Archiwum

Kazdoura – and then?

Po wydanym w tym roku ślicznym, porywającym, bogatym emocjonalnie debiutanckim albumie, nie spodziewałam się, że Kazdoura jeszcze czymś nas zaskoczą.

Muzyka tego syryjsko-libańskiego duetu jest umiłowaniem bliskowschodnich korzeni poprzez wolność w eksperymencie. To most, na którym arabska tradycja wokalna spotyka się z głębokim groove’em i soulowym funkiem.

Najnowszy singiel to wielowarstwowy, sarkastyczny wyraz frustracji. Leen Hamo śpiewa o nieustającym poczuciu bycia obserwowaną i ocenianą, o absurdach oczekiwań ludzi wokół i niekończącym się biegu, którego meta jest nieosiągalna. Trzonem utworu jest pytanie: a potem, co wtedy?

Frustracji towarzyszy dość przekorne postanowienie — by mimo wszystkich żądań, oczekiwań i przewidywań samodzielnie zrozumieć, o co w życiu chodzi. Być kowalem własnego losu i samemu nadać mu sens.

Czytam książkę, by coś zrozumieć

Marnuję czas, by coś zrobić

Spisuję myśli, by coś udowodnić

A potem?

Nie ma wyjścia

Nie ma przewodnika

Poddadzą cię ocenie

Zuzanna Kopij

and then? و بعدين؟ by Kazdoura

Unknown Mortal Orchestra – BOYS WITH THE CHARACTERISTICS OF WOLVES

Unknown Mortal Orchestra - BOYS WITH THE CHARACTERISTICS OF WOLVES

Osoby, które znają zespół Unknown Mortal Orchestra, mogą kojarzyć go z psychodelicznym lo-fi. Dla mnie brzmienie UMO do niedawna definiował przedostatni projekt z 2025 roku – V. Tam otrzymaliśmy zbiór spokojnych indie rock’owych piosenek, w których wybrzmiewały zarówno elementy lo-fi jak i psychodelii. Najnowsza EP’ka zespołu zatytułowana CURSE już pierwszym singlem zburzyła jednak moją dotychczasową wizję.

BOYS WITH THE CHARACTERISTICS OF WOLVES to singiel zapowiadający konceptualny projekt, który traktuje o wyobrażonym świecie horroru. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę, był nostalgiczny, mroczny klimat, zupełnie odmienny od tego, jaki do tej pory kojarzyłem z zespołem. Teksty anglojęzycznych piosenek rzadko poruszają mnie tak jak polska muzyka, ale w tym przypadku było to wyjątkowe przeżycie za pierwszym i każdym kolejnym razem. Melancholię przerywa przesterowana gitara zapowiadająca refren, zaś powracający motyw łączy w sobie wspomniane wcześniej (światowej klasy) lo-fi, z garażowym brzmieniem gitar, zachowując jednocześnie spokojny wokal, niewzruszony zmianą partii instrumentalnej.

Cały projekt zawiera mnóstwo nawiązań do postaci wilkołaków i wampirów oraz historii horroru – w tekstach, tytułach, okładce, wykorzystanych w utworach samplach i klipie zapowiadającym projekt. Sam singiel ukazał się jako część podwójnego wydania razem ze wstępem zatytułowanym AURA. Jeśli macie wolne 12 minut, to warto poświęcić je na krótką przygodę z CURSE .Może i do was też przemówi, tak jak do mnie.

 

Dawid Sas

 

Crack Rock – Crack

Astigmatic Records rozpoczyna 2025 rok niespodzianką — debiutanckim singlem duetu Crack Rock. Duetu, który tworzą Anthony Mills (Wildcookie) i Marek PędziwiatrLatarnik, znany nam z takich projektów jak EABS, Zima Stulecia czy Błoto. Dopiero wkraczają razem na scenę, ale już wiadomo, że zrobią na niej niezłe zamieszanie.

Crack w swoim brzmieniu jest statyczne, eklektyczne i błyszczące, a nawet delikatnie jazzujące. Syntezatory kontrastują ze sobą, zdecydowana perkusja zadziera z roztargniętymi błyskotkami z wysokich rejestrów. Nad tą mieszanką czuwa flażoletowy głos Millsa, który opowiada o uczuciu nagłej i intensywnej ekstazy, która ucieka szybko, pozostawiając niedosyt.

