Archiwum

The National

Tworzą już od dwudziestu lat i wciąż nie tracą weny. Ich nowy album, I Am Easy To Find, miał premierę 17 maja i zawiera garść zupełnie nowych pomysłów. W Polsce będziemy mogli ich zobaczyć na żywo 25 listopada na warszawskim Torwarze. The National – Artystą Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ!

Pochodząca z amerykańskiego Cincinnati grupa The National składa się z pięciu osób, wśród których można znaleźć dwa duety braci. Od kilkunastu lat kwintet konsekwentnie buduje swój styl muzyczny, czerpiący garściami z indie rocka, chamber popu, art rocka, post-punk revivalu, a nawet muzyki klasycznej – to ostatnie dzięki doświadczeniu Bryce’a Dessnera w komponowaniu tejże. Dzięki takiej swobodzie gatunkowej trudno jest zaszufladkować The National w jednej kategorii, a kolejne albumy tylko pokazują, że to zadanie będzie stawać się coraz trudniejsze – o czym świadczą m.in. nacisk na elektroniczne dźwięki na krążku Sleep Well Beast, czy chóry i smyczkowe partie na I Am Easy To Find.

Jedną z najbardziej rozpoznawalnych cech muzyki The National jest niezastąpiony, barytonowy wokal Matta Berningera, frontmana i wokalisty grupy. Jego brzmienie doskonale łączy się z melancholijną i chwilami nostalgiczną atmosferą w kawałkach, a obraz ten uzupełniają utrzymywane w podniosłym tonie teksty podejmujące często tematy związane z codziennym życiem. Emocjonalność przedstawiona w takim świetle może przywodzić na myśl słowo neurotyzm, ale słuchając kolejnych kompozycji Amerykanów, to określenie wydaje się być jak najbardziej na miejscu.

Począwszy od albumu Alligator, wszystkie kolejne longplaye The National były doceniane zarówno przez krytyków, jak i rzesze fanów. Poprzez kolejne wydania – Boxer, High Violet, Trouble Will Find Me – zespół nabierał swojego unikalnego charakteru, pozwalając sobie jednocześnie na wplatanie coraz większej ilości pomysłów w utwory. To w końcu zaowocowało nagrodą Grammy w kategorii Best Alternative Album, którą kwintet otrzymał za album Sleep Well Beast z 2017 roku. Było to nieco zaskakujące ze względu na fakt, że właśnie na tym krążku The National pozwolili sobie na najwięcej muzycznych eksperymentów.

Kolejnym zaskoczeniem było brzmienie albumu I Am Easy To Find. W momencie, w którym fani spodziewali się naturalnej kontynuacji i rozwoju znanego już brzmienia grupy, Brooklyńczycy postanowili pokazać światu garść świeżych pomysłów, czego bezpośrednim efektem jest pojawienie się na tegorocznym wydaniu kobiecych wokali oraz chórów – w kontraście do zawsze solowego głosu Berningera na poprzednich albumach, a także instrumentów orkiestrowych – w opozycji do dotychczasowego nacisku na elementy rockowe, czy elektroniczne. Jako dodatkową ciekawostkę warto wspomnieć, że wraz z nowym albumem na YouTube pojawił się niemal półgodzinny film o tym samym tytule – choć artyści twierdzą, że jedno z drugim nie ma aż tak wiele wspólnego.

W ramach trasy koncertowej promującej I Am Easy To Find, The National zapowiedzieli – jak dotąd – prawie 60 koncertów zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Europie. Na tej liście znajduje się również warszawski Torwar, zatem osoby zainteresowane zobaczeniem grupy na żywo będą miały ku temu okazję. Bilety nadal są dostępne na platformie eBilet.pl

Kacper Borucki

Skepta

31 maja światło dzienne ujrzy jego najnowszy album ‘’Ignorance Is Bliss’’. 22 czerwca wystąpi jako headliner na festiwalu Tauron Nowa Muzyka. Gwiazda sceny grimowej- Skepta Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

Jego muzyczna przygoda rozpoczęła się w latach 90tych. Skepta zaczynał od konsolety i produkcji muzycznej- jako członek Meridian Crew wydał winylową serię z surowymi, instrumentalnymi brzmieniami. W tym czasie niestety spotkała artystę interwencja policyjna związana z prześladowaniami na tle rasowym- w ramach zbierania materiału dowodowego cała jego biblioteka muzyczna została skonfiskowana. Po tych wydarzeniach muzyk postanowił zmienić swój dotychczasowy kierunek artystyczny- zaczął nagrywać pierwsze zwrotki i próbować swoich sił za mikrofonem. W 2005 roku Meridian Crew ostatecznie kończy działalność, a Skepta wraz ze swoim bratem JME dołączają do kolektywu Roll Deep. Ich współpraca nie trwa długo- bracia muzycy postanawiają oddać cały swój czas i zaangażowanie inicjatywie Boy Better Know. W początkowym okresie Boy Better Know był dobrze znany z własnej linii t-shirtów, kolektyw miał też swój regularny program w londyńskiej radiostacji Rinse Fm, gdzie towarzyszył im Dj Maximum. Do dziś Boy Better Know działa też przede wszystkim jako wytwórnia muzyczna. W jej dorobku pojawiły się albumy zarówno Skepty jak i takich grajmowych artystów jak Wiley, Frisco, Shorty czy JME.

