Archiwum

Isabella Lovestory – Gorgeous

Iza wpada znowu na parkiety klubowe i nasze słuchawki z ognistym impetem tożsamym jej charakterowi. Jej nowe wydanie zawiera cztery kawałki, z których tytułowy zwalnia nieco tempa i robi obrót wokół R&B, ale takiego ewokującego klimat lat 2000., które teraz przecież przeżywają swój renesans.
Muzyka i kreacja takich artystek jak Isabella (słyszalnych wokół coraz szerzej, częściej i głośniej) nie wpada w seksualizowanie w wydaniu minionych lat. Twórczość Lovestory jest pełna kobiecej siły, pewności i celowego przejaskrawienia. Wyraźne, czasem może nawet przerysowane uprzedmiotowienie seksualne, pojawiające się w jej sztuce artystka komentuje jasno:

Wyśmiewanie tego co społeczeństwo uważa za poniżające dla kobiet jest zabawne, bo nikt nie decyduje o prawdziwych pragnieniach kobiety poza nią samą.

No cóż, nic dodać, nic ująć, ale jeśli jakoś dzisiaj nie czujecie, że jesteście ⋆。°✩gorgeous⋆。°✩ to odpalcie tę nutę i zróbcie zwrot o circa 180 stopni.
Samej Isabelli przypominać, że jest wspaniała już nie musimy.

Katarzyna Golec

Dominika Płonka ft. Kacha — księżniczka type beat

dominika daniela okładka

Kiedy przychodzi niedziela wieczór i wracają myśli przeróżne, ciężko odnaleźć się w ich natłoku. Oczekiwania od innych ludzi przewyższają jedynie te, które stawiamy sami sobie i zaczynamy się zastanawiać gdzie podział się ten utalentowany dzieciak i kiedy tak bardzo się wypalił. I nawet ulubiona muzyka jakoś dołuje…

Myślicie, że to tylko was łapią takie przemyślenia? Nic bardziej mylnego. Szukacie wsparcia w nadmiarze wrażeń? Na 91.6 FM proponujemy najnowszy track księżniczka type beat z debiutanckiej płyty Dominiki Płonki DOMINIKA DANIELA. Odpocznijcie chwilę od przytłoczenia przy atmosferycznym breakcore’owym tracku prosto z najlepszych warsztatów polskiego r&b, a potem przypomnijcie sobie na albumie resztę hitów, które nie raz już doceniliśmy.

Z wszechobecną na płycie lekkością na bitach przypominającą Tinashe, oprócz trafiających w sedno tekstów i błyszczącej Y2K, ale wyjątkowo trafnej produkcji sprawdzonego duo ciiicho i Dawida Płonki, w księżniczka type beat znajdziecie nowy jesienny hymn do nadmiernych przemyśleń. A gościnne wersy Kachy, niczym cynamonowa posypka na kawie, sprawiają że jeszcze łatwiej zatracicie się w swoich nawykach. W najbardziej przytulny sposób.

Mikołaj Domalewski

ROCKMAN — Mk.gee

rockman mk.gee okładka

Michael Gordon nie kłamie w tytule najnowszego singla. To prawdziwy ROCKMAN.

Mk.gee już od jakiegoś czasu staje się pewnego rodzaju gwiazdą new-age’owych gitar, a fale fanów błagają o zdjęcia jego koncertowych konfiguracji pedałów i teoretyzują na temat technicznych aspektów jego brzmienia. Ciężko im się dziwić, bo artysta w niesamowicie biegły sposób bawi się nie tylko krzywieniem i rozciągnięciem specyficznych dźwięków gitar z lat 80-tych, ale także sylwetką idola i gwiazdy.

Ironizując ekstrawagancję macho artystów klasycznego rocka niczym pistolet wycelowany w zatłoczony syntezator na okładce singla, czy grając ostatni utwór na koncercie 12 razy z rzędu, muzyk nie bierze na poważnie oczekiwań i konwencji. Jednak przy całej ironii, zabawie i słyszalnych inspiracjach Brucem Springsteen’em czy The Police, ten rozmazany, niedbały i transowy utwór jest nadal pełen szczerości i miłości do gatunku, przypominając lata świetności psychodelicznego rocka i syntezatorów.

Wyróżnione przez nas ROCKMAN’owe harmonie Gordona usłyszycie w akademickim Radiu LUZ w tym tygodniu jako mocograj!

