Archiwum

The Farm – Feel The Dub (Mutant Vinyl Remix)

The Farm to może nie ten kaliber popularności co The Stone Roses, Happy Mondays czy Inspiral Carpets, ale na początku lat dziewięćdziesiątych zdążyli odnieść trochę sukcesów w epoce splitu sceny gitarowej i rodzącej się kultury rave – wówczas nazywanej jeszcze acid house.

Po latach śmiało można ich wpisać w nurt szalonego ruchu Madchester, który świadomie łączył ekstazyjny optymizm rave’u z zespołami w baggy-strojach i kolorowych koszulkach ze smiley, często grającymi „bifory” przed rozpoczęciem w pełni DJ-skich imprez. Tak było również w przypadku The Farm, którzy koncertowali w manchesterskiej mecce — Haciendzie.

Piewcy indie-rocka z Liverpoolu wydawali wtedy m.in. niezapomniane, pełne optymizmu Groovy Train czy All Together Now, by chwilę później zniknąć ze sceny. Ubiegłorocznego powrotu raczej nic nie zapowiadało – i choć nie był on najwyższych lotów, to ich ostatnie wydawnictwo z remiksami może zwrócić uwagę subtelnym połączeniem nowoczesnego indie (zakorzenionego w stylu Madchester), balearicu (ulubionego określenia acid-house’owców) i – w tym wypadku – muzyki dub. Feel the love. Feel the dub.

Kamil Winiarz

Magdalena Bay – Second Sleep

Ulubiony duet muzycznej geekosfery wrócił w piątek z podwójnym zwiastunem kolejnej kreatywnej płyty. O ile jednak o krążku na razie oficjalnie wiadomo tyle co nic, stylistyka singlowej okładki śmiało plasuje grupę w centrum klasycznego progowego uniwersum, co jest zresztą absolutnie na miejscu, bo choć w ich przypadku gitary są jedynie jednym z wielu środków ekspresji, śmiało można włączyć ich do progpopowego kanonu naszych czasów. Dwa nowe utwory — Second Sleep i Star Eyes nawet bardziej przesuwają ciężar gatunkowy z popu na prog, mieszając w odważnym psychodelicznym splocie elementy soulu, jazzu i wspomnianego już rocka. Co jednak bardzo istotne, nowe numery mimo artystowskich aranży wydają się równie lekkie w odbiorze co najjaśniejsze fragmenty kultowego już Imaginal Disk. Znakomite wrażenie robi zwłaszcza mocograjowe Second Sleep zbudowane na quietstormowym fundamencie, z triphopowym bitem pożyczonym od któregoś radiowego hitu lat 90., blueeyedsoulowymi wokalami i sophistipopowym aranżem przełamywanym gdzieniegdzie jednocześnie hałaśliwymi i fantazyjnymi smyczkami. To z całą pewnością nowe otwarcie dla grupy. Witamy z powrotem, Magdalena Bay!



Kurtek Lewski

Frisco ft. JME, Flowdan, JayaHadADream – Owe Me One

To, co bardzo podoba mi się w Owe Me One, to wiele twarzy, pokazywanych na przestrzeni całego utworu. Niekiedy pojawia się podskakujący bas, a innym razem rozlewające się melodyjne sample. Wokalny hook JayaHadADream dopełnia kształt tego pozostającego w głowie kawałka, po którym nie można wyzbyć się poczucia hipnotyzującego dysonansu. O świetnych zwrotkach chyba nawet nie ma sensu mówić, wystarczy spojrzeć na skład. Wyszedł z tego przebój, pod tym względem zero zaskoczeń.

Paweł Szeląg

 

Novelist – Shots

Koniecznie sprawdźcie co Novelist wyczarował na swojej najnowszej epce Audacity. Znajdziecie tam grime w najczystszej postaci. Beaty są tam zredukowane do minimum (osiągające maksimum energii) pozwalają temu genialnemu MC świetnie wybrzmieć. Dla mnie to jedno z lepszych wydawnictw ostatnich miesięcy. Dodatkowo wzbogacone o dwa klasyczne instrumentale! Dla fanów minimalnych perkusjonaliów i prostokątnej fali.

Paweł Szeląg

AUDACITY by Novelist

Nene Heroine – Bowie

Woda, ogień, powietrze i ziemia. Od siły czterech żywiołów wyszli członkowie zespołu Nene Heroine, tworząc swój najnowszy album 4. Swoim czwartym projektem trójmiejski kwartet przypomina, jak potężnym narzędziem ekspresji jest połączenie muzyki z wyrazistą warstwą wizualną. Ton nadał pierwszy singiel, Tokyo. Jego przepiękny teledysk, stworzony we współpracy z Gdańskim Teatrem Szekspirowskim, został zainspirowany opowiadaniem Złoto i srebro japońskiego autora Junichiro Tanizakiego. Dźwięki przeplatają się w nim płynnie z fragmentami prozy, debatującymi nad ceną, którą artyści płacą za tworzenie sztuki.

4 to album z jednej strony dojmująco ciężki, a z drugiej promieniujący przepotężną siłą. Jej ujściem są głównie szalone solówki saksofonisty Petera Stanleya Chestera, Nasz Mocograj, Bowie, idealnie obrazuje połączenie tych przeciwstawnych biegunów. Delikatne, gitarowe intro zostaje brutalnie zburzone przez agresywny, hipnotyzujący główny temat na saksofonie. Kolejne cykle energii i melancholii występują naprzemiennie i stopniowo niwelują swoje różnice, zmierzając do wspólnego, dramatycznego finału.

Jeśli sami chcecie przekonać się o muzycznej potędze żywiołów, będzie na to doskonała okazja również poza anteną 91,6 FM. W ten piątek, 3 października, Nene Heroine wystąpią bowiem razem z zespołem Pink Freud we wrocławskim Centrum Koncertowym A2, w ramach trasy koncertowej Monsters Of Jazz.

Michał Lach

Wiktoria Poniatowska – Mało

Przyszła jesień, a wraz z nią stos potrzebno-niepotrzebnych przemyśleń o tym co wokół.
Spalone szanse idealistycznych chęci zmian rzeczywistości. Zrezygnowane obserwacje otoczenia, które co rusz nas zawodzi.
Pustostany słów w stosach dzieł kultury, z których nic nie wynika, a nawet w konwersacjach, które odtwarzamy jak w pętli.
Wieczny szum otoczenia zamknięty w kilku słowach i spokojnych dźwiękach, a także tembrze głosu naszej wrocławskiej artystki Wiktorii Poniatowskiej.
Wśród tego natłoku treści powstaje niesamowita pustka ostatecznego sedna.

Absolwentka Szkoły Muzyki Nowoczesnej zgrabnie ujmuje problematykę przebodźcowania i nadprodukcji treściowej, która rozgrywa się wokół nas, i z którą każdy z nas mimowolnie się mierzy.
Na łamach kompilacji FASRATⓍ spod egidy Father And Son Records And Tapes odkrywa przed nami miraże swoich odczuć i obserwacji.

Jak odłożyć dziś telefon, żeby nie zniknąć z przestrzeni, w której musimy funkcjonować?
Jak sprawić by czas stanął choć na chwile w tym świecie zdającym się nieprzerwanie biec?
My nie wiemy, Wiktoria chyba też nie, ale jej refleksyjna umiejętność opisywania rzeczywistości współgra z naszą wrażliwością i pozwala nam choć na chwile zamknąć się w odsłuchu tylko jednego utworu, z samym sobą, w intymnym przeżyciu pośród biegu dnia codziennego.

Katarzyna Golec

Kasoil, Ajzeja- Brak

Z Braku tego jednego słowa w języku polskim, który definiowałby paradoks pomiędzy pragnieniem bliskości a strachem przed utratą niezależności Kasoil stworzyła o tym cały utwór. I staje się on Mocograjem tego tygodnia w Radiu LUZ. 

Tętniący bit od Ajzeji z domieszką hip-hopu wprowadza nas w mroczny, niespokojny klimat jak nocny spacer przez opustoszałe miasto. To podróż w głąb chaosu, w którym łatwo się zgubić, ale dużo trudniej odnaleźć. Kasoil w melodyjnych wersach mierzy się z tym napięciem, opowiadając o głodzie emocji w świecie, który nieustannie karmi nas nadmiarem bodźców. A stabilna, bezpieczna relacja wprawia nas w stan zagrożenia.

Nawet okładka singla pokazuje nam artystkę w ruchu – w biegu, który wydaje się nie mieć końca. To symboliczna ucieczka, której stawką jest własna autonomia.

I choć to zarazem dopiero i już drugi singiel zapowiadający nadchodzące EP1, jestem pewna, że po jego przesłuchaniu nigdy nie powiem:

wolałam brak, lepszy był brak

Justyna Kalbarczyk

Dj Billybool ft. LOAM, Eurohead & Varg²™ – Demoner (Nick León Remix)

Nie umiem nazwać tej osobliwej mieszanki emocji, którą czuję, gdy dwóch cenionych przeze mnie artystów, łączy swoje siły i tworzy coś razem. Z jednej strony jest to nieodparta radość, z drugiej ogromne zaskoczenie, a przy tym wszystkim nuta wzruszenia. Szczególnie, gdy współpracujący artyści pochodzą z zupełnie różnych muzycznych światów, do których połączenia, nigdy bym nie przypuszczała, że może dojść.

Szwedzki EDM w ostatnim czasie ma się bardzo dobrze. Nie dziwi, więc fakt, że artysta znany szerszej publice pod pseudonimem Thaiboi Digital, wrócił do swojego pobocznego projektu Dj Billybool i wydał taneczny, klubowy album — DYR. To właśnie z niego pochodzi utwór Demoner. Oprócz Billyboola do jego stworzenia przyłożyli swoją rękę LOAM, Varg²™ i Eurohead. Ten ostatni pomógł w skontaktowaniu się Nicka Leóna i Thaiboia.

Nie ukrywam — reggaetonowa wersja Demoner’a nie była w moim bingo na 2025 rok. Nick León sprawnie połączył rytmy tego słonecznego gatunku, z melodyjnością i skocznością oryginału. W rezultacie otrzymaliśmy utwór, który nosi w sobie namiastkę nostalgii do największych muzycznych hitów sprzed kilku lat. To produkcja, która do tańca porwie zarówno fanów latynoamerykańskich rytmów, jak i tych, którzy miłują się w bardzo szybkim tempie EDM-u.

Maja Michalik

vgtbl.pl – Green Friend

W 2024 roku Franek Warzywa wraz z Młodym Buddą podbili Radio LUZ utworem Sześć Słońc i zajęli zaszczytne czwarte miejsce w 100 Sztosach, a więc w naszym corocznym plebiscycie na najlepsze Mocograje z całego roku. Czy powtórzą ten wynik? A może nawet uplasują się wyżej? Tego jeszcze nie wie nikt, jednak co warto zaznaczyć, to fakt, że wówczas zrobią to pod innym, bardziej światowym, pseudonimem – vgtbl.pl

Taka zmiana wiąże się z tym, że duet zaczął być coraz bardziej rozpoznawalny już nie tylko na rodzimym podwórku. Chłopaki bardzo szybko zyskały uwagę Anthony’ego Fantano, popularnego w Internecie dziennikarza muzycznego, a także muzyka Joosta Kleina. W tym roku natomiast zagrali koncerty na zagranicznych festiwalach: angielskim The Great Escape, słowackim Pohoda Festival oraz czeskim Pop Messe. Przy okazji tego ostatniego dane mi było zobaczyć ich show na żywo. Nie bez przyczyny też mówię tu właśnie o widowisku. Pierwszy raz w życiu widziałam, jak artyści wykonując swoje utwory, unoszą do góry por w geście pochwalnym dla warzyw czy też rzucają po scenie nadgryzionym pomidorem. 

Jednocześnie kolejną zapowiedzią światowości jest najnowszy album duetu: Vegetables Worldwide. Całość to typowy dla Franka Warzywa i Młodego Buddy hyperpop opatrzony zabawnymi tekstami i mnóstwem dobrej zabawy. Coś na zasadzie warzywnej awangardy, której nie trzeba rozumieć, aby się w niej zakochać. Z płyty wyróżniliśmy utwór Green Friend, a więc troskliwą odę do roślinności. To urocza piosenka o zielonych przyjaciołach: kaktusie Bartku, fikusie Iwonie, dracenie Bożenie, monsterze Milenie i alokazji Kacprze.

Paulina Madej

Muskila ft. Aunty Razor — I Am

Muskila już dawno zaznaczył swoją pozycję na scenie muzycznej, a najnowsza EP-ka go w niej utwierdza.

JAH NAM to typowy dla Muskili balans pomiędzy surowością dubu, pulsującym basem, atmosferyczną przestrzennością i arabskim dziedzictwem. Sam określa ją jako bardziej osobistą, introspektywną, choć wciąż ciężką w swojej basowości.

W moim odczuciu jest to właśnie zadziwiająca rytmicznie opowieść o tożsamości i identyfikacji, której punktem kulminacyjnym jest I Am. Już sam tytuł sugeruje pewną afirmację własnego bytu, potęgowaną przez angażujące rytmy, przestrzenne brzmienie i ostry jak żyletka rap. Muskila i Aunty Razor manifestują swoją tożsamość, poprzez łączenie tradycji (aksakowe rytmy, arabskie skale, język joruba) z nowoczesnymi rozwiązaniami.

W wyniku powstało coś, co jest nie tylko niezwykle energiczne, taneczne i porywające, ale też ujmujące, odważne i manifestacyjne.

Zuzanna Kopij