Najnowszy singiel irlandzkiego tria Kneecap to kolejny dowód na to, że muzyka może być przestrzenią walki o wolność. Sayōnara to niezwykle euforyczny singiel, przepełniony silnym niepokojem. Jest miejscem, gdzie polityka spotyka się z kulturą klubową, a tradycja irlandzkiego rapu wchodzi w dialog z uniwersalnym językiem rave’u.
Ten utwór działa jak nieustępliwa maszyna klubowa: gęsty rytm, basowy puls i rapowe frazy nakładają się na siebie, tworząc brzmienie niemal fizycznie odczuwalne. To muzyka, która ma być przede wszystkim przeżywana całym ciałem. Za produkcję singla odpowiada Paul Hartnoll, współtwórca legendarnego duetu Orbital. Jego charakterystyczne brzmienie nadaje kompozycji przestrzeni i ciężaru, a jednocześnie wpisuje ją w tradycję brytyjskiej muzyki elektronicznej.
Komu Kneecap mówią Sayōnara? Twórczości tego zespołu nie da się oddzielić od kontekstu politycznego. Zakładam więc, że jest to pożegnanie z ograniczeniami i opresyjnością systemu. To typowa dla nich oda do sprawiedliwości i zawołanie do sprawczości w oprawie muzycznej, pozwalającej na taneczne wyzwolenie. Sayōnara wręcz pulsuje w duchu rave’u – nieustępliwy rytm i bas budują atmosferę transu, która kojarzy się z nocnymi klubami i poczuciem zbiorowej euforii. Kneecap i Hartnoll osiągają równowagę między brutalną energią rapu a hipnotyczną powtarzalnością struktur. To nie jest jedynie podkład dla tekstu – to pełnoprawna, wyrazista warstwa, która intensyfikuje każde słowo.
Tytułowe Sayōnara może też być ironią: lekkim, niemal beztroskim do widzenia wypowiedzianym w stronę władzy i mediów, które usiłują Kneecap uciszyć. Wskazuje na to również widniejące na okładce singla hasło „Free Mo Chara”. Odnosi się ono do sprawy sądowej jednego z członków zespołu, w której oskarżony został o akt terroryzmu. To lawirowanie między zabawą, a powagą definiuje ich sztukę. Świadomie wykorzystują uwagę mediów i publiczności, by zwrócić ją na sprawy, które wykraczają poza muzykę. Ich utwory stają się narzędziem politycznego nacisku, a rytm przypomina puls buntu.
Ostatecznie Sayōnara jest utworem, który można czytać na kilku poziomach. Dla jednych będzie po prostu potężnym, klubowym bangerem, idealnym do tańca i zanurzenia się w energii rave’u. Dla innych stanie się deklaracją polityczną, pełną odniesień do walki o wolność i sprawiedliwość. Jeszcze dla innych będzie metaforą osobistego pożegnania – z czymś, co ogranicza, krępuje, odbiera głos. Kneecap udaje się tu coś rzadkiego: stworzyć muzykę, która bawi, prowokuje i jednocześnie zmusza do refleksji.
Sayōnara to hymn oporu, ale także hymn życia – bo u Kneecap bunt i euforia zawsze idą w parze.
OMSB czyli nowy singiel Kajzera, który sam rozszyfrowuje w refrenie jako „Objawił Mi Się Buch„. Kajzer wraca z dobrą nowiną i wersami przepełnionymi afirmacją swojego codziennego życia. Autorski podkład i leniwe mesjanistyczne flow przykuwa uwagę od pierwszego taktu i zmusza do zapętlania singla. Sam zupełnie dałem się porwać OMSB, który mimo na pozór monotonnego klimatu, wciąga i nie daje o sobie zapomnieć
Dotychczas Kajzer zaliczył bardzo mocny debiut ze swoją EP’ką Klepsydra. Rok później przyszedł czas na long play Powaga. W 2025 z kolei otrzymaliśmy niesamowitą selekcję singli i gościnnych zwrotek. Na swoich projektach takich jak OMSBKajzer raz za razem zaskakuje, a na gościnach zawsze pokazuje klasę. Warto pamiętać, że udzielił się gościnnie na pięciu projektach, które spokojnie mogą konkurować o miano rapowego albumu roku:
Przewodowe słuchawki, stare niemarkowe mp-3’ki, przytłumione głosy skejterów, przełamywane przez stukot desek zza okna blokowiska. Tak – w mojej głowie – brzmią przełomowe dla współczesnej sceny hip-hopowej czasy rozkwitu grupy Odd Future. Buntowniczej, zrywnej ekipy młodych chłopaków z Los Angeles, zmierzających wbrew głównym nurtom. Co więcej, byli członkowie nieistniejącego już składu dalej definiują brzmienie o wiele bardziej przystępnego hip-hopu (i nie tylko!) tej dekady (patrz Tyler The Creator, Frank Ocean, The Internet).