Mikołaj Domalewski

Fred again.. ft. Anderson .Paak, CHIKA – places to be

fred again - places to be

Każda kolejna współpraca brytyjskiego artysty Fred again.. coraz bardziej przekonuje mnie do stwierdzenia, że nie ma osoby, z którą nie uda mu się dogadać. Jednak przy współpracy z CHIKĄ (której zawdzięczamy sampel i główny motyw) i Andersonem .Paakiem ciężko mówić o zwykłym dogadaniu się. Artyści w places to be niczym perpetuum mobile zarażają się nawzajem energią, tworząc idealną zapowiedź kolejnego albumu Freda, jak i nadchodzącego słonecznego lata.

Pomiędzy ogłoszeniem artysty, że kończąc pracę nad albumem, przeprowadził się do Meksyku, na jego mediach społecznościowych wielokrotnie przedpremierowo udostępniane były fragmenty utworu, który znamy dziś pod nazwą places to be. A ja, podążając za szlakiem sneak peek’ów coraz bardziej się w nim zakochiwałem.

You know there’s something about that song

It just makes you wanna get up and bust a motherfuckin’ move

places to be po brzegi wypełnione jest kreatywną chemią i świetnym nastrojem muzycznych współpracowników. Anderson, od dawna znany z talentu na perkusji, oprócz rytmu nagrywanego na żywo, popisuje się skocznymi rapowymi wersami (jego flow przypomina mi trochę RNP z Cordae) prezentowanymi z charakterystyczną słoneczną lekkością. Fred natomiast, z nowo odkrytym źródłem inspiracji od czasu przeprowadzki, dodaje trackowi wyjątkowej świeżości produkcyjnej, łącząc nietypowe nagraniowe feedback loop’y i szybkie techniki klawiszowe z house’owym bouncem, z którego jest już dobrze znany na naszej antenie. Co daje to połączenie? Idealny hymn lata, do którego jeszcze nie raz będziemy się bawić na imprezach! Kto wie, może też którejś z naszych…

Najnowszy utwór Fred again.. na pewno ma jedno place to be — na naszych słuchawkach i antenie Radia LUZ jako mocograj!

Mikołaj Domalewski


Little Simz

little-simz-at

Little Simz — niezależna ikona brytyjskiego rapu w nowej odsłonie

Little Simz, czyli kryjąca się pod tym pseudonimem Simbiatu ’Simbi’ Abisola Abiola Ajikawo, to jedna z najwybitniejszych reprezentantek współczesnej sceny hip-hopowej. Od początku kariery muzycznej pozostaje w zgodzie z własnymi wartościami, szczera i odważna. Z każdym kolejnym wydawnictwem udowadnia, że nie tylko nie boi się eksperymentować, ale też ciągle dąży do muzycznego rozwoju.

Nie inaczej jest w przypadku niedawno wydanej EPki Drop 7, blendu gatunków i najśmielszej odsłonie raperki do czasu. Z okazji tego wydawnictwa, w Radiu LUZ celebrujemy całokształt jej twórczości i przypominamy jej najważniejsze dzieła.


Little Simz - Drop 7

Drop 7

2024

Age 101 Music · AWAL

Rzadko zdarza się, by 15-minutowe wydawnictwo poniosło się takim echem po muzycznym świecie. Mowa o tu jednak o EPce jednej z najlepszych współczesnych raperek, która porzuca w znacznej części organiczne brzmienia na rzecz EDM-owej produkcji. Seria Age 101: Drop zawsze była dla Little Simz okazją do rozluźnienia konwencji i zabawy formą oraz tekstem. Drop 7 nosi jednak w sobie oznaki czegoś znacznie więcej. Wyprodukowany wspólnie z brytyjskim DJ-em Jakwobem projekt wydaje się być zapowiedzią nowego brzmienia, które może na dłużej zagościć również na innych projektach Simbi. Baile funk, silniejsze niż wcześniej zanurzenie w grime’ie, czy zwrotka po portugalsku to tylko kilka atrakcji tego fascynującego wydawnictwa. Te nowości perfekcyjnie łączą się w finale z tą bardziej znaną słuchaczom instrumentalną stroną artystki, która coraz chętniej używa swojego głosu do śpiewu. Pozostaje tylko czekać, czym Simz zaskoczy nas na kolejnym albumie.


