Beak>>, na czele którego stoi Geoff Barrow – szerzej znany jako założyciel legendarnego trip-hopowego zespołu Portishead. Krążek zatytułowany po prostu Anika to 14 utworów, z czego tylko dwa zostały oryginalnie napisane przez Henderson. Pozostałe numery to awangardowe covery dzieł twórców tworzących w latach 60. i 70.: m.in. Yoko Ono, Boba Dylana czy zespołu The Kinks. Od tego czasu głos Aniki był wielokrotnie porównywany do stylu i barwy słynnej Nico z The Velvet Underground.
Mieszkając w Meksyku, Anika poszukiwała zespołu, z którym mogłaby zagrać na żywo materiał z debiutu. W ten sposób trafiła na Martina Thulina, Hugo Quezadę i Amona Melgarejo. Praca z nimi zaowocowała projektem Exploded View. W 2016 r. członkowie EV nagrali swój debiutancki, w pełni improwizowany album. Rok później pojawiła się epka Summer Came Early, której otwierający utwór traktuje o powszechnej ignorancji w kontekście nadchodzącej katastrofy klimatycznej. W 2018 r. EV wydało także eksperymentalno-elektroniczny album zatytułowany Obey.
Zestawiając ze sobą debiutancką płytę, twórczość spod szyldu Exploded View i najnowsze solowe wydawnictwo Aniki, można zauważyć, że artystka długo poszukiwała odpowiedniego ujścia dla własnej ekspresji. Z początku wyrażała się jedynie poprzez wokal, nagrywając głównie covery; za stronę kompozycyjną odpowiadał zaś zespół Beak>>. W Exploded View Anika miała już większą przestrzeń dla siebie. Pisząc swoje teksty, wielokrotnie zahaczała o politykę – obszar, w którym przez krótki czas działała jako dziennikarka, zanim w pełni zaangażowała się w muzykę.
Jej ostatnia produkcja wydaje się najbardziej przemyślana, a przy tym przepełniona emocjami (czy nawet lękami). Te emocjonalne treści mają zarówno wzmacniać, jak i ostrzegać słuchacza, co wynika ze specyficznego okresu, w jakim powstawała nowa płyta. W czasie covidowego lockdownu Anika osiedliła się we wschodnich Niemczech i, oprócz pochłaniania ogromnej ilości książek, była niejako zmuszona do introspekcji, obserwując także aktualną kondycję społeczeństwa. Wszystkie te czynniki stanowiły solidną inspirację do utworów, które możemy usłyszeć na nowym albumie Change.
Na przestrzeni najnowszego albumu znajdziemy zarówno surowe, brutalistyczne utwory (np. Sand Witches), transowe kompozycje z powtarzanymi jak mantra frazami (Freedom), ale też i melodyjną melancholię (Wait For Something i utwór tytułowy). Pomimo dotychczasowych, różnorodnych gatunkowo współprac, wokal Aniki niezmiennie pozostaje tak samo chłodnym. Nie inaczej jest również na przestrzeni Change. Zmienia się jednak umiejscowienie głosu w miksie, który w utworach z nowej płyty mocniej wybija się na pierwszy plan – wcześniej bowiem pozostawał nieco stłumiony przez warstwę instrumentalną.
100 koncertów tylko polskich wykonawców na 6 scenach podczas 6 dni. Będzie od lewej do prawej – hip hop,metal, elektronika, rock’n’roll, jazz, pop i gatunki leżące gdzieś pomiędzy nimi. A to wszystko między 10 a 15 sierpnia w Stoczni Gdańskiej na Soundrive Festival.
Soundrive festiwal (do 2017 roku Soundrive Fest) przez 9 edycji zapoznawał polską publiczność z muzyką niezależną całego świata, choć zawsze z naciskiem na rodzime wschodzące gwiazdy. Już pierwsza edycja eventu pokazała, że Soundrive ma pomysł na siebie – mimo, że festiwal trwał tylko jeden dzień, to oprócz koncertów undergroundowych europejskich zespołów, można było uczestniczyć m.in. w zawodach rowerowych przy akompaniamencie muzyki hardcorowej czy przejechać się na linie nad publicznością. Rok później impreza przeniosła się do Stoczni Gdańskiej, gdzie zadomowiła się już na dobre z edycji na edycję zwiększając line-up i liczbę festiwalowych dni. Tutaj zagrali na żywo m.in. Kero Kero Bonito, Tommy Cash, Connan Mocasin czy LA Priest .
