Archiwum

Jak było na 17. Up To Date Festival?

Cieszymy się, że pytacie. Tegoroczną przygodę z festiwalem rozpoczęliśmy na Into the FOMO_part V: Resonance. 

Po wyniosłym i pełnym napięcia występie Aleksandry Słyż, łączącym brzmienia elektroniczne z analogowymi, kumulującym się w apokaliptycznie brzmiących podmuchach odtwarzanych instrumentów dętych, surową przestrzeń Galerii Arsenał przejął Paul Jebanasam. Jego emocjonalny live act, utrzymany w motywie przemijania, pełen był szumiących i wietrznych dźwięków przywodzących na myśl wyrywanie się ducha z ciała. Pod koniec występu muzyk jednak nadał tym sonicznym strukturom pozytywny i pełen nadziei wydźwięk. Zestawienie tych dwóch występów w tej konkretnej kolejności okazało się świetnym zabiegiem kompozycyjnym, w którym apokaliptyczny niepokój po występie Polki znalazł katartyczne ujście w muzyce Paula Jebanasama.

Dbałość o komfort słuchania uczestników pozostaje wizytówką podlaskiego festiwalu. Znakomite nagłośnienie sceny FOMO pozwalało na wychwycenie mnogości detali prezentowanej muzyki, której dobór w piątkową noc pozostawał wyjątkowo spójny. Drum and bass i wariacje na jego temat były tutaj wątkiem przewodnim.

Emily Jeanne powoli dozowała energię, zaczynając od skradających się, half-time’owych numerów. Właściwa im rozpiętość pomiędzy kolejnymi uderzeniami była sprawnie wykorzystywana przez artystkę w cierpliwych i wyważonych blendach. Usłyszane wówczas Fire Lily w remiksie ophélie wydaje mi się utworem reprezentacyjnym dla całej jej selekcji tajemniczej muzyki do tańca, introspekcji i introspektywnego tańca.

Felix K początkowo kontynuował minimalistyczny kierunek wyznaczony przez warm-up, ale chwilę później wrzucił wyższy bieg i zafundował nam ekstatyczną, breakową galopadę. Nie wiem, ile zgromadzonych wówczas pod charakterystyczną ciężarówką osób pamięta audycję Subwena, ale na pewno wszyscy byli zadowoleni.

Nakładające się występy Skee Maska i Objekta przysporzyły frustracji miłośnikom elektroniki. Skutecznie wchłonięty przez dotychczasowy rozwój wydarzeń na FOMO, bez większego żalu wybrałem tego drugiego. Wszechstronność, z którą go kojarzymy sugerowała wiele możliwych rozgałęzień, ale szybko okazało się, że TJ nie zamierza zbaczać z trasy. Obliczone na wysoką parkietową siłę rażenia rytmiczne narzędzia nawarstwiały się w hipnotycznych pasażach, których kulminacją były junglowe eksplozje. Nie zabrakło też momentów zadumy – Qluless od Xades towarzyszące widokowi świeżo rozjaśnionego nieba stanowiło piękne zwieńczenie tego doskonałego seta.

Nie ukrywam, że do Białegostoku przyjechałem już z mocną zajawką na drum and bass, ale Up to Date jedynie ją pogłębił. Formuła, która istnieje czwartą dekadę nadal ulega pomysłowym przekształceniom, a wspólne granie Aerae i Presha (szefa wytwórni Samurai Music) jest na to świetnym przykładem. Francuzka konsekwentnie współtworzy swoją niszę o charakterze, powiedzmy, tribalowym i technoidalnym. 170BPM to dobra prędkość do wbiegania w nieskończoność.

Program sceny Music is Everything udowodnił, że jej nazwa to nie pusty slogan, a precyzyjna deklaracja programowa. Wielowymiarowy muzycznie line-up idealnie balansował pomiędzy krajową reprezentacją a światową sławą elektronicznego podziemia. Najlepszym tego dowodem była piątkowa noc, którą otworzył reprezentant krakowskiej sceny – Badalian, wprawiając w zachwyt swoją powolną, leftfieldową selekcją z winyli.Następnie na scenie pojawiła się legendarna postać dla IDM-u, czyli µ-Ziq w formule live. Pierwszy dźwięk, jaki zagrał, był też moim pierwszym głębokim wzruszeniem tego wieczoru. Był to utwór Twangle Frent, którego rework autorstwa Special Requesta był jedną z moich pierwszych wielkich miłości w muzyce elektronicznej. Usłyszenie tego motywu na potężnym soundsystemie Pozdro Techno wywołało we mnie autentyczne zaparcie tchu i paraliżującą euforię. Po tym emocjonalnym uniesieniu festiwalowicze dostali serię mocnych uderzeń – od surowego, diabolicznego electro od L.F.T., aż po certyfikowane rezydencją w Berghain techno od Steffi. Wszystko to budowało grunt pod set Skee Maska, który postanowił w pełni zgrać się z soundsystemem i tej nocy głównie pozdrawiał techno. Jego selekcja była pełna staroszkolnie brzmiącego, euforycznego grania z wycieczkami w stronę electro i breakbeatów. Taneczność tego seta i hipnotyczny styl miksu, w którym pozwalał elementom długo wybrzmiewać i zaskakiwał ich nagłymi powrotami, nie dawały parkietowi się zatrzymać. Całości dopełnił niszczycielski live-act od DJ Plant Texture, a tę pełną wrażeń noc zamknął rasowym techno duet Ako b2b Contakt, stawiając kropkę nad „i” w iście światowym stylu.

