Archiwum

Miły ATZ ft. AZ-YL – Off-road

okładka płyty Miły ATZ - 4×4 AWD

Miły ATZ wydał już tego lata dwie EPki z projektu ATEZETCORE, a to nie koniec, bo czekają nas jeszcze dwie kolejne. Póki co możemy skupić się jednak na wypuszczonym niedawno 4×4 AWD, który obfituje w utwory dość chilloutowe, ale zarazem – jak sam tytuł wskazuje – oparte o stopę uderzającą cztery razy w każdym takcie, więc mające w sobie jakiś klubowy pierwiastek. Wśród nich warto wyróżnić Off-road nagrany razem z AZ-YL.

Pojawiająca się z gościnną zwrotką reprezentantka ekipy Natura2000 kradnie show gospodarzowi. Nie to, żeby Atezeciok kiepsko się pokazał, ale AZ-YL daje popis przy pomocy całego spektrum swoich możliwości. Przyspiesza z flow, spowalnia flow, śpiewa, rapuje – jeśli ktoś dotąd nie był przekonany do tej wokalnej jednoosobowej armii, to Off-road daje doskonałą okazję, aby zweryfikować wtórnie i zupgrade’ować własne zdanie. Drugą gwiazdą kawałka jest kwaśny syntezator przewijający się przez prawie cały numer i nadający mu wkręcający groove. Wszystkie pozostałe dźwięki też zresztą dokładają swoje do niezwykle wciągającego instrumentala, za który odpowiedzialny jest Misza, czyli producenckie oblicze Miłego ATZ. Puśćcie, jeśli chcecie z satysfakcją pokiwać łbem przez trzy minuty.

Jan Rostek

GLOWJOB – dobra dobra dobra

GLOWJOB – hip hopowa grupa (boysband) z trójmiasta. Trzech MC’s (Mac1, Kulwi i Mara) wokół jednego producenta – „głowy” projektu (glow). Mają za sobą już dwa porządnie bujające trapowe tejpy (GLOWJOB TAPE ONE i #polishrap).
Teraz przychodzą do stale rosnącego grona fanów z EPką ciężki codzień, na której eksplorują horyzont swoich możliwości, czerpiąc z ostatnich trendów i dodając swój luźny, trójmiejski sznyt. Zabawa słowem, zarówno w warstwie lirycznej jak i brzmieniowej świetnie koresponduje z hedonistycznym przekazem. Trafne punche, niecodzienne porównania, płynące, różnorodne flow położone na mistrzowsko poskładanych podkładach to coś do czego skład przyzwyczaił słuchaczy już poprzednimi wydaniami – tu pokazują, że wciąż poszerzają swoje brzmienie i krystalizują styl, utrzymując przy tym naturalność i wysoki poziom produkcji.

Sebastian Kornecki

Passki – Wykrakałeś

Okładka Passki - Wykrakałeś

Najbardziej kultowym albumem Bosskiego Romana z serii Krak pozostaje jego pierwsza odsłona, nagrana z Pierem i wydana w 2007 roku. Ciężko będzie to zmienić; pomimo że Krak jest materiałem bardzo surowym, to jego nowatorstwo z obecnej perspektywy nie ulega wątpliwości. To był pierwszy polski grime, w dodatku z autorskim, krakowskim sznytem. Kolejne Kraki pokazywały jednak, że nie trzeba jednak ciągle grać przełomowo, można też skupić się na zabawie muzyką. Luźniejsze, bardziej klubowe podejście było szczególnie widoczne na kawałkach produkowanych przez P.A.F.F.-a, z którym Bosski w końcu połączył siły na stałe jako duet Passki.

Dostaliśmy od Passków już trzy Kraki, a teraz wypuścili Wykrakałeś – pierwszy singiel promujący nadchodzącego Kraka 9. W nowym kawałku znajdziemy to, co chyba najlepiej temu duetowi wychodzi: basslinowy banger, do tego z dubstepowym przełamaniem na końcu. Prosta, ale świetnie brzmiąca linia basu oraz napędzająca całość energetyczna perkusja (jestem wielkim fanem tego werbla) powinny poruszyć każdego konesera tanecznej elektroniki rodem z Wysp Brytyjskich. Jak powiedział mi P.A.F.F., chłopaki chcieli „zrobić numer, który równie dobrze sprawdzi się na koncercie, w klubie i w samochodzie”. To ostatnie możemy zweryfikować już teraz, klubowość pewnie wystawią na próbę niedługo co odważniejsi DJe (może nawet ktoś na lipcowym Slot Art Festivalu, za którego scenę klubową ponownie odpowiada Radio LUZ?…), a i wartość koncertową miejmy nadzieję, że będzie dane Wrocławianom wreszcie sprawdzić. W końcu Passki to duet w połowie wrocławski, bo stąd pochodzi P.A.F.F., i mają na koncie kilka klipów nakręconych w naszym mieście, w tym ten do omawianego właśnie numeru.

