Archiwum

Lunchmeat Festival 2025

Każdej jesieni Lunchmeat Festival zamienia Pragę w centrum audiowizualnych eksperymentów i odważnej elektroniki. To festiwal nowych mediów, który odbywa się w nieoczywistych przestrzeniach, z najświeższą muzyczną selekcją. Obok twórców o międzynarodowej renomie w programie pojawiają się starannie dobrani lokalni artyści. W trakcie wydarzenia panuje atmosfera otwartości, luzu i wspólnej ciekawości co przyniesie dany wieczór.

 

Festiwalowy tydzień

Tegoroczna edycja rozpoczęła się się od dwóch realizowanych na żywo pokazów audiowizualnych. Baron Lanteigne i Seulement pokazali zupełnie odmienne sposoby wykorzystania 24-metrowego ekranu w Centrum Architektury CAMP. Pierwszy, bazujący na połączeniu cielesności z technologią, drugi – na wizualnej zabawie z architektonicznymi formami i dźwiękiem.

Moje oczekiwania wobec środowego wieczoru w klubie Ankali były wysokie. W ubiegłych latach widziałam tam występy bilej kluka (obecnie awoo) i PrisonReligion, którzy kompletnie mnie zachwycili i do dziś pozostają jednymi z moich ulubionych artystów.

W tym roku line-up również nie zawiódł. Wieczór otworzyła członkini kolektywu Gin& Platonic i DJ-ka, Kittylinda, która swoim eksperymentalnym, bardzo płynnym w formie setem zapewniła idealny klimat na nadchodzące koncerty. W jej selekcji znalazł się między innymi jeden z wczesnych utworów Amnesii Scanner – a po tej stronie internetu kochamy Amnesię Scanner

W dalszą część nocy z lekkością wciągnęła nas zachwycająca Ouri, a wieczór zamknął Amselysen ze swoim show American Vulgarities (You’re my Lucky Star ☆). Ubrany w garnitur w stylu lat 90., niczym postać z serialu Severance, wypowiadał antysystemowe hasła. Całe doświadczenie przypominało mroczną, alternatywną rzeczywistość, z jednym z najlepszych soundtracków, które można sobie wyobrazić.

See you dancin’

W czwartek Lunchmeat przejął przestrzeń Trade Fair Palace Narodowej Galerii w Pradze. To miejsce wyjątkowo przyjazne uczestnikom festiwalu – podziemna sala główna pełni rolę amfiteatru, a betonowe schodki pozwalają oglądać część pokazów na siedząco i odpocząć nie opuszczając koncertu.

Festiwal dba również o strefę chillout’u. Na parterze znajduje się przestronna, wewnętrzna przestrzeń z leżakami, w której można znaleźć chwilę ciszy, porozmawiać i w cieple wymienić się wrażeniami z koncertów, bez konieczności przekrzykiwania muzyki. To z pozoru drobna kwestia, która jednak mocno wpływa na komfort i jest wyjątkowo doceniana przez widzów.

Muzycznie weekendowa część Lunchmeatu to nie tylko taneczne DJ sety. Większość nocy jest wzbogacana o elementy wizualne – oświetlenie i projekcje tworzą pełne doświadczenie sensoryczne. Program często uzupełniają też elementy performatywne, takie jak wręcz teatralny występ Colina Selfa, autoekspresyjny live kodiki i surrealistyczne show od Mun Sing. W pamięci na długo zostanie mi także światowa premiera nowego performansu Yan Higa. Było to piękne wizualnie działanie sceniczne, wciągające w nowy świat, prosto z filmu science fiction.

 

Wyjątkowym momentem było dla mnie zamknięcie festiwalu. Heith z niesamowitą charyzmą, delikatnością i muzyczną wrażliwością zahipnotyzował publiczność. Swoją interpretacją live albumu Escape Lounge stworzył atmosferę intymności i wspólnoty – mimo że leżałam w tłumie nieznajomych, nie czułam się obco. W rozmowach z innymi widzami dowiedziałam się, że wielu miało podobne odczucia, a spokój, którym otulił nas Heith, pozostał z nami na długo po zakończeniu festiwalu.

