Archiwum

YOUNG POSSE (영파씨) – XXL

young-posse-xxl

Najwyższy czas wpuścić tu nowe generacje i brzmienia — koreańska scena od dawna pokazuje, że nie można przejść koło niej obojętnie, a młode talenty pojawiają się tam jak grzyby po deszczu. Damska grupa Young Posse znalazła się na moim radarze całkiem niedawno dzięki nietypowemu dla tej sceny drillowemu utworowi YOUNG POSSE UP. Od tego momentu z niecierpliwością oczekiwałem ich comebacku — i nareszcie się go doczekałem. W fantastycznym stylu.

Idąc tropem młodych talentów takich jak New Jeans, xikers czy P1Harmony, na EPce XXL artystki odchodzą od przestarzałego kpopowego przepisu na sukces, według którego od wykonawców oczekuje się intensywnych występów tanecznych i nieosiągalnych wokali. Young Posse odrzucają to swoim przyziemnym vibe’em — utwory i choreografie, a także teledyski nie przypominają zsynchronizowanych do perfekcji występów, lecz skupiają się na dobrej zabawie i interakcjach ze sobą, pozwalając osobowościom zabłysnąć. Czujemy się, jakbyśmy nie patrzyli na grupę idoli, ale na grupę utalentowanych przyjaciół.

Maybe, maybe, Baby version Wu-Tang Clan

Oddając hołd starym, boom bap-owym bitom w XXL raperki pokazują, że oprócz dobrej zabawy mają dużo więcej do zaoferowania, ponieważ styl i zabawę gatunkiem też opanowały do perfekcji. Dziewczyny pozwalają sobie na łamanie rytmu, aby dopasować go do własnej struktury. Ich flow, czasem luźne i głupkowate jak Baggy Pants, o których śpiewają, a czasem ostre i szybkie, świetnie wpasowuje się w ich grę formą. Przerwy są dokładnie tam, gdzie powinny być, aby nadać blasku build-up’om, a kiedy dziewczyny wracają do rytmu, a raczej poza rytm, natychmiast czuje się ich obecność. Wyjątkową uwagę trzeba przy tym zwrócić na delivery Sunhye w końcowej części utworu, która dzięki swojemu nietypowemu flow i szybkim wersom zyskała tytuł najszybszego rapera k-popowego piątej generacji (8,50 sylab na sekundę!), co jest szczególnie imponujące, biorąc pod uwagę, że te linijki są napisane samodzielnie przez 19-latkę.

Young Posse pokazuje, że przyszłość rapowych girlsbandów w kpopie rysuje się w jasnych barwach, świecąc przykładem na całym wydawnictwie. Mnie pozostaje tylko błagać dziewczyny, by trzymały się swojego zamysłu i kontynuowały swoją działalność w hip-hopowym stylu, zachowując przy tym lekkość i zabawę. Bo to właśnie ten LUZ sprawia, że w tym tygodniu otrzymały tytuł naszego redakcyjnego mocograja.

Mikołaj Domalewski


Little Simz – Far Away

Niezapowiadane dropy są zawsze mile widziane. Zwłaszcza od artystów, którzy udowadniają, że są powiewem świeżego powietrza z każdym kolejnym wydawnictwem. Little Simz nie daje nam jednak chwili na oddech w najnowszej odsłonie w serii eksperymentalnych EP-ek Age 101: Drop zatytułowanej Drop 7.

Znana głównie z neo-soulowych inspiracji Simz urozmaica swoje brzmienie produkcją twórcy muzyki elektronicznej Jakwoba (znanego m.in. ze współpracy z Nią Archives). W przepełnionych szybkimi breakami i trapowym EDM-em utworach Simz czerpie z brazylijskiego funku mandelão czy pełnoprawnego brytyjskiego grime’u, nie bojąc się rapować także po portugalsku z flow, które sprawia, że wierzysz, gdy krzyczy International Simbi!

Far Away to idealna kulminacja projektu — rytmiczna, jazzowa fuzja brytyjskiej sceny z hipnotyzującym głosem artystki. Kto by pomyślał, że robienie drillowych bitów z pianinem i trąbką może brzmieć tak dobrze? Pełna EP-ka dostępna na streamingu, a w tym tygodniu Simbi także w naszej rotacji.

