Madonna – tej pani chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Królowa popu po siedmiu latach zapowiada nową muzykę, a konkretnie album, który nie będzie byle jaką płytą! CONFESSIONS II, bo taki tytuł nosi nadchodzący krążek, to kontynuacja jednego z najsłynniejszych wydawnictw artystki, Confessions on a Dance Floor.
Singiel, I Feel So Free, promujący album został naszym Mocograjem. Utwór ten także będzie rozpoczynał CONFESSIONS II i trzeba przyznać, że Madonna nie mogła wybrać lepszego kawałka otwierającego. Artystka wiele razy udowadniała swoją świetność na parkietowych numerach i tak też jest tym razem. I Feel So Free płynie na fali klasycznego house’u wzbogaconego o kwaśne dźwięki, szepty oraz subtelny wokal. Zdaje się jakby singiel delikatnie budował atmosferę nadchodzącego wydania, jednak robi to na tyle dobrze, że fantastycznie zarysowuje jego granice. Jednocześnie da się w nim wyłapać nawiązania do pierwszej części albumu, co oczywiście działa na ogromną korzyść zapowiedzianej płyty.
Ze szczerą nadzieją i masą zauroczenia wyczekuję tego krążka, gdyż (jak zapewne wiele genziar) to właśnie ze starszą siostrą CONFESSIONS II dzielę pierwsze muzyczne wspomnienia.
Rozwodowe opus magnum. Studium rozpadu relacji i powolnego odnalezienia siebie w szczegółach zawiłej historii, której finał niestety nie zaskakuje. Lily Allen swoim subtelnym wokalem szepcze do ucha, jakby przez telefon do przyjaciółki, cytując: I didn’t know it was a pussy palace / I always thought it was a dojo. Brzmi to jak chwila, w której dowody zdrady leżą już na podłodze, a ona dopiero pozwala sobie je nazwać.
Na West End Girl dokonuje się nowa emancypacja artystki, która, zdawałoby się, już dawno odnalazła własny głos i brzmienie. Pussy Palace ma charakterystyczne dla Lily brzmienie delikatnej elektroniki, wynurzającej się jak ze skrzącej mgły fatalnego zauroczenia. Tak brzmi moment, w którym kropki zaczynają się łączyć. Artystka konfrontuje się z prawdą bez patosu, ale z gorzką świadomością, że emocjonalne olśnienie zawsze kosztuje. W swojej ironii i szczerości pozostaje przekonująca i interesująca – jak za czasów debiutu.
WROsound stawia Wrocław na festiwalowej mapie Polski
WROsound to bez dwóch zdań najważniejsze letnie wydarzenie muzyczne we Wrocławiu. To też impreza bliska naszym LUZowym sercom. W końcu od wielu lat pokazujemy, jak bardzo lokalna scena warta jest Waszej uwagi, a w tym przypadku – że nie trzeba szukać daleko, by znaleźć świetny festiwal muzyczny. Prosto w sercu naszego miasta.
Zaczął się sezon festiwalowy i mam wrażenie, że przez social media klasyczne FOMO osiągnęło już swój szczyt. Czy to zagranica i wielkie wydarzenia jak Glastonbury i Primavera Sound, czy krajowe fenomeny pokroju Audioriver’a, Pohody, czy SLOT Art Festivalu – wszędzie mowa o festiwalach. Te wszystkie opcje są już wystarczająco przytłaczające, nawet dla osób, które każdy dzień spędzają kręcąc się dookoła muzyki. Dodatkowo proces planowania wyjazdu, zakwaterowania, czy urlopów staje się kolejną rzeczą uprzykrzającą wymarzony odpoczynek. Łatwo przy tym chaosie zapomnieć, że w naszym rodzinnym mieście też odbywają się niesamowite wydarzenia, które zrzeszają sztukę, kino, czy tak jak w tym przypadku – entuzjastów dobrej muzyki.
