Archiwum

Blawan – Style Teef

10 października ukazał się SickElixir – najnowszy album Blawana, uznawany za jego najbardziej osobiste i emocjonalne dzieło. To płyta zbudowana na trudnych doświadczeniach artysty, w której surowe, industrialne brzmienia stają się formą autoterapii.

Style Teef pokazuje Blawana w wyjątkowo odważnej odsłonie. Na początku rytm jest prosty i uporządkowany, ale bardzo szybko wymyka się schematom, stając się mocno chaotyczny. To utwór, w którym producent eksperymentuje z rytmem inspirowanym footworkiem, ale przefiltrowanym przez jego własny charakterystyczny, ciężki sound design.

Jak mówi sam Blawan:

Tworzenie muzyki to dla mnie coś znacznie więcej niż tylko bity i dźwięki. To mój główny sposób komunikacji – sposób, w jaki próbuję zrozumieć siebie i rzeczywistość, w której żyję. SickElixir to dla mnie prawdziwy debiut – głęboko osobisty, odzwierciedlający mój głos, moje życie i zmagania. Mam nadzieję, że słuchając tego albumu, poznacie choć trochę, kim naprawdę jestem.

Marcelina Machacz

Hitech – NEW JAZZ SCHMELL

Zaczyna się całkiem spokojnie – ładny, lekko elektroniczny jazzik muska nas swoimi akordami. Nic bardziej mylnego. Ten niby jazz zmienia się bowiem w bezczelną nawijkę i pachnie drażniąco brudnym wokalem. Wiadomo już wtedy, że nasz Mocograj delikatny nie będzie.

New Jazz Schmell to świeży singiel z wydanej właśnie płyty HONEYPAQQ Vol. 1. Za tym numerem stoi HiTech – kolektyw z Detroit, w składzie King Milo, 47Chops i Milf Melly. Ekipa producentów i DJ-ów, która od swojego debiutu (DÉTWAT) pokazuje, jak mieszać ghettotech, footwork i techno, żeby stworzyć imprezowy zgiełk napędzany ziomalstwem. Ich brzmienie przypomina domówkę w piwnicy u kumpla albo rave w opuszczonym magazynie. Głośno, dziko i bez napinki.

Jagoda Lazar

Nie-miejsca nowej muzyki elektronicznej

Przegląd nowości spoza centrum. Zbitki dźwięków, które budzą wrażenie bycia gdzieś indziej.


Carrier – Tender Spirits

4 kwietnia 2025

Od pierwszego odsłuchu River Cairn Kindohma nie mogę przestać myśleć o słowie desolate użytym w kontekście konkretnego brzmienia. To jeden z tych terminów, które wymykają się prostemu tłumaczeniu — zwłaszcza gdy próbujemy uchwycić nimi charakter utworu. Co właściwie znaczy, że album, EP-ka czy pojedynczy track jest „niegościnny” i „opustoszały”?

Najzgrabniej opisać tymi słowami Tender Spirits — EP zastygłe, teksturalne i przestrzenne. Początkowo jednak nieco bardziej atmosferyczne. Utwór Light Candles, To Mark The Way powoli zanurza nas w sosie Guya Brewera. Nazwa utworu zaczyna nabierać sensu, gdy zdajemy sobie sprawę, że z każdym utworem schodzimy coraz głębiej – w stronę czegoś zupełnie oschłego.

Punktem kulminacyjnym jest Carpathian. Słuchacz, pozostawiony sam sobie, zmuszony jest wpatrywać się w pustkę. Każdy z elementów rytmicznych pomaga określić się w przestrzeni, ale nie pozwala zidentyfikować się brzmieniowo. Ułożenie, tonalność i wzajemna interakcja dźwięków schodzą tu na dalszy plan. Na pierwszym znajduje się nośnik dźwięku — medium, czyli przestrzeń, w której wszystko wybrzmiewa. Pasmo częstotliwości zwykle rezerwowane dla melodii pozostaje tu niemal całkowicie niezagospodarowane, co dodatkowo potęguje poczucie dyskomfortu i obcości.


Saint Abdullah ft. Eomac – Of No Fixed Abode

20 marca 2025

Spoglądająca w przeszłość, pełna niepokoju podróż inspirowana archiwalnymi wykopaliskami irańskiej muzyki pop. Skrawki blisko pięćdziesięciu lat muzyki Bliskiego Wschodu zazębiają się z ciężkimi, chropowatymi, metalicznymi strukturami. Wokalne sample Hayedeh, Fereydouna Farrokhzada i Andranika Madadiana mieszają się z dźwiękami pracujących maszyn, brudnym basem i perkusyjnymi zawiłościami. Album momentami brzmi bezdusznie, chaotycznie i dystopijnie — mimo to w tej muzyce tli się odrobina nadziei.