Od strony tekstowej Wykrakałeś to największy koszmar trueschool’owych głów, czyli utwór bez tego mitycznego „przekazu” (a przynajmniej ograniczający go do minimum). Obiera podobną drogę do moich ulubionych UFO z Kraka 7.1 czy do Fentanylu z Kraka Ultra i stawia w pierwszej kolejności na dobrą zabawę napędzaną przez skoczny bit, a w drugiej na popisywanie się szybkim flow krakowskiego weterana. Jak twierdzi sam Bosski, „Wykrakałeś ma przede wszystkim motywować i dodawać energii, a nie nieść przesadnie ciężki ładunek merytoryczny”. Jak dla mnie – zupełnie się to sprawdza.

Nie jest jednak tak, że nic nie kierowało „awangardowymi zabójcami chałtur”, jak określa siebie i swojego kompana Bosski w Wykrakałeś, przy tworzeniu tego kawałka. W tekście przewijają się motywy autentyczności, charakteru i tworzenia muzyki z pasji, a nie z chęci zrobienia interesu. Znowu cytując Romana:

Widzimy, że coraz więcej ludzi ma już dość robienia ich w balona przez kabotynów sprzedających wizerunki, emocje i produkty pod pozorem sztuki, dlatego chcemy pozostać wierni wartościom, które od początku były fundamentem naszej twórczości.

Może to brzmieć trochę ogólnikowo, ale ma to sens patrząc na całą dyskografię Passków i solową Bosskiego. To są często rzeczy tworzone wbrew obowiązującym trendom i/lub nie do końca zgodne z gustami muzycznymi tych fanów Romana, których ten odziedziczył jeszcze po Firmie. Więcej o tym podejściu można posłuchać w krótkim wywiadzie, którego ten artysta udzielił nam jakiś czas temu.

Czego więc możemy się spodziewać po Kraku 9? P.A.F.F. mówi, że „Wykrakałeś pokazuje najbardziej imprezową stronę albumu”, a „kolejne single będą zaskakiwać, bo cały album jest podróżą przez różne odmiany muzyki klubowej połączonej z rapem”. Szczerze: nie wiem czy na dziewiątej iteracji serii, która od początku opierała się na stawianiu słuchaczy przed nieoczywistymi decyzjami artystycznymi, można jeszcze czymś zaskoczyć. Na tym etapie najbardziej szokująca byłaby chyba płyta wypełniona oldschoolowymi kawałkami w stylach drumless i boom bap. Chociaż nie, czekaj, to Passki też już zrobiły, na ich ostatnim albumie Stowarzyszenie ulicznych poetów. Nawet jeśli jednak nie uda im się nas zadziwić, to możemy liczyć na to, że nowy krążek będzie trzymał poziom kawałka Wykrakałeś, a jest to poziom co najmniej wysoki.

Jan Rostek

Fawzi & SMOKAHOLIC – Fish Majal

Palestyńska wytwórnia BLTNM nie zwalnia tempa.

Ten niezależny label z Ramallah od 2017 roku konsekwentnie promuje artystów redefiniujących to, czym może być arabski rap. BLTNM od początku swojej działalności stawia na autentyczne historie, eksperymentalne produkcje i bezkompromisowe podejście do rzeczywistości społecznej, politycznej i kulturowej Palestyny. W Fish Majal połączenie nawijki Fawziego z produkcją SMOKAHOLICA oferuje nam charakterystyczną dla labelu estetykę – surowe brzmienie, nieugiętość i mocne zakorzenienie w lokalnym doświadczeniu.

Tytuł utworu możemy tłumaczyć jako „brak miejsca”, co nadaje mu wymiar symboliczny. W języku arabskim wyrażenie „فش مجال” jest też używane do podkreślenia ograniczeń, presji lub braku perspektyw. W kontekście twórczości artystów związanych z BLTNM możemy to odczytać zarówno jako komentarz społeczny, jak i refleksję nad codziennością młodego pokolenia.

Brzmieniowo Fish Majal pozostaje wierne kierunkowi, z którego słynie BLTNM. Produkcja, inspirowana trapem, drillem i grime’em, łączy się z bezkompromisowymi tekstami i minimalistycznym, ale wyrazistym, instrumentarium.