Dwa lata po założeniu wytwórni Boy Better Know Skepta, już jako raper wydaje swój pierwszy długogrający album pt – Greatest Hits. Muzyk prezentuje na nim nieskrępowane i szerokie spojrzenie na grime. Na całym krążku wyczuwalne są jego wcześniejsze muzyczne inspiracje- surowe, minimalistyczne brzmienia, którym jednak nie brakuje energii. Całość po ponad dekadzie od wydania nadal brzmi jak jedna z najlepszych płyt które zrodził ten gatunek.

Kolejne płyty Skepty to próba artysty w odnalezieniu siebie w warunkach rynkowych. Pomimo romansu z muzyką electro czy house na płytach nadal można było znaleźć klasyczny, grajmowy styl. Niestety dokonania Skepty nie odniosły zbyt dużego medialnego sukcesu, a artysta po niesatysfakcjonującym odbiorze postanowił zrewidować swoją karierę i w 2016 roku wydał swój najlepszy album Konnichiwa</em. Na albumie Konnichiwa Skepta postanowił oddalić się od radiowej stylistyki i powrócić do korzeni- brzmienie na tym krążku można określić jako brudne i ascetyczne. Elektroniczna warstwa muzyczna została wyważona łatwo wpadającymi w ucho refrenami. Już na samym początku albumu zauważalne jest muzyczne i liryczne podkreślenie zaangażowania artysty w scenę grime- początkowe utwory są przejmująco zdekonstruowanym szumem wzburzonych rytmów, elektroniki niskiego poziomu i uderzającego basu- tak charakterystyczne dla tego gatunku.

Zaraz po wydaniu swojego najlepszego albumu Konnichiwa Skepta wygrywa jedną z najbardziej prestiżowych brytyjskich muzycznych nagród- Mercury Prize. W rankingu przebija takie gwiazdy jak Radiohead czy Dawid Bovie. Ostatecznie zostaje mu przyznane miano architekta odrodzenia się grajmu, a sam artysta jest pod wrażeniem tego, co udało mu się osiągnąć- bez dużej wytwórni muzycznej za sobą, bez większych akcji PR-riowych i bez menadżera Skepta udowadnia, że grime to nieodłączna część brytyjskiej sceny muzycznej.

Pod koniec kwietnia za pośrednictwem mediów społecznościowych Skepta zapowiedział swój nowy album- Ignorance is bliss. Promują go dwa utwory- Bullet From A Gun to utwór, za którego produkcję współodpowiedzialny jest Ragz Originale, natomiast Greaze Mode to kawałek w którym wokalnie udziela się Nafe Smallz. Oba single zaostrzają apetyt na cały krążek, który ukaże się już 31 maja.

Milena Plucińska

Eltron

(fot. Grzegorz Czaplicki)

Już niebawem ukaże się płyta inicjująca działalność wydawnictwa Dom Trojga, za które odpowiedzialny jest Eltron (AKA Eltron John) – jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w rodzimym świecie jakościowej klubowej rozrywki. Karierę rozpoczynał jako DJ 13 lat temu w Krakowie, przez wiele lat prowadząc cykl imprez Ktoś Cię Kocha. Z miastem tym wciąż łączą go silne związki – jest rezydentem klubu Szpitalna 1, przez wielu uznawanego za najlepszy w Polsce, a także festiwalu Unsound, na którym gra rokrocznie.

Specjalizuje się w głębokiej, emocjonalnej muzyce house i techno, której korzenie znaleźć można w dubie, soulu i disco. Z szacunku dla początków profesji, której jest przedstawicielem, od samego początku konsekwentnie miksował płyty winylowe, opanowując tę sztukę do perfekcji. Mogli się o tym przekonać bywalcy wielu nie tylko krajowych parkietów. Eltron cieszy się międzynarodowym uznaniem, czego dowodem jest choćby zaproszenie go do udziału w projektach takich jak Red Bull Music Academy czy krakowska edycja Boiler Roomu.

Prócz grania Eltron zajmuje się też pracą w studio, a jego utwory znalazły uznanie takich wytwórni jak The Very Polish Cut-Outs, Transatlantyk, S1 Warsaw, U Know Me Records czy UNDERTHESEA. Wspólnym mianownikiem jego produkcji jest groove, a ich rozpiętość estetyczna niewątpliwie imponująca – od editów disco po break i electro. Zupełnie niedawno natomiast, nakładem wydawnictwa MOST, ukazał się trzeci już z kolei krążek projektu Seltron 400, tworzonego wspólnie z Łukaszem Seligą.

Jak sam podkreśla, niezwykle istotną częścią jego rzemiosła jest reinterpretacja produkcji innych artystów. W przypadku remiksów również nie mają dla niego znaczenia różnice gatunkowe – Eltron wziął na warsztat zarówno deep-house’owy utwór Ptaków, popowy Brodki, czy też synthwave’owy numer zespołu Niemoc.