Nasza selekcja:

GREY Area

2019

Age 101 Music · AWAL

GREY Area to trzeci studyjny album Little Simz, a zarazem pierwszy, który dał jej rozgłos w Anglii, jak i poza jej granicami. To intensywna, osobista i refleksyjna płyta, w której raperka eksploruje różnorodne tematy związane z przeszłością, współczesnym społeczeństwem, własną tożsamością oraz jej miejscem w branży muzycznej. Teksty są poruszające, odważne i introspektywne. Ajikawo nie hamuje się i otwarcie mówi, co myśli. Już w otwierającym album utworze zatytułowanym Offence zapowiada, że zrzuci ciężar z serca, nie zastanawiając się nad tym, czy kogoś urazi.

Ten album to dla Little Simz pole do ekspresji i wylania zbierającej się w niej złości. Dotyka wielu istotnych kwestii. W utworze Boss rapuje o tym, że jest szefową w sukience, podkreślając siłę swojej kobiecości. Venom i jego słynny wers never givin’ credit where it’s due, ‘cause you don’t like pussy in power adresowane są do wszystkich, którym przeszkadza widok kobiety odnoszącej sukces. Jednak GREY Area to nie tylko rozprawienie się z dyskryminacją płciową. Simbi uzewnętrznia także swoją wściekłość związaną z przemocą na tle rasowym, na co przykładem może być 101 FM. Mimo up-beatowego brzmienia i jasnych syntezatorów to utwór o brutalności, z którą na co dzień spotykają się osoby z marginesu społecznego. Can’t see us but you can hear us – Simz pozostaje głosem tych, którym głos zabrano. Artystka zagląda też w głąb siebie. Najbardziej introspektywne wydają się być Therapy i Wounds. Ten drugi był szczególnie trudny do napisania, dotyczy on bowiem śmierci przyjaciela Simbi, który został zamordowany. To opowieść o stracie, bólu i ponownym odnalezieniu drogi do przodu.

Raperka muzycznie eksperymentuje, mieszając hip-hop z elementami jazzu, soulu i elektroniki. Dzięki temu na albumie tworzy wyjątkowy przelot, manewrując między złożonymi melodiami, często mrocznymi i zmysłowymi, nadając swoim tekstom dodatkowej głębi, dzięki czemu mają one jeszcze silniejszy wydźwięk.


Sometimes I Might Be Introvert

2021

Age 101 Music · AWAL

Od pierwszych sekund Sometimes I Might Be Introvert jasne jest jedno. Ten album ma ambicję być czymś wielkim. Pompatyczna, orkiestralna aranżacja. Cleo Sol zapowiadająca tytułowy utwór słowami There’s a war. Little Simz dumnie deklarująca I study humans, that makes me an anthropologist. Czy coś tak majestatycznego może być jednocześnie po prostu przyjemne w odbiorze? Otóż może. Simbi ujawnia bowiem prawdziwy sens albumu pod koniec tego 6-minutowego arcydzieła. Jest on podróżą, by odkryć co DLA NIEJ znaczy być kobietą. Zarówno w muzyce, jak i poza nią.

Nie da się ukryć, że jest to zbiór utworów o rzeczach WAŻNYCH. Konfrontacja Simz z uczuciami do swojego ojca, którego dalej kocha, ale jednocześnie nienawidzi. Historia kuzyna raperki, która rzuca światło na to jak frustracja na beznadzieję dookoła i brak perspektyw na lepsze jutro popychają ludzi ku przemocy, która może kosztować czyjeś życie. Afirmacja kobiet z całego świata, które każdego dnia inspirują raperkę, by być coraz lepszą wersją siebie. Poświęcenie chwili na docenienie ludzi, którzy zapewniają nam podstawowe wygody codzienności, które często bierzemy za oczywistość. Ten ogrom wątków, spektakularne filmowe interludia, chóralne wstawki, fenomenalna (a to myślę i tak za małe słowo) produkcja Inflo mogą połączyć się w harmonijną całość tylko dzięki jednej rzeczy. Szczerości Simbi.

Niezależnie, czy mierzy się ona z osobistymi demonami, czy demoluje większość sceny rapowej bezlitosną nawijką, jedno pozostaje niezmienne. Little Simz robi to, co chce. I jest z tego dumna. To również dlatego teatralne przerywniki i posągowe Introvert mogą znaleźć się na jednej trackliście z delikatnym wyznaniem miłości na I See You, czy wizytą złowrogiej bliźniaczki Simz na Rolling Stone. Płynne przejścia pomiędzy kolejnymi częściami tej jakże filmowej podróży prowadzą nas do momentu refleksji autorki w postaci How Did You Get Here. Nad trudnymi początkami, momentami zwątpienia, całym wysiłkiem włożonym w osiągnięty sukces. I uświadomieniem sobie, że jest teraz tą wersją siebie, o której zawsze marzyła. Ciężko o piękniejsze zwieńczenie tak niezwykłej podróży.