Fish Majal to kolejny dowód na to, że BLTNM i związani z nią raperzy i producenci pozostają jedną z najważniejszych sił napędowych współczesnej arabskiej sceny rapowej i hip-hopowej.

Zuzanna Kopij

MŁODY DZBAN – JACKASS

Młody Dzban lubi czasem sobie pójść na ryby nad Oławkę, albo zakisić ogóra. W międzyczasie wydaje muze, ciągle siedząc w undzie, bo nigdy nie miał aspiracji do sprzedania swojego zadu.

Przedstawianie profilu tekstów Dzbana trochę mija się z celem, bo może on pisać właściwie o wszystkim. Ma niesamowitą zdolność do pointowania, przez co jego teksty są często abstrakcyjne i zabawne. I choć na jego trackach jest gruba warstwa ironii to pod nią chowa się sporo aktualnych przekmin dotyczących otaczającego świata, kraju, ludzi i też sporo głębokich emocji.

To zestawienie ironii z byciem obserwatorem stanowi styl nie do podrobienia, którego lepiej doświadczyć na własne uszy, bo po pierwszym odsłuchu wyłapiecie o czym tu piszę.

Katarzyna Golec

Opiat, The Phantom & Karol Guaguo – UKOYENIE & RELAX

Opiat nigdy nie mógł zdecydować się jaką zajawkę wybrać, trudno było mu również skupić się na mieszkaniu w jednym mieście. Była jednak zawsze jedna stała – w miejscu, w którym mieszkał był pokój, w którym urządzał mini studio, a ostatecznie, ze wszystkich miejsc, w których mieszkał wrócił do Wrocławia.

We Wrocławskim undzie wydał kilkanaście płyt, a teraz (skoro już o undzie mowa, tylko tym razem mowa o tej gdyńskiej) ostatnio z Karolem Guaguo, w związku z ich wspólną pasją, ugotowali Chitynowy Swag. To krążek idealny na nadchodzące co raz gorętsze dni.

Rozwalcie nogi na skrzynce pełnej towaru i poczęstujcie się trochę, bo jak to opisali chłopaki jeśli to czytasz jesteś już zamieszany.

Katarzyna Golec

JPEGMAFIA – babygirl

Chyba wszystkich ucieszyła ostatnia informacja o tym, że JPEGMAFIA zapowiedział premierę kolejnego albumu. Jeszcze szersze uśmiechy pojawiają się, gdy tylko spojrzy się na tytuł nadchodzącego krążka – EXPERIMENTAL RAP. Natomiast prawdziwa eskalacja radości następuje po przesłuchaniu singla promującego płytę – babygirl

Powiedzmy to głośno: Peggy, choć nie zaprezentował niczego, czego nie można było się po nim spodziewać, pokazał swój charakterystyczny, jednak piekielnie dobry styl. Utwór babygirl oscyluje gdzieś między rapem, elektroniką i metalem, a w dodatku jest surowy i agresywny. Mimo że takie zabiegi są typowe dla JPEGA, to wydaje się jakby singiel je uwypuklał. Nie robi tego w złym smaku, wręcz przeciwnie – idzie za ciosem maksymy znanej z tytułu zapowiedzianej płyty. 

Paulina Madej

Michał Wojtek – Woof Woof

Michał Wojtek okazał się jednak maszyną do powracania i to zupełnie sprawną.
Miesiąc po ukazaniu się singla Maszyna, wydaje EPkę pt. Worek na kości wyprodukowaną w całości wspólnie przez Fistacha
i Siberiana. Zamyka ją utworem Woof woof, który postanowiliśmy wyróżnić jako Mocograj Radia LUZ.

Nie jest to pierwszy raz, kiedy artysta posługuje się takim psim porównaniem. Wraz z poprzednim swoim powrotem, który miał miejsce w 2021 roku, przyniósł nam bardziej trapowy singiel Hachi inspirowany filmem Mój przyjaciel Hachiko (2009).

Jeszcze wcześniejszym takim czworonożnym numerem był Auuu (2019) – młodzieńczy lovesong nawiązujący do animacji Zakochany Kundel.

Mimo, że Woof woof nie nawiązuje bezpośrednio do reszty miotu, to sam utwór wyróżnia się na albumie, oferując okazję do powspominania.
EPka poświęcona głównie współczesnym obserwacjom, przeżyciom, jak i komentarzom społecznym rapera, na koniec zabiera słuchacza w przeszłość, przywołując jej wyzwania.
Michał Wojtek jest maszyną do wracania – wracał, wraca i będzie wracał – mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie.