 

Przewidywana klęska urodzaju w line-upie szczególnie dawała o sobie znać przy okazji podejmowania decyzji, na której scenie należy być drugiego dnia rozrywek podstadionowych. Chciałem zobaczyć live’a Mateusza Grzybowskiego, ale przeczucie dotyczące historyczności spotkania dadana karambolo z 2k88 i Mangą St.Hilaire okazało się zupełnie trafne. Panowie poznali się chwilę wcześniej, ale wymieniali się futurystycznymi grime’owymi podkładami jakby to robili co wtorek. Pełniący obowiązki MC Manga dzięki swojej charyzmie i technicznej zwinności był w stanie okiełznać każdy, nawet najbardziej ekstrawagancki beat. Tak to się robi na wyspach, ale na kontynencie też można.

Rozbujany basowy kocioł przejęła CCL, a pod jej kuratelą ponownie odwiedziliśmy wymiar muzyki szybkowolnej, z wyrazistymi perkusjonaliami i niemal rytualnym wydźwiękiem. Długo szykowane momenty uderzały w serce bardzo celnie – zwłaszcza finałowe Be True od Commix mogło wycisnąć niejedną łezkę.

Tak wpływowe w ostatnich latach brzmienia południowoamerykańskie miały swojego wybitnego reprezentanta w postaci Verraco. W wysokoenergetycznej selekcji Kolumbijczyka oczywiście wyraźnie rysował się rytm dembow, ale znalazło się też miejsce dla jaskrawego dubstepu i cyfrowych (power) ballad. Nawet gdy od czasu do czasu zostawaliśmy pozbawieni gruntu w postaci czterech stóp w takcie, współprowadzący TraTraTrax bez wątpliwości zrozumiał zadanie zagrania setu w slocie typu peak time.

Tekst: Michał Sember, Marcin Olszyna

Up To Date 2022

Najwygodniejszy i najszybszy możliwy sposób na to, by dostać się do Białegostoku z Wrocławia, to pociąg Intercity. Czas podróży wynosi wtedy średnio ponad osiem godzin. Nie oszukujmy się – to wciąż koszmarnie długo. Musicie uwierzyć mi na słowo, redaktorzy Akademickiego Radia LUZ to osoby o zdrowych zmysłach (😉), a mimo to co roku z własnej woli wybierają ten koszmar najwytrwalszego podróżnika. Słuchaj pasma Artysta Tygodnia oraz sprawdź niżej, dlaczego Up To Date Festiwal jest tego totalnie wart.

 

Up To Date to z pewnością największe muzyczne wydarzenie, jakie znajdziemy na mapie północno-wschodniej Polski. Każdego roku, od ponad dekady, UTDF odwiedza ponad 10 tys. gości, zaś wydarzenia festiwalowe mają swoje miejsce w tak różnorodnych przestrzeniach, jak Stadion Miejski w Białymstoku, Opera i Filharmonia Podlaska czy Pałac Branickich. W ciągu ostatnich lat festiwal zdołał wychować sobie rzeszę oddanych, ufnych i zaangażowanych odbiorców. Pełne szacunku nastawienie uczestników do wydarzenia było widoczne w szczególności w trakcie lat naznaczonych pandemią i obostrzeniami.

Zarówno w 2020, jak i w 2021 roku organizatorom zdecydowanie się poszczęściło, ponieważ czas przypadający na przygotowanie każdej z edycji przypadał w okienku pomiędzy lockdownami. Miejmy na uwadze, że mało który festiwal miał wtedy szansę rozkwitnąć w pełnej krasie – nadmienić wystarczy o mocno kompromisowych edycjach Open’era czy Audioriver.

W przypadku UTD różnicą względem wcześniejszych edycji był fakt, że do biletu dołączano maseczkę. Organizatorzy do dziś wspominają, jak bardzo byli pod wrażeniem skuteczności zasady NO MASK NO RAVE, a mobilizacja publiczności względem dbania o współodbiorców przeszła już chyba do historii. Wyjątkowość białostockiej publiki jest niewątpliwa, a hasło „miłość, techno, dezynfekcja” pobrzmiewa w Polskich klubach do dziś, mimo że z czasem dezynfekcja rąk została wyparta przez dezynfekcję gardeł.