Tekst: Natalia Kubik (aka Leandra)
Redakcja: Pola Sosin

Great September 2025

Znane polskie gwiazdy, jak i obiecujący debiutanci. Koncerty, panele dyskusyjne, warsztaty. Great September to wielkie święto branży muzycznej. Od 11 do 13 września osiem łódzkich klubów wypełni się najlepszą polską muzyką, bo, jak brzmi motto festiwalu: wielka muzyka zaczyna się od małych scen.

 

To już czwarta edycja festiwalu Great September, który powstał z myślą o polskiej muzyce. Od alternatywnego rocka, poprzez eksperymentalny jazz, po atakującą elektronikę, zakamarki brzmiące symfonicznie  czy kunszt piosenkopisarski — to wszystko znajdziecie w tym tygodniu w Łodzi. Zrzeszające wokół siebie ponad 80 osób artystycznych i zespołów wydarzenie zapewnia nam doświadczenia z każdej kategorii.

Nasze wybory:

julek ploski

Producent i kompozytor, który zabiera słuchaczy w niezwykle osobistą podróż pomiędzy cyfrową rzeczywistością, a własnym, wewnętrznym światem. Julka nie obchodzą linearne narracje – woli napięcia między chaosem rzeczywistości, a czułością osobistego mikroświata. Teatralny rozmach, klubowe rytmy, liryczne melodie, trapowo-metalowe odpryski, paranoiczny pęd i introspekcyjna atmosfera – na tym opiera się jego brzmienie.


LUNAMË

Projekt, który balansuje między światem muzyki elektronicznej, a intuicyjną improwizacją. Przestrzeń, w której puls spotyka się z emocją, zaś dźwięki prowadzą słuchacza w podróż poza granice codzienności. Miejsce, gdzie spotykają się jazz, electro-funk, motywy ludowe i tłusty groove, by stworzyć nietuzinkowe dialogi organiczności z syntetycznością.


TONFA X KOSMONAUCI

TONFA to surowa energia i podziemny etos warszawskiego rapu lat 90., podane w akompaniamencie współczesnej produkcji i błyskotliwej gry słowem.  Na Great September pojawią się w wyjątkowym składzie  – na scenie połączą siły z Kosmonautami. Jest to boysband, który wyrósł z jazzowej tradycji, ale swobodnie przeskakuje między hip-hopem, drum’n’bassem i improwizacją. Ten sceniczny sojusz zapowiada jedno z najbardziej nieoczywistych i świeżych doświadczeń tegorocznej edycji festiwalu.


Wiktoria Zwolińska

Artystka, która w marcu zachwyciła swoim debiutanckim albumem. Wyróżnia ją charakterystyczny, aksamitny, karmelowy głos, która łączy delikatność z brudem, melancholię z lekkością, a ciężar ze szczerością. Ekshibicjonistyczna w swojej wrażliwości i bezkompromisowa w szczerości.


SNAKES SNAKES SNAKES

Ich brzmienie łączy przesterowane basy, nastrojowe syntezatory, cięte riffy i charyzmatyczny wokal. Tworzą surowy, a zarazem wysmakowany pejzaż dźwiękowy, osadzony w industrialnym garage rocku. Czerpią z szerokiego spektrum inspiracji, balansując między brudem i subtelnością. Teksty pełne metafor łączą narracyjne historie z mantrycznymi powtórzeniami, budując muzykę pełną kontrastów i napięć.


Jassmine Orchestra by Marcel Baliński

Na zaproszenie festiwalu Great September po raz pierwszy zabrzmi projekt, którego nie da się porównać z żadnym innym. Jassmine Orchestra – nietypowa orkiestra na trzy perkusje i mocne, basowe instrumentarium to spotkanie muzycznych światów i pokoleń, splecionych w jeden rytmiczny, pełen energii organizm. Orkiestrę poprowadzi Marcel Baliński, pianista i kompozytor, który na zaproszenie warszawskiego klubu Jassmine zajmie się programem koncertu i poprowadzi 10 muzyków: trzech perkusistów, kontrabasistę, wibrafonistę, tubistę, klarnecistę, saksofonistę i trębacza.


Ptaki Polski + Filip Kosior

Główną ideą projektu jest stworzenie przestrzeni do spotkań ludzi z różnych środowisk, zarówno artystycznych, jak i naukowych. To opowieść o naturze, o tym, co nas otacza, a czego często nie zauważamy, lub o czym zapominamy. Artyści snują historie o wybranych gatunkach ptaków, żyjących w Polsce – ich zwyczajach, zachowaniach, ale przede wszystkim o dźwiękach, którymi się komunikują.