Mikołaj Domalewski


Kajzer – Zbyt Często

Okładka Kajzer - Klepsydra EP

Nie jest to zbyt częste, żeby mocograjem tygodnia został utwór debiutanta, a już w ogóle rzadkością jest, że artysta zalicza debiut tak dobry jak Kajzer swoim Klepsydra EP.

Wybór jednego najlepszego tracku spośród — można by — siedmiu wspaniałych nie był łatwy. Zdecydowałem się wyróżnić utwór Zbyt Często chyba dlatego, że był to pierwszy utwór, jaki z tej EPki usłyszałem, a pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Dodatkowo wierzę, że nie z przypadku ten utwór otwiera całe EP i myślę, że jeżeli ktoś ma dopiero poznać Kajzera, to uczciwie byłoby go poznać tym utworem.

Szkoda, że ta klepsydra nie odmierza nieco więcej czasu. Na szczęście Klepsydra jak to klepsydra nie jest narzędziem na raz.

 

Dominik Lentas

Awich

Zanim Awich została ogłoszona Królową Japońskiego Rapu, doznała od życia wielu ciosów. Ich echo wciąż daje się słyszeć między dźwiękami jej kolejnych płyt. Najnowszy krążek artystki zatytułowany United Queens, jest nie tylko kolejnym rozdziałem o życiu raperki. Jest to manifest, którego głównym przekazem jest to, że królowa nie musi być tylko jedna.

Sześć lat minęło od wznowienia przez Awich swojej kariery. Po powrocie do Japonii nie planowała już nagrywać. Stało się jednak inaczej i od tego czasu regularnie dostajemy od artystki kolejne wydawnictwa. W tym roku z rąk raperki otrzymaliśmy album United Queens.

Początki przygody Awich, albo raczej jeszcze wtedy Urasaki Akiko (jap. 浦崎 亜希子), z hip-hopem miały miejsce w latach 90. Wtedy dostała w swoje ręce album 2Paca o tytule All Eyez On Me. Akiko będąca w tym czasie jeszcze młodą nastolatką, zaczęła pisać własne teksty na podstawie swoich wierszy i kazała nazywać siebie raperką.

W 2007 r. światło dzienne ujrzał pierwszy album Awich, Asian Wish Child, którego tytuł swoją drogą jest rozwinięciem pseudonimu artystki. Debiutancki longplay stał się na bardzo długi czas jedynym punktem na dyskografii cudownego dziecka Azji. Dziewiętnastolatka po wydaniu albumu wyemigrowała do USA, gdzie zamieszkała w Atlancie.

W tym etapie jej życia nie było zbyt wiele muzyki. Awich poszła na studia i wyszła za mąż. Niestety epizod życia w Stanach Zjednoczonych nie zakończył się dobrze. Jej mąż najpierw trafił do więzienia, by potem po wyjściu na wolność, zostać śmiertelnie postrzelonym. Artystka została sama z urodzoną trzy dni po śmierci ojca córką. Wróciła na rodzinną wyspę – Okinawę, by rozpocząć kolejny etap życia, którym miała być… własna firma brandingowa.

Niespodziewanie, w roku 2017. Awich stała się pierwszą raperką w kolektywie Yentown, z którym zaczęła budować swoją karierę na nowo. Album 8 miał być powrotem Asian Wish Child. Jednak Akiko nie była już dzieckiem. Zostanie samotną matką i wdową w tak młodym wieku, nie jest czymś, co nie zostawia blizn na duszy i umyśle człowieka. To już nie była ta sama Awich. Nie była to też jeszcze osoba, którą potem nazwano królową. Na tym etapie swojej twórczości, próbowała szukać nowej siły, lecz jej nienajlepszy stan psychiczny uzewnętrzniał się w niektórych utworach. Na krążku 8 był to przykładowo utwór Detox.

Z każdym kolejnym utworem i płytą Awich zyskiwała więcej odwagi. Nie bała się już mówić nie tylko o traumatycznych przeżyciach, ale i o wszystkim, co jej się nie podobało. Przeistoczyła się. Stała się silną kobietą, która postanowiła stać się wzorem dla kobiet jej pokolenia. Nie domagała się tytułu królowej, a mimo to został on jej nadany. Akiko nie zamierzała jednak udawać skromności, ani obnosić się pychą. Postanowiła stać się prawdziwie wartą tego tytułu. Tak powstał album QueendomNa nim, Awich ukazuje się jako silna artystka, która ma swoje opinie, nie boi się krytykować świata, ale ma też w sobie na tyle odwagi, by opowiedzieć historię każdej wewnętrznej rany. Kulminacją jej ewolucji jest utwór tytułowy tego krążka, który dla znających kontekst biograficzny artystki, jest nie tylko wyjątkowym dziełem muzycznym, ale też doznaniem emocjonalnym. Teledysk nagrany do utworu podbija ten efekt, wykorzystując prywatne nagrania artystki z czasów pobytu w USA, na których obecny jest jej zmarły mąż.