Przez lata obecności na scenie klubowej współpracował na różnych polach z wieloma zdolnymi artystami – od wspólnego komponowania muzyki, miksowania numerów w studio i na imprezach oraz grania ich w swojej audycji Ktoś Cię Kocha w Radiu Kampus. Teraz postanowił w końcu zrealizować plan, z którym nosił się długo, i zająć się wydawaniem muzyki i promowaniem nowych, ciekawych producentów. W tej roli wciąż ma zamiar koncentrować się na muzyce funkcjonalnej, dedykowanej tancerzom. Więcej na temat jego bliższych i nieco dalszych planów, a także muzyków, których płyty zamierza wydawać możecie usłyszeć w wywiadzie, którego udzielił niedawno Radiu LUZ.

Materiał przygotowała Magdalena Sikorska

Coco Bryce

Pochodzący z holenderskiej Bredy producent, autor remiksów, DJ, wydawca i ponadczasowo zapalony deskorolkowiec. Głowa oficyny MYOR, artysta posiadający materiały w katalogach Fresh 86, 7th Storey Projects, Shipwrec czy Fremdtunes; w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych znany pod nadal aktywnym aliasem DJ Y?. Od blisko dekady jest jedną z twarzy niezależnej sceny revivalu brytyjskiej i holenderskiej elektroniki lat 90-tych, określanej mianem modern jungle. 13 kwietnia odwiedzi wrocławski D.K. Luksus – Coco Bryce Artystą Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.

Jego przygoda z DJingiem i komponowaniem rozpoczęła się jeszcze w poprzednim tysiącleciu, w złotych czasach europejskiego hardcore’u i sceny tekkno. Jako DJ Y? odwiedził wówczas masę rave’ów na terenie całego kontynentu, publikując swoje produkcje nakładem Sektor Advanced Beats czy Scine. Projekt nigdy zresztą nie został zawieszony, czego dowodzą płyty w katalogach Dosis Decibel Records czy Faces of Bass wydane na przestrzeni ostatnich trzech lat.

Albumem otwierającym katalog wytwórni MYOR jest EP-ka autorstwa trio Tof Tof Tof z 2005 roku, którego częścią był również i Coco Bryce, jednakże regularna działalność wydawnicza oficyny rozpoczęła się na dobre opiero cztery lata później, by konsekwentnie i nieustannie do dziś na przestrzeni ostatniej dekady serwować brudne, nostalgiczne, plastyczne i niezwykle odświeżające rekonstrukcje estetyk jungle, hardcore czy breakbeat, wzbogacone o palety instrumentalnego hip-hopu czy skweee.

Obok takich postaci jak Dead Man’s Chest, FFF czy Tim Reaper, Coco Bryce to jeden z pionierów współczesnego spojrzenia na spuściznę muzyki jungle i undergroundowej elektroniki lat 90-tych ogółem. Za sprawą bliźniaczych estetycznie MYOR oficyn pokroju Western Lore czy Fresh 86, połamane brzmienia w przedziale 160 – 170 uderzeń na minutę odetchnęły głębokim haustem świeżości na scenie, pod którą garstka ludzi z całego świata od lat budowała fundamenty w myśl idei DIY.

Na sporo uwagi zasługują także te bardziej eksperymentalne fragmenty dyskografii Coco Bryce’a, gdzie sporo miejsca na niestandardowe układy perkusyjne podszyte hip-hopowymi bądź dubowymi bębnami, czy też syntetyczne, komiksowe brzmienia skweee. Długogrające albumy dla Fremdtunes i w MYOR z lat 2011 – 2013 czy seria EP-ek inspirowanych Japonią w postaci „Ayakashi”, „Seki Sestu”, „Niban” oraz „Ichiban” to tylko wyrywek tej części dorobku artysty.

W 2019 roku Coco Bryce zdążył już wydać kasetowy mixtape pt. „Self Congratulatory Wank Fest Mix”, zapowiedzieć wyczekiwany latami występ na finałowej edycji legendarnego basowego festiwalu Outlook w chorwackiej Puli oraz EP-kę dla Western Lore zatytułowaną „Beats Like This”, której premiera zaplanowana jest na 10 maja. Z kolei w sobotę 13 kwietnia na zaproszenie ekip Night Bus i regime brigade zagra we wrocławskim D.K. Luksus, wspierany przez lokalną załogę w składzie: IWANN, Croydon Facelift, Guiltee, PLAL, Baby Meelo.

Roza Terenzi

\

Dumna ze swoich korzeni w Perth, po latach mieszkania w Melbourne zyskała miano kwitnącego kwiatu podziemnej house’owej sceny. Australijka Katie Kampbell znana jako Roza Terenzi znakomicie łączy wiele różnorodnych stylów, gładko przechodząc z electro przez house aż do ambientalnych breaków, tworząc świeżą odsłonę muzyki tanecznej. W Radiu Luz jest Artystką Tygodnia przez cały tydzień, a my słuchamy jej najciekawszych utworów!

Uprzednio tworzyła jako dziewięcioletnia KayTee i jej pierwsza epka została stworzona właśnie w tym czasie. Następnie przybrała nowy pseudonim Catlips, który zyskał znaczne zainteresowanie w Perth.

Przez wiele lat nauki produkcji, nie sądziła że po tak długim czasie pogrywania DJ-setów w pełni wykrystalizuje się jej finalna estetyka i powstanie obecny alias będący hołdem skierowanym w stronę astrofizyczki Fiorelli Terenzi, zafascynowanej dźwiękami pochodzącymi z kosmosu: Roza Terenzi.

