Archiwum

Adrienne Lenker – Once A Bunch

Once a Bunch to utwór, który doskonale rozwija to, co Adrienne Lenker, nie tylko solowa artystka, ale również wokalistka grupy Big Thief, zaprezentowała na swoim najowszym albumie Bright Future. Frywolność polnej przejażdżki pickupem, akustyczne brzmienia kojarzące się z letnimi ogniskami i introspektywne teksty, które wywołują śmiech i łzy. Singiel Once a Bunch kontynuuje tę estetykę, ale jednocześnie wydaje się jeszcze bardziej wyrafinowany, jakby Lenker znalazła głębsze warstwy swojej muzycznej tożsamości w prostej estetyce folk-country.

Podobnie jak w Bright Future, gdzie dominowały motywy natury i osobistego doświadczenia, w nowym singlu również znajdziemy ten wysublimowany balans. Jesto tutaj dużo gitary akustycznej i sielskości skrzypiec. Lenker, choć pozostaje wierna swoim korzeniom, pokazuje, że potrafi rozwijać brzmienie utworów i wprowadzać nowe, subtelne elementy, które sprawiają, że jej muzyka pozostaje świeża i angażująca.

To utwór, który wciąga w intymny świat emocji, pozostawiając słuchacza z poczuciem, że uczestniczy w czymś wyjątkowym i głęboko osobistym.

Julia Prus

 

 

Jeff Buckley

Jeff Buckley był amerykańskim wokalistą, autorem tekstów i multiinstrumentalistą, którego niezaprzeczalny talent i emocjonalna głębia uczyniły go postacią wyjątkową w świecie muzyki lat 90. Jego twórczość to połączenie rocka alternatywnego, folku i bluesa, pełne bogatych brzmień i przekonującej wrażliwości. Buckley słynął z przejmującego, płaczliwego wokalu, oryginalnej interpretacji i finezyjności przekazu. Pozostawił po sobie muzyczny testament, który wciąż zachwyca nowe pokolenia słuchaczy. W tym roku świętujemy jego 30-lecie.

Jeff Buckley artystą tygodnia Radia LUZ na 91,6 FM.

Nieśmiertelna spuścizna niespełnionego geniuszu

Trzy dekady temu światło dzienne ujrzał album, który na zawsze zmienił oblicze muzyki, a było to Grace Jeffa Buckleya. Wydany w 1994 roku, debiut ten szybko stał się kamieniem milowym w historii rocka alternatywnego nadającego mu nowy kształt, a Buckley, choć za życia zdążył wydać tylko tę jedną płytę, pozostawił po sobie niezaprzeczalny ślad estetyczny i emocjonalny w muzyce lat 90. Jego ciepły głos, połączony z boleśnie pięknymi tekstami, wciąż odnajduje swoich wiernych słuchaczy, a Grace pozostało symbolem artystycznej autentyczności i emocjonalnej głębi, wciąż poszukującej w muzyce pierwiastka wieczności w subtelności.

Nieśmiertelne Hallelujah

Jednym z najbardziej znanych utworów na Grace jest Hallelujah, oryginalnie skomponowane przez Leonarda Cohena. Jeff Buckley nadał tej piosence nowy wymiar, wprowadzając do niej bolesną sensualność i autentyczność, która uczyniła jego wersję jedną z najbardziej emocjonalnych interpretacji w historii muzyki. Dzięki Buckleyowi Hallelujah stało się czymś więcej niż tylko balladą – to hymn dla zagubionych dusz, wyrażający tragizm i cierpienie w sposób, który porusza do głębi. Trudno jest zmienić tak dominujący w pop-kulturze klasyk na własną modłę, aby zachować przy tym sens alegoryczny piosenki. Jemu zdecydowanie się udało.