Kuba Więcek – nowy dyrektor artystyczny i programowy festiwalu
W tym roku stanowisko dyrektora artystycznego WROsound objął Kuba Więcek, jeden z najciekawszych głosów młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Z pozoru łatwo scharakteryzować jego talent – nagrody, wiele międzynarodowych występów i niesamowite umiejętności kompozytorskie oraz producenckie. Jednak muzycznie, pomimo wielkiej miłości do jazzu, nie daje się wpisać w żadne schematy pięciolinii. Stojąc na czele grupy hoshii, łączącej wielkie talenty instrumentalne, sięga po hip-hop, elektronikę i nowoczesne brzmienia i wykracza daleko poza klasyczne ramy.
Na początku 2024 artyści wystartowali z cyklem hoshii sessions – internetową serią spotkań z ulubionymi twórcami z kręgu hip-hopu, popu i alternatywy. Wspólnie reinterpretują ich utwory w okołojazzowych aranżacjach, które oprócz wersji streamingowych czasem odnajdują swoją drogę na koncerty. Przykłady to wyprzedane wydarzenie w NOSPR, czy właśnie tegoroczny WROsound.
Co znajdziemy w line-upie?
hoshii sessions live
Line-up tej edycji pokazuje różnorodność polskiej sceny, zwłaszcza przez rozmaite współprace zaaranżowane przez Więcka. Podczas specjalnego występu hoshii sessions live muzycy zaprezentują unikalne interpretacje utworów razem z Marią Peszek, schafterem (którego singiel z tej akcji wyróżniliśmy niedawno tytułem Mocograja), DZIARMĄ, Włodim, Ten Typ Mesem i Kasią Lins – wszystko w autorskiej oprawie. Koniecznie sprawdźcie też fragment naszej rozmowy z Kubą. Opowiada w nim między innymi o różnicach w projektach hoshii sessions i hoshii.
Jazz
Tegoroczny WROSound oferuje bardzo dużo dla fanów jazzowych wariacji. Szczególnie warto zwrócić uwagę na KOKOROKO, brytyjski kolektyw łączący wpływy afrobeatu, jazzu, soulu i funku z brzmieniami Londynu i kulturowym dziedzictwem swoich członków. Z kolei trio Łona x Konieczny x Krupa to współpraca wyjątkowego rapera i tekściarza Adama Zielińskiego z wybitnymi muzykami ze składu Siema Ziemia. Artyści zaprezentują projekt TAXI (wyróżniony jako najlepszy polski album 2023 roku według naszej redakcji). Na dokładkę polecamy nagrodzonego nominacją do nagrody Grammy Kassa Overall’a – nowojorskiego perkusistę, producenta i rapera. Jego twórczość to śmiałe połączenie jazzu z hip-hopem oraz muzyką elektroniczną.
Elektronika i rap
Dla fanów elektroniki z najwyższej półki też znajdzie się dużo atrakcji. RYSY, w tym lecie prezentujące wyłącznie występy DJskie, na festiwalu wyjątkowo przedstawią specjalny live set, natomiast Skalpel, ikony polskiej sceny nu-jazzowej i elektroniki przygotowali dla nas specjalny występ audiowizualny. Tym szukającym rapu polecamy współpracę nietuzinkowego rapera Belmondawg z producentem Expo 2000 – twórców kultowego minialbumu Hustle AsUsual. Znani z charakterystycznego stylu i nieograniczonego swagu, ten duet to mój osobisty must-see na festiwalu. To również dwukrotni zwycięzcy LUZ-owego podsumowania na najlepszy utwór roku (raz oryginalnie, raz w remiksie Pejzażu – dwa lata pod rząd!).
Alternatywa
Polska stoi szeroko pojętą alternatywą, a wielu jej reprezentantów znajdziecie na wrocławskim festiwalu. Trzeba tu wymienić Coals, najważniejszy duet w historii polskiego art-popu, onirycznie przemieszczający się pomiędzy rozmaitymi inspiracjami Łukasza i Kachy (z którą w 2021 roku podczas WROsound porozmawiała Zuzanna Pawlak). Lokalnym, wrocławskim (!) akcentem jest Biały Falochron, projekt, który łączy klubowe inspiracje z brzmieniami eksperymentalnymi. Z pewnością zaskoczy tanecznymi rytmami i zwrotami stylistycznymi, od ciężkich post-punkowych gitar po lekkie syntezatory. Na sam koniec, Franek Warzywa i Młody Budda, czyli charyzmatyczny duet, który łączy absurdalny humor z zaangażowanym przekazem; gwiazdy za granicą, a lokalnie wielbiciele dobrej zabawy i energetycznych występów.