Serce Soundrive Festival bije w Trójmieście, a najgłośniej w gdańskiej stoczni. Las dźwigów portowych odcinających się od popołudniowego nieba, betonowe, industrialne wnętrze klubu B90 czy squoterski wajb Drizzly Grizzly szczególnie sprzyjają odbiorowi muzyki – na Soundrivie zawsze niezależnej i różnorodnej. W tym roku dodatkowo pojawią się 3(!) ukryte sceny – SECRET SPOTY, na których zagrają m.in. Misguided czy the Pau. Z kolei ostatni dzień będzie ukłonem w stronę pierwszej, muzyczno-sportowej edycji festiwalu – bowiem w niedzielę obok sceny staną rampy, na których popisywać się będą lokalni skaterzy w rytm brzmień takich zespołów, jak Vermona Kids czy Love Glove.
W line- upie tegorocznej edycji Soundrive Festival nie zabraknie reprezentantów wrocławskiej sceny muzycznej. Min t przedstawiać nie trzeba, artystka od kilku lat prężnie działa na polu szeroko pojętej elektroniki, odważnie eksplorując muzyczne możliwości. Usłyszymy też Gaijin Blues, elektroniczne duo, łączące azjatycki folk, jazz i ścieżki dźwiękowe japońskich gier komputerowych. Nie obędzie się bez dramy, Oxford Drama, którzy w tym roku wydali świetnie przyjęty krążek. XDZVØNX, kolejne duo reprezentujące Wrocław, na pewno wpadną w ucho miłośnikom dźwięków nieoczywistych. Ze swoimi nietuzinkowymi pomysłami zabrzmią na jednej ze scen Soundrive Festival. EABS uznawani za jedno z najciekawszych muzycznych zjawisk polskiej sceny muzycznej wystąpią już pierwszego dnia festiwalu. Tego samego dnia, część muzyków EABS usłyszymy dwukrotnie. Wystąpią w mniejszym składzie, dającym sobie jeszcze więcej swobody, bo Błoto myśli nieszablonowo i poszerza definicję jazzu. Zdechły osa też poszerza, z każdym wydawnictwem swoje horyzonty muzyczne i otwiera nam oczy. To raper, który z punkową ikrą wyśpiewuje prowokacyjne teksty.
To blues grany z luzem i hałasem garażowych kapel. Charyzmatyczna wokalistka, Magda Kramer, porywa głosem, a nogi same unoszą się w tańcu. Fertile Hump grają szczerze. Mimo zanurzenia w tradycji jest świeżo i z lekkością. W czerwcu wydali już trzeci długogrający krążek, a w sierpniu usłyszymy ich już drugiego dnia Soundrive Festival. Jest na co czekać, bo muzyka, która porywa w domowym zaciszu, na żywo sprawdza się koncertowo, a kurz na pewno uniesie się pod sceną. Oni czują bluesa.
W tym roku fani wariacji na temat black metalu z nutką apokaliptycznego niepokoju znów mogą wydawać z siebie ochy i achy , bo Dola powracają z nową płytą Czasy. Słuchacze grupy zachodzą wciąż w głowę, w jaki sposób temu toruńskiemu trio udaje się osiągnąć tak unikalne, ciężko-delikatne brzmienie. Jeden z muzyków zdradził, że nie zastanawiają się nad tym, czy ma być eklektycznie, wszystko wychodzi w praniu i grają ostatecznie to, co się im podoba. Czy ten atmosferyczny black metal sprawdzi się na żywo równie dobrze, co na słuchawkach, okaże się już 11 sierpnia w Gdańsku na Soundrive Festival.
To ich żółte logo widzieliście na niejednej koszulce podczas jednego z undergroundowych koncertów czy festiwali, a tytuły, takie jak częściej wychodzę z siebie, niż ze swojej strefy komfortu czy w wolnym czasie marnuję potencjał usłyszeliście pewnie nie raz z ust niezalowca – 2 wydawnictwa a tyle zamieszania na polskie emo scenie. To mogą być tylko Zwidy. Powzruszajmy się do ich surowych gitar i chwytających za doomerskie serce tekstów 10 sierpnia na Soundrive Festival w stoczni gdańskiej.