Łaska, która trwa

Tytułowy utwór z debiutanckiego albumu Buckleya, Grace, to nie tylko pierwszy singiel promujący płytę, ale także esencja przesłania, które artysta starał się przekazać w swojej twórczości. Miłość, przedstawiona jako siła dająca „łaskę”, jest tu ukazana jako coś, co powstrzymuje przed upadkiem i otwiera na głębsze zrozumienie życia i dotarcie do jego akceptacji. Sam Buckley mawiał, że łaska jest tym, co naprawdę się liczy – zarówno w życiu, jak i w ludziach, i to właśnie ten motyw przewija się przez cały album, nadając mu unikalny nastrój, który wprawia go w ruch przy każdym odsłuchu.

Grace: Legacy Edition – sentymentalne powroty i nowe odkrycia

W 2004 roku, w dziesiątą rocznicę wydania Grace, ukazała się specjalna edycja albumu – Grace: Legacy Edition. W tym roku, obchodzimy jej 30-lecie. To dwupłytowe wydawnictwo nie tylko odświeżyło oryginalne nagrania, ale również zaoferowało fanom wyjątkowy wgląd w kulisy powstawania tej płyty. Na pierwszym krążku znajdują się zremasterowane utwory z Grace, a drugi dysk zawiera alternatywne wersje, dema oraz covery piosenek folkowych, bluesowych i R&B, które Buckley nagrał w 1993 roku. Wśród dodatkowych utworów znajdziemy m.in. demo Forget Her oraz cover Kanga Roo zespołu Big Star, które nigdy wcześniej nie były publikowane.

Wydanie Grace: Legacy Edition to nie tylko hołd dla jednej z najważniejszych płyt lat 90., ale również dowód na to, jak trwała jest spuścizna Jeffa Buckleya. Dzięki tej edycji nowe pokolenia słuchaczy może odkryć jego talent, a starzy fani mogą zgłębić niepublikowane wcześniej materiały, które odsłaniają jeszcze więcej z artystycznego świata Buckleya.

So real

Buckley miał niezwykłą zdolność do tworzenia muzyki, która była tak osobista, że słuchacz czuł, jakby miał możliwość dotarcia swoim głosem w najgłębsze zakamarki ludzkiego ducha. Jego utwory, takie jak So Real czy Lover, You Should’ve Come Over, eksplorują złożoność emocji związanych z miłością, lękiem i samotnością. Teksty pełne surrealistycznych obrazów i intensywnych uczuć są dowodem jego zdolności do przekazywania najgłębszych emocji w sposób niezwykle autentyczny i poruszający. Głos Jeffa Buckleya to niezwykłe narzędzie ekspresji, które trudno porównać z czymkolwiek innym. Charakteryzował się niespotykaną elastycznością i zdolnością do wyrażania całego spektrum emocji – od szeptu pełnego czułości po potężne, niemal operowe frazy. Jego wokal miał w sobie coś hipnotyzującego, łącząc delikatność oddechu z surową intensywnością krzyku. Buckley z łatwością przechodził między różnymi rejestrami, dzięki czemu jego śpiew zawsze był pełen głębi i autentyczności poruszający słuchaczy. To właśnie głos Buckleya sprawiał, że jego muzyka stawała się tak intymna, jakby każdy dźwięk i każda fraza były odbiciem jego najskrytszych emocji.


Sketches for My Sweetheart the Drunk – niedokończony testament artysty

W 1996 roku Buckley rozpoczął pracę nad swoim drugim albumem, który miał być zupełnie inny, bardziej eksperymentalny. Niestety, jego nagła śmierć w 1997 roku przerwała ten proces. Pośmiertnie wydany album Sketches for My Sweetheart the Drunk ukazuje pełnię możliwości wokalnych Buckleya – od aksamitnych, niemal soulowych brzmień w Everybody Here Wants You, po surowe i ekspresyjne momenty w The Sky Is a Landfill. Słuchając tej płyty, można poczuć pewną surowość i autentyczność, które wynikają z faktu, że wiele utworów nie doczekało się finalnych wersji. To sprawia, że głos Buckleya na tym albumie jest jeszcze bardziej poruszający, pełen niedopowiedzianych słów i przerwanych myśli.