Damskie głosy
Na WROsoundzie znajdziecie także pełno utalentowanych artystek, takich jak młoda tekściarka i wokalistka Livka, czy Dominika Płonka, której pełne lekkości teksty, połączone z produkcyjną perfekcją na długo zostają w pamięci. Jej debiut DOMINIKA DANIELA wyróżnialiśmy jako jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku. Nie zapominajmy o Danieli Pes*, kompozytorce, producentce i wokalistce z Sardynii, prezentująca prawdziwą fuzję tekstur oraz wiele innych live act’ów.
(* update 17.05.2025, z powodów zdrowotnych Daniela Pes nie wystąpi na festiwalu, a jej miejsce zastąpi Miły ATZ.)
DJe
Imprezę codziennie będą kończyć sety wschodzących gwiazd, błyszczących na deckach. W piątek będzie to DJ POLKOMTEL, współtwórca projektu BLIKOMTELsesh, który rozrusza parkiet nawigując nas od trance’u po rapowe wokale. Z kolei w sobotę DJ Mislaw, producent techno o klasycznym wykształceniu muzycznym, połączy surowość z emocjonalną głębią.
Gdzie w tym wszystkim LUZ…
Przy okazji odliczania do festiwalu, wraz z drugim reprezentantem Redakcji Muzycznej, Jędrzejem Śmiałowskim, mieliśmy możliwość przekazać dla aktywnych słuchaczy kilka wyjątkowych wejściówek, oraz porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za festiwal – Paulą Szewczyk ze Strefy Kultury Wrocław. Podczas audycji Ultradźwięki opowiedziała o organizacji tego przedsięwzięcia. Dwa fragmenty z naszej rozmowy znajdziecie poniżej:
Mikołaj Domalewski i Jędrzej Śmiałowski, rozmowa z Paulą Szewczyk ze SKW, Ultradźwięki 15.07.2025
WROsound 2025odbędzie się 18 i 19 lipca na placu przed Impartem we Wrocławiu. My już zacieramy ręce. Planujemy dla Was masę niespodzianek i współprac z artystami. Oprócz tego, w tym roku znajdziecie nas również na samym festiwalu! Znajdziecie nas w charakterystycznym pomarańczowym namiocie, nadając na żywo z terenu. Zbijecie z nami piątki już w najbliższą sobotę od 18 do 20. Jeżeli będzie tam LUZ, Was też nie może zabraknąć!
Jeszcze niedawno celebrowaliśmy premierę czwartego krążka autorstwa Nilufer Yanyi, lecz artystka nie zwalnia tempa i zapowiada kolejne wydawnictwo. Epka Dancing Shoes ma się ukazać na początku lipca, a na zachętę Brytyjka uraczyła nas już dwoma singlami, które stylistycznie nie odbiegają od kierunku wyznaczonego na zeszłorocznym albumie My Method Actor. Chodzi przede wszystkim o zderzenie popowego rozmarzenia obecnego w tekstach z grunge’ową surowością podkładów. Harmonie gitarowe zachwycają nie tylko melodycznością, ale również cudownym zróżnicowaniem tekstur, momentami zagęszczając i tak mętną od przesteru kompozycję. Pomimo wybitnej warstwy instrumentalnej to i tak wokal jest tu najważniejszy. Anielskie chórki Yanyi przepełnia miłosna gorycz i żal, które w tańcu z emocjami przybierają na sile z każdą kolejną sekundą.
Jeżeli nie mieliście okazji zaznajomić się z dotychczasową twórczością Nilufer Yanyi, odsyłam do zeszłorocznego artykułu w ramach naszego Luzowego Artysty Tygodnia – naprawdę warto go sprawdzić! Utwór Where To Look nie pozostawia złudzeń, że ostrzejszy epizod w twórczości brytyjskiej artystki ma jeszcze sporo do zaoferowania, a datę premiery Dancing Shoes należy zapisać w kajeciku muzycznych premier z czerwonym wykrzyknikiem obok.