Sebastian Kornecki

Westside Gunn ft. Stove God Cooks, Benny The Butcher – BODY BAG BENNY

Podsumowując rok 2025, Westside Gunn wydał 3 albumy i 2 EP. Po średnim odbiorze trylogii HILLS HAVE EYES, raper z Buffalo zaskoczył nas krótkim lecz treściwym materiałem.

Zaledwie kilka godzin po oficjalnym ogłoszeniu autorskich kicksów w kolaboracji z marką Saucony, Gunn wypuszcza EP pt. MY SAUCONYS GLOWIN. Znajdziemy na niej 3 utwory i trwa ona lekko ponad 6 minut. Mimo tego w jakiś dziwny sposób wybija się pośród produkcji rapera. Muzykę Westside’a możemy opisać jako ciężką i surową, szczególnie przy okazji wspomnianej trylogii, która jest sygnowana zakrwawionym zapaśnikiem. Tutaj jednak czuć, że raper nagrał to na fali entuzjazmu z okazji swojej pierwszej obuwniczej kolaboracji. I mimo klasycznej griseldowej produkcji, to całość jest lekka i przyjemna w odsłuchu.

„BODY BAG BENNY”To utwór zamykający EP – kę. Możemy usłyszeć na nim Stove God’a czy Benny’ego Butcher’a, którzy wraz z Westsidem są najbardziej aktywnymi członkami Griseldy w ostatnich miesiącach.

Czy to dobre zamknięcie roku dla ekipy z Buffalo? Myślę, że tak. I moim zdaniem Gunn powinnien skupić się na krótszych, zajawkowych formatach.

Wiktor Wichliński

D’Angelo

14 października 2025 pożegnaliśmy D’Angelo pioniera neo-soulu o kaszmirowym głosie. Jego krótka, lecz legendarna dyskografia oraz członkostwo w grupie Soulquarians sprawiły, że nie tylko podbił mainstream, ale też rozkochał w muzyce nawet najbardziej wymagających słuchaczy. W paśmie Artysty Tygodnia Akademickiego Radia Luz wspominamy D’Angelo – tajemniczego szamana wokalnych aksamitów, który przez lata swojej działalności zainspirował tysiące muzyków na całym świecie.

 


Brown Sugar

1995

Virgin Records

W roku 1995 hip-hop rządził mainstreamem. Spoglądając na rankingi sprzedaży w kategorii R&B, ujrzymy głównie ksywki raperów, którzy w poszukiwaniu radiowego hitu okazjonalnie współpracowali z utalentowanymi wokalistami. Za kulisami sławy i wielkich pieniędzy  rodził się jednak neo-soul, czyli nowa odsłona dobrze znanego już, gęstego wokalnie brzmienia.

Cofnijmy się do lat. 70 kiedy dzięki Marvin’owi Gaye’owi, Stevie’mu Wonder’owi czy Smokey’mu Robinson’owi soul był na szczycie,  Wszechobecnie znana wówczas marka Motown Records absolutnie zredefiniowała muzykę popularną, znajdując nieoszlifowane diamenty i dając im miejsce oraz pieniądze na rozwój.

Lata 80. nie były już tak łaskawe dla soulowców. W radiach królowało disco gatunek zakorzeniony w swoim poprzedniku, lecz znacząco prostszy i mniej wykwintny. Na renesans rozognionych wokalistów poczekać musieliśmy aż do połowy lat 90.. Wtedy ukazała się premierowa płyta 21-letniego wówczas D’Angelo, czyli Brown Sugar.

Na swoim debiucie D. uderza w słodkie tony przeszłości z małym twistem, dorzucając od siebie uliczną chropowatość. Jest to muzyka niezwykle dojrzała, zważając na ówczesny wiek D’Angelo, lecz jeszcze nie do końca opierzona profesjonalizmem aranżacji. Nieco vintage’owa otoczka ciepłego kolorytu po czasie rozkochała w sobie odbiorców, co z pewnością była katalizatorem dla tak szybkiego wzrostu popularności neo-soulu. Maxwell, czyli postać nieco bardziej trzymająca się wokalnych tradycji lat 70., w jednym z wywiadów stwierdził, że bez Brown Sugar nie udałoby mu się wydać debiutanckiego krążka. Preludium Voodoo to pozycja obowiązkowa w pełnym zrozumieniu nowej koncepcji soulu, w którą D’Angelo zdecydowanie włożył całe serce oraz geniusz.