O należącym do kolektywu Earlu Sweatshircie mówiono ,,złote dziecko” kalifornijskiej gry. Już w wieku 16 lat wydał, nazwany od ksywki, mixtape Earl. To był swoisty początek legendy kalifornijskiego rapera. Wówczas w świadomości słuchaczy zapisał się jako artysta o niebagatelnym zasobie rymów i ponadprzeciętnym flow.
Na przestrzeni lat muzyka Earla pokonała długą drogę. Od nieco horrorcorowegoDoris, przez mroczne I Don’t Like Shit I Don’t Go Outside, dalej moje ukochane Some Rap Songs – album abstrakcyjny, dziwaczny, zakrawający o stylistykę kalifornijskiej sceny LA Beat, po pandemiczne Sick! – showcase trapujących eksperymentów, przekomarzających się z, charakterystycznym już, nietypowym flow artysty, wykraczającym poza standardową rytmikę.
Wszystkie te albumy mają jednak wspólną stylistykę i rodzaj przekazywanej wrażliwości. Earl Sweatshirt to raper zazwyczaj kojarzony z ciężkimi tekstami. Uzewnętrznia się w swojej muzyce, w której mówi o porażkach i silnych przeżyciach, w tym o trudnej relacji ze swoim ojcem, która mocno go ukształtowała
Jako wielcy fani jego talentu, jesteśmy niezwykle uradowani tym, co proponuje Sweatshirt w najnowszym wydaniu. Z końcem sierpnia ukazał się piąty studyjny album rapera, zatytułowany, nieco na przekór, Live, Laugh, Love. Tu słyszymy Earla dojrzałego, oszlifowanego, i chyba… szczęśliwego?
Z tej okazji Artystą Tygodnia w Radiu Luz zostaje Earl Sweatshirt.
Pokusiliśmy się o recenzje owego krążka:
Live, Laugh, Love
2025
Tan Cressida Records
Live, Laugh, Love jest swego rodzaju laurką, posłanaą klasyce z Los Angeles. To jedna wielka machina, składająca się z pojedynczych zębatek. Te zębatki-utwory pracują razem stabilnym tempem, jedna za drugą, przez co album sprawia wrażenie niekończącej się, płynącej w nieznane fali. Live, Laugh, Lovesłucha się wielce jednolicie. Dla niektórych może być to sporą wadą, gdyż utwory zlewają się jedną całość, co momentami brzmi powtarzalnie. To raczej produkcja dla koneserów muzyki opartej na loopach o klasycznym J Dillowym / Madlibowym sznycie. Za produkcje na większości utworów odpowiada Theravada, który dowiózł bardzo spójny sonicznie całokształt. Listę współtwórców uzupełnia producent Black Noi$e (Live, Static) i własny produkcyjny wkład rapera na zamykającym krążek Exhaust.
Mimo, że nowy album odbiega brzmieniowo od eksperymentalnego Some Rap Songs, a produkcyjnie znajduje się nawet na przeciwnym spektrum, to lirycznie są blisko spokrewnione. Przycięte na na wymiar instrumentale są bombardowane pokrzywionym flow rapera. Live, Laugh, Love to mozaika złożona z drobnych wycinków rozmów, inside-joke’ów, czy nawiązań do świata koszykówki. Jest niczym nieograniczonym strumieniem świadomości, otulonym ciepłem, dowiezionym przez producentów.
Nazwa zdaje się nawiązywać do milenialskich, nieco obciachowych haseł z obrazków rodem ze sklepu z meblami. To swego rodzaju gra z odbiorcą, któremu Earl ironicznie daje znać, że znalazł się w nieco innym momencie swojego życia, niż w swoich smutnych autobiografiach z przeszłości. Słychać tu jednak zarówno szesnastoletniego Earla, bawiącego się muzyką, posępiałego Sweatshirta z czasów IDLSIDGO, jak i świeży sznyt, który do albumu wprowadza ta dojrzała wersja rapera. Całość jest bardzo skondensowana, ale nie da się jej opisać lepszym zwrotem niż easy-listening. Po prostu chce się słuchać więcej.
