Archiwum

Fontaines D.C. – Favourite

Fontaines D.C. nie dają zapomnieć (i dobrze!) o tym, że jest już coraz bliżej do premiery Romance. Serwując Favourite, a więc singiel zapowiadający najnowszą płytę, budują napięcie związane z tym, w jakich brzmieniach finalnie osadzony został ten album. Szczerze? To dopiero początek zalet. Zresztą sam utwór Favourite to istna fuzja emocji, co doskonale widać i słychać. 

Choć dzień dziecka był już jakiś czas temu, teledysk do utworu proponuje nostalgiczną podróż do krainy marzeń i niewinności. Do krainy beztroskiego dzieciństwa. Jednocześnie w klipie przewijają się kadry z teraźniejszości, tworzące dość niepokojący, bo (o zgrozo!) smutno-szczęśliwy kontrast. Pamięć o dziecięcym szczęściu, mimo że jest naprawdę rozkoszna, to może doprowadzić do zadumy. Bo przecież już nigdy do nas nie powróci. 

Co istotne, to samo miejsce, w którym nagrano wideo, również ma znaczenie – Fontaines D.C. zdecydowali się udokumentować ich pobyt w Madrycie. Stolica Hiszpanii ma szczególne znaczenie dla gitarzysty zespołu, Carlosa O’Conella, urodzonego i dorastającego właśnie w tym mieście. Ten fakt tylko potęguje tęsknotę oraz to dziwne uczucie niepokojącej radości płynących z piosenki Favourite

Choć nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na pytanie, jak w całości zabrzmi Romance, to doszłam do innego wniosku – Favourite na pewno będzie jednym z moich ulubionych utworów przez długi, długi czas.

Paulina Madej

mop ft. Seweryn – magiczny ołówek

Bez wątpienia magiczny ołówek to jedna z najbardziej hipnotyzujących premier w minionym czasie. Mop wraz z Sewerynem naprawdę czarują! Nie mają różdżki, jednak co to za problem? Czas na nową erę czarodziejów. Magików, którzy do rzucania zaklęć używają ołówka.

Na mnie te czary podziałały, bo wystarczyło jedno przesłuchanie, a w mojej głowie grało tylko: ołówek, o, o, ołówek… Proszę nie odbierać tego jako zemstę, jednak pora na to, aby i w Radio LUZ wybrzmiał ten urok! Magiczny ołówek mocograjem!

Nieodparcie słuchając tej piosenki, nasunęły mi się skojarzenia z bajką Zaczarowany ołówek, w której to jasnowłosy chłopiec dostał ów wspaniały przedmiot, dzięki czemu mógł urzeczywistniać wszystko, co tylko narysował. Podobna sytuacja liryczna kreuje się w utworze mopa i Seweryna. Wszak i tutaj bohater piosenki korzysta z ołówka do materializacji swoich marzeń.

Paulina Madej

Fred again.. ft. Anderson .Paak, CHIKA – places to be

fred again - places to be

Każda kolejna współpraca brytyjskiego artysty Fred again.. coraz bardziej przekonuje mnie do stwierdzenia, że nie ma osoby, z którą nie uda mu się dogadać. Jednak przy współpracy z CHIKĄ (której zawdzięczamy sampel i główny motyw) i Andersonem .Paakiem ciężko mówić o zwykłym dogadaniu się. Artyści w places to be niczym perpetuum mobile zarażają się nawzajem energią, tworząc idealną zapowiedź kolejnego albumu Freda, jak i nadchodzącego słonecznego lata.

Pomiędzy ogłoszeniem artysty, że kończąc pracę nad albumem, przeprowadził się do Meksyku, na jego mediach społecznościowych wielokrotnie przedpremierowo udostępniane były fragmenty utworu, który znamy dziś pod nazwą places to be. A ja, podążając za szlakiem sneak peek’ów coraz bardziej się w nim zakochiwałem.

You know there’s something about that song

It just makes you wanna get up and bust a motherfuckin’ move

places to be po brzegi wypełnione jest kreatywną chemią i świetnym nastrojem muzycznych współpracowników. Anderson, od dawna znany z talentu na perkusji, oprócz rytmu nagrywanego na żywo, popisuje się skocznymi rapowymi wersami (jego flow przypomina mi trochę RNP z Cordae) prezentowanymi z charakterystyczną słoneczną lekkością. Fred natomiast, z nowo odkrytym źródłem inspiracji od czasu przeprowadzki, dodaje trackowi wyjątkowej świeżości produkcyjnej, łącząc nietypowe nagraniowe feedback loop’y i szybkie techniki klawiszowe z house’owym bouncem, z którego jest już dobrze znany na naszej antenie. Co daje to połączenie? Idealny hymn lata, do którego jeszcze nie raz będziemy się bawić na imprezach! Kto wie, może też którejś z naszych…

Najnowszy utwór Fred again.. na pewno ma jedno place to be — na naszych słuchawkach i antenie Radia LUZ jako mocograj!

Mikołaj Domalewski


Kevin Abstract ft. Lil Nas X – Tennessee

Nie chcę być queerową ikoną. Chcę być ikoną. – powiedział kiedyś wokalista i raper Kevin Abstract. Myślę, że tracki takie jak Tennessee mogą być zrozumiane dokładnie pośrodku pomagania i odrzucania tej reputacji.

Najnowszy singiel byłego frontmana BROCKHAMPTON pokazuje poniekąd powrót artysty do korzeni – muzyka jest sensualna, chwytliwa i skoczna, odchodząc od eksperymentalnych indie-rockowych wpływów obecnych w ostatnim solowym albumie na korzyść cloud rapu. Nic dziwnego, że w intymnym, queerowym utworze idealnie odnalazł się także Lil Nas X –  jego wersy są wyraziste i czarujące, a wspólne chórki wokalistów od razu wpadają w ucho.

I just know that I love being used, as long as you make me feel loved

Track przedpremierowo zaprezentowany był na żywo podczas setów Kevina na festiwalu Coachella, gdzie na scenie dołączył do niego Nas X, oraz twórca beatu, raper Quadeca. To kolejna kolaboracja producencka pary od czasu opublikowanego wcześniej tego roku TEXAS BLUE. Współprace te pokazują, że od czasu solowego Blanket, Kevin Abstract czuje się pewnie, zarówno eksperymentując, jak i trzymając się swoich schematów. A my, doceniamy jego formę, wyróżniając jego kolejnego mocograja.

Mikołaj Domalewski


Nilüfer Yanya – Like I Say (I runaway)

Wydając album PAINLESS, wyróżniony przez nas w zestawieniu najlepszych albumów zagranicznych 2022 roku, Nilüfer Yanya postawiła dla siebie bardzo wysoką poprzeczkę artystyczną. Jej oficjalny singlowy powrót od czasu tego wydania udowadnia, że dla Brytyjki była to zaledwie rozgrzewka.

W Like I Say (I runaway), artystka trzyma w napięciu słuchaczy, bawiąc się balansem pomiędzy spokojem i miękkością płynącą z jej szeptanego wokalu a rozmytą, psychodeliczną instrumentalną stroną. Gdy z rosnącym tempem utwór wskakuje na wyższy bieg, chropowata, zniekształcona gitara zaprasza do wkroczenia w muzyczny świat pełen nietypowych faktur. Wewnątrz niego, czerpiący z shoegaze’u zapętlający się refren wydaje się wiercić dziurę w głowie, a rytm perkusji zaszywa się w każdej części ciała, które zachęcone pozwalają sobie podążać za błyszczącym wokalem.

Jako jeden z najbardziej energicznych utworów Nilüfer w katalogu, Like I Say jest pierwszym przedsmakiem tego, co nadchodzi. Przesłanie singla jest zaskakująco proste – mówi o momencie, w którym zdajesz sobie sprawę, jak cenny jest twój czas. Zgodnie z tą ideą, przekonuję wszystkich, że czas spędzony odsłuchując naszego najnowszego mocograja na zapętleniu, na pewno nie jest stracony…

Mikołaj Domalewski


Tyla ft. Gunna & Skillibeng – Jump

Okładka płyty "Tyla".

Wśród najnowszych mocograjów nie mogło zabraknąć piosenki z debiutanckiego albumu Tyli. Płyta, zatytułowana po prostu Tyla, to popowe arcydzieło, łączące w sobie elementy południowoafrykańskiego amapiano i zachodniego r’n’b.

Na krążku nie brakuje singla Water (a nawet pojawia się na niej w dwóch wersjach), który w zeszłym roku szturmem zdobył listy przebojów, a choreografia do numeru stała się viralem na TikToku. Jak bardzo byśmy nie chcieli, nie zamierzamy jednak odgrzewać tej propozycji niemal rok po jej premierze.

Na tytuł mocograja zasługuje „Jump” – kawałek nagrany z dwójką niezwykle utalentowanych artystów: pochodzącym z USA raperem Gunną i jamajskim MC Skillibengiem. Do już i tak niezwykle bogatej gatunkowej mikstury, Tyla dolewa tutaj dancehallowe akcenty. Kawałek sprawdzi się zarówno na klubowym soundsystemie, jak i na słuchawkach – stanowiąc idealny soundtrack dla pierwszych, słonecznych dni wiosny.

Jan Chrzan


YOUNG POSSE (영파씨) – XXL

young-posse-xxl

Najwyższy czas wpuścić tu nowe generacje i brzmienia — koreańska scena od dawna pokazuje, że nie można przejść koło niej obojętnie, a młode talenty pojawiają się tam jak grzyby po deszczu. Damska grupa Young Posse znalazła się na moim radarze całkiem niedawno dzięki nietypowemu dla tej sceny drillowemu utworowi YOUNG POSSE UP. Od tego momentu z niecierpliwością oczekiwałem ich comebacku — i nareszcie się go doczekałem. W fantastycznym stylu.

Idąc tropem młodych talentów takich jak New Jeans, xikers czy P1Harmony, na EPce XXL artystki odchodzą od przestarzałego kpopowego przepisu na sukces, według którego od wykonawców oczekuje się intensywnych występów tanecznych i nieosiągalnych wokali. Young Posse odrzucają to swoim przyziemnym vibe’em — utwory i choreografie, a także teledyski nie przypominają zsynchronizowanych do perfekcji występów, lecz skupiają się na dobrej zabawie i interakcjach ze sobą, pozwalając osobowościom zabłysnąć. Czujemy się, jakbyśmy nie patrzyli na grupę idoli, ale na grupę utalentowanych przyjaciół.

Maybe, maybe, Baby version Wu-Tang Clan

Oddając hołd starym, boom bap-owym bitom w XXL raperki pokazują, że oprócz dobrej zabawy mają dużo więcej do zaoferowania, ponieważ styl i zabawę gatunkiem też opanowały do perfekcji. Dziewczyny pozwalają sobie na łamanie rytmu, aby dopasować go do własnej struktury. Ich flow, czasem luźne i głupkowate jak Baggy Pants, o których śpiewają, a czasem ostre i szybkie, świetnie wpasowuje się w ich grę formą. Przerwy są dokładnie tam, gdzie powinny być, aby nadać blasku build-up’om, a kiedy dziewczyny wracają do rytmu, a raczej poza rytm, natychmiast czuje się ich obecność. Wyjątkową uwagę trzeba przy tym zwrócić na delivery Sunhye w końcowej części utworu, która dzięki swojemu nietypowemu flow i szybkim wersom zyskała tytuł najszybszego rapera k-popowego piątej generacji (8,50 sylab na sekundę!), co jest szczególnie imponujące, biorąc pod uwagę, że te linijki są napisane samodzielnie przez 19-latkę.

Young Posse pokazuje, że przyszłość rapowych girlsbandów w kpopie rysuje się w jasnych barwach, świecąc przykładem na całym wydawnictwie. Mnie pozostaje tylko błagać dziewczyny, by trzymały się swojego zamysłu i kontynuowały swoją działalność w hip-hopowym stylu, zachowując przy tym lekkość i zabawę. Bo to właśnie ten LUZ sprawia, że w tym tygodniu otrzymały tytuł naszego redakcyjnego mocograja.

Mikołaj Domalewski


Two Shell ft. FKA Twigs – Talk To Me

Od jakiegoś czasu widać w popie trend sięgania po bardziej klubowe i eksperymentalne schematy (tak jak w naszych niedawnych mocograjach Von Dutch, Britpop, starszym f@k€, czy w twórczości indie darling Caroline Polachek). Pomijając fakt, że gatunki te bywają tak płynne, że często jeden przechodzi w drugi bez ostrzeżenia, uważam, że jest to idealny kierunek do odświeżenia tego typu muzyki. A powrót FKA twigs po dwuletniej przerwie, we współpracy z brytyjskim duo Two Shell podręcznikowo udowadnia, dlaczego powinny zacierać się coraz częściej.

Już od pierwszych sekund czujemy, że nie mamy do czynienia z typowym dance-popem, pomimo wyraźnego tanecznego rytmu. Zniekształcony głos Tahliah przeskakujący z jednej strony głębokiego basu na drugą jest zaledwie zapowiedzią wszystkich niesamowitych eksperymentów, które możemy znaleźć w tym tracku. I tak jak nieszablonowe projekty często stawiają za bardzo na awangardę i gubią swój balans, Talk To Me ma konkretny pomysł na to, czym chce być i świetnie odnajduje się w szalonej produkcji. A właśnie ta glitchowa, błyszcząca i zbliżająca się nawet do miana hyperpopu produkcja pomimo wszystkich nietypowych akcentów nie rezygnuje jednak z najważniejszej cechy w tracku tego typu – wyjątkowo wspaniale się przy nim kręci nóżką.

Mikołaj Domalewski


Nick Cave & The Bad Seeds – Wild God

nick cave and the bad seeds wild god

Zaczyna się niewinnie. Coś jakby przygrywa w tle. Nie dajcie się zwieść – po chwili wkracza on, cały na… biało? Czy faktycznie można tak powiedzieć o Nicku Cavie i jego złych nasionach? Kimś, kto tyle cierpiał, kto wydawał się spowity w mroku tak gęstym, że nawet przysłowiowe światełko w tunelu zdawało się być jedynie legendą. Czy jednak każda legenda nie zawiera w sobie ziarna prawdy? Nowy utwór mówi jasno – smutek ustąpił szczęściu. Nick Cave & The Bad Seeds powracają z Wild God – nowym, pełnym euforii albumem, o którego życiodajnej sile przekonamy się pod koniec sierpnia. Tytułowy kawałek już tu jest. Zaczyna się niewinnie, ale jak się kończy? Ostatnie dwie minuty sprawiają wrażenie, jakby otwierały się przed nami same bramy niebios. Natomiast Nick Cave, niczym anioł, ponownie zstępuje na ziemię, gotów przeprowadzić nawet przez najgłębszy mrok.

Antek Winiarski

Tomasz Makowiecki – Lato w Mieście

tomasz makowiecki bailando

Jak brzmi Lato w Mieście? Leniwe popołudnie w parku, okulary przeciwsłoneczne i każdy promień słońca jak na wagę złota? Gorączka letniej nocy, zdającej się nie mieć końca? A może chwila refleksji w nadziei, że każda chwila będzie trwać wiecznie? Choć do lata jeszcze trochę, odpowiedź poznaliśmy już tej zimy. Ciekawy kontrast, podobnie jak w przypadku bohatera naszego mocograja, Tomasza Makowieckiego. Jego nowy album łączy w sobie tekstową poetyckość z prawdziwie bałtyckimi tonami, wyjętymi z najcieplejszych lipcowych wspomnień. To jakby wakacje w tym roku zaczęły się nieco wcześniej. I jak tu nie iść w Bailando?

Antek Winiarski