Archiwum

Ezra Collective ft. Lila Iké – Well Organised

Ezra Collective prezentują Well Organised, drugi singiel zwiastujący album Here Because of Hope, którego premiera  ustalona jest na datę 18 września 2026 roku.  Pierwszą zapowiedzią albumu był singiel Only Love z udziałem Pa Salieu.  Tym razem kwintet  zaprosił  do współpracy jamajską wokalistkę Lilę Iké, z którą stworzył utwór będący spotkaniem jazzu z karaibskimi brzmieniami.

Well Organised pokazuje kolejne oblicze nadchodzącego albumu, który jest swego rodzaju  muzyczną podróżą  międzykontynentalną, ukazującą różne wpływy i rytmy. To lekka,  letnia kompozycja, w której jazzowa swoboda Ezra Collective spotyka się z  niezwykle miękkim  głosem Lili Iké, tworząc brzmienie pełne słonecznych promieni.

                                                                                                                                                    Aleksandra Antoszczuk

Flea ft. Nick Cave – Wichita Lineman

Możecie go znać z Red Hot Chilli Peppers, czy też z supergrupy Atoms for Peace. Dotychczas, uzbrojony w gitarę basową, podbijał świat rockiem i funkiem. Flea, bo o nim mowa, swoim solowym albumem Honora pokazuje jednak, że jeszcze nie znamy granic jego twórczości. Muzyk chwyta za trąbkę i rozpoczyna eksploracje świata jazzu.

Sam Flea opowiada o swojej nowej drodze twórczej w bardzo otwarty sposób. Nie ukrywa, że długo nie czuł się wystarczająco dobrym muzykiem, aby równać się z jazzowymi zawodowcami. Słuchając jednak jego najnowszego wydawnictwa nieprawdopodobne wydają się historie o kompleksach artysty. W kompozycjach z albumu nie znajdujemy do nich podstaw. Wręcz przeciwnie – trafiamy na moc kompletnych melodii ujętych w dojrzały i wrażliwy sposób.

Piosenka Wichita Lineman po raz pierwszy wybrzmiała w 1968 roku w wykonaniu Glena Cambella. Flea razem z Nickiem Cavem w ramach albumu Honora podejmują się reinterpretacji utworu. Słoneczne i optymistyczne brzmienia oryginału zamieniają sie na klimat tajemniczości i melancholii. Prostota i delikatność dźwięków, wyrazistość perkusji, no i ta pełna ekspresji trąbka łączą się z głębokim wokalem Cave’a tworząc mantryczną atmosferę. Sam wokalista przyznał, że jest to piosenka dla niego wyjątkowa. Twierdzi, że nie podjąłby się jej wykonania, gdyby nie zaproszenie Flea. Na szczęście dla nas do kolaboracji doszło, Wichita Lineman na płycie Honora ma swoje miejsce, a my możemy doświadczać jej unikatowości i piękna. Bo to właśnie te cechy sprawiły, że dzielimy się z Wami naszym zachwytem i nadajemy piosence status Mocograja Radia LUZ.

Marysia Głowacka

hoshii, Kuba Więcek – LOVE THERAPY PT.3

Projekt hoshii  wchodzi w nowy rok wydając wersję deluxe albumu HER NAME WAS YUMI. Tym samym fani zyskują nie tylko okazję do przypomnienia sobie o ostatnim krążku, ale i trzy dodatkowe utwory.

Dwie dalsze części LOVE THERAPY przedzielono sennym, aczkolwiek podnoszącym na duchu DREAMING. Druga połowa tej rozszerzonej tetralogii pogłębia beztroskie, pełne optymizmu zauroczenie tak by pod koniec móc rozpłynąć się w niskich częstotliwościach.

Pełnia emocji przekazana czule przez saksofon Kuby Więcka.

Sebastian Kornecki

 

 

Grande Piccolo ft. Hubert Rosiński & Serca Bitche & Kajetan Maj – Dr Jazz

Zanim odpalicie ten numer musicie sobie zadać kilka ważnych pytań: czy naprawdę lubicie muzę? Czy potrzebujecie muzycznej reSUScytacji? Jeśli dalej czujecie się pogubieni co do odpowiedzi to spokojnie, bo na szczęście, na sali pojawił się specjalista.

Dr Jazz to emocjonalny utwór autorstwa duetu producenckiego Grande Piccolo i jazzowego gitarzysty Huberta Rosińskiego, z udziałem zespołu chórkowego Serca Bitche oraz basisty Kajetana Maja. Piosenka powstała w klimacie DIY i prowadzi słuchacza przez trzy intensywne etapy: wołanie o pomoc, coachingową reprymendę i muzyczną resuscytację. Gatunkowo balansuje między hip-hopem, soulem i elektroniką, a jednocześnie zostawia słuchaczowi przestrzeń do interpretacji – czy Dr Jazz to prawdziwa postać, czy może metafora życia?

Temu tygodniowi na styku 2025 i 2026 roku taka muzyczna terapia posłuży jak ulał.

Maja Dachtera & Katarzyna Golec

Product May Contain – Jesteśmy zespołem demokratycznym

Zabawa połączona z głęboką wrażliwością i dopracowaniem każdego szczegółu. Tak w skrócie można opisać album grupy Product May Contain, Playgrounds. Jedno z najgłośniejszych wydawnictw roku na polskiej scenie jazzowej to znakomity przykład na to, że czasami nie warto iść na skróty.

 

Gdy kilka miesięcy temu miałem przyjemność rozmawiać ze zwycięzcami konkursu w ramach tegorocznego festiwalu Jazz nad Odrą, zespołem Blu/Bry, zadałem im pytanie o to, na jaką premierę z polskiej sceny czekają najbardziej. Klawiszowiec składu, Kuba Letkiewicz, podał wtedy nazwę pewnej grupy. Product May Contain.

Nasz początkowy entuzjazm na tę wzmiankę dość szybko zmieszał się z żalem. Wszyscy mieliśmy bowiem w pamięci fenomenalny występ wspomnianego trio na tym samym festiwalu dwa lata wcześniej, który również zapewnił im zwycięstwo w konkursie. W momencie rozmowy z Blu/Bry brak było jednak jakichkolwiek informacji o nadchodzących wydawnictwach Product May Contain. Na szczęście taki stan rzeczy to już przeszłość.

W połowie maja zespół wydał EPkę side effects małą przystawkę, która pełniła ważną funkcję. Jej celem było powiedzenie: Tak, jesteśmy tutaj. Czekajcie na więcej. W Radiu LUZ jednak i to nam wystarczyło. Kapitalny, pulsujący singiel Badyl wyróżniliśmy wtedy tytułem Mocograja.

Danie główne nadeszło kilka dni temu. Wyczekiwana przeze mnie od kilku tygodni premiera albumu Playgrounds miała miejsce 26 września. Dwa dni później miałem zaś okazję porozmawiać z jego twórcami w studiu nagraniowym w budynku C-8 Politechniki Wrocławskiej. Tymon Kosma (wibrafon), Filip Botor (bas) oraz Mateusz Borgiel (perkusja), świeżo po sobotnim koncercie w Obornikach Śląskich, spędzili w siedzibie Radia LUZ ponad dwie godziny. Rozmowa z nimi, poza byciem niesamowicie przyjemnym doświadczeniem, pozwoliła mi lepiej zrozumieć, dlaczego ich długogrający debiut brzmi tak znakomicie.

Nie bez powodu wspomniałem na początku o występie Product May Contain na Jazzie nad Odrą w 2023 roku. Kilkanaście minut popisów chłopaków zrobiło na mnie gigantyczne wrażenie swoją bezkompromisowością oraz umiejętnościami, które już wtedy prezentował każdy z nich. Ich muzyka różniła się jednak wtedy od tego, co prezentują obecnie. Każdy grał jeszcze nieco w odosobnieniu od pozostałych członków, a nastrój, który tworzyli, określiłbym jako techniczno-kosmiczna intensywność.

Playgrounds to zapis pracy zespołu, który artystycznie jest już w zupełnie innym miejscu. Poza organizacyjno-formalnymi trudami wypuszczenia na rynek fonograficznego debiutu, w trakcie ostatnich dwóch lat czekało ich jeszcze ważniejsze wyzwanie muzyczne. Niezwykle istotnie bowiem było dla muzyków to, aby w momencie premiery materiał dalej silnie z nimi rezonował i pokazywał, kim są w tym momencie.

To jest chyba najcięższy taki też psychicznie w ogóle aspekt grania razem, (…) kiedy zespoły mają nagrany materiał, który jeszcze w momencie też jak się jest młodymi zespołami(…) to (…) ten materiał często przez to, że my się szybko zmieniamy, on też często sam mega szybko zaczyna się jakoś gdzieś tam starzeć powoli. Albo nawet jeżeli nie starzeć, to po prostu my się zmieniamy i ten materiał na przykład (…) czasami mniej koreluje z nami (…)

Jak więc brzmią zgromadzone na debiucie grupy kompozycje? Dokładnie tak, jak jego oprawa graficzna, zaprojektowana przez Jacka Rudzkiego – kolorowo, geometrycznie, a jednocześnie bardzo organicznie i naturalnie. Największą siłą muzyki Product May Contain w 2025 roku jest dla mnie jedność brzmienia. Pomimo obecności wibrafonu, w teorii instrumentu bardziej wybijającego się na pierwszy plan, niż kontrabas i perkusja, Tymon, Filip i Mateusz są w stanie uzyskać fenomenalną, pulsującą spójność w swojej grze. Jednocześnie nie jest to absolutnie album jednowymiarowy.

Playgrounds to połączenie momentów delikatniejszych z tymi buzującymi niespożytą energią. Z jednej strony muzycy pokazują swoją głęboką wrażliwość na pięknych kompozycjach, takich jak Chwilowy układ wszystkiego i Place zabaw. Z drugiej zaś, wystarczy chwila singlowej Karuzeli, by świat faktycznie przyjemnie zawirował dookoła.

Prawdziwą perełką jest ponad 10-minutowy utwór Szapiro. Nagrana wspólnie z Kubą Więckiem suita w pełni wyjaśnia, dlaczego debiut Product May Contain to tak wyjątkowy materiał. Jedną rzeczą jest bowiem wkład saksofonisty, zarówno kompozycyjny, jak i improwizacyjny. Jest to fenomenalna gościnka”, która przy pierwszym odsłuchu wprawiła mnie w osłupienie swą mocą i przejmującymi emocjami. Tak wspaniały występ Więcka był jednak możliwy dzięki wcześniejszej pracy członków grupy, którzy wciąż na nowo dopieszczali długimi miesiącami szkieletu utworu. Ta pieczołowitość obrazuje też sedno podejścia chłopaków do tworzenia muzyki.

Mam takie przemyślenie, że dużo rzeczy, które robimy na próbach, pomijając takiego zwykłego ćwiczenia części utworów, ćwiczenia temp, ćwiczenia z metronomem(…) robimy w różnych konfiguracjach. Raz gramy, raz ktoś nie gra, raz gramy wszyscy, raz gramy mega cicho, raz ktoś gra głośno, raz ktoś gra cicho. Różne tam miszmasze. (…)Myślę, że my robimy w ogóle bardzo dużo takiej pracy checkinowej na naszych utworach, która nie jest (…) popularna (…), sprawdzamy dosłownie wszystko.

Wiele zespołów w trakcie nagrywania debiutanckiej płyty tak kompleksowej, jak Playgrounds, mogłoby pójść na łatwiznę. Odpuścić pewne detale, przymknąć oko na małe niedoskonałości we wspólnej grze. Członkowie Product May Contain nie zgodzili się jednak na kompromis. W trakcie prac nad albumem dogłębnie poznali i zrozumieli siebie nawzajem, zarówno jako muzyków, jak i ludzi. W efekcie są zespołem właściwie w pełni ukształtowanym, już teraz gotowym na nowe wyzwania i dalszą ewolucję. Cudownie szczery śmiech Tymona Kosmy na zakończenie płyty to jednocześnie przywołujący uśmiech gag, ale i wyraz ogromnej satysfakcji z wykonanej przez grupę pracy.

Serdecznie polecam Wam zarówno album Playgrounds, jak i zapis naszej prawie półtoragodzinnej rozmowy. Product May Contain sprawili, że niezwykle owocny dla polskiego jazzu czasu stał się jeszcze bardziej wyjątkowy. Gratulacje, Panowie.

Tekst: Michał Lach
Realizacja materiału dźwiękowego: Filip Juszczak

 

WROsound 2025

wrosound cover

WROsound stawia Wrocław na festiwalowej mapie Polski

WROsound to bez dwóch zdań najważniejsze letnie wydarzenie muzyczne we Wrocławiu. To też impreza bliska naszym LUZowym sercom. W końcu od wielu lat pokazujemy, jak bardzo lokalna scena warta jest Waszej uwagi, a w tym przypadku – że nie trzeba szukać daleko, by znaleźć świetny festiwal muzyczny. Prosto w sercu naszego miasta.

Zaczął się sezon festiwalowy i mam wrażenie, że przez social media klasyczne FOMO osiągnęło już swój szczyt. Czy to zagranica i wielkie wydarzenia jak Glastonbury i Primavera Sound, czy krajowe fenomeny pokroju Audioriver’a, Pohody, czy SLOT Art Festivalu – wszędzie mowa o festiwalach. Te wszystkie opcje są już wystarczająco przytłaczające, nawet dla osób, które każdy dzień spędzają kręcąc się dookoła muzyki. Dodatkowo proces planowania wyjazdu, zakwaterowania, czy urlopów staje się kolejną rzeczą uprzykrzającą wymarzony odpoczynek. Łatwo przy tym chaosie zapomnieć, że w naszym rodzinnym mieście też odbywają się niesamowite wydarzenia, które zrzeszają sztukę, kino, czy tak jak w tym przypadku – entuzjastów dobrej muzyki.


Kuba Więcek – nowy dyrektor artystyczny i programowy festiwalu

W tym roku stanowisko dyrektora artystycznego WROsound objął Kuba Więcek, jeden z najciekawszych głosów młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Z pozoru łatwo scharakteryzować jego talent – nagrody, wiele międzynarodowych występów i niesamowite umiejętności kompozytorskie oraz producenckie. Jednak muzycznie, pomimo wielkiej miłości do jazzu, nie daje się wpisać w żadne schematy pięciolinii. Stojąc na czele grupy hoshii, łączącej wielkie talenty instrumentalne, sięga po hip-hop, elektronikę i nowoczesne brzmienia i wykracza daleko poza klasyczne ramy.

Na początku 2024 artyści wystartowali z cyklem hoshii sessions – internetową serią spotkań z ulubionymi twórcami z kręgu hip-hopu, popu i alternatywy. Wspólnie reinterpretują ich utwory w okołojazzowych aranżacjach, które oprócz wersji streamingowych czasem odnajdują swoją drogę na koncerty. Przykłady to wyprzedane wydarzenie w NOSPR,  czy właśnie tegoroczny WROsound.

Co znajdziemy w line-upie?

WROsound - hoshii sessions

hoshii sessions live

Line-up tej edycji pokazuje różnorodność polskiej sceny, zwłaszcza przez rozmaite współprace zaaranżowane przez Więcka. Podczas specjalnego występu hoshii sessions live muzycy zaprezentują unikalne interpretacje utworów razem z Marią Peszek, schafterem (którego singiel z tej akcji wyróżniliśmy niedawno tytułem Mocograja), DZIARMĄ, Włodim, Ten Typ Mesem i Kasią Lins – wszystko w autorskiej oprawie. Koniecznie sprawdźcie też fragment naszej rozmowy z Kubą. Opowiada w nim między innymi o różnicach w projektach hoshii sessionshoshii.

WROsound - KOKOROKO

Jazz

Tegoroczny WROSound oferuje bardzo dużo dla fanów jazzowych wariacji.  Szczególnie warto zwrócić uwagę na KOKOROKO, brytyjski kolektyw łączący wpływy afrobeatu, jazzu, soulu i funku z brzmieniami Londynu i kulturowym dziedzictwem swoich członków. Z kolei trio Łona x Konieczny x Krupa to współpraca wyjątkowego rapera i tekściarza Adama Zielińskiego z wybitnymi muzykami ze składu Siema Ziemia. Artyści zaprezentują projekt TAXI (wyróżniony jako najlepszy polski album 2023 roku według naszej redakcji). Na dokładkę polecamy nagrodzonego nominacją do nagrody Grammy Kassa Overall’a – nowojorskiego perkusistę, producenta i rapera. Jego twórczość to śmiałe połączenie jazzu z hip-hopem oraz muzyką elektroniczną.

WROsound - Belmondawg x Expo 2000

Elektronika i rap

Dla fanów elektroniki z najwyższej półki też znajdzie się dużo atrakcji. RYSY, w tym lecie prezentujące wyłącznie występy DJskie, na festiwalu wyjątkowo przedstawią specjalny live set, natomiast Skalpel, ikony polskiej sceny nu-jazzowej i elektroniki przygotowali dla nas specjalny występ audiowizualny. Tym szukającym rapu polecamy współpracę nietuzinkowego rapera Belmondawg z producentem Expo 2000 – twórców kultowego minialbumu Hustle As Usual. Znani z charakterystycznego stylu i nieograniczonego swagu, ten duet to mój osobisty must-see na festiwalu. To również dwukrotni zwycięzcy LUZ-owego podsumowania na najlepszy utwór roku (raz oryginalnie, raz w remiksie Pejzażu – dwa lata pod rząd!).

WROsound - Coals

Alternatywa

Polska stoi szeroko pojętą alternatywą, a wielu jej reprezentantów znajdziecie na wrocławskim festiwalu. Trzeba tu wymienić Coals, najważniejszy duet w historii polskiego art-popu, onirycznie przemieszczający się pomiędzy rozmaitymi inspiracjami Łukasza i Kachy (z którą w 2021 roku podczas WROsound porozmawiała Zuzanna Pawlak). Lokalnym, wrocławskim (!) akcentem jest Biały Falochron, projekt, który łączy klubowe inspiracje z brzmieniami eksperymentalnymi. Z pewnością zaskoczy tanecznymi rytmami i zwrotami stylistycznymi, od ciężkich post-punkowych gitar po lekkie syntezatory. Na sam koniec, Franek Warzywa i Młody Budda, czyli charyzmatyczny duet, który łączy absurdalny humor z zaangażowanym przekazem; gwiazdy za granicą, a lokalnie wielbiciele dobrej zabawy i energetycznych występów.

WROsound - Dominika Płonka

Damskie głosy

Na WROsoundzie znajdziecie także pełno utalentowanych artystek, takich jak młoda tekściarka i wokalistka Livka, czy Dominika Płonka, której pełne lekkości teksty, połączone z produkcyjną perfekcją na długo zostają w pamięci. Jej debiut DOMINIKA DANIELA wyróżnialiśmy jako jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku. Nie zapominajmy o Danieli Pes*, kompozytorce, producentce i wokalistce z Sardynii, prezentująca prawdziwą fuzję tekstur oraz wiele innych live act’ów.

(* update 17.05.2025, z powodów zdrowotnych Daniela Pes nie wystąpi na festiwalu, a jej miejsce zastąpi Miły ATZ.)

DJe

Imprezę codziennie będą kończyć sety wschodzących gwiazd, błyszczących na deckach. W piątek będzie to DJ POLKOMTEL, współtwórca projektu BLIKOMTEL sesh, który rozrusza parkiet nawigując nas od trance’u po rapowe wokale. Z kolei w sobotę DJ Mislaw, producent techno o klasycznym wykształceniu muzycznym, połączy surowość z emocjonalną głębią.

Gdzie w tym wszystkim LUZ…

Przy okazji odliczania do festiwalu, wraz z drugim reprezentantem Redakcji Muzycznej, Jędrzejem Śmiałowskim, mieliśmy możliwość przekazać dla aktywnych słuchaczy kilka wyjątkowych wejściówek, oraz porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za festiwal – Paulą Szewczyk ze Strefy Kultury Wrocław. Podczas audycji Ultradźwięki opowiedziała o organizacji tego przedsięwzięcia. Dwa fragmenty z naszej rozmowy znajdziecie poniżej:

Mikołaj Domalewski i Jędrzej Śmiałowski, rozmowa z Paulą Szewczyk ze SKW, Ultradźwięki 15.07.2025

WROsound 2025 odbędzie się 18 i 19 lipca na placu przed Impartem we Wrocławiu. My już zacieramy ręce. Planujemy dla Was masę niespodzianek i współprac z artystami. Oprócz tego, w tym roku znajdziecie nas również na samym festiwalu! Znajdziecie nas w charakterystycznym pomarańczowym namiocie, nadając na żywo z terenu. Zbijecie z nami piątki już w najbliższą sobotę od 18 do 20. Jeżeli będzie tam LUZ, Was też nie może zabraknąć!

Mikołaj Domalewski

hoshii x schafter – Pejzaż (hoshii sessions)

Polacy nie gęsi – swój Tiny Desk mają.

Od dobrych paru lat – dzięki dobrodziejstwu internetu – popularnymi stały się wykony artystów z różnych środowisk i gatunków w żywych, instrumentalnych, niekiedy jazzowych aranżacjach. Na tej fali powstał projekt saksofonisty Kuby Więcka, lidera grupy hoshii, niedawno świętującej wydanie drugiego albumu HER NAME WAS YUMI.

Hoshii sessions, bo tak nazywa się seria, trochę na kształt słynnego już projektu Tiny Desk, zamienia niewielki Plakaton w Warszawie w pełną życia ostoję polskiej muzyki popularnej. Panowie zapraszają do projektu czołowych artystów znad Wisły; udział wzięli już, chociażby, siostry Przybysz, Franek Warzywa & Młody Budda, Hubert., czy Daria ze Śląska.

Z nieukrywanymi wypiekami wyczekiwałem następnych odcinków owej serii, a szczególnie występu  schaftera . Starsi fani Wojtka lubią zasypywać artystę pytaniem: Gdzie jest sax?  , nawiązując do niegdyś wielokrotnie używanych przez schafiego sampli ze starych jazzowych albumów. Dziś Młody W bawi się stylem, zapowiadając album Awangarda. Do tej pory mieliśmy przyjemność usłyszeć z niego singiel Da Vinci – gatunkowo odległy, od tego, czego może chciałby bardziej zatwardziały fanbase, niemniej jednak wyjątkowo świeży i imponujący.

W serii hoshii sessions, w aranżacji wybitnych jazzowych hostów, schafter pozwala poprowadzić się za rękę kosmicznej aranżacji utworu Pejzaż z pierwszego studyjnego albumu artysty – Audiotele, rozpościerając wokalnie skrzydła. Dobrze widzieć, że bawi się swoim głosem, nie boi się bardziej odważnej ekspresji i potrafi zaimponować zarówno na trapowych eksperymentach, jak i w akompaniamencie saksofonu Kuby Więcka. Szczególne wrażenie zrobił na mnie ten muzyczny switch pod koniec występu. Bas Maxa Muchy idealnie przegryza się z wokalem raciborskiego twórcy, tworząc nastrojową całość. Odpowiadając więc fanom: oto wasz sax. Warto było czekać.

Hoshii sessions skutecznie popularyzuje brzmienie współczesnego polskiego jazzu, przy okazji przynosząc nam niespodziewane współprace, jak ta z Wojtkiem. Koncert z serii hoshii sessions live zawita również do Wrocławia w ramach festiwalu WroSound (będziemy tam!) 18-19 lipca, gdzie pod artystycznym zarządem lidera hoshii zagrają: Maria Peszek, DZIARMA, Włodi, Ten Typ Mes, Kasia Lins i oczywiście schafter.

 

Filip Juszczak

 

Omasta – Kazimierz

Na światowej scenie okołojazzowej panuje od jakiegoś czasu trend na powrót do jazzu ulicznego. Jazzu od ludzi dla ludzi, czyli muzyki będącej ponownie głosem ulic i osiedli. Przed laty pokolenie wychowane na jazzie tworzyło fundamenty pod rozwój hip-hopu, a teraz generacja wychowana na hip-hopie buduje rusztowanie dla przyszłości współczesnego jazzu.

Omasta – krakowski kwintet zaistniał w świadomości fanów gatunku przez serie koncertów coverujących legendy wczesnego jazzującego rapu. Grali mistrzów Madliba i MFDooma oraz JDillę, przyprawiając znane z bitów dwóch panów melodie tembrem instrumentów. Szturmem zdobyli scenę, grając support przed legendarnym Slum Village oraz koncert z raperem Peją.

Fani zadawali jednak jedno pytanie – kiedy Omasta zaserwuje nam coś własnego?

W kwietniu tamtego roku, podczas koncertu w Paul’s Boutique w Krakowie, szczęśliwcy obecni na miejscu mogli poczuć przedsmak pierwszego singla Omasty, odwołującego się naturalnie do jednej z dzielnic dawnej stolicy – Kazimierza.  Teraz skład debiutuje studyjnie, zapowiadając tym samym debiutancki album – Jazz Report From The Hood.

Kazimierz w rzeczy samej jest raportem wprost z osiedli. Brudny flet, przekomarzający się z fortepianem, buduje tu przestrzeń pod chwytliwy, dęty motyw, powracający przez cały utwór. Całość tworzy fenomenalny, żywy, miejski pejzaż – perfekcyjny zdawałoby się na spacer po Kazimierzu; wrocławskie Nadodrze jednak nadaje się jako współtowarzysz kompozycji równie idealnie.

Omastę zobaczyć będzie można na żywo, chociażby podczas OFF Fesitvalu, zarówno w wydaniu coverowym (Omasta plays Madvillainy) oraz, jak możemy podejrzewać, w wydaniu oryginalnym. A jeśli mało wam osiedlowego jazzu, red. Jędrzej Śmiałowski  przeprowadził dla Radia Luz rozmowę z Omastą, w której Panowie tłumaczą pochodzenie nazwy zespołu i zdradzają nieco kulisów krakowskiego kwintetu.

Niech żyje Polski Jazz!

Filip Juszczak

 

Roy Ayers

4 marca 2025 roku w wieku 84 lat odeszła w  jedna z największych legend amerykańskiego jazzu – Roy Ayers. 60 lat na scenie zaowocowało 33 wydawnictwami, które poza rozwijaniem fuzji jazzu oraz funku dały podwaliny pod największe hity hip-hopu. Dźwięki jego wibrafonu stanowiły jeden z najważniejszych głosów jazz-funkowego szaleństwa lat 70. gdy nagrywał on swoje najważniejsze projekty z zespołem Ubiquity. Przez lata stał się jednym z najczęściej samplowanych artystów w historii hip-hopu, stanowiąc esencję twórczości między innymi tak legendarnych grup jak A Tribe Called Quest. Aby upamiętnić twórczość mistrza w tym tygodniu w ramach pasma Artysta Tygodnia przedstawiamy Wam jego najważniejsze dzieła i przybliżamy wpływ na innych wielkich twórców.

 


He’s Coming

1972

Polydor Records

Początek lat 70. stanowił zwrot w twórczości Roya Ayersa. Po post-bopowo zorientowanej poprzedniej dekadzie. nastał czas na połączenie jazzowych brzmień z ciągle rosnącym w popularność funkiem. W tym celu powołał do życia formację Ubiquity, której nazwę można przetłumaczyć jako wszechobecność. Do wibrafonu i innych analogowych instrumentów dołączyły również te elektroniczne, otwierając przed muzykiem zupełnie nowe spektrum możliwości. Widać to szczególnie wyraźnie na znakomitym albumie He’s Coming z 1972 roku. Liryczna eksploracja duchowości i walki o prawa społeczne opakowana jest w kompozycje, które brzmieniowo wywodzą się z jazzu, lecz wymieszanego już z soulem, funkiem i pewną dozą psychodelii. Ain’t Got Time brzmi jak stadium przejściowe między śpiewana poezją Gila Scotta-Herona, a soulową perfekcją Marvina Gaya. Na I Don’t Know How To Love Him przepięknie lśni z kolej wibrafon lidera grupy. Największa perłą jest jednak spektakularne We Live In Brooklyn, Baby, wykorzystane później między innymi przez Kendricka Lamara i Mos Defa. Ciężko się dziwić, skoro dynamiczna perkusja stanowi esencję idealnego hip hopowego bitu. Ostre, niepokojące skrzypce fantastycznie korespondują z kłapiącym basem i stanowią niezwykły podkład dla równie nastrojowego wokalu Ayersa.


Roy Ayers dead: L.A.-born jazz-soul vibraphonist was 84 - Los Angeles Times


Everybody Loves The Sunshine

1976

Polydor Records

Motywem przewodnim w całej twórczości Ayersa jest wszechobecne ciepło. Nie bez powodu również jego najpopularniejszy album bezpośrednio nawiązuje do promieni słonecznych. Płyta Everybody Loves The Sunshine do dziś jest sztandarem stylistyki tak namiętnie celebrowanej przez Ayersa. Mowa tutaj oczywiście o harmonijnym łączeniu jazzowej instrumentacji z funkową intensywnością, której na tym projekcie jak najbardziej nie brakuje. Aura wszechobecnego entuzjazmu i pozytywności płynąca z tego krążka potrafi perfekcyjnie odwzorować wiosenne uczucie wyzwolenia spod zimowej opresji. Idealny balans pomiędzy psychodelicznym dryfem, a abstrakcyjną myślą Ayers zachowuje poprzez przeplatanie zróżnicowanych w brzmieniu utworów. Przejście ze spokojnego i jakże hipnotyzującego The Third Eye w rozpalone It Ain’t Your Sign It’s Your Mind w idealny sposób obrazuje perfekcyjny dualizm albumu. Nie można również zapomnieć o tytułowym utworze, który zsamplowano w UWAGA w 188 utworach. Dr. Dre, Mos Def, Common, Joey Bada$$ czy Larry June to tylko ułamek z kilkudziesięciu znanych współcześnie ksywek, którym Ayers użyczył ścieżek ze swojej legendarnej kompozycji. Jedno jest pewne – nie znajdziecie lepszego podkładu do ubóstwiania wiosennej bryzy w kwietniowe weekendy, kiedy słońce zachodzi już nieco później. 


Music Of Many Colors

1979

Phonodisk

Jednym z najbardziej wyróżniających się dzieł w dyskografii Ayersa jest nagrany wspólnie z Felą Kuti i jego legendarnym składem Africa 70 album Music Of Many Colors. Powstał on jako zwieńczenie kilkutygodniowej trasy koncertowej po Nigerii w 1979 roku, w trakcie której Ayers supportował lokalnego herosa. Dla Nigeryjczyków był to czas przepełniony nadzieją po upadku reżimu wojskowego, przeciwko któremu protestował Kuti przez poprzednią dekadę. Duch afrocentryzmu i odnowionej wiary w idee panafrykanizmu przeniósł się na dwie rozległe, fantastyczne kompozycje. Pierwsza z nich, 2000 Blacks Got To Be Free odwołuje się do panującego w tym czasie sentymentu o początku nowego milenium jako czasie wielkich zmian. W tym przypadku Ayers z ogromem nadziei i pasji w głosie wyśpiewuje wizję wolnej, potężnej i zjednoczonej Afryki, która nastanie przed początkiem roku 2000. Drugi utwór, Africa Center Of The World to manifest Kutiego, w którym umiejscawia on Afrykę jako oś świata, najcenniejsze terytorium, o które ciągle toczą się wojny. Skoro zaś jest to miejsce tak wyjątkowe, to jego mieszkańcy muszą też tacy być. Te wzniosłe wizje jak to zwykle w przypadku projektów ojca afrobeatu ubrane są w niepowtarzalny, niepowstrzymany groove, w którym głos i instrumenty nieustannie napędzają się wzajemnie z każdą kolejną minutą. W połączeniu z pięknymi wibrafonowymi solówkami Ayersa, Music Of Many Colors pozostaje wyjątkowym zapisem chwili nadziei na lepsze jutro dla całego kontynentu. Nawet jeśli ostatecznie niespełnionej.


Hip-hopowe dziedzictwo

 

Sampling w hip-hopie to nie tylko muzyczne zapożyczenia i recykling starych treści. Jest to przede wszystkim czerpanie inspiracji, szukanie niedocenionych wcześniej dźwięków i celebracja historii. Brzmienia z kompozycji Roya Ayersa znajdziemy w utworach A Tribe Called Quest, 2Paca czy Tylera, The Creatora. Mistrz udzielił się również na legendarnym albumie Guru Jazzmatazz Vol. 1 czy dołożył swojego geniuszu w ramach projektu Jazz Is Dead Adriana Younge i Aliego Shaheeda Muhammada. Jest jednak jeden utwór, w którym zaobserwować możemy spotkanie dwóch arcymistrzów, a mowa tutaj o utworze Little Brother od duetu Black Star. Poprzez nagranie poszczególnych partii perkusyjnych z utworu I Ain’t Got Time, J Dilla stworzył zupełnie nowy, wijący się rytm. Do genialnego podkładu dodajemy duet fantastycznych MC w składzie Mos Def/Talib Kweli i w efekcie otrzymujemy jedną z najbardziej imponujących produkcji w dziejach hip-hopu – gatunku, którego Roy Ayers do dziś jest nierozłączną częścią.

Dla świata zakochanego w produkcjach lat 70., śmierć Ayersa jest wielką stratą. Jedno pozostaje niezmienne – jego ponadczasowa twórczość w dalszym ciągu może cieszyć uszy pokoleń przyszłych muzyków.

LONG LIVE ROY AYERS

Jędrzej Śmiałowski, Jakub Bergański, Michał Lach, Filip Juszczak

hoshii – YUMI

Jak opisać dzieje interplanetarnego bytu, który znudzony swoim dotychczasowym życiem postanawia zawitać na Ziemii? Z takim pytaniem mierzył się Kuba Więcek wraz z zespołem przy komponowaniu debiutanckiego albumu grupy hoshii wydanego w 2023 roku. Wraz z premierą singla YUMI, zapowiedziano również drugi rozdział przygód tytułowego hoshii w postaci krążka HER NAME WAS YUMI. W paśmie Mocograjów doceniamy kreatywność wychodzącą poza dźwięki, dlatego posłuchajcie baśniowej abstrakcji autorstwa jazzowych mistrzów. 

Bacznie oglądając rozwój projektu, jakim staje się hoshii, nie sposób przeoczyć jak wiele chłopakom udało się osiągnąć od czasu debiutanckiej płyty. Poza krótką epką wydaną w zeszłym roku, zespół ewidentnie skierował całą swoją uwagę na serię hoshii sessions. Wykonywane w warszawskim Plankton Records wykonania utworów łączyły światy jazzu, hip-hopu oraz popu, nadając znanym już piosenkom zupełnie nowy wydźwięk. Zwieńczeniem tej artystycznej eskapady w wykonaniu hoshii był koncert w katowickim NOSPRze, gdzie obok Więcka i zespołu znalazło się wiele nieoczywistych twarzy, takich jak schafter, Hubert. czy Daria Ze Śląska.

Po tym jakże gorącym okresie, zespół wykorzystuje momentum i prezentuje utwór YUMI, który kontynuuje miksowanie cukierkowych dźwięków z instrumentalną gimnastyką, jaką popisują się tutaj muzycy hoshii. Perkusyjne wyczyny Miłosza Bredzika nakręcają karkołomne tempo, którego narratorem staje się saksofon Kuby Więcka, a hipnotyzujący bas Maxa Muchy ma tak niebywały groove, że przez długi czas nie wyjdzie wam z ucha.  

Panowie, czapki z głów za dotychczasowe działania, bo pomimo tak wielu pomysłów i projektów jedno pozostaje niezmienne i jest to jakość. Premierowy koncert albumu co prawda dopiero w maju, ale zapowiedź w postaci YUMI napawa mnie wielkim optymizmem, że jazzowa scena zyskuje kolejny potężnie kreatywny skład. 

Jędrzej Śmiałowski