Up To Date - salon ambientu

Salon ambientu w Pałacu Branickich, Up To Date 2018 (fot. Going.pl)

Białostockie święto muzyki każdego roku prezentuje line-up złożony według klucza każdemu znanego, acz pozostawiającego przestrzeń na niespodzianki. Organizatorzy zapraszają artystów, którzy, w dużym uproszczeniu, parają się hip-hopem lub muzyką basowo-elektroniczną. Na festiwalu znajdzie coś dla siebie każdy fan techno, electro, współczesnej klasyki, ambientu oraz ambitnego rapu.

scena Pozdro Techno

Parking Stadionu Miejskiego, czyli scena Pozdro Techno – Up To Date 2018 (fot. Krzysztof Karpiński)

Każdy booking, jak zapewniają organizatorzy, jest wart uwagi i tworzony z największą precyzją, ale to ambientowej części festiwalu, w naszym mniemaniu, warto się przyjrzeć w pierwszej kolejności. Otóż UTD to jedyny taki festiwal w Polsce, który kładzie na ten z pozoru zupełnie niefestiwalowy, niewakacyjny gatunek tak ogromny nacisk. Rozpropagowanie ambientu w Białymstoku było projektem długofalowym i swoistą pracą u podstaw.

W tym momencie festiwal może pochwalić się osobną sceną, zwaną Salonem Ambientu (pod tą nazwą funkcjonuje również osobna inicjatywa działająca z ramienia UTD przez cały rok i w różnych miejscach, ostatnio nawet i u nas, we Wrocławiu), na której codziennie, niezależnie od reszty festiwalu, odbywają się występy i dj sety. To również świetna przestrzeń do odpoczynku od przytłaczającego, festiwalowego zgiełku i tony bodźców oddziałujących bez przerwy na uczestników. Taki superdopieszczony, o purystycznej formule i wysokich walorach artystycznych safe-space dla ciała i ducha – nie palarnia, nie wciśnięte gdzieś na skraj festiwalu stoisku SIN-u, nie chill-room wielkości pudełka na buty – to ewenement na skalę festiwalów w całym kraju.

up to date - kompot gratis

Tak było (fot. materiały organizatora)

Idee i osadzenie filozoficzne pozostałych scen, czyli Pozdro Techno oraz Beats, jest równie istotne. Za każdą z nich stoi autorska myśl, którą da się odczytać nie tylko z charakterystycznej scenografii czy aranżacji przestrzeni, ale przede wszystkim z samego doboru występujących na nich artystek i artystów. Organizatorzy często sami przyznają, że wpasowanie artystów w dany kontekst stanowi nierzadko problem, czasem na tyle duży, że przy osadzaniu zaplanowanego i lubianego przez nich artysty muszą zadawać sobie pytanie: „w którym miejscu ten artysta zrobi mniejszą szkodę?”. Co ciekawe, w tym roku dyskusje wśród festiwalowego zarządu wzbudził przede wszystkim DJ Overdose, słynący z różnorodności. Ta cecha była dla organizatorów na tyle problematyczna, że, by uniknąć nieporozumień, zadbali, by artysta został wyraźnie poinstruowany na temat charakteru sceny, na której gra.

Impreza ta daje jedyną okazję na zatańczenie na parkingu stadionu Jagiellonii do brzmień twórcow takich jak Helena Hauff, Sleeparchive czy Legowelt. To także okazja, by spotkać podobnych sobie wariatów z całej Polski, zjednoczonych pod inkluzywnym szyldem „Pozdro Techno”. Up To Date w ciągu dziewięciu lat działalności przyzwyczaił nas wszystkich do bezkompromisowej jazdy – i to w samym sercu podlaskiej puszczy.

pozdro techno

Białystok: kraina żubrów, kompotu i techno (fot. Gosia Zuk / Zukografy)

Up To Date Festiwal to jednak nie tylko muzyka – to platforma śmiało łącząca przeróżne pola kreatywnej aktywności, również akcji społecznych. UTD chętnie wita na festiwalu inicjatywy, które mają na celu profilaktykę i budowanie świadomości – mają organizację uświadamiające w zakresie HIV, zachęcające do zostania dawca szpiku lub SIN, czyli Społeczną Inicjatywę Narkopolityki. Na UTD wyczuwalna jest powszechnie panująca świadomość, że festiwale sprzyjają pomaganiu. Organizatorzy nie zamierzają tego nie wykorzystać.

Kolejnym społeczniarskim akcentem jest akcja „Wyślij pocztówkę do babci”: gospodarze wraz z Pocztą Polską udostępniają swoim gościom tematyczne kartki pocztowe, za pośrednictwem których można wysłać krewnym pozdrowienia z Białegostoku. Najnowszą działalność charytatywną Up To Date symbolizują powstała w tym roku bajkowa grafika na murach Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku oraz zbiórki funduszy na chore dzieci poprzez m.in. licytację uczestnictwa w Pierwszym (dosłownie) Latającym Salonie Ambientu (locie balonem z ambientem w tle!). Duże serce aptudejta jest jego ważną i widoczną częścią. Może trochę górnolotnie, ale taka jest prawda: będąc na festiwalu, można uświadczyć wielu budujących, dających nadzieję chwil.

Przez cały tydzień w paśmie Artysta Tygodnia przyglądamy się tegorocznej edycji festiwalu. Więcej informacji na temat line-upu, historii i działalności Up To Date usłyszycie na antenie Akademickiego Radia LUZ codziennie o 13:00 i 0:00.

Zuzanna Pawlak, Adam Salamon