NO THANK YOU

2022

Age 101 Music · AWAL

Od momentu wkroczenia na scenę Little Simz głośno mówi o pozostaniu wiernej swojej wizji i ostrzega twórców przed współczesnym przemysłem muzycznym. Od zawsze trzymała się niezależności i wywyższała jej wartość – cała jej twórczość została wydana własnym nakładem pod szyldem założonej przez nią wytwórni Age 101. W albumie NO THANK YOU jest najbardziej bezpośrednia w tym przesłaniu. W utworach takich jak Angel, Sillhoute czy Heart On Fire artystka wspomina swoje doświadczenia i przyznaje, że wielokrotnie musiała uczyć się na własnych błędach. Swoją frustrację zamienia w rady i ostre wersy:

They don’t care if your mental is on the brink of something dark
As long as you’re cutting somebody’s payslip
And sending their kids to private school in a spaceship
Yeah, I refuse to be on a slave ship
Give me all my masters and lower your wages

Autorka nie boi się krytykować branży nagraniowej, która tak ją wyczerpała, porównując ją między innymi do kolonializmu w X. Widząc, jak daleko sława i chęć sukcesu mogą odciągnąć sztukę od jej celu, chce pomóc innym artystom nauczyć się mówić nie, dziękuję i nadal robić swoje. W NO THANK YOU trudno dostrzec kierunek, w którym Simz chce podążać muzycznie. Ale to być może jego największa siła, ponieważ album zaprasza każdego dostępnego słuchacza do wysłuchania apelów artystki. Nie przejmuj się prasą, tabloidami i garniturami. Po prostu rób swoje i rób to dobrze. A kto może dać na to lepszy przykład niż nasza Artystka Tygodnia?

Zuzanna Kopij, Mikołaj Domalewski, Michał Lach


Erika de Casier – Lucky

Co się stanie, kiedy jedna z najciekawszych artystek R&B zrobi sobie ponad roczną przerwę od tworzenia muzyki? Wróci z breakcore’owym bangerem o miłości! Brzmi niewiarygodnie? W takim razie posłuchajcie sami jednego z naszych mocograjów.

Erika de Casier jest jednym z moich festiwalowych odkryć 2022 roku. Karmelowy głos, od którego bije ciepło, marzycielskie chimesy i beztrosko płynący rytm — naturalnie od razu skradła moje serce. Podekscytowałam się, kiedy niedawno oznajmiła, że wraca z calutkim albumem! A gdy usłyszałam Lucky po raz pierwszy nie wierzyłam moim uszom. To naprawdę ta sama Erika? Tak i do tego brzmi naprawdę dobrze!

Premiera Still już 21 lutego, czyli za niecały miesiąc. Jeżeli będę mogła usłyszeć jeszcze więcej Eriki w breakcore’owej odsłonie, to tym bardziej nie mogę się już doczekać… Lucky, lucky us.

Zuzanna Kopij

Little Simz – Gorilla

Styczeń rządzi się swoimi prawami. Niby nowy rok, nowi my, ale często brakuje powera. Gorilla z najnowszego albumu Little Simz znakomicie nastraja o poranku i motywuje do działania.

Drugi utwór z grudniowego No Thank You oprócz świetnego flow 28-letniej brytyjskiej raperki ujmuje swoją formą. Intro złożone ze zgrabnych smyczków i dynamicznych instrumentów dętych, nadaje podniosłego charakteru, który spójnie splata się z opanowanym rapem. Dodane przy finiszu gospelowe chórki ponownie wprowadzają do kawałka majestatyczne akcenty. Całościowe brzmienie w jeszcze pełniejszej krasie ukazuje rozwijającą się muzyczną dojrzałość i pewność siebie artystki, która zamiast przytłaczać zaciekawia i skłania do wysłuchania kolejnych numerów, w których stanowczo sprzeciwia się społecznym nierównościom czy stereotypom.

Introvert, but she ain’t timid
My art will be timeless, I don’t do limits (No)

Piąty studyjny album Little Simz bez większych zapowiedzi ukazał się 12 grudnia 2022 roku. Producentem No Thank You, tak samo jak przy słynnym Sometimes I Might Be Introvert jest brytyjski producent i multiinstrumentalista Info. Wydawnictwo niespodziewanie dołączyło do wielu tych wielkich i małych podsumowań najlepszych albumów ubiegłego roku. Obawiam się, że również w 2023 roku będzie często używanym muzycznym dopalaczem. Redakcja muzyczna Radia LUZ ukochała sobie aż dwa utwory ze wspomnianego albumu – sprawdźcie koniecznie tekst Kurtka Lewskiego o innym z utworów, który jakiś czas temu również otrzymał mocograjowy puchar!