Tak docieramy do sierpnia roku 2023. Awich wciąż jest tytułowana Królową Japońskiego Rapu. Teraz jednak artystka nie chce tego przydomku tylko dla siebie. Nagrała album, w który zaangażowane zostały inne mniej lub bardziej znane japońskie raperki. United Queens swoim tytułem i zawartością daje jasno do zrozumienia, jaki przekaz jest motywem przewodnim wydawnictwa. Urasaki Akiko stała się jedną pierwszych i jedną z wielu japońskich kobiet, które zasługują na uznanie w świecie Japońskiego hip-hopu. NENE, LANA, MaRi, AI, Yuriyan Retriever to kolejne pokolenie, które również stanie się królowymi.

Awich jest postacią barwną. Jej ewolucja z zafascynowanej rapem dziewczyny z Okinawy, w doświadczoną życiem artystkę z wartościami sprawia, że odbierając jej słowa, słyszysz nie tylko i wyłącznie artystkę… słyszysz drugiego człowieka, który przeszedł w życiu bardzo wiele. Taka wiarygodność jest warta wyróżnienia. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że nie twórczość Awich przyczyniła się do nadania jej tytułu królowej, tylko jej autentyczność i odwaga. Tacy artyści są bezcenni i warto o nich mówić, by stali się modelem, z którego warto brać przykład.

Więcej o Artystce Tygodnia usłyszycie na naszej antenie od poniedziałku do piątku o północy, w audycji Audiostarter (9:00-11:00) oraz o 13:00.

Kacper Świeca

Ola Poskrop ft. świtała, stas – wzory na mostowych przęsłach

Ola Poskrop ft. świtała, stas - wzory na mostowych przęsłach [cover art] Fot. Kasia Cielecka

Ola Poskrop, świtała i stas we wspólnym singlu? W końcu doczekaliśmy się kolaboracji trójki przyjaciół prosto z okolic Trójmiasta i Warszawy. Artyści, którzy od miesięcy podbijają playlisty i serca kolejnych słuchaczy. Trzy przepiękne młode głosy tworzące alternatowno-popowo-rapową mozaikę w postaci wzorów na mostowych przęsłach.

Przepełniony nostalgią i młodzieńczą beztroską, romantyczny wywód, o tym co możemy odkryć w drugiej osobie i na tytułowych przęsłach. Rozkochany w rozwikływaniu wszelakich miłosnych wzorów niezal, ponownie rozkłada na części pierwsze swoją wizję miłostek i zauroczeń. Jeśli jeszcze nie trafiliście na żadnego z autorów i autorkę tego utworu jest to idealny moment, żeby zagłębić się w ich twórczość. Lekki wakacyjny utwór idealny do podziwiania zachodów słońca na spontanicznej randce, lub na wieczornej posiadówce z przyjaciółmi.

Ola Poskrop debiutując w FONOBO dała się poznać w anglojęzycznym wydaniu. Tu udowadnia jednak, że swoim wokalem po polsku ma do zaoferowania równie dużo. Stas i świtała z kolei, nie raz pokazywali już, ile mają wspólnie do zaoferowania. Współpracą z Olą po raz kolejny tylko podbili stawkę. Zerkając od czasu do czasu na ich poczynania, mam wrażenie, że to ostatnie kroki całej trójki, przed dotarciem do szerszego grona odbiorców. Zachęcam do słuchania, bo już niedługo będziecie mogli chwalić się, że byliście przed pierwszym milionem…

Dawid Sas

Kosma Król & Kania – POLOT

cover art: Kosma Król & Kania - POLOT

Polot, czyli najnowszy singiel zapowiadający debiutancki album Kosmy Króla i producenta Kani. Autorzy singli takich jak Funk, czy Na wolno. W zeszłym roku zostali zauważeni przez wytwórnię BUMP’12, w której wydali S1 Mixtape. Wyróżniają się wyjątkowym luzem i bardzo zgrabnym mieszaniem staro-szkolnego hip hopu z nowoczesnymi inspiracjami płynącymi chociażby ze sceny brytyjskiej. Dostarczają zarówno bujające imprezowe kawałki i introspektywne single takie jak ten.

