Archiwum

Maara – NV-0

Montrealski label NAFF stawia wysoką poprzeczkę tegorocznej zakorzenionej w trip-hopie elektronice, a to za pomocą Maary i jej nowego albumu Ultra Villain.

Maara na nowej płycie zgłębia tematy pożądania, straty, obsesji i wolności płynącej z obrania własnej drogi, które wybrzmiewają zarówno czysto instrumentalnie, jak i poprzez śpiewane przez nią osobiste teksty. Na Ultra Villain artystka przez 14 utworów łączy i przeplata atmosferyczne downtempo z groźnymi, warczącymi liniami basowymi, breakbeatem czy electro jak w przypadku naszego mocograja NV-0. Myślę, że każdy gustujący w jednym z powyższych stylów znajdzie na albumie coś dla siebie i z pewnością się nie zawiedzie.

Marcin Olszyna

Expo 2000, asl33p – Liminalnie

Regularnie w Low End Theory, a wcześniej w ((echolokacji)), zdarzało mi się odwoływać do konceptu przestrzeni liminalnych – miejsc wyrwanych z ich oryginalnego kontekstu. Galerie handlowe po godzinach, puste parkingi, ciągnące się, wyłożone wykładziną hotelowe korytarze czy lotniska pozbawione codziennego zgiełku. Coś zarówno błogiego, jak i niepokojącego jest w owej dekonstrukcji przestrzeni przyzwyczajonej do gwarnych rozmów i nieokiełznanego pośpiechu.

Muzyka to medium, które idealnie potrafi obrazować odczucia towarzyszące takim pejzażom – od muzyki dla lotnisk Briana Eno, po lounge’owe brzmienia muzyki downtempo i trip-hopowej przełomu mileniów. Do tej grupy trafia także tegotygodniowy mocograj.

Expo 2000, już chyba stały rezydent anteny Akademickiego Radia LUZ, łączy siły z prężnie działającym na wrocławskiej scenie asl33pem w ramach wybitnie graficznego Liminalnie. Trójmiejski producent, inicjator wydarzeń z serii HEADZ, zainspirowany konceptem przestrzeni liminalnych i dreamcore’u, w ramach singla perfekcyjnie uchwycił brzmienie na pograniczu pustki i przestrzeni. Miarowa perkusja buduje fundament pod chrupiący, przealiasowany main sampel wprost z SP-1200, a asl33p w charakterystycznym onirycznym stylu przywraca nam „dwutysięczne”.

Niezbyt locked in, kiedy chodzę przez Ołbin.
(…)
Trochę tu liminalnie.

Expo 2000 x asl33p cover
Expo 2000 x asl33p

Filip Juszczak
Low End Theory

Fergus Jones ft. Huerco S. & James K – Heima

Atmosfera może być: rodzinna, jednostką miary lub taka, jak w utworze Heima – nieco napięta, ale przyjazna. Czujemy, że w utworze coś się kłębi, zbiera gdzieś wysoko i czernieje, jednak deszcz nigdy nie spada. Przyglądając się uważniej, dostrzegamy promyki światła nieśmiało przebijające się przez wyżej opisane obłoki.

Do istnienia atmosfery potrzebna jest dostatecznie duża masa ciała, to zapewne dlatego Fergus Jones zaprosił do współpracy innych muzyków. Huerco S. i James K wnoszą na wagę, tyle ile trzeba, bo mówimy tutaj o utworze, który zupełnie na serio rozbudza w człowieku uczucia.

 

Dominik Lentas

Portishead

Portishead – nostalgia w zapętleniu

 

Chłód wrześniowego powietrza i zgaszone barwy otoczenia przypominają o zmienności pór roku. Poza tym, stwarzają scenerię sprzyjającą słuchaniu muzyki przeszywającej jak kompozycje trip-hopowego trio Portishead. W sierpniu minęło 30 lat od ich debiutanckiej płyty Dummy. Jednego z kluczowych dzieł gatunku. Z tej okazji przypominamy twórczość zespołu Portishead – Artysty Tygodnia w Radiu LUZ!