LLL to zdecydownie nie jest mój ulubiony projekt Earla Sweatshirta. Nie jest to też projekt jakkolwiek rewolucyjny. Ma natomiast wielkie znaczenie dla fanów rapera, którzy pragną śledzić życiowy rozwój twórcy. Ta sentymentalno-emocjonalna wartość niesie za sobą fenomenalnie solidną warstwę muzyczną, która wciąga, niemal hipnotyzuje. Niestety, bitom brakuje nieco wariactwa, przez co Live, Laugh, Love muzycznie jest zbyt grzeczne, jak na to, do czego przyzwyczaił nas kalifornijczyk. Jest jednak świadectwem swoistej dojrzałości muzycznej, pewnym kamieniem milowym, z którego osiągnięcia, fani Sweatshirta powinni się jedynie cieszyć.
Ulubione utwory: CRISCO, TOURMALINE, gsw vs sac
Filip Juszczak
Pierwsze skojarzenie, jakie przychodziło mi dotychczas do głowy, kiedy myślałem o twórczości Earla Sweatshirt’a, to niewątpliwie smutek. Jednak ósma płyta Earl’a, Live Laugh Love, to argument potwierdzający tezę, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Że każda studnia bez dna ma wystającą cegłówkę, za którą czasami musimy się kurczowo chwycić i utrzymać ciężar własnych tragedii, czy porażek, aby ostatecznie wrócić na powierzchnię.
Album Live Laugh Love to kolejna z krypto=terapeutycznych sesji, do jakich przyzwyczaił nas już raper swoimi wcześniejszymi wydawnictwami. Tym razem, mamy jednak do czynienia z czasem dobrym, oswojonym i przepracowanym. LLL to płyta będącą celebracją ciągłego rozwoju i odwrócenia losu, który dla Earl’a nie zawsze był łaskawy.
Cofnijmy się 10 lat wstecz, do roku 2015, kiedy to na kanale youtubowym Earl’a ukazała się EP-ka Solace. Róż okładki stwarza pozór przyjemności, który bardzo szybko raper równa z ziemią, zderzając słuchacza z absolutną apatią, stanami lękowymi, czy depresją. Trafne oddanie tak personalnych i subiektywnych uczuć to sztuka sama w sobie, nie wspominając, że Earl wrzucił ten projekt bez żadnej zapowiedzi. Po fakcie po prostu dał o tym znać na swoim Twitterze.
Pewne rzeczy się nie zmieniają, bo o premierze LLL, Earl również poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych niecałe 5 dni przed premierą. O nowym projekcie Sweatshirt’a mówiło się od dawna, tym bardziej, że kilka tygodni wcześniej do sieci wyciekły informacje o „tajnej imprezie” w Nowym Jorku, gdzie raper po raz pierwszy zaprezentował nowy materiał.
Po wcześniejszych eksperymentach z trapem (jak na przykład na 2010 z albumu SICK!, czy bliskiej współpracy z artystami labelu 10k Records pokroju Niontay’a oraz MIKE’a) byłem przekonany, że LLL będzie nową wersją Sweatshirt’a. Wersją nieco futurystyczną, która nie pomija aspektów lirycznych na rzecz rozpruwającego basu. Coś w stylu projektów Pinball autorstwa wcześniej wspomnianego MIKE’a oraz producenta Tonego Seltzer’a. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy zderzyłem się z falą dźwięku bardziej nostalgicznego, niż bezprecedensowego. Live Laugh Love przywodzi na myśl niezrozumiałe dźwięki Some Rap Songs, tym razem w wydaniu nieco gładszym i bardziej przystępnym.
Są to utwory zaskakująco spójne, głównie z uwagi na jednostajny, lecz nienużący wokal Earl’a. Ten hipnotyczny stan, jakiego doświadczamy przez 26 minut trwania całego LLL, utwierdza w przekonaniu o immersyjnym drygu Sweatshirt’a, ale również udowadnia, że jest to dla Earl’a czas samoświadomego spokoju.Przełom? Niekoniecznie. Live Laugh Love jest bardziej jak renesans, w którym artysta zdejmuje z twarzy smutek na rzecz dojrzałej odpowiedzialności za swój los. Jako wierny fan Earl’a, niezmiernie cieszy mnie jego powrót, ale przede wszystkim jasna barwa wszystkich myśli, jakie prezentuje na LLL. Tak trzymać Wujku!
Kolejny dzień, kolejna premiera, kolejny mocograj, ale to nadal Ten sam syf. Dwa tygodnie temu, przy okazji premiery singla Nie oglądam się za siebie,pisałem o nadchodzącej premierze EP godyslawa. Zgodnie z zapowiedziami w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy pełny projekt Wojtka, zatytułowany Reszty się dowiesz. Wydaniu mini-albumu towarzyszyła też premiera oldschoolowego klipu do numeru Ten sam syf, który jest dostępny na kanale godysława. To jeden z ciekawszych numerów na projekcie i jedyny, na którym pojawia się gościnna zwrotka od FOCHA.
