Archiwum

Niechęć – Nowe płuca

Nowe płuca, nowe brzmienie i nieodkryte przez Niechęć terytoria…

Rozpoczyna się niewinnie od statycznej perkusji. Szybko jednak dołącza do niej mroczny syntezator, pogłosowa gitara i niepokojące klawisze, dopełniając swoimi kolorami malujący się przed nami transowy pejzaż. Wtedy głos zabiera saksofon, opowiadając historię w niskich rejestrach. Wszystkie te składowe nawarstwiają się, dążąc do punktu kulminacyjnego, swoistej eksplozji dźwiękowej. Jest ona hipnotyzująca i onieśmielająca. Brzmienie zagęszcza się w rozległej przestrzeni, otaczając nas w całości. Pulsujące pianino, momentami marszowa perkusja, ciemny saksofon, rozciągnięta gitara, prószące syntezatory – wszystko to tworzy soundtrack obserwacji końca świata. I choć idea utworu wydaje się być transhumanistyczna, katastroficzna, odległa, to uderza on w najskrytsze zakamarki ducha, rezonując z całym ciałem.

A Niechęć zapowiedzieli, że będzie to utwór otwierający ich nadchodzący, czwarty album, Reckless Things. Wyobrażacie sobie, co może nadejść po takim wprowadzeniu?

Zuzanna Kopij


Clairo — Sexy to Someone

sexy to someone clairo cover

Clairo wróciła.

Po trzech latach przerwy od albumów (wydając w międzyczasie wyłącznie utwory wspierające cele charytatywne lub współprace z innymi artystami) Claire Cottrill opublikowała pierwszy singiel zapowiadający trzeci (third times the…) longplay w jej dorobku, zatytułowany Charm. Przygotowujące nas Sexy to Someone jest wyznacznikiem nowego brzmienia, które idealnie podsumowuje jej karierę, stojąc stylistycznie pomiędzy debiutanckim Immunity i najświeższym Sling. A te porównania nie powinny dziwić, zwłaszcza że wokalistka od dawna w swojej muzyce odzwierciedla dorastanie, a jej brzmienie zmienia się wraz z życiem i dojrzałością.

Sexy to Someone przyciąga słuchaczy, sięgając po ciepło i instrumentację znaną ze Sling (wyprodukowanym przez Jacka Antonoffa), jednocześnie łącząc je z bardziej energiczną perkusją i paletą dźwiękową Immunity (które powstawało w kolaboracji z członkiem Vampire Weekend, Rostamem Batmanglij). Tym razem, Clairo użycza pomocy od Leona Michelsa – jego wpływy około-soul’owe są zwłaszcza słyszalne w harmonijnym flecie Cottrill, którego znajdziemy w akustycznej oprawie utworu, oraz w inspirowanych latami 70. rozmytych gitarach, które poruszają się gdzieś pomiędzy psychodelicznym folkiem a jazzem.

Wszystko to sprawia, że Sexy to Someone brzmi trochę jak na nowo odkryty staroć, schowany gdzieś w regale pomiędzy nagraniami Motown, który po odtworzeniu uświadamia ci, że twoje uczucia są uniwersalne i ponadczasowe. Wokal Claire jest rześki, oddychający i przytulny, a tekst, typowo dla artystki porusza swoją ludzkością, tęsknotą i subtelnością. Autorka wie jednak, jak poradzić sobie z tym emocjonalnym bagażem – Sexy to Someone pozwala zrozumieć swój własny świat w uniwersalny sposób, zostawiając jednocześnie muzycznie miejsce na taniec i zabawę.

Pozwólcie Clairo oczarować was jej najnowszym utworem, wyróżnionym przez nas na 91.6 FM. Sexy to Someone otrzymuje status mocograja!

Charm, najnowszy album Clairo zostanie wydany już 12 lipca.

Mikołaj Domalewski

Criolo ft. Dino d’Santiago & Amaro Freitas – Esperança

criolo esperanca

Co za groove. Co za energia, a przy tym spora doza elegancji. Trzej muszkieterowie – Criolo, Dino d’Santiago oraz Amaro Freitas – przypływają do nas na falach 91.6 FM. Przypływają z nadzieją, bo właśnie to w wolnym tłumaczeniu oznacza tytuł ich wspólnego utworu. Esperança to zaskoczenie od pierwszych szarpnięć, aż do ostatnich okrzyków. Criolo nie ma tutaj sobie równych. Każdy instrument błyszczy swoim blaskiem, nie wchodząc jednocześnie innym w drogę. Szczególnie istotną rolę odgrywają klawiszowe aranże Amaro Freitasa, nadające kompozycji niemal mistycznego charakteru. Czy utwór stanowi zapowiedź czegoś większego? Odpowiedź pozostaje nieujawniona. Wierzymy jednak, że współpraca trójki bohaterów naszego mocograja nie zakończy się jedynie samą nadzieją na więcej. Podobno ta umiera ostatnia.

Antek Winiarski

Skalpel

Duet Skalpel

W 1998 roku Marcin Cichy oraz Igor Pudło po raz pierwszy spotkali się, aby wspólnie tworzyć muzykę. To, co później powstało, wykiełkowało z fascynacji jazzem oraz elektroniką. Starannie dobierane i świadomie zmodyfikowane sample gigantów polskiej szkoły jazzu, ułożone na elektronicznych motywach porwały odbiorców oraz krytyków. 25 lat później duet ma zbudowaną solidną, międzynarodową markę i nadal bawi się dźwiękami. Skalpel Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

 

Skalpel, używając stosów sampli zaczerpniętych z polskiej szkoły jazzu tworzy mylne wrażenie, że mamy do czynienia z wieloosobowym jazzowym składem. W rzeczywistości Marcin Cichy oraz Igor Pudło przekopali się przez historię polskiego jazzu w poszukiwaniu fragmentów, które mogliby wykorzystać w swoich utworach. Artyści czerpali od takich tuzów jak Józef Skrzek, Andrzej Kurylewicz, Zbigniew Namysłowski czy Laboratorium.

Zespół Skalpel

Chyba nie powinno mówić się o Skalpelu bez wspomienia o osobliwej estetyce, jaka towarzyszy twórczości zespołu. Często słyszy się, że muzyka duetu Skalpel jest filmowa. Zapytany o to w jakim stopniu sensacje wzrokowe przekładają się na jego muzykę, Marcin Cichy odpowiada, że obraz rzeczywiście jest dla niego czymś ważnym, a to co tworzy czasem nazywa pocztówkami dźwiękowymi. Dodatkowo sam zauważa, że jego muzyka ma w sobie coś filmowego. Na pierwszym LP artyści wprost zachęcali do zwizualizowania sobie wyimaginowanej wycieczki, na którą zabierają nas w utworze Break In.

Choć utwory zespołu Skalpel są tworzone komputerowo i oparte na samplach, podczas ich koncertów możemy usłyszeć wirtuozów perkusji, saksofonu czy kontrabasu. W 2019 roku, z inicjatywy muzyka i kompozytora, Patryka Piłasiewicza, duet wystąpił z siedemnastoosobową grupą instrumentalistów jako Skalpel Big Band. Cztery lata później, Marcin Cichy oraz Igor Pudło wrócili do tego pomysłu. 10 listopada ukazał się półtoragodzinny album zawierający najważniejsze utwory duetu, a 16 grudnia Skalpel Band (w ośmioosobowym składzie) zagra we Wrocławskim Narodowym Forum Muzyki.

Chociaż czasami nie do odróżnienia od live bandu, Skalpel zawsze parał się elektroniką. Zarówno Marcin Cichy jak i Igor Pudło w wielu wypowiedziach nawiązywali do współczesnych realiów tworzenia muzyki. Zdaniem duetu postęp technologii w kontekście sztuki to z punktu widzenia artysty wielkie wyswobodzenie. Przyrost jakości, ilości i dostępności narzędzi do produkcji muzyki znosi wszelkie limity oprócz jednego – limitu kreatywności artysty. Zapytani, jak mogliby opisać swoją relację z narzędziami, których używają, odpowiedzieli, że są jedynie rękami robotów.

Wydając krążek Highlight w 2020 roku, duet Skalpel zarysował swoim słuchaczom kierunek, w jakim chcieliby zmierzać w przyszłości. Artyści zaserwowali na nim niemal równe proporcje jazzu i elektroniki. Origins, wydany w listopadzie 2022 roku, ukazał fascynację duetu takimi gatunkami jak jungle czy IDM, a jazzowe sample są tu bardziej tłem niż motywem przewodnim.

Co gdyby powiedzieć, że zespół, który na przestrzeni lat w ramach swojej twórczości przerobił takie gatunki jak: jazz, jungle, IDM, ambient lub hip-hop (łącząc czasem wszystko w różnych proporcjach na jednym albumie) wcale nie lubi wykraczać poza swoją strefę komfortu? Początkowo ktoś mógłby powiedzieć, że bluźnierstwo albo szaleństwo. Okazuje się jednak, że artyści rzeczywiście nie lubią opuszczać swojej strefy komfortu. Marcin Cichy zdradził w jednym z wywiadów, że jako duet postrzegają proces tworzenia jako coś organicznego. Raczej nie ustanawiają sobie nowych celów, nie próbują nikogo przegonić. Chyba nawet nie przejmują się jakimś własnym potencjałem, który za wszelką cenę należy doścignąć. Skalpel robi muzykę, bo po prostu lubi. Fajnie usłyszeć coś takiego od artystów, którzy osiągnęli sukces na międzynarodową skalę, robią ciekawą muzykę, ale przede wszystkim zaczęli świeżo i po 25 latach tacy (świeży) pozostają.

Na koniec ciekawa myśl Igora Pudło nawiązująca do tematu wydawania muzyki na nośnikach fizycznych:

Uważam, że to jest akurat dobre, że muzyka się uwalnia od fizyczności. W gruncie rzeczy muzyka to rzecz niematerialna.

 

Dominik Lentas i Mikołaj Bensdorff

Klawo – Pizza

Okładka singla "Pizza" zespołu Klawo

Klawo to trójmiejska formacja, która reprezentuje nową jazzową falę. Od dłuższego czasu rozprzestrzenia się ona zarówno po Polsce jak i za granicą naszego kraju. Najnowszy singiel zespołu pt. Pizza to smakowity kąsek dla wszystkich koneserów dobrze wypieczonych placków i soczysty groomy brzmień.

Klawo ma nie lada dryg do zaskakujących przedsięwzięć. Od niespodziewanego wydania albumu Live!, przez ogłoszenia występu na przyszłorocznym festiwalu ESNS w Holandii, aż po udział w składance Generacja Jazz. (Poza Klawo usłyszymy też m.in. Immortal Onion, czy USO9001.) A to napewno nie koniec nowości i niespodzianek, które zespół może mieć w zanadrzu! Tym razem uderzają lekkim, płynnym, niezwykle bajkowym utworem. Pizza jest jednocześnie trzecim singlem zapowiadającym składankę warszawskiej wytwórni U Know Me Records.

Jeśli sam status zespołu na lokalnej scenie jazzowej, ich międzynarodowe osiągnięcia, czy niepowtarzalne stilo, które rozbujało setki głów na niejednym festiwalu, was nie przekonuje. Może zachęci was wizualna strona premiery. Wydawnictwo wzbogacone zostało o fenomenalny klip, pełen słońca, uczucia i lekkiego humoru, zakończony słodko-gorzkim twistem. Za to małe arcydzieło odpowiadają Stefano Altoparlante, Kosmek, Totek, oraz Lidia Kozakiewicz (która stworzyła prawdopodobnie największy nóż do pizzy, a napewno w obrębie Trójmiasta)

Przekonajcie się sami, co takiego zgotowało dla was Klawo!

Dawid Sas

 

Tara Clerkin Trio – The Turning Ground

Delikatne gitarowe brzmienie, za sprawą delayu marszczącego melodię niczym nurt tafle wody, fala za falą ciągnie słuchacza swoim potokiem. Spływ potokiem myśli Tary Clerkin po raz kolejny okazuje się nie lada przeżyciem, a różnorodnością gatunkową rzuci na głęboką wodę nawet najbardziej wytrawnego słuchacza.

Różnorodność gatunkowa to typowa charakterystyka projektu Tara Clerkin Trio. Zresztą utwór The Turning Ground jest najlepszym tego świadectwem, bo gdzie indziej usłyszymy triphopowy beat (potraktowany technikami typowymi dla gatunku dub) w konwersacji z dubstepowym wobblem uspokajanym przez dreampopowy wokal? Na papierze całe udokumentowane w utworze zajście brzmi bardziej jak bełkot niż konwersacja. Całość wyważona jest jednak na tyle zgrabnie, że gdyby nie (moja) skrupulatna analiza treści utworu, zabieg ten mógłby przejść bez echa. Najbardziej zadziwiające pozostaje to, że pomimo eksperymentalnego charakteru oraz masy nieoczywistych zestawień utwór pozostaje bardzo przystępny i miły dla ucha.

The Turning Ground, oprócz faktu, że to świetna kompozycja, która przełamuje wszelkie ramy gatunkowe, jest także singlem promującym następny album zespołu Tara Clerkin Trio, którego premiera już trzeciego listopada. Mam nadzieję, że całość albumu On The Turning Ground sprawi, że będę rozpływać się z zachwytu jeszcze bardziej niż w przypadku naszego mocograja.

 

Dominik Lentas

Berlioz ft. Ted Jasper – Deep in It

Okładka albumu berlioz - jazz is for ordinary people

Czy da się rozkochać w sobie zarówno fanów jazzu jak i house’u? Zrobić to w mniej niż rok? Wydając mniej niż dziesięć utworów? O samym Berliozie wiadomo raczej niewiele, ale jedno dzięki niemu jest jasne, że odpowiedź na powyższe pytania brzmi: TAK!

Berlioz to artysta, którego muzyka do mojej biblioteczki wpadła ot tak. Tak samo wpadła mi w ucho i od tamtego momentu nie mogę jej wydostać. Jest tak pewnie dlatego, że melodie w jego utworach są proste i bardzo satysfakcjonujące. Warto przy tym zaznaczyć, że samym utworom nie brakuje jednak głębi. Muzyka Berlioza bardzo przypomina tą od St Germain’a – jednego z pierwszych parających się fuzją jazzu i house’u. Berlioz tak samo jak jego prekursor ma w sobie lekkość w tworzeniu prostych, ujmujących melodii zbudowanych na fundamencie housowych rytmów. Dodajmy do tego zawiłą teksturę szalejącą w tle nie mniej szalonych linii melodycznych i dostajemy mieszankę, która wciąga słuchacza prostotą i zatrzymuje go tak długo, aż ten nie zda sobie sprawy z wielowarstwowości tematu. Dzięki tej dynamice utwory stają się przystępne, ale nie banalne – więc nagradzające ponowny odsłuch.

Artysta tytułując swoją najnowszą EP-kę słowami jazz is for ordinary people zdaje się stawiać bardzo poważną tezę, która nawiązuje do statusu, jakim w niektórych kręgach cieszy się tytułowy gatunek. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że obaleniem tej tezy mogą być zainteresowani na przykład bardzo poważni krytycy w bardzo poważnych krawatach, ale po tym co zaprezentował Berlioz, nie wróżę im sukcesów.

 

Dominik Lentas

Gil Scott-Heron

Zdjęcie Gila Scotta-Herona

Tej rewolucji nie znajdziesz w telewizji – znajdziesz ją natomiast na 91.6 FM! Z okazji 74. rocznicy urodzin wspominamy postać Gila Scotta-Herona Artysty Tygodnia w Radiu LUZ.

Gilbert Scott-Heron to urodzony 1 kwietnia 1949 artysta, który jest autorem nie tylko utworów i tekstów, ale także powieści i wierszy. W swojej twórczości najbardziej znany jest z melorecytacji swoich wierszy oraz łączenia elementów jazzu i funku. Był bardzo zaangażowany politycznie. W tekstach poruszał głównie tematy rasizmu i nierówności społecznej, ale w jego repertuarze znajdziemy również utwory tematycznie lekkie i przyziemne.

Popularność zyskał dzięki swojemu albumowi zatytułowanemu Pieces of a Man, a konkretnie utworowi The Revolution Will Not Be Televised. Utwór ten był oparty na (w tamtych czasach) popularnym sloganie Czarnych Panter namawiającym do wszczęcia rewolucji na rzecz walki o równouprawnienie czarnej mniejszości w Stanach Zjednoczonych. Tekst piosenki został przez Gila Scotta-Herona wyrecytowany przy akompaniamencie muzyki. Z głosu autora możemy wyczuć gniew, frustracje oraz gotowość do walki. Te czynniki oraz sytuacja polityczna w USA w latach 70. sprawiły, że utwór stał się manifestem pokolenia, który miał za zadanie pobudzić do działania biernych amerykanów. To dzieło już do końca jego kariery uważane było za jego najwybitniejszy utwór.

Artysta pobierając nauki w Lincoln University poznał się z Brianem Jacksonem. Jak się później okazało, ich współpraca miała trwać prawie dekadę. W wyniku tej współpracy artyści wydali prawdopodobnie najważniejsze albumy w swojej karierze. Brian był odpowiedzialny głównie za pisanie muzyki, natomiast Gil zajmował się tekstem. Obaj ją wykonywali. Najbardziej znane albumy sygnowane nazwiskami obu muzyków to: Bridges, Secrets i Messages. Dzieła będące owocem współpracy tych artystów cechują się lżejszą tematyką i weselszym, barwniejszym brzmieniem od solowych albumów Gila Scotta-Herona.

Zdjęcie Gila Scotta-Herona i Briana Jacksona

Nie sposób również nie wspomnieć o wpływie, jaki Gil Scott-Heron wywarł na rap. Przypisuje mu się tę zasługę głównie ze względu na spopularyzowanie tekstu recytowanego jako siły napędowej utworu muzycznego. Właśnie ten styl wykonania utworu zyskał ogromną popularność w rapie. Kolejnym aspektem, dzięki któremu artysta dostał tytuł praojca rapu, jest jego bezpośredni i bezpardonowy sposób omawiania rzeczywistości.  Scott-Heron w swoich tekstach nie słodzi, lecz mówi jak jest. Prawdopodobnie te dwa czynniki najbardziej wpływają na ogrom cytacji artysty (zwłaszcza w świecie rapu). Mowa zarówno o sytuacjach kiedy jego dzieła samplowano, jak i sytuacjach, w których rzeczywiście cytowano jego wypowiedzi. Tutaj znowu powraca wiersz The Revolution Will Not Be Televised, który odbił się najszerszym echem. Pomimo sławy Gila jako protoplasty rapu ten nie uważa się za kogoś, kto – jak sam to ujął –”powinien wziąć odpowiedzialność za powstanie gatunku” tym samym sugerując, że nie jest zbyt dumny z tytułu jakim go mianowano.

Zdjęcie Gila Scotta-Herona i Common'a

Gil Scott-Heron w nowym wydaniu, czyli powrót muzyka po 16 latach. I’m New Here to album Artysty Tygodnia wydany w 2010 roku, w którym znacznie zmienił brzmienie, z którego dotychczas był znany. Z jazzu i funku przeszedł w coś, co bardziej przypomina trip hop pożeniony z bluesem. Prawie całość tego dzieła brzmi elektronicznie, a momentami nawet industrialnie. Do tej pory nie słyszeliśmy go w takim wydaniu, jednak artysta pomimo 16-letniej nieobecności udowodnił, że dalej potrafi stworzyć coś, co chwyta za serce i skłania do refleksji.

Po raz pierwszy klimat albumu jest bardzo intymny. W albumie doświadczymy dużo mniej słowa śpiewanego, do którego przyzwyczajał nas od kilku poprzednich albumów. Artysta w części piosenek wraca do swoich korzeni – melorecytacji. Album brzmi bardzo aktualnie, co budzi podziw zważywszy na wiek artysty i czas nieobecności. I’m New Here to ostatni album w karierze Gila Scotta-Herona. Niesamowicie cieszy więc fakt, że album jest też jego największym eksperymentem i to bardzo udanym!

Artysta odszedł 27 maja 2011 roku, mając zaledwie 61 lat.  Zostawił nas z repertuarem, który odcisnął piętno na kulturze jak i społeczeństwie. Artysta znacząco wpłynął na dzisiejszą formę takich gatunków muzycznych jak rap i neo-soul. Z okazji jego dokonań jak i niedawno ubiegłej 74. rocznicy jego urodzin wspominamy jego postać i dorobek artystyczny. Gil Scott-Heron Artystą Tygodnia w Radiu LUZ na 91.6FM.

 

Dominik Lentas