Archiwum

Asian Glow – The Note

Przytłaczające, melancholijne i typowe dla shoegaze’u brzmienie w najlepszym wydaniu. Od wielu lat Asian Glow wiedzie prym wśród młodszego pokolenia, które na nowo ożywiło gatunek popularny w latach 90. Z każdą kolejną płytą ich twórczość jest coraz bardziej doceniania i wyróżnia się nie tylko na tle swojego kraju – Korei Południowej – ale na całym świecie.

Duet w formie singli The Note oraz A Portrait to Be Taken zapowiada album o tytule Arin Cot, który ukaże się 20 marca. Możemy spodziewać się kolejnego ciężkiego projektu, przy którym nawet przyjemnie będzie się posmucić.

Olga Mrozek

septembie – DR. PEPPER BLACKBERRY

septembie - DR PEPPER BLACKBERRY

septembie wraca z nowym singlem, zapowiadającym EP pod tytułem bliss. Po debiucie z 2023 roku i zeszłorocznej premierze EP hi i’m septembie artysta pokazuje się w zupełnie innym wydaniu. Internetowe i elektroniczne inspiracje zmieniają bowiem całkowicie jego dotychczasowy bieg. Singiel uderza równolegle w nostalgiczne tony i porywa swoją energią. Jeśli po tym numerze czeka nas więcej takiego klimatu, to Wytwórnia Tematy trafiła w dziesiątkę. Dzięki premierze nowej EP septembiego, label może mieć w swoim katalogu jeden z ważniejszych niezależnych projektów krótkogrających tego roku.

septembie, który korzysta ze splice’a do przygotowania nowego materiału, ma dwa kluczowe plusy. Przede wszystkim serwuje najciekawsze na polskiej scenie niezależnej połączenie muzyki gitarowej i elektronicznej. Nie mamy już do czynienia z indie pop’em, ani shoegaze’em. DR. PEPPER BLACKBERRY to numer stojący gdzieś w połowie drogi między skate punk’iem z lat 90′, a nowym albumem hubiegothekida. Drugą bezwarunkową zaletą singla jest nieświadomy muzyczny follow up do hitowego singla Patrick Swayze.

septembie biegnie na ratunek wszystkim samotnym osobom, siedzącym na plaży w Chałupach, lub Międzyzdrojach. Jeśli macie czas, koniecznie skorzystajcie z ostatnich tygodni lata i zatańczcie do naszego Mocograja 😉

Dawid Sas
osiedle core

Clayknot – Rzeka

Clayknot - Rzeka

Razem z prądem przypłynął do nas najnowszy singiel Clayknot Rzeka, przy której artystka snuje kolejną opowieść o wymarzonym wszechświecie. Przez całą historię towarzyszy nam krystaliczny dźwięk, przypominający polne cykady. Clayknot wyciąga do nas rękę, żeby na chwilę porwać nas w senny bieg przez pola i mokre kamienie. 

Rzeka brzmi dla mnie jak niecodzienne połączenie songwriterskich ballad z shoegaze’em. Nurt, w którym odnajdą się miłośnicy lekkiej alternatywy, popu, klasyki polskiego rocka i onirycznych brzmień. Clayknot dała się już poznać w najróżniejszych wydaniach, wspólnie z takimi artystami, jak Powaby, Bazgrołki, Mara, czy Aluzja. Krótko przed premierą solowego utworu zagościła również ze stasiem na singlu deszcz_na_twarzy z producenckiej płyty dj’a cbh, z którymi wspólnie wystąpiła w warszawskich Chmurach.

Na niezależnej scenie alternatywnej mamy wiele wyjątkowych wokalistek, które działają na podobnym polu. Często dzięki temu powstaje siostrzana sieć muzyczna, w którą sama Clayknot bardzo aktywnie się angażuje. Na przykład support przed wystepem KIWI to nie kolejny gig do odśpiewania, tylko okazja do wzajemnego wymienienia się zachwytami. Z kolej kolidująca data premiery ze znajomą wokalistką Olą Poskrop to nie powód do konfliktu, tylko szansa na wsparcie siebie nawzajem w dniu premiery i okazanie wsparcia. Clayknot, zarówno jako artystka i postać w internecie, tworzy przestrzeń otwartą i pełną delikatnego komfortowego światła. W jej imieniu zapraszam Was do tej krainy!

Dawid Sas
osiedle core

asl33p ft. zachwyt – pociąg kończy bieg (zachwyt rework)

Pociąg pomazany graffiti – kolorowe litery, które krzyczą, a potem się rozpływają. Na ścianach wagonów widnieją freski, hasła, zamazane imiona, łamiące się serca i manifesty, których nikt już nie czyta. Zachwyt wydobywa z tych znaków hałas i ducha – ten rework jest jak nagranie terenowe z opustoszałego torowiska, gdzieś na obrzeżach miasta o czwartej nad ranem, gdy nikt na ten pociąg już nie czeka, a światło pada jedynie z jednej, migoczącej lampy. Może to Wrocław Nadodrze?