Rok 1991 jest znaczącą datą na trip-hopowej osi czasu. To wtedy grupa Massive Attack wydała album Blue Lines, który przyjmuje się za inspirację dla definicji gatunku. Wtedy też wokalistka Beth Gibbons oraz multiinstrumentalista i producent Geoff Barrow uformowali Portishead, nazwę zapożyczając od miasta leżącego nieopodal Bristolu. Kiedy do duetu dołączył gitarzysta Adrian Utley, ich wyjątkowa estetyka nabrała głębi, a trip-hopowy kanon został wzbogacony i ostatecznie ukształtowany.


Dummy

1994

Go! Beat

Album Dummy został wydany 22 sierpnia 1994 roku. Jego okładkę zdobi kadr, pochodzący z krótkiego filmu To Kill a Dead Man, autorstwa zespołu Portishead oraz reżysera Alexandra Hemminga. Ta czarno-biała, inspirowana szpiegowskim kinem noir, produkcja jest doskonałym odzwierciedleniem klimatu, jaki kreuje muzyka grupy. Pełnego niepokoju i chłodu, z których oczekiwanie na obecność ostatniego słusznie zapowiada już sam niebieski, nałożony na okładkowe ujęcie filtr. Fragmenty To Kill a Dead Mean wykorzystano także w teledysku do piosenki Sour Times.

Portishead osiągnęli brzmienie debiutanckiej płyty dzięki zapożyczonym z hip-hopu technikom, takim jak samplowanie, zapętlanie oraz skreczowanie. Poza zaczerpniętymi od innych artystów dźwiękami, tworzyli własne, nagrywane na płyty winylowe, które następnie niszczyli w celu osiągnięcia efektu vintage. Plonami tych starannych zabiegów są osobliwe, rytmiczne utwory. Całość jest iście filmowa, ale nie jest to przyjemny seans, a melodramatyczne widowisko. Umiejętnie kierowany wokal Beth Gibbons łagodnie spływa pośród dusznych aranżacji Dummy, momentami ostro przecinając ich krawędzie. by dać wyraz głębokości wyrażanych emocji. Singlami promującymi krążek były odpowiednio: Numb, Sour Times, a także Glory Box – jedna z najpopularniejszych piosenek Portishead. Choć od wydania płyty minęło już 30 lat, Dummy wciąż zachwyca innowacyjnością i niepowtarzalnym klimatem.


Portishead

1997

Go!

Brzmienie muzyki Portishead jest na tyle charakterystyczne, że stało się ich znakiem rozpoznawczym. Fakt zatytułowania drugiego albumu studyjnego nazwą zespołu wydaje się więc symboliczny. Okładkę do krążka Portishead, wydanego 29 września 1997 roku, a więc trzy lata po debiucie, zdobi ujęcie z teledysku do jazzująco-industrialnego singla All Mine, który promował album obok Over oraz Only You. Klip do piosenki został wystylizowany na włoski program muzyczny z lat 60 i sugeruje tak samo nostalgiczny charakter muzyki jak w przypadku Dummy. Kolejne dzieło grupy jest jednak bardziej mroczne od poprzednika, przez co wszelkie ciepło instrumentów jest konsekwentnie tłumione. Utwory albumu Portishead to ścieżka dźwiękowa horroru, który buduje napięcie drżącym brzmieniem smyczków, gęstymi gitarami i atmosferą tajemnicy. Wokal Beth Gibbons wciąż tańczy na skali emocji i natężenia. Trio jednak świadomie wzmocniło swoją surowość i podarowało sobie przestrzeń na jej spójne ujęcie.

Third

2008

Island Records

Dotychczasową dyskografię Portishead można nazwać trylogią. Pomiędzy drugim, a trzecim i jednocześnie ostatnim do tej pory, studyjnym albumem Third została wydana jedynie płyta z nagraniem koncertowym Roseland NYC Live – rok temu zremasterowana. Wydarzenie, które odbyło się rok po premierze Portishead było zresztą niezwykłe, ponieważ wzięła w nim udział orkiestra symfoniczna, która za pomocą dźwięków żywych instrumentów wzbogaciła wykonania wybranych piosenek. Zaraz po tym zespół zawiesił działalność na kilka lat, by wrócić do studia z pokładami inspiracji i podzielić się nowymi wynikami pracy dopiero 28 kwietnia 2008 roku.

