Archiwum

Mexican Institute of Sound & Meridian Brothers ft. Beck – Ritmo Babilonia

Okładka singla Mexican Instutute of Sound & Meridian Brothers ft. Beck - Ritmo Babilonia

Meksyk i Kolumbię dzieli w linii prostej niemało, bo ponad półtora tysiąca kilometrów, ale muzycznie można znaleźć sporo podobieństw między tymi krajami, jak chociażby zamiłowanie do cumbii. Teraz ten dźwiękowy dystans skrócił się jeszcze bardziej, dzięki Ruido Tovar, wspólnemu albumowi dwóch świetnych muzyków z tych krajów: Camilo Lary, nagrywającemu jako Mexican Institute of Sound, oraz Eblisa Álvareza, stojącemu za projektem Meridian Brothers. I dla nich wspólnym punktem zaczepienia jest cumbia, jednak w solowej twórczości Lara często idzie z nią w stronę bardziej elektroniczną, nie stroniąc od samplingu i flirtów z hip-hopem, zaś Álvarez bardziej zainteresowany jest żywym instrumentarium i nawiązaniami to tradycyjnej muzyki kolumbijskiej. Ich wspólny projekt stanowi amalgamat tych różnych podejść, który wyszedł w nadzwyczaj spójny i naturalny sposób.

Na płycie znajdują się dwa wspólne kawałki z amerykańskim mistrzem łączenia styli, Beckiem – człowiekiem, który prawdopodobnie potrafiłby się odnaleźć nawet gdyby usadzić go pomiędzy Glennem Brancą a Skolimem. Pierwszy z nich, Ritmo Babilonia, niby opiera się o typowy cumbiowy rytm, ale dzięki pracy perkusji i basu jest on dużo dynamiczniejszy niż zwykle, aż trudny do wychwycenia. Psychodeliczne gitary i syntezatory, zbliżające piosenkę mocno do stylu tropicanibalismo, ale też czy jest sens rozwodzić się nad tymi gatunkami i klasyfikacjami? Najważniejsze jest chyba to, że słychać jak dobrze artyści bawili się pisząc i nagrywając Ritmo Babilonia. To jest po prostu latynoska muzyka z jajem.

Jan Rostek

Kazdoura – and then?

Po wydanym w tym roku ślicznym, porywającym, bogatym emocjonalnie debiutanckim albumie, nie spodziewałam się, że Kazdoura jeszcze czymś nas zaskoczą.

Muzyka tego syryjsko-libańskiego duetu jest umiłowaniem bliskowschodnich korzeni poprzez wolność w eksperymencie. To most, na którym arabska tradycja wokalna spotyka się z głębokim groove’em i soulowym funkiem.

Najnowszy singiel to wielowarstwowy, sarkastyczny wyraz frustracji. Leen Hamo śpiewa o nieustającym poczuciu bycia obserwowaną i ocenianą, o absurdach oczekiwań ludzi wokół i niekończącym się biegu, którego meta jest nieosiągalna. Trzonem utworu jest pytanie: a potem, co wtedy?

Frustracji towarzyszy dość przekorne postanowienie — by mimo wszystkich żądań, oczekiwań i przewidywań samodzielnie zrozumieć, o co w życiu chodzi. Być kowalem własnego losu i samemu nadać mu sens.

Czytam książkę, by coś zrozumieć

Marnuję czas, by coś zrobić

Spisuję myśli, by coś udowodnić

A potem?

Nie ma wyjścia

Nie ma przewodnika

Poddadzą cię ocenie

Zuzanna Kopij

and then? و بعدين؟ by Kazdoura

Geese

Poznajcie Geese – piątkę przyjaciół z Brooklynu, którzy postawili na autentyczność i bezkompromisowość, a dzięki temu ich garażowe początki przeistoczyły się w status jednego z najważniejszych głosów współczesnego nurtu alternatywnego. Młodzi, zbuntowani i nieprzewidywalni już w ten piątek zaprezentują nowy album, a my wyróżniamy ich tytułem Artystów Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.

 

Niepokorny debiut

Jesień 2021 roku. Fani gitarowej alternatywy stali się świadkami jednego z najbardziej zaskakujących debiutów – mowa o albumie Projector od nowojorskiego kwintetu Geese. Już od pierwszych taktów płyta głosiła nadejście nowej, jakże niepokornej i obłędnej siły w muzyce alternatywnej. Geese stworzyli unikalne, idealnie wyważone połączenie krnąbrnej energii post-punku z rockowym impetem. Młodzi artyści, wówczas jeszcze nastolatkowie, od razu udowodnili, że nie boją się skomplikowanych struktur i nagłych zwrotów akcji. Otwierający album utwór Rain Dance, gęsty od emocji, to niemała zapowiedź artystycznej wizji, która już od pierwszych dźwięków demontuje konwencjonalne oczekiwania. Z kolei tytułowy Projector to podobna do snu podróż przez labirynt, w którym towarzyszy nam Winterowski, lekko chropowaty wokal. Na płycie nie brakuje także delikatniejszych, melodyjnych brzmień. Podczas gdy większa część albumu Projector zdecydowanie nie stroni od agresywnej energii, czy skomplikowanych struktur, utwór First World Warrior jest zgoła balladą, w której brak nagłych zwrotów akcji i dysonansów – czysta oaza.