Artystka przyznaje, że zawsze chciała tworzyć muzykę, lecz nigdy nie miała pieniędzy by zainwestować, więc desperacko zbierała je na coraz to nowszy sprzęt. Kiedy takowy się pojawił, pojawiły się też i pierwsze nagrania.

“It felt right to have a distinction between the time before and where I am now. In the five years before, the music I made was a document of me learning how to produce.”

czerwiec 2018

Pierwotnie artystka uwielbiała beztroski elektropop, często wplatała w niego własny wokal. Na starym Boiler Roomie sprzed pięciu lat prezentowała się z zupełnie innej strony niż aktualnie:

Okazuje się, że jej ojciec był bardzo utalentowany w grze na na perkusji i prawdopodobnie dzięki niemu Roza Terenzi odnalazła swój własny nurt. Stąd też wiele ciekawych struktur instrumentów perkusyjnych, których nasłuchała się w dzieciństwie i które lubi wplątywać w nagrania. Ojciec był kolekcjonerem bębnów z Azji, Afryki czy Bliskiego Wschodu. Sposród swoich ulubionych artystów Roza Terenzi wymienia Johna Cage’a oraz Aphex Twina. W wieku studenckim zaczęła jeszcze bardziej wnikać w eksperymentalne środowisko. Duży wpływ na rozpoczęcie tworzenia miały również takie zespoły jak Yeasayer czy Cut Copy.

Muzyka Rozy Terenzi jest przestrzenna, posiada wiele przełomowych tekstur w perkusji, które w połączeniu z szeroką gamą syntezatorów czynią jej dzieła doskonałymi. Umiejętność gry na fortepianie, gitarze czy perkusji pogłębia jej nowe koncepcje, które sprawnie wpadają Katie do głowy.

W setach didżejskich zawiera wszystkie ulubione przez siebie momenty, zachowując przy tym dynamikę i spontaniczność. Cechuje się wyjątkową skromnością – dodatkowo całą jej twórczość otacza niesamowita atmosfera. Uwielbia gładko przechodzić z jungle do electro, rave’u czy IDM-u z lat 90. Jej pomysły na bogate palety nowych kombinacji dźwiękowych zdają się nie mieć końca.

Przez ostatnie dwa lata Roza Terenzi zabłysnęła na całym świecie. Wydała sześć EPek dla różnych wytwórni, w tym Butter Sessions, Kalahari Oyster Cult. Uruchomiła własny program Designer Loops w Skylab Radio z Melbourne, wielokrotnie pojawiała się w Rinse FM. Zwiedziła kluby, pojawiła się też na najpopularniejszych festiwalach na całym globie, m.in. Primavera, Dekmantel, Kabinet i Brunch In The City.

Po wydaniu szóstej EPki Roza Terenzi zdecydowała się wyjechać w trasę po Europie i Kanadzie. Mimo tego wciąż pracowała na pełen etat i zajmowała się dostawą świeżych produktów do supermarketów. W wywiadzie dla Resident Advisor podkreśla, że lubi być zajęta, w szczególności jeśli chodzi o robienie czegoś kreatywnego po zwykłej pracy.

Dwa miesiące temu światło dzienne ujrzała epka Mwah, natomiast ósmego kwietnia usłyszymy ją w kolejnym wydawnictwie Dekmantela.

Krzysztof Kazimierczyk

Alice Phoebe Lou

Artystka zachwycająca nie tylko muzyką jaką tworzy, ale także jasną osobowością – Alice Phoebe Lou,artystą tygodnia w Akademickim Radiu LUZ

Alice Phoebe Lou w dzisiejszej dobie można nazwać szczególnie charyzmatyczną postacią, która mimo prężnie rozwijającej się kariery muzycznej od początku swej działalności walczy z zamianą muzyki w biznes.

Ta wokalistka,gitarzystka oraz autorka tekstów jest przedstawicielką takich gatunków jak blues czy soul. Od kilku lat jest niezależną artystką i bez wątpienia może być inspiracją dla kolejnych pokoleń młodych twórców.

Alice pochodzi z Kommetjie w Południowej Afryce z rodziny o tradycjach artystycznych. Od dziecka uczyła się gry na pianinie, nie mniej jednak jako nastolatka sięgnęła po gitarę, z która dzieli scenę aż do teraz.

W wieku 16 lat Alice pokochała występy uliczne i kontynuowała je przez kolejne lata. Początkowo dotyczyły one tańca z ogniem, jednakże kiedy artystka trafiła do Berlina okazało się to zupełnie nieopłacalne. Miasto rojące się od ulicznych muzyków i performerów nie pozwalało na utrzymanie się z pary fire poi. Alice zmuszona do radykalnych zmian sięgnęła po gitarę.

W 2013 roku artystka zdecydowała się nie podejmować studiów  w Afryce, kupiła wzmacniacz i wyjechała do Berlina na stałe. Po niedługim czasie wydała swój pierwszy album, na który zdołała uzbierać fundusze, dzięki ulicznym występom. Obecnie Lou ma na koncie trzy albumy i dwie EPki.