Portishead chcieli zachować swoją charakterystyczną, muzyczną tożsamość, jednocześnie unikając powtarzania utartych schematów. Wprowadzili innowacje, takie jak zastąpienie sampli żywą perkusją, co można wyraźnie usłyszeć m.in. w utworze Nylon Smile, używali analogowych syntezatorów, a w celu dopełnienia folkowo-elektronicznej ballady The Rip, wykorzystali zabawkową gitarę. Third to nie album wyraźnie trip-hopowy, a zabarwiony inspiracjami zaczerpniętymi z podgatunków rocka. Jednocześnie odważny i nie mniej fascynujący. Jeśli faktycznie ostatni – godny bycia w finale.

Pola Sosin

Skalpel

Duet Skalpel

W 1998 roku Marcin Cichy oraz Igor Pudło po raz pierwszy spotkali się, aby wspólnie tworzyć muzykę. To, co później powstało, wykiełkowało z fascynacji jazzem oraz elektroniką. Starannie dobierane i świadomie zmodyfikowane sample gigantów polskiej szkoły jazzu, ułożone na elektronicznych motywach porwały odbiorców oraz krytyków. 25 lat później duet ma zbudowaną solidną, międzynarodową markę i nadal bawi się dźwiękami. Skalpel Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

 

Skalpel, używając stosów sampli zaczerpniętych z polskiej szkoły jazzu tworzy mylne wrażenie, że mamy do czynienia z wieloosobowym jazzowym składem. W rzeczywistości Marcin Cichy oraz Igor Pudło przekopali się przez historię polskiego jazzu w poszukiwaniu fragmentów, które mogliby wykorzystać w swoich utworach. Artyści czerpali od takich tuzów jak Józef Skrzek, Andrzej Kurylewicz, Zbigniew Namysłowski czy Laboratorium.

Zespół Skalpel

Chyba nie powinno mówić się o Skalpelu bez wspomienia o osobliwej estetyce, jaka towarzyszy twórczości zespołu. Często słyszy się, że muzyka duetu Skalpel jest filmowa. Zapytany o to w jakim stopniu sensacje wzrokowe przekładają się na jego muzykę, Marcin Cichy odpowiada, że obraz rzeczywiście jest dla niego czymś ważnym, a to co tworzy czasem nazywa pocztówkami dźwiękowymi. Dodatkowo sam zauważa, że jego muzyka ma w sobie coś filmowego. Na pierwszym LP artyści wprost zachęcali do zwizualizowania sobie wyimaginowanej wycieczki, na którą zabierają nas w utworze Break In.

Choć utwory zespołu Skalpel są tworzone komputerowo i oparte na samplach, podczas ich koncertów możemy usłyszeć wirtuozów perkusji, saksofonu czy kontrabasu. W 2019 roku, z inicjatywy muzyka i kompozytora, Patryka Piłasiewicza, duet wystąpił z siedemnastoosobową grupą instrumentalistów jako Skalpel Big Band. Cztery lata później, Marcin Cichy oraz Igor Pudło wrócili do tego pomysłu. 10 listopada ukazał się półtoragodzinny album zawierający najważniejsze utwory duetu, a 16 grudnia Skalpel Band (w ośmioosobowym składzie) zagra we Wrocławskim Narodowym Forum Muzyki.

Chociaż czasami nie do odróżnienia od live bandu, Skalpel zawsze parał się elektroniką. Zarówno Marcin Cichy jak i Igor Pudło w wielu wypowiedziach nawiązywali do współczesnych realiów tworzenia muzyki. Zdaniem duetu postęp technologii w kontekście sztuki to z punktu widzenia artysty wielkie wyswobodzenie. Przyrost jakości, ilości i dostępności narzędzi do produkcji muzyki znosi wszelkie limity oprócz jednego – limitu kreatywności artysty. Zapytani, jak mogliby opisać swoją relację z narzędziami, których używają, odpowiedzieli, że są jedynie rękami robotów.

Wydając krążek Highlight w 2020 roku, duet Skalpel zarysował swoim słuchaczom kierunek, w jakim chcieliby zmierzać w przyszłości. Artyści zaserwowali na nim niemal równe proporcje jazzu i elektroniki. Origins, wydany w listopadzie 2022 roku, ukazał fascynację duetu takimi gatunkami jak jungle czy IDM, a jazzowe sample są tu bardziej tłem niż motywem przewodnim.

