Archiwum

Mlody Leszcz – Miłość

Mlody Leszcz, po raz kolejny udowadnia, że miano rapera nie jest żadnym ograniczeniem. Artysta od lat buduje wyjątkowy wizerunek na polskiej scenie alternatywnej. Z każdym projektem spójność zaskakuje, otoczka intryguje, a sama muzyka zachwyca. Tych samych emocji dostarcza mi najnowszy singiel Miłość.

Reprezentant ZPN Crew, związany m.in. z PNG Boys i Dyspensa Records, niezmiennie ramie w ramie z producentem Molehead’em. Tym razem artyści romansują z post punkiem, a to już kolejny przykład gitarowych inspiracji po singlu Klej 3!, czy gościnnej zwrotce na EMO EP Holaka. Jeśli lubicie zimną falę, lub lekkie breaki to odsłuch Miłości powinien być dla was planem na dzisiaj. Najlepiej w pętli i z niesamowitym wideo, które zostało zrealizowane do tego utworu.

Dawno odsłuch singla nie zaskoczył mnie tak, jak odsłuch Miłości w piątkowy poranek. Spodziewając się klasycznej konwencji love song’a zderzyłem się z zupełnie innym klimatem. Chłodno zrobiło się już przy pierwszych dźwiękach, a historia którą Leszcz opowiada w numerze zupełnie zmiotła mnie z nóg. Olbrzymie pokłady żalu i tęsknoty, które niesie ze sobą ten utwór zostaną we mnie na długo. Jeśli myśleliście, że wiecie czym jest Miłość, to warto skonfrontować swój punkt widzenia z opowieścią Mlodego Leszcza. Nie śpijcie na tym, bo noc i tak się zawsze kończy…

Dawid Sas

 

Mlody Leszcz – Misja

Mlody Leszcz to artysta, o którym zdecydowanie nie można powiedzieć, że wkroczył na scenę w pełni uformowany. Na samym początku kariery (która zaczęła się w wieku stosunkowo młodym, bo okołolicealnym) za cel obrał sobie tworzenie piosenek zawierających jak największą liczbę brzydkich wyrazów. Ślady po tej twórczości bez problemu można odnaleźć na serwisach streamingowych po dziś dzień; na wieczór pełen wrażeń polecamy m.in. Melanżyk, Ruskacza czy WNR. I choć redakcja muzyczna Radia LUZ utwory o wartości wyłącznie rozrywkowej potrafi oczywiście docenić, to zbyt łatwo zgubić je pośród innych, podobnych sobie: epikurejskich, prostych, ludycznych. Teraz Mlody Leszcz (lub, jak podpowiada portal krzyżówki.edu.pl, dłoniak) ma już na koncie drugą długogrającą płytę. Okazała się być krążkiem napakowanym pomysłami, którym daleko do klasyki polskiego rapu. Niełatwo ją przeoczyć, jeszcze trudniej będzie o niej zapomnieć.

Na Bruku muzę „for fun” i dla beki podmieniają utwory niestandardowe, przemyślane, rozliczające przeszłość artysty bądź konfrontujące niesprzyjającą rzeczywistość. Płyta miała ukazać się już w zeszłym roku, ale terminy ciągle przesuwano. Do teraz trudno o fizyczną wersję. Jak macie ochotę na własny egzemplarz, musicie wesprzeć charytatywną zbiórkę. Kolekcjonerów fizyków naprawdę unikatowych Mlody Leszcz zachęca jeszcze czym innym:

Każdy egzemplarz jest wyjątkowy – nie ma dwóch jednakowych, wszystko składamy sami. Liczymy się też z potrzebami naszej planety, dlatego dajemy drugie życie plastikowi – pudełka na płyty CD pochodzą z recyklingu i mogą mieć delikatne blizny.

Nie tylko w tym wypadku efekt końcowy to wypadkowa bliskiej współpracy Leszcza z Moleheadem. Duet to doprawdy niezawodny i śmiem twierdzić, że wizjonerskość albumu dostarczonego na końcu grudnia to wynik szerokich horyzontów muzycznych tego drugiego. Leszcz dostarcza nawijkę, ale to właśnie Molehead podejmuje ryzyko i egzekwuje wpływy gatunków, które w Polsce do hip-hopu jeszcze nie przyległy. Antek nie boi się jazzu, dubu, dubstepu i drum and bassu, a jak w bitach robi mu się trochę zbyt brudno i chaotycznie, grzecznie wraca do równie atrakcyjnego boom-bapu.

Na antenie do końca tego tygodnia macie szansę usłyszeć w godzinach emisji mocograjów m.in. Misję: utwór otwierający Bruk. Czy w trzecim tygodniu nowego roku można jeszcze składać życzenia? Jeśli tak, niech 2023 rozpocznie się u was z równie imponującym przytupem.

Zuzanna Pawlak