Album Grace, stał się ponadczasowym arcydziełem, które inspiruje kolejne pokolenia artystów i słuchaczy. Grace: Legacy Edition to nie tylko przypomnienie o niezwykłym potencjale Buckleya, ale także dowód na to, że jego muzyka żyje dalej, mimo że jego życie zostało przerwane zbyt wcześnie. To album, który wciąż porusza serca i umysły, oferując podróż przez emocje, które są tak samo aktualne dziś, jak były 30 lat temu.

W Lover, You Should’ve Come Over Buckley śpiewa o niespełnionej miłości, żalu za przegapioną okazją, oraz bólu wynikającym z  niepokojącej samotności. Słowa It’s never over, my kingdom for a kiss upon her shoulder wyrażają gorzkie pragnienie czegoś, co już minęło, a jednocześnie wskazują na pełne poczucie odpowiedzalności za uczucie, które się traci. Jest to utwór pełen żalu za tym, co mogło się wydarzyć, ale z różnych powodów nie doszło do skutku.

W kontekście życia Buckleya, te słowa zyskują dodatkowy wymiar. Muzyk, znany ze swojej intensywnej i emocjonalnej natury, miał skomplikowane relacje miłosne, co znajduje odzwierciedlenie w jego muzyce. Piosenka mogła być dla niego swego rodzaju katharsis – wyrażeniem tego, co czuł w związku z własnym życiem uczuciowym.

Jeff Buckley zmarł tragicznie w wieku zaledwie 30 lat, topiąc się w rzece Missisipi w 1997 roku. Jego śmierć miała charakter przypadkowy, a zarazem tragiczny – był w trakcie nagrywania drugiego albumu, który nigdy nie został ukończony w formie, jaką zaplanował. Śmierć Buckleya przerwała jego karierę i sprawiła, że to, co mógł jeszcze osiągnąć, pozostanie na zawsze w sferze domysłów. W tym kontekście utwór Lover, You Should’ve Come Over może być postrzegany jako lament nie tylko za utraconą miłością, ale także za niewykorzystanymi możliwościami i przerwaną obiecującą karierą.

Julia Prus & Zuzia Kopij

 

Kacey Musgraves

Nowe punkty widzenia Kacey Musgraves

W ostatnich tygodniach wiele mówiło się o tym, jak nowa płyta Beyoncé miała uzdrowić skostniałą scenę amerykańskiego country. Tymczasem Kacey Musgraves realizuje tę pracę u podstaw na wielu różnych płaszczyznach już od jej wielkoformatowego debiutu z 2013 roku. W połowie marca wokalistka wydała swoją piątą płytę Deeper Well, która po raz pierwszy w tak całościowy sposób prezentuje Musgraves w pierwszej kolejności jako piosenkarkę folkową, choć ze względu na downbeatowy charakter materiału i operowanie przestronnym pogłosem można by go z powodzeniem opisać jako dream folk. Tematyka krążka oscyluje wokół odkrywania siebie na nowo i zdobywania innego punktu widzenia. Nie jest to być może najbardziej błyskotliwa i melodyjna odsłona Musgraves, ale raczej wyciszające doświadczenie skutecznie operujące pewną niedającą się zakwestionować poetyką i stylistyczne przedłużenie magnum opus artystki — Golden Hour z 2018 roku.