Voodoo

2000

Virgin Records

Debiutancki album D’Angelo był tylko namiastką skali jego ponadczasowego talentu. W roku 2000 miała premierę płyta, która okazała się być sztandarową reprezentacją brzmienia neo-soulu. Voodoo, czyli drugi krążek D’Angelo, to dźwiękowa uczta, podczas której mistyczne instrumentale rozświetlają nakryty obrusem intymności stół. Magia Electric Lady Studio, gdzie D. godzinami jamował z bandem, zaowocowała materiałem kondensującym geniusz muzyków uczestniczących w sesjach. Mowa tutaj o arcymistrzach poszczególnych instrumentów, bo wraz z D’Angelo w studiu grali i pomieszkiwali Questlove, Pino Palladino czy James Poyser.

Voodoo posiada niespotykaną dotąd w soulu głębię. Każdy akord, nuta czy uderzenie werbla to czysta przyjemność dla ucha. Tutaj swój udział niewątpliwie miał Russel Elevado inżynier dźwięku oraz wieloletni realizator D. W celu odwzorowania brzmienia zagubionego wraz z produkcyjną digitalizacją, Elevado powrócił do nagrywania na taśmę. W wywiadzie dla Red Bull Music Academy podkreślał, jak ważnym elementem Voodoo była organiczność na wzór Funkadelic czy Stevie’go Wonder’a, co przejawia się w cieple poszczególnych ścieżek. D’Angelo był produkcyjnym perfekcjonistą, przez co niejednokrotnie podwajał czy nawet potrajał niektóre dźwięki. W ten sposób zapewniał gęstą lekkość spokojnie płynących podkładów i tworzył wielowarstwowe kompozycje.

Równie ważną składową Voodoo byli artyści, w których zakochany był cały band D’AngeloElectric Lady Studio nieustannie przepełniały dźwięki Purple Rain Prince’a czy Sex Machine James’a Brown’a. Są to albumy, które stały się podwalinami monumentu, jakim dzisiaj jest Voodoo.

Komercyjny sukces płyty tak genialnie wyrażającej miłość do przeszłych mistrzów był oczywistością. Już w pierwszym tygodniu sprzedano 320000 egzemplarzy. Album otrzymał też dwie statuetki Grammy w kategoriach najlepsza płyta R&B oraz najlepszy występ R&B za singiel Untitled (How Does It Feel). Dzięki Voodoo D’Angelo, dzierżąc w dłoni soulową pochodnię rozpaloną dekady temu,, dołączył do grona artystów inspirujących następne pokolenia.


Black Messiah

2014

RCA Records

Trzeci i ostatni album D’Angelo ukazał się niespodziewanie wcześniej niż było to zapowiadane, w 2014 roku. W odpowiedzi na toczące się ówcześnie protesty przeciwko przemocy policji wobec czarnoskórych, muzyk postanowił przyspieszyć finalizację i wydanie albumu. Black Messiah bowiem jest głosem niezgody na systemowe nierówności, przemoc i frustrację społeczności afroamerykańskiej. Jest to płyta zaangażowana politycznie,  co wybrzmiewa szczególnie w takich utworach jak The Charade czy 1000 Deaths, które zawiera fragment audio związany z morderstwem Freda Hamptona. W tekstach muzyk nie pozwala odwrócić wzroku od doświadczeń strachu i śmierci wykluczonych społecznie mniejszości.

Muzycznie Black Messiah okazał się być najbardziej eksperymentalnym krążkiem D’Angelo. Choć sam artysta określał swoją twórczość gatunkiem black music, do fuzji funku, R&B i neo-soulu, z której jest znany, dołożył elementy rocka, cięższego groove’u i surowego brzmienia, co jeszcze mocniej podkreśla wagę poruszanych na płycie tematów. Organiczność podkładów zawdzięczamy taśmie analogowej, na której, podobnie jak na Voodoo zarejestrowano praktycznie cały album.

Wśród twórców biorących udział w nagraniach wyróżnić należy Questlove’a  czy muzyków z The Vanguard, którzy po latach współpracy z D’Angelo intuicyjnie znaleźli odchodzącą od przeszłych projektów gęstość brzmienia. Szczególną uwagę przykuwa bogactwo instrumentów dętych i orkiestrowych, które we wszystkich aranżacjach zaciągają nutami chropowatego gospelu. Album zdobył nagrodę Grammy za najlepszy album R&B, a singiel Really Love wyróżniono jako najlepszą piosenkę R&B. Black Messiah to duchowy manifest, nie odnoszący się do jednostki, a do zbiorowej siły, uczucia jak twierdził autor drzemiącego w każdym z nas.

tekst: Jędrzej Śmiałowski, Justyna Kalbarczyk

magazynki: Jędrzej Śmiałowski, Justyna Kalbarczyk, Sebastian Rogalski

Redakcja: Michał Lach