SW@DA X NICZOS

Unikatowa, basowa opowieść Sw@dy –polsko-kolumbijskiego producenta i Niczos – niezwykle utalentowanej wokalistki i raperki z Podlasia. Artyści wzbogacają klubowe aranżacje  o elementy tradycyjnego śpiewu oraz rapu w języku podlaskim i białoruskim. Odwołują się mocno do magii swojego miejsca pochodzenia, a tradycyjne pierwiastki zestawiają z baile funkiem, afrobeatami, brzmieniami jersey club a nawet przesterowanymi brzmieniami phonku. Podlasie bounce!


To tylko kilka przykładów tego, czego możemy się spodziewać. Jak szybko można zauważyć, Great September to miejsce dla polskiej muzyki w całej jej okazałości i różnorodności. Celebrowanie polskiej branży muzycznej rozpocznie się już w ten czwartek i będzie trwać trzy dni. Do zobaczenia w Łodzi!

Zuzanna Kopij

WROsound 2025

wrosound cover

WROsound stawia Wrocław na festiwalowej mapie Polski

WROsound to bez dwóch zdań najważniejsze letnie wydarzenie muzyczne we Wrocławiu. To też impreza bliska naszym LUZowym sercom. W końcu od wielu lat pokazujemy, jak bardzo lokalna scena warta jest Waszej uwagi, a w tym przypadku – że nie trzeba szukać daleko, by znaleźć świetny festiwal muzyczny. Prosto w sercu naszego miasta.

Zaczął się sezon festiwalowy i mam wrażenie, że przez social media klasyczne FOMO osiągnęło już swój szczyt. Czy to zagranica i wielkie wydarzenia jak Glastonbury i Primavera Sound, czy krajowe fenomeny pokroju Audioriver’a, Pohody, czy SLOT Art Festivalu – wszędzie mowa o festiwalach. Te wszystkie opcje są już wystarczająco przytłaczające, nawet dla osób, które każdy dzień spędzają kręcąc się dookoła muzyki. Dodatkowo proces planowania wyjazdu, zakwaterowania, czy urlopów staje się kolejną rzeczą uprzykrzającą wymarzony odpoczynek. Łatwo przy tym chaosie zapomnieć, że w naszym rodzinnym mieście też odbywają się niesamowite wydarzenia, które zrzeszają sztukę, kino, czy tak jak w tym przypadku – entuzjastów dobrej muzyki.


Kuba Więcek – nowy dyrektor artystyczny i programowy festiwalu

W tym roku stanowisko dyrektora artystycznego WROsound objął Kuba Więcek, jeden z najciekawszych głosów młodego pokolenia na polskiej scenie muzycznej. Z pozoru łatwo scharakteryzować jego talent – nagrody, wiele międzynarodowych występów i niesamowite umiejętności kompozytorskie oraz producenckie. Jednak muzycznie, pomimo wielkiej miłości do jazzu, nie daje się wpisać w żadne schematy pięciolinii. Stojąc na czele grupy hoshii, łączącej wielkie talenty instrumentalne, sięga po hip-hop, elektronikę i nowoczesne brzmienia i wykracza daleko poza klasyczne ramy.

Na początku 2024 artyści wystartowali z cyklem hoshii sessions – internetową serią spotkań z ulubionymi twórcami z kręgu hip-hopu, popu i alternatywy. Wspólnie reinterpretują ich utwory w okołojazzowych aranżacjach, które oprócz wersji streamingowych czasem odnajdują swoją drogę na koncerty. Przykłady to wyprzedane wydarzenie w NOSPR,  czy właśnie tegoroczny WROsound.

Co znajdziemy w line-upie?

WROsound - hoshii sessions

hoshii sessions live

Line-up tej edycji pokazuje różnorodność polskiej sceny, zwłaszcza przez rozmaite współprace zaaranżowane przez Więcka. Podczas specjalnego występu hoshii sessions live muzycy zaprezentują unikalne interpretacje utworów razem z Marią Peszek, schafterem (którego singiel z tej akcji wyróżniliśmy niedawno tytułem Mocograja), DZIARMĄ, Włodim, Ten Typ Mesem i Kasią Lins – wszystko w autorskiej oprawie. Koniecznie sprawdźcie też fragment naszej rozmowy z Kubą. Opowiada w nim między innymi o różnicach w projektach hoshii sessionshoshii.