Co gdyby powiedzieć, że zespół, który na przestrzeni lat w ramach swojej twórczości przerobił takie gatunki jak: jazz, jungle, IDM, ambient lub hip-hop (łącząc czasem wszystko w różnych proporcjach na jednym albumie) wcale nie lubi wykraczać poza swoją strefę komfortu? Początkowo ktoś mógłby powiedzieć, że bluźnierstwo albo szaleństwo. Okazuje się jednak, że artyści rzeczywiście nie lubią opuszczać swojej strefy komfortu. Marcin Cichy zdradził w jednym z wywiadów, że jako duet postrzegają proces tworzenia jako coś organicznego. Raczej nie ustanawiają sobie nowych celów, nie próbują nikogo przegonić. Chyba nawet nie przejmują się jakimś własnym potencjałem, który za wszelką cenę należy doścignąć. Skalpel robi muzykę, bo po prostu lubi. Fajnie usłyszeć coś takiego od artystów, którzy osiągnęli sukces na międzynarodową skalę, robią ciekawą muzykę, ale przede wszystkim zaczęli świeżo i po 25 latach tacy (świeży) pozostają.

Na koniec ciekawa myśl Igora Pudło nawiązująca do tematu wydawania muzyki na nośnikach fizycznych:

Uważam, że to jest akurat dobre, że muzyka się uwalnia od fizyczności. W gruncie rzeczy muzyka to rzecz niematerialna.

 

Dominik Lentas i Mikołaj Bensdorff

Public Memory – Clocktower Époque

public memory elegiac beat

Nie ukrywam zaskoczenia nowym albumem Public Memory. Czwarte solowe wydawnictwo Roberta Tohera (znanego z post-rockowych grup Apse i Eraas) kontynuuje podążanie mroczną ścieżką wytyczoną na swoim poprzedniku, tym razem mocno skręcając w trip-hop. Efekt końcowy? Fenomenalny. Płyta Elegiac Beat to doskonały przykład nowoczesnego spojrzenia na gatunek i stworzenia czegoś oryginalnego, przy jednoczesnym uniknięciu powielania sprawdzonych schematów. Highlightów znajdziemy tu całą masę, choć gdybym miał wybrać jeden, reprezentatywny, byłby to Clocktower Époque. Już od pierwszych sekund kradnie całą uwagę, by chwilę później uderzyć zimnymi synthami, ogromem świetnie dobranych sampli i przede wszystkim czarującym wokalem. W dodatku idealnie sprawdza się jako kawałek otwierający płytę – momentalnie zaostrza apetyt na kolejne utwory. Nadchodzące miesiące należą do tych, podczas których mroczniejsze brzmienia biorą u mnie górę. Czuję, że Public Memory będzie mieć w tym jakiś udział.

Antek Winiarski

Tara Clerkin Trio – The Turning Ground

Delikatne gitarowe brzmienie, za sprawą delayu marszczącego melodię niczym nurt tafle wody, fala za falą ciągnie słuchacza swoim potokiem. Spływ potokiem myśli Tary Clerkin po raz kolejny okazuje się nie lada przeżyciem, a różnorodnością gatunkową rzuci na głęboką wodę nawet najbardziej wytrawnego słuchacza.

Różnorodność gatunkowa to typowa charakterystyka projektu Tara Clerkin Trio. Zresztą utwór The Turning Ground jest najlepszym tego świadectwem, bo gdzie indziej usłyszymy triphopowy beat (potraktowany technikami typowymi dla gatunku dub) w konwersacji z dubstepowym wobblem uspokajanym przez dreampopowy wokal? Na papierze całe udokumentowane w utworze zajście brzmi bardziej jak bełkot niż konwersacja. Całość wyważona jest jednak na tyle zgrabnie, że gdyby nie (moja) skrupulatna analiza treści utworu, zabieg ten mógłby przejść bez echa. Najbardziej zadziwiające pozostaje to, że pomimo eksperymentalnego charakteru oraz masy nieoczywistych zestawień utwór pozostaje bardzo przystępny i miły dla ucha.

The Turning Ground, oprócz faktu, że to świetna kompozycja, która przełamuje wszelkie ramy gatunkowe, jest także singlem promującym następny album zespołu Tara Clerkin Trio, którego premiera już trzeciego listopada. Mam nadzieję, że całość albumu On The Turning Ground sprawi, że będę rozpływać się z zachwytu jeszcze bardziej niż w przypadku naszego mocograja.

 

Dominik Lentas