Uczuciowa szczerość w tanecznej odsłonie. Najnowszy singiel Dominiki Płonki redefiniuje brzmienie współczesnej sercowej ballady i ukazuje talent wokalistki do opisywania emocji w prosty, a za razem poetycki sposób. Utwór POP Mocograjem na 91 i 6 FM!
Po świetnie przyjętych singlach nie mam czasu na sb czy jak to jest, artystka w dalszym ciągu kontynuuje passę wspaniałych produkcji. Tytułowy pop jest dla młodej wokalistki tylko punktem wyjścia, bo przeplata się tutaj z subtelnością R&B czy zwinną dynamiką Dance’u. Wszystko dzieje się za sprawą Dawida Płonki oraz Gabrysi Cichy, czyli duetu, który niejednokrotnie zajmował się podkładami na utworach Dominiki.
Niedługo po ukazaniu się singla, artystka podzieliła się również datą premiery swojego debiutanckiego albumu zatytułowanego Dominika Daniela. Już 18 października dowiemy się co kryje pozostałych dziewięć znaków zapytania obecnych na preordzerze płyty. Rok 2024 to rok świetnych debiutów i myślę, że Dominika Płonka również przywita się z szerszym gronem słuchaczy naprawdę mocnym materiałem. Ja z pewnością będę się rozpływał w dźwiękach albumu, na który z czasem zacząłem wyczekiwać coraz bardziej.
Taylor Swift to artystka, która osiągnęła wszystkie możliwe komercyjne szczyty w swojej karierze. Została nagrodzona nagrodą grammy aż czternastokrotnie w tym czterokrotnie za album roku, a The Tortured Poets Department– jej najnowsze wydawnictwo z 19 kwietnia – było pierwszym albumem w historii platformy streamingowej Spotify, które miało ponad 300 milionów odtworzeń w ciągu jednego dnia. Lista rekordów i osiągnięć jest długa i zdaje się wciąż rosnąć. Nawet teraz elementem najbardziej zaskakującym i dla niektórych, bądź co bądź frustrującym jest niewyjaśniona zagadka jej fenomenu.
Taylor Swift artystką tygodnia w Radiu LUZ na 91,6 fm.
Artystka czy skutek uboczny kapitalistycznej maszyny sławy? Ten kto obserwuje jej poczynania na scenie muzycznej rozumie, jak bardzo istotny jest osobisty pierwiastek, który otworzył przed nią wiele drzwi i systematycznie buduje jej karierę. Taylor Swift wciąż mocno zakorzeniona jest w kategorii singer/songwriter i podkreślając swoją twórczą niezależność wydeptała ścieżki wielu początkującym artystom w mainstreamie dzisiaj. Fakt kreowania swoich własnych piosenek na podstawie życiowych doświadczeń oraz przeżyć zgromadził jej w ciągu kilkunastu lat kariery, rzeszę bardzo wiernych fanów. Swift umiejętnie porusza się w świetle reflektorów, wypowiada się także o miejscu kobiet w przemyśle muzycznym, o seksizmie i podwójnych standardach. Wywołała publicznie dyskusję o prawach muzyków do ich twórczości po konflikcie z wytwórnią, która sprzedała za jej plecami całą dotychczasową dyskografię. Swift postanowiwszy nagrać ukradzione albumy od nowa zapoczątkowała zupełnie nowy bunt w świecie muzyki. Nie da się ukryć, że to oznaka uprzywilejowanej pozycji w świecie muzyki, zwyczajnie stać ją na to, natomiast nie pozostawia wątpliwości fakt, iż jest to coś przełomowego co może zmienić podejście młodych muzyków i na jakich zasadach podpisują kontrakty z wytwórniami muzycznymi.
