Archiwum

Fimiguerrero ft. Bassvictim – Dutty

Fimiguerrero wydając EP-kę The Statue of a Fool, zapowiada swój trzeci album – Lost City. Wydanie z tego tygodnia zupełnie zaskoczyło słuchaczy, ponieważ zostało opublikowane bez żadnego uprzedzenia. The Statue of a Fool zdaje się interesującym projektem, któremu towarzyszą szybkie i agresywne beaty. To naprawdę niezły kawał trapu do zgryzienia.

Na EP Fimi zaprosił również gości – dobrze znanego ze wcześniejszych wspólnych kawałków – fakeminka oraz coraz bardziej rozchwytywany duet Bassvictim (PL gurom). Maria Manow, a więc połowa Bassvictim, świetnie odnajduje się na naszym Mocograju – mrocznym Dutty. Nieco powagi odbiera mu co prawda goofy sampel trąbki, ale to jedynie drobny szczegół. Całościowo numer siada tak, jak trzeba. Delikatny głos Marii doskonale oddaje niepokój oraz zagubienie stanowiące główne przesłanie kawałka. Fimi tworząc Dutty, otwiera się przed słuchaczem i otwarcie mówi o tym, że popularność i kasa to nie wszystko, ponieważ i tak na koniec dnia czuje się samotny.

Paulina Madej

Archive

Od dymnego trip-hopu lat dziewięćdziesiątych po autorski, monumentalny język muzyczny. Brytyjski kolektyw Archive powraca z trzynastym albumem studyjnym i udowadnia, że w świecie szybkich hitów oraz algorytmów wciąż jest miejsce na epickie narracje. Sprawdzamy jak Glass Minds wpisuje się w historię zespołu, który w Polsce zyskał status niemal religijny, a także podpowiadamy dlaczego ich nowej twórczości warto pozwolić „pogryźć się” z własnymi oczekiwaniami.

 


 

Od trip-hopu do własnego języka muzycznego

 

Historia Archive zaczyna się w połowie lat dziewięćdziesiątych, w Londynie. Darius Keeler i Danny Griffiths zakładają projekt, który początkowo wyrasta z estetyki trip–hopu – brzmienia powolnego, ciężkiego i kojarzącego się z deszczowymi nocami oraz atmosferą miejskiej melancholii.

Debiutanckie Londinium z 1996 roku doskonale wpisuje się w te klimaty i moim zdaniem można wymienić je obok takich legendarnych albumów, jak Dummy Portishead czy Mezzanine Massive Attack. Już na tej płycie można było wyczuć coś więcej niż tylko fascynację modnym wówczas stylem. Archive nie traktowali trip–hopu jako gatunek, lecz punkt wyjścia.

W kolejnych latach ich muzyka zmieniała kierunek. Pojawiło się więcej gitar i bardziej rozbudowanych aranżacji. Z czasem zespół wypracował własny język muzyczny – brzmienie, któremu trudno przypiąć jedną etykietę. Jest w nim rock alternatywny, elektronika, momentami coś z muzyki filmowej, a przede wszystkim charakterystyczna dla Archive powolna dramaturgia.

Ich utwory rzadko spieszą się z opowiedzeniem historii. Zamiast refrenów, budują napięcie, które narasta powoli, niemal niezauważalnie. Specyfiką grupy od początku była też jej płynna forma. Archive funkcjonują raczej jak kolektyw niż klasyczny zespół. Przez projekt przewijało się wielu wokalistów i wokalistek wnoszących do tej muzyki inny odcień emocji.


 

Utwór, który w Polsce urósł do legendy

 

Dla wielu polskich słuchaczy najważniejszym momentem w historii zespołu pozostaje album You All Look the Same to Me z 2002 roku. To właśnie na nim znalazł się utwór Again. Szesnaście minut muzyki, która rozwija się powoli, jakby z każdą kolejną minutą nabierała powietrza, aby na końcu wykrzyczeć zżerające ją emocje.

Po momencie ciszy pojawia się delikatny motyw. Napięcie zaczyna rosnąć. W miarę gęstnienia dźwięków instrumentów, emocje narastają, by finalnie utwór eksplodował gitarowym finałem. W Polsce Again zyskało status niemal kultowego, a dla mnie to jedna z kompozycji, których nie potrafię słuchać bez intensywnych emocji. Utwór został tak doskonale skomponowany, że aż mi przykro, iż zwykle prezentuje się jego okrojoną wersję.

 


 

Glass Minds – spokojna kontynuacja własnej drogi 

 

Nowy album Archive, Glass Minds, nie próbuje tej historii rewolucjonizować. I być może właśnie w tym tkwi jego największa siła. Trzynasty studyjny album londyńskiego kolektywu przynosi ponad godzinę muzyki rozpisanej na dwanaście kompozycji.

Dla zespołu to format niemal naturalny. Archive od lat budują swoje utwory jak długie narracje – zaczynają od prostych dźwięków, które z czasem obrastają kolejnymi warstwami. Na Glass Minds słychać tę metodę szczególnie wyraźnie. Wiele kompozycji rozpoczyna się skromnie – pojedynczym motywem syntezatora, spokojnym pulsem rytmu, cichym wokalem. Dopiero z czasem muzyka zaczyna się rozrastać.

Pojawiają się kolejne instrumenty, przestrzeń gęstnieje, a utwory nabierają ciężaru. Archive nie próbują tu szokować ani zaskakiwać nagłymi zwrotami akcji. W City Walls melancholia utrzymuje się przez cały czas trwania utworu, jakby zespół świadomie rezygnował z klasycznego rockowego finału. Z kolei When You’re This Down buduje napięcie na cięższym, pulsującym rytmie.

fot. materiały promocyjne zespołu / facebook

Jednym z ciekawszych momentów albumu jest kompozycja Patterns. To właśnie od niej rozpoczął się proces powstawania płyty. Jej minimalistyczna struktura przywołuje skojarzenia z wczesnym okresem działalności zespołu i z atmosferą debiutanckiego Londinium.

Na płycie dobrze słychać także charakterystyczną dla Archive równowagę wokalną. Pojawiają się tu znani z wcześniejszych wydawnictw Dave Pen i Pollard Berrier, a także Lisa Mottram. Jej delikatny, nieco słodki, niemal eteryczny głos często stapia się z elektroniczną fakturą muzyki. Wokal nie próbuje dominować nad aranżacją. Staje się raczej jednym z elementów większego pejzażu dźwiękowego.

Nie brakuje też momentów bardziej bezpośrednich. Singiel Look At Us przynosi wyraźniejszy gitarowy riff i bardziej dynamiczny rytm. Zespół pokazuje tu nieco ostrzejsze oblicze, choć nawet w takich momentach nie rezygnuje z charakterystycznej atmosfery napięcia.

Wśród dłuższych kompozycji wyróżnia się również So Far From Losing You. Utwór rozwija się powoli, łącząc klasyczny wokal z bardziej rytmiczną narracją i rozbudowaną strukturą. Z kolei Wake Up Strange wprowadza bardziej elektroniczny puls i pokazuje, że Archive wciąż potrafią subtelnie przesuwać granice własnego brzmienia.

Całość sprawia wrażenie albumu bardzo spójnego, który wpisuje się w dotychczasową stylistykę. Skupia się na tym, co Archive robią najlepiej: powolnym budowaniu napięcia, wielowarstwowych aranżacjach i melancholijnej atmosferze, która unosi się nad całą płytą.

Single z tego albumu, a więc Look At Us, Wake Up Strange, City Walls i Patterns nie wzbudzały mojego entuzjazmu. Pierwszy odsłuch całej płyty również nie wywołał wielkich emocji, może nawet przeciwnie – rozczarował. Prawdopodobnie przez moje duże oczekiwania, które zbudowane były przez ostatnie słabe wydawnictwa. Jednak z każdym kolejnym odtworzeniem potwierdziła się moja teza – Archive to zespół, który zyskuje dzięki cierpliwości. Wiele zyskałem dzięki temu, że pozwoliłem ich twórczości powoli, z każdym kolejnym odtworzeniem, zdobywać miejsce w mojej głowie i sercu.


 

Trzy dekady konsekwencji

fot. materiały promocyjne zespołu / facebook

 

Najciekawsze w historii Archive jest to, że przez prawie trzydzieści lat działalności zespół nigdy nie próbował ścigać się z trendami. Ich muzyka rozwijała się własnym tempem, zwykle wbrew logice rynku i radiowych formatów.

Glass Minds nie jest płytą, która zmieni historię zespołu. Nie jest też albumem wybitnym ani przełomowym. Ale jest czymś może nawet ważniejszym – kolejnym dowodem na talent, stabilność w tworzeniu muzyki, w której Archive czują się najlepiej. Po trzech dekadach działalności to wciąż zespół, który potrafi budować atmosferę z konsekwencją rzadko spotykaną w dzisiejszej muzyce. I właśnie dlatego ich płyty wciąż znajdują słuchaczy.

 

 

Piotr Sekuła

Lily Allen – Pussy Palace

Rozwodowe opus magnum. Studium rozpadu relacji i powolnego odnalezienia siebie w szczegółach zawiłej historii, której finał niestety nie zaskakuje. Lily Allen swoim subtelnym wokalem szepcze do ucha, jakby przez telefon do przyjaciółki, cytując: I didn’t know it was a pussy palace / I always thought it was a dojo. Brzmi to jak chwila, w której dowody zdrady leżą już na podłodze, a ona dopiero pozwala sobie je nazwać.

Na West End Girl dokonuje się nowa emancypacja artystki, która, zdawałoby się, już dawno  odnalazła własny głos i brzmienie. Pussy Palace ma charakterystyczne dla Lily brzmienie delikatnej elektroniki, wynurzającej się jak ze skrzącej mgły fatalnego zauroczenia. Tak brzmi moment, w którym kropki zaczynają się łączyć. Artystka konfrontuje się z prawdą bez patosu, ale z gorzką świadomością, że emocjonalne olśnienie zawsze kosztuje. W swojej ironii i szczerości pozostaje przekonująca i interesująca – jak za czasów debiutu.

Julia Prus

Cheetah ft. Nia Archives – Get Loose

To nie tylko singiel, to statement.

Nia Archives, znana z promowania nowej generacji muzyki jungle, odkryła Cheetah, producenta i DJ-a działającego w Bristolu, na Bandcampie i włączyła jego utwór Spin Sugar do swojego debiutanckiego miksu BBC Radio 1 Essential Mix. Ich współpraca rozwinęła się w studiu w Londynie, a Get Loose jest efektem tej kreatywnej synergii.

Get Loose inauguruje działalność wytwórni Up Ya Archives, której celem jest promowanie nowej generacji artystów jungle (których sama określa Nia jako new gen junglism) i muzyki elektronicznej w żwawym tempie 150-170 BPM. Wraz z premierą singla w zeszły piątek, 25 kwietnia, premierę miała również audycja Up Ya Archives w NTS Radio. Tam co tydzień Nia będzie dostarczać najświeższe nowinki z lokalnych scen, prezentując sylwetki różnych osób DJ-skich i producenckich. Kto wie, jakie talenty zaskarbi sobie Nia pod szyldem Up Ya Archives

Jeden z nich już nam zaprezentowała – Cheetah to młody samouk. W zeszłym roku X-Rated zwróciło na siebie uwagę, ale coś czuję, że to właśnie teraz nadchodzi jego moment i że to właśnie ta współpraca popchnie jego karierę do przodu. Sam opisuje Get Loose jako hołd dla kultury soundsystemowej i imprezowej, uczucia bycia jednością z muzyką i odczuwania basu w całym ciele. Swoista oda do radości – czystej, niczym nie ograniczonej.

Get Loose to utwór o wspaniałej energii, szybkim tempie i pulsującym basie. Inspiracje socą przejawiają się w rytmicznych gwizdkach i bębnach, nadając utworowi niemal karnawałowy charakter. Jednocześnie sprawiają, że brzmi on oldschoolowo, przyjaźnie znajomo. Jego tekst jest prosty i bezpośredni. Nia zachęca nas, a wręcz nawołuje, do zabawy i zatracenia się w muzyce.

Ale nasz mocograj jest nie tylko niezwykle tanecznym singlem, ale przede wszystkim manifestem. Manifestem nowej fali jungle.

Zuzanna Kopij


Get Loose by Cheetah & Nia Archives

FKA Twigs – Striptease

W końcu, po długim wyczekiwaniu, możemy usłyszeć najnowszy album od  Artystki Tygodnia Radia Luz FKA Twigs. Single promujące to wydawnictwo były wyborne i dawały nadzieje na więcej wyewoluowanego brzmienia brytyjskiej artystki.
Twigs nie zawiodła, Striptease jest arcydziełem łączącym trap, eksperymentalną, zglitchowaną elektronikę i drum n’ bass.

W produkcję został zaangażowany artysta, który zmienił na zawsze postrzeganie hyperpopu i muzyki internetowej – Dylan Brady z duetu 100 gecs.
Sygnał brzmiący jak monitor pracy serca towarzyszy nam jak metronom, aby potem wtopić się w melodię. Trapowe werble nie przeszkadzają eteryczności, a wręcz są świetnym tłem dla wysokich, emocjonalnych wokali. Natomiast drum n’ bassowe przyśpieszenie w ostatnim segmencie, podczas którego Twigs „flipuje” swoim głosem, wprowadza słuchacza niemal w stan ekstazy.

Striptease jest idealną repezentacją tego jak zbalansowanym albumem jest EUSEXUA. Jest zawieszony gdzieś pomiędzy eksperymentalnym zacięciem, które pamiętamy z M3LL155X a popowym brzmieniem późniejszych projektów.
Tytuł jest metaforą rozbierania się z kolejnych warstw emocji

„Silk for my tears, and lace for my fears, I’m stripping my heart, till my pain disappears”

Całości dzieła dopełnia chaotycznie romantyczny teledysk w reżyserii Jordana Hemingwaya, w którym możemy zobaczyć „biblijnie poprawną” Twigs.

Grzegorz Dukaczewski

FKA Twigs

EUSEXUA to stan bytu. Uczucie chwilowej transcendencji, często wywoływane przez sztukę, muzykę, seks i jedność. EUSEXUA może wiązać się z przypływem błogości i uczucia nieograniczonych możliwości. Używane również w odniesieniu do szczytu ludzkiego doświadczenia.”

– Tak tytuł swojego najnowszego albumu tłumaczy FKA Twigs – Artystka Tygodnia w Radiu LUZ

FKA Twigs, a właściwie Tahliah Debrett Barnett, urodzona 16 stycznia 1988 roku. Od najmłodszych lat była zajawiona tańcem – głównie baletem. Ciężko się temu dziwić, jej mama – Angielka z hiszpańskimi korzeniami, była tancerka i nauczycielka salsy oraz krawcowa, inspirowała małą Tahliah’e Dorastała w Cheltenham, dość małym mieście, blisko granicy z Walią.  Zawsze czuła się trochę inna, trochę niepasująca do reszty rówieśników. Była jedyną niebiałą osobą w swojej szkole i jak niestety większość osób odmiennych etnicznie od ogółu, doświadczała wykluczenia.

Miłość do baletu przerodziła się w ogólne zapatrzenie w sztukę. Mając 16 lat, zaczęła tworzyć muzykę w jednej z młodzieżowych organizacji artystycznych. A już rok później, nie ukończywszy nawet 18 roku życia, w celu poszerzenia swoich horyzontów, wyprowadziła się samodzielnie do Londynu.

W stolicy UK udało jej się rozkręcić karierę tancerki do tego stopnia, że jej stawka była nieraz dwukrotnie wyższa niż stawki reszty tancerek pracujących przy danym projekcie. Współpracowała między innymi z Kylie Minouge, Jessie J i Ed’em Sheeran’em. Podczas tej przygody Tahliah zdobyła swój przydomek – TWIGS. Ze względu na to, że jej stawy podczas kontorsji strzelały niczym suche gałęzie.

Jednak taniec, mimo że Twigs była w nim zatracona do reszty, nie dawał jej artystycznego spełnienia. Rozpoczęła pisanie tekstów i współpracę z poznanymi już producentami. Pierwszą epkę – EP1 wydała niezależnie w 2012 roku, świetny, odważny debiut. Bardzo intymna, ale jednocześnie trochę eksperymentalna – dała jej head start w świat popowej awangardy.

Drugi projekt – EP2, wydany został pół roku po pierwszym. Tym razem za całość produkcji odpowiadała experimental diva we własnej osobie – Arca. 2013 rok był dla wenezuelskiej producentki przełomowy. Najpierw angaż w produkcji kultowego YEEZUS Kanye’go Westa, któremu nadała eksperymentalnego pazura, a później niewpasowany w żadne wcześniej utarte schematy, futurystyczny album &&&&&.  Twigs i Arca pięknie się dopasowały i stworzyły idealne EP, które na stałe zapisały wokalistkę w zbiorowej świadomości jako artystkę niebojącą się dekonstrukcji, zarówno muzycznej jak i emocjonalnej. Trafiła nawet na listę 14 artystów do śledzenia w 2014 roku, magazynu Billboard.

Warto było w tamtym czasie śledzić jej działalność, w czerwcu wypuściła razem z klipem, jej największy ówczesny hit – Two Weeks, zapowiadający jej pierwszy pełen studyjny album – LP1. Album zadebiutował na 16 miejscu zestawienia albumów z UK. The Time bardzo pozytywnie odebrał album i napisał, że wykonała jeden z najbardziej fascynujących i złożonych aktów w R&B.

W tym samym roku rozpoczęła pracę nad kolejnym EP. Tym razem współpracując z producentem stojącym między innymi za największymi hitami BeyoncéBOOTS. M3LL155X – ukazała się w sierpniu 2015 roku, razem z 16-minutowym filmem. Twigs w tym konceptualnym audiowizualnym dziele opowiada, o mierzeniu się z byciem kobietą. Warto zobaczyć.

Po tych sukcesach nastąpiła jednak stagnacja, zarówno w jej życiu prywatnym jak i artystycznym. Diagnoza i operacja usunięcia nowotworu oraz rozstanie z wieloletnim partnerem, bardzo popularnym aktorem Robertem Pattinsonem były bardzo ciężkimi doświadczeniami. Twigs pracując przez 3 lata nad albumem MAGDALENE, włożyła w niego całe swoje złamane serce. Z okazji wydania tego projektu została nawet w 2019 roku Artystką Tygodnia w Radiu LUZ, więcej o nim możecie przeczytać w artykule autorstwa Anny Lalki.

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jednak, jak dobrze MAGDALENE będzie odebrane. Album otrzymał świetne recenzje, a teledysk do cellophane został nawet nominowany do Grammy.

Po każdej żałobie musi nastąpić akceptacja. Po dewastującym smutku przeżywanym w MAGDALENE akceptacją było CAPRISONGS. Obszerny mixtape wydany 14 stycznia 2022 roku. Projekt dużo lżejszy i zabawowy, nie odchodzi jednak od zmysłowości, do której Twigs przyzwyczaiła już swoich odbiorców. Realia 2020 roku – pandemia i lockdown, sprawiły, że prace nad CAPRISONGS odbywały się zdalnie, przez FaceTime. Lista współtwórców jest dzięki temu bardzo bogata – Koreless, El Guincho, Cirkut, MIKE DEAN, The Weeknd, Arca, Shygirl, Dystopia, Rema, Daniel Caesar, Jorja Smith oraz Unknown T.

Mimo luźniejszej warstwy muzycznej, tekstowo jest nadal głęboko. Twigs pośrednio opowiada, o jak sama to wspomina – najbardziej traumatycznym okresie w swoim życiu. W 2018 na planie filmu Honey Boy poznała Shia’e LaBeouf. Przez rok, do połowy 2019 byli parą. Aktor był w tym czasie bardzo przemocowy, sprawił, że życie Twigs zamieniło się w koszmar. W 2020 złożyła oskarżenia związane z napaścią seksualną, pobiciem i „bezlitosnym wykorzystywaniem” emocjonalnym. Proces nadal się nie zakończył, a najbliższa rozprawa odbędzie się dopiero w połowie 2025 roku. Artystka sama w odniesieniu do sytuacji, w wywiadzie dla CBS powiedziała na koniec – „To cud, że uszłam z tego z życiem”

W styczniu 2024 Twigs napisała na swoim Instagramie „W tym roku robiłam mój album w taksówkach w Berlinie, chatach w Big Sur, jaskiniach na Ibizie, ulicach Hackney, napisałam teksty nad praskimi jeziorami  i w toaletach rave’ów, długopisem na dłoni”. To była zapowiedź ostatniego wydawnictwa, w zeszły piątek 24 stycznia EUSEXUA ujrzała światło dzienne. Artystka jakiś czas wcześniej przeprowadziła się do Pragi, w celu nagrywania filmu The Crow. Tam doświadczyła praskiej kultury alternatywnej, tej, która nie zdążyła jeszcze dotrzeć w rejony pretensjonalności. W wywiadzie z RuPaul’em opowiedziała, że uczęszczanie na rave’y w stolicy Czech sprawiły, że zakochała się w techno i otaczającą je kulturą. Sam album, mimo, że nie zawiera tego gatunku, jest jej listem miłosnym dla całej właśnie kultury alternatywnej.

„Eusexua przejmuje kontrolę nad tym, kim jesteś. Mieniące się płatki róż na mojej skórze. Wszystko wydaje się idealne, Jakbyś w końcu dotarł do celu. Eusexua to zaufanie do swojego ciała. Wyrażanie siebie lepiej, tworzenie czegoś bez używania ogólnie dostępnego języka. Eusexua to tlen, to coś, co sprawia, że czuję, że żyję. Po prostu nigdy nie wiedziałem, jak to wyrazić” – wybrzmiewa materiał promujący najnowsze wydawnictwo FKA TwigsEUSEXUA.

Grzegorz Dukaczewski

Two Shell ft. FKA Twigs – Talk To Me

Od jakiegoś czasu widać w popie trend sięgania po bardziej klubowe i eksperymentalne schematy (tak jak w naszych niedawnych mocograjach Von Dutch, Britpop, starszym f@k€, czy w twórczości indie darling Caroline Polachek). Pomijając fakt, że gatunki te bywają tak płynne, że często jeden przechodzi w drugi bez ostrzeżenia, uważam, że jest to idealny kierunek do odświeżenia tego typu muzyki. A powrót FKA twigs po dwuletniej przerwie, we współpracy z brytyjskim duo Two Shell podręcznikowo udowadnia, dlaczego powinny zacierać się coraz częściej.

Już od pierwszych sekund czujemy, że nie mamy do czynienia z typowym dance-popem, pomimo wyraźnego tanecznego rytmu. Zniekształcony głos Tahliah przeskakujący z jednej strony głębokiego basu na drugą jest zaledwie zapowiedzią wszystkich niesamowitych eksperymentów, które możemy znaleźć w tym tracku. I tak jak nieszablonowe projekty często stawiają za bardzo na awangardę i gubią swój balans, Talk To Me ma konkretny pomysł na to, czym chce być i świetnie odnajduje się w szalonej produkcji. A właśnie ta glitchowa, błyszcząca i zbliżająca się nawet do miana hyperpopu produkcja pomimo wszystkich nietypowych akcentów nie rezygnuje jednak z najważniejszej cechy w tracku tego typu – wyjątkowo wspaniale się przy nim kręci nóżką.

Mikołaj Domalewski


Little Simz

little-simz-at

Little Simz — niezależna ikona brytyjskiego rapu w nowej odsłonie

Little Simz, czyli kryjąca się pod tym pseudonimem Simbiatu ’Simbi’ Abisola Abiola Ajikawo, to jedna z najwybitniejszych reprezentantek współczesnej sceny hip-hopowej. Od początku kariery muzycznej pozostaje w zgodzie z własnymi wartościami, szczera i odważna. Z każdym kolejnym wydawnictwem udowadnia, że nie tylko nie boi się eksperymentować, ale też ciągle dąży do muzycznego rozwoju.

Nie inaczej jest w przypadku niedawno wydanej EPki Drop 7, blendu gatunków i najśmielszej odsłonie raperki do czasu. Z okazji tego wydawnictwa, w Radiu LUZ celebrujemy całokształt jej twórczości i przypominamy jej najważniejsze dzieła.


Little Simz - Drop 7

Drop 7

2024

Age 101 Music · AWAL

Rzadko zdarza się, by 15-minutowe wydawnictwo poniosło się takim echem po muzycznym świecie. Mowa o tu jednak o EPce jednej z najlepszych współczesnych raperek, która porzuca w znacznej części organiczne brzmienia na rzecz EDM-owej produkcji. Seria Age 101: Drop zawsze była dla Little Simz okazją do rozluźnienia konwencji i zabawy formą oraz tekstem. Drop 7 nosi jednak w sobie oznaki czegoś znacznie więcej. Wyprodukowany wspólnie z brytyjskim DJ-em Jakwobem projekt wydaje się być zapowiedzią nowego brzmienia, które może na dłużej zagościć również na innych projektach Simbi. Baile funk, silniejsze niż wcześniej zanurzenie w grime’ie, czy zwrotka po portugalsku to tylko kilka atrakcji tego fascynującego wydawnictwa. Te nowości perfekcyjnie łączą się w finale z tą bardziej znaną słuchaczom instrumentalną stroną artystki, która coraz chętniej używa swojego głosu do śpiewu. Pozostaje tylko czekać, czym Simz zaskoczy nas na kolejnym albumie.


Nasza selekcja:

GREY Area

2019

Age 101 Music · AWAL

GREY Area to trzeci studyjny album Little Simz, a zarazem pierwszy, który dał jej rozgłos w Anglii, jak i poza jej granicami. To intensywna, osobista i refleksyjna płyta, w której raperka eksploruje różnorodne tematy związane z przeszłością, współczesnym społeczeństwem, własną tożsamością oraz jej miejscem w branży muzycznej. Teksty są poruszające, odważne i introspektywne. Ajikawo nie hamuje się i otwarcie mówi, co myśli. Już w otwierającym album utworze zatytułowanym Offence zapowiada, że zrzuci ciężar z serca, nie zastanawiając się nad tym, czy kogoś urazi.

Ten album to dla Little Simz pole do ekspresji i wylania zbierającej się w niej złości. Dotyka wielu istotnych kwestii. W utworze Boss rapuje o tym, że jest szefową w sukience, podkreślając siłę swojej kobiecości. Venom i jego słynny wers never givin’ credit where it’s due, ‘cause you don’t like pussy in power adresowane są do wszystkich, którym przeszkadza widok kobiety odnoszącej sukces. Jednak GREY Area to nie tylko rozprawienie się z dyskryminacją płciową. Simbi uzewnętrznia także swoją wściekłość związaną z przemocą na tle rasowym, na co przykładem może być 101 FM. Mimo up-beatowego brzmienia i jasnych syntezatorów to utwór o brutalności, z którą na co dzień spotykają się osoby z marginesu społecznego. Can’t see us but you can hear us – Simz pozostaje głosem tych, którym głos zabrano. Artystka zagląda też w głąb siebie. Najbardziej introspektywne wydają się być Therapy i Wounds. Ten drugi był szczególnie trudny do napisania, dotyczy on bowiem śmierci przyjaciela Simbi, który został zamordowany. To opowieść o stracie, bólu i ponownym odnalezieniu drogi do przodu.

Raperka muzycznie eksperymentuje, mieszając hip-hop z elementami jazzu, soulu i elektroniki. Dzięki temu na albumie tworzy wyjątkowy przelot, manewrując między złożonymi melodiami, często mrocznymi i zmysłowymi, nadając swoim tekstom dodatkowej głębi, dzięki czemu mają one jeszcze silniejszy wydźwięk.


Sometimes I Might Be Introvert

2021

Age 101 Music · AWAL

Od pierwszych sekund Sometimes I Might Be Introvert jasne jest jedno. Ten album ma ambicję być czymś wielkim. Pompatyczna, orkiestralna aranżacja. Cleo Sol zapowiadająca tytułowy utwór słowami There’s a war. Little Simz dumnie deklarująca I study humans, that makes me an anthropologist. Czy coś tak majestatycznego może być jednocześnie po prostu przyjemne w odbiorze? Otóż może. Simbi ujawnia bowiem prawdziwy sens albumu pod koniec tego 6-minutowego arcydzieła. Jest on podróżą, by odkryć co DLA NIEJ znaczy być kobietą. Zarówno w muzyce, jak i poza nią.

Nie da się ukryć, że jest to zbiór utworów o rzeczach WAŻNYCH. Konfrontacja Simz z uczuciami do swojego ojca, którego dalej kocha, ale jednocześnie nienawidzi. Historia kuzyna raperki, która rzuca światło na to jak frustracja na beznadzieję dookoła i brak perspektyw na lepsze jutro popychają ludzi ku przemocy, która może kosztować czyjeś życie. Afirmacja kobiet z całego świata, które każdego dnia inspirują raperkę, by być coraz lepszą wersją siebie. Poświęcenie chwili na docenienie ludzi, którzy zapewniają nam podstawowe wygody codzienności, które często bierzemy za oczywistość. Ten ogrom wątków, spektakularne filmowe interludia, chóralne wstawki, fenomenalna (a to myślę i tak za małe słowo) produkcja Inflo mogą połączyć się w harmonijną całość tylko dzięki jednej rzeczy. Szczerości Simbi.

Niezależnie, czy mierzy się ona z osobistymi demonami, czy demoluje większość sceny rapowej bezlitosną nawijką, jedno pozostaje niezmienne. Little Simz robi to, co chce. I jest z tego dumna. To również dlatego teatralne przerywniki i posągowe Introvert mogą znaleźć się na jednej trackliście z delikatnym wyznaniem miłości na I See You, czy wizytą złowrogiej bliźniaczki Simz na Rolling Stone. Płynne przejścia pomiędzy kolejnymi częściami tej jakże filmowej podróży prowadzą nas do momentu refleksji autorki w postaci How Did You Get Here. Nad trudnymi początkami, momentami zwątpienia, całym wysiłkiem włożonym w osiągnięty sukces. I uświadomieniem sobie, że jest teraz tą wersją siebie, o której zawsze marzyła. Ciężko o piękniejsze zwieńczenie tak niezwykłej podróży.


NO THANK YOU

2022

Age 101 Music · AWAL

Od momentu wkroczenia na scenę Little Simz głośno mówi o pozostaniu wiernej swojej wizji i ostrzega twórców przed współczesnym przemysłem muzycznym. Od zawsze trzymała się niezależności i wywyższała jej wartość – cała jej twórczość została wydana własnym nakładem pod szyldem założonej przez nią wytwórni Age 101. W albumie NO THANK YOU jest najbardziej bezpośrednia w tym przesłaniu. W utworach takich jak Angel, Sillhoute czy Heart On Fire artystka wspomina swoje doświadczenia i przyznaje, że wielokrotnie musiała uczyć się na własnych błędach. Swoją frustrację zamienia w rady i ostre wersy:

They don’t care if your mental is on the brink of something dark
As long as you’re cutting somebody’s payslip
And sending their kids to private school in a spaceship
Yeah, I refuse to be on a slave ship
Give me all my masters and lower your wages

Autorka nie boi się krytykować branży nagraniowej, która tak ją wyczerpała, porównując ją między innymi do kolonializmu w X. Widząc, jak daleko sława i chęć sukcesu mogą odciągnąć sztukę od jej celu, chce pomóc innym artystom nauczyć się mówić nie, dziękuję i nadal robić swoje. W NO THANK YOU trudno dostrzec kierunek, w którym Simz chce podążać muzycznie. Ale to być może jego największa siła, ponieważ album zaprasza każdego dostępnego słuchacza do wysłuchania apelów artystki. Nie przejmuj się prasą, tabloidami i garniturami. Po prostu rób swoje i rób to dobrze. A kto może dać na to lepszy przykład niż nasza Artystka Tygodnia?

Zuzanna Kopij, Mikołaj Domalewski, Michał Lach


The Last Dinner Party – Burn Alive

Z połączenia tego, co glam rockowe, wzniosłe, barokowe i czarodziejskie, powstały one – The Last Dinner Party. Co więcej, pojawiły się na scenie w równie magiczny sposób, bo jakby znikąd, nagle, niczym teleportujące się czarodziejki. I od razu spowodowały na brytyjskiej scenie rockowej niemałe zamieszanie. W ogóle się nie dziwię, bo zachwycające jest w nich wszystko – patetyczne brzmienie, charyzma, fantastyczne stylizacje… Serio, włączcie sobie jakikolwiek filmik z koncertu i spójrzcie tylko na te stroje!

Na początku lutego wydały swój debiutancki album zatytułowany Prelude to Ecstasy. Łącząc wszystko to, co dramatyczne i podniosłe, stworzyły soundtrack współczesnego Shakespeare’a. Kołyszą się między skrajnościami ludzkich emocji, od ekstazy namiętności do wzniosłości bólu. A to wszystko ma wręcz hedonistyczny wydźwięk.

Wiem, że nawet luty się jeszcze nie skończył, ale z pewnością stwierdzam, że Prelude to Ecstasy jest już jednym z moich ulubionych albumów roku 2024.

Zuzanna Kopij

 

Little Simz – Far Away

Niezapowiadane dropy są zawsze mile widziane. Zwłaszcza od artystów, którzy udowadniają, że są powiewem świeżego powietrza z każdym kolejnym wydawnictwem. Little Simz nie daje nam jednak chwili na oddech w najnowszej odsłonie w serii eksperymentalnych EP-ek Age 101: Drop zatytułowanej Drop 7.

Znana głównie z neo-soulowych inspiracji Simz urozmaica swoje brzmienie produkcją twórcy muzyki elektronicznej Jakwoba (znanego m.in. ze współpracy z Nią Archives). W przepełnionych szybkimi breakami i trapowym EDM-em utworach Simz czerpie z brazylijskiego funku mandelão czy pełnoprawnego brytyjskiego grime’u, nie bojąc się rapować także po portugalsku z flow, które sprawia, że wierzysz, gdy krzyczy International Simbi!

Far Away to idealna kulminacja projektu — rytmiczna, jazzowa fuzja brytyjskiej sceny z hipnotyzującym głosem artystki. Kto by pomyślał, że robienie drillowych bitów z pianinem i trąbką może brzmieć tak dobrze? Pełna EP-ka dostępna na streamingu, a w tym tygodniu Simbi także w naszej rotacji.

Mikołaj Domalewski