LLovage to nie tylko afrodyzjak z rodziny selerowatych, zielonolistne i aromatyczne kłącze – LLovage to również najbardziej niemożliwy duet elektroniczny na kontrabas i perkusję. Na szczęście niemożliwe stało się rzeczywistym, a efekt jest po prostu piękny, okazały, jazzowy z ducha, nowoczesny z wykonania i w pełni autorski. Gdańszczanie niedługo zagrają w rodzinnym mieście, w trakcie tegorocznej edycji Soundrive Festival. Więc mamy szansę sprawdzić jak brzmi uwolniona sekcja rytmiczna- live.
Rock nie wyzionął ducha, a Szklane oczy nim są. To trio, które inspirując się klasyką tworzy współczesne, autentyczne brzmienie pełne luzu. Punk, poezja i psychodelia łączą się w chwytliwych kawałkach, które świetnie sprawdzają się w wydaniu koncertowym. Dziewczyny w ostatnich latach często grały na żywo, a wkrótce usłyszycie je na scenie Soundrive festival już 12 sierpnia.
Jej zeszłoroczny album Nathing łączony był z popularnym nurtem lo-fi hip-hop, R&B, phonku czy dream popu – z tej to bowiem mieszanki powstał nowy gatunek nazwany shy rapem. Mowa o Natalii Koprowskiej, czyli Nath, która stylistycznie czerpie trochę z anime, trochę z lat 90 czy kiczowato-nostalgicznych bitów z youtuba, dokładając do tego półszepczącą nawijkę o problemach nieśmiałych dziewczyn i chłopaków, ale i chyba całego zanurzonego w internecie pokolenia. Posłuchajcie na żywo rodzącego się nowego podgatunku rapu na koncercie Nath 13 sierpnia w ramach Soundrive Festival.
Grają hymny dla przegranych, ale i ody do tęsknoty za wszystkimi chwilami, które były i tych, które przed nami. Syndrom Paryski choć na scenie są dopiero od trzech lat, znaleźli już swoją wierną publiczność i miejsce w niezalu. Ich muzyka to przepełnione słodko-gorzką codziennością połączenie indie rocka i midwest emo, wyrażone w skandowanych grach słownych, plątaninie ulic i wolnym oczekiwaniu na coś, co nadejdzie. Poznańskie trio wystąpi w letnią noc na Soundrive Festival w sobotę 14 sierpnia.
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów w rapie. Wyróżniający się nie tylko warstwą liryczną, ale też muzyką przełamującą międzygatunkowe bariery. Połączenie, które sprawia, że raz przesłuchany utwór zostaje w pamięci jeszcze na długo potem. Vince Staples jako Artysta Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.
Kiedy wciąż jeszcze na słuchawkach gra zapętlony, nowo wydany album Tyler’a the Creator’a, CALL ME WHEN YOU GET LOST, bez chwili przerwy na wzięcie głębszego oddechu, dostajemy kolejną, solidną porcję rapowego brzmienia zza oceanu. Vince Staples, po trzech latach przerwy po ostatnim wydawnictwie FM!, wraca z nowym LP, zatytułowanym nie inaczej niż on sam – Vince Staples. Tytułem artysta nawiązuje do klimatu płyty, który to utrzymany w konwencji introspektywnego spojrzenia w przeszłość, odkrywa przed nami to, co go ukształtowało i sprawiło, że znalazł się w miejscu, w którym jest teraz. Dodatkowo Vince, a my razem z nim, patrzy na to z bardziej dojrzałego, refleksyjnego i świadomego punktu widzenia, jednocześnie bardziej niż zwykle otwierając się przed odbiorcami.