Tak jak Latarnik bawi się formą, Mills bawi się słowami. I mimo metafor i porównań ukazujących trudne kwestie, czujemy bijącą od tej piosenki zabawę i lekkość. Na szczęście na tym nie skończy się ta niespodziewana współpraca – Crack Rock pracują nad calutkim albumem, który ukaże się już za kilka tygodni. Nie wiem jak Wy, ale ja już jestem niesamowicie podekscytowana. I ciekawi mnie, co oprócz Cracku nam zaproponują.

Zuzanna Kopij


Clairo — Sexy to Someone

sexy to someone clairo cover

Clairo wróciła.

Po trzech latach przerwy od albumów (wydając w międzyczasie wyłącznie utwory wspierające cele charytatywne lub współprace z innymi artystami) Claire Cottrill opublikowała pierwszy singiel zapowiadający trzeci (third times the…) longplay w jej dorobku, zatytułowany Charm. Przygotowujące nas Sexy to Someone jest wyznacznikiem nowego brzmienia, które idealnie podsumowuje jej karierę, stojąc stylistycznie pomiędzy debiutanckim Immunity i najświeższym Sling. A te porównania nie powinny dziwić, zwłaszcza że wokalistka od dawna w swojej muzyce odzwierciedla dorastanie, a jej brzmienie zmienia się wraz z życiem i dojrzałością.

Sexy to Someone przyciąga słuchaczy, sięgając po ciepło i instrumentację znaną ze Sling (wyprodukowanym przez Jacka Antonoffa), jednocześnie łącząc je z bardziej energiczną perkusją i paletą dźwiękową Immunity (które powstawało w kolaboracji z członkiem Vampire Weekend, Rostamem Batmanglij). Tym razem, Clairo użycza pomocy od Leona Michelsa – jego wpływy około-soul’owe są zwłaszcza słyszalne w harmonijnym flecie Cottrill, którego znajdziemy w akustycznej oprawie utworu, oraz w inspirowanych latami 70. rozmytych gitarach, które poruszają się gdzieś pomiędzy psychodelicznym folkiem a jazzem.

Wszystko to sprawia, że Sexy to Someone brzmi trochę jak na nowo odkryty staroć, schowany gdzieś w regale pomiędzy nagraniami Motown, który po odtworzeniu uświadamia ci, że twoje uczucia są uniwersalne i ponadczasowe. Wokal Claire jest rześki, oddychający i przytulny, a tekst, typowo dla artystki porusza swoją ludzkością, tęsknotą i subtelnością. Autorka wie jednak, jak poradzić sobie z tym emocjonalnym bagażem – Sexy to Someone pozwala zrozumieć swój własny świat w uniwersalny sposób, zostawiając jednocześnie muzycznie miejsce na taniec i zabawę.

Pozwólcie Clairo oczarować was jej najnowszym utworem, wyróżnionym przez nas na 91.6 FM. Sexy to Someone otrzymuje status mocograja!

Charm, najnowszy album Clairo zostanie wydany już 12 lipca.

Mikołaj Domalewski

TV Girl & George Clanton – Everything Blue

10 lat. Tyle dojrzewał owoc współpracy TV Girl oraz Georga Clantona, którym końcowo stał się album Fauxlennium. Aksamit nostalgii przełomu milleniów przenosimy na częstotliwości Radia Luz za sprawą utworu Everything Blue, naszego świeżutkiego Mocograja. 

Największym atutem w produkcjach Georga Clantona jest jego umiejętność do absolutnego pochłonięcia słuchacza i rozpuszczenia go w docelowej rzeczywistości pastelowych dźwięków. Wkład Brada Peteringa, wokalisty TV Girl, odkrywamy w nieszablonowym doborze sampli, które stanowią subtelny stelaż dla abstrakcyjnych rozwinięć Clantona. Plumknięcia syntezaora z kompozycji Shiko Yabuki przykrywane są przez fale gitarowych riffów, hipnotyzującą perkusję i pocięty wokal rapera Homicide, który w wymowny sposób kwituje nostalgiczną aurę całej kompozycji. 