Polot to mało powiedziane o potencjale Kosmy Króla na podkładach autorstwa Kani. Podstawa produkcji opiera się na odwróconych, rozmytych samplach z muzyki symfonicznej. Natomiast na sekcję rytmiczną składa się boom-bap’owa perkusja i stopa nadającą transowego klimatu przez cały utwór. Do tego nawijka Kosmy, która niesamowicie sprawnie przechodzi z lekkich, poszarpanych melodii, do klasycznie poskładanych wersów i pokazu skilli na przyspieszeniach. Kiedy dodamy jeszcze świadomą lirykę opisującą proces twórczy młodego człowieka i follow-upy do kultury graffiti, dostajemy naprawdę poważną muzyczną propozycję.

Całość dopina teledysk reżyserii Mateusza Białęckiego. Dostajemy ogrom świetnych kadrów w analogowej kolorystyce, oddających jednocześnie osiedlowy i młodzieńczy klimat singla. Dynamika ujęć splata się idealnie z nurtem samego utworu, razem tworząc całość, którą po prostu warto zobaczyć. Po zapoznaniu się z Polotem Kani i Kosmy, pozostaje tylko czekać na nadchodzący album i kolejne single, które miejmy nadzieję – już niedługo…

Dawid Sas

Gil Scott-Heron

Zdjęcie Gila Scotta-Herona

Tej rewolucji nie znajdziesz w telewizji – znajdziesz ją natomiast na 91.6 FM! Z okazji 74. rocznicy urodzin wspominamy postać Gila Scotta-Herona Artysty Tygodnia w Radiu LUZ.

Gilbert Scott-Heron to urodzony 1 kwietnia 1949 artysta, który jest autorem nie tylko utworów i tekstów, ale także powieści i wierszy. W swojej twórczości najbardziej znany jest z melorecytacji swoich wierszy oraz łączenia elementów jazzu i funku. Był bardzo zaangażowany politycznie. W tekstach poruszał głównie tematy rasizmu i nierówności społecznej, ale w jego repertuarze znajdziemy również utwory tematycznie lekkie i przyziemne.

Popularność zyskał dzięki swojemu albumowi zatytułowanemu Pieces of a Man, a konkretnie utworowi The Revolution Will Not Be Televised. Utwór ten był oparty na (w tamtych czasach) popularnym sloganie Czarnych Panter namawiającym do wszczęcia rewolucji na rzecz walki o równouprawnienie czarnej mniejszości w Stanach Zjednoczonych. Tekst piosenki został przez Gila Scotta-Herona wyrecytowany przy akompaniamencie muzyki. Z głosu autora możemy wyczuć gniew, frustracje oraz gotowość do walki. Te czynniki oraz sytuacja polityczna w USA w latach 70. sprawiły, że utwór stał się manifestem pokolenia, który miał za zadanie pobudzić do działania biernych amerykanów. To dzieło już do końca jego kariery uważane było za jego najwybitniejszy utwór.

Artysta pobierając nauki w Lincoln University poznał się z Brianem Jacksonem. Jak się później okazało, ich współpraca miała trwać prawie dekadę. W wyniku tej współpracy artyści wydali prawdopodobnie najważniejsze albumy w swojej karierze. Brian był odpowiedzialny głównie za pisanie muzyki, natomiast Gil zajmował się tekstem. Obaj ją wykonywali. Najbardziej znane albumy sygnowane nazwiskami obu muzyków to: Bridges, Secrets i Messages. Dzieła będące owocem współpracy tych artystów cechują się lżejszą tematyką i weselszym, barwniejszym brzmieniem od solowych albumów Gila Scotta-Herona.

Zdjęcie Gila Scotta-Herona i Briana Jacksona

Nie sposób również nie wspomnieć o wpływie, jaki Gil Scott-Heron wywarł na rap. Przypisuje mu się tę zasługę głównie ze względu na spopularyzowanie tekstu recytowanego jako siły napędowej utworu muzycznego. Właśnie ten styl wykonania utworu zyskał ogromną popularność w rapie. Kolejnym aspektem, dzięki któremu artysta dostał tytuł praojca rapu, jest jego bezpośredni i bezpardonowy sposób omawiania rzeczywistości.  Scott-Heron w swoich tekstach nie słodzi, lecz mówi jak jest. Prawdopodobnie te dwa czynniki najbardziej wpływają na ogrom cytacji artysty (zwłaszcza w świecie rapu). Mowa zarówno o sytuacjach kiedy jego dzieła samplowano, jak i sytuacjach, w których rzeczywiście cytowano jego wypowiedzi. Tutaj znowu powraca wiersz The Revolution Will Not Be Televised, który odbił się najszerszym echem. Pomimo sławy Gila jako protoplasty rapu ten nie uważa się za kogoś, kto – jak sam to ujął –”powinien wziąć odpowiedzialność za powstanie gatunku” tym samym sugerując, że nie jest zbyt dumny z tytułu jakim go mianowano.

Zdjęcie Gila Scotta-Herona i Common'a

Gil Scott-Heron w nowym wydaniu, czyli powrót muzyka po 16 latach. I’m New Here to album Artysty Tygodnia wydany w 2010 roku, w którym znacznie zmienił brzmienie, z którego dotychczas był znany. Z jazzu i funku przeszedł w coś, co bardziej przypomina trip hop pożeniony z bluesem. Prawie całość tego dzieła brzmi elektronicznie, a momentami nawet industrialnie. Do tej pory nie słyszeliśmy go w takim wydaniu, jednak artysta pomimo 16-letniej nieobecności udowodnił, że dalej potrafi stworzyć coś, co chwyta za serce i skłania do refleksji.

Po raz pierwszy klimat albumu jest bardzo intymny. W albumie doświadczymy dużo mniej słowa śpiewanego, do którego przyzwyczajał nas od kilku poprzednich albumów. Artysta w części piosenek wraca do swoich korzeni – melorecytacji. Album brzmi bardzo aktualnie, co budzi podziw zważywszy na wiek artysty i czas nieobecności. I’m New Here to ostatni album w karierze Gila Scotta-Herona. Niesamowicie cieszy więc fakt, że album jest też jego największym eksperymentem i to bardzo udanym!

Artysta odszedł 27 maja 2011 roku, mając zaledwie 61 lat.  Zostawił nas z repertuarem, który odcisnął piętno na kulturze jak i społeczeństwie. Artysta znacząco wpłynął na dzisiejszą formę takich gatunków muzycznych jak rap i neo-soul. Z okazji jego dokonań jak i niedawno ubiegłej 74. rocznicy jego urodzin wspominamy jego postać i dorobek artystyczny. Gil Scott-Heron Artystą Tygodnia w Radiu LUZ na 91.6FM.

 

Dominik Lentas

Posłuchaj: Raper Mokebe: „Ja chcę koncerty i żywy fanbasik” [wywiad]

Mokebe w wywiadzie dla Radia LUZ
Mokebe, czyli artysta z Łukowa, po raz pierwszy szerzej opowiada o początkach swojej kariery w rozmowie dla Radia Luz. W podziemiu kojarzony za sprawą nielegalu Arcytektura, a szerzej znany z udziału w SB Starterze, czy gościnnego utworu na Rulecie od 1988. Obecnie stoi na przełomowym etapie przygotowań do wydania legalnego LP w Sony Music. Między pierwszymi po długiej przerwie singlami (Monopol’18 i Ledy na japie) a premierą albumu spotkaliśmy się w Warszawie na krótką rozmowę. W związku z nadchodzącą premierą porozmawialiśmy zarówno o tym co czeka  Mokebe w przyszłości i tym co ukształtowało jego drogę.

 

,,Wyglądało to tak, że puszczaliśmy beat z głośników (śmiech) i nawijaliśmy. Z tego samego mikrofonu był beat i wokal, więc ten numer oczywiście nigdy do sieci nie trafił. (…) Ale tak to się zaczynało…”

 

Jak wygląda praca nad albumem kiedy samodzielnie realizuje się wokale i trzyma pieczę nad konceptem wizualnym swoich teledysków? Kogo i jakich klimatów muzycznych możemy spodziewać się na nowym albumie? Jak wyglądały pierwsze podejścia do rapowania? Skąd w twórczości Mokebe francuskie motywy? Jak na przestrzeni lat przebiegały współpracę z innymi raperami i producentami? Czym jest Arcytektura i Neo Banda?