Historia swoim początkiem sięga do Long Beach w stanie Kalifornia. Ramona’s Park, całodobowy Donut’s House i kilka barów z przeciętnymi ocenami na Google, opatrzonymi zdjęciami towarów niezgodnych z opisem, jakie ludzie dostali na swoich talerzach. Przy którymś z kolei przecięciu prostopadłych względem siebie ulic dorastał chłopak, któremu wtedy jeszcze nawet nie przeszło przez myśl, że kilkanaście lat później będzie rozpoznawalny na całym świecie. Vince Jamal Staples, bo tak brzmi jego pełne imię, swoją karierę muzyczną rozpoczął w 2010 roku, kiedy to pojawił się na debiutowym mixtape’ie Earla Sweatshirt’a, świeżo upieczonego członka kolektywu Odd Future, uformowanego przez wspomnianego już wcześniej Tyler’a the Creatora. Niedługo potem, ukazała się informacja o podpisaniu kontraktu pomiędzy Vincem a cenioną, nowojorską wytwórnią płytową Def Jam Recordings.
Po wydaniu czterech mixtape’ów, które spotkały się z uznaniem i pozwoliły artyście zostać zauważonym, w 2015 roku wydał swój oficjalny debiut Summertime ’06, który odbił się dużym echem w środowisku muzycznym. Zaraz po tym, Staples ruszył z kolejnym albumem solowym, tym razem mocno polityczną EP-ką Prima Donna. Rok 2017 przyniósł przełom w karierze artysty, poczynając od współpracy przy tworzeniu albumu Black Panther wraz z Kendrickiem Lamarem oraz gościnnym udziałem na utworze Ascension zespołu Gorillaz, kończąc na wydaniu kolejnego albumu długogrającego.
Big Fish Theory, bo to o nim mowa, wyszedł daleko poza schemat rapu, inspirując się sceną muzyki elektronicznej. Nacechowany afrofuturystyczną, rozmywającą wszelkie granice estetyką, czerpie z doświadczeń czarnej społeczności i opowiada o odbieraniu tego, co utracone, nawiązując przy tym do historii muzyki tanecznej ubiegłego stulecia, w dużej mierze tworzonej przez właśnie tę społeczność. Oprócz tego płyta miło zaskakuje gościnnym udziałem producentów takich jak zainspirowany wtedy londyńską sceną Zack Sekoff, czy jedyna w swoim rodzaju, awangardowa ikona społeczności queerowej, SOPHIE.
Po sukcesie Big Fish Theory przyszedł czas na kolejny, tym razem dużo krótszy album studyjny – FM!, dekonstruujący wyraźną granicę pomiędzy tym co alternatywne a popowe. Był on także początkiem współpracy pomiędzy Vincem, a cenionym producentem muzycznym Kenny’m Beats’em, która swoją kontynuację miała przy tworzeniu najnowszego albumu zatytułowanego Vince Staples.
22 minuty, sumarycznie właśnie przez tyle gra nam 10 utworów z najnowszej płyty zatytułowanej od imienia i nazwiska artysty. Mimo że pozornie jest to niewiele czasu na opowiedzenie historii od A do Z, od początku do końca, zdaje się ona zataczać spójne koło i nie pozostawia odbiorcy w poczuciu niedosytu.
Wydanie nowego materiału wywołało uśmiech na twarzy niejednego fana hip-hopu, a w social mediach można było zauważyć coraz liczniej pojawiające się udostępnienia utworów takich jak pierwszy singiel LAW OF AVERAGES, czy przyjemnie kołyszące ARE YOU WITH THAT?.
W moim jednoosobowym gospodarstwie domowym także nie mogło się obyć bez odpowiednich obchodów. Początkowo zrobiło mi się trochę przykro, bo po dwukrotnym odsłuchu nowego albumu, nie zapadł mi w pamięć żaden konkretny utwór, albo chociaż moment. Ale celebracja już trwała, a tę maszynę ciężko zatrzymać. Żeby poczuć dokładnie o co chodzi musiałam się uciec do bardziej radykalnych środków; wsiąść na rower i jechać przed siebie, bez konkretnego celu, a właściwie to z, no bo celem samym w sobie było właśnie oddanie się stuprocentowo odsłuchowi. Jechałam i coraz bardziej rozumiałam, aż do momentu, w którym to całkiem się polubiliśmy, a utwór TAKING TRIPS bez zastanowienia przyjęłam za hymn tej właśnie wycieczki, a może nawet całych wakacji. I choć mniej tu przenikania się gatunków, które to tak znacząco dodawało charakteru poprzednim płytom, to może właśnie tak brzmi historia dorastania w Long Beach. Pozostaje to przyjąć i posłuchać, bo bez wątpienia warto przekonać się samemu.