WROsound - KOKOROKO

Jazz

Tegoroczny WROSound oferuje bardzo dużo dla fanów jazzowych wariacji.  Szczególnie warto zwrócić uwagę na KOKOROKO, brytyjski kolektyw łączący wpływy afrobeatu, jazzu, soulu i funku z brzmieniami Londynu i kulturowym dziedzictwem swoich członków. Z kolei trio Łona x Konieczny x Krupa to współpraca wyjątkowego rapera i tekściarza Adama Zielińskiego z wybitnymi muzykami ze składu Siema Ziemia. Artyści zaprezentują projekt TAXI (wyróżniony jako najlepszy polski album 2023 roku według naszej redakcji). Na dokładkę polecamy nagrodzonego nominacją do nagrody Grammy Kassa Overall’a – nowojorskiego perkusistę, producenta i rapera. Jego twórczość to śmiałe połączenie jazzu z hip-hopem oraz muzyką elektroniczną.

WROsound - Belmondawg x Expo 2000

Elektronika i rap

Dla fanów elektroniki z najwyższej półki też znajdzie się dużo atrakcji. RYSY, w tym lecie prezentujące wyłącznie występy DJskie, na festiwalu wyjątkowo przedstawią specjalny live set, natomiast Skalpel, ikony polskiej sceny nu-jazzowej i elektroniki przygotowali dla nas specjalny występ audiowizualny. Tym szukającym rapu polecamy współpracę nietuzinkowego rapera Belmondawg z producentem Expo 2000 – twórców kultowego minialbumu Hustle As Usual. Znani z charakterystycznego stylu i nieograniczonego swagu, ten duet to mój osobisty must-see na festiwalu. To również dwukrotni zwycięzcy LUZ-owego podsumowania na najlepszy utwór roku (raz oryginalnie, raz w remiksie Pejzażu – dwa lata pod rząd!).

WROsound - Coals

Alternatywa

Polska stoi szeroko pojętą alternatywą, a wielu jej reprezentantów znajdziecie na wrocławskim festiwalu. Trzeba tu wymienić Coals, najważniejszy duet w historii polskiego art-popu, onirycznie przemieszczający się pomiędzy rozmaitymi inspiracjami Łukasza i Kachy (z którą w 2021 roku podczas WROsound porozmawiała Zuzanna Pawlak). Lokalnym, wrocławskim (!) akcentem jest Biały Falochron, projekt, który łączy klubowe inspiracje z brzmieniami eksperymentalnymi. Z pewnością zaskoczy tanecznymi rytmami i zwrotami stylistycznymi, od ciężkich post-punkowych gitar po lekkie syntezatory. Na sam koniec, Franek Warzywa i Młody Budda, czyli charyzmatyczny duet, który łączy absurdalny humor z zaangażowanym przekazem; gwiazdy za granicą, a lokalnie wielbiciele dobrej zabawy i energetycznych występów.

WROsound - Dominika Płonka

Damskie głosy

Na WROsoundzie znajdziecie także pełno utalentowanych artystek, takich jak młoda tekściarka i wokalistka Livka, czy Dominika Płonka, której pełne lekkości teksty, połączone z produkcyjną perfekcją na długo zostają w pamięci. Jej debiut DOMINIKA DANIELA wyróżnialiśmy jako jeden z najlepszych albumów ubiegłego roku. Nie zapominajmy o Danieli Pes*, kompozytorce, producentce i wokalistce z Sardynii, prezentująca prawdziwą fuzję tekstur oraz wiele innych live act’ów.

(* update 17.05.2025, z powodów zdrowotnych Daniela Pes nie wystąpi na festiwalu, a jej miejsce zastąpi Miły ATZ.)

DJe

Imprezę codziennie będą kończyć sety wschodzących gwiazd, błyszczących na deckach. W piątek będzie to DJ POLKOMTEL, współtwórca projektu BLIKOMTEL sesh, który rozrusza parkiet nawigując nas od trance’u po rapowe wokale. Z kolei w sobotę DJ Mislaw, producent techno o klasycznym wykształceniu muzycznym, połączy surowość z emocjonalną głębią.