Przechadzamy się po pustym peronie, otoczeni ciemnością i mgłą. Powietrze jest chłodne, targa naszymi włosami i delikatnie gładzi zaczerwienione policzki. W miejsce jasnej struktury pojawia się przestrzeń półmroku, pełna rezonansów, ściernych pogłosów oraz głębokich, niskich brzmień, które przypominają bardziej oddech maszyny niż jakąkolwiek znaną linię melodyczną. Powoli, krok w krok towarzyszą nam przeciągłe, zawieszone drony, pochód zdezelowanego basu, rozpływająca się perkusja, ciche głosy asl33pa i Miłosza Boińskiego

Rozbudowa utworu prowadzi do dźwiękowego chaosu, który ogarnia nas w całości. To jakby kumulacja całego brudu dookoła, wszystkich kolorów i emocji. A potem, niczym ukojenie, nadchodzi delikatnienie i cisza. Może to właśnie w nich skrywa się siła tego reworku?

To nie cover ani remix. To reinterpretacja totalna, nie tylko muzyczna, ale również semantyczna – reinterpretacja ruchu i końca, metaliczności i pamięci, torów i niepokoju. To utwór o powolnym i niezdecydowanym kończeniu, o wyhamowywaniu. I finalnie o zatrzymaniu się, które nie daje ulgi, tylko pozostawia ciało w stanie zawieszenia. Te dźwięki nie upiększają – są tu po to, by odkrywać brudy, zadrapania, pozostałości.

Stacja końcowa: Radio LUZ. Wysiadających prosimy o zabranie bagażu, zachowanie ostrożności i wyregulowanie swoich radioodbiorników na 91,6 FM. Pociąg kończy bieg.

Zuzanna Kopij


ROCKMAN — Mk.gee

rockman mk.gee okładka

Michael Gordon nie kłamie w tytule najnowszego singla. To prawdziwy ROCKMAN.

Mk.gee już od jakiegoś czasu staje się pewnego rodzaju gwiazdą new-age’owych gitar, a fale fanów błagają o zdjęcia jego koncertowych konfiguracji pedałów i teoretyzują na temat technicznych aspektów jego brzmienia. Ciężko im się dziwić, bo artysta w niesamowicie biegły sposób bawi się nie tylko krzywieniem i rozciągnięciem specyficznych dźwięków gitar z lat 80-tych, ale także sylwetką idola i gwiazdy.

Ironizując ekstrawagancję macho artystów klasycznego rocka niczym pistolet wycelowany w zatłoczony syntezator na okładce singla, czy grając ostatni utwór na koncercie 12 razy z rzędu, muzyk nie bierze na poważnie oczekiwań i konwencji. Jednak przy całej ironii, zabawie i słyszalnych inspiracjach Brucem Springsteen’em czy The Police, ten rozmazany, niedbały i transowy utwór jest nadal pełen szczerości i miłości do gatunku, przypominając lata świetności psychodelicznego rocka i syntezatorów.

Wyróżnione przez nas ROCKMAN’owe harmonie Gordona usłyszycie w akademickim Radiu LUZ w tym tygodniu jako mocograj!

Mikołaj Domalewski

Lunar Vacation – Set the Stage

Uwielbiam w upalne dni rozpływać się w marzycielskim shoegaze’ie, zatapiać w muzyce tak gęstej jak powietrze wokół nas.

Nie spodziewałam się jednak takiego brzmienia od Lunar Vacation. Do tej pory grali oni sztandarowego amerykańskiego indie rocka, mieszając jasne gitary z płynącym basem i miękkim głosem, czasem dodając do tej mieszanki nieco syntezatorów. A tu taka niespodzianka…

Set the Stage jest zadziwiająco ciężkie, przepełnione dźwiękami. Pogłos, który zespół dotychczas często stosował, jest dużo większy. Zagęszcza on fakturę utworu. Gep Repasky niezmiennie czaruje nas swoim gładkim głosem, choć brzmi on bardziej zdecydowanie. Gitary pozostają stateczne, wyznaczając kierunek naszego przepływu, a równomierna perkusja i bas dbają o to, żebyśmy nie zabłądzili. To wszystko sprawia, że przeprawa przez tę gęstwinę nie jest wyzwaniem, a najczystszą przyjemnością.

Premiera drugiego albumu zespołu już 13 września, a ja jestem bardzo ciekawa, czy Lunar Vacation pozostanie w takich shoegaze’owych klimatach.