Więcej na temat Vinca Staples’a, Artysty Tygodnia w Radiu LUZ, będziecie się mogli dowiedzieć od poniedziałku do piątku, codziennie o godzinie 13:00 i 0:00 na 91.6 FM.
Polscy i zagraniczni artyści w lokalnym kontekście. Miejsce poszerzające muzyczne horyzonty. Festiwal Tauron Nowa Muzyka Katowice jako Artysta Tygodnia w Radiu LUZ.
Festiwal Tauron Nowa Muzyka Katowice, czyli jedno z czołowych wydarzeń muzycznych w Polsce, którego lokalizacja zawsze sprawiała i wciąż sprawia, że aura koncertów jest tym bardziej niezwykła. W tym roku festiwal został przeniesiony z początku czerwca na czas od 29.07 do 01.08. Podczas 16. już edycji wydarzenia ponownie spotykamy się w Dolinie Trzech Stawów, gdzie będziemy mogli bawić się w dwóch festiwalowych klubach: kultowych Sztauwajerach i w zupełnie nowej outdoorowej przestrzeni – JAZBAR Muchowiec. Poza tym trzy sceny w Strefie Kultury – Main Stage, Club Stage oraz Newonce Stage.
A teraz o tym, co na przełomie lipca i sierpnia wypełni Katowice pulsującą energią – o muzyce.
Dzięki kombinacji pełnych świeżości dźwięków, Tauron szybko zdobył lojalną publiczność, która mogła usłyszeć i zobaczyć po raz pierwszy w Polsce takich artystów, jak m.in. Autechre, Flying Lotus, Bonobo czy Fever Ray.
Tego lata line-up zapowiada się równie obiecująco. Entuzjaści jazzu będą mieli okazję usłyszeć dwa młode, polskie zespoły: EABS i Błoto; koncert tych drugich wzbogaci szwedzki raper Anthony Mills. A co do rapu – już na samo ogłoszenie chce się podnosić w górę ręce. Żyto/Noon, Włodi/1988, Belmondawg i Syny, czyli duet, który w tym roku ogłosił zakończenie swojej działalności, więc możliwe, że tegoroczny Tauron to niepowtarzalna okazja na usłyszenie ich na żywo po raz ostatni. Dla spragnionych klubowych rytmów zagrają między innymi DJ Tennis czy Acid Arab, a w dalszą elektroniczną podróż do głębi dźwięku zabiorą nas chociażby FloatingPoints, Afrodeutsche czy pochodzący z Katowic Chino. Jak zawsze na Tauronie, oprócz muzyki obecne będą także inne formy sztuki. Tego lata zobaczymy spektakl w wykonaniu FolkSolution z udziałem Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk, podczas którego przekonamy się, jak brzmi konfrontacja tradycyjnego folkloru ze współczesną elektroniką.
Patrząc na kompletny już line-up czujemy, że trudno będzie zadecydować, przy której ze scen być blisko w godzinach rozpoczęcia występów. Postaramy się usłyszeć i zobaczyć jak najwięcej, aby po powrocie z Festiwalu móc wam o wszystkim w świeżych emocjach opowiedzieć! Jednak są muzyczne projekty, na które nieskrycie najbardziej czekamy…
Syny. Duet utworzony przez producenta 1988 oraz rapera i producenta Roberta Piernikowskiego. Zadebiutowali w 2015 roku płytą Orient, daleko wychodząc poza klasyczny hip-hop. Zamglone, rewelacyjne bity 1988, budujące oniryczną atmosferę i teksty Piernikowskiego, będące czymś pomiędzy językiem ulicy a prawdziwą poezją. Jedni się zachwycali i wciąż się zachwycają, drudzy mówili: ,,To tylko intelektualiści wchodzący w rolę raperów, kolejne zblazowane typy z ASP”. Tymi pierwszymi są ci, którzy szukają czegoś spoza schematu jednego gatunku i oprócz dobrej, płynącej bez przystanku nawijki, poszukują w rapie czegoś bardziej nieoczywistego, może właśnie artystycznego. Jakie pochlebne słowa najczęściej padają o ich twórczości? Klimat, melancholia, mgła – w takim razie odnajdźmy się, a raczej zgubmy na chwilę podczas zadymionego występu Synów podczas festiwalu.
Błoto. Polski zespół jazzowy składający się z utytułowanych członków projektu EABS, który narodził się w trakcie przerwy pomiędzy ich występami latem 2018 roku. W grupie znajdują się Marek Pędziwiatr (instrumenty klawiszowe i syntezatory), Paweł Stachowiak (bas), Marcin Rak (perkusja) i Olaf Węgier (saksofon tenorowy i perkusjonalia). Zespół w krótkim czasie opublikował trzy albumy mocno inspirowane hip-hopem starej szkoły, zawierające jasny przekaz społeczny osadzony we współczesnych czasach: groźne zmiany klimatyczne, podziały społeczne, nienawiść, rosnący w siłę nacjonalizm czy brutalność władz i szkodliwe układy polityczne. Ich muzyka często określana jako radykalna, brudna i bezkompromisowa, a jej siła miałaby tkwić przede wszystkim w sekcji rytmicznej. Ciekawe, jakie przesłanie i jaką energię przekaże zespół podczas tegorocznej edycji katowickiej Nowej Muzyki.
Afrodeutsche. Brytyjska didżejka, producentka, której korzenie sięgają Rosji, Niemiec i Ghany, a muzyczny styl i opowiadane dźwiękiem historie podobnie trudno przypisać do jednego miejsca czy gatunku. Można próbować: że jest to coś pomiędzy muzyką house, Detroit Techno, afrofuturystycznym electro i neoklasycyzmem. Ale to, co jest dla Afrodeutsche najważniejsze, to opowiadanie dźwiękiem historii. Na jej układanie ma własny przepis: spędzanie długich godzin nad jednym dźwiękiem, manipulowanie nim na wszelkie możliwe sposoby i myślenie o… kolorach. Afrodeutsche wyznaje, że nauczyła się przypisywać kolory do instrumentu, do całych sekwencji akordów i właśnie w ten sposób nadaje swojej muzyce raz jaśniejsze, częściej jednak ciemniejsze, mroczne tony. Artystka określa swoją twórczość jako melancholijną, melodyjną… My zaś dodamy, że bez wątpienia pozostaje industrialna, dlatego zakładamy, że jej występ świetnie wpasuje się w poprzemysłowe przestrzenie Festiwalu.
Floating Points. Projekt za którym stoi londyński muzyk i producent Sam Shepherd. Zaczynając swoją karierę w 2008 roku, po wydaniu serii nieoficjalnych singli otworzył własną wytwórnię Eglo Records. W 2015 roku Shepherd opublikował długogrający album Elaenia, idealnie wyważony pomiędzy taneczną elektroniką a swobodną, jazzującą formą. Następnie przyszła kolej na bardziej progresywny, elektroakustyczny album Reflections – Mojave Desert, który powstał w trakcie występów na żywo pośród krajobrazów kalifornijskiej pustyni. W 2019 roku nakładem wytwórni Ninja Tune ukazał się jego album Crush, zdradzający wyraźne inspiracje takimi gatunkami, jak m.in. IDM czy UK Garage. A w zeszłym roku Shepherd nagrał kolejny album, tym razem wspólnie z legendą amerykańskiego jazzu Pharoah Sandersem i The London Symphony Orchestra. Bez względu na to, czy gra jako muzyk-solista, DJ lub z pełnym zespołem, występy Floating Points to prawdziwa dźwiękowa uczta.
Jak widać, organizatorzy wydarzenia zadbali o to, żebyśmy w ciągu czterech dni mieli okazję usłyszeć artystów poruszających się w zupełnie odmiennych gatunkach muzycznych, różniących się energią i liczbą lat spędzonych na scenie. Robią też wszystko, abyśmy podczas festiwalu czuli się bezpiecznie. Przepisy epidemiologiczne wciąż się zmieniają, dlatego regulamin imprezy na bieżąco jest do nich dostosowywany. Jego aktualna treść, podobnie jak line-up oraz bilety, znajdziemy się na stronie internetowej wydarzenia.
Przez cały tydzień przyglądamy się tegorocznej edycji festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice. Włączajcie się na 91.6 FM o 9:30, 10:30, po 13:00 i po północy. A przede wszystkim – bądźcie na festiwalu razem z nami!
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.