I’m not a thug, but sometimes I cry
Regret in my heart, I ask myself why

Fauxlennium stało się niespodziewaną puentą 2024 roku, który i tak obfity był w nietuzinkowe crossovery. To istny wehikuł czasu, który pomaga przebrnąć przez chłodne wieczory grudniowego marazmu. Zanurzenie w nurtach młodzieńczych sentymentów pozwala zaciągnąć się świeżym powietrzem letniej beztroski. 

Jędrzej Śmiałowski

 

 

Automatic — half•alive

automatic half alive okadka

Chaotyczne, grungowe i wybuchowe Automatic od kalifornijskiego trio half•alive to odpowiedź na pytanie co w człowieku ludzkie, sięgając po nostalgię i młodzieńczą wolność. Po spokojnym i słonecznym dancepop’owym singlu Sophie’s House zespół kompletnie zmienia kierunek, sięgając po gniewne riffy i krzyczane refreny.

Jak wspomina wokalista Josh Taylor, utwór, którego tekst warto wykrzyczeć musi pochodzić z głębi serca, jakoś przekonać nas do tego, że warto dołączyć do niego emocjonalnie. Kiedy oprócz przemyślanego przekazu pojawiają się też rozmyte, brudne gitary i pulsująca niczym tętno perkusja, łatwo uświadomić sobie, że nic nie przekonuje nas jednak tak bardzo jak dobre brzmienie!

Najnowszy album grupy half•alivePersona, ukaże się 15 listopada. Jak zawsze z dopasowaną choreografią.

Mikołaj Domalewski


Cassandra Jenkins – Clams Casino

Cassandra Jenkins, znana ze swoich introspektywnych tekstów i tworzenia unikalnych krajobrazów dźwiękowych, powraca z nowym albumem. My Light, My Destroyer to przełom w dyskografii artystki, manifest większej pewności siebie. To album niezwykle różnorodny. Jest to coś, co wyróżnia go na tle dwóch poprzednich płyt Jenkins (debiutanckiego Play Till You Win przepełnionego slowcore’ową americaną, jak i późniejszego An Overview on Phenomenal Nature, będącego eksperymentem w łączeniu błyszczącego art popu z ambientem i odgłosami natury).

Choć, według mnie, ta płyta może być postrzegana także jako odważna i zintensyfikowana synteza dotychczasowego dorobku Jenkins. Łączy on w sobie zarówno folk, rock, jazz czy chamber pop. Pozostaje przy tym pełnym emocji, intymności, jak i obserwacji otaczającego świata. Artystka buduje niezwykle atmosferyczne przestrzenie, gdzie samotność przeciwstawia kosmicznemu cudowi.

My Light, My Destroyer przepełnione jest smutkiem i odosobnieniem, jednak charakter tekstów Jenkins niekoniecznie znajduje odzwierciedlenie w napotykanych przez nas brzmieniach. Momentami przebija się nawet… beztroska, czysta słodycz. Pierwszym dużym zaskoczeniem dla mnie podczas słuchania był właśnie jeden z naszych mocograjów – Clams Casino (a nasze wyróżnienie świadczy o tym, że zaskoczenie to było naprawdę duże). Już na samym początku brudne, surowe gitary zachęcają do żywego kiwania głową. Potem dołącza do nich Cassandra wraz ze swoim aksamitnym, miękkim, słodko-słonym głosem. Gitarowe solo. Szybki rytm. Fajny, radosny utwór!

Tylko że nie do końca. To piosenka o przytłaczającej samotności i nieustannym marzycielstwie, które odrywa całkowicie od rzeczywistości. O wynikającym z tego braku kontaktu z samym sobą i innymi. Samotności prowadzącej do rozmarzenia, które prowadzi do samotności… chwila, błędne koło? Wow, to dość pesymistyczne i całkiem dołujące (radosne gitary rozbrzmiewają w tle).

I niech tak słodko-gorzko rozbrzmiewają na antenie Radia LUZ jako jeden z mocograjów. Niech stanie się on dla Was zachętą do wsłuchania się w My Light, My Destroyer w całości!

