Found to miejsce dla minimalistycznej subtelności i introspekcji, gdzie każdy dźwięk i słowo zdają się szukać światła w ciemności. Z produkcją Kwesa Darko, pełną eterycznych syntezatorów i hipnotyzujących pętli, piosenka tworzy przestrzeń dla karmelowego wokalu John Glacier. Rozciąga ona granice emocji między światłem a ciemnością. W subtelnym tańcu pianina, sampli i pulsujących beatów zaprasza do podróży przez wewnętrzne niepokoje. Zadaje pytania o to, co oznacza „być” i „znaleźć”. To utwór pełen kontrastów: namacalność przeplata się z transcendencją, ból z nadzieją, ciepło z chłodem, delikatność z surowością. Dzięki temu powstała niepowtarzalna przestrzeń do gubienia i odnajdywania siebie. A w Found każda chwila, każdy dźwięk i każde słowo jest zarówno zgubą, jak i odkryciem.
Za oknem listopad. Nie tyle deszczowy, co bezlitośnie chłodny. Tkwiąc w pewnego rodzaju zawieszeniu, ciemnymi popołudniami szukamy odrobiny ciepła. Szczerej konwersacji w dobie ironii. Ta zdaje się ukrywać pomiędzy spokojną, kontemplacyjną elektroniką a czułym, organicznym ambientem, choć brak w niej jakichkolwiek słów. Czyżbyśmy tak dobrze rozumieli się z naszym rozmówcą? George Daniel mówi swoim językiem, a my rezonujemy z każdym słowem. Perkusista i producent The 1975powraca z kolejną nowością. Chlorine, niczym ogień w kominku, niesie ze sobą iskierkę ukojenia, pozwalając na chwilę oddechu. Momentami przywodzi na myśl nocną przejażdżkę samochodem. Dokąd by nie prowadziła, to droga jest najważniejsza i niewykluczone, że odpowiedzi same napłyną w jej trakcie.
Eusexua to stan najsilniejszej euforii. To zatracenie się w tym, co nieuchwytne. Przekraczanie granic ludzkiego poznania. Błoga transcendencja. Słyszalne bicie własnego serca, mimo metafizycznej ucieczki z ciała. To delikatne poczucie własnej fizyczności uległej potędze tego, co rozpływa się w eterze. Moment zjednoczenia się ze wszechświatem. To hipnotyzujący puls, rozwijające się elektroniczne pętle i intymny śpiew FKA twigs. Prostota przechodząca w euforyczną wolność. Czysty, nieograniczony byt. To emocjonalność wyrażona w sposób nie odkryty, a jednocześnie tak bezpośredni i zrozumiały. To zamknięta w minimalistycznej powłoce duchowa głębia, którą trudno w całości pojąć.
I choćbym nie wiem jak bardzo chciała, to nigdy nie znajdę słów, w których zamknę nieuchwytne piękno tego utworu. Eusexua to coś, czego po prostu trzeba doświadczyć.
Każda kolejna współpraca brytyjskiego artysty Fred again.. coraz bardziej przekonuje mnie do stwierdzenia, że nie ma osoby, z którą nie uda mu się dogadać. Jednak przy współpracy z CHIKĄ (której zawdzięczamy sampel i główny motyw) i Andersonem .Paakiem ciężko mówić o zwykłym dogadaniu się. Artyści w places to be niczym perpetuum mobile zarażają się nawzajem energią, tworząc idealną zapowiedź kolejnego albumu Freda, jak i nadchodzącego słonecznego lata.
It just makes you wanna get up and bust a motherfuckin’ move
places to be po brzegi wypełnione jest kreatywną chemią i świetnym nastrojem muzycznych współpracowników. Anderson, od dawna znany z talentu na perkusji, oprócz rytmu nagrywanego na żywo, popisuje się skocznymi rapowymi wersami (jego flow przypomina mi trochę RNP z Cordae) prezentowanymi z charakterystyczną słoneczną lekkością. Fred natomiast, z nowo odkrytym źródłem inspiracji od czasu przeprowadzki, dodaje trackowi wyjątkowej świeżości produkcyjnej, łącząc nietypowe nagraniowe feedback loop’y i szybkie techniki klawiszowe z house’owym bouncem, z którego jest już dobrze znany na naszej antenie. Co daje to połączenie? Idealny hymn lata, do którego jeszcze nie raz będziemy się bawić na imprezach! Kto wie, może też którejś z naszych…
Najnowszy utwór Fred again.. na pewno ma jedno place to be — na naszych słuchawkach i antenie Radia LUZ jako mocograj!
Minęło pięć lat od ostatniego solowego albumu Roberta Piernikowskiego. Najnowsza płyta Beyond Echo of Time to złożona z 13 kompozycji spójność oparta na rozszalałych syntezatorach. Lekkie, spacerujące progresje i arpeggia łączą się z podniosłymi basami, tworząc polifoniczne i często polirytmiczne całości. Słuchając tego albumu od początku do końca, zauważymy, że ciąg utworów pozostaje nieprzerwany. Dzięki temu powstała niby jedna, wielka (bo ponad 50-minutowa) kompozycja.
Album ten przepełniony jest współgrającymi kontrastami, które wyznaczają footworkowe rytmy. Tworzą one też zupełnie różne nastroje, od tajemniczego i mrocznego przez melancholijny po euforyczny. Wybitne zmiksowanie objawia się w tym, że mimo gęstości najrozmaitszych elementów ani na moment nie słyszymy chaosu. Piernikowski nad wszystkim panuje.
Labyrinth to idealnie wyważona mieszanka tego, co wysokie i piskliwe, oraz tego, co głębokie i w niskich rejestrach. To zabawa rytmem, a także samą melodią, która skacze między kanałami stereofonicznymi. To labirynt zbudowany ze ścian pokrytych mozaiką z kamyków o różnych barwach i fakturach. Tylko co znajduje się na jego końcu?
Lost Girls to duet z Norwegii w składzie z Jenny Hval i Håvardem Voldenem. 20 października wydali swój drugi album LP Selvutsletter w wytwórni Smalltown Supersound z Oslo. Jeśli wolisz krystalicznie czyste dźwięki i nieskazitelnie dopracowane brzmienia, to Lost Girls nie spełni Twoich wymagań, ponieważ jest to zespół, który nie daje się wciągać w perfekcjonizm. Dzięki temu ich produkcje są bogate w szczegóły i przesiąknięte życiem.
Timed Intervals otwiera nową płytę duetu, która w całości jest eksperymentalna, elektroniczna, krautrockowa, avant-popowa i bardzo skandynawska. Utwór od razu zatrzymuje słuchacza nieregularną rytmiką i oddaje klimat procesu twórczego – półsennej improwizacji.
Jenny Hval, piosenkarka, autorka tekstów i pisarka, producentka i nieskrywana feministka rozpoczyna album opowieścią o obserwowaniu choreografii życia na terminalu lotniska. Zastanawia się, czy świat nie chce żebyśmy się przytulali, skoro ludzie na siebie nie wpadają? Swoim wokalem zakrzywia mi trochę interwały czasowe.
Ich muzyka migocze gdzieś pomiędzy klubowymi bitami a improwizacjami na gitarze. Między słowem mówionym a melodyjnym wokalem, niczym wyrwanym ze snu. Lost Girls w składzie zJenny Hval i Håvardem Voldenem to nazwa zespołu z Norwegii, któremu tym razem poświęcamy pasmo Artysta Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.
Lost Girls (Jenny Hval Håvard Volden), fot. Signe Fuglesteg Luksengard
To muzyka, której najlepiej się słucha wieczorem we własnym pokoju lub u przyjaciela czy przyjaciółki na chacie, siedząc na dywanie i głaszcząc psa. Jenny Hval i jej długoletni muzyczny kompan, Håvard Volden tworzą muzykę w długich ciągach improwizacji, często wyrywani pomysłem ze snu. Praca Hval rozpoczyna się półsennym, luźnym wokalem do czegoś – jak sama nazwała – dziwnego, co wysłał jej Volden. „Oboje nagrywamy zanim wiemy, co tak naprawdę robimy”.
W efekcie powstają utwory przesiąknięte liryką, feminizmem i zmysłowością, zapraszające słuchaczy do ukrytego pokoju, w którym Lost Girls meandruje w procesie artystycznym. Niedokończony i surowy klimat ich muzyki jest doskonały.
With the other hand to tytuł ich nowego singla, który zapowiada drugi album Lost Girls wydany przez niezależną wytwórnię z Oslo, Smalltown Supersound. Selvutsletter ukaże się już 20 października. Zespół zapowiedział ich najnowsze wydawnictwo jako „znikanie w doświadczeniach”. „Znikanie” pojawia się także w tytule albumu, otóż Selvutsletter jest wymyślonym norweskim słowem, neologizmem, którego dosłowne tłumaczenie to „samowymazywacz”. Jest to ktoś, kto sam siebie usuwa z drogi, zaciera. Płyta połączy w sobie intuicyjną i senną atmosferę starszych utworów duetu z eksperymentem i muzyką rockową jako bazą.
Współpraca Jenny Hval i Håvarda Voldena, tworzących Lost Girls sięga ponad dekady wstecz. W 2012 roku wydali oni swój pierwszy, akustyczny album pod pseudonimem Nude on Sand. Zamiast wskrzeszać poprzedni zespół, zdecydowali się na nowy początek dla swojej EP-ki Feelingz 2018 roku. Ich pierwszy długogrający krążek Menneskekollektivet sprzed dwóch lat, został uznany za jedno z najlepszych wydawnictw roku przez Pitchfork, The FADER, Brooklyn Vegan, czy wiele innych magazynów muzycznych.
Na Menneskekollektivet teksty zajmują szczególne miejsce, jak zresztą we wszystkich dziełach z udziałem Hval. Tym razem artystka czuła, że nie jest w stanie napisać dla tej muzyki niczego, co naprawdę miałoby znaczenie i postanowiła nie zamykać się na śpiew. Na płycie czasem po prostu mówi do mikrofonu, czasem znajduje rymy lub frazy muzyczne, a czasem brzmi niczym oprogramowany bot. Możliwe, że w swojej praktyce artystycznej Jenny Hval wciąż eksploruje muzyczne rejony, które tworzy, jednak nigdy nie brzmi jakby była w nich zagubioną dziewczyną. Wręcz odwrotnie, jej praca sprawia, że wszystkie lost girls czują się widziane.
Proces twórczy Jenny Hval w duecie z Voldenem jest bardzo zaskakujący, ponieważ solowo ta artystka jest brutalnie krytyczna wobec własnej twórczości i edytuje ją jak szalony rzeźnik… Połowa duetu Lost Girls, to wokalistka, której cały artystyczny wyraz jest niezwykle złożony. W swojej twórczości splata muzykę, literaturę oraz sztuki performatywne i wizualne. Jest prawdziwą norweską awangardzistką, a jej teksty to poetyckie dzieła. Hval wydała aż osiem albumów solowych, dwa pod pseudonimem Rockettothesky i sześć pod własnym nazwiskiem. Konsekwentnie poszerza granice samej siebie, a jej ciekawość świata pozostaje nieograniczona, od anarchizmu i porno po religię i komedie romantyczne.
Zgubione Dziewczyny to także gitarzysta eksperymentalny, poruszający się pomiędzy swobodną improwizacją, sztuką dźwięku i muzyką rockową – Håvard Volden. Ten 43-letni gitarzysta współpracuje z Hval od 2008 roku, jest także w składzie instrumentalnego noise-rock-jazzowego zespołu Moon Relay. Ma również kilka innych działających projektów, takich jak szwedzko-norweskie trio elektroakustyczne Muddersten i duet z włoskim perkusistą Carlo Costą. Wydał dwa solowe albumy.
Pierwszy singiel, zapowiadający nowe wydawnictwo Lost Girls to With the other hand, który zaczyna się jak medytacja z przewodniczką. Gdy Hval hipnotyzuje nas, byśmy skoncentrowali się na nieznanym świetle i dźwięku, nagłe klaskanie w dłonie przekształca piosenkę z powolnego utworu w taneczny. Najnowszy singiel Ruins zwiększa apetyt na nadchodzącą premierę. Powstawanie utworu Jenny Hval opowiedziała w wywiadzie:
Håvard wysłał mi tę długą, cudowną i kalejdoskopową linię basu i perkusji i nie miałam pojęcia co z tym zrobić. Czułem, że to zbyt trudny materiał, by próbować się z nim zmierzyć i jakoś z nim oswoić. Zaczęłam improwizować głosem do tej muzyki, nieco modyfikując jej części, a utwór zaczął przypominać zagubienie w mieście nocą lub na cmentarzu. Chodzenie w kółko, może bieganie, może ukrywanie się… Po chwili improwizacji zdałam sobie sprawę, że śpiewam o tym rodzaju ruchu (zespołowego), który w latach 90-tych towarzyszył mi, gdy po raz pierwszy zaczęłam grać z innymi ludźmi. Ruins jest o praktyce odkrywania, byciu młodym i zagubionym oraz poczuciu, że jest się blisko czegoś pierwotnego i magicznego.
Audioriver powraca do Płocka po raz szesnasty! Będzie to edycja skoncentrowana na dobrej zabawie jak i na wartościach, które od lat krzepi to święto muzyki elektronicznej. W lineupie ponad 140 artystek i artystów, od acid techno, po szybkie jak błyskawica selekcje Mandidextrous i Samurai Breaks.
Pulse, Impact, Studio, Circus, Kosmos i MAIN – to nazwy sześciu scen na tegorocznym festiwalu Audioriver. Trzydniowe święto muzyki elektronicznej rozpocznie się już w piątek, 28 lipca. Od 16 lat Audioriver odbywa się we wspaniałym nadrzecznym Płocku, który podczas imprezy niemal w całości tętni festiwalowym życiem, a przez cały rok przyciąga turystów urokliwą starówką i pięknymi okolicznościami przyrody.Główna część Audioriver, obejmująca piątkową i sobotnią noc, odbywa się na pięknej nadwiślańskiej plaży, nad którą wznosi się Wzgórze Tumskie i popularna wśród mieszkańców i turystów skarpa, oblegana także podczas koncertów Audioriver na Scenie Głównej. Od 2014 roku kulminacją festiwalu jest Sun/Day, czyli trzeci dzień Audioriver, który poza pierwszą edycją odbywa się w pięknym parku pomiędzy ulicami Mostową i Rybaki. W niedzielne popołudnie zamienia się on w rajski ogród pełen kolorów, dekoracji i ciepłych dźwięków muzyki tanecznej.
Swoją obecność w tym roku na plaży w Płocku potwierdziły takie tuzy jak Moderat, DJTennis czy Shygirl, a oprócz niesamowicie bogatego lineupu, naszą ciekawość rozbudza fakt, że płocka impreza się zmienia, by nieustannie dostarczać najwyższej jakości przeżyć. Nadchodząca edycja Audiorivera ma być tego wyraźnym dowodem. Can’t wait!
Co ważne, Audioriver to od lat festiwal mocno zaangażowany społecznie – jego partnerami były m.in. takie organizacje, jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja SEXED.PL, Fundacja Edukacji Społecznej, Fundacja Kultury Bez Barier czy Kampania Przeciw Homofobii.
Za nami 15 edycji festiwalu oraz tona emocji i doświadczeń, które mogliśmy dzielić z najwspanialszą publicznością. Zawsze powtarzamy, że magia Audioriver to ich zasługa. Bardzo im za to dziękujemy i już dzisiaj zapraszamy wszystkich do wspólnego świętowania w dniach 28-30 lipca 2023 roku. Nasz zespół czeka wiele wyzwań – rok 2022 był jednym z najtrudniejszych, bowiem festiwal powrócił do Płocka po dwóch pandemicznych latach, a nasze 15. urodziny mocno utrudniły warunki pogodowe. Po każdej edycji wyciągamy wnioski i przystępujemy do przygotowań z mocnymi celami. Pracujemy nad nowymi projektami aranżacji terenu i już teraz możemy zapowiedzieć, że festiwal jeszcze bardziej zmieni się pod względem wizualnym. Program artystyczny będzie równie ciekawy i różnorodny, a dodatkowo planujemy jeszcze więcej aktywności pozamuzycznych, do którego zaangażujemy osoby reprezentujące świat kultury i ważne projekty społeczne. Audioriver to nie tylko zabawa, ale przede wszystkim wartości, którymi kierujemy się od samego początku – równość, wolność wyrażania siebie i wzajemny szacunek. Przygotowania do festiwalu ruszają pełną parą i już odliczamy dni do spotkania z publicznością w przyszłym roku.
– mówi Piotr Orlicz-Rabiega, organizator Audioriver.
Trzy dekady na scenie, a na próżno szukać ich słabszych momentów. The Chemical Brother nie spuszczają z tonu, ale czego innego mogliśmy spodziewać się od zespołu, który definiował kształt muzyki elektronicznej. No Reason to najnowszy singiel duetu, który już od pierwszych dźwięków basu wprowadza w słoneczny, festiwalowo-wakacyjny nastrój. Dodatkowo kaskadowa melodia, lekko kwasowy riff i wibrujący werbel sprawiają, że czas, w którym przyszło nam wyczekiwać na na nowy kawałek Brytyjczyków, jest całkowicie zrekompensowany.
Warto zwrócić uwagę na surrealistyczny klip w reżyserii Smith &Lyall, w którym za choreografię i taniec odpowiada formacja z Gecko Theatre. Za masteringiem w jakości Dolby Atmos stoi Giles Martin, a wszystko miało miejsce w znanym na całym świecie studiu przy Abbey Road. Utwór na pewno poruszy niejedno ciało stałe do bujania, a będzie na to okazja w sierpniu, ponieważ duet pojawi się na FEST Festival w Chorzowie!
Nowy album Caroline Polachek przez jakiś czas owiany był sporą dawką tajemnicy. Kiedy półtora roku temu po raz pierwszy usłyszałem Bunny Is A Rider, moja ciekawość zaostrzyła się niemalże natychmiast. Nie inaczej było w przypadku każdegokolejnegosingla, które często wybrzmiewały na antenie Radia LUZ w formie mocograjów. Po długo wyczekiwanej, walentynkowej premierze Desire, I Want To Turn Into You, do ich grona dołącza kolejny kawałek.
Fly To You, bo taki nosi tytuł, jest utworem wyjątkowym. To pierwsza kolaboracja w katalogu artystki. Do współpracy Polachek zaprosiła Grimes oraz Dido, o czym wypowiedziała się w mediach społecznościowych, wyrażając swój podziw dla obu wokalistek. Sporo tu lekkich, elektronicznych bitów w stylu drum ’n’ bass, a towarzyszące im nostalgiczne melodie doskonale łączą się z głosami całej trójki. Swoim nowym collabem, artystka serwuje nam nostalgiczną podróż, której każdy przystanek warty jest dłuższego postoju celem podziwiania jej sonicznych krajobrazów.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.