Archiwum

Niechęć – Nowe płuca

Nowe płuca, nowe brzmienie i nieodkryte przez Niechęć terytoria…

Rozpoczyna się niewinnie od statycznej perkusji. Szybko jednak dołącza do niej mroczny syntezator, pogłosowa gitara i niepokojące klawisze, dopełniając swoimi kolorami malujący się przed nami transowy pejzaż. Wtedy głos zabiera saksofon, opowiadając historię w niskich rejestrach. Wszystkie te składowe nawarstwiają się, dążąc do punktu kulminacyjnego, swoistej eksplozji dźwiękowej. Jest ona hipnotyzująca i onieśmielająca. Brzmienie zagęszcza się w rozległej przestrzeni, otaczając nas w całości. Pulsujące pianino, momentami marszowa perkusja, ciemny saksofon, rozciągnięta gitara, prószące syntezatory – wszystko to tworzy soundtrack obserwacji końca świata. I choć idea utworu wydaje się być transhumanistyczna, katastroficzna, odległa, to uderza on w najskrytsze zakamarki ducha, rezonując z całym ciałem.

A Niechęć zapowiedzieli, że będzie to utwór otwierający ich nadchodzący, czwarty album, Reckless Things. Wyobrażacie sobie, co może nadejść po takim wprowadzeniu?

Zuzanna Kopij


Skalpel

Duet Skalpel

W 1998 roku Marcin Cichy oraz Igor Pudło po raz pierwszy spotkali się, aby wspólnie tworzyć muzykę. To, co później powstało, wykiełkowało z fascynacji jazzem oraz elektroniką. Starannie dobierane i świadomie zmodyfikowane sample gigantów polskiej szkoły jazzu, ułożone na elektronicznych motywach porwały odbiorców oraz krytyków. 25 lat później duet ma zbudowaną solidną, międzynarodową markę i nadal bawi się dźwiękami. Skalpel Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

 

Skalpel, używając stosów sampli zaczerpniętych z polskiej szkoły jazzu tworzy mylne wrażenie, że mamy do czynienia z wieloosobowym jazzowym składem. W rzeczywistości Marcin Cichy oraz Igor Pudło przekopali się przez historię polskiego jazzu w poszukiwaniu fragmentów, które mogliby wykorzystać w swoich utworach. Artyści czerpali od takich tuzów jak Józef Skrzek, Andrzej Kurylewicz, Zbigniew Namysłowski czy Laboratorium.

Zespół Skalpel

Chyba nie powinno mówić się o Skalpelu bez wspomienia o osobliwej estetyce, jaka towarzyszy twórczości zespołu. Często słyszy się, że muzyka duetu Skalpel jest filmowa. Zapytany o to w jakim stopniu sensacje wzrokowe przekładają się na jego muzykę, Marcin Cichy odpowiada, że obraz rzeczywiście jest dla niego czymś ważnym, a to co tworzy czasem nazywa pocztówkami dźwiękowymi. Dodatkowo sam zauważa, że jego muzyka ma w sobie coś filmowego. Na pierwszym LP artyści wprost zachęcali do zwizualizowania sobie wyimaginowanej wycieczki, na którą zabierają nas w utworze Break In.

Choć utwory zespołu Skalpel są tworzone komputerowo i oparte na samplach, podczas ich koncertów możemy usłyszeć wirtuozów perkusji, saksofonu czy kontrabasu. W 2019 roku, z inicjatywy muzyka i kompozytora, Patryka Piłasiewicza, duet wystąpił z siedemnastoosobową grupą instrumentalistów jako Skalpel Big Band. Cztery lata później, Marcin Cichy oraz Igor Pudło wrócili do tego pomysłu. 10 listopada ukazał się półtoragodzinny album zawierający najważniejsze utwory duetu, a 16 grudnia Skalpel Band (w ośmioosobowym składzie) zagra we Wrocławskim Narodowym Forum Muzyki.