Kacey Musgraves

Golden Hour

2018

MCA Nashville

Kacey Musgraves była powszechnie uznawana za nadzieję sceny amerykańskiego country, gdy w 2018 zapowiedziała swoją trzecią płytę Golden Hour, która przyniosła dość zdecydowaną zmianę radiowej neo-tradycyjnej produkcji w stronę jednocześnie soft rocka, dream popu i disco. Musgraves z pomocą dwóch utalentowanych producentów o szerokich horyzontach Iaan Fitchuka i Daniela Tashiana za jednym zamachem uwolniła od stereotypowego brzmienia muzyki z Nashville zarówno swój songwriting, jak i brzmienie. Jeśli kiedykolwiek rzuciliście cokolwiek akurat robiliście, by zatopić się w złotych promieniach golden hour, ta płyta może stanowić muzyczne przedłużenie tego przyjemnego zjawiska. Często mówi się, że to negatywne doświadczenia są tymi bardziej pobudzającymi kreatywnie, a tymczasem na tym krążku Musgraves potrafiła adekwatnie przekuć na swoją muzykę czystą radość — niekiedy może tylko odrobinę podszytą melancholią. To płyta napisana, zaaranżowana i zaśpiewana z wyjątkową czułością, bezpretensjonalnie, ale z wyobraźnią. Piosenkarka od samego początku była niepokorna, ale Golden Hour nie zawierał w sobie jednoznacznych protest songów — sam w sobie był manifestem kreatywnej niezależności i emanacją energii twórczej. Choć krążek nie obfitował w klasycznie rozumiane przeboje, stanowił szerokie otwarcie muzyki Musgraves na nową publikę. Docenili go także krytycy — płytę licznie wymieniano w podsumowaniach końcoworocznych od Pitchforka po Rolling Stone’a, a w lutym kolejnego roku artystka zdobyła najważniejszą ze wszystkich statuetek Grammy — za najlepszy album roku.


Nasza selekcja:

Deeper Well

2023

Interscope

Na nowym krążku Deeper Well piosenkarka po raz kolejny połączyła kreatywne siły z dwoma zaprzyjaźnionymi producentami — Tashianem i Fitchukiem, dzięki którym przed pięcioma laty udało jej się skutecznie odejść od brzmienia neotradycyjnego country w stronę mariażu folku i soft rocka. Po synkretycznym flircie z disco i synth popem na Star-Crossed, na nowej płycie artystka zdaje się wracać do organicznego matecznika, choć po raz pierwszy w jej dyskografii jej brzmienie jest jednoznacznie folkowe. Musgraves ucieka na wieś, koncentruje się na sobie, szuka oczyszczenia, nowych znaczeń i sensów. Stylistycznie buduje coś nowego na mocnym fundamencie psychodelicznego Golden Hour — znów może usiąść z gitarą akustyczną i wykonać cały materiał solo dla siedzącej w kręgu kameralnej grupki słuchaczy. Takie przynajmniej wrażenie można odnieść, obcując z tą intymną i wyciszającą płytą. Tytułowy utwór stanowi do tego doświadczenia doskonałe wprowadzenie — jest subtelny i nienachalny, ale jednak z rachitycznym refrenem po kilku odsłuchach można się zaprzyjaźnić. Songwriting Musgraves jest tu być może odrobinę zbyt dosłowny, ale jeśli ma mieć też znaczenie terapeutyczne, taki właśnie musi być.


Are You Sure?

2015

Mercury Records

Drugi krążek Kacey Musgraves, wydany w 2015 roku Pageant Material, to najpewniej najbardziej dowcipna pozycja w jej dotychczasowej dyskografii. Po pozytywnym przyjęciu buntowniczego debiutu, piosenkarka postanowiła kontynuować wtykanie kija w mrowisko. Kijem jest tu konfrontowanie się z pustymi konwencjami wynikającymi z dawnego porządku, a mrowiskiem — społeczeństwo. Robi to bezpośrednio, ale zawsze z błyskotliwą puentą. Rolę takiej właśnie puenty w odniesieniu do całego albumu pełni najpewniej ukryty utwór bonusowy — Are You Sure? wykonane w duecie z żywą legendą country — Willie’m Nelsonem. Nie bez powodu zresztą, bo numer jest coverem nagrania Nelsona wydanego oryginalnie na jednej z jego pierwszych płyt na początku lat 60. Podszyta goryczą i melancholią kompozycja, o kimś niegdyś bardzo bliskim, kto oddalił się od nas na dobre, ponad pół wieku później nie straciła nic na aktualności. Delikatny wokal Musgraves doskonale dopełnia szlachetnie wyważoną melorecytację Nelsona, a organiczny, acz strojny anturaż umiejscawia utwór gdzieś poza czasem.


