Archiwum

Mateusz Krok & Mateusz Borgiel – Ucieczka Z Otchłani

Ucieczka z Otchłani – to nie tylko otwarcie debiutanckiego albumu AstronautCD, lecz także pierwszy Krok w podróży, gdzie muzyka nie podąża utartymi ścieżkami, lecz rodzi się w chwili, wolna od schematów i granic. To kompozycja, w której rytm i harmonia splatają się w przewodnika po przestrzeni zawieszonej między światłem a cieniem.

Mateusz Krok, młody perkusista z Wilczysk, pragnął zamknąć pewien rozdział i odsłonić się w dźwiękach tak szczerze, jak to tylko możliwe – nago, bez retuszu, bez planu. Pomysł na album zrodził się w momencie zwątpienia, kiedy pasja zaczęła przygasać, a tworzenie przestało być oczywistością. Wtedy spotkał się z Pawłem Krawcem – jednym z późniejszych gości płyty – który przypomniał mu, że ogień nie gaśnie, lecz czasem wymaga iskry.

Mówią, że 7 to liczba szczęścia, lecz na tym krążku triumfują trzy ósemki – 8 utworów, 8 gości i 8 improwizacji. Jak sam wykonawca podkreśla:

Zarejestrowane utwory są wynikiem improwizacji, w których muzyka rodzi się w chwili, bez przygotowania i zbędnych barier. Celem było uwolnienie się ze wstydu przed samym sobą.

Większość artystów, którzy pojawili się na albumie, poznał na Wydziale Jazzu w Katowicach – miejscu, gdzie dźwięk łączy ludzi, a poszukiwania muzyczne przeradzają się w przyjaźnie i nieoczywiste harmonie.

W Ucieczce z Otchłani Mateusz Krok, wspólnie z drugim perkusistą – Mateuszem Borgielem z Imielina – prowadzi hipnotyczny dialog rytmów, otwierając przestrzeń na swobodną eksplorację dźwięku. Każde uderzenie to oddech chwili – bez scenariusza, bez kalkulacji. Tylko brzmienie, tylko prawda. Wchodzisz w to?

Łucja Krzywoń

 

clipping. – Dominator

Album Dead channel sky  to kolejny dowód na to, że zespół clipping. nie bierze jeńców. Trochę tak jakby zamknęli nas w ciasnym pokoju — czujemy napięcie i dziwną intensywność w powietrzu. A utwór Dominator wchodzi brutalnie z buta i metalicznym hałasem wgniata nas w ziemie. To nie jest Mocograj, który da się puścić w tle i o nim zapomnieć.

Daveed Diggs nawija z bezlitosną precyzją, jakby każde słowo było kolejnym cięciem w rzeczywistości, a produkcja Jonathana Snipesa i Williama Hutsona sprawia, że trudno przewidzieć, co wydarzy się za sekundę.

To nie jest hip-hop do relaksu – to mocny cios prosto w twarz.

Jagoda Lazar

Vundabar – Stallion Running

Czas się ubrudzić. Czas poskakać w błotnistych kałużach w rytm wygrywający przez niechlujne gitary: czas odpalić najnowszy album zespołu Vundabar Surgery and Pleasure i oddać się w objęcia surowego, ale zupełnie niegroźnego brzmienia. Pora na mieszankę żywiołowości z pragnieniem namysłu, jedności między czystością a dziczą.

Niech utwór Stallion Running będzie zaproszeniem do zasiedzenia się w starym garażu, kryjącym w sobie najnowocześniejsze maszyny: chwytliwe melodie gitar, które są połączeniem rocka z zamierzchłych czasów ze współczesnym brzmieniem, typowym dla indie rocka. Jednak gitarki to nie wszystko! To także tekst łatwo zapadający w pamięć, będący jednocześnie chaosem i mrokiem,  jak i tym, co mógł przeżywać Bojack Horseman, gdy spoglądał na biegnące konie…

Czy to strach przed wolnością? Czy może jej ogromne pragnienie? 

Jedno jest pewne: to zachęta do tego, aby się ubrudzić.