Zuzanna Kopij


zachwyt – Strych

Zachwyt spotyka nas na Strychu. Znajdujemy tam dobrze znane nam brzmienia, jak i zupełnie nowe. Przechodzimy od delikatnych, czułych zwrotek, przez math-rockowe gitarowe riffy, aż do gęstych refrenów, gdzie pochłania nas charakterystyczna dla zespołu, shoegaze’owa ściana dźwięku. Znajdujemy komfort. Zatrzymujemy się na chwilę, na te kilka minut. Bierzemy głęboki wdech. I marzymy, żeby pozostać na tym Strychu najdłużej jak tylko możemy.

A Strych pozostanie z nami na 91,6 FM jako jeden z mocograjów przez cały tydzień. I jeszcze na pewno na długo po tym.

Zuzanna Kopij


Nilüfer Yanya – Like I Say (I runaway)

Wydając album PAINLESS, wyróżniony przez nas w zestawieniu najlepszych albumów zagranicznych 2022 roku, Nilüfer Yanya postawiła dla siebie bardzo wysoką poprzeczkę artystyczną. Jej oficjalny singlowy powrót od czasu tego wydania udowadnia, że dla Brytyjki była to zaledwie rozgrzewka.

W Like I Say (I runaway), artystka trzyma w napięciu słuchaczy, bawiąc się balansem pomiędzy spokojem i miękkością płynącą z jej szeptanego wokalu a rozmytą, psychodeliczną instrumentalną stroną. Gdy z rosnącym tempem utwór wskakuje na wyższy bieg, chropowata, zniekształcona gitara zaprasza do wkroczenia w muzyczny świat pełen nietypowych faktur. Wewnątrz niego, czerpiący z shoegaze’u zapętlający się refren wydaje się wiercić dziurę w głowie, a rytm perkusji zaszywa się w każdej części ciała, które zachęcone pozwalają sobie podążać za błyszczącym wokalem.

Jako jeden z najbardziej energicznych utworów Nilüfer w katalogu, Like I Say jest pierwszym przedsmakiem tego, co nadchodzi. Przesłanie singla jest zaskakująco proste – mówi o momencie, w którym zdajesz sobie sprawę, jak cenny jest twój czas. Zgodnie z tą ideą, przekonuję wszystkich, że czas spędzony odsłuchując naszego najnowszego mocograja na zapętleniu, na pewno nie jest stracony…

Mikołaj Domalewski


DIIV – Brown Paper Bag

„No wreszcie!” – taka dokładnie była moja reakcja, kiedy w zeszłym tygodniu zauważyłam, że zespół DIIV coś kombinuje na Instagramie. „Wreszcie nowy album!”.

Rzeczywiście zapowiedzieli swoją kolejną płytę – Frog in Boiling Water. Żaba we wrzącej wodzie. Nawiązują tym do The Story of B, filozoficznej noweli Daniela Quinna. Owa gotująca się żaba symbolizuje powolny, chory i przytłaczająco banalny upadek społeczeństwa w końcowym stadium kapitalizmu oraz brutalne realia, które zaakceptowaliśmy jako normalne. Co mówi nam, czego mniej więcej możemy się spodziewać — starego, dobrego DIIV serwującego nam porcję refleksji w ciężkim, mulistym shoegaze’ie.

Brown Paper Bag brzmi bardzo DIIV-owo. Pozostają w tym leniwie płynącym, pogłosowym brzmieniu. Jednocześnie jednak czuć w tym utworze niesamowitą świeżość. Sam zespół opisuje ten utwór jako „jednocześnie popowy, jak i leniwy, country, jak i shoegaze, marzycielski, jak i stanowczo rockowy”. Lirycznie poruszają tematy związane ze sferą emocjonalną człowieka, stawiając tezę, że każdy czasem czuje się jak leżąca na chodniku, zdeptana, brązowa, papierowa torebka.

Zuzanna Kopij

Stella Star – Chodź ze mną

Pamiętam, jak rok temu byłam na koncercie zespołu Stella Star. Nie znałam ich wcześniej, ale zakochałam się od pierwszego usłyszenia.

Stella Star to idealnie wyważona mieszanka shoegaze’u i dream popu. Aksamitny wokal, pogłosowa gitara, czuły bas i subtelna perkusja – oni to wszystko mają. I gdyby tego było mało, tę marzycielską i płynącą całość domykają niesamowicie uczuciowe teksty. Nie inaczej jest w przypadku Chodź ze mną, jednego z dwóch najnowszych singli grupy. Sami określili ten utwór mianem ballady o tym, jak wiele można poświęcić dla miłości.

Po raz kolejny zachwycają swoim subtelnym, choć emocjonalnym, brzmieniem, a my wyróżniamy ich tytułem mocograja Radia LUZ.

Zuzanna Kopij