Archiwum

Larry June, 2 Chainz & The Alchemist – Bad Choices

Przemyślane wersy, jazzowe sample i niezachwiana pewność siebie – Bad Choices to Larry June w pełnej krasie.

Wspólnie z 2 Chainzem, weteranem rapu z Atlanty, oraz The Alchemistem, mistrzem klimatycznej produkcji, tworzy utwór, który brzmi jak rozmowa doświadczonych graczy. Każda linijka jest tu jak element dobrze ułożonej układanki – przemyślana, celna i idealnie wpisująca się w atmosferę kawałka.

The Alchemist buduje tło, które nadaje utworowi charakter, jednocześnie nie przytłaczając całości. Przytłumione melodie, jazzowe sample,  leniwe tempo i pulsujący bas tworzą lekko tajemniczą atmosferę, doskonale współgrającą ze spokojną narracją. To produkcja, która nie stara się dominować nad treścią, ale stanowi jej naturalne przedłużenie, nadając utworowi głębię.

2 Chainz wnosi do kawałka swoją pewność siebie i energię, tworząc wyraźny kontrast wobec bardziej wyważonego stylu June’a. Jego charakterystyczny, charyzmatyczny styl dodaje kawałkowi dynamiki, sprawiając, że całość nie jest jednostajna.

Larry June snuje wersy z charakterystycznym luzem, jakby każde zdanie było kolejnym etapem drogi do osobistego progresu. Jego spokojne, niemal mentorsko brzmiące flow idealnie wpisuje się w produkcję The Alchemista, tworząc klimat utworu, który nie wymusza uwagi, ale wciąga swoją autentycznością. June nie musi krzyczeć ani przyspieszać tempa – jego narracja jest naturalna.

 Łucja Krzywoń

camoufly – llamando

Lato. Szum fal i ciepło promieni słonecznych. Przyjechaliśmy na wakacje do skwierczącego piaskiem Portoryko. Bynajmniej nie leżymy na plaży tylko jesteśmy na parkiecie w tłumie ludzi przy latynoskich rytmach. Gdzieś w tle ktoś słucha utwór Maria Teresa. To tajemniczy, ukrywający swoją tożsamość dj camoufly sampluje singiel z lat 70 i dostarcza nam tanecznego Mocograja IIamando. Artysta cały czas pokazuje nam w swoich kompozycjach nowe brzmienia –  krąży pomiędzy trapem, housem a hyper popem. 

Letniczek wydany w styczniu? Czemu nie. To utwór, który nada się na niejedną domówkę czy zimowy kryzys egzystencjalny. Ja już go dodałam do mojej wakacyjnej playlisty, a Wy?

Jadwiga Lazar

MVZE – By zamilknąć, musi krzyczeć

Zderzające się dźwięki, które walczą z elektronicznym brzmieniem i lirycznym głosem. Mocny refren, który zapada w pamięć. By zamilknąć, musi krzyczeć to energetyzujący utwór duetu z Krakowa – MVZE oraz producenta LoftY. Kiedy cisza woła, a krzyk staje się językiem wyrazu, zespół pokazuje, że czasami nie tylko dźwięk jest ważny. Chodzi o nasze przeżycia i wrażliwość na innych. 

Singiel to zapowiedź nadchodzącej EP-ki Gorycz czasów dobrobytu, w której duet odsłania się przed nami ukazując sprzeczności współczesnego świata– od hałasu po ciszę, zatracenia się po odkrywanie siebie. 

P.S. Jeśli chcielibyście spotkać artystów osobiście, mogą siedzieć w krakowskim pubie Betel.

Jadwiga Lazar

Kosma Król, Kania ft. Cozza — PYSZNA GADKA

Gdy zakochani spędzali czas na randkach i wręczali sobie kartki, Kosma Król z ekipą zaprezentowali swoją własną laurkę — z miłości do rapu.

Pierwszy odsłuch POLOTU był dla mnie powiewem świeżości, czymś, czego od dawna mi brakowało, a nawet nie miałem pojęcia. Szczerze, to mało powiedziane, skład Kosma, Cozza i Kania to raczej huragan, który rozniósł mnie po kątach. PYSZNA GADKA to utwór dla tych wszystkich młodych, którzy z inspiracją dorastali w rytm Slamu, Taco czy Pezeta. Ale ten track to nie tylko hołd oddany tym inspiracjom, ale też doskonałe świadectwo talentu nowego pokolenia.

W błyskotliwych linijkach Kosmy słychać czystą zajawkę i szczery uśmiech z naturalnym poczuciem flow, którego zazdrościłaby nie jedna rzeka. Bragga i wersy Cozzy (🐐) odkrywają równie nowe nurty, a jednocześnie trącą oldschoolem, czerpiąc inspiracje, ale płynąc swoimi ścieżkami. A do tego wszystkiego fenomenalny boom bapowy beat Kani, producenta, który już niedługo będzie wymieniany jako jeden z najlepszych talentów, tworzy mieszankę, przy której naprawdę nie ma co lać wody. W dodatku te zmiksowane wstawki od Okiego, Otso (x2!), czy Miłego ATZeta przy końcówce z niewiarygodną szczerością przypominają vibe dobrego cypherowego freestyle’u.

Tytuł PYSZNA GADKA to trochę strzał w kolano, bo gadka jest, ale pychy brak, bo talentu jest aż za dużo. Zostaje tylko smak na więcej i pełno dumy z polskiej sceny. Kosmę najlepiej definiuje bezpretensjonalny LUZ, więc zapamiętaj — POLOT to jedna z najlepszych rapowych premier a oni serio będą najlepsi w tym kraju i to prawie pewne.

Mikołaj Domalewski

MIKE ft. Venna – Artist Of The Century

Album roku już w styczniu? Niewykluczone! Wraz z końcówką stycznia, premierę miała najnowsza płyta jednego z naczelnych trendsetterów hip-hopowego podziemia. Mowa tutaj o MIKE’u i jego najnowszym projekcie Showbiz!, czyli świecie melancholii i zakurzonych sampli. W tym tygodniu redakcja muzyczna Akademickiego Radia LUZ wyróżnia utwór Artist Of The Century – produkcję łączącą beztroskie brzmienie z głęboką refleksją na temat poświęceń związanych z wybraniem drogi pełnoetatowego artysty. 

Przedstawienie sylwetki MIKE’a w kilku zdaniach byłoby dosyć niesprawiedliwe w stosunku do jego osiągnięć w branży muzycznej. Poza ciągłym częstowaniem nas wykwintnymi linijkami, Michael Bonema udziela się jako producent po pseudonimem dj blackpower oraz prowadzi swój własny label 10k, w ramach którego zrzesza perełki aktualnego rapowego undergroundu.  

O ile można określić MIKE’a artystą wielozadaniowym, to jednak nawijanie wychodzi mu chyba najlepiej. Na Showbizie! znajdziecie krótkie, mocno skondensowane formy bawiące się hip-hopową konwencją. Nieco zaspany, głęboki głos rapera staje się przewodnikiem po bibliotekach archaicznie brzmiących wycinków starego jazzu czy funku. Podkład z Artist Of The Century przywiódł mi na myśl beat tapową serię Metal Fingers Presents: Metal Herbs legendarnego MF DOOMA, którym Bonema inspiruje się od początku swoich muzycznych przygód (nie bez powodu ksywę rapera piszemy wielkimi literami). Linijki, choć nawinięte w dosyć ociężały, tak charakterystyczny dla MIKE’a sposób, to wielowarstwowa układanka przemyślanych słów. W analizie tekstów z Showbizu! nie unikniecie sięgnięcia po Geniusowe adnotacje. 

Czy MIKE może zostać tytułowym artystą stulecia? Na pewno jego kandydatura z roku na rok przybiera na powadze, lecz wydaje mi się, że dla niego status to raczej kwestia drugorzędna. Showbiz! to fenomenalny krążek i pozycja do odhaczenia dla każdego, kto ceni sobie kreatywność w hip-hopie. 

Jędrzej Śmiałowski

Rose Gray – First

Rose Gray nie mogła wybrać lepszego tytułu swojego krążka niż Louder, Please, który w tym wypadku (oprócz pełnienia funkcji nazywającej) staje się także instrukcją obsługi. Jej debiutancki album aż prosi się o włączenie go naprawdę, ale to naprawdę głośno, aby w pełni zatopić się w jej taneczno-popowym świecie.

Klubowa kraina, którą stworzyła, jest odzwierciedleniem tego, gdzie Rose odnajduje się najlepiej. To właśnie parkiet, emocje, muzyka i ludyczna atmosfera sprawiają, że wszelkie miłosne rozterki odchodzą w niepamięć. Choć Gray nie ma zamiaru się poddawać i zdaje sobie przy tym sprawę z tego, że miłość czy tęsknota to uczucia, z którymi jeszcze będzie musiała się mierzyć. Mimo to wraca do swojego świata, bo tam jest jej dom i, niezależnie od okoliczności, czuje się w nim dobrze.

W First zwierzyła się ze swojego niechlubnego zamiłowania do konkurencyjności. Sama Rose nie jest z tego dumna i stara się z tym walczyć. I chyba robi to w najlepszy sposób – tworząc piosenkę. W dodatku jaką…

Utwór już po pierwszym przesłuchaniu porywa do tańca. Wszystko to za sprawą tych łobuziarskich dźwięków, które są wynikową połączenia drum’n’bassu, garażowego brzmienia, a nawet i dubstepu. First to kawałek kompletny: ma pełne prawo do statusu utworu, który rozgrzeje każdą imprezę i jednocześnie służy zrozumieniu własnej psyche.

Paulina Madej

Pink Siifu – LAST ONE ALIVE’!

Eksperymenty, eksperymenty, eksperymenty. Choć Pink Siifu nie zaliczyłbym do artystów najbardziej konsekwentnych w kwestii jakości publikowanych projektów, najnowszy album rapera BLACK’!ANTIQUE zaskakuje przekraczaniem granic. W Radiu LUZ lubimy wszystkie kamienie szlachetne, ale przede wszystkim nieoszlifowane diamenty, a właśnie takowym jest utwór LAST ONE ALIVE’!, czyli jeden z pięciu nowych Mocograjów. 

BLACK’!ANTIQUE to nowa odsłona Siifu, pełna potężnego przesteru i przestrzeni. Surowe beaty łączą w sobie intensywność i lekkość, co wprowadza słuchacza w nieco oniryczny świat. Momentami jest to brzmienie wyjęte rodem ze starych projektów JPEGMAFII, tworzonych jeszcze pod ksywką Devon Hendryx. Spoiwem dla całego krążka staje się paranoiczny niepokój, który Siifu przemyca swoim wokalem gdzieś pomiędzy głośnymi falami pociętych dźwięków.  

Jako fan wszystkich nieszablonowych prób w rapie, BLACK’!ANTIQUE zaliczam do grona eksperymentów zdecydowanie udanych. Mocno kibicuje Pink Siifu i wierzę, że pierwsze wyjście poza artystyczną strefę komfortu nie będzie ostatnim, bo ten krążek jest naprawdę świeży. 

Jędrzej Śmiałowski

Adam Bałdych – Canon

Najpierw słyszymy klawisze fortepianu. To kartki opowieści, która zaraz zacznie przewijać się przed naszymi oczami. Nosi ona tytuł Canon. Gdy rozlegają się pierwsze dźwięki skrzypiec Adama Bałdycha pojawiają się słowa (a może raczej obrazy?). Cichutko początkowo swoje dwa grosze dorzuca saksofon. Historia zaczyna następnie wibrować i drgać delikatnymi uderzeniami o membranę, gdy dołącza się perkusja, wspierana strunami kontrabasu. Solo skrzypiec i saksofonu przeplatają się następnie w harmonijnym, oszałamiającym tańcu, który wieńczy finał podobny do początku. Nutki fortepianu niczym ostatnie strony książki prowadzą nas delikatnie ku końcowi.

Album Portraits narodził się jako próba stworzenia muzyki zainspirowanej materiałami historycznymi z II wojny światowej. W efekcie Bałdych zaczął zadawać sobie pytania o samo sedno ludzkiej natury. O brutalny kontrast między zdolnością człowieka do stwarzania i destrukcji. Ten niepokój słychać w dramaturgii i ciągłym rozedrganiu rytmu oraz melodii. Mrok spowija szczególnie drugą część albumu, z dogłębnie przygniatającym Depths Of Earth oraz mistycznym Vision (Talking To Jesus). Nawet w tak ciężkich momentach nie sposób jednak zignorować nieprawdopodobnego wręcz piękna kompozycji oraz wykonania tych historii. Każdy z członków kwintetu prezentuje najwyższy kunszt swego instrumentu. Sam Bałdych kolejny raz zaś udowadnia, że ze swym wyjątkowym, renesansowym towarzyszem jest w stanie zrobić wszystko. Czy w formie zadziwiających pizzicato, czy z użyciem smyczka poetyckość jego gry zachwyca w każdym momencie jej doświadczania. Możecie się przekonać o tym w tym tygodniu na antenie Radia LUZ w paśmie mocograjów.

Michał Lach

Saalfrat Alarhaji – Empiryk

Mamy to! Po wielu miesiącach czekania, Ignorant 2 w końcu trafia na serwisy streamingowe, tym samym dopinając drugi projekt autorstwa Saalfrata Alarhaji. Czy głód po debiutanckim albumie 1 został zaspokojony? Dwudaniowy Ignorant żywi słuchacza tłustym hip-hopem i powszechną nonszalancją. Mocograje Radia Luz zasila utwór Empiryk – wysokokaloryczny posiłek dla każdego fana bezprecedensowych brzmień prosto z polskiego podwórka. 

Twórczość Saalfrata to świat pełen enigm i tajemniczości. Zapowiedzi? Po co to komu, w końcu przecież wyjdzie, kiedy to kwestia umowna. Tak było w przypadku płyty Ignorant 2, która dostępna była do odsłuchu na Youtubie już od kilku miesięcy, a dopiero od 16 stycznia możemy słuchać jej na streamingach. Inną opcją było załapanie się na mocno ograniczone w ilości CD, które dostać można było na koncertach z trasy Nowy Materiał czy po szybkim zakupie przez Instagramowy DM. Ja załapałem się na jedną z jedenastu sztuk podwójnej wersji Ignoranta dostępnej jeszcze przed trasą i już po pierwszym odsłuchu wiedziałem, że mam do czynienia z projektem zupełnie innym niż 1. 

Zarówno Empiryk, jak i cały Ignorant to eksperyment z brzmieniem, w którym widać absolutną zajawkę brzmieniem amerykańskiego podziemia. Takich podkładów nie powstydziłby się MIKE czy Earl Sweatshirt. Szkice z mocno przetworzonych sampli dopełnia trapowy element futuryzmu, a kompozycje często rozkręca ciężki bas o nieco brudnym, ale jakże klimatycznym miksie. Do mamuciej wagi niskich częstotliwości dochodzi liryka Saalfrata, gdzie serie unikatowych one-linerów składają się na metafory z masą odniesień i kulturowych smaczków. Słowem – nie spotkacie drugiego takiego tekściarza jak Saalfrat.  

Nurt kreatywnego podejścia do hip-hopu rozkwita na polskiej scenie i bardzo cieszyć może fakt tak dużego zróżnicowania pod względem stylistycznym. W marcu czeka nas nowa płyta Ziomców, którzy singlami pokazali, że idą w zupełnie innym kierunku niż sugerować mogłoby Dolla Mixtape. Na teraz pozostaje nam cieszyć się drugą częścią Ignoranta, a jeżeli nie zdarzyło wam się jeszcze sprawdzić wydawnictw Saalfrata – mocno do tego zachęcam, bo jest to brzmienie mocno odświeżające sprawdzone schematy szeroko pojętego rapu. 

Jędrzej Śmiałowski

Hanka Łubieńska x Przyborowski – Basy

Zgodnie z tytułem bas wychodzi tutaj przed szereg i już od pierwszych dźwięków łaskocze nas po żebrach. I bardzo słusznie, bo nie od dzisiaj wiadomo, że to właśnie te najniższe dźwięki są tymi kluczowymi w utworach. Tak na pewno jest w najnowszym singlu Hanki Łubieńskiej i Przyborowskiego który zajmuje miejsce na liście naszych mocograjów w tym tygodniu.

Niech basy masują,
a masy baunsują

Piękna gra słów refrenu jest niczym samospełniająca się afirmacja. Ciężko oprzeć się rytmicznemu riffowi grającego basu i wtórującemu mu saksofonowi. Instrumenty prowadzą ze sobą spokojny dialog, ale gwarantuję że nim zacznie się zwrotka, wasze ciała będą już radośnie pląsać w jego rytmie.

Piosenka traktuje o tym jak muzyka potrafi przenosić w czasie i jednocześnie udowadnia prawdziwość tej tezy. Intrygujący, kompletnie wciągający klimat pozwala wyłączyć się z fizycznego świata i przenieść w ten zupełnie inny, wewnętrzny, ale równie rzeczywisty, oddziałujący na nasze zmysły. Bilet w tę międzyświatową podróż sponsoruje solo wcześniej wspomnianego saksofonu. Przygotujcie- jak sugeruje tekst utworu- słuchawki i sprawdźcie koniecznie gdzie Was przeniosą Basy.

Justyna Kalbarczyk