Follow Your Arrow

2013

Mercury Records

Choć pierwsze próby wydawnicze Kacey Musgraves wydawały się mocno konwencjonalne, jej pełnoprawny debiutancki album Same Trailer Different Park z 2013 roku był głosem dalece odbiegającym tematycznie od konserwatywnego punktu widzenia kojarzonego z estetyką muzyki country. Jeden z singli promujących krążek zatytułowany Follow Your Arrow wywołał wówczas w purytańskim USA spore kontrowersje — stacje country odmawiały dodania go do swoich plejlist, bo piosenka w dość jednoznaczny sposób wyrażała wsparcie dla społeczności LGBTQ, a w trakcie występu na Country Music Awards ocenzurowano fragment tekstu, w którym piosenkarka radzi, żeby (jeśli ktoś tylko ma ochotę) zapalić jointa i ochłonąć. Upbeatowy numer do dziś stanowi najpewniej jeden z najbardziej prostolinijnie przebojowych fragmentów dyskografii piosenkarki. Choć w ostatnim czasie muzyka Musgraves utraciła w dużej mierze polityczny charakter, kilka lat później wokalistka wystąpiła gościnnie jako jurorka w amerykańskim show RuPaul’s Drag Race. Tam zaprzyjaźniła się z kilkoma uczestniczkami dragowego show, one zaczęły pojawiać się na jej koncertach, a zwyciężczyni sezonu Symone wystąpiła nawet w teledysku Kacey do utworu Simple Times z krążka Star-Crossed.

Kurtek Lewski


Kacey Musgraves

Devendra Banhart

Devendra Banhart, wenezuelczyk o duszy melancholika, 22 września wydał swój jedenasty album dowodząc, że eklektyczność w muzyce jest niezwykle istotna. Flying Wig to album oniryczny, istna puszka pandory, która po odsłuchaniu wywołuje niesamowite poczucie tęsknoty za nieistniejącym. Jest w tym albumie nuta modernistycznego podejścia do muzyki, co sugeruje niebiesko-metaliczna okładka nie ukazująca twarzy artysty. Banhart nie wyzbywa się jednak swojej folkowej natury, natomiast przeobraża ją w gładki, miejski indie pop/folk eksperymentując z gitarowymi brzmieniami i syntezatorami. Przede wszystkim Flying Wig to owoc przyjaźni z multiinstrumentalistką Cate Le Bon, która dzieli z artystą nie tylko wspólną wizję, ale także tytuł albumu Oh Me, Oh My, z 2002 i w jej przypadku 2009 roku. 

Sami artyści mówią o tym albumie jako wydawnictwie traktującym o wdzięczności, przekształcaniu zranień w piękno przeżywania i doświadczania. Według Banharta smutek ma za zadanie przekształcić rozpacz w piękno sztuki, a sama rozpacz ubrana jest w najpiękniejszy strój. 

Devendra Banhart artystą tygodnia w Radiu Luz na 91,6 fm.