Zuzanna Kopij


Lunar Vacation – Set the Stage

Uwielbiam w upalne dni rozpływać się w marzycielskim shoegaze’ie, zatapiać w muzyce tak gęstej jak powietrze wokół nas.

Nie spodziewałam się jednak takiego brzmienia od Lunar Vacation. Do tej pory grali oni sztandarowego amerykańskiego indie rocka, mieszając jasne gitary z płynącym basem i miękkim głosem, czasem dodając do tej mieszanki nieco syntezatorów. A tu taka niespodzianka…

Set the Stage jest zadziwiająco ciężkie, przepełnione dźwiękami. Pogłos, który zespół dotychczas często stosował, jest dużo większy. Zagęszcza on fakturę utworu. Gep Repasky niezmiennie czaruje nas swoim gładkim głosem, choć brzmi on bardziej zdecydowanie. Gitary pozostają stateczne, wyznaczając kierunek naszego przepływu, a równomierna perkusja i bas dbają o to, żebyśmy nie zabłądzili. To wszystko sprawia, że przeprawa przez tę gęstwinę nie jest wyzwaniem, a najczystszą przyjemnością.

Premiera drugiego albumu zespołu już 13 września, a ja jestem bardzo ciekawa, czy Lunar Vacation pozostanie w takich shoegaze’owych klimatach.

Zuzanna Kopij


Nilüfer Yanya – Like I Say (I runaway)

Wydając album PAINLESS, wyróżniony przez nas w zestawieniu najlepszych albumów zagranicznych 2022 roku, Nilüfer Yanya postawiła dla siebie bardzo wysoką poprzeczkę artystyczną. Jej oficjalny singlowy powrót od czasu tego wydania udowadnia, że dla Brytyjki była to zaledwie rozgrzewka.

W Like I Say (I runaway), artystka trzyma w napięciu słuchaczy, bawiąc się balansem pomiędzy spokojem i miękkością płynącą z jej szeptanego wokalu a rozmytą, psychodeliczną instrumentalną stroną. Gdy z rosnącym tempem utwór wskakuje na wyższy bieg, chropowata, zniekształcona gitara zaprasza do wkroczenia w muzyczny świat pełen nietypowych faktur. Wewnątrz niego, czerpiący z shoegaze’u zapętlający się refren wydaje się wiercić dziurę w głowie, a rytm perkusji zaszywa się w każdej części ciała, które zachęcone pozwalają sobie podążać za błyszczącym wokalem.

Jako jeden z najbardziej energicznych utworów Nilüfer w katalogu, Like I Say jest pierwszym przedsmakiem tego, co nadchodzi. Przesłanie singla jest zaskakująco proste – mówi o momencie, w którym zdajesz sobie sprawę, jak cenny jest twój czas. Zgodnie z tą ideą, przekonuję wszystkich, że czas spędzony odsłuchując naszego najnowszego mocograja na zapętleniu, na pewno nie jest stracony…

Mikołaj Domalewski


The Marías – Run Your Mouth

Wyobraź sobie – wieczory powoli robią się dłuższe, spacerujesz ulicami, a cały świat rozmazuje się i mieni błękitem wiosennego nieba. Jeżeli ten krajobraz brzmi zachęcająco, idealnie odnajdziesz się w marzycielskim Run Your Mouth od indiepopowej grupy The Marías.

Znani z charakterystycznego brzmienia lo-fi i spokojnego wokalu, w najnowszym singlu pokazują, że nie boją się eksperymentować, odkrywając swoje nowe oblicze pełne energicznego, a zarazem błyszczącego i sensualnego synthpopu. Zapowiedź nowego albumu to dźwiękowy wir hipnotyzującego basu i elektryzujących gitarowych riffów, który razem z charyzmatycznym śpiewem Maríi Zardoyi przekona nawet najtwardszych podpieraczy ścian, by podkręcili głośność i dali się ponieść rytmowi nocy.

Tańcz, póki możesz, następne piosenki mogą doprowadzić cię do płaczu – zapowiada wokalistka, a my, dopóki możemy, zanurzamy się (hehe) w beztrosce oferowanej nam przez tego mocograja.


Submarine, drugi longplay grupy dostępny do odsłuchu 31 maja.

Mikołaj Domalewski