Chociaż czasami nie do odróżnienia od live bandu, Skalpel zawsze parał się elektroniką. Zarówno Marcin Cichy jak i Igor Pudło w wielu wypowiedziach nawiązywali do współczesnych realiów tworzenia muzyki. Zdaniem duetu postęp technologii w kontekście sztuki to z punktu widzenia artysty wielkie wyswobodzenie. Przyrost jakości, ilości i dostępności narzędzi do produkcji muzyki znosi wszelkie limity oprócz jednego – limitu kreatywności artysty. Zapytani, jak mogliby opisać swoją relację z narzędziami, których używają, odpowiedzieli, że są jedynie rękami robotów.

Wydając krążek Highlight w 2020 roku, duet Skalpel zarysował swoim słuchaczom kierunek, w jakim chcieliby zmierzać w przyszłości. Artyści zaserwowali na nim niemal równe proporcje jazzu i elektroniki. Origins, wydany w listopadzie 2022 roku, ukazał fascynację duetu takimi gatunkami jak jungle czy IDM, a jazzowe sample są tu bardziej tłem niż motywem przewodnim.

Co gdyby powiedzieć, że zespół, który na przestrzeni lat w ramach swojej twórczości przerobił takie gatunki jak: jazz, jungle, IDM, ambient lub hip-hop (łącząc czasem wszystko w różnych proporcjach na jednym albumie) wcale nie lubi wykraczać poza swoją strefę komfortu? Początkowo ktoś mógłby powiedzieć, że bluźnierstwo albo szaleństwo. Okazuje się jednak, że artyści rzeczywiście nie lubią opuszczać swojej strefy komfortu. Marcin Cichy zdradził w jednym z wywiadów, że jako duet postrzegają proces tworzenia jako coś organicznego. Raczej nie ustanawiają sobie nowych celów, nie próbują nikogo przegonić. Chyba nawet nie przejmują się jakimś własnym potencjałem, który za wszelką cenę należy doścignąć. Skalpel robi muzykę, bo po prostu lubi. Fajnie usłyszeć coś takiego od artystów, którzy osiągnęli sukces na międzynarodową skalę, robią ciekawą muzykę, ale przede wszystkim zaczęli świeżo i po 25 latach tacy (świeży) pozostają.

Na koniec ciekawa myśl Igora Pudło nawiązująca do tematu wydawania muzyki na nośnikach fizycznych:

Uważam, że to jest akurat dobre, że muzyka się uwalnia od fizyczności. W gruncie rzeczy muzyka to rzecz niematerialna.

 

Dominik Lentas i Mikołaj Bensdorff

Berlioz ft. Ted Jasper – Deep in It

Okładka albumu berlioz - jazz is for ordinary people

Czy da się rozkochać w sobie zarówno fanów jazzu jak i house’u? Zrobić to w mniej niż rok? Wydając mniej niż dziesięć utworów? O samym Berliozie wiadomo raczej niewiele, ale jedno dzięki niemu jest jasne, że odpowiedź na powyższe pytania brzmi: TAK!

Berlioz to artysta, którego muzyka do mojej biblioteczki wpadła ot tak. Tak samo wpadła mi w ucho i od tamtego momentu nie mogę jej wydostać. Jest tak pewnie dlatego, że melodie w jego utworach są proste i bardzo satysfakcjonujące. Warto przy tym zaznaczyć, że samym utworom nie brakuje jednak głębi. Muzyka Berlioza bardzo przypomina tą od St Germain’a – jednego z pierwszych parających się fuzją jazzu i house’u. Berlioz tak samo jak jego prekursor ma w sobie lekkość w tworzeniu prostych, ujmujących melodii zbudowanych na fundamencie housowych rytmów. Dodajmy do tego zawiłą teksturę szalejącą w tle nie mniej szalonych linii melodycznych i dostajemy mieszankę, która wciąga słuchacza prostotą i zatrzymuje go tak długo, aż ten nie zda sobie sprawy z wielowarstwowości tematu. Dzięki tej dynamice utwory stają się przystępne, ale nie banalne – więc nagradzające ponowny odsłuch.

Artysta tytułując swoją najnowszą EP-kę słowami jazz is for ordinary people zdaje się stawiać bardzo poważną tezę, która nawiązuje do statusu, jakim w niektórych kręgach cieszy się tytułowy gatunek. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że obaleniem tej tezy mogą być zainteresowani na przykład bardzo poważni krytycy w bardzo poważnych krawatach, ale po tym co zaprezentował Berlioz, nie wróżę im sukcesów.

 

Dominik Lentas