Devendra Obi Banhart, artysta o wenezuelskich korzeniach urodzony w Teksasie, przekracza granice gatunków. Łącząc akustyczny folk i psychodelę oraz tworząc teksty oparte o strumień świadomości. Banhart spędził większość swojego dzieciństwa w rodzinnym Caracas. Po powrocie do Stanów Zjednoczonych studiował przez pewien czas w San Francisco Art Institute, zanim ostatecznie skupił się na karierze muzycznej. Pierwszym albumem, który przyniósł Banhartowi szeroką uwagę, był Oh Me Oh My… (2002). Jego elastyczne podejście do pisania piosenek, w połączeniu z zamiłowaniem do niezwykłości i surrealizmu, zyskało przychylność krytyków muzycznych przyglądających się jego karierze. Wraz ze wzrostem popularności, albumy Banharta w tym Niño Rojo i Rejoicing in the Hands (oba z 2004 roku), Cripple Crow (2005) i Smokey Rolls down Thunder Canyon (2007) stały się bardziej rozbudowane. Następnie wydał What Will We Be (2009), Mala (2013), Ape in Pink Marble (2016) i Ma (2019). Poprzez okazjonalne użycie języka hiszpańskiego oraz stylistyki Tropicálii ujawnia się jego latynoski sznyt.  Oprócz stosowania różnych stylów muzycznych, zapożyczał z różnych form sztuki literackiej i wizualnej. Te ostatnie były szczególnie interesujące dla Banharta, który był także artystą wizualnym. Zbiór jego rysunków, obrazów, fotografii i prac mieszanych, I Left My Noodle on Ramen Street, został opublikowany w 2015 roku.

Miejska melancholia

Flying Wig jest niezwykle ezoterycznym wydawnictwem. Nagrany w studiu otoczonym sekwojami przywodzi na myśl medytację w ciemnym lesie lub też spoglądanie na oddaloną przestrzeń miejską i powolne jej kontemplowanie. Płyta wyprodukowana przez walijską wielbicielkę art-rocka Cate Le Bon nabrała temperamentu Benharta przybierając kolory niebieskiego, tęsknego folku w zupełnie nietradycyjnym znaczeniu. 

Dziesięć utworów na Flying Wig tematycznie oscyluje wokół kwestii złamanego serca, przebaczenia i przeobrażenia cierpienia w coś szlachetniejszego. Czerpiąc inspiracje z poematu japońskiego mistrza haiku Kobayashiego Issa pt “This Dewdrop World” artysta przeobraża przygnębiającą tematykę w przeżycie duchowe. Są to piosenki używające zaskakujących historii, przeobrażonych na współczesną modłę, bo pojawiają się w nich zgubione ładowarki od telefonów, czy uciekające zakonnice. Devendra Banhart uwspółcześnia odwieczne ludzkie zagubienie i nie stroni od wtrąceń ponadczasowych. 

Flying Wig rzeczywiście podnosi na duchu, a wręcz wznosi słuchacza gdzieś ponad kłęby chmur w iskrzącą od dźwięków kontemplację rzeczywistości. Król freak folku nie pozostawia z klasycznym pojmowaniem ballad i muzyki, jako wartko płynącej historii. Unikając akustycznego instrumentarium Banhart operuje ezoteryką, sennością syntezatora podszytym rockowym pomrukiem. Skupienie się na elektronice sprawia, że senność tego wydawnictwa jest urzekająca i brak w niej marazmu. Delikatny wokal uwodzi i opowiada historie warte wysłuchania. 

Devendra Banhart operuje też estetyką queerową ubierając do okładki niebieską suknię Issey Miyake i perły. Kreację prezentował także w ostatnich występach na żywo m. in. na festiwalu Cusica w Caracas, w Wenezueli. Tłumaczy, że nie chodzi o jego tożsamość seksualną, ale połączenie z kobiecą stroną doświadczania, tak jak kiedy w dzieciństwie ubierał suknie matki. Banhart znany jest z bycia zwolennikiem androgenicznego ruchu  Haight-Ashbury z lat sześćdziesiątych XX wieku, który osadzał piosenki w dzielnicy Castro w San Francisco. Zabawa gatunkiem, tożsamością, otwartością na różne rodzaje ekspresji wyróżniają go jako artystę. 