Zarówno FOCH, jak i godysław reprezentują nową falę poznańskiej sceny, wracającej do korzeni hip-hopu. Ten sam syf, to nie jest numer, który ma porywać eksperymentalnym flow i szalonymi brzmieniami wtyczek. Bije od niego zamiłowanie do starej szkoły i klejenia życiowych wersów na samplowanych pętlach. Za produkcję po raz kolejny odpowiada BIGBODYCENT,
Jeśli tęsknicie za klasyką i gościnnymi zwrotkami, nagrywanymi na mikrofonie wbudowanym w laptop z komunii, to trafiliście na właściwy numer. Zakładajcie słuchawki, wrzucajcie Ten sam syf na pętle i ruszajcie na spacer między bloki.
Niech los się martwi, bo moja.tech wraca. Dwa najbardziej wyraziste składy polskiego podziemia połączyły siły w singlu PALEMOST. Mowa o warszawskim duecie mosa.tech, znanym z ciężkiego, industrialnego i eksperymentalnego brzmienia oraz trójmiejskim trio KOREKCJA LINII, które jest najciekawszym i pierwszym tak dobrze zrobionym w Polsce abstrakt rapem (na singlu reprezentowane przez Kajtka – Super Capa). Nasz Mocograj to agresywny manifest indywidualizmu i determinacji – tej życiowej i muzycznej. Super Cap nie odstaje w nim energią od gospodarzy nawet na krok. Można było się tego spodziewać po jego ostatnich zwrotkach na albumie Z WILCZEJ JAMY 2(szczególnie po niesamowitym performansie na zamykającym płytę numerze ostrzeżenie).
PALEMOST to jedna z trzech części maxi singla NIECH LOS SIĘ MARTWI. Poza KOREKCJĄ LINII, w utworze MMA pojawił się perkusista Jan Pieniążek. Można kojarzyć go z takich zespołów jak Kosmonauci i USO9001, a od zeszłego roku zasila również live band beluga ryba.
Jeśli do tej pory nie mieliście do czynienia z duetem mosa.tech, to najwyższa pora dać im szansę. Zeszłoroczny album WOJNE, to jeden z czołowych pretendentów do miana albumu roku 2024. Wcześniejsze wydawnictwa i tegoroczny singiel ZABOLI to niesamowite rozwinięcie tego, co na nim pokazali. Najnowsza premiera pokazuje, że mosa nadal jest w świetnej formie, a my wszyscy powinniśmy wyczekiwać kolejnych ruchów z ich strony. Jeśli nie jesteście jeszcze na tej rozkmince, to zorientujcie się jak najszybciej. Za rok będziecie mogli najwyżej żałować, że przespaliście takie wydarzenia.
PGE już nie tylko na Narodowym. Przez ostatnie pół roku w mojej głowie regularnie obijała się fraza „ogarnę sobie kumpli z Facebook, w sensie Meta”. Dziś (a właściwie jakieś dwa tygodnie temu) PGR — czyli rapowy skład odpowiedzialny za ten wers —wrócił z nowym singlem PGE.
Przeważnie głównie rapujemy, przy graniu rapu potrafimy głęboko ruszyć pańskie głowy. Raczej powtarzalnie, generalnie powoli rozgłos grabimy (…)
Według mnie byłaby to „kolejna duża rzecz” dla wszystkich, którzy jarają się nową falą hip-hopu zmieszanego z abstrakt rapem i trapem. Jeśli Krenz, Cichoń, Karuzelkaaa, Ziomcy i KOREKCJA LINII to podstawa Twojej playlisty, PGR powinno zagościć na niej jak najszybciej.
PGE pojawiło się w sieci jako część podwójnego singla. Niestety, drugiej połowy ze świecą szukać na serwisach streamingowych. Póki co wszystkich zainteresowanych utworem o tytule O’LAUGHTRACK mogę zaprosić na serwis YouTube, gdzie znajdziecie pełny klip do obu utworów. Co najważniejsze — premiera zapowiada długogrający album ekipy, który ma ukazać się już w tym tygodniu, 22 sierpnia! Póki co korzystajcie z chwili na nadrobienie dotychczasowych premier i wspólnie zaczekajmy na nowości 😉
Najnowsza premiera to leniwy, samplowany numer z lekko nostalgicznym klimatem. Wojtek nie poddaje się tej nostalgii i zgodnie z tytułową zapowiedzią — nie ogląda się za siebie, tylko stawia kolejne kroki, życiowo i rapowo. W refrenie pada prosty i dosadny dwu wers:
Nie oglądam się za siebie, chyba że mam swoich ludzi tam / Jak mam być czegoś pewien, jak nie jestem pewien siebie sam
Niesie on w sobie zarówno klasyczne hiphopowe motywy, jak i typowy dla Wojtka, pełen niepewności bagaż emocjonalny. Mimo okazjonalnego zwątpienia sam numer podnosi na duchu i, poza dobrym słowem dla kolegów z ławki, niesie też propokojowy przekaz.