Od słodkiego country do osobistego popu
Początki kariery muzycznej Taylor Swift sięgają jej debiutu z 2006 roku, który z perspektywy czasu pozostał słodkim nastoletnim country. Później przyszły dojrzalsze albumy, które nieco więcej odsłaniały – Feraless (2008) z przebojem Love Story i Speak Now (2010) z przejmującą balladą Dear John. Te dwa albumy artystka zdołała nagrać ponownie jako reedycje, do których ma pełne prawa, dzieląc się z fanami wieloma utworami, które nie trafiły na oficjalny album.
Prawdziwy przełom nastąpił na albumie Red, wciąż mocno czerpiącego z country, ale romansującego z muzyką popularną. Album ten nominowany został do nagrody Grammy i przyniósł fanom, jej najbardziej intymny utwór All too well, którego dłuższą wersję artystka ujawniła przy okazji reedycji płyty i towarzyszy mu krótkometrażowy film przez nią wyreżyserowany. All too well to ballada o utracie czegoś wyjątkowego, gwałtownym uczuciu dwudziestolatki do kogoś starszego i niedostępnego, które przeradza się w niezrozumienie i rozpamiętywanie szczegółów. Autorka tworzy intymną atmosferę przy akompaniamencie gitary i opowiada historię poprzez detal, pozostawionego czerwonego szalika, czy zdjęcia z dzieciństwa na gzymsie kominka. Utwór zawiera wiele dojrzałych metafor i bardzo wyróżnia się spośród wielu popularnych szlagierów płyty takich jak: 22, czy We are never getting back together i bardzo dobrze się zestarzał w stosunku do poprzednich płyt.
1989 to kolejna szalona i niespodziewana era w karierze Taylor Swift, która ostatecznie zwraca się w stronę pop mainstreamu z electro brzmieniami i chwytliwymi refrenami. Swift rozpoczyna wieloletnią współpracę z producentem Jackiem Antonoffem, który swój udział będzie miał na każdym z kolejnych jej wydawnictw. 1989 to płyta o wyjściu ze strefy komfortu, przyjaźniach, miłostkach i błądzeniu po ulicach Nowego Jorku. Pozostaje jednym z najlepszych albumów pop w karierze artystki, nagrodzony został w 2016 roku Grammy.
Reputation to dark popowy comeback – roi się tu od mocno elektronicznych rozwiązań, odważnych tekstów odnoszących się do kultury hate’u i jest tutaj więcej z eksperymentu niż na 1989.
W 2019 roku został wydany album Lover – jako pierwszy, do którego Taylor Swift miała pełne prawa. W pastelowych kolorach i z pudrową okładką stał się zupełnym powrotem Taylor do chwytliwego popu z osobistym charakterem, jako że artystka w tym albumie zdecydowała się odnieść do wszystkich odcieni miłości. Najbardziej wyróżniają się utwory Cornelia Street oraz False God.
Kolejny przełom w karierze nastąpił prędko przy okazji pandemii – zamknięta w domu artystka nagrała dwa folkowe albumy we współpracy z Jackiem Antonoffem i Aaronem Dessnerem, dając w końcu upust wspaniałemu pisarstwu, które nie miało okazji się rozwinąć do tego stopnia przy okazji mainstreamowego popu. Folkloreto prawdziwa perełka jej twórczości tak jak jej bliźniacza siostra, nieco smutniejsza Evermore. Te dwa albumy zaowocowały też w ciekawe współprace z Bon Iver oraz zespołem The National.
Midnights wydany w 2022 roku to album koncept – traktuje o nieprzespanych nocach, czasem są to męczące myśli i duchy przeszłości, które nie chcą nas opuścić, a czasem jest to pozytywna refleksja na temat odzyskiwania pewności siebie. Choć trudno mu było pobić fenomen i delikatność Folklore/Evermore – Midnights ma w sobie dużo synth popu i bedroom popu z paroma świetnymi utworami takimi jak Anti-hero czy Midnight Rain. Taylor Swift znowu otwiera przed nami pamiętnik, w którym brokatowym długopisem pisze o swoich słabościach, o rozkwitaniu dla samej siebie, o tym że o pewnych rzeczach nie da się zapomnieć, nawet kiedy się je komuś wybaczy i generalnie o tym co nie pozwala nam zasnąć i sprawia, że przewracamy się na drugą stronę. W tym koncepcie tkwi tak naprawdę przekonująca siła tego albumu. Tak jak w tekście do Anti-hero:Did you hear my covert narcissism I disguise as altruism/Like some kind of congressman? (Tale as old as time)/ I’ll stare directly at the sun but never in the mirror/ It must be exhausting always rooting for the anti-hero. Taylor przyznaje, że trudno jest jej przyjąć za fakt bycia idolką dla milionów, gdy posiada słabości zwykłego śmiertelnika i tak też się postrzega.