Alice jest niezwykle ciepłą i serdeczną osobą, szanującą zarówno publiczność jak i pracujących z nią artystów. Szybkie uniezależnienie się, wyjazdy i codzienność ulicznego muzyka uczyniły ją przy tym bardzo stanowczą i twardą kobietą. Wielokrotnie musiała się zmierzyć z głodem i docinkami na tle seksualnym. Widok samotnie występującej dziewczyny w plenerze należy obecnie do rzadkości, pomimo to Lou nawet po wydaniu kilku wydawnictw, wyprzedanych koncertach nie zrezygnowała tej formy aktywności artystycznej.

W swoich tekstach ucieka się często do kobiecej niezależności i wątków politycznych. Jako że urodziła się rok po zakończeniu apartheidu w RPA, jej młodość przypada na twórczość wielu artystów walczących o równouprawnienie i wolność, co zaszczepiło w niej bez wątpienia potrzebę odwoływania się do tej właśnie tematyki. Można powiedzieć, że teksty artystki są pełne dziewczęcej, wręcz dziecinnej wrażliwości, przeplatanej kontrastującą z nią dojrzałością popartą bogatymi doświadczeniami.

Muzyka Lou to głównie proste, liryczne gitarowe melodie, o ciepłym, nieco bluesowym brzmieniu. Alice często gra ze wsparciem producentów i multiinstrumentalistów takich jak np. włoski producent Mateo Pavesi, z którym powstały jej pierwsze albumy. Ich wspólnych działań można było posłuchać m.in. podczas Mahogany Sessions i Berlin Sessions.

Warto zatrzymać się przy nowym albumie Alice Phoebe Lou – Paper Castles. Jest to świeże wydawnictwo z 8 marca tego roku. Poprzedzone trzema singlami Something Holy, Skin Crawl i Galaxies. Można śmiało powiedzieć ze klipy do tych utworów są niezwykle plastyczne, pomysłowe i wciągające. Najbardziej zaskakująca pod względem muzycznym wydaje się być piosenka Galaxies, pełna niepokoju i drżenia, momentami burzliwa i niepokorna. Całość prezentuje się jako ciepła, melancholijna, uzupełniona o piękne teksty płyta.

Sevdaliza

Artystka kompletna – wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, producentka, choreografka, właścicielka wytwórni muzycznej Twisted Elegance. Od ponad 5 lat zachwyca swoim magnetyzmem na scenie międzynarodowej. Z trasą The Great Hope Design przyjeżdża także do Wrocławia.
Sevdaliza, artystką tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.

Perska księżniczka Sevda Alizadeh tworzy w Holandii, ale urodziła się i wychowała w Iranie. Świat muzyczny odkrył ją na dobre w 2015 roku po wydaniu EP The Suspended Kid. To na niej zarysowała charakterystyczny dla siebie styl. Sevdaliza przekazuje nam swoje wizje dzięki mrocznym elektronicznym bitom z elementami triphopu i nawiązań do muzyki tradycyjnej. Wszystko z rozciągniętymi, hipnotycznymi partiami wokalnymi okraszonymi słowem, o dużym znaczeniu dla jej twórczości.

Artystyczna szczerość to podstawa w karierze Sevdy, a jak podkreśla, od początku miała na to opracowaną strategię. Jej utwory przepełnione są osobistymi przeżyciami, które przekazuje odbiorcom także w otoczce okołomuzycznej. Sztuka wizualna, bardzo istotna dla artystki, tworzy jej znak rozpoznawczy i element rozumienia jej twórczości.

I am flesh, bones
I am skin, soul
I am human
Nothing more than human
 

W świecie przepełnionym wielkimi nazwiskami zapominamy o postaciach które się za nimi kryją. Przypomniała nam o tym Sevdaliza w singlu Human z debiutanckiego albumu Ison. Obsesja na punkcie ciała, stereotypowego piękna i zgubna pogoń za sztucznością są często przez nią komentowane. Ciało to dla artystki świątynia, której nie powinien burzyć żaden stereotyp. Biorąc pod lupę sztukę Alizadeh, nie da się pominąć dużego wpływu idei feminizmu. Silnym kobiecym wizerunkiem zarażała ją Björk, Beth Gibbons z Portishead, czy Patti Smith. Inspiracje usłyszymy i zobaczymy w samym podejściu do symboliki kobiety, która w tekstach artystki staje się tylko człowiekiem.

Debiutancki album Ison wyciągnął na wierzch emocjonalność Alizadeh. Sensualne, melodyjne opowiadania z krążka wciągnęły nas w jej życie miłosne, postrzeganie własnej osoby we wszechświecie. Mistyczną aurę podkreśla jej głos, niejednokrotnie podkręcony autotunem, stający się pełnoprawnym instrumentem w kompozycjach. Wiele warstw dźwięków nachodzi na siebie w utworach z indywidualną wrażliwością.

 

Żeby poznać dobrze Sevdalizę, musimy sięgnąć do jej połączeń kulturowych. Pięcioletnia Sevda Alizadeh opuściła Teheran z rodziną, która w poszukiwaniu lepszego życia osiedliła się w Rotterdamie. Przez lata rodzice dbali o jej edukację na wielu płaszczyznach. W latach młodzieńczych trenowała koszykówkę, co nawet poskutkowało udziałem w reprezentacji Holandii. Sportową karierę porzuciła jednak po kilku latach na rzecz sztuki i studiów humanistycznych.

