Archiwum

skutki uboczne – wyglądamy pięknie

Nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni. Warszawsko-szczeciński duet skutki uboczne ze swoim drugim wydaniem, a co za tym naturalnie podąża, drugim mocograjem w Radiu Luz!

Chłopaki w swoich 20’s często są jak: Cześć, wyglądamy pięknie, bo to nasze najlepsze dni. Zdarza się tak, że mają pełne prawo do wygłoszenia takiej tezy, a szczególnie gdy jest to pretekst do popełniania muzyki. I to nie byle jakiej. Składająca się z trzech tracków EP-ka, która ni stąd ni zowąd pojawiła się w zeszłym tygodniu na streamingach, stanowi swoisty sequel debiutanckiego albumu. W przeciwieńśtwie do kwietniowej płytki, która sprawnie pląsała między gatunkami, tutaj dostaliśmy materiał względnie homogeniczny, stawiający na taneczny, acz zanurzony w melancholii post-punk.

Zdecydowanie warto wyróżnić Metkę i krawczyka za konstruowanie utworów prostych, acz oryginalnych, chwytliwych i zachęcających do ponownych odtworzeń. Przypatrzmy się chociażby świeżutkiemu wyglądamy pięknie – gitarka z reverbem, klasyczny automat perkusyjny i nakładające się na siebie wokale pięknych młodzianów to jak na razie niezawodna metoda na tworzenie emo-hiciorków, których czasem wszyscy potrzebujemy. A naturalny anturaż obecnie nic, tylko sprzyja.

Janek Dąbrowski

skutki uboczne – strzecha

Przeglądasz bzdurki na instagramie. Znajomy twojego znajomego, którego niegdyś zaobserwowałeś przez kompletnie chory splot wydarzeń, udostępnia właśnie płytkę swoich kumpli z podpisem „buja”. Okładka przypomina ci POV sprzed kilku/nastu lat, kiedy to wracałeś z pomaturalnego ogniska z papierosem w dłoni, romantyzując poczucie smutku i tęsknoty za jeszcze bardziej szczeniackimi czasami. Teraz jesteś już trochę starszy i we wspomniane bujanie jakoś nie chce ci się wierzyć. Ale co tam się będziesz w tańcu, sprawdzaj.

Zakładasz słuchawki, mija kilkadziesiąt minut i jesteś trochę skołowany. Spodziewałeś się przecież kolejnego odwzorowania Syndromu Paryskiego, Zwidów lub Imitation Zone. A tu wow, o proszę. Różnorodność gatunków, dopracowane produkcje, konkretne solówki i szczere, bezpretensjonalne wokale. I tę parę utworów, które bije cię w twarz z wielkim poczcuciem winy dotyczącej oceniania książki po okładce.

Pamiętacie jeszcze zespół Wilki? Tak, właśnie TEN zespół Wilki. Teraz wyobraźcie sobie, że swoją karierę rozpoczynają dopiero w tym roku, zaczynając od multigatunkowego tworu nadążającego za współczesnymi trendami. I choć brzmi to jak soniczny post-modernizm lat 00’s, to jest w tym coś co zaintryguje nawet bardziej konserwatywnych słuchaczy. Tych, których odpływają w obce światy, słuchając winyli w fajnych pokojach pod własną strzechą. Od siebie, dla siebie, bez żadnych skutków ubocznych.

Janek Dąbrowski