Archiwum

OFF Festival

 

Stworzone przez Artura Rojka wielkie święto muzyki alternatywnej. Ten wyjątkowy festiwal, na którym legendy rocka spotykają się z muzyczną awangardą, rozpoczyna się już w następny piątek. Na czterech scenach wystąpią między innymi Ariel Pink, Jon Hopkins, M.I.A., Grizzly Bear, John Maus, Aurora, i Marlon Williams. Bądźcie z nami w dniach 3-5 sierpnia w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach.

“OFF narodził się z marzeń i pasji dzielenia się muzyką. Chciałem stworzyć pierwsze w Polsce wydarzenie, które połączy fanów muzyki i artystów ze wszystkich zakątków świata. Mieszanie gatunków, gwałtowne zmiany epok i brzmień? Robimy to. Łamanie schematów, wyznaczanie trendów? Proszę bardzo. Zapraszanie artystów innowacyjnych, ale niemal u nas anonimowych i pokazywanie ich na największych scenach? Z największą przyjemnością.” – tak swoje dzieło opisuje Artur Rojek i trudno o trafniejszą charakterystykę OFFa.

Swoją silną pozycję na festiwalowej mapie OFF zawdzięcza przede wszystkim wyjątkowej selekcji występujących na nim artystów. To jedyne wydarzenie muzyczne w Polsce, które łączy tak odległe gatunki i pozwala otworzyć się na odważne muzyczne eksperymenty. To również wyjątkowa okazja, by poznać artystów, o których istnieniu – gdyby nie OFF – prawdopodobnie nigdy byśmy się nie dowiedzieli.

Przez kilkanaście lat istnienia OFF Festival stał się rozpoznawalną marką kojarzoną nie tylko z artystami niszowymi, ale również legendami światowej muzyki alternatywnej. Jego wyjątkowy lineup i przemyślana organizacja zostały docenione poprzez przyznanie nagrody za Najlepszy Festiwal Średniej Wielkości przez European Festival Award. Znalazł się również na liście 14 najciekawszych festiwali na świecie według Time i 10 najlepszych festiwali muzycznych w Europie według The Guardian.

Off Festival to jednak nie tylko doskonała muzyka, ale również ciekawe wydarzenia towarzyszące. Na Off Markecie swoje stoiska zaprezentują wytwórnie płytowe, sklepy muzyczne, wydawnictwa książkowe, producenci ubrań, akcesoriów i zabawek. Stworzona we współpracy z Empikiem Kawiarnia Literacka to okazja do spotkania się z przedstawicielami środowiska literackiego, odbycia inspirujących dyskusji z innymi uczestnikami wydarzenia oraz wysłuchania literatury przy akompaniamencie improwizowanej muzyki. Przestrzeń Kawiarni Literackiej ma również inspirować do czytania – znajdzie się w niej księgarnia festiwalowa oraz wystawa projektów graficznych okładek, a w sąsiedztwie stanie Domek Czytelniczy, czyli miejsce dla tych, którzy w trakcie imprezy chcieliby poczytać w spokoju. A gdy po wyczerpujących tańcach pod sceną poczujecie głód, na ratunek przyjdzie łącząca przeróżne kuchnie świata Strefa Gastronomiczna OFF Festivalu. Amatorzy klasycznych burgerów, wielbiciele żywności ekologicznej czy fani kulinarnych eksperymentów – tu każdy znajdzie coś dla siebie.

Off Festival nigdy nie zapomina również o jego najmłodszych uczestnikach. Zabawy ruchowe, szukanie skarbów, warsztaty z tworzenia instrumentów i maskotek – to tylko niektóre z atrakcji, które organizatorzy imprezy przygotowali w ramach programu dedykowanego dzieciom, czyli Piaskoffnicy.

To wszystko sprawia, że OFF jest festiwalem wyjątkowym, który przyciąga słuchaczy wszystkich pokoleń i muzyków reprezentujących najróżniejsze gatunki. Sylwetki wybranych artystów występujących na tegorocznej edycji OFF Festivalu przybliżymy Wam na antenie Radia Luz. Słuchajcie Artysty Tygodnia o godzinie 0:00, 10:30, 11:30 i 13:00.

Brian Jonestown Massacre

Na przekór trendom i dyktatowi muzycznego mainstreamu, grupa pod wodza Antona Newcombe’a od niemal trzech dekad serwuje słuchaczom bardzo autorską wizję psychodelicznego rocka. Eklektyczna paleta brzmień to efekt wyczucia, pomysłowości i ogromnej kulturowej erudycji. Choć cytowanie przeszłości stało się ich znakiem rozpoznawczym, krzywdzącym byłoby określić zespół mianem „retro”. Bogaty mariaż odniesień i inspiracji, na jakie się powołują jest bowiem tylko i wyłącznie punktem wyjścia dla świeżych i oryginalnych propozycji Antona Newcombe’a.

Współczesne San Francisco kojarzy się przede wszystkim z nowymi technologiami, yuppies i szalejącą gentryfikacją, lecz jeszcze na początku lat 90. wciąż odczuwało się tam echa hippisowskiej przeszłości. Kolebka amerykańskiej kontrkultury przyciągała niczym magnes, dlatego poszukujący pomysłu na siebie dwudziestokilkuletni Anton Newcombe postanowił osiąść tam na stałe. Funkcjonowanie w twórczym środowisku szybko zaowocowało własną działalnością muzyczną. Skompilowane niedawno jako „Pol Pot’s Pleasure Penthouse” demówki zdradzają silny wpływ brytyjskiej alternatywy tamtego okresu – przede wszystkim My Bloody Valentine i Spacemen 3. W podobnym tonie jest też zresztą utrzymany debiutancki longplay Brian Jonestown Massacre „Methodrone” oraz składanka z wczesnymi nagraniami „Spacegirl and Other Favorites”. 

Rewolucję i upragnioną popularność przyniósł dopiero rok 1996. Brian Jonestown Massacre zaproponowali bardzo autorską muzykę gitarową wyrastającą z inspiracji brzmieniem rocka lat 60, folkiem, a nawet country. Pierwsza z wydanych wtedy płyt zatytułowana „Take It From The Man” stanowi wycieczkę w kierunku zapomnianych brzmień garage rocka w fuzji ze współczesną alternatywą. „Their Satanic Majesties' Second Request” jest udanym pastiszem psychodelicznej estetyki.  „Thank God For Mental Illness” składała się zaś w dużej mierze z prostych akustycznych utworów w klimacie wczesnego Boba Dylana. Nagrana w zaledwie kilkumiesięcznym przedziale trylogia do dziś stanowi najważniejsze chyba dzieło w dorobku Brian Jonestown Massacre. Każde kolejne wydawnictwo w mniejszym lub większym stopniu kontynuuje i rozwija zaprezentowane tu koncepcje.

https://www.youtube.com/watch?v=4_p8B20XtZw

Narkotyczne gitarowe jamy na kolejnych płytach zadowalały zagorzałych miłośników, lecz krytyka często ganiła je za powtarzalność. Ostatnie kilka lat wiąże się z przeprowadzką Antona Newcombe’a do Berlina, gdzie po dziś dzień mieszka i nagrywa kolejne płyty swojego zespołu. Prócz dość ciepło przyjętych „Revelation” i „Third World Pyramid”, wartym wspomnienia projektem jest „Musique du Film Imagine”. Album powstał z inspiracji europejskim kinem nowofalowym, a do współpracy zaproszono francuską piosenkarkę i kompozytorkę SoKo i aktorkę Asię Argento.

Formacja dała swój pierwszy koncert w naszym kraju dopiero w 2014 roku. Już lada chwila pojawi się jednak kolejna okazja by zobaczyć ich u nas na żywo. Wszystko za sprawą tegorocznego Off Festivalu w Katowicach, gdzie Brian Jonestown Massacre zagrają już 3 sierpnia. Czy koncert spełni oczekiwania publiki i utwierdzi w przekonaniu, że mamy do czynienia z legendą o niepodważalnym statusie? Przekonamy się już wkrótce!

Marvin Gaye

Legendarny autor piosenek, muzyk i producent. Jeden z najwybitniejszych artystów wszechczasów oraz pionierów wytwórni Tamla. "Książę Motown" Marvin Pentz Gay (Gaye) Jr. urodził się 2 kwietnia 1939 r. w Waszyngtonie.

1. Pierwszy hit: "Stubborn Kind Of Fellow"

2. Największy hit: "I Heard It Through The Grapevine"

3. Top album: What's Going On

Wielu muzyków soulowych zaczynało podobny sposób i przecierało podobne ścieżki. Al Green, Donny Hathaway i wielu innych było ściśle związanych z kościołem, duchowym podejściem w procesie tworzenia. Wynikało to prawdopodobnie z obowiązku kultywowania tradycji rodzinnych. Jego podróż wgłąb muzyki rozpoczęła się już od urodzenia. W wieku zaledwie 3 lat uczył się już gry na organach i perkusji w kościele apostolskim u boku swego ojca. Kiedy opuścił szkołę, spędził krótki, lecz burzliwy okres w armii amerykańskiej. Jeszcze zanim zainteresował go doo woop, wstąpił do Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. 

Marvin kochał dźwięk i etos doo woopów. W 1995 roku dołączył do zespołu The Rainbow, w którego w skład wchodziły wielkie nazwiska, jak: Don Covay, John Berry, Sonny Spencer, Chester Simmons czy Billy Steward. Grupa nagrywała wówczas dla wielu wytwórni, a do najbardziej znanych i nieokrzesanych singli należą dziś Shirley oraz Mary Lee.

Po powrocie do rodzinnego miasta utworzył grupę Marquees.. Nie trwało to jednak długo, po stosunkowo krótkim czasie wstąpił w szeregi The New Moonglows. To mniej więcej w tym okresie śpiewał dla Chucka Berry'ego, u boku swojego życiowego mentora Harvey'a Fuqua.

Na początku lat 60. przeniósł się wraz z Harvey'em do Detroit, gdzie poznał właściciela wytwórni Motown – Berry'ego Gordy'ego. Ślub z jego córką w 1961 roku otworzył przed nim nowe możliwości. W tym samym roku światło dzienne ujrzał debiutancki album Marvina Gaye'a – inspirowany twórczością Franka Sinatry i Nat King Cole'a – Soulful Moods

Motown Records

Przełom nastąpił jednak dopiero podczas wydania jego drugiej płyty Stubborn Kind Of Fellow.  W międzyczasie towarzyszył i grał jako perkusista studyjny – u boku Steviego Wondera, The Supremes z Dianą Ross na czele czy Marthą and The Vandellas, zyskując całkiem nowe brzmienie i odnajdując swoja własną tożsamość jako artysta. Po nieudanej premierze pierwszej płyty, znów przykuł uwagę współtworząc (do dziś dzień) największy hit Marthy and the Vandellas Dancing in the Street.

W latach sześćdziesiątych Gaye wznosił się na listy przebojów podczas współpracy z takimi piosenkarkami jak Diana Ross i Mary Wells. Can I Get a Witness i I Heard It Through The Grapevine były jednymi z największych hitów tego okresu. W czasach gdy czarnoskórzy mężczyźni borykali się z brakiem praw i wolności, Marvin stał się liderem muzyki pop, pozycjonując wytwórnię Motown jako najbardziej rozpoznawalną wytwórnię muzyczną w Stanach Zjednoczonych – wywierając wpływ na wszystkich.

Wydany w tym czasie utwór I Heard It Through The Grapevine choć z początku przeznaczony dla grupy Gladys Knight & The Pips, w wersji z udziałem Marvina osiągnął większy sukces – zyskując tym samym miano najlepiej sprzedającego się singla Motown z lat sześciesiątych.

Gaye przy współpracy z Tammi Terrel zachwycił kraj występami, w repertuarze piosenek takich jak Ain't No Mountain High Enough i If I Could Build My Whole World Around You. Niestety, ich panowanie jako królewskiej pary R&B zakończyło się wraz z momentem, gdy Terrell zmarła na raka mózgu w 1970 roku. Sytuacja ta dała początek mrocznemu okresowi Marvina, który przysiągł, że nigdy więcej nie będzie współpracować z inną kobietą.

Pod koniec lat 60. Marvin przebywał w Azji, walcząc w Wietnamie. To tutaj miały początek jego problemy rodzinne, które z biegiem czasu przyczyniły się do problemów z narkotykami. Jego muzyczne spojrzenie na świat zmieniło się diametralnie. Album That's The Way Love Is (1970), wydany został na cześć powrotu do ojczyzny. Rok później, wraz z ukazaniem się płyty What's Going On, dał początek nowemu obliczu czarnej muzyki i stał się samoistną wskazówką dla następnych pokoleń. Poruszał w nim drażliwe tematy dla władzy, odnoszące się do nierówności rasowych, wojny w Wietnamie, problemów politycznych i agresji rządu. Jego aktywność muzyczna i problemy rodzinne zbiegły się z początkiem końca jego małżeństwa z Anną Gordy Gaye i zgrzytami z Berrym. 

Problemy nie tylo w sferze prywatnej, dotyczyły również współpracy z założycielem wytwórni Motown. Marvin poszukując artystycznej niezależności przeniósł się do Europy, współpracując z Columbia Records. Pod szyldem nowej wytwórni Gaye rozpoczął pracę nad albumem Midnight Love wydanym finalnie w 1982 roku. Singiel Sexual Healing otrzymał w tym czasie dwie nagrody Grammy.

Śmierć i dziedzictwo 

Pomimo pomyślnego powrotu na początku lat 80., Gaye ciężko walczył z depresją, która nasilała się wraz z coraz to większym uzależnieniem od kokainy. Wkrótce po wydaniu ostatniej płyty przeniósł się do rodzinnego domu, w którym nastroje również nie miały się polepszyć. Powielane wzorce gwałtownych walk, kłótni i wieloletni konflikt z ojcem zakończył się wraz z życiem Gaye'a, gdy to dzień przed jego 44 urodzinami – 1 kwietnia 1984r. Marvin Gaye Senior zastrzelił swojego syna podczas jednej ze sprzeczek.

Trzy lata po śmierci, Marvin Gaye Jr. został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Jego dorobek to sztuka, której źródeł należy dopatrywać się w doświadczeniach niespokojnego życia. Pod koniec swojej kariery przyznał, że nie tworzył już muzyki dla przyjemności. 

"I record so that I can feed people what they need, what they feel. Hopefully, I record so that I can help someone overcome a bad time" – Marvin Gaye.

Dr. Dre, założyciel Beats Electronics oraz jeden z oryginalnych członków legendarnej grupy rapowej NWA, pierwszy raz w historii otrzymał zgodę rodziny na ekranizację biografii Marvina Gaye'a. Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać z niecierpliwością, aż legenda rapu na nowo przypomni Światu historię człowieka, którego twórczość wywarła znamienny wpływ na rozwój muzyki i szeroko pojętej kultury czarnoskórej społeczności USA.

Open'er Festival 2018

Już w środę rozpoczyna się kolejna edycja jednego z najwiekszych i najważniejszych muzycznych wydarzeń roku. Po raz 15 Open'er Festival gromadzi fanów z całej europy początkiem lipca w Gdyni. Przez wiele lat, dzieki organizatorom zekipy  AlterArtu, mielismy okazje gościc w naszym kraju największe ikony światowej muzyki, legendarne kapele, najgorętsze nazwiska i najlepszych DJów, co pozowliło na zgarnięcie nagrody Best Major Festival na gali European Festival Awards 2009 oraz 2010. Tegoroczni headlinerzy: Arctic Monkeys, Depeche Mode, Gorillaz oraz Bruno Mars to oczywiście jedynie ułamek bogatego line-upu jaki przygotowali dla was organizatorzy. W tym roku pojawi się ponad 100 artytów rozlokowanych na 5 scenach. Z tej okazji wyróżnilismy dzisięć punktów programu, na które powinniście zwrócić szczególną uwagę. Słuchajcie naszego pasma Artysty Tygodnia aby poznać więcej szczegółów. Zapraszają Mariusz Ochojski oraz Marcin Tomaszewski!

Jak co roku Akademickie RadioLuz będzie obecne na lotnisku w Kossakowie aby relacjonować dla was koncerty wprost z samego centrum wydarzeń. Zaparaszamy na codzienne łączenia z naszym człowiekiem w Gdyni podczas naszych muzycznych programów, zarówno porannego Audiostartera jak i popołudniowych Ultradźwięków.Do usłyszenia!

 

Lorenzo Senni

Małe miasteczka we Włoszech posiadają w sobie pewien urok, czemu trudno zaprzeczyć w jakikolwiek sposób. Kiedy myślimy o takich miejscach w wyobraźni widzimy bardzo często czerwone dachy usadowione pomiędzy winnicami i zielonymi wzgórzami. Czy ktoś kiedykolwiek kojarzył takie widoki z odnową muzyki elektronicznej? Lorenzo Senni jest najlepszym dowodem na to, że jednak warto. 

Śmiało można założyć, że jeżeli jesteś artystą pochodzącym z jednego z tysięcy małych miasteczek, a jednocześnie podpisujsz umowę z WARP Records, to Twoje nazwisko oznacza coś przełomowego albo masz wielkie szczęście. Najlepsze jest to, że w przypadku Lorenzo Senniego możesz ocenić to zupełnie sam. Pomysłem na muzykę w tym wypadku jest jej demontaż i ponowne złożenie, ale w zupełnie innej konfiguracji. To, czym tak naprawdę jest ta muzyka, było przedmiotem dyskusji, bo pomysł ten nie był nowy, ale zrealizowany został w sposób co najmniej zaskakujący. Bezkompromisowość i odrzucenie pewnego kanonu brzmi jak przepis na zabieg co najmniej ryzykowny w muzyce. Ostatecznie jednak powstaje coś nowego, ale stosunkowo lekkiego w odbiorze. W swojej praktyce artystycznej Senni konstruuje trance na nowo, składając go z poszczególnych części, odrzucając to co jest w jego ocenie zbędne. Kończy się to wskazaniem nowego sposobu na poskładanie czegoś, co tak naprawdę wszyscy znamy. Żaden z tych dźwięków, które wykorzystuje Lorenzo Senni, nie jest zaskakujący sam w sobie, jednak sposób poprowadzenia tych dźwięków to coś bardzo nietypowego. 

Lorenzo Senni & Roland JP-8000

Okazji do takich wypowiedzi jest też sporo, jako że od wydania pierwszego (zasadniczego dla kariery Włocha) długogrającego wydawnictwa pod nazwą "Quantum Jelly" jego kariera nabiera coraz szybszego tempa, obecnie pędząc niemal jak "Win in the Flat World". Niemniej cały czas wydaje się, że to jeszcze nie jest jego ostatnie słowo. To właśnie "Persona" była pierwszym wydawnictwem Włocha opublikowanym dzięki zaangażowaniu Warp – kontrakt podpisany z tą wytwórnią zauważony został nawet w kategorii symbolu odnowy włoskiej muzyki elektronicznej. Pół-żartem pół-serio Giorgio Moroder i Gigi D'Agostino jednocześnie znaleźli następcę. 

Niemniej kreacje Senniego nie ograniczają się jedynie do muzyki. Wizerunek Włocha zaskakuje tym bardziej, im bliżej mu się przyglądać. Najważniejszym składnikiem jest sposób w jaki mówi on o muzyce – zapytany o tak osobistą decyzję jak odrzucenie wszystkich używek Senni wprost nawiązuje do stereotypu na temat trance'u. Odchodząc od tej części muzyki która ma za zadanie poszukiwanie euforii i hedonistycznego spełnienia Senni porusza się po innych płaszczyznach niż pozostali twórcy. Ale dzięki brakowi porozumienia to poszukiwanie przybiera w tym wypadku zupełnie inną formę poprzez odmienne spojrzenie twórcy. Dodatkowo jest on tego świadomy i nie odrzuca takich określeń, zdając sobie sprawę ze swoistej unikalności. Za to metafora muzyki przesyconej kofeiną jest w tym wypadku niebezzasadna, jako że puszki red bulla stanowią nieodłączną część scenografii podczas występów Senniego. 

Prezentowanie tak przełomowego projektu także wymaga ogromnej energii i zaangażowania, których artyście zdecydowanie nie brakuje. Ale kreatywność muzyczna przekłada się także na kreatywność w doborze oprawy graficznej koncertów. Każdy z występów Lorenzo Senniego opatrzony był indywidualnym winylowym bannerem, które można było oglądać w Spazio Maiocchi w Mediolanie. 

Bannery L. Senniego
(zdjęcie z facebookowego profilu Lorenzo Senniego)

Kanye West

Wyróżnialiśmy jego twórczość przy okazji premiery ostatnich albumów Yeezus i The Life of Pablo i zgodnie uznaliśmy, że po "powrocie" na scenę ponownie warto poświęcić jego muzyce więcej czasu w eterze. Kanye West przez swój muzyczny dorobek ale i status gwiazdy showbiznesu wzbudza kontrowersje i pojawia się na językach fanów czy krytyków na całym świecie. Przez swój charakter i nieustannie dokonywane wybory zbudował imperium, którego konstrukcja bywała chwiejna, mimo to nie zatracił swojego talentu. Wraca jako producent wykonawczy aż pięciu albumów – w tym z jednym zupełne nowym, solowym materiałem.

Ponownie odsłuchaliśmy ostatnie albumy artysty, zasłuchiwaliśmy się w tym co ostatnio skomponował. Zastanawialiśmy się, prognozowaliśmy, opiniowaliśmy na temat "nowego" Westa. Biografia w odniesieniu do kariery muzycznej Yeezy'ego to temat rzeka; tym razem postanowiliśmy się skupić na ostatnich latach jego poczynań. Dla pochodzącego z Chicago piosenkarza, rapera, producenta, wizjonera i ikony muzyki – pierwsza połowa tego roku była niezwykle pracowita. Znów możemy liczyć na jego znakomite produkcje – najpierw fantastyczne bity dla Pushy T, później wielowymiarowe, solowe Ye, a także projekt Kids See Ghosts. Wszystkie te trzy wydawnictwa mają ze sobą wiele wspólnego – i nie mówimy tutaj jedynie o autorze.

https://www.youtube.com/watch?v=Y8ibdsPYOgw

Przykładowo na trackliście Ye znajdujemy utwór o tytule Ghost Town, w którym gościnną zwrotkę daje Kid Cudi, raper ze współpracy, z którym niebawem powstaje Kids See Ghosts, na którym to z kolei odnajdujemy utwór Freee (Ghost Town pt.2). Łączy je także długość – na każdym z nich znajdziemy po 7 utworów, a całość zamyka się w troche ponad 20 minutach. Na temat dbałości o harmoniczną proporcjonalność oraz wykorzystania siódemki powstało już wiele teorii, jedną z nich jest narzucające się wrećz samo, nawiązanie do biblijnego 7 dnia odpoczynku, po doprowadzeniu pracy do końca. Lecz głębokie znaczenie tej liczby sięga dużo dalej: 7 kontynetów, 7 cudów świata, 7 grzechów głównych, 7 aspektów Koranu czy wreszcie 7 wzgórz otaczających Rzym. Siódemka jako liczba pierwsza postrzegana jest również jako niebiańska, niepodzielna – przeciwieństwo piekielnej szóstki. Wydaje się, że właśnie ten aspekt jest tutaj najważniejszy – w końcu nie od dziś wiadomo, że Kanye cierpi na swego rodzaju kompleks boskości.

Warto przypomnieć, że po twitterowym powrocie i zapowiedzi nowych, nadchodzących materiałów West w swoim stylu wywołał burzę kontrowersji. W wywiadzie udzielonym portalowi TMZ artysta stwierdził, że 400 lat niewolnictwa osób czarnoskórych w Ameryce "brzmi jak wybór". Słowa te spodziewanie spotkały się z olbrzymią falą krytyki, a wiele osób wzywało do bojkotu przedsięwzięć Kanyego. Sam artysta, w wyniku całej sytuacji postanowił całkowicie zmienić koncepcję nadchodzącego solowego albumu na miesiąc przed premierą i stworzyć Ye od nowa, w formie, którą wszyscy poznali początkiem czerwca.

https://www.youtube.com/watch?v=hjYl4IDtIu0

Na antenie Radia LUZ codziennie po północy, o 10:30 i 11:30 (Audiostarter) oraz tuż po godzinie 14:00 spotkacie się z muzyką popularnego Yeezy'ego, a także usłyszycie komentarze dotyczące ostatnich zawirowań wokół jego postaci. Sprawdźcie czy nasze opinie pokrywają się z Waszymi. Do usłyszenia!

 

Paweł Kaczmarski, Mariusz Ochojski, Konrad Zalewski, Michał Rypel, Łukasz Lorenc

Wavves

Skatepark, kalifornijska plaża, kosmici, Dave Grohl i wszelakie psychodeliki. Wszystko to łączy się w muzyce i image’u zespołu Wavves. Muzyce, która pomimo swojego zdecydowanie kalifornijskiego brzmienia, wciąż zmienia się i wymyka jednoznacznym klasyfikacjom. Nieważne czy szukać nawiązań do surf rocka, noise popu czy pop punka, kwartet z San Diego swoim brzmieniem jest w stanie potwierdzać i jednocześnie negować wszystkie te gatunki. Wavves konsekwentnie od 10 lat gra swoje i nie daje zapomnieć swoim fanom o okrągłej rocznicy powstania zespołu, wydając na winylu reedycję swojego debiutanckiego materiału, wzbogaconą o niepublikowane wcześniej piosenki.

Dla zespołu Nathana Williamsa początek był zaskakująco łatwy. W 2008 roku ukazała się debiutancka płyta zatytułowana Wavves, nagrana w całości jako jednoosobowy projekt Nathana. Muzyka zaskakiwała swoją prostotą kompozycji i jednoczesnym bardzo przesterowanym brzmieniem, które wciąż jednak pozwalało zachować chwytliwość piosenek. Wavves zasilił wtedy perkusista Ryan Ulsh. Idąc za ciosem, w 2009 roku duet wydał płytę Wavvves, która wciąż składała się z hałaśliwych i jednocześnie bardzo melodyjnych piosenek. Latem Wavves wyruszyli na swoją pierwszą trasę po Europie, którą zespół musiał przerwać. Było to spowodowane załamaniem psychicznym Nathana Williamsa, spowodowanym mieszanką alkoholu, walium i tabletek ekstasy. Na festiwalu Primavera lider Wavves pobił się na scenie z perkusistą Ryanem Ulshem i zwyzywał publiczność, a ta obrzuciła go kubkami z piwem i butami. Przez skład zespołu przewinął się w rezultacie nawet Zach Hill, który szerzej znany miał być dopiero z Death Grips.

Wavves już jako trio nagrało w 2010 płytę King of the Beach, która wciąż cieszy się wśród fanów zespołu największą popularnością. Wraz z poszerzeniem składu zmieniło się też brzmienie zespołu. Piosenki wciąż były bardzo chwytliwe, ale zamiast uderzając w słuchacza chropowatością Sonic Youth, zespół postawił na przebojowość spod znaku Get Up Kids. Tekstowo Williams wciąż jednak kreował się na samotnika i pesymistę. Promocja albumu była spektakularnym sukcesem, a do singli „King of the Beach” i „Post Acid” powstały pierwsze teledyski, które doskonale ilustrują skejtowski charakter zespołu w tamtym czasie. Wsystko przepełnione luzem i słoneczną atmosferą, która kontrastowała z tekstami Williamsa. Zespół zaczął umacniać swoją pozycję na scenie alternatywnej i uniknął pozwu ze strony Disneya za tytuł piosenki „Mickey Mouse”. Pomogło temu zainteresowanie Pitchforka, którego pokłosiem było żartobliwe tytułowanie Nathana Williamsa w wywiadach jako „Pitchfork Darling”. Wavves ruszyli w trasę z Fucked Up, jednak to związek wokalisty z frontmanką Best Coast był dla fanów obiektem zainteresowań. Kontakty z oboma kapelami zaowocowały udziałem muzyków w nagraniach na najnowszą EP-kę zespołu. „Life Sux” zostało wydane w 2011 roku sumptem nowo założonej przez Wavves wytwórni Ghost Ramp.

Czwarty krążek Wavves zaskoczył słuchaczy swoją czystością. Ale choć płyta Afraid of Heights brzmiała zupełnie inaczej niż debiut, dla fanów wciąż było jasne że to ten sam zespół – choćby poprzez charakterystyczne dla Nathana Williamsa wyczucie melodii, które tym razem było wzbogacone partiami wokalnymi Jenny Lewis z Best Coast. Teksty frontmana nadal koncentrowały się na jego smutku. Jednocześnie zespół zasługiwał na pochwałę dzięki odczuwalnemu, konsekwentnemu rozwojowi, przy zachowaniu dotychczasowego charakteru. Piosenkę „Nine is God” wykorzystano nawet w ścieżce dźwiękowej do gry GTA V. Sam zespół na fali popularności wyruszał w kolejne trasy koncertowe.

Dla fanów Wavves rok 2015 rozpoczął się od euforii, gdy po dwóch latach posuchy Nathan Williams za pośrednictwem Twittera ogłosił nadejście nowych wydawnictw. Miały to być kolejno split i płyta długogrająca. Wavves konsekwentnie pracowali też nad rozwojem swojego wydawnictwa Ghost Ramp, którego sumptem wydana została No Life for Me, kolaboracyjna płyta z Cloud Nothings. Trwający zaledwie 22 minuty split skumulował najbardziej charakterystyczne elementy dla muzyki obydwu zespołów, jednocześnie prezentując ich odmienne spojrzenia na post punk i indie rock. Całość spowita była ciężką, duszną i lekko narkotyczną atmosferą. Album przez swój charakter wydawniczy nie został szeroko doceniony przez krytyków, ale wśród fanów Wavves i Cloud Nothings, z miejsca zyskał status kultowego.

W tamtym momencie nikt z zespołu nie spodziewał się jak trudnym dla zespołu okaże się być ten rok. Zerwanie z wokalistką Best Coast popchnęło Nathana Williamsa w alkoholizm. Wpłynęło to na proces powstawania zapowiedzianej wcześniej piątej płyty studyjnej. V finalnie ujrzał światło dzienne w październiku 2015 roku. W swoim wydźwięku wydawnictwo to było najbardziej pesymistyczną pozycją w całej dyskografii zespołu. Duży wpływ miały na to teksty, za które odpowiedzialny był wokalista. Tym razem bijąca z nich samotność i smutek była bardziej ujmująca niż zwykle, a nawet znajdowała w pewnym stopniu odbicie w warstwie muzycznej. V była zatem płytą znacznie bardziej agresywną i wściekłą niż poprzedniczki. To w połączeniu z konfliktem na linii Wavves – Warner Bros przełożyło się na niewielki sukces komercyjny. Nie miało to znaczenia, bowiem sam zespół traktował album jako formę terapii. Jej efektem była możliwa już w 2016 roku trasa koncertowa u boku Best Coast.

Ostatnia płyta Wavves, You’re Welcome ukazała się w 2017 roku. Był to zarazem pierwszy longplay zespołu wydany wyłącznie przez Ghost Ramp – ich własną wytwórnię. Album nie spotkał się jednak z tak ciepłym przyjęciem jak wszystkie poprzednie wydawnictwa zespołu. Paradoksalnie najlepiej Wavves brzmiało tam, kiedy stawiali na najbardziej sprawdzone i wyeksploatowane patenty brzmieniowe. Williams nie stracił talentu do chwytliwych melodii, ale na You’re Welcome nie były one już tak autentyczne i niefrasobliwe. Zaczęły być one glam rockowe.

Dla Wavves bieżący rok oznacza dziesięciolecie istnienia, które było przecież tak intensywne. Zespół celebruje jubileusz reedycją debiutanckiego materiału i pierwszą w historii kwartetu z Kalifornii tak dużą trasą koncertową. Trzeba przyznać, że dotychczasowa historia grupy jest dla młodych kapel wyjątkowo niewychowawcza. Zespół konsekwentnie udowadniał, że receptą na sukces może być talent i bardzo duża dawka bezczelności. Tak przynajmniej było kiedy członkowie mieli po 20 lat. Teraz Nathan Williams ma 32 lata i czas pokaże jaką drogą podąży Wavves i na jakich zasadach zespół odniesie kolejne sukcesy, bo w zasadzie można zakładać, że po prostu są na to skazani.

Artykuł przygotował Maciek Tomasiewicz

Pusha T

Często wspomina się o nim jako o jednym z najbardziej niedocenianych artystów hip-hopowych. Czy jednak w takich kategoriach można traktować człowieka, którego projekty muzyczne w pierwszych tygodniach po wydaniu trafiają na szczyty list sprzedażowych, a który sam jest prezesem jednej z najbardziej rozchwytywanych i wpływowych wytwórni okołorapowych? Wreszcie czy można tak mówić o osobie, dla którego muzykę produkują Kanye West i Pharrell Williams? Pusha T niewątpliwie dostarczył powodów ku temu, żeby uważać go za istotną postać światowej sceny rapowej, a jednym z argumentów potwierdzających tę tezę jest jego nowy album Daytona.

Droga życiowa Pushy T to jeden z wielu przykładów spełnionego "american dream". Najpierw rapowy duet z bratem, czyli Clipse. Następnie powołanie producenckiej grupy – The Neptunes, a po publikacji trzech albumów, także podpisany kontrakt z wytwórnią GOOD Music, założoną i prowadzoną przez Kanyego Westa. Kolejne lata nie były gorsze. W 2015 roku Pusha został ogłoszony nowym głównodowodzącym wytwórni GOOD Music, zastępując na stanowisku Kanyego Westa, by następnie wydać swój drugi album King Push – Darkest Before Dawn: The Prelude. Dość mroczny materiał po raz kolejny spotkał się z dobrym odbiorem wśród słuchaczy i krytyków, którzy chwalili Thorntona za innowacyjne podejście do pisania tekstów oraz za dobór warstwy muzycznej, tym razem dużo bardziej surowej i eksperymentalnej.

Jak wskazywała nazwa projektu, Darkest Before Dawn miało być wstępem do większej całości. King Push zapowiadano na kolejny rok, ale mimo wielu szumnych zapowiedzi, materiał nie ukazywał się i nic nie wskazywało na to, żeby coś miało się zmienić. W procesie twórczym dała znać o sobie perfekcjonistyczna natura artysty. Sam Pusha opowiedział, że nowy projekt powstawał od podstaw kilka razy , jednak nigdy (według Thorntona) nie okazywał się odpowiednio dobry, żeby podzielić się nim z gronem słuchaczy. Pod koniec ubiegłego roku raper ujawnił, że stery nad produkcją jego nowego albumu przejął Kanye West, który zdecydował się na wyprodukowanie gotowych podkładów muzycznych od nowa. 

Ostatecznie do fanów trafiła Daytona, która kojarząc się z modelem znanej marki luksusowych zegarków, ma symbolizować wygodę czasu, umożliwiającą raperowi przez długi okres tworzyć i szlifować materiał, bez przymusu do szybszego zakończenia, czy przerwania pracy. Innym przykładem na to, że cała historia ostatniej płyty Pushy to historia zmiany jest fakt, że jej okładka zmieniła się dokładnie na 2 dni przed premierą. Decyzja o zastąpieniu wcześniej ustalonego projektu nowym była indywidualną inicjatywą Kanyego Westa, który zdecydował się na zakup zdjęcia łazienki Whitney Houston z 2006 roku i uczynienia go okładką nadchodzącego albumu Thorntona. Muzyk podobno wyłożył na ten cel 85.000 dolarów z własnej kieszeni, przy okazji wywołując skandal i oburzenie wśród słuchaczy wokalistki oraz jej rodziny. Łazienka ze zdjęcia jest bowiem przepełniona wszelkiej maści używkami i substancjami psychoaktywnymi.


Jeżeli chodzi o warstwę muzyczną Daytony, album składa się z siedmiu krótkich kompozycji, w całości wyprodukowanych przez Kanyego Westa. Natomiast w kwestii tekstów, Pusha jak zwykle serwuje nam narrację  dotyczącą jego prywatnych przeżyć i odczuć, przeplatane i podbijane wzmiankami o kryminalnej przeszłości rapera. Na albumie znajdziemy utwory bardziej osobiste, jak melancholijna Santeria, ze świetnym refrenem w wykonaniu 070 Shake, która jest rozliczeniem z rozterek targających muzykiem po śmierci przyjaciela, jak i ogólne, potencjalnie bardziej przebojowe The Games We Play i If You Know You Know. Warty wspomnienia jest również utwór Infrared. Wywołał on bowiem konflikt na linii Pusha T – Drake. Cała sytuacja zdążyła już urosnąć do rangi ogólnoświatowego wydarzenia okołorapowego oraz doprowadzić do wydania serii oświadczeń i dissów z obu stron, w tym szczególnie mocnego, wymierzonego w Drake'a The Story Of Adidon.

https://www.youtube.com/watch?v=VmwOMtkDxtk

Daytona zdecydowanie jest materiałem dopracowanym w każdym szczególe i wydaje się, że Pushę T na tym etapie kariery można nazwać artystą kompletnym. Kolejne lata pokażą jednak, czy to już czas, żeby mówić o nim jako o artyście spełnionym.

John Maus

W życiu każdego artysty przychodzi moment na chwilę refleksji, podsumowania dotychczasowych dokonań. W przypadku Johna Mausa stało się to po 15 latach i 5 albumach. Pretekstem do głębszego przyjrzenia się jego twórczości jest wydanie dwóch albumów „Screen Memories” oraz „Addendum” w odstępie zaledwie 7 miesięcy.

Pierwsze trzy albumy pozwoliły nam poznać Mausa jako ekscentrycznego neurotyka, tworzącego dziwne, intrygujące utwory, o bardzo liberalnej strukturze i brzmieniu sprzed trzech dekad. Pierwsze dwa krążki, „Songs” oraz „Love Is Real” zostały przyjęte relatywnie chłodno. Bezpośredniość i próby eksperymentowania z językiem muzyki pop pozostały niezrozumiane. Dopiero płyta „We Must Become The Pitiless Censors Of Ourselves” zyskała status kultowej i przekonała szerszą publiczność do poprzednich dokonań Mausa, również dzięki licznym koncertom które dawał, promując wydawnictwo.

John Maus ma niezwykłą moc przyciągania. Jego muzyka przy pierwszym kontakcie jest dość nieprzystępna. Oparta jest na surowym brzmieniu syntezatorów, sterylnych podkładach automatów perkusyjnych i głębokim barytonie Mausa, zwielokrotnionym i rozmytym przez dziesiątki efektów. Utwory na ogół wyprodukowane są chałupniczo, często brzmią jak wersje demo czy niedokończone eksperymenty. Dopiero po kilkukrotnym odsłuchu zaczyna się dostrzegać niepowtarzalny klimat jego kawałków, w których rozpacz miesza się z euforią, mania z depresją, desperacja z determinacją. Jeśli da im się szansę, utwory Mausa mogą wwiercić się w uszy i zapaść w pamięć, by już nigdy jej nie opuścić.

Występy na żywo Johna Mausa to zawsze niezwykłe widowisko. Przez większość lat koncerty dawał sam. Jego jedynym sprzymierzeńcem na scenie był laptop za pomocą którego odtwarzał kolejne podkłady, którymi były niezmienione wersje piosenek, identyczne jak na albumie. Maus w trakcie występów nie śpiewał, on wrzeszczał do mikrofonu, histerycznie tańcząc i skacząc po całej scenie, niczym Ian Curtis 40 lat temu. Podziw budziła jego determinacja i otwartość, gdyż w ten sposób występował nawet wtedy, gdy widownia zupełnie nie wiedziała czego się spodziewać i była mocno zakłopotana widowiskiem. Jak można było się spodziewać, kilka takich tras wykończyło muzyka emocjonalnie. Nie chciał już brać na swoje barki całej odpowiedzialności za koncerty. Promując nowe płyty występuje w towarzystwie czteroosobowego zespołu, który na żywo wiernie odtwarza jego kompozycje. W takim składzie wystąpi też w sierpniu, w trakcie śląskiego OFF Festivalu.

Bob Dylan

Amerykański piosenkarz, autor takich utworów jak Blowin in the wind czy The Times They Are a-Changin’ – hymnów antywojennych śpiewanych za oceanem w 1965. Artysta, który zapisał się na kartach historii nie tylko jako muzyk, ale również jako malarz, swoją twórczością potwierdzający status  jednej z najbardziej wpływowych osób dla kultury. To właśnie Robert Allen Zimmerman, szerzej znany jako Bob Dylan.

Wywodzący się z żydowskiej rodziny o litewsko-ukraińskim pochodzeniu, a urodzony w maju 1941 roku w Minnesocie, jako dziecko  Dylan uczył się grać na pianinie, gitarze oraz, za sprawą kantora w lokalnej synagodze, ćwiczył także śpiew. Już w szkole średniej założył swoje pierwsze zespoły, The Shadow Blasters i The Golden Chords. Występ tego ostatniego na szkolnym festiwalu talentów, wedle relacji był tak głośny, że dyrektor szkoły w trakcie wykonywania piosenki Rock and Roll Is Here to Stay wyłączył mikrofony. Po ukończeniu szkoły średniej we wrześniu 1959 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie w Montanie. W tym czasie odszedł od rock and rolla i zainteresował się amerykańską muzyką folkową. Młody Robert Zimmerman występował pod pseudonimem Bob Dillon, a potem Bob Dylan. Wkrótce ten drugi pseudonim stał się urzędowym nazwiskiem artysty.

https://www.youtube.com/watch?v=8ol_W8hyHaE

Po roku studiowania porzucił uniwersytet na rzecz rozwijania kariery muzycznej, którą kontynuował w objazdowym zespole folkowym aż do 1961 roku. Pomimo rezygnacji ze studiów, w dalszej karierze Bob był wielokrotnie honorowany tytułem doctor honoris causa, przyznawanym na prestiżowych uczelniach. Poza wyróżnieniami świata nauki zdobył także siedem nagród Grammy, a w 2000 otrzymał Oskara za utwór Things Have Changed z filmu Wonder Boys. Nagrodę Nobla, do której był wielokrotnie nominowany, odebrał ostatecznie w kwietniu 2016 roku za "tworzenie nowych form poetyckiej ekspresji w ramach wielkiej tradycji amerykańskiej pieśni". Co ciekawe, najpierw przez długi czas unikał kontaktu i zwlekał z decyzją o przyjęciu wyróżnienia, by finalnie pojawić się na gali wręczenia w bluzie z kapturem.

Niewątpliwe największy wpływ na wczesną karierę Dylana miała przeprowadzka do Nowego Jorku w 1961, która umożliwiła mu spotkania z Woodym Gauthrie, którego postacią i karierą zainteresował się po wypożyczeniu ze szkolnej biblioteki autobiografii tego kultowego twórcy. Umierający na chorobę Huntingtona Guthrie przebywał wówczas w szpitalu psychiatrycznym, gdzie odwiedzał go właśnie młody Bob. W 1963, poproszony o napisanie 25 słów do nadchodzącej książki – kim jest i co Woody znaczy dla Boba, stwierdził, że nie może zawrzeć tego w tak małym formacie i oddał 5 stron poematu traktującego o uczuciach, jakimi darzył swojego bohatera.

Debiutancki album Amerykanina, zatytułowany Bob Dylan, wydano w 1962 roku nakładem Columbia Records. Znalazło się na nim 13 utworów, w tym zaledwie dwa jego autorstwa. Pozostałe to nowe aranżacje tradycyjnych amerykańskich pieśni folkowych, bluesowych i gospelowych. Krążek sprzedał się wówczas w nakładzie zaledwie 5 tysięcy egzemplarzy, jednak dzięki pomocy Johnny’ego Casha kierownictwo wytwórni nie zerwało kontraktu z młodym piosenkarzem, co ostatecznie przerodziło się w szansę na osiągnięcie komercyjnego sukcesu, którą bezsprzecznie wykorzystał.

Jego wkład w kulturę nie zawiera się jedynie w muzyce. Poza wieloma nagraniami (także bootlegowymi) opublikował serię szkiców węglem, które powstawały w trakcie tras koncertowych odbywających się w latach 1989-1992. W roku 2010 namalował serię pięćdziesięciu impresjonistycznych obrazów akrylowych na płótnie, zaprezentowanych pod nazwą The Brazil Series. Rok 2013 przyniósł cykl dwudziestu trzech płócien dedykowanych Nowemu Orleanowi, natomiast najnowszy cykl składa się z rzeźb wykonanych ze znalezionych przedmiotów zespawanych ze sobą na kształt bram. Spod ręki Boba Dylana wyszedł też cykl trzydziestu kolaży pt. Revisionist Art.