Archiwum

Danny L Harle ft. Pink Pantheress – Starlight

Danny L Harle to świetny producent muzyczny. Przez lata związany z wytwórnią PC music, tworzył utwory między innymi dla Caroline Polachek, 100 gecs, Charli XCX, czy Clairo. Sam wyznaje, ze lubi konkrety. Po jego muzyce możemy więc oczekiwać albo krótkich i szalenie tanecznych propozycji, albo długich, ambientowych zestawień. Tych drugich, jak zdradził ostatnio, ma teraz w planach więcej. Nie widać tego jednak po jego najświeższym kawałku.

Utwór Starlight to czysta i intensywna ekstaza dźwiękowa. Do elektronicznej ferii brzmień swój delikatny głos dograła Pink Pantheress, o której od kilku lat jest coraz głośniej, szczególnie po jej majowej EPce w klimacie przełomu lat 90 i 00. W efekcie, jak to często u Danny’ego bywa, otrzymujemy transową kompozycję z bubblegumową wkładką wokalną, przyprawioną o dość gorzki tekst. Te aspekty w teorii stoją na przeciwko siebie, lecz to nie znaczy, że są w opozycji. W końcu czy na parkiecie nie można wytańczyć swych przemyśleń i złamanych serc?

Katarzyna Golec

PinkPantheress – The aisle

pinkpantheress heaven knows

W najnowszym wydawnictwie PinkPantheress zanurzyłem się bez większych oczekiwań. Oczywiście nie żebym jakieś miał, aczkolwiek z zapowiedzi samej artystki wynikło, że szykuje coś specjalnego. Mając w głowie doskonale wyprodukowane boy’s a liar, moją uwagę szczególnie przykuła deklarowana chęć odkrycia nowych gatunków muzycznych. Efekt? Heaven Knows, jej debiutancki krążek, ukazuje świetnie zachowany balans między nieprzewidywalnością, a ww. przekrojem gatunkowym. Słuchając albumu, miałem wrażenie, jakby w jednym kawałku zawarto brzmienia z kilku innych światów. Bez cienia wątpliwości można więc mówić, że PinkPantheress sama w sobie jest gatunkiem muzycznym. Czy tę osobliwą mieszankę brzmień idzie rozszyfrować? Próby można podejmować, owszem. O wiele przyjemniej oddać się jednak artystce w całości, na przykład wysłuchując The aisle w roli mocograja tygodnia w Radiu LUZ.

Antek Winiarski

PinkPantheress – Take Me Home

Dlaczego najntisowa nostalgia tak dobrze siada na TikToku? Dokładną odpowiedź są w stanie przedstawić jedynie algorytmy z pekińskiego Haidian, ale sprowadzanie mocno zviralizowanej twórczości Różowej Panterzycy tylko do tego aspektu to trochę zbyt duże uproszczenie, któremu mimo to zamierzam się trochę poddać. Pieczęć Gemmy Walker (21 l.), obecna na każdym z jej kapsułkowych, wzajemnie podobnych (wpiszcie sobie w  jutub „pinkpantheress type beat”), ale jednak konsekwentnie realizowanych numerów, widnieje zbyt wyraźnie, by móc tu mówić jedynie o dobrze skrojonych podkładkach do klipów, odbierając samej artystce prawo do samoświadomości.

Z drugiej strony wielkie wytwórnie na usługach wszechobecnego Skynetu dość szybko namierzyły jej postać i wzięły pod swe metalowe skrzydła, pozwalając jednak na sporą dozę twórczej autonomii. W efekcie PinkPantheress nadal brzmi, jakby remiksowała ze starszym bratem garażowe hiciory, których premier pamiętać przecież nie ma jak, zamiast rozkręcić swoją karierę na dobre i stać się brytyjskim odpowiednikiem Dojy Cat. „I bardzo dobrze – powiedział smerf Ważniak – bo dzięki takim cytatom, podanym w atrakcyjnej formie dwuminutowych singielków, młodzież nieświadomie zyskuje wiedzę o zajawkach rodziców, tym samym cementując nuklearność domowej wspólnoty.” Czyli że Panna Pantera jest bardziej konserwatywna, niż byłaby w stanie przyznać?

Myśli przeróżne, sami widzicie, natomiast ja mam nieodparte wrażenie, że dopiero pełnoprawny album pokaże, czy Pantera zostanie zapamiętana jako nie tylko Rózia cytowaczka, operatorka fruityloopsowej tokarki, ale przede wszystkim twórczyni. Z tym że czy opłaca się jej taki album nagrywać? Niektórzy artyści lepiej brzmią w singlach, a albumy wychodzą im no tak średnio (Leokadia, patrzę na ciebie). W poszukiwaniu uczciwego kompromisu: niechże Gemma robi, co chce – w końcu nie po to przodkowie obalali komunę, byśmy teraz czuli presję na wyjście z sypialni.

Sebastian Rogalski

pogrubienie