Archiwum

Jessie Ware – Mr Valentine

Mr Valentine to powrót Jessie Ware do świata disco, do którego artystka konsekwentnie zaprasza nas w swojej twórczości. Utwór, wydany wraz z albumem Superbloom, emanuje niesamowitą energią, która idealnie odnajduje się na tanecznym parkiecie. Zarówno zmysłowy, zalotny tekst, jak i bogata warstwa dźwiękowa ociekają luksusem oraz elegancją.

Piosenka opisuje romans idealny, a tytułowy „Pan Walenty” to ucieleśnienie kochanka z marzeń. To manifest pożądania, które nie niszczy, lecz ocala i pozwala rozkwitać. W porównaniu do ciemniejszych  brzmień znanych z albumu What’s Your Pleasure?, Mr Valentine  stanowi zdecydowanie jaśniejszą, mniej mroczną odsłonę disco w wydaniu Jessie.

                                                                                                                                                    Aleksandra Antoszczuk

Jessie Ware – Freak Me Now

jessie ware freak me now

Jessie Ware. Jeden z najjaśniej świecących kryształów (o ile nie najjaśniejszy) muzycznej korony bieżącego roku. Nieco ponad tydzień temu poznaliśmy odpowiedź na nurtujące nas od trzech lat pytanie: What’s Your Pleasure?, którym artystka zatytułowała swój przełomowy album z 2020 roku. Brzmi ona: That! Feels Good! i szczerze mówiąc, trudno wyobrazić sobie bardziej adekwatny tytuł dla tak szalonych i jednocześnie eleganckich 40 minut nowego krążka.

Każda chwila skąpana jest w luksusie i wyrafinowaniu. Nawet te nieco wolniejsze kawałki każą nam zostać parkiecie i podziwiać swój blask. Moją uwagę przykuł natomiast jeden z kategorii tych szybszych. Wyciągnięty rodem ze złotej ery french house’u Freak Me Now przypomina o dominacji gatunku we wczesnych latach 00, przywodząc na myśl największe klasyki od Daft Punk. Jessie sięga tutaj prawdziwych gwiazd. Wspominając moje ostatnie słowa towarzyszące wydaniu pierwszego singla z nowej płyty aż kusi, by powiedzieć: a nie mówiłem?

Antek Winiarski

Jessie Ware – Begin Again

Przy pierwszym kontakcie z najnowszym dziełem Jessie Ware od razu nasunęły mi się skojarzenia z utworem Spotlight z jej poprzedniego albumu What’s Your Pleasure. Już sama idea takiego porównania mówi o klasie Begin Again. Główny singiel ostatniego longplaya Brytyjki jest bowiem moim zdaniem dziełem perfekcyjnym. Oba operują w szarej strefie na granicy marzeń sennych i rzeczywistości z niezwykłym wyrafinowaniem i dopracowaniem każdego detalu. Spotlight obezwładania swym subtelnie czarującym, zmysłowym pomysłem na silent disco. Begin Again zaś to oczekiwanie na zmianę na lepsze wyrażane majestatycznym głosem wokalistki. Na wybuch szleństwa w postaci eksplozji dęciaków zapewnianych przez brytyjski zespół jazzowy Kokoroko.

Rzadko kiedy zdarza się, by singiel swoim tytułem tak otwarcie zachęcał do ponownego odsłuchu. Wątpię co prawda, by taki zamiar przyświecał Ware przy wybieraniu nazwy dla najnowszego preludium albumu That! Feels! Good!. Zresztą, Begin Again jest tak oszałamiająco dobre, że nie potrzeba mi specjalnej zachęty do wciśnięcia po raz kolejny przycisku play.

Michał Lach

Jessie Ware – Pearls

1036 dni. To dużo, czy mało? Na osi czasu wszechświata – niewyobrażalnie mało. Jako interwał pomiędzy kolejnymi albumami Jessie Ware to jednak nieznośnie dużo. Wyczekiwanie powoli dobiega końca, gdyż już 28 kwietnia głośnikami i słuchawkami zawładnie nowe długogrające dzieło Brytyjki – That! Feels Good!

Pearls podobnie jak zeszłoroczne, mocograjowe Free Yourself stanowi kontynuację stylistyki obranej na fenomenalnym albumie What’s Your Pleasure. Najnowszy singiel utrzymuje poziom tamtego wydawnictwa. Tworzy luksusowy nastrój obezwładniającej przyjemności, przymusza wręcz każdy skrawek ciała do wprawienia go w taneczne ruchy przy akompaniamencie pereł dźwięcznie uderzających o parkiet. Nieznośna lekkość bytu zamknięta w 4 minutach disco renesansu.

Michał Lach