Kariera koszykarska wzmocniła charakter Sevdalizy, która postanowiła samodzielnie wejść w świat muzyczny. Najważniejsze było dla niej zbudowanie kariery według własnego pomysłu. Alizadeh stworzyła wytwórnię, gdzie razem z producentem Muckym rozpoczęła pracę nad wspólnymi pomysłami muzycznymi. W trakcie tworzenia Sevdaliza nie zapomina o korzeniach i własności intelektualnej. Artystka płynnie posługuje się językiem angielskim, niderlandzkim, perskim, francuskim i portugalskim. Do perskiego dorobku wraca z dużą świadomością. Manewruje odniesieniami w tekstach oraz muzyce, którą wzbogaca o bliskowschodnie motywy.

 

Zeszłoroczne wydanie albumu The Calling pokazało, że Sevdaliza lubi udostępniać swoją sztukę bez wielkich zapowiedzi. Tak było też z jej najświeższym singlem. Darkest Hour, jeden z naszych mocograjów, to kompozycja która może zwiastować wszystko. Nie wiemy jeszcze czego dokładnie oczekiwać od artystki w kontekście kolejnych wydawnictw, ale możemy osobiście sprawdzić jej możliwości.

Sevdaliza wystąpi na deskach Teatru Capitol w ramach 40. Przeglądu Piosenki Aktorskiej w najbliższą niedzielę 24. marca. Widowisko The Great Hope Design, pełne przemyślanych choreografii i udziału profesjonalnych muzyków wypełni Dużą Scenę mistyczną wirtuozerią.

M¥SS KETA

Tonąc w wąskich uliczkach Brery szybko można się zanudzić szykownymi knajpami, zgiełkiem turystycznych atrakcji i niedostępnymi sklepami. Prawdziwy Mediolan skryty jest zupełnie gdzie indziej, a najlepszym przewodnikiem do tego świata jest M¥SS KETA. Zupełnie nowe, świeże wcielenie włoskiej gwiazdy muzyki popularnej odświeża ten wizerunek zastępując wykreowane gwiazdy Italietty kimś, kto kreuje się sam (a w zasadzie współkreuje się razem z kolektywem Motel Forlanini).

M¥SS KETA pochodzi z Mediolanu i to w zasadzie wszystko co możemy o niej powiedzieć na pewno. Chociaż życiowe tło jest w zasadzie pomijalne w rozumieniu tej twórczości – ważne jest to, co M¥SS KETA opisuje i w jaki sposób to robi. Ustalmy fakty – włoska muzyka popularna przeżywa kryzys, od lat już światowymi notowaniami nie wstrząsnęły wydawnictwa na miarę singli Rafaelli Carry, Ricchi e Poveri czy Renato Zero. Odpowiedzmy sobie sami w głębi serca – jak bardzo odmienna jest pozycja Fabio Rovazziego od – chociażby – Jovanottiego? Ta przerażająca kulturalna panorama rozbita została w 2014 roku właśnie postacią M¥SS KETA, która wtedy opublikowała w serwisie YouTube swój pierwszy utwór, stworzony w ramach kolektywu Motel Forlanini, noszący tytuł MILANO SUSHI & COCA.

10 Corso Como
after Duomo
la roba non ci basta
supermercato e pasta

M¥SS KETA żyje Mediolanem, a wręcz nim jest, udowadnia to naszpikowując swoje teksty odwołaniami do tego miasta i codziennego życia znudzonego millenialsa.

GPUBPqp

Majestatyczne Duomo w Mediolanie widziane oczami Google Street View.

Drugi największy hit M¥SS KETA przedstawia życie prawdziwej włoskiej gwiazdy w prawdziwym włoskim środowisku – to bodaj najgłębsze spojrzenie w codzienne życie M¥SS KETA i jej pochodzenie. Porta Venezia czyli brama wenecka to a) historyczna brama wjazdowa do miasta Mediolan; b) dzielnica, która wyrosła wokół niej – moim zdaniem – nie ma równie posh i wyniosłego miejsca na całej kuli ziemskiej. Idealna pożywka dla sztuki krytykującej dotychczasowy porządek i proponującej coś nowego, coś mniej odległego i zagubionego.

M¥SS KETA czasem wyjeżdża ze swojego miasta, pędzi wtedy na poszukiwania miejsc, w których może poobracać się pośród swoich idoli – wspomnianego już Fabio Rovazziego, Il Pagante ale też Elisabetty Canalis. M¥SS KETA analizuje i filtruje włoską kulturę w sposób dosadny i brutalny, a czasami wręcz niegrzeczny – chociażby wtedy kiedy przyznała że jeden z największych jej hitów, Musica Elettronica, powstał dzięki inspiracji włoskim zespołem rockowo-elektronicznym SUBSONICA.