Klara Zimna

SZA – Low

Mając na koncie zaledwie debiutancki album Ctrl, współczesna supergwiazda r’n’b SZA powróciła w ubiegły piątek z długo wyczekiwanym następcą zatytułowanym SOS. LP ma zaskakująco sporą, jak na warunki współczesnego r’n’b, liczbę utworów, być może, aby nadrobić pełne emocji oczekiwanie. Na dokładnie 23 utwory fani zacierali rączki aż pięć lat. Nie wierzycie, że to duże wydarzenie? Celebracja nowych bars’ów Solány odbywała się w miejscach najbardziej zaskakujących.

Materiał zawiera starannie selekcjonowane gościnne występy Dona Tolivera, Phoebe Bridgers, Travisa Scotta – ten został zapewne zaproszony w nadziei na powtórkę sukcesu ich poprzedniego, głośnego singla – i nieżyjącego już rapera Wu-Tang, Ol’ Dirty Bastard.

I niby mamy SOS, a jednocześnie SZA, promując materiał, ujawniła, że nie zagrzeje na długo miejsca w branży muzycznej. Całe to jej podejście do popularności, wrażliwość widoczna w wywiadach czy odczuwalna w jej muzyce oraz poziom sławy zupełnie irracjonalny, jeśli porównamy go z częstotliwością wydawania nowości (na szczęście nie jest to czynnik decydujący) przypomina mi bez przerwy postać Franka Oceana. Ten w podobny sposób pojawia się i znika, rzucając surowym, obnażającym materiałem w momentach tylko jemu wygodnych. Na dowód zachęcam Was do przesłuchania utworu Blind zapowiadającego płytę i wykonanego przez artystkę przedpremierowo tydzień temu w programie SNL. Rozstaniowe, minimalistyczne r’n’b at it’s finest.

Mocograjowy puchar w tym tygodniu trafił się jednemu z bardziej bezpośrednich utworów z SOS, Low. Brzmienie singla bezwstydnie zaczerpnięte zostało z trapu i wzbogacone o refren pretendujący do miana natychmiast wkręcającego się earwormera. Dla uważnych bonus – yeah sound effect prosto od Travisa. Takich prostych, hedonistycznych kawałków nie ma na płycie wbrew pozorom zbyt wiele, dominują płynące powolnym nurtem niespokojne ballady. Może dlatego Low wydaje się w tym towarzystwie aż takie odświeżające.

Na Ctrl poznaliśmy ją jako pełną wątpliwości nastolatkę, na SOS swoje wszystkie niepewności i frustracje odsłania już w pełnej krasie, jakby nie miała już nic do stracenia. SZA jest niekwestionowaną księżniczką gatunku, w którym się obraca. Nie bez przyczyny okładka jej najnowszej płyty wygląda dokładnie tak:

princess-diana

Zuzanna Pawlak

Ojerime – Keep It Lo

Ojerime może i trzyma to nisko, ale poprzeczkę w kwestii tworzenia coraz bardziej chwytliwych refrenów zawiesza sobie bez przerwy wyżej i wyżej. Utwór, który premierę na naszej antenie miał w audycji Regulator, zachwycił redakcję muzyczną Akademickiego Radia LUZ na tyle, by tydzień później otrzymać zasłużony, mocograjowy puchar. Artystka szerszej publice znana z utworu Give It Up 2 Me wraz z superproducentem Mura Masa, znanemu niemal ze wszystkiego, co stworzył, dostarczyli wspólnie dzieło przewrotne o brzmieniu ciepłym jak stopione masełko i tekście bliskim bezwzględności.

Pochodząca z Londynu Ojerime nie pierwszy raz owija w nostalgiczne R&B tematy nie do końca gładkie. Na swojej poprzedniej płycie wyśpiewuje lub wyszeptuje słowa traktujące o swoich zmaganiach z własną głową w trakcie hospitalizacji psychiatrycznej. Zaledwie dziesięć dni temu światło dzienne ujrzało jej kolejne dzieło — longplay Bad Influence, gdzie kontrasty pomiędzy tematyką i charakterystycznym, relaksującym brzmieniem gatunku są jeszcze bardziej wyczuwalne. I jakże atrakcyjne.

Zuzanna Pawlak