Archiwum

Bon Iver – From

bon iver sable fable

Czy w ostatnim czasie Waszą uwagę na serwisach streamingowych zwrócił może czarny kwadracik na łososiowym tle? W tym tygodniu rozwiewamy wątpliwości. Justin Vernon i spółka, kryjący się pod pseudonimem Bon Iver, powrócili z pierwszym od sześciu lat albumem studyjnym. Obecny na okładce SABLE, fABLE minimalizm, choć niezmiernie urzekający, nie odzwierciedla jednak jego muzycznej zawartości. No, prawie.

Nowy krążek Bon Iver podzielili na dwie części. Pierwszą – SABLE, – poznaliśmy jesienią. Jeśli szukać minimalizmu, to właśnie tam. Trzy otwierające album folkowe kompozycje bazują wyłącznie na instrumentach akustycznych, przywodząc na myśl pierwsze dokonania zespołu. Serce, podobnie jak wtedy, pozostawiają rozdarte. Co ciekawe, tutaj to tło było czarne a kwadracik łososiowy. Otaczająca zewsząd ciemność i przebijające się światełko w tunelu?

Tymczasem świeżo wydane fABLE to całkowite przeciwieństwo poprzedzającej EPki. Zupełnie niczym yin i yang, drugą część płyty niemalże w całości wypełnia światło. Utwory z pogranicza R&B, gospelu i elektroniki przypominają o nadchodzącym lecie i wszechobecnej już wiośnie. Z tego nietuzinkowego zestawu utwór From – otulający ciepłem niczym lekki wiatr w słoneczny dzień – zostaje nowym mocograjem na 91.6 FM.

Antek Winiarski

SABLE, fABLE by Bon Iver

Nick Cave & The Bad Seeds – Wild God

nick cave and the bad seeds wild god

Zaczyna się niewinnie. Coś jakby przygrywa w tle. Nie dajcie się zwieść – po chwili wkracza on, cały na… biało? Czy faktycznie można tak powiedzieć o Nicku Cavie i jego złych nasionach? Kimś, kto tyle cierpiał, kto wydawał się spowity w mroku tak gęstym, że nawet przysłowiowe światełko w tunelu zdawało się być jedynie legendą. Czy jednak każda legenda nie zawiera w sobie ziarna prawdy? Nowy utwór mówi jasno – smutek ustąpił szczęściu. Nick Cave & The Bad Seeds powracają z Wild God – nowym, pełnym euforii albumem, o którego życiodajnej sile przekonamy się pod koniec sierpnia. Tytułowy kawałek już tu jest. Zaczyna się niewinnie, ale jak się kończy? Ostatnie dwie minuty sprawiają wrażenie, jakby otwierały się przed nami same bramy niebios. Natomiast Nick Cave, niczym anioł, ponownie zstępuje na ziemię, gotów przeprowadzić nawet przez najgłębszy mrok.

Antek Winiarski

Alogte Oho and his Sounds of Joy – La Ka Ba’a

Alogte Oho and his Sounds of Joy - A La Ka Ba'a

Pan Alogte Oho Jonas oraz panie Lizzy Amaliyenga, Patricia Adongo i Florence Adooni od ponad dwudziestu lat są najpopularniejszymi rozkręcaczami mszy świętych w regionie Bolgatanga (płn. Ghana). Potrzeba było jednak podróżującego w tamten rejon Niemca, producenta, wibrafonisty i założyciela studia Philophon Maksa Weissenfeldta, by świat mógł odkryć ich ultrachwytliwe, pełne kojącej gęstości i okraszone doskonale pracującą sekcją rytmiczną gospele. Nie tylko Daniel Haaksman ma patent na turystykę (post-)kulturową.

Niestety tłumacz Google nie ogarnął jeszcze przekładów z języka frafra, ale na podstawie debiutanckiego lp Mam Yinne Wa (czyli „Panie, tak bardzo mnie kochasz”) wnioskuję, że tytuł nowego albumu to po prostu „O, Boże!” (O, Yinne!). Z mocograjowym La Ka Ba’a jednak wybaczcie, już sobie nie poradzę. Niemniej jeśli szukacie czegoś naprawdę świeżego, a przy tym idealnego na rozkręcające się lato, ten projekt będzie w sam raz (na początek sprawdźcie bliźniaka naszego moco – mieliśmy naprawdę twardy orzech do zgryzienia). A czy Polacy chętniej chodziliby do kościołów, gdyby psalmy śpiewano na bluesową modłę? Pewnie nie, chociaż miło mi wizualizować sobie komunijne rodziny bujające się do tych podłużnych pentatonik.

Sebastian Rogalski