Tytuł albumu Of No Fixed Abode nawiązuje do doświadczeń migracyjnych ludności muzułmańskiej, a jego treść ma za zadanie oddać poczucie tęsknoty, rozdarcia i życia w ciągłym ruchu. Muzyka Moh i Mehdiego wykracza poza czysto emocjonalny przekaz — nierozerwalnie łączy się również z polityką i rzeczywistością społeczną.


DJ Dying – Fake Truce

1 kwietnia 2025

Zasysający wgłąb parkietu sub-bass, złowrogie dudnienie, orkiestralne sample i nawałnica ostrych jak brzytwa hi-hatów. Beaty zimne jak kamień do robienia srogich min.

Jak dotąd moje ulubione wydawnictwo Adama Kołkowskiego, znanego pod pseudonimem DJ Dying. Stylistycznie wychyla się w stronę brzmienia kojarzonego z twórczością Jlin. To footwork w formie pełnego wariacji i różnorodności slow burnera, który zamiast tryskać energią, woli budować napięcie i powoli je rozmasowywać.

Materiał z tego EP zupełnie niczym nie odstaje od muzyki wydawanej przez największe labele eksplorujące tę gałąź muzyki tanecznej. Pod względem spójności, klimatu i wyrachowania bije większość na głowę.

Producencki masterclass, wasz nowy benchmark dobrego smaku.


Saapato – Decomposition: Fox on a Highway

25 marca 2025

Zwłoki lisa na autostradzie to widok, który zainspirował album Brendana Principata – dekompozycja, to jego temat przewodni. Artysta w ramach projektu eksploruje zjawisko rozkładu na kilka różnych sposobów, przede wszystkim kładąc nacisk na wymiar metaforyczny całości. Album rozgrywa się w pięciu etapach: fazy świeżej, fazy wzdęcia, rozkładu wstępnego, rozkładu zaawansowanego i fazy szczątek. Każdy utwór nawiązuje do jednego z tych etapów, choć żaden nie jest wyraźnie oznaczony. W ten sposób artysta realizuje zamysł celowego zatarcia granic między poszczególnymi etapami rozkładu.

Metoda twórcza również naśladuje proces biologiczny — Saapato rozpoczął projekt od stworzenia bazowych utworów (nazwanych przez niego „skeleton tracks”), które następnie przekazał zaproszonym artystom – symbolicznym „dekompozytorom”. Za przeobrażenie, transformację i zanik pierwotnego materiału odpowiada siedemnastu różnych muzyków.


Tammo Hesselink – Mantis 16

11 kwietnia 2025

Seria minialbumów Mantis to projekt skupiający się na mocno zredukowanym, dusznym i ponurym techno, które zamiast tętnić, zdaje się wirować. Gęsto nagromadzone lekkie elementy zestawiane są z ociężałym low-endem, który z niechęcią zdaje się wprawiać je w ruch. Uderzenia stopy wyrzucają w powietrze chmury kurzu i drobinki pyłu, które szybko ogarniają przestrzeń, nie ograniczając przy tym widoczności. Tammo Hesselink działa z precyzją chirurga, utrzymując odpowiedni balans między zagęszczeniem elementów rytmicznych a przejrzystością całego utworu.

Wyjątkowo obrazowy wydaje mi się utwór Gossamer, przepełniony dźwiękami cienkich, metalowych blach uginających się pod wpływem podmuchów otoczenia. Jeśli zasugerować się tytułem utworu, blachy byłyby grubości pajęczyny. Wówczas całość rozgrywałaby się na bagnistym terenie, w środku nocy, w pobliżu opuszczonego zakładu metalurgicznego.

Dominik Lentas

SHERELLE – FREAKY (JUST MY TYPE)

Od pierwszych brzmień chwyta i nie puszcza. FREAKY (JUST MY TYPE) to utwór, który od samego początku tańczy, a gdy dołącza wokal George Riley robi się tylko lepiej. Powstał  z zamiłowania do szybkich, energetycznych brzmień i wziął nas od razu ze sobą na parkiet.

SHERELLE, brytyjska DJ-ka i producentka, wypuściła kilka dni temu bez zapowiedzi swój debiutancki album With A Vengeance. Powiem jedno: połknęłam tę płytę od razu. To podróż od bardziej letnich, lżejszych numerów aż po odważne, klubowe bangery, w których footwork, jungle i ghetto house wirują szaleńczo ze sobą.