Dziwność i zagadkowość – Flying Wig jest przekonującym albumem pełnym transcendencji z automatycznej perkusji w oniryczną stronę muzyki kojarzącej się z niektórymi wydawnictwami Beach House, czy Slowdive. W utworze tytułowym podmiot liryczny przyjmuje perspektywę peruki zwisającej ze statywu mikrofonu. Czy można dziwniej i  zabawniej opisać samotność przeżywania?

Intrygująca jest również historia w utworach Charger oraz Nun. Smutek przełamywany jest tu poprzez zabawę z tekstem, w którym Banhart przedstawia historię zagubionej ładowarki, czy uciekającej zakonnicy za pomocą haiku. Czerpiąc z japońskiej duchowości Banhart pozostawia swoją muzyczną narrację w duchu ezoterycznym korzystając z nietypowych rozwiązań muzycznych. Skupienie się na syntezatorach skutkuje ciepłym i wszechobecnym szumem, unoszącą się fantazją, która grozi niskim szeptem, że w każdej chwili może uciec. Wprowadza słuchacza w niezwykły stan uniesienia, momentu transcendencji do innej rzeczywistości. Wydane 22 września Flying Wig pełne jest mistycznego charakteru z miejskim pomrukiem. Dziesięć niesamowitych utworów tworzy spójną całość. Prostota haiku przeplata się z próbą eksperymentu z gitarą, perkusją, czy nawet wstawkami chóralnymi.

Devendra Banhart to artysta wielowymiarowy. Swoją muzyką stara się opowiedzieć jak najwięcej historii, wyróżnić jak najwięcej perspektyw, jakie można przyjąć względem relacji międzyludzkich. Jednocześnie nie pozostaje nudny, wciąż poszukuje i eksperymentuje ze swoją muzyką zachowując niepowtarzalny styl, podkreślając swoje wenezuelskie korzenie. Jego muzyka to przede wszystkim zabawa dźwiękiem i nieustanne poszukiwania nowych inspiracji w kulturze i folku, który stał się kiedyś jego główną ścieżką tworzenia muzyki i budowaniu na nim swojego wizerunku artystycznego.

Julia Prus

Mitski – My Love Mine All Mine

mitski the land is inhospitable and so are we

Półtora roku temu albumem Laurel Hell narzuciła szybkie, skoczne tempo, ubierając je w popowo-dyskotekowe dźwięki. Impreza zdawała się nie mieć końca, jednak prędzej czy później po każdym zmierzchu musi nastać świt. Dynamiczne ruchy bliższe nocnemu parkietowi ustępują łagodnemu kołysaniu, powolnemu krzątaniu się tu i tam czy przesiadywaniu pod ciepłym kocykiem. Co w takiej sytuacji dobiega naszych uszu? Jedni powiedzą nic. Okej. Ja natomiast odkurzam głęboko leżące w szafie, stare winyle lub stawiam na Mitski i jej najnowszy krążek The Land Is Inhospitable And So Are We.

Zamknięte w nieco powyżej pół godziny jedenaście utworów otula jeden po drugim, a mnie na dłuższą chwilę zatrzymuje My Love Mine All Mine. To właśnie on działa niczym ścieżka dźwiękowa do wspomnianego końca imprezy o piątej nad ranem. Zatopiony w żywym instrumentarium folku, americany oraz country wprawia w głęboki trans, dorównując atmosferze ulubionych, zakurzonych winyli. Może czas wpleść nieco nowości w szeregi mojej kolekcji?

Antek Winiarski

PJ Harvey – A Child’s Question, August

pj harvey i inside the old year dying

Choć moja relacja z twórczością PJ Harvey rozkwitła stosunkowo niedawno, wiadomość o tegorocznym powrocie brytyjki była niczym wisienka na torcie. Całkowita wolność artystyczna to jeden z moich ulubionych aspektów jej dokonań. Dodatkowo potęgowało to ciekawość, czym Polly Jean zaskoczy tym razem. Wszystkie pytania otrzymały odpowiedzi w miniony piątek, kiedy I Inside The Old Year Dying, nowy krążek artystki, trafił w ręce fanów.

