Archiwum

Zbiórka Café Równik osiągnęła cel, który… nie ma końca

W lipcu Cafe Równik stała się celem ataku wandali. Miejsce, które na co dzień daje zatrudnienie osobom z niepełnosprawnościami, teraz samo potrzebuje pomocy. Kiedy pracownicy przebywali na turnusie, nie myśleli nawet, co może się jednocześnie dziać przy Jedności Narodowej.

 

„Nie wiemy, kto to zrobił, ale nie pierwszy raz mieliśmy takie incydenty. To mogło być spowodowane nienawiścią do naszej społeczności” – mówił Radiu LUZ  Piotr Lewandowski, jeden z pracowników kawiarni.

 

fot. Antonina Hejno

 

Zbiórkę na pokrycie szkód założył Patryk HarapinFundacji Umbrella, którego zaskoczyło tempo, w jakim udało się osiągnąć pierwszy cel. „Żle się mówi człowiek-człowiekowi wilkiem, ale może to dobrze, bo wilki nigdy nie zostawiają swoich” – mówi inicjator akcji.

 

Odzew był spory, a kwota docelowa jest ciągle podnoszona. Początkowe 15 tysięcy złotych (zbierane na parasole) zmieniło się w 40 tys., a następnie 45 tys., wywołując tym samym kontrowersje wśród internautów. W opisie czytamy, że pieniądze mają być teraz przeznaczone na nową pralkę, baterie do zlewu, czy przenośny ekspres do kawy.

tekst i zdjęcia: Antonina Hejno, redakcja: Jakub Dworzecki

Radio LUZ zostaje z Wami na kolejne 10 lat! KRRiT podjęła decyzję

To już oficjalne – Akademickie Radio LUZ  będzie nadawać przez kolejną dekadę. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozstrzygnęła konkurs na nadawanie akademickiego programu radiowego we Wrocławiu, przyznając koncesję dotychczasowemu nadawcy, czyli Politechnice Wrocławskiej.

 

To ważna wiadomość dla całej LUZ-owej społeczności. Decyzja KRRiT oznacza, że przez kolejne dziesięć lat będziecie mogli słuchać audycji tworzonych przez studentów, absolwentów i pasjonatów radia, którzy od ponad dwóch dekad kreują wyjątkowy charakter Waszej rozgłośni.

Przygotowując koncepcję programową na następne lata, przyjrzeliśmy się temu, jak zmieniły się środowisko akademickie, sposób korzystania z mediów oraz oczekiwania słuchaczy. Zachowaliśmy wszystko to, co od lat wyróżnia Akademickie Radio LUZ – otwartość, niezależność, promocję kultury, ambitnej muzyki i życia akademickiego – jednocześnie rozwijając program tak, by jeszcze lepiej odpowiadał współczesnym potrzebom.

Dziękujemy wszystkim, którzy przez ostatnie miesiące trzymali za nas kciuki i wspierali nas dobrym słowem. Przed nami kolejne dziesięć* lat audycji tworzonych przez studentów, absolwentów i pasjonatów radia. Do usłyszenia na 91,6 FM oraz online. Do usłyszenia!

*jak nie więcej 😉

Miesiąc Dumy za nami, ale równość nie kończy się w czerwcu

Przez Wrocław przeszedł już Marsz Równości, kolorowe flagi zniknęły z ulic, a kalendarz wydarzeń związanych z Miesiącem Dumy przestał pękać w szwach. Czerwiec był czasem debat, spotkań, warsztatów i rozmów o prawach człowieka. To jednak tylko jeden miesiąc w roku. Najważniejsze pytanie brzmi – co dzieje się przez pozostałe jedenaście?

 

Miasteczko Równości przyciąga co roku tysiące uczestników, ale prawdziwym sprawdzianem dla polityki równości jest codzienność. Jak wygląda dostępność usług dla osób z niepełnosprawnościami? W jaki sposób urząd wspiera migrantów i migrantki? Czy instytucje publiczne potrafią odpowiadać na potrzeby osób LGBTQ+, seniorów lub osób zagrożonych wykluczeniem? Alina Szeptycka z Departamentu Różnorodności Społecznej Urzędu Miejskiego Wrocławia przekonywała słuchaczy Akademickiego Radia LUZ, że działania na rzecz równego traktowania nie ograniczają się do organizacji wydarzeń:

Zaczynamy od siebie, czyli robimy szereg szkoleń […] dotyczących dostępności samego urzędu […]. Dbamy o to, żeby wszystkie nasze usługi były dostępne – czy to dla osób z niepełnosprawnościami, czy dla tych, dla których język polski nie jest pierwszym językiem, ale także dla osób LGBTQ+ […]. Ale druga rzecz, to kwestia edukowania o równym traktowaniu, o równości, o włączaniu osób w nasze życie społeczne – dodaje urzędniczka.

Posłuchaj całej rozmowy Michała Nawirskiego, Mateusza Soszyńskiego i Dominiki Tatuch z szefową Biura ds. Równego Traktowania we Wrocławiu:

 

Studenci a prawa człowieka

Podobne wyzwania stoją przed uczelniami. W końcu to właśnie tu spotykają się ludzie o różnych doświadczeniach, pochodzeniu i tożsamościach. Na Politechnice Wrocławskiej od kilku lat rozwijany jest Plan Równości oraz Równa PWr. – To nie tylko hasła zapisane w dokumentach, ale konkretne rozwiązania – deklaruje w naszym studiu Prorektorka ds. Rozwoju i Integracji Wspólnoty PWr:

 

Na przykład nakładka dla osób w procesie tranzycji, która może zmienić widoczne imię i dopasować nazwisko… Ale najistotniejsze jest to, że zaczęliśmy rozmawiać o tym publicznie, wewnątrz społeczności uczelni. I o to nam najbardziej chodzi. Żeby wszystkie osoby czuły się po prostu normalnie w swoim środowisku pracy i nauki – przekonuje prof. Karolina Jaklewicz z Politechniki Wrocławskiej.

 

Kultura równości

Równie ważną rolę odgrywają w mieście instytucje kultury. Miejska Biblioteka Publiczna po raz kolejny włączyła się w obchody Miesiąca Dumy, organizując spotkania autorskie, warsztaty, dyskusje i wydarzenia edukacyjne. Jednak – projekt Równoteka. Biblioteka dla Różnorodności i Włączania ma sprawić, że rozmowy o równości będą obecne przez cały rok, a mieszkańcy sami mogą proponować i współtworzyć program wydarzeń.

 

Myślę, że nieco zaskakująca może być burleska w bibliotece. Mamy już takie zgłoszenie, ale nie będzie to typowy pokaz burleski, tylko rozmowa o tym, jak ta sztuka może włączać różne osoby. Myślę, że to też cenna pogadanka, żeby różne osoby mogły zobaczyć coś więcej niż show – dodaje Mateusz Nowakowski z Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu.

 

tekst: Jakub Dworzecki

zdjęcia: Wrocław Miasto Równości, Równa Politechnika Wrocławska / Facebook

Man/Woman/Chainsaw – Get Up and Dance

Brytyjska scena gitarowa od około 10 lat przeżywa wyjątkowo ciekawy moment. Po sukcesach Black Country, New Road, Black Midi czy Squid pojawiło się całe pokolenie zespołów, które przestało traktować rock jako zbiór sztywnych reguł. Jednym z nich jest Man/Woman/Chainsaw – londyński kolektyw, który zaledwie kilka lat temu wyrósł z młodzieżowej sceny DIY, a dziś coraz śmielej zaznacza swoją obecność wśród najważniejszych nowych nazw brytyjskiej alternatywy. Debiutancka EP-ka Eazy Peazy pokazała zespół zakochany jednocześnie w post-punku, chamber popie i hałaśliwym art rocku. To właśnie ta nieoczywista mieszanka sprawiła, że wielu krytyków zaczęło stawiać ich obok najbardziej ekscytujących gitarowych debiutów ostatnich lat.

Najnowszy singiel Get Up and Dance zapowiada debiutancki album Cannonball. Już sam tytuł sugeruje przebojowość, ale zespół bardzo szybko pokazuje, że nie interesuje go pisanie prostych tanecznych piosenek. To utwór, który bawi się oczekiwaniami słuchacza. Zaczyna się niepozornie, niemal delikatnie, by z każdą kolejną minutą coraz mocniej zagęszczać atmosferę. Wokal prowadzi narrację z pozornym spokojem, podczas gdy pod powierzchnią cały czas narasta napięcie. 

Największą siłą utworu pozostaje jednak aranżacja. W tej popowo-alternatywnej formie zastosowanie budujących napięcie i przyspieszających instrumentów smyczkowych zwieńczone mocniejszym uderzeniem gitary, perkusji i wokalu przywodzi na myśl wczesne Black Country, New Road i jest dowodem na wyjątkowe umiejętności kompozytorskie tej grupy. Smyczki nie pełnią tutaj funkcji ozdobnika. Są pełnoprawnym instrumentem rytmicznym, który prowadzi kompozycję i nadaje jej dramatyzm. Gdy w finale dołączają przesterowane gitary, wszystko układa się w niezwykle naturalną kulminację. Nie ma tu ani jednego elementu, który sprawiałby wrażenie dopisanego na siłę.

To właśnie umiejętność budowania napięcia wydaje się dziś największym atutem Man/Woman/Chainsaw. Zamiast zasypywać słuchacza kolejnymi pomysłami, zespół cierpliwie rozwija motywy, pozwalając im wybrzmieć we właściwym momencie. Recenzenci od dawna zwracają uwagę, że grupa znakomicie odnajduje się na granicy piękna i kontrolowanego chaosu. Get Up and Dance tylko tę opinię potwierdza.

Singiel promuje album Cannonball, który ukaże się 7 sierpnia. Jeżeli pozostałe kompozycje utrzymają poziom singli Nosedive, Goddamn, Lizard Man! i właśnie Get Up and Dance, Man/Woman/Chainsaw mogą bardzo szybko dołączyć do grona zespołów wyznaczających kierunek rozwoju brytyjskiej alternatywy. Patrząc na tempo, w jakim dojrzewa ich sposób komponowania, trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami początku historii, o której za kilka lat będzie mówiło się znacznie głośniej niż dziś.

 

Piotr Sekuła

Zdobyła gwiazdkę Michelin i… doktorat na PWr. „W kuchni też jest dużo fizyki” [ROZMOWA]

Jeszcze kilka lat temu liczyła straty ciepła na Politechnice Wrocławskiej. Dziś liczy rezerwacje do jednej z topowych restauracji w Polsce. I choć właśnie – jako pierwsza kobieta w Polsce – zdobyła gwiazdkę Michelin, Beata Śniechowska ani przez moment nie brzmi jak ktoś, kto polował na sukces.

 

„Ja nie pracuję, żeby mieć jakieś nagrody” – mówi w rozmowie z Radiem LUZ. I chyba właśnie dlatego dostała swoją *gwiazdkę*.

Doktorat, fizyka i karmelizacja mięsa

Tak, dobrze czytacie. Zanim powstała BABA, była Politechnika Wrocławska, doktorat z wymiany ciepła i kariera naukowa, która świetnie się rozwijała. Problem w tym, że… nie była jej światem. Beata Śniechowska opowiada nam, jak zaufała sobie i na całego zaczęła gotować. Choć brzmi to jak zawodowy zwrot o 180 stopni, sama twierdzi, że fizyka i chemia… nadal siedzą w kuchni. Dosłownie.

„Fajnie nie tylko czuć, ale wiedzieć też dlaczego mięso się karmelizuje” – przyznaje w rozmowie przed naszym mikrofonem.

Michelin? Nie zwariujmy

Nie ma tu opowieści o obsesyjnym gonieniu za *gwiazdką*. Jest za to dużo o jakości, zespole i… luzie. BABA już wcześniej dostała odznaczenie Bib Gourmand w popularnym przewodniku, które wyróżnienia miejsca ze świetnym jedzeniem w przystępnej cenie. I jak przyznaje sama chef’owa – „takie miejsca kocha odwiedzać prywatnie”.

„Najczęściej ląduję w Bibie, bo tam jest naprawdę świetna atmosfera i czujesz ten luz, który ja kocham” – dodaje na koniec Śniechowska.

Całej rozmowy Kuby Dworzeckiego z najlepszą szefową kuchni w Polsce posłuchacie poniżej:

 

tekst: Kuba Dworzecki, fot. Beata Śniechowska

Wrocław zdominował polską gastronomię. Mamy pierwszą kobietę „z gwiazdką”

Do niedawna we wrocławskich restauracjach nie oczekiwaliśmy rewelacji. Od tego czasu wiele się zmieniło, a gastronomia w naszym mieście nie ma się najgorzej.

​Już w zeszłym roku Wrocław został doceniony przez przewodniki Michelin i Gault Millau, a w mieście pojawiało się coraz więcej restauracji na poziomie. 2026 rok przebija jednak wszystkie poprzednie. Ogłoszono właśnie aktualizację czerwonego przewodnika, w którym dwa lokale ze stolicy Dolnego Śląska otrzymały po jednej gwiazdce. To BABA i Most.

Pierwsza została wyróżniona za nowoczesne podejście do polskiej kuchni. To miejsce prowadzi Beata Śniechowska, która tym samym stała się pierwszą kobietą w Polsce z tym gwiazdką Michelin:

„Ja w ogóle kocham kluski, kotlety, pierogi, więc mogę je go gotować i reinterpretować na okrągło. Ale przede wszystkim chciałam podziękować za to ogromne wyróżnienie dla modern bistro – że takie rzeczy się zdarzają miejscom bez utraty DNA” – dodała ze sceny Śniechowska.

 

Z kolei restauracja Most, kierowana przez Łukasza Budzika, została doceniona za kreatywne i minimalistyczne menu. W tym przypadku to też nagroda za lata pracy i zbierania doświadczenia. Chef’a Budzika zdążyliśmy już dobrze poznać – to chociażby zdobywca pierwszego Kulinarnego Grand Prix Wrocławia.

„Co mnie napędza? Energia atomowa, która jest gdzieś tam w środku” – żartował na scenie Łukasz Budzik. „Chyba poczucie celu i to, że kochamy to, co robimy. Mówię za cały nasz zespół, któremu chcę przede wszystkim podziękować. Bo to jest moja siła. Napędza mnie każdy dobry serwis, każdy uśmiech i po prostu dobra energia. Życzę wszystkim, żeby mieli tak dobry humor jak ja w tym momencie” – dodał już na poważnie świeżoupieczony *gwiazdowicz*.

 

To jednak nie koniec sukcesów. Trzy wrocławskie restauracje – IDA Kuchnia i Wino, Pijalni oraz Tarasowa – zdobyły wyróżnienie Bib Gourmand za wysoką jakość w przystępnej cenie. Łącznie w tegorocznym przewodniku znalazło się aż 28 restauracji z Wrocławia i 6 z Dolnego Śląska. Wyróżnienia trafiłym.in. do lokali z Wałbrzycha i okolic Kotliny Kłodzkiej.

tekst: Jakub Dworzecki, red. Agnieszka Traczyk,

fot. YouTube: „MICHELIN Guide Ceremony Poland 2026”, Facebook

MŁODY DZBAN – JACKASS

Młody Dzban lubi czasem sobie pójść na ryby nad Oławkę, albo zakisić ogóra. W międzyczasie wydaje muze, ciągle siedząc w undzie, bo nigdy nie miał aspiracji do sprzedania swojego zadu.

Przedstawianie profilu tekstów Dzbana trochę mija się z celem, bo może on pisać właściwie o wszystkim. Ma niesamowitą zdolność do pointowania, przez co jego teksty są często abstrakcyjne i zabawne. I choć na jego trackach jest gruba warstwa ironii to pod nią chowa się sporo aktualnych przekmin dotyczących otaczającego świata, kraju, ludzi i też sporo głębokich emocji.

To zestawienie ironii z byciem obserwatorem stanowi styl nie do podrobienia, którego lepiej doświadczyć na własne uszy, bo po pierwszym odsłuchu wyłapiecie o czym tu piszę.

Katarzyna Golec

Opiat, The Phantom & Karol Guaguo – UKOYENIE & RELAX

Opiat nigdy nie mógł zdecydować się jaką zajawkę wybrać, trudno było mu również skupić się na mieszkaniu w jednym mieście. Była jednak zawsze jedna stała – w miejscu, w którym mieszkał był pokój, w którym urządzał mini studio, a ostatecznie, ze wszystkich miejsc, w których mieszkał wrócił do Wrocławia.

We Wrocławskim undzie wydał kilkanaście płyt, a teraz (skoro już o undzie mowa, tylko tym razem mowa o tej gdyńskiej) ostatnio z Karolem Guaguo, w związku z ich wspólną pasją, ugotowali Chitynowy Swag. To krążek idealny na nadchodzące co raz gorętsze dni.

Rozwalcie nogi na skrzynce pełnej towaru i poczęstujcie się trochę, bo jak to opisali chłopaki jeśli to czytasz jesteś już zamieszany.

Katarzyna Golec

“Patchworki, puzzle i potworki, czyli mieszkania we Wrocławiu” – spacer z Joanna Wicherską

Podczas licznych spacerów odkryłam zupełnie inne miejsca, które jeszcze lepiej pokazują, jak wyjątkowe są wrocławskie mieszkania i domy. Osiedle na Sępolnie układające się w kształt orła, słynne “sedesowce”, trzonolinowiec, galeriowce, blok-okręt na Psim Polu i oczywiście wspaniałe kamienice – to tak naprawdę kropla w morzu dachów unoszących się nad miastem. Zabiorę Was w podróż do miejsc nieco wyrwanych z kontekstu.

 

Domy w pigułce

Historia mieszkalnictwa we Wrocławiu tak naprawdę rozpoczyna się we wczesnym średniowieczu. Linię miejskiego horyzontu kształtowały dachy chłopskich chat oraz zamki i klasztory. Renesans ożywił barwami miejską tkankę, kolorując kamieniczki. Najwięcej zmian przyniosła rewolucja przemysłowa, która postawiła kamienice czynszowe i murowane domy na przedmieściach. Początek XX wieku to prawdziwa uczta dla oczu; fikuśne secesyjne zdobienia zmieniły się w gładkie i pragmatyczne bryły modernistycznych willi i kamienic robotniczych. “Bohaterowie” tego tekstu powstali między 1920 a 1980 rokiem ubiegłego wieku. 

Chaotyczną odbudowę po II wojnie światowej charakteryzowały m.in. kilkupiętrowe bloki bez wind, i proste kamienice bez zbędnych ozdób. Kolejne dekady wynosiły budynki na wyższe piętra w dobie postmodernizmu i socrealizmu; “wielka płyta”, osiedla wieżowców ciągnących się jak Mur Chiński i abstrakcja lat 90’. Współczesność nie może się zdecydować, czy bardziej jej zależy na nowoczesnym “dizajnie”, czy na powrocie do korzeni poprzez odnawianie kamienic? Stawiać na naturę czy na prestiż? Deweloperski chów klatkowy ma się całkiem dobrze, ale na szczęście wciąż we Wrocławiu są miejsca, w których można się poczuć jak w domu. 

Wrocławskie Notting Hill

Przypomnijcie sobie ten moment, kiedy chwyciliście w ręce kolorowe kredki i narysowaliście swój wymarzony domek. Koniecznie z okienkiem i płotkiem, po którym mógłby spacerować kot. A z okien, zamykanych kolorowymi okiennicami, wychylały się doniczki z kwiatami. Dachówki były ogniście czerwone, a ściany zamiast nudnej bieli pokrywały się różami, zieleniami, błękitami i żółcieniem. A co jeśli Wam powiem, że Wasze dzieła istnieją naprawdę? Ulicę Kamieniecką odkryłam przypadkiem, wybierając się na rowerową przejażdżkę. Ukryta w ciszy Tarnogaju przypomina ilustrację z książki Astrid Lindgren. Malutkie domki w różnych kolorach z niewielkimi ogródkami z tyłu były bardzo nowoczesne, jak na swój czas. Wybudowane w latach 1919-1930 osiedle łączyło funkcje wiejskiego domu z mieszkaniem w mieście. Ponadto posiadały kanalizację i bieżącą wodę, a także strych i piwnicę – idealne połączenie tradycji i nowoczesności. Urokliwa uliczka sprawia wrażenie, jakby istniała poza miejskim zgiełkiem. Pomimo sąsiedztwa pętli autobusowo-tramwajowej, bliskość ogródków działkowych i drzew pobliskiego skweru doskonale wycisza. Kolorowy sznur domków poprzedza zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Stefana. Zatem mieliśmy Notting Hill, zanim stało się modne.

Swojska chińszczyzna

Wrocław dynamicznie się rozwijał. Mimo konieczności szybkiego zagęszczania architektury inżynierowie nie chcieli rezygnować z ciekawych form i nietypowych rozwiązań. Dzięki jednej z takich wizji powstały niezwykłe domki zwane…chińskimi, i choć mają rodowód wiejski, stanowią wspaniały przykład wrocławskiego modernizmu. 36 bliźniaczych domów o konstrukcji szkutniczej to dzieło Ernsta Maya. Wybudowane dla robotników rolnych w latach 20. XX wieku do dziś zdobią ulicę Strączkową na Ołtaszynie, choć w okrojonej liczbie. Domki charakteryzują się wysokimi dachami, poziomymi oknami i małymi ogródkami, a od kilkunastu lat mają także swojego krasnoludka, który zaprasza w baśniową okolicę. 

Dom Czarownicy

Są takie miejsca, w których można poczuć dreszczyk emocji. Wielbiciele horrorów i fantasy powinni koniecznie odwiedzić dom nr 10 przy ul. Jana Ostroroga na Oporowie. Ogromny budynek z ciemnego drewna o nietypowym rozmieszczeniu okien chowa się między upiornymi gałęziami drzew. Wyłania się zza rogu i wprowadza nutkę niepokoju. Jeśli jednak uważacie się za odważnych i dysponujecie zapasem środków, to możecie wystawić się na próbę i nawet tam zamieszkać, ponieważ dom jest obecnie wystawiony na sprzedaż. Uważajcie jednak w nocy, bo może się okazać, że stukanie i tajemnicze dźwięki wcale nie są sprawką starej boazerii…

Wieczór „kawalerski”

Kawalerki zyskały na popularności w powojennej architekturze. Wielki blok, w którym można pomieścić wiele osób w malutkich mieszkaniach, był próbą nowoczesnego rozwiązania problemu. Taka budowa była tańsza i szybsza, co miało ogromne znaczenie w nowej rzeczywistości zniszczonego miasta. Nie wszystkie jednak kawalerki były od razu gotowymi mieszkaniami. W latach 70 i 80 we Wrocławiu było sporo hoteli robotniczych, które oferowały noclegi dla pracowników fabryk i kombinatów, takich jak Polar, Pafawag, Hutmen, ELWRO, czy Dolmel. Mieszkania były zazwyczaj dzielone przez kilku pracowników zakładu. Łazienki i kuchnie były wspólne i znajdowały się na korytarzach. Niestety sanitarne warunki często były dramatyczne; wiele budynków było zaniedbanych i pełnych robactwa. Ponadto w wielu hotelach dochodziło do przestępstw i przemocy. Przemiany ustrojowe i kryzys w latach 90. doprowadziły do upadku wielu zakładów, co wymusiło zmiany także w hotelach robotniczych. Część kwater, tak jak budynki przy al. Brücknera 40-46, została zlikwidowana, a niektóre zostały przemianowane na mieszkania, np. dawne hotele przy ul. Ostrowskiego i ul. Mieleckiej.

Miejska architektura potrafi zaskoczyć, a przewrotny los sprawił, że w dawnych kwaterach pracowniczych kwitnie zupełnie inne życie. Wielu nowych, młodych lokatorów nawet nie ma pojęcia o historii budynku, w którym mieszkają. Niemniej w dawnych domach robotników rolnych także może zamieszkać każdy, nawet jeśli nie ma zielonego pojęcia o rolnictwie. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze – dom i jego historia stale pisze się na nowo i służy kolejnym pokoleniom. Wrocław to niezwykłe miasto, w którym jak w kalejdoskopie odbijają się kolejne epoki i style architektoniczne. Łatwo można przenieść się w czasie i bez względu na to, w którą część miasta się udamy, zawsze będziemy u siebie. 

 

tekst: Joanna Wicherska, red. aserafin

DJ Duch ft. Renata Lewandowska – Coraz bliżej

DJ Duch czyli nasz Wrocławski (a jakże) DJ, super kasetowiec, ale również i przede wszystkim, turbo digger, nie zawodzi i szykując dla nas nowy album Y2K wygrzebuje same muzyczne kąski. Tym razem jest to Renata Lewandowska, nieco zapomniana młodemu pokoleniu, wokalistka z lat 70/80, kompletnie niesłusznie oczywiście. Jej Magia szos czy Kropelka egoizmu to ponadczasowe kawałki o słonecznej stylistyce i czarze na miarę tamtych lat.

DJ Duch przetwarza w singlu Coraz Bliżej kawałek Dotykiem chcę dziś poznać wszystko i robi to w iście dancefloorowym stylu, co idealnie wpisuje się w stylistykę wytwórni The Very Polish Cut Outs, nakładem której ukaże się nowy album Ducha. Jak na TVPCO przystało teledysk też wrzuca nas w nostalgiczny czar, tym razem związany z wejściem w nowe tysiąc lecie.

Warto nadmienić, że Y2K to debiut EPkowy Ducha, który czeka nas już raptem za kilka dni – 10 kwietnia, zapisujcie datę i obczajcie przy okazji głosy, które tam się pojawią. Poza wyżej nadmienioną już Renatą przed wami: Cezary Ostrowski, Eldo, Nath, Kacha z Coals.

Z takim info można zaczynać wiosnę, która już przecież (hehe) Coraz Bliżej.

Katarzyna Golec