Torturowana poetka?
Nieco mroczny, brudny pop, opierający się na konfesyjności i monotonii – ale czy najlepszy i warty rekordów? 19 kwietnia tego roku ukazał się 11 album Taylor Swift – The Tortured Poets Department i wywołał lawiny komentarzy. Niektórzy zdobyli się nawet na stwierdzenie, że aż 32 utwory to przesada, na którą tylko najbogatsi muzycy mogą sobie pozwolić. Dodatkowo taka płodność ze strony artystki może się skończyć szybkim wypaleniem – i trudno się tu nie zgodzić. Pojawiają się pytania, czy osobisty charakter utworów to nadal autentyczność torturowanej poetki, czy też sprytny marketing. Fani jednak nie mają wątpliwości – wiele z utworów na The Tortured Poets Deparment zasługuje na miano najlepszych w karierze Taylor Swift. Wydaje się, że album byłby bardziej spójny w krótszej wersji, a długie współprace z konkretnymi producentami nie działają do końca na jej korzyść.
The Tortured Poets Deparment i jego konfesyjny charakter wypada nieprzekonująco, nie jest to jednak do końca wina tej płyty, co popularności autorki i niemal znikomej prywatności na jaką sobie może pozwolić. Muzycznie wciąż trzymająca poziom, wyznaniowość jest tutaj nieco mniej uporządkowana i ilościowo przytłaczająca za pierwszym przesłuchaniem, ale ma swoje momenty. Oczywiście już na początku wyróżniają się pozytywnie utwory So long London, czy otwierający utwór Fortnight z gościnnym występem Post Malone. Wyraźnie widać tu zmianę estetyki – nie jest już tutaj nawet anti-hero, ale otwarcie antagonistką zamkniętą w psychiatryku. Oczywiście cała ta estetyka jest przesadzona z zamysłem i ironiczna tak jak w utworze Who’s afraid of little old me? Taylor Swift bawi się konceptem torturowanej poetki, nie mianując się nią i oddając hołd w tekście legendom takim jaki Patti Smith.Niemniej nie odejmuje to jej talentu dobrej songwriterki – nieocenzurowane wyznanie też może stanowić dobrą pożywkę inspiracji muzycznej i materiału do płakania wieczorami przy szumie winyla. Płyta zyskuje z każdym przesłuchaniem i zaskakuje spostrzegawczością. Pozwalając sobie na bycie postrzeganą jako szaloną i nieposkromioną Taylor Swift robi coś czego nie robiła do tej pory. Archetyp szalonego geniuszu w końcu nie jest tylko zarezerwowany dla mężczyzn.
Nie chcę być queerową ikoną. Chcę być ikoną. – powiedział kiedyś wokalista i raper Kevin Abstract. Myślę, że tracki takie jak Tennessee mogą być zrozumiane dokładnie pośrodku pomagania i odrzucania tej reputacji.
Najnowszy singiel byłego frontmana BROCKHAMPTON pokazuje poniekąd powrót artysty do korzeni – muzyka jest sensualna, chwytliwa i skoczna, odchodząc od eksperymentalnych indie-rockowych wpływów obecnych w ostatnim solowym albumie na korzyść cloud rapu. Nic dziwnego, że w intymnym, queerowym utworze idealnie odnalazł się także Lil Nas X – jego wersy są wyraziste i czarujące, a wspólne chórki wokalistów od razu wpadają w ucho.
I just know that I love being used, as long as you make me feel loved
Track przedpremierowo zaprezentowany był na żywo podczas setów Kevinana festiwalu Coachella, gdzie na scenie dołączył do niego Nas X, oraz twórca beatu, raper Quadeca. To kolejna kolaboracja producencka pary od czasu opublikowanego wcześniej tego roku TEXAS BLUE. Współprace te pokazują, że od czasu solowego Blanket, Kevin Abstract czuje się pewnie, zarówno eksperymentując, jak i trzymając się swoich schematów. A my, doceniamy jego formę, wyróżniając jego kolejnegomocograja.
Od jakiegoś czasu widać w popie trend sięgania po bardziej klubowe i eksperymentalne schematy (tak jak w naszych niedawnych mocograjachVon Dutch, Britpop, starszym f@k€, czy w twórczości indie darling Caroline Polachek). Pomijając fakt, że gatunki te bywają tak płynne, że często jeden przechodzi w drugi bez ostrzeżenia, uważam, że jest to idealny kierunek do odświeżenia tego typu muzyki. A powrót FKA twigs po dwuletniej przerwie, we współpracy z brytyjskim duo Two Shell podręcznikowo udowadnia, dlaczego powinny zacierać się coraz częściej.
Już od pierwszych sekund czujemy, że nie mamy do czynienia z typowym dance-popem, pomimo wyraźnego tanecznego rytmu. Zniekształcony głos Tahliah przeskakujący z jednej strony głębokiego basu na drugą jest zaledwie zapowiedzią wszystkich niesamowitych eksperymentów, które możemy znaleźć w tym tracku. I tak jak nieszablonowe projekty często stawiają za bardzo na awangardę i gubią swój balans, Talk To Me ma konkretny pomysł na to, czym chce być i świetnie odnajduje się w szalonej produkcji. A właśnie ta glitchowa, błyszcząca i zbliżająca się nawet do miana hyperpopu produkcja pomimo wszystkich nietypowych akcentów nie rezygnuje jednak z najważniejszej cechy w tracku tego typu – wyjątkowo wspaniale się przy nim kręci nóżką.
Album niespodzianka? Kusząca propozycja, choć Disclosure tak naprawdę nikogo nie pytali o zdanie. W połowie lipca bez żadnych zapowiedzi ukazał się ich czwarty krążek Alchemy. Oczywiście jak to w przypadku braci Lawrence, po brzegi wypełniony tanecznymi basami gotowymi rozbudzić każdą imprezę tego sezonu. Jest jednak coś więcej. Płyta nie tylko nie posiada żadnych gości, ani sampli. To także ich pierwszy projekt wydany niezależnie. Materiał sprawia wrażenie, jakby Guy i Howard chętnie eksperymentowali ze swoim stylem, doskonale się przy tym bawiąc. Weźmy takie Higher Than Ever Before. Utwory takie jak ten dowodzą, że Disclosure kryją jeszcze wiele asów w rękawie i jeśli mówić o ich nieszablonowości, tak wysoko jeszcze nie byli.
Nowy album Caroline Polachek przez jakiś czas owiany był sporą dawką tajemnicy. Kiedy półtora roku temu po raz pierwszy usłyszałem Bunny Is A Rider, moja ciekawość zaostrzyła się niemalże natychmiast. Nie inaczej było w przypadku każdegokolejnegosingla, które często wybrzmiewały na antenie Radia LUZ w formie mocograjów. Po długo wyczekiwanej, walentynkowej premierze Desire, I Want To Turn Into You, do ich grona dołącza kolejny kawałek.
Fly To You, bo taki nosi tytuł, jest utworem wyjątkowym. To pierwsza kolaboracja w katalogu artystki. Do współpracy Polachek zaprosiła Grimes oraz Dido, o czym wypowiedziała się w mediach społecznościowych, wyrażając swój podziw dla obu wokalistek. Sporo tu lekkich, elektronicznych bitów w stylu drum ’n’ bass, a towarzyszące im nostalgiczne melodie doskonale łączą się z głosami całej trójki. Swoim nowym collabem, artystka serwuje nam nostalgiczną podróż, której każdy przystanek warty jest dłuższego postoju celem podziwiania jej sonicznych krajobrazów.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.