Wojtek dał się już poznać pod wieloma twarzami. Najpierw jako wokalista indie rockowego zespołu Syndrom Paryski, niedawno jako reprezentant hardcorowego składu Acid Drop, a jeszcze wcześniej solowo, w bardziej elektronicznym (i anglojęzycznym) wydaniu, jako goddie. Jako godysław wraca do swoich hiphopowych korzeni i wydaje długo zapowiadany projekt. Reszty się dowiesz EP trafi do sieci już 29 sierpnia, a tracklistę, razem z zapowiedzią gościnnego udziału FOCHA, znajdziecie na końcu klipu. W przeddzień premiery Wojtek, razem z gośćmi, będzie świętować wydanie EP w poznańskim klubie ŚLINA na otwartym koncercie. Na scenie razem z nim pojawią się między innymistas kropka x connor i gustavv z tazem tarantino. Czy warto było czekać? Przekonamy się już w przyszłym tygodniu. Póki co warto sprawdzić, co dotychczas działo się na kanale godysława!
Aminé powraca do Polski z 13 Months of Sunshine. Z tej okazji przybliżamy sylwetkę rapera uniwersalnego.
Aminé to raper i twórca dumnie reprezentujący Portland. Od początku kariery zachwyca świeżością i lekkością w tworzeniu hitów. Kilkukrotnie zdobył on także nasze LUZowe serca jako autor mocograjów – czy to razem z Disclosure, dwukrotnie współpracując ze slowthai’em, czy jako połowa słonecznego duetu wraz z KAYTRANADĄ. Jednak co najważniejsze, kilka miesięcy temu wyróżniliśmy beztroski, energiczny singiel Vacay, zapowiadający piąty solowy album artysty 13 Months of Sunshine. To z tym dziełem artysta zawita w grudniu tego roku na polskiej scenie.
Pierwsze hity
W 2017 roku przebojowe Caroline otworzyło mu drzwi do globalnej sceny. Utwór uczynił go jednym z najbardziej charakterystycznych rapowych debiutantów dekady — z nonszalanckim luzem, charakterystyczną ekspresją i humorem, który nie spychał emocji na dalszy plan. Debiutancki album Good for You, stylowo podobny do hitu, był kolorowym kolażem radości, stylu i młodzieńczego buntu — pełen zaraźliwych melodii (jak podobnie ważne w karierze Spice Girl, czy Wedding Crashers, goszczące Offset’a). To dzieło zdecydowanie wyróżnia popowa energia i pastelowa estetyka, która mocno odcinała się od dominującego wówczas trapowego minimalizmu.
W kolejnym projekcie ONEPOINTFIVE brzmienie było bardziej surowe i eksperymentalne, przypominające mixtape. Aminé czasem zahaczał nawet o mroczniejsze rejony, lecz nie zrezygnował jednak z pisania błyskotliwych, zapadających w pamięć barsów. Sukces wyjątkowego klimatem utworu REEL IT IN potwierdził jego talent do tworzenia chwytliwych, nietuzinkowych hitów. W 2021 pojawiła się także kontynuacja projektu, zatytułowana TWOPOINTFIVE. Znajdziemy tam flirt artysty z bardziej eksperymentalnym, elektronicznym, a momentami nawet hyperpopowym brzmieniem. Warto tu wyróżnić Colors, Charmander czy NEO.
Ustalenie pozycji
Prawdziwą dojrzałość przyniósł album Limbo z 2020 roku, który w tym samym roku otrzymał także wersję deluxe z siedmioma dodatkowymi utworami. Wydanie było silnie inspirowane niespodziewaną śmiercią jego idola z dzieciństwa, Kobe’ego Bryanta. Z tego powodu artysta po raz pierwszy sięgał po konsekwentnie cięższe tematy — sukcesu, presji i tożsamości. Utwory takie jak Compensating z Young Thug’iem, Riri,Woodlawn, czy wspomniane Pressure In My Palms z slowthai’em oraz Vince Staples’em pokazały jego umiejętność łączenia introspekcji z imprezową produkcją. To na Limbo zaczął wyraźnie formować się jego nowy kierunek muzyczny – pełen emocji, ale pozbawiony patosu.
W 2023 roku światło dzienne ujrzał pierwszy łączony projekt artysty. KAYTRAMINÉ, czyli pełnoalbumowa kolaboracja z cenionym producentem Kaytranadą było celebracją beztroski, groove’u i wspólnej energii. Gęste, pulsujące rytmy house’u i funku spotkały się tu z lekkim, melodyjnym flow Aminé. Hity takie jak 4EVA z legendarnym Pharrell’em, czy STFU3 błyskawicznie podbiły serwisy streamingowe, a cały projekt był świetnie przyjęty zarówno przez fanów, jak i krytyków jako idealny letni soundtrack – taneczny, stylowy i bezpretensjonalny.
Słoneczne miesiące dopiero przed nami
Wydany w tym roku album 13 Months of Sunshineto najdojrzalsze i najbardziej osobiste dzieło artysty. Wyprodukowany przez Dahi album to osobista opowieść o dorastaniu, przemijaniu i godzeniu się z utratą. Aminé świętuje sukcesy, ale także opłakuje bliskich, których już nie ma. To album kontrastów — między indiepopowym History z Waxahatchee, a psychodeliczno-syntezatorowym Images z Toro y Moi, między rozkwitem a melancholią. Do tej pory to najbardziej kompletna wizja artysty.
Moim zamysłem było napisanie tekstów, z których byłbym dumny, nawet bez muzyki, czytając je przed trzydziestoma osobami. Każdy wers musiał przejść ten test. – mówi Aminé, podkreślając wagę słowa w tym projekcie.
Portlandczyk coraz śmielej sięga po środki wyrazu znane z alternatywy: czerpie z elektroniki, psychodelii, indie rocka, ale nigdy nie traci swojej tożsamości – pisze z lekkością, autoironią i wyczuciem. 13 Months of Sunshine brzmi jak osobisty list — nie tylko do słuchacza, ale i do siebie samego sprzed lat.
Tour de… Dance?
Przy okazji premiery albumu Aminé ogłosił europejską trasę koncertową, na której tym razem nie zabrakło naszego kraju. 7 grudnia tego roku artysta wystąpi w warszawskim Klubie Progresja, w wydarzeniu zorganizowanym przez Live Nation Polska. Będzie to pierwsza okazja, by usłyszeć na żywo materiał z poprzednich dwóch solowych albumów, jak i łączonego projektu z KAYTRANADĄ, KAYTRAMINE. Kiedy w 2019 roku raper odwiedzał warszawską Proximę, na wyprzedany koncert podczas swojej trasy TourPointFive, przyjeżdżał tam jako nowicjusz na rapowej scenie. Wracając po 6 latach, ma do pokazania zupełnie nowe brzmienia, a jednocześnie zachowuje charakterystyczny styl, z którym debiutował. Dodatkową gratką dla fanów rapu jest towarzyszący artyście jako support Niko B, brytyjski artysta znany ze swojego energicznego, zabawnego i niecodziennego brzmienia, prezentowanego między innymi na wyluzowanym hicie why’s this dealer?
Skoro tych raperów definiuje przede wszystkim ich bezpretensjonalny luuuuz, to tego LUZu nie może zabraknąć także na koncercie, na którym spotkacie reprezentację naszej Redakcji Muzycznej. Nagranie z audycji Audiostarter z 29 lipca, prowadzonej przez Mikołaja Domalewskiego i Jędrzeja Śmiałowskiego, znajdziecie poniżej. Przez dwie godziny pochłoną was rozmowy o najświeższym rapie, twórczości Aminé oraz powrót pamięcią do konkursu z możliwością zdobycia wejściówek.
Patrząc na historię występów rapera w naszym kraju oraz jego popularność, kolejny sold out jest właściwie pewny. Jeżeli nie jesteście jeszcze w szczęśliwym gronie posiadaczy biletów, nie ma z czym zwlekać! Do zobaczenia na koncercie!
WROsound stawia Wrocław na festiwalowej mapie Polski
WROsound to bez dwóch zdań najważniejsze letnie wydarzenie muzyczne we Wrocławiu. To też impreza bliska naszym LUZowym sercom. W końcu od wielu lat pokazujemy, jak bardzo lokalna scena warta jest Waszej uwagi, a w tym przypadku – że nie trzeba szukać daleko, by znaleźć świetny festiwal muzyczny. Prosto w sercu naszego miasta.
Zaczął się sezon festiwalowy i mam wrażenie, że przez social media klasyczne FOMO osiągnęło już swój szczyt. Czy to zagranica i wielkie wydarzenia jak Glastonbury i Primavera Sound, czy krajowe fenomeny pokroju Audioriver’a, Pohody, czy SLOT Art Festivalu – wszędzie mowa o festiwalach. Te wszystkie opcje są już wystarczająco przytłaczające, nawet dla osób, które każdy dzień spędzają kręcąc się dookoła muzyki. Dodatkowo proces planowania wyjazdu, zakwaterowania, czy urlopów staje się kolejną rzeczą uprzykrzającą wymarzony odpoczynek. Łatwo przy tym chaosie zapomnieć, że w naszym rodzinnym mieście też odbywają się niesamowite wydarzenia, które zrzeszają sztukę, kino, czy tak jak w tym przypadku – entuzjastów dobrej muzyki.
Kuba Więcek – nowy dyrektor artystyczny i programowy festiwalu
W tym roku stanowisko dyrektora artystycznego WROsound objął Kuba Więcek, jeden z najciekawszych głosów młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Z pozoru łatwo scharakteryzować jego talent – nagrody, wiele międzynarodowych występów i niesamowite umiejętności kompozytorskie oraz producenckie. Jednak muzycznie, pomimo wielkiej miłości do jazzu, nie daje się wpisać w żadne schematy pięciolinii. Stojąc na czele grupy hoshii, łączącej wielkie talenty instrumentalne, sięga po hip-hop, elektronikę i nowoczesne brzmienia i wykracza daleko poza klasyczne ramy.
Na początku 2024 artyści wystartowali z cyklem hoshii sessions – internetową serią spotkań z ulubionymi twórcami z kręgu hip-hopu, popu i alternatywy. Wspólnie reinterpretują ich utwory w okołojazzowych aranżacjach, które oprócz wersji streamingowych czasem odnajdują swoją drogę na koncerty. Przykłady to wyprzedane wydarzenie w NOSPR, czy właśnie tegoroczny WROsound.
Co znajdziemy w line-upie?
hoshii sessions live
Line-up tej edycji pokazuje różnorodność polskiej sceny, zwłaszcza przez rozmaite współprace zaaranżowane przez Więcka. Podczas specjalnego występu hoshii sessions live muzycy zaprezentują unikalne interpretacje utworów razem z Marią Peszek, schafterem (którego singiel z tej akcji wyróżniliśmy niedawno tytułem Mocograja), DZIARMĄ, Włodim, Ten Typ Mesem i Kasią Lins – wszystko w autorskiej oprawie. Koniecznie sprawdźcie też fragment naszej rozmowy z Kubą. Opowiada w nim między innymi o różnicach w projektach hoshii sessions i hoshii.
Jazz
Tegoroczny WROSound oferuje bardzo dużo dla fanów jazzowych wariacji. Szczególnie warto zwrócić uwagę na KOKOROKO, brytyjski kolektyw łączący wpływy afrobeatu, jazzu, soulu i funku z brzmieniami Londynu i kulturowym dziedzictwem swoich członków. Z kolei trio Łona x Konieczny x Krupa to współpraca wyjątkowego rapera i tekściarza Adama Zielińskiego z wybitnymi muzykami ze składu Siema Ziemia. Artyści zaprezentują projekt TAXI (wyróżniony jako najlepszy polski album 2023 roku według naszej redakcji). Na dokładkę polecamy nagrodzonego nominacją do nagrody Grammy Kassa Overall’a – nowojorskiego perkusistę, producenta i rapera. Jego twórczość to śmiałe połączenie jazzu z hip-hopem oraz muzyką elektroniczną.
Elektronika i rap
Dla fanów elektroniki z najwyższej półki też znajdzie się dużo atrakcji. RYSY, w tym lecie prezentujące wyłącznie występy DJskie, na festiwalu wyjątkowo przedstawią specjalny live set, natomiast Skalpel, ikony polskiej sceny nu-jazzowej i elektroniki przygotowali dla nas specjalny występ audiowizualny. Tym szukającym rapu polecamy współpracę nietuzinkowego rapera Belmondawg z producentem Expo 2000 – twórców kultowego minialbumu Hustle AsUsual. Znani z charakterystycznego stylu i nieograniczonego swagu, ten duet to mój osobisty must-see na festiwalu. To również dwukrotni zwycięzcy LUZ-owego podsumowania na najlepszy utwór roku (raz oryginalnie, raz w remiksie Pejzażu – dwa lata pod rząd!).
Alternatywa
Polska stoi szeroko pojętą alternatywą, a wielu jej reprezentantów znajdziecie na wrocławskim festiwalu. Trzeba tu wymienić Coals, najważniejszy duet w historii polskiego art-popu, onirycznie przemieszczający się pomiędzy rozmaitymi inspiracjami Łukasza i Kachy (z którą w 2021 roku podczas WROsound porozmawiała Zuzanna Pawlak). Lokalnym, wrocławskim (!) akcentem jest Biały Falochron, projekt, który łączy klubowe inspiracje z brzmieniami eksperymentalnymi. Z pewnością zaskoczy tanecznymi rytmami i zwrotami stylistycznymi, od ciężkich post-punkowych gitar po lekkie syntezatory. Na sam koniec, Franek Warzywa i Młody Budda, czyli charyzmatyczny duet, który łączy absurdalny humor z zaangażowanym przekazem; gwiazdy za granicą, a lokalnie wielbiciele dobrej zabawy i energetycznych występów.
Damskie głosy
Na WROsoundzie znajdziecie także pełno utalentowanych artystek, takich jak młoda tekściarka i wokalistka Livka, czy Dominika Płonka, której pełne lekkości teksty, połączone z produkcyjną perfekcją na długo zostają w pamięci. Jej debiut DOMINIKA DANIELA wyróżnialiśmy jako jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku. Nie zapominajmy o Danieli Pes*, kompozytorce, producentce i wokalistce z Sardynii, prezentująca prawdziwą fuzję tekstur oraz wiele innych live act’ów.
(* update 17.05.2025, z powodów zdrowotnych Daniela Pes nie wystąpi na festiwalu, a jej miejsce zastąpi Miły ATZ.)
DJe
Imprezę codziennie będą kończyć sety wschodzących gwiazd, błyszczących na deckach. W piątek będzie to DJ POLKOMTEL, współtwórca projektu BLIKOMTELsesh, który rozrusza parkiet nawigując nas od trance’u po rapowe wokale. Z kolei w sobotę DJ Mislaw, producent techno o klasycznym wykształceniu muzycznym, połączy surowość z emocjonalną głębią.
Gdzie w tym wszystkim LUZ…
Przy okazji odliczania do festiwalu, wraz z drugim reprezentantem Redakcji Muzycznej, Jędrzejem Śmiałowskim, mieliśmy możliwość przekazać dla aktywnych słuchaczy kilka wyjątkowych wejściówek, oraz porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za festiwal – Paulą Szewczyk ze Strefy Kultury Wrocław. Podczas audycji Ultradźwięki opowiedziała o organizacji tego przedsięwzięcia. Dwa fragmenty z naszej rozmowy znajdziecie poniżej:
Mikołaj Domalewski i Jędrzej Śmiałowski, rozmowa z Paulą Szewczyk ze SKW, Ultradźwięki 15.07.2025
WROsound 2025odbędzie się 18 i 19 lipca na placu przed Impartem we Wrocławiu. My już zacieramy ręce. Planujemy dla Was masę niespodzianek i współprac z artystami. Oprócz tego, w tym roku znajdziecie nas również na samym festiwalu! Znajdziecie nas w charakterystycznym pomarańczowym namiocie, nadając na żywo z terenu. Zbijecie z nami piątki już w najbliższą sobotę od 18 do 20. Jeżeli będzie tam LUZ, Was też nie może zabraknąć!
Karuzelkaaa po raz kolejny pokazuje, że na lokalnej scenie można pokazać międzynarodową klasę. Singiel nauka ma niezłe nogi ale dziś nie chodzi w las to numer zapowiadający debiutanckie LP 3L3M3NT. Premiera już w tę środę 11 czerwca!
Czy pseudonim Karuzelkaaa (wcześniej scolop333ndra) coś Wam mówi? Jest spora szansa, że kojarzycie duet TONFA, który od lat współtworzy z Kieratem. Pod starym pseudonimem mogliśmy go usłyszeć już na projektach Antka Krenza, 2k88, czy duetu mosa.tech. Jako Karuzelkaaa pojawił się na albumach Cichonia, oraz Ziomców, a niedawno zrobił wielkie wejście solowym, potrójnym singlem.
nauka ma niezłe nogi ale dziś nie chodzi w las to kolejny manifest niezależności i leniwa zabawa formą. Dostajemy w nim popowe sample i zdekonstruowaną drill’ową perkusję, chociaż obok popu i drill’u numer ten nigdy nie stał. Całość dopełniają fragmenty wideo z NYC nagrane przez Karuzelkę i Krenza, które w klip skleił haloamen12. Chłońcie tę wizję razem z nami i czekajcie na debiutancki album 3L3M3NT.
Premierowy koncert z gościnnym udziałem Kajzera i DJ’a Zetena Karuzelkaaa zagra 28 czerwca w Warszawie, a relację z niego usłyszycie później 2 lipca w środowej audycji osiedle core. Do usłyszenia na 91,6 FM!
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.