Gdzie w tym wszystkim LUZ…

Przy okazji odliczania do festiwalu, wraz z drugim reprezentantem Redakcji Muzycznej, Jędrzejem Śmiałowskim, mieliśmy możliwość przekazać dla aktywnych słuchaczy kilka wyjątkowych wejściówek, oraz porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za festiwal – Paulą Szewczyk ze Strefy Kultury Wrocław. Podczas audycji Ultradźwięki opowiedziała o organizacji tego przedsięwzięcia. Dwa fragmenty z naszej rozmowy znajdziecie poniżej:

Mikołaj Domalewski i Jędrzej Śmiałowski, rozmowa z Paulą Szewczyk ze SKW, Ultradźwięki 15.07.2025

WROsound 2025 odbędzie się 18 i 19 lipca na placu przed Impartem we Wrocławiu. My już zacieramy ręce. Planujemy dla Was masę niespodzianek i współprac z artystami. Oprócz tego, w tym roku znajdziecie nas również na samym festiwalu! Znajdziecie nas w charakterystycznym pomarańczowym namiocie, nadając na żywo z terenu. Zbijecie z nami piątki już w najbliższą sobotę od 18 do 20. Jeżeli będzie tam LUZ, Was też nie może zabraknąć!

Mikołaj Domalewski

Festiwale muzyczne, na które wybraliśmy się tego lata | recenzja

Liczba letnich festiwali muzycznych w Polsce w 2024 roku osiągnęła rekord: 68 imprez. Dla redakcji Akademickiego Radio LUZ kilka z nich miało szczególną siłę przyciągania. Sprawdźcie, na jakich festiwalach byliśmy, co zrobiło na nas wrażenie i jakie nowe odkrycia muzyczne przywieźliśmy ze sobą!

Kolejność chronologiczna

 

Tauron Nowa Muzyka Katowice

 

W tym roku na 19. TNMK miało mnie nie być. Cztery razy z rzędu na tym samym festiwalu, gdy jeszcze jest tyle jest do poznania? No dajcie spokój… A jednak nie był to ten sam festiwal. Dwie nowe sceny muzyczne (Secret Stage i Kominiarz), kino festiwalowe i większy teren. Wybrałam się na piątek + sobotę i dałam się pochłonąć. Większą skalę imprezy (która powróciła do swoich rozmiarów sprzed pandemii) od razu poczułam w nogach. Ilość występów, które były na mojej liście – od Bendika Giske, przez Klawo, Clarka, Luigiego Tozzi itd. – była naprawdę spora. Warto było przejść te kilometry na Tauronie! Zaskoczeniem było to, jakie koncerty najbardziej na mnie oddziaływały, a z jakich wychodziłam po 15 minutach. Zazwyczaj najbardziej zapamiętywałam przetańczone noce na scenie klubowej, tymczasem przez dwa tygodnie po festiwalu słuchałam w kółko IAMDDB. Urzekła mnie jej charyzma, wdzięk i absolutna kontrola nad publicznością. Po 15 minutach wyszłam natomiast z koncertu Clarka – a czekałam na niego dwa lata. Ciągnęło mnie za to na Scenę Amfiteatr, która po 19. TNMK zasługuje na spore wyróżnienie. Klawo, Nene Heroine i KOKOKO! – kłaniam się w pas! Doceniłam też wybitnie subtelny, ale jednocześnie charakterny koncert live Nabihah Ibqal, która przeplatała między piosenkami intymne i poetyckie historie z życia w Londynie. Last but not least: Róisín Murphy to królowa scenicznego performansu!

20-23 czerwca / Żaneta Wańczyk

LAS Festival

 

Festiwal w lesie, w którym od ośmiu lat odbywa się impreza muzyczna na kilka tysięcy osób… Pięć scen muzycznych, siedem odrębnych soundsystemów… Na początku miałam dylemat, czy ta idea (nazwę to wprost, może za ostro) zawłaszczenia lasu na festiwalowy hedonizm dla tłumów jest etycznie w porządku. Nie mam na to odpowiedzi, mój dylemat pozostaje więc nierozwiązany. Bawiłam się wspaniale, osłonięta od upału pod drzewami, nad ranem słuchając śpiewu ptaków.

Na tegorocznej edycji LASu, tym razem z podtytułem BALANS, stworzono dