Archiwum

Lily Allen – Pussy Palace

Rozwodowe opus magnum. Studium rozpadu relacji i powolnego odnalezienia siebie w szczegółach zawiłej historii, której finał niestety nie zaskakuje. Lily Allen swoim subtelnym wokalem szepcze do ucha, jakby przez telefon do przyjaciółki, cytując: I didn’t know it was a pussy palace / I always thought it was a dojo. Brzmi to jak chwila, w której dowody zdrady leżą już na podłodze, a ona dopiero pozwala sobie je nazwać.

Na West End Girl dokonuje się nowa emancypacja artystki, która, zdawałoby się, już dawno  odnalazła własny głos i brzmienie. Pussy Palace ma charakterystyczne dla Lily brzmienie delikatnej elektroniki, wynurzającej się jak ze skrzącej mgły fatalnego zauroczenia. Tak brzmi moment, w którym kropki zaczynają się łączyć. Artystka konfrontuje się z prawdą bez patosu, ale z gorzką świadomością, że emocjonalne olśnienie zawsze kosztuje. W swojej ironii i szczerości pozostaje przekonująca i interesująca – jak za czasów debiutu.

Julia Prus

Polygonia – Atropa Belladonna

Label Timedance, pomimo świętowania ostatnich 10 lat swojej działalności, nie ogląda się za siebie. Wręcz przeciwnie – śmiało kroczy naprzód i prezentuje album otwierający się na wiele gatunków i styli. Każdy z utworów wydanych na składance TD10 stanowi wgląd w futurystyczne, wielobarwne wizje zaproszonych artystów. To katalog rozmaitych pomysłów na to, w jakim kierunku może zmierzać muzyka klubowa. W podróż jedną z takich wizjonerskich ścieżek zabiera nas Polygonia ze swoim utworem Atropa Belladonna.

Polygonia jest jedną z tych artystek, która przy czułej dbałości o piękno każdego pojedynczego dźwięku nie zatraca organiczności brzmienia całej kompozycji. W swojej najnowszej produkcji prezentuje nieznany dźwiękowy krajobraz, ulokowany gdzieś pomiędzy jawą a snem.

Atropa Belladonna to podmorski spektakl w dwóch taktach. Przerwa pomiędzy nimi intensyfikuje doznania, dostarczone w pierwszej części utworu. Repetytywność melodii i wirujący w koło wokal pozwalają zapaść w hipnotyczny sen. Wraz z upływem kolejnych sekund słuchacz stopniowo staje się częścią onirycznej krainy stworzonej przez Polygonię.

Płynąc wraz z nurtem wodnistych dźwięków, nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że pod urzekającą fasadą, jest coś jeszcze. Sam tytuł na to wskazuje. Atropa Belladonna, czyli wilcza jagoda, to kuszący owoc, który kryje w sobie zgubną truciznę.

Truciznę ulokowaną gdzieś wewnątrz pięknej krainy, do której zaprosiła nas artystka.

Maja Michalik

TD10 by Various Artists

Joanne Robertson

W krainie szumu, pomiędzy snem a jawą, rodzi się muzyka Joanne Robertson – prawdziwej malarki dźwięków. Jej najnowszy album Blurrr, to czysty przejaw artystycznej wrażliwości. Właśnie za tę unikalną wizję nadajemy jej tytuł Artystki Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.

Nasza selekcja:

The Lighter

2008

Już od swojego debiutanckiego albumu – The Lighter Joanne Robertson w sposób niezwykle świadomy i dojrzały określiła esencję swojego stylu artystycznego.

W jej świecie muzycznym króluje minimalizm i lo-fi, gdzie centralnym filarem jest delikatna ale surowa gitara oraz ulotny, szepczący wokal. Robertson świadomie rezygnuje z przesadzonej produkcji, ponieważ właśnie to brzmienie, które z pozoru wydaje się proste i nieskomplikowane, pod powierzchnią odkrywa bogatą, emocjonalną głębie.

Kompozycje Robertson nie potrzebują skomplikowanych konstrukcji i bogatych aranżacji by tworzyć nastrój i przenosić słuchacza w określone stany. To właśnie w tej oszczędności i tym umiarze tkwi siła jej twórczości – im mniej, tym więcej.


Backstage Raver

2024

Backstage Raver to kunsztowny strumień, który wypływa z wieloletniej współpracy między Joanne Robertson a londyńskim muzykiem Deanem Bluntem. Ich kooperacja na tym albumie osiąga nowy wymiar intymności – to nie tylko wspólne nagrywanie, ale prawdziwe zespolenie dwóch pokrewnych duszy artystycznych

Utwory na tym krążku są świadomie skonstruowane tak, by sprawiać wrażenie niedokończonych, co stanowi wyraz artystycznej szczerości i odrzucenia konwencji perfekcyjnie wykończonego brzmienia. Ta celowa niedoskonałość staje się nową formą doskonałości – bardziej ludzką i autentyczną. Nagłe urywanie się melodii, pozorne niedopowiedzenia i swobodna struktura kompozycji tworzą wrażenie, jakbyśmy podglądali proces twórczy w jego najczystszej formie.

Ta nacechowana artyzmem postawa nie jest oderwana od reszty działalności Robertson. Joanne, oprócz działalności muzycznej, rozwija również swoją pasję do malarstwa, co znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w jej twórczości dźwiękowej. Podchodzi do obu dziedzin w analogiczny sposób – traktując je jako przestrzeń do ekspresji i eksperymentu.


Blurrr

2025

Blurrr od Joanne Robertson to twórcza asceza i skupienie na esencji dźwięku. Album oferuje słuchaczowi ukojenie dla duszy i przestrzeń do kontemplacji. Jest to zdecydowanie muzyka, która wymaga czasu– nie jest przeznaczona do szybkiego odsłuchu, lecz do powolnego odkrywania wszystkiego warstwa po warstwie.

Krążek potwierdza pozycję Robertson jako artystki konsekwentnie realizującej własną wizję, niepodlegającą komercyjnym trendom. W świecie, w którym dominują produkcje przesycone bodźcami i hałasem, takie dzieło stanowi sporą przeciwwagę. Blurrr nie tylko zapada w pamięć, ale także uzmysławia, że piękno może się kryć w najmniejszych i najdelikatniejszych detalach.

Łucja Krzywoń

 

Oli XL ft. Ecco2k – NOSEBLEED MELODY

Miękki futuryzm, gładkie falowanie cyfrowych struktur i bąblujące glitche — Oli XL udowadnia po raz kolejny, że ma niezwykły talent do kreowania świata, w którym łączą się eksperymentalność szwedzkiego podejścia do elektroniki, melodyjność popu i subtelność doznań, czerpiąca z ambientu. Po czterech latach od wydania singli, zapowiadających większą produkcję, światło dzienne ujrzała Lick The Lens / Pt.1. Jest to pierwsza część albumu, którego kontynuacja, według zapowiedzi, ma się ukazać jeszcze w tym roku. Każda z siedmiu kompozycji, zaprezentowanych na najnowszym wydawnictwie, to przykład skrupulatnego dopracowywania najmniejszych szczegółów, przy równoczesnej dbałości o spójność całego projektu.

W NOSEBLEED MELODY Oli XL łączy siły z Ecco2k. Zwrotka gościa dopełnia zwiewny i eteryczny charakter utworu. Wokale są stonowane i pomyślane w taki sposób, żeby nie wybijały się znacząco ponad warstwę melodii. Ta natomiast obfituje w sound-designerskie smaczki. Muzyczna opowieść o nieroztropności, bo taki właśnie motyw bije według mnie z wersów, jest cyfrowym kolażem, maksymalistyczną kompozycją, w której każdy element odgrywa znaczącą rolę. Choć dzieje się dużo, melodia nie przytłacza — rozsypane elementy układanki formują w uchu słuchacza piękny, wielobarwny obrazek, do którego chce się wracać. Za każdym razem można odkryć coś nowego.

Maja MichalikLick The Lens / Pt.1 by Oli XL

TOPS

Taniec światła i cienia w wykonaniu zespołu TOPS

Ich muzyka łączy eteryczność dream popu z lekkością indie i synth popu, doprawioną funkowym rytmem i pełnymi barw partiami syntezatorów. TOPS to zespół z górnej półki. Nowe single, zapowiadające ich najnowszy album Bury the key, który ukaże się 22 sierpnia 2025 roku, (pierwszy od pięciu lat longplay) potwierdzają, że nazwa grupy to nie tylko obietnica pięknego brzmienia, ale jego gwarancja.

 

From the TOPS

Zespół z Montrealu uformował się w 2011 roku, kiedy Jane Penny, David Carriere (dawni członkowie grupy Silly Kissers) połączyli się z perkusistą Riley’im Fleckiem. Ich wspólna miłość do vintage brzmień z lat 70 i 80 zaowocowała powstaniem TOPS, który dość szybko zyskał uznanie na kanadyjskiej scenie indie popowej. Zespół od początku był dzieckiem wydawnictwa Arbutus Records, labelu, który zyskał rozgłos po wydaniu pierwszych albumów Grimes i kooperacji przy słynnym Visions z 2012 roku. W tym samym roku TOPS wydali swój pierwszy album zatytułowany Tender Opposites i już wtedy wyznaczyli drogowskaz gatunkowy w którym orbitują do dziś.

Picture you staring (2014) to drugi album zespołu, który przyniósł dojrzalsze niż debiut i bardziej określające brzmienia. Głównym motywem jest w nim dostrzeganie niedostrzegalnego — poruszanie się w niepewności, wśród domysłów i poprzez wyobraźnię. Nie jest to pop dla naiwnych, ale poszukiwaczy wrażliwości, próbujących zatrzymać czas w określonym momencie.

Is that the way that you are?/ I can picture you staring/ Out the window/ Not caring — wyłapanie tego wersu w, Way to be loved, które rozpoczyna album, sprawia słuchaczowi dużą satysfakcję, choć pojawia się odrobinę za wcześnie w kontekście pozostałych utworów. Na tle innych kompozycji szczególnie wyróżnia się Outside unoszący się na miękkich i długich syntezatorach. Przynosi na myśl nostalgię budowaną u Mazzy Star, lynchowski wymiar sennego wokalu połączonego z gitarą — w tym przypadku gitarą barytonową.

W 2017 roku, do TOPS dołączyła Marta Cikojevic jako klawiszowiec, wzbogacając grupę o nową warstwę brzmieniową. W tym samym roku powstał też ich trzeci studyjny album zatytułowany Sugar at the Gate.

W swoim trzecim albumie zespół TOPS z Montrealu dopracował swoje brzmienie i uściślił swoją estetykę. Te sprytnie wyprodukowane utwory soft rockowe charakteryzują się elegancką atmosferą i vintage’owym ciepłem.

Tak o albumie pisał Kevin Lozano z Pitchfork, oceniając go na zawrotną liczbę 7,4/10.  Kiedy TOPS przenieśli się z Montrealu do Los Angeles, wynajęli dom w Glendale, który wyglądał jak z pocztówki z lat 70. — duża willa z kolumnami, zielonym ogrodem i basenem. Nazywali to miejsce „Glamdale”. Właśnie tam powstał album Sugar at the Gate

To płyta, która oddycha. Słychać w niej echo pustych pokoi, w których mikrofony łapały nie tylko dźwięk, ale też kurz i atmosferę ukrytą między dźwiękami. Jest tu kalifornijska jasność, ale nie ta pocztówkowa z plażami i palmami. Bardziej ta z filmów Sofii Coppoli — trochę senna, trochę depresyjna. Lekkość podszyta refleksją. Album nie zatracił jednak swojej słoneczności, którą zespół emanuje muzycznie. Tonem i estetyką wpisuje się w klimat Zachodniego Wybrzeża – jasny, lekki, lecz nie stereotypowy. Zachowuje to, z czego TOPS słynęli do tej pory, doskonale operując nostalgią. Muzycy zgrabnie wykorzystali na albumie kasetową estetykę, przesterowanie, kicz i sentymentalny groove. Sugar at the Gate rozwija się powoli, pozwalając kolejnym detalom wybrzmieć z czasem w przestrzennych aranżacjach — to album wymagający uwagi.

Direct Sunlight to utwór otwierający kolejną podróż TOPS w stronę lat 70 i 80 35-minutową płytę I feel alive z 2020 roku. Bas i perkusja miękko niosą rytm, a ciepłe dźwięki Rhodesa i zwiewne frazy fletu poprzecznego w wykonaniu Jane Penny rozszerzają przestrzeń, jakby zespół nabierał głęboki wdech tuż przed skokiem do letniego basenu. Ten album wydaje się jeszcze jaśniejszy, niż dotychczasowy dorobek zespołu, zwłaszcza jeśli myślimy o brzmieniu i wymowie warstwy tekstowej. I feel alive jest opowieścią o odporności na bolesne doświadczenia życiowe i wynoszeniu z nich jak najwięcej mądrości. Nie ma na nim przesadnego optymizmu, a jest raczej taniec we łzach, w których smutek staje się oczyszczający i budujący. 

W Ballads & Sad movies wokal Jane Penny jest mocno nasycony emocjami gdy śpiewa:

My favorite ballads and sad movies/
Don’t do nothing for me now/
Unfamiliar ending and sound
.

Okazuje się że nostalgia bywa mieczem obosiecznym, ale sam przekaz krzyku I don’t know who I am anymore, łagodzi eteryczna warstwa muzyczna, przenosząc efekt ciężkości na drugą stronę płyty.

Dobre wrażenie robi też utwór Colder & Closer zbudowany na kontrastach i metalicznym brzmieniu perkusji. Lirycznie opowiada o grze w „ciepło-zimno” z drugą osobą. Chłód niekojarzący się z bliskością jest reakcją na niepewność uczuć. Niejednoznaczność tekstu sprawia, że piosenka brzmi, jak zapis sprzecznych sygnałów. Całość dopełnia teledysk, wykorzystujący termowizję jako metaforę uniku przed intymnością.

Jane Penny, David Carriere, Marta Cikojevic i Riley Fleck, dotąd mistrzowie bezbłędnych, groove’owych perełek, tym razem otwierają drzwi do mroczniejszego wymiaru swojej twórczości. Zespół nazywa ten okres swoją „złą erą TOPS”. Faktycznie, ich miękkie, pastelowe brzmienia zostały tu nasycone niepokojącym nastrojem i fatalistycznym dramatyzmem disco po zmroku. To wciąż dobrze znana, nieco taneczna, miejska nostalgia, ale ubrana w nieco inny koloryt, niż w przypadku poprzednich wydawnictw.

Single zapowiadające nowy album, zatytułowany Bury the Key pokazują, że zespół eksperymentuje z nową estetyką ich dotychczasowej muzycznej tożsamości. Annihilation pulsuje chłodnym syntezatorem i tajemnicą, Falling on My Sword charakteryzuje buntowniczość, a Chlorine wprowadza spokojniejszy, znany z wcześniejszej twórczości TOPS refleksyjny ton. Łączą się w przemyślaną, a zarazem wielobarwną strukturę, która każe z niecierpliwością wyczekiwać nowego albumu. 

Julia Prus

Aminé – słoneczna trasa dociera do Polski

Aminé powraca do Polski z 13 Months of Sunshine. Z tej okazji przybliżamy sylwetkę rapera uniwersalnego.

Aminé to raper i twórca dumnie reprezentujący Portland. Od początku kariery zachwyca świeżością i lekkością w tworzeniu hitów. Kilkukrotnie zdobył on także nasze LUZowe serca jako autor mocograjów – czy to razem z Disclosure, dwukrotnie współpracując ze slowthai’em, czy jako połowa słonecznego duetu wraz z KAYTRANADĄ. Jednak co najważniejsze, kilka miesięcy temu wyróżniliśmy beztroski, energiczny singiel Vacay, zapowiadający piąty solowy album artysty 13 Months of Sunshine. To z tym dziełem artysta zawita w grudniu tego roku na polskiej scenie.

Amine profile shot

Pierwsze hity

W 2017 roku przebojowe Caroline otworzyło mu drzwi do globalnej sceny. Utwór uczynił go jednym z najbardziej charakterystycznych rapowych debiutantów dekady — z nonszalanckim luzem, charakterystyczną ekspresją i humorem, który nie spychał emocji na dalszy plan. Debiutancki album Good for You, stylowo podobny do hitu, był kolorowym kolażem radości, stylu i młodzieńczego buntu — pełen zaraźliwych melodii (jak podobnie ważne w karierze Spice Girl, czy Wedding Crashers, goszczące Offset’a). To dzieło zdecydowanie wyróżnia popowa energia i pastelowa estetyka, która mocno odcinała się od dominującego wówczas trapowego minimalizmu.

W kolejnym projekcie ONEPOINTFIVE brzmienie było bardziej surowe i eksperymentalne, przypominające mixtape. Aminé czasem zahaczał nawet o mroczniejsze rejony, lecz nie zrezygnował jednak  z pisania błyskotliwych, zapadających w pamięć barsów. Sukces wyjątkowego klimatem utworu REEL IT IN potwierdził jego talent do tworzenia chwytliwych, nietuzinkowych hitów. W 2021 pojawiła się także kontynuacja projektu, zatytułowana TWOPOINTFIVE. Znajdziemy tam flirt artysty z bardziej eksperymentalnym, elektronicznym, a momentami nawet hyperpopowym brzmieniem. Warto tu wyróżnić Colors, Charmander czy NEO.

WROsound - KOKOROKO

Ustalenie pozycji

Prawdziwą dojrzałość przyniósł album Limbo z 2020 roku, który w tym samym roku otrzymał także wersję deluxe z siedmioma dodatkowymi utworami. Wydanie było silnie inspirowane niespodziewaną śmiercią jego idola z dzieciństwa, Kobe’ego Bryanta. Z tego powodu artysta po raz pierwszy sięgał po konsekwentnie cięższe tematy — sukcesu, presji i tożsamości. Utwory takie jak Compensating z Young Thug’iem, Riri, Woodlawn, czy wspomniane Pressure In My Palms z slowthai’em oraz Vince Staples’em pokazały jego umiejętność łączenia introspekcji z imprezową produkcją. To na Limbo zaczął wyraźnie formować się jego nowy kierunek muzyczny – pełen emocji, ale pozbawiony patosu.

W 2023 roku światło dzienne ujrzał pierwszy łączony projekt artysty. KAYTRAMINÉ, czyli pełnoalbumowa kolaboracja z cenionym producentem Kaytranadą było celebracją beztroski, groove’u i wspólnej energii. Gęste, pulsujące rytmy house’u i funku spotkały się tu z lekkim, melodyjnym flow Aminé. Hity takie jak 4EVA z legendarnym Pharrell’em, czy STFU3 błyskawicznie podbiły serwisy streamingowe, a cały projekt był świetnie przyjęty zarówno przez fanów, jak i krytyków jako idealny letni soundtrack – taneczny, stylowy i bezpretensjonalny.

Słoneczne miesiące dopiero przed nami

Wydany w tym roku album 13 Months of Sunshine to najdojrzalsze i najbardziej osobiste dzieło artysty. Wyprodukowany przez Dahi album to osobista opowieść o dorastaniu, przemijaniu i godzeniu się z utratą. Aminé świętuje sukcesy, ale także opłakuje bliskich, których już nie ma. To album kontrastów — między indiepopowym History z Waxahatchee, a psychodeliczno-syntezatorowym Images z Toro y Moi, między rozkwitem a melancholią. Do tej pory to najbardziej kompletna wizja artysty.

Moim zamysłem było napisanie tekstów, z których byłbym dumny, nawet bez muzyki, czytając je przed trzydziestoma osobami. Każdy wers musiał przejść ten test. – mówi Aminé, podkreślając wagę słowa w tym projekcie.

Portlandczyk coraz śmielej sięga po środki wyrazu znane z alternatywy: czerpie z elektroniki, psychodelii, indie rocka, ale nigdy nie traci swojej tożsamości – pisze z lekkością, autoironią i wyczuciem. 13 Months of Sunshine brzmi jak osobisty list — nie tylko do słuchacza, ale i do siebie samego sprzed lat.

Tour de… Dance?

Przy okazji premiery albumu Aminé ogłosił europejską trasę koncertową, na której tym razem nie zabrakło naszego kraju. 7 grudnia tego roku artysta wystąpi w warszawskim Klubie Progresja, w wydarzeniu zorganizowanym przez Live Nation Polska. Będzie to pierwsza okazja, by usłyszeć na żywo materiał z poprzednich dwóch solowych albumów, jak i łączonego projektu z KAYTRANADĄ, KAYTRAMINE. Kiedy w 2019 roku raper odwiedzał warszawską Proximę, na wyprzedany koncert podczas swojej trasy TourPointFive, przyjeżdżał tam jako nowicjusz na rapowej scenie. Wracając po 6 latach, ma do pokazania zupełnie nowe brzmienia, a jednocześnie zachowuje charakterystyczny styl, z którym debiutował. Dodatkową gratką dla fanów rapu jest towarzyszący artyście jako support Niko B, brytyjski artysta znany ze swojego energicznego, zabawnego i niecodziennego brzmienia, prezentowanego między innymi na wyluzowanym hicie why’s this dealer?

Skoro tych raperów definiuje przede wszystkim ich bezpretensjonalny luuuuz, to tego LUZu nie może zabraknąć także na koncercie, na którym spotkacie reprezentację naszej Redakcji Muzycznej. Nagranie z audycji Audiostarter z 29 lipca, prowadzonej przez Mikołaja Domalewskiego i Jędrzeja Śmiałowskiego, znajdziecie poniżej. Przez dwie godziny pochłoną was rozmowy o najświeższym rapie, twórczości Aminé oraz powrót pamięcią do konkursu z możliwością zdobycia wejściówek.

Patrząc na historię występów rapera w naszym kraju oraz jego popularność, kolejny sold out jest właściwie pewny. Jeżeli nie jesteście jeszcze w szczęśliwym gronie posiadaczy biletów, nie ma z czym zwlekać! Do zobaczenia na koncercie!

Mikołaj Domalewski

WROsound 2025

wrosound cover

WROsound stawia Wrocław na festiwalowej mapie Polski

WROsound to bez dwóch zdań najważniejsze letnie wydarzenie muzyczne we Wrocławiu. To też impreza bliska naszym LUZowym sercom. W końcu od wielu lat pokazujemy, jak bardzo lokalna scena warta jest Waszej uwagi, a w tym przypadku – że nie trzeba szukać daleko, by znaleźć świetny festiwal muzyczny. Prosto w sercu naszego miasta.

Zaczął się sezon festiwalowy i mam wrażenie, że przez social media klasyczne FOMO osiągnęło już swój szczyt. Czy to zagranica i wielkie wydarzenia jak Glastonbury i Primavera Sound, czy krajowe fenomeny pokroju Audioriver’a, Pohody, czy SLOT Art Festivalu – wszędzie mowa o festiwalach. Te wszystkie opcje są już wystarczająco przytłaczające, nawet dla osób, które każdy dzień spędzają kręcąc się dookoła muzyki. Dodatkowo proces planowania wyjazdu, zakwaterowania, czy urlopów staje się kolejną rzeczą uprzykrzającą wymarzony odpoczynek. Łatwo przy tym chaosie zapomnieć, że w naszym rodzinnym mieście też odbywają się niesamowite wydarzenia, które zrzeszają sztukę, kino, czy tak jak w tym przypadku – entuzjastów dobrej muzyki.


Kuba Więcek – nowy dyrektor artystyczny i programowy festiwalu

W tym roku stanowisko dyrektora artystycznego WROsound objął Kuba Więcek, jeden z najciekawszych głosów młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Z pozoru łatwo scharakteryzować jego talent – nagrody, wiele międzynarodowych występów i niesamowite umiejętności kompozytorskie oraz producenckie. Jednak muzycznie, pomimo wielkiej miłości do jazzu, nie daje się wpisać w żadne schematy pięciolinii. Stojąc na czele grupy hoshii, łączącej wielkie talenty instrumentalne, sięga po hip-hop, elektronikę i nowoczesne brzmienia i wykracza daleko poza klasyczne ramy.

Na początku 2024 artyści wystartowali z cyklem hoshii sessions – internetową serią spotkań z ulubionymi twórcami z kręgu hip-hopu, popu i alternatywy. Wspólnie reinterpretują ich utwory w okołojazzowych aranżacjach, które oprócz wersji streamingowych czasem odnajdują swoją drogę na koncerty. Przykłady to wyprzedane wydarzenie w NOSPR,  czy właśnie tegoroczny WROsound.

Co znajdziemy w line-upie?

WROsound - hoshii sessions

hoshii sessions live

Line-up tej edycji pokazuje różnorodność polskiej sceny, zwłaszcza przez rozmaite współprace zaaranżowane przez Więcka. Podczas specjalnego występu hoshii sessions live muzycy zaprezentują unikalne interpretacje utworów razem z Marią Peszek, schafterem (którego singiel z tej akcji wyróżniliśmy niedawno tytułem Mocograja), DZIARMĄ, Włodim, Ten Typ Mesem i Kasią Lins – wszystko w autorskiej oprawie. Koniecznie sprawdźcie też fragment naszej rozmowy z Kubą. Opowiada w nim między innymi o różnicach w projektach hoshii sessionshoshii.

WROsound - KOKOROKO

Jazz

Tegoroczny WROSound oferuje bardzo dużo dla fanów jazzowych wariacji.  Szczególnie warto zwrócić uwagę na KOKOROKO, brytyjski kolektyw łączący wpływy afrobeatu, jazzu, soulu i funku z brzmieniami Londynu i kulturowym dziedzictwem swoich członków. Z kolei trio Łona x Konieczny x Krupa to współpraca wyjątkowego rapera i tekściarza Adama Zielińskiego z wybitnymi muzykami ze składu Siema Ziemia. Artyści zaprezentują projekt TAXI (wyróżniony jako najlepszy polski album 2023 roku według naszej redakcji). Na dokładkę polecamy nagrodzonego nominacją do nagrody Grammy Kassa Overall’a – nowojorskiego perkusistę, producenta i rapera. Jego twórczość to śmiałe połączenie jazzu z hip-hopem oraz muzyką elektroniczną.

WROsound - Belmondawg x Expo 2000

Elektronika i rap

Dla fanów elektroniki z najwyższej półki też znajdzie się dużo atrakcji. RYSY, w tym lecie prezentujące wyłącznie występy DJskie, na festiwalu wyjątkowo przedstawią specjalny live set, natomiast Skalpel, ikony polskiej sceny nu-jazzowej i elektroniki przygotowali dla nas specjalny występ audiowizualny. Tym szukającym rapu polecamy współpracę nietuzinkowego rapera Belmondawg z producentem Expo 2000 – twórców kultowego minialbumu Hustle As Usual. Znani z charakterystycznego stylu i nieograniczonego swagu, ten duet to mój osobisty must-see na festiwalu. To również dwukrotni zwycięzcy LUZ-owego podsumowania na najlepszy utwór roku (raz oryginalnie, raz w remiksie Pejzażu – dwa lata pod rząd!).

WROsound - Coals

Alternatywa

Polska stoi szeroko pojętą alternatywą, a wielu jej reprezentantów znajdziecie na wrocławskim festiwalu. Trzeba tu wymienić Coals, najważniejszy duet w historii polskiego art-popu, onirycznie przemieszczający się pomiędzy rozmaitymi inspiracjami Łukasza i Kachy (z którą w 2021 roku podczas WROsound porozmawiała Zuzanna Pawlak). Lokalnym, wrocławskim (!) akcentem jest Biały Falochron, projekt, który łączy klubowe inspiracje z brzmieniami eksperymentalnymi. Z pewnością zaskoczy tanecznymi rytmami i zwrotami stylistycznymi, od ciężkich post-punkowych gitar po lekkie syntezatory. Na sam koniec, Franek Warzywa i Młody Budda, czyli charyzmatyczny duet, który łączy absurdalny humor z zaangażowanym przekazem; gwiazdy za granicą, a lokalnie wielbiciele dobrej zabawy i energetycznych występów.

WROsound - Dominika Płonka

Damskie głosy

Na WROsoundzie znajdziecie także pełno utalentowanych artystek, takich jak młoda tekściarka i wokalistka Livka, czy Dominika Płonka, której pełne lekkości teksty, połączone z produkcyjną perfekcją na długo zostają w pamięci. Jej debiut DOMINIKA DANIELA wyróżnialiśmy jako jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku. Nie zapominajmy o Danieli Pes*, kompozytorce, producentce i wokalistce z Sardynii, prezentująca prawdziwą fuzję tekstur oraz wiele innych live act’ów.

(* update 17.05.2025, z powodów zdrowotnych Daniela Pes nie wystąpi na festiwalu, a jej miejsce zastąpi Miły ATZ.)

DJe

Imprezę codziennie będą kończyć sety wschodzących gwiazd, błyszczących na deckach. W piątek będzie to DJ POLKOMTEL, współtwórca projektu BLIKOMTEL sesh, który rozrusza parkiet nawigując nas od trance’u po rapowe wokale. Z kolei w sobotę DJ Mislaw, producent techno o klasycznym wykształceniu muzycznym, połączy surowość z emocjonalną głębią.

Gdzie w tym wszystkim LUZ…

Przy okazji odliczania do festiwalu, wraz z drugim reprezentantem Redakcji Muzycznej, Jędrzejem Śmiałowskim, mieliśmy możliwość przekazać dla aktywnych słuchaczy kilka wyjątkowych wejściówek, oraz porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za festiwal – Paulą Szewczyk ze Strefy Kultury Wrocław. Podczas audycji Ultradźwięki opowiedziała o organizacji tego przedsięwzięcia. Dwa fragmenty z naszej rozmowy znajdziecie poniżej:

Mikołaj Domalewski i Jędrzej Śmiałowski, rozmowa z Paulą Szewczyk ze SKW, Ultradźwięki 15.07.2025

WROsound 2025 odbędzie się 18 i 19 lipca na placu przed Impartem we Wrocławiu. My już zacieramy ręce. Planujemy dla Was masę niespodzianek i współprac z artystami. Oprócz tego, w tym roku znajdziecie nas również na samym festiwalu! Znajdziecie nas w charakterystycznym pomarańczowym namiocie, nadając na żywo z terenu. Zbijecie z nami piątki już w najbliższą sobotę od 18 do 20. Jeżeli będzie tam LUZ, Was też nie może zabraknąć!

Mikołaj Domalewski

WaluśKraksaKryzys – VValka o każdy kolejny dzień

Po buncie MiłegoMłodegoCzłowieka, krwawej terapii ATAKU i duchowym rozrachunku + piekła + nieba+WaluśKraksaKryzys staje na skrzyżowaniu dróg. Pierwszy singiel, VValka o każdy kolejny dzień, zapowiadający nowy krążek to rewolucja bez mapy. Album Tematy i wariacje, który nadchodzi wielkimi krokami jest bowiem jedną wielką niewiadomą.

Nie chodzi o to, żeby zrozumieć. Chodzi o to, żeby poczuć. Z każdą płytą Waluś otwiera kolejne drzwi do swojego chaosu – czasem zaprasza nas do środka, czasem wyrzuca za próg. To nie jest muzyka, która ma dawać gotowe odpowiedzi. To lustro, w którym każdy zobaczy coś innego i sam zdecyduje, czy chce w nie patrzeć dalej. Wchodzisz w to?

Łucja Krzywoń

Superkoloritas – Širdie

Nasz mocograj Širdie uwiódł mnie już od pierwszych uderzeń. Słychać w nim afrykańskie rytmy i wakacyjną beztroskę, która promienieje za oknem. Utwór jest jednym z najjaśniejszych dotychczasowych momentów duetu Superkoloritas z Litwy, stworzonego przez Giedrė Nalivaikaitė i Adomasa Koreniukasa.

Ich nowy album Ritmo! to dźwiękowy kolaż, inspirowany litewskimi hitami z lat 70, spleciony z italo disco, musującymi syntezatorami i czułym, popowym podejściem. To muzyka, która nada się na letnie potańcówki albo przechadzki po bałtyckich straganach. Koniecznie z gofrem w dłoni.

Superkoloritas nie szukają fajerwerków – ich brzmienie dryfuje i plumka jak puszczone kaczki na wodzie, pozostawiając nutkę nostalgii. 

Jagoda Lazar

 

Älskar – Pięści

Jak strażnik wolności i niezależności uderza Pięściami prosto w ludzkie oczekiwania i opinie zespół Älskar swoim najnowszym singlem. I robi to mocą syntezatorów, perkusji oraz głosu, który wydaje się rozbrzmiewać w naszych głowach.

Równomierny jak stawiane szybko kroki rytm sprawia, że emanuje z tego utworu złość. Zupełnie adekwatnie do tekstu, który niewątpliwie jest manifestem i deklaracją autonomii, jednocześnie będąc przysięgą składaną samemu sobie. Syntezatory pobudzają zmysły, a pojedyncze dźwięki pianina podkreślają moc wyśpiewywanych słów.

Mam w głowie przestrzeń
Wolnością jestem

Utwór jest skonstruowany w taki sposób, że można go słuchać bez końca, zapętlając niczym mantrę. Melodia sama zapisuje się w głowie, a słowa nie pozwalają zapomnieć o własnej sprawczości. I całe szczęście.

Justyna Kalbarczyk