Psychodeliczni kowboje

3D Country to niezwykle odważny album, który jednocześnie zaskakuje i prowokuje. Geese podjęli ryzyko i za pomocą kosmicznego, psychodelicznego bluesa wyznaczyli nowe kierunki w indie rocku. Zamiast bezpiecznego kopiowania sprawdzonych wzorców, Geese zaproponowali podróż, która nie prowadzi do miejsc, których się spodziewamy. To album o rozpadzie tożsamości i poszukiwaniu nowej perspektywy – zarówno w tekście, jak i w dźwięku. W ten sposób Geese wpisują się w tradycję zespołów, które nie tylko odtwarzają rockową historię, ale próbują ją na nowo ukierunkować. 3D Country to dość osobliwa opowieść o napiętym kowboju, który wędruje przez pustynię pod wpływem substancji psychodelicznych. Obserwuje proces rozpadu świata, który go otacza, a w tym własnych wyobrażeń na jego temat. To historia o tożsamości, alienacji, introspekcji, percepcji zmienionej przez używanie narkotyków, a także pytanie o miejsce jednostki w chaosie świata. Kowboj to figura wolności, ale też osamotnienia — w 3D Country jawi się jako bohater zagubiony między kulturą a własną percepcją.

Heavy Metal?

W opozycji do brzmienia poprzednich albumów Geese widnieje projekt solowy wokalisty grupy, Camerona Wintera. Chociaż tytuł Heavy Metal sugeruje ciężkie, energiczne, gitarowe brzmienia, większość utworów utrzymana jest w konwencji delikatnej, romantycznej, ale i szorstkiej. Akompaniament bywa okrojony, z gitarą lub pianinem na czele. Choć może wydawać się prosty, uważny odsłuch ukazuje niestandardowe rytmy i rzadko spotykane w muzyce rozrywkowej sekwencje akordów. Na pierwszy plan wybija się jednak wokal Camerona. Każda z jego niedoskonałości eksponuje szeroką gamę emocji przekazywanych w tekstach. Dzięki pozornie wybrakowanej technice, nikt inny nie potrafiłby wykonać jego utworów na podobnym poziomie artyzmu. Warta uwagi jest też warstwa liryczna – zaskakujące połączenie wyznań miłosnych z przedziwnymi, abstrakcyjnymi metaforami i nawiązaniami do popkultury.

Nadciągający sztorm

Nadchodzący album zespołu Geese zatytułowany Getting Killed zapowiada się jako dzieło pełne kontrastów – „chaotyczna komedia o epickich proporcjach”. Nie powinno w niej zabraknąć refleksji, melancholii, złości oraz czułości. Dodatkowo, przy nagrywaniu albumu wybór padł na nietypowego dla muzyki około rockowej producenta. Kenny Beats z pewnością zafundował zarówno zespołowi, jak i sobie porządną dawkę kreatywnego eksperymentu, co słychać w singlach promocyjnych. Już w ten piątek poznamy najświeższe oblicze zespołu Geese. Choć mamy swoje przypuszczenia wobec nowego kierunku naszych Artystów Tygodnia, znając historię możemy zakładać, że pod pewnymi względami zostaniemy zaskoczeni. Nieustanne wywoływanie zachwytów, zaprzeczanie przewidywaniom i burzenie konwencji — to właśnie specjalność tych zwariowanych gęsi.

Łucja Krzywoń, Olga Mrozek, Zuzanna Kopij

Psychedelic Porn Crumpets – Weird World Awoke

Energetyczny bałagan kolorów i dźwięków – tak opisują się Psychedelic Porn Crumpets. Dodając do tego ciepło zachodniej Australii i wariactwo post-rockowej psychodelii, tworzą muzykę porywającą w wielowarstwowe szaleństwo.

Weird World Awoke to list nie-miłosny do współczesności pisany wielokolorowym długopisem na kolorowym, pogniecionym papierze. To błyszcząca ironia i piskliwa frustracja. A także zapowiedź siódmego albumu zespołu, którego premiera już w maju. Ja już chwytam za gaśnicę, bo coś czuję, że to będzie wielki ogień.

 
Zuzanna Kopij