Dawid Sas

 

Miły ATZ ft. Dziarma – Money Move

mily-atz-dziarma

Miły ATZ to nie tylko boombap, grime, UKG i pewnie kilka innych łatek, o których nie mam pojęcia. Jestem jednak pewien, że w 2023 roku nadal będziemy świadkami nieustannego progresowania najbardziej rozpoznawalnego reprezentanta gnieźnieńskiej sceny.

Kiedy pod koniec kwietnia Zuzanna Pawlak opisywała poniższy mocograj słowami:/

…jeśli tylko ATZ utrzyma poziom, można śmiało rzec, że na Money Move wśród mocograjów się nie skończy..

oraz:

 Potencjał na repeat value? Bez przerwy ogromny.

nie sądziłem, że można aż tak dokładnie przewidzieć przyszłość. Money Move uplasował się na piątym miejscu Stu Sztosów Radia Luz. Roller zebrał bardzo pozytywne recenzje, a rok 2022 dla Miłego ATZ (AleTeżZłego) był w mojej opinii niezwykle udany. Singiel nadal wyznacza wzór łączenia gatunków i pokazuje, że nie trzeba nosić włosów bubblegum, by podbić polskie kluby dancehallowym tunem. Dziarma z kolei przekonała mnie do swojego pomysłu na rap, dlatego po tym singlu obiecałem sobie sprawdzać na bieżąco jej twórczość. Dopracowana nawijka zarówno gospodarza utworu, jak i gościni, lokalny, nieco VHS-owy klimat teledysku i podkład tym razem nie Atutowego, a Miroffa i Atezecioka kupił mnie od razu. Mimo że Hajsowy Ruch został wykonany, ten numer nadal brzmi niezwykle naturalnie. Trudno się dziwić, skoro autor od lat czerpie garściami z jamajskich i brytyjskich klubów i podwórek. Jeśli ktoś miałby zaaplikować je dobrze i ze smakiem, to właśnie Miły ATZ.

Marcin Masło

Belmondawg – Te Tereny (Pejzaż Remix)

belmondawg

Kto by przypuszczał? Kto by pomyślał? Że jeszcze raz ten sam mocograj!

No dobra, prawie ten sam. Wyróżnienia muzyczne Akademickiego Radia Luz podsumowujące rok 2022 wskazały jednoznacznie — Te Tereny Belmondawg ponownie numerem 1. Jak to możliwe, zapytacie. Wszystko za sprawą wydawnictwa The Very Polish Cut-Outs, które doprowadziło do powstania najwspanialszego crossoveru na linii ojczystego rapu oraz szeroko rozumianej muzyki tanecznej. Sztossingery EP — bo o nich rzecz jasna mowa — rozbujały H.A.U. na wiele fikuśnych sposobów, ale tylko jednemu artyście udało się stworzyć dziełko na tyle wybitne, by zostało wyróżnione łatką mocograja.

Bartosz Kruczyński — na tego gościa nie ma równych, niezależnie od tego pod jakim aliasem akurat przyjdzie mu coś wydać. Jako Pejzaż definiuje obraz polskiej elektroniki według własnych zasad, stając się jednym z najbardziej wpływowych artystów na polskiej scenie. Remiksując owiany sławą track Belmondziarza podjął jednak niemałe ryzyko, odrzucając ociężały bit na rzecz melodyjnego drum’n’bassu. Co do efektów nie można mieć natomiast żadnych wątpliwości — industrialny klimat (również wybitnego) bitu od Expo 2000 bez choćby najmniejszego zgrzytu ustępuje sprawnemu i lekkiemu muśnięciu Kruczyńskiego. Miasta Mrok odchodzi w zapomnienie, w Gdyni nagle robi się jasno, a cały węgiel znika gdzieś pod powierzchnię ziemi. Przeciwmgielny buczek cichnie, a fabryczne opary rozpływają się w ułamku sekundy. PLNY przestają być istotnym problemem, a opuszczone tory oraz torfy rozkwitają jaskrawymi kolorami kwiatów. W tym wszystkim gdzieś pomiędzy Portem a Śródmieściem dostrzegamy uśmiechniętego Tytusa Szyluka siedzącego na ławce z medyczniakiem. Młody G łapie buszka, zamyka oczy i na spokojnym wydechu mówi sam do siebie: OJ TAAAK.

Janek Dąbrowski