Pamiętam jak 4 lata temu chodziłam w kółko do jednej piosenki SHERELLE. Tym bardziej cieszy mnie, że teraz mogę tuptać do 10 nowych utworów i przetańczyć kwiecień w rytmie najnowszych kompozycji Brytyjki. 

Jagoda Lazar

 

Oyubi – somthing they said

Japońska scena klubowa działa prężnie, szczególnie w sektorze footworku skąd nieustannie napływają coraz to ciekawsze wariacje na temat gatunku. Chicagowski styl frenetycznego tańca, w którym pracuję się stopami w starciu z czułością zakorzenioną w muzyce kraju wschodzącego słońca i przytłaczającym, brudnym subem kojarzącym się z najciemniejszymi klubami w UK tworzą dziwną mieszankę. Na tyle dziwną, że czasem czujemy się lekko i przyjemnie, w pewnym momencie robimy tzw. stank face, a przez cały utwór przewracamy nóżkami z częstotliwością 160 tupnięć na minutę.

Oyubi to aktualnie jeden z najciekawszych tokijskich producentów, więc jakoś nie dziwi mnie, że to akurat on serwuje nam tak zawiły club banger.

Dominik Lentas

PS: ruch to zdrowie, stopy nie mogą pozostać bezrobotne, a job i work to synonimy.

DJ Dying – INA SPOT

Sztandar brzmień łódzkiej elektroniki od lat już nosi logo ekipy Ruchy47. Zasilający szeregi ekipy DJ Dying ponownie pokazuje, jak efektywnie eksperymentować na przetartych już szlakach. W paśmie Mocograjowych wyróżnień Akademickie Radio Luz nie mogło pominąć EP-ki KILL FRIENZY!!!! – wybitnego ukazania jakości i niebywałej formy wirtuozów footworku z naszego rodzimego podwórka. 

Zeszłoroczne Loonies autorstwa DJa Dyinga dało nam namiastkę tego, jaki potencjał drzemie w wizjonerskich produkcjach łódzkiego elektronika. Utrzymywane w 160 BPM-ach kompozycje emanowały ułożonym chaosem oraz ściskającą dynamiką. Rytmiczny majstersztyk jukeowych klimatów w połączeniu z nietuzinkowym doborem sampli i tekstur dał nam najbardziej rozbudowany i spójny materiał w dyskografii łódzkiego producenta. Nie inaczej jest na najnowszej EP-ce KILL FRIENZY!!!!. Stonowana subtelność i pocięty minimalizm w połączeniu z dzikością barwnych perkusjonaliów tworzą intymny klimat z niemałą dozą klubowej przewózki. Samplowy dualizm kompozycji przechodzi w pierwszej części osacza tajemniczością, żeby chwilę później rozwinąć się za sprawą pięknego i jakże subtelnego pianina i kontrabasu. 

Cieszyć może fakt, że ekipa łódzkich Ruchów po latach działalności zaczyna otrzymywać należne laury. Świadczyć może o tym występ na festiwalu Audioriver czy też coraz większa popularność świetnego podcastu chłopaków, w którym świetnie przedstawiają najciekawsze nowinki z muzycznego świata. W oczekiwaniu na kolejne świeżynki, zalecam zapoznać się z pełną dyskografią DJa Dyinga. Uwierzcie mi jest w czym kopać, bo zarówno Loonies, jak i pozostałe produkcje ze stajni Ruchów pozostawiają poczucie niemałego spełnienia i satysfakcji, że w Polsce również natknąć można się na materiały klasy światowej.  

Jędrzej Śmiałowski

 

Ukokos – Superpowers

Czy coś dobrego wynikło kiedyś z Męskiego Grania? Pytanie oczywiście jest tendencyjne, natomiast bez tej zasilanej piwem marketingowej machiny nie mielibyśmy utworu Supermoce, który z nonszalancją sampluje Ukokos (druga ksywka nieco bardziej rozpoznawalna: Envee). Triumfalne akordy niespiesznie przygotowują nas na drop, który nie ukrywa chicagowskich inspiracji. Numer pochodzi w końcu z kompilacji keep studying and check flight prices to Chicago, przedstawiającej eskapady zarówno zaprawionych w footworku twórców jak i nowicjuszy. Wydawnictwo z miejsca trafia do czołówki najciekawszych eksploracji tego typu rytmów w Polsce AD 2024: warto też zajrzeć tu i tu i tu. Można mieć nadzieję, że owe szalenie pomysłowe przykłady nadadzą ponownie nieco impetu rodzimemu footworkowi – niech nasze stopy grzeją nie tylko grube skarpety.

Michał Sember