Co na nim znajdziemy? Dźwiękowym krajobrazem wydaje się być mroczny las znajdujący się na granicy świata snów i prawdziwego. Ktokolwiek chce wejść, powinien wiedzieć, że ów granica zaciera się z każdym następnym utworem. Nie ma się jednak czego bać – pierwsze skrzypce gra tutaj wokal Harvey, który niczym światełko w tunelu rozjaśni nawet najciemniejsze zakamarki.

Lirycznie album stanowi odejście od reporterskiego stylu dwóch poprzedników. Tym razem PJ Harvey opowiada własną historię, znaną z autorskiej powieści Orlam, którą wydała rok temu. Ta traktuje o dorastaniu i jest nie tylko pisana wierszem. Jest także pisana niemal zapomnianym dialektem z rejonów angielskiego hrabstwa Dorset – rodzinnego domu Harvey. To właśnie te wiersze stały się tekstami nowych utworów.

Odnoszę wrażenie, że jeśli ktoś, tak jak ja, dopiero odkrywa muzykę PJ Harvey, robi to w odpowiednim momencie. Nowa płyta to jedna z bardziej zaskakujących, jakie wyszły spod skrzydeł Polly Jean. Może nie aż tak przystępna, ale zdecydowanie warta odkrycia. Dla wieloletnich fanów będzie to nie lada uciecha, dla tych nowych – wierzchołek góry lodowej.

Antek Winiarski

Grian Chatten – East Coast Bed

grian chatten chaos for the fly

Frontman post-punkowego zespołu debiutujący solo psychodeliczno-folkowym projektem? Skłamałbym mówiąc, że ścieżka obrana przez Griana Chattena, wokalistę Fontaines D.C, nie wywołała u mnie zaskoczenia. Już pierwsze single stanowczo odbiegały od gitarowych przesterów, z którymi dotychczas kojarzył mi się Grian i spółka. Premiera jego debiutanckiego albumu Chaos For The Fly w ostatni dzień czerwca dowiodła jeszcze większej różnorodności.

Od folku czy dream-popu przez lounge i psychodelię – Chatten otwiera się na wachlarz gatunków, których jeszcze nie słyszano w jego wykonaniu. To, co pozostało takie samo, czyli poetyckość jego tekstów i wypełniony po brzegi emocjami głos, świetnie łączy się z nowo obranym sonicznym kierunkiem. Tym samym Grian Chatten wybija się z obecnie panującej nowej fali post-punku, tworząc coś ponadczasowego. Oby jeszcze kiedyś tak zaskoczył.

Antek Winiarski

boygenius – Not Strong Enough

boygenius not strong enough

W lutym tego roku miejsce miała reaktywacja jednej z najciekawszych supergrup ostatnich lat. Indie-folkowe trio boygenius, w skład którego wchodzą Lucy Dacus, Julien Baker oraz Phoebe Bridgers, zapowiedziało swój debiutancki album. Na tę informację z pewnością czekali wszyscy, którzy nieustannie katują pierwszą epkę tria z 2018 roku. Z jednej strony towarzyszyła jej niepewność: czy boygenius to jedynie eksperyment, który nigdy się już nie powtórzy? Z drugiej — rosnące pragnienie nowości.

Pięć lat później artystki ponownie zaskakują. W ręce spragnionych fanów oddają kombinację marzycielskiego folku z indie-rockiem, podszywając całość spokojną elektroniką. Jeden z wielu wyśmienitych efektów tej mieszanki, utwór Not Strong Enough, od teraz jako mocograj na antenie Radia LUZ na 91.6 FM.

Antek Winiarski