* * *

5-by-vittorio-schiavo-1-1024x683
M¥SS KETA przed występem w Berghain
Zdjęcie autorstwa Vittorio Schiavo

M¥SS KETA niekiedy rezygnuje z okrutnie prześmiewczego tonu, chociaż jej twórczość zawsze wypełnia krytyka wyrażona karykaturalizacją zjawisk i osób. Zapytana o inspiracje w sztuce jednym tchem wymienia obok siebie CAZZURILLO, Yves Tumor, Conana Mockasina, Vince’a Staplesa czy Tigę. Oczami wyobraźni widzę ich wszystkich w line-upie jednego i tego samego festiwalu, a M¥SS KETA i jej twórczość spięłaby to wszystko w stylistycznie i ideologicznie koherentną całość. Podczas pierwszego i bodaj jedynego dotychczas występu w BERGHAIN M¥SS KETA oddała hołd twórczości Yves Tumor, nawet w wywiadach poprzedzających jej występ wygłaszała wielokrotnie hołdy dla tego artysty. Jak widać nie tylko redakcja muzyczna Akademickiego Radia Luz docenia jego twórczość.


Na temat M¥SS KETA słuchaj przez cały tydzień w AKADEMICKIM RADIU LUZ, a zwłaszcza o 00:00 i 14:00.

The Roots

Minęło już 20 lat. Pod koniec lutego 1999 roku światło dzienne ujrzała płyta Things Fall Apart. Album, który okazał się przełomem dla grupy i do tej pory pozostaje najlepiej sprzedającym się krążkiem w ich bogatej dyskografii. The Roots Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

Grupę założyła dwójka przyjaciół: Ahmir Thompson i Tariq Trotter. Obaj pochodzili z bardzo różnych środowisk. Thompson (Questlove) urodził się w ułożonej, artystycznej rodzinie. Od początku życia miał styczność z muzyką i wykazywał ogromny talent, szczególnie do rytmiki. Dorastając często grał na perkusji wraz z zespołem jego ojca. Młodość Tariqa nie była usłana różami. Oboje jego rodziców zostało zamordowanych. Sam Tariq obracał się w złych kręgach, ale jego rodzinie udało się wyrwać go ze szponów ulicy. Trotter i Thompson poznali się w filadelfijskim High School for Creative & Performing Arts. Założyli duet i występowali na ulicach Filadelfii. Questlove grał na perkusji, a Trotter rapował. Nazwali się The Square Roots. Po jakimś czasie nazwa uległa skróceniu, skład ekipy poszerzeniu i The Roots zaczęli nagrywać pierwsze płyty.

W czasie kiedy Things Fall Apart miało trafić na sklepowe półki, The Roots mieli już za sobą kilka wydań. Żadne z nich jednak nie przyciągnęło niebotycznych ilości słuchaczy. Były to raczej płyty, które spoczywały na półkach fanów hip-hopu. Dla szerszej publiczności The Roots wciąż pozostawali nieznani. Nie była to wina niszowego gatunku. Druga połowa 90-tych to czas sukcesów komercyjnych i nagród takich zespołów jak Fugees czy OutKast. Ich stylistyce nie było tak daleko do tego, co prezentowali The Roots. W przeciwieństwie do nich jednak, potrafili pisać hity. The Roots sami przyznają, że na początku swojej kariery mieli ogromną trudność z balansowaniem pomiędzy swoim unikalnym stylem, a komercyjnością. Jak pisać przeboje, które będą prawdziwe i spójne ze stylistyką grupy? Dla Questlove’a, założyciela zespołu, przełomowy moment przyszedł podczas sesji nagrań do płyty D’Angelo Voodoo. Tamten projekt zaangażował wielu świetnych artystów, którzy razem pracowali w Electric Lady Studios w Nowym Jorku. Podczas jednej z przerw w nagraniach DJ Premier, D’Angelo, J Dilla zaczęli prezentować swoje nowe materiały. Każdy z nich wywoływał eksplozję ekscytacji całego pokoju, były wyjątkowe. Tak ten moment opisuje w swojej książce Questlove:

Przyszła kolej na mnie. Przy sobie miałem tylko kasetę z pierwszymi nagraniami do utworu Double Trouble. Wokale były niedokończone, nie było nawet zwrotki Mos Defa. To był tylko szkielet. Zagrałem to. Nigdy nie zapomnę atmosfery, która zapanowała w pokoju. Oczywiście też zareagowali entuzjastycznie. Ale to było udawane. Wiem jak zachowują się ludzie, którzy nie są zachwyceni tym, co im puszczasz. Mają kamienną minę, bujają lekko głową, nic nie mówią, ani na ciebie nie patrzą. Czułem się upokorzony. Tego samego wieczoru wróciłem do studia i nie poszedłem spać, dopóki nie poprawiłem tego utworu. […] Od tamtej pory dążyłem do tego, żeby artyści wokół mnie reagowali czymś więcej niż tym lekkim bujaniem głową i martwym spojrzeniem. To był punkt zwrotny w mojej karierze. Wiem, że byłem szanowany jako perkusista, ale chciałem być doceniony jako producent i songwriter. Po tym nieszczęsnym debiucie Double Trouble zastanowiłem się nad sobą. Zrozumiałem, że muszę wejść na wyższy poziom.

Tytuł albumu nawiązuje do powieści Nigeryjczyka Chinuy Achebe. To historia opowiadająca o kolonialnych czasach w Afryce. Jej główny bohater wraca do swojej wioski po siedmiu latach. Miejsce, które opuszczał w żaden sposób nie przypominało jednak tego, co zastał. Misjonarze z Europy doprowadzili do zatracenia lokalnej kultury i tożsamości żyjących tam ludzi. Nawiązanie do powieści jest metaforą stanu, w którym znajdował się hip-hop i tego, gdzie byli w nim usytuowani The Roots. Tradycja i „prawdziwy hip-hop” w zestawieniu z komercjalizacją. Podobnie jak protagonista powieści, Roots nie umieli odnaleźć się w swoim własnym domu.

Na szczęście jednak, Things Fall Apart to był ten album. The Roots wreszcie wskoczyli na zasłużony poziom popularności. Kiedy zaczynałem pracować nad materiałem na ich temat, przez ramię zajrzał mi mój współlokator. Gdy powiedziałem, że piszę o Roots odpowiedział „O! To ci od Jimmy’ego Fallona, nie?”. Zaczynali jako alternatywni hip-hopowcy, którzy nie umieli przebić się do szerszej publiki. Dziś, 26 lat i 7 albumów później, swobodnie pływają pomiędzy komercją i występami w telewizji, a podtrzymywaniem tradycji hip-hopu. W świetle tego, co znaczą dla gatunku, ich nazwa zyskuje bardzo symboliczne znaczenie.

Roy Eldridge

26 lutego 1989 roku – odszedł Roy Eldridge – trębacz, którym inspirował się sam Dizzy Gillespie. David Roy „Little Jazz” Eldridge Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

Niewielu muzyków w historii może poszczycić się mianem „pioniera” w danej dziedzinie. Czasem po prostu podąża się szlakiem wytyczonym przez innych. „Little Jazz” na pewno nie podążał utartymi szlakami. Przez 70 lat swojej profesjonalnej kariery wypracował swój unikalny styl gry na trąbce, który zupełnie odmienił oblicze tego charakterystycznego dla jazzu instrumentu.

Roy Eldridge urodził się 30 stycznia 1911 roku w Pittsburghu i od dziecka uważany był za niezwykle utalentowanego. W wieku 5 lat potrafił dobrze grać na fortepianie, a gdy skończył 6 rozpoczął grę w zespole starszego brata, Joe, ale na perkusji. Brat natychmiast jednak spostrzegł, że Roy bardziej nadaje się do gry na trąbce. Cała nauka, jaką Roy pobierał, odbywała się w domu. Nigdy nie uczęszczał do szkoły muzycznej. Do końca życia miał przez to problem z czytaniem a vista – jednocześnie czytając nuty i grając utwór.

Mając 19 lat przeniósł się do Nowego Jorku, gdzie jego kariera nabrała rozpędu. Znalazł miejsce w zespole Teddy’ego Hilla, u którego grał głównie muzykę taneczną. Nowy Jork zyskiwał na znaczeniu w jazzowym środowisku i coraz więcej orkiestr jazzowych znajdowało tam miejsce do gry. Z zespołu Hilla Eldridge przeniósł się do Orkiestry Fletchera Hendersona, którą opuścił w 1936 roku, kiedy to założył własny zespół, do którego zatrudnił m.in. swojego brata, Joe.

W Chicago zajmował się głównie własnymi projektami z zespołem, aż do dołączenia do orkiestry Gene Krupy. Okazało się to nie tylko wielkim sukcesem samego Eldridge’a, ale i całej czarnoskórej społeczności. Był to wszak jeden z pierwszych przypadków, gdy czarnoskóry muzyk dołączył do całkiem „białego” zespołu, jakim w owym okresie była orkiestra perkusisty polskiego pochodzenia.

W późniejszych latach Eldridge grał z największymi sławami swoich czasów – Colemanem Hawkinsem, Dizzym Gillespiem, Artie Shawem, Charlesem Mingusem, Ericiem Dolphym, Ellą Fitzgerald czy Billie Holiday.

„Little Jazz” wypracował sobie unikalny styl gry na trąbce, zupełnie różny od tego, jak grali poprzednicy. Zamiast długich dźwięków i wolno budowanych fraz Eldridge zaczął wykorzystywać trąbkę w nieco bardziej „saksofonowy” sposób. Atakował mocno, dynamicznie dźwięki, używał więcej grania po skali aktualnego akordu. W zasadzie to Royowi zawdzięczamy taką trąbkę, jaką słyszymy w dzisiejszym jazzie. Z inspiracją Eldridgem nie krył się Dizzy Gillespie, czyli jedna z największych jazzowych sław. Nagrali wspólnie kilka płyt.

Eldridge musiał zrezygnować z czynnego koncertowania w 1980 roku, kiedy to miał atak serca. Odłożył wtedy trąbkę na bok. Nadal śpiewał jednak i grał na pianinie, lecz dla małych publiczności, bez stresu związanego z wielkim koncertem. Zmarł w wieku 78 lat, 26 lutego 1989 roku, w niecałe 3 tygodnie po śmierci żony.

Wkład Roya Eldridge’a w muzykę jazzową pozostaje wciąż nieoceniony. Mimo, że najstarsze nagrania z udziałem trębacza liczą sobie prawie 100 lat, pamięć pozostaje żywa, a inspiracja dla młodych muzyków wciąż ogromna.