Paulina Madej

STUCKINWAVEFORMS – As Dumb As Possible

Francuz deklarujący na swoim Instagramie „miłość do akordów” zamyka – uwaga, wprowadzam nowy termin – post-breakbeatową składankę Street Bangers Factory 29, na której weterani Big Dope P i DJ Manny wcale nie dostarczyli największego bengra (chociaż trzeba przyznać, że całkiem kozackie), a wszystko pod szyldem labelu Moveltraxx, znanego z nader loozackiego podejścia do powagi na densflorze (tzn. nie przejmują się tym), ale za to poważnie podchodzącego do kwestii obróbki kickdruma z TR-808 (zwłaszcza odpowiednio długich wartości parametru decay). Na papierze brzmi super, a w uszach jeszcze lepiej!

Paryżanin STUCKINWAVEFORMS dostarczył numer, którego tytuł sugeruje jedno, ale zawartość dostarcza całkiem innych wrażeń. As Dumb As Possible wcale nie jest takie głupie, bo w trzech minutach łączy metaliczną hardość Autechre-owych wierteł, tłukące kafelki dżukowanie i ooodpaaalooonąąą trawestację pochodu organelli z Gypsy Woman (w – ? – refrenie). Jeśli wam nie dość, to polecamy również jego zeszłoroczny album Extracting Light, który brzmi jak Pi’erre Bourne zamknięty ze Squarepusherem w piwnicy Amona Tobina. Słonecznie rozpromieniające się konotacje dają mi paliwko na te ciekawe czasy.

Sebastian Rogalski

PS Stawiam ulubione picie osobie, która podeśle mi źródło sampla „You dream of heeeeeer” (nie daje mi zasnąć, odkąd usłyszałem go tutaj).

G-DRAGON ft. Anderson .Paak – TOO BAD

G-DRAGON (Kwon Ji-yong), a więc niekwestionowany król k-popu wraca po latach w wielkim stylu z nowym albumem. Wydanie Übermensch to prawdziwe święto dla fanów koreańskiej muzyki. Wszak grupa BIGBANG, której członkiem jest G-DRAGON to najbardziej wpływowy k-popowy zespół. Żeby nakreślić to, jak ważny jest to punkt koreańskiej kultury popularnej, należy zdać sobie sprawę, że BIGBANG jest na tyle wielkie i słynne, że to ich kariera była inspiracją dla BTS, a sam Ji-yong jest autorytetem dla wielu zupełnie nowych i dopiero debiutujących idoli. 

Stąd zapewne brak jakiegokolwiek powstrzymania się przed nazwaniem krążka Übermensch. Nadczłowiek? Czy na takiego wzoruje się G-DRAGON? Coś w tym jest… Samoświadomość swojego talentu, a także bycia jednym z najpopularniejszych koreańskich idoli wszech czasów może rzeczywiście mieć coś wspólnego z tytułem krążka. W dodatku Ji-yong także usprawiedliwia się tym, że na utworze DRAMA, jak gdyby nigdy nic, rapuje w czterech językach. Natomiast w TOO BAD nie występuje sam – podejmuje się współpracy z Andersonem .Paakiem i razem tworzą kawałek, z którego słuchania płynie prawdziwa przyjemność. TOO BAD jest uzależniające do tego stopnia, że zapętlając ten utwór, wcale nie ma się go dość.  Jak cały Übermensch jest idealną propozycją do wiosennej playlisty.

Paulina Madej

Potwory I Ludzie – 1995

Potwory I Ludzie, choć znów nostalgicznie, to mimo wszystko wprowadzają powiew świeżości na polskiej scenie muzyki gitarowej. Wraz z singlem 1995 lądują na liście mocograjów tego tygodnia w Akademickim Radiu LUZ! 

1995 to kompozycja, która ma nie tylko tekst wspominający przeszłość, ale i gitary, które na myśl przywołują najbardziej zasłużone polskie zespoły. To most łączący współczesne spojrzenie na muzykę z najlepszym brzmieniem wszech czasów. Tym samym grupa wychodzi przed szereg i tworzy zupełnie nową propozycję gatunkową – mieszczanin punk.

Nie dajcie się namawiać i wsiadajcie do tramwaju, który zawiezie Was 30 lat wstecz – do tego zachęca zespół Potwory I Ludzie. Robi to przekonująco, bo tym samym zapowiada, że już 25 kwietnia wysiądziemy na przystanku Szczęście i posłuchamy ich nowego albumu. 

Paulina Madej

hoshii – YUMI

Jak opisać dzieje interplanetarnego bytu, który znudzony swoim dotychczasowym życiem postanawia zawitać na Ziemii? Z takim pytaniem mierzył się Kuba Więcek wraz z zespołem przy komponowaniu debiutanckiego albumu grupy hoshii wydanego w 2023 roku. Wraz z premierą singla YUMI, zapowiedziano również drugi rozdział przygód tytułowego hoshii w postaci krążka HER NAME WAS YUMI. W paśmie Mocograjów doceniamy kreatywność wychodzącą poza dźwięki, dlatego posłuchajcie baśniowej abstrakcji autorstwa jazzowych mistrzów. 

Bacznie oglądając rozwój projektu, jakim staje się hoshii, nie sposób przeoczyć jak wiele chłopakom udało się osiągnąć od czasu debiutanckiej płyty. Poza krótką epką wydaną w zeszłym roku, zespół ewidentnie skierował całą swoją uwagę na serię hoshii sessions. Wykonywane w warszawskim Plankton Records wykonania utworów łączyły światy jazzu, hip-hopu oraz popu, nadając znanym już piosenkom zupełnie nowy wydźwięk. Zwieńczeniem tej artystycznej eskapady w wykonaniu hoshii był koncert w katowickim NOSPRze, gdzie obok Więcka i zespołu znalazło się wiele nieoczywistych twarzy, takich jak schafter, Hubert. czy Daria Ze Śląska.

Po tym jakże gorącym okresie, zespół wykorzystuje momentum i prezentuje utwór YUMI, który kontynuuje miksowanie cukierkowych dźwięków z instrumentalną gimnastyką, jaką popisują się tutaj muzycy hoshii. Perkusyjne wyczyny Miłosza Bredzika nakręcają karkołomne tempo, którego narratorem staje się saksofon Kuby Więcka, a hipnotyzujący bas Maxa Muchy ma tak niebywały groove, że przez długi czas nie wyjdzie wam z ucha.  

Panowie, czapki z głów za dotychczasowe działania, bo pomimo tak wielu pomysłów i projektów jedno pozostaje niezmienne i jest to jakość. Premierowy koncert albumu co prawda dopiero w maju, ale zapowiedź w postaci YUMI napawa mnie wielkim optymizmem, że jazzowa scena zyskuje kolejny potężnie kreatywny skład. 

Jędrzej Śmiałowski

JENNIE ft. Doechii – ExtraL

JENNIE i Doechii – z początku to połączenie może dziwić. JENNIE, jako członkini BLACKPINK, jest ikoną k-popu, choć hip-hop w tej grupie nie jest niczym nowym, to BLACKPINK kojarzy się przede wszystkim ze słodkim brzmieniem k-popowej sceny. Jednak nikt nie ma wątpliwości: BLACKPINK zredefiniował granice tego gatunku, udowadniając to, jak różny i nieprzewidywalny może być koreański pop. 

I właśnie utwór ExtraL jest dowodem tego, jak zwinnie można połączyć urok k-popu z hip-hopowym pazurem. To fuzja, w której JENNIE i Doechii tworzą obraz charakterów godnych pozazdroszczenia. Raperki postawiły przed sobą zadanie: pokazać kobiecą siłę. Co rzeczywiście im się udało, bo charyzma i pewność siebie wręcz emanują z każdego wersu. Jednak, znając JENNIE i Doechii, chyba nie istnieje scenariusz, w którym realizacja ich planu nie wychodzi. 

Więc jaka w takim razie jest ta współpraca? Najprościej mówiąc: doskonała. 

Wydając ExtraL JENNIE, udostępniła kolejny z singli, który znajdzie się na jej debiutanckim albumie Ruby. Płyta niesie ze sobą duże oczekiwania, które jak na razie ciągle rosną. Do tej pory zaprezentowane kawałki MantraLove Hangover z Dominicem Fikem, a także ExtraL rozbudzają muzyczne marzenia na temat krążka. Co jeszcze buduje napięcie, to kolejne gościnne występy, mające się pojawić na Ruby: Dua Lipa, Childish Gambino, a także Kali Uchis. To nazwiska znane na całym globie, a ich połączenie z JENNIE rzuci nowe światło na k-popowy paradygmat.

Paulina Madej

Pouya – THE CATS CRYING OUTSIDE MY WINDOW SOUND LIKE THE END OF THE WORLD

Pouya, 30-letni raper, piosenkarz i autor tekstów z Miami, odegrał kluczową rolę w tworzeniu undergroundowej kultury rapowej, która pojawiła się na SoundCloudzie w 2012 roku. Wspierał też $uicideboy$ na początku ich kariery. Choć jego debiutancki album, Underground Underdog, spotkał się z mieszanymi recenzjami, kolejne projekty – Five Five, The South Got Something to Say i Blood Was Never Thick as Water – pokazały znaczny rozwój artystyczny.

Pouya powrócił z nowym albumem Suicidal Thoughts in the Back of the Cadillac, Pt. 3, który utrzymuje jego charakterystyczny styl – mroczne, refleksyjne teksty i emocjonalną atmosferę. Sam tytuł sugeruje niepokój i przejmujący klimat, który przewija się przez cały projekt.

THE CATS CRYING OUTSIDE MY WINDOW SOUND LIKE THE END OF THE WORLD to utwór, który bardziej się czuje, niż analizuje. Melancholijna produkcja, emocjonalny tekst i ponury klimat sprawiają, że trafia do słuchaczy szukających głębi. Pouya po raz kolejny pokazuje swoją umiejętność przekazywania wewnętrznych rozterek w sposób, z którym jego odbiorcy mogą się utożsamiać.

Marcelina Machacz


god.wifi — dj

Muszę się do czegoś przyznać — ten mocograj był zaplanowany. Od miesięcy.

8 listopada.

To wtedy podczas setu god.wifi usłyszałem pierwszą próbkę utworu dj. Od razu wiedziałem, że po premierze zrobi on rundki na moich słuchawkach, ale skrycie w sercu trzymałem też nadzieję na głośniki radiowe. Ciężko kogokolwiek oszukać — utwór wpadł mi w głowę i nie chciał wyjść. I tak pomimo usłyszenia go zaledwie jeden raz, pilnie siedział tam od początku listopada i czekał na doskonały moment, aby przypomnieć mi o swoim istnieniu i wdrożyć plan w akcję.

28 lutego.

Warto było czekać na premierę debiutanckiego albumu FREE WIFI — na trackliście nareszcie widnieje utwór dj. Na sam album oczekiwania miałem już wystarczająco duże, ponieważ po passie świetnych singli ciężko byłoby mnie zawieść, ale to usłyszenie pierwszego dj to ja było jak powrót do domu. Na utworze znajdziemy charakterystyczny dla artystki niewiarygodnie kreatywny beat, któremu towarzyszą żartobliwe wersy, autotunowany wokal i zabawa muzyką, jak nastackowane tagi, sample czy rytmiczne oklaski. Ale ponad komiczną warstwą to przede wszystkim kawał świetnego digicore’u z trapowo-hyperpopową produkcją, którego podobnie pełno na wspomnianym debiucie. A to przypomina, że polska reprezentacja hyperpopu, jest naprawdę na poziomie międzynarodowym i warto ją sprawdzić.

Miksuje dla nas jedna z najlepszych polskich reprezentantek internetowej muzyki, więc jeżeli komuś trzeba jeszcze przypominać kto tu jest prawdziwym dj’em, a kto tylko gra tracki, to posłuchajcie jeszcze raz naszego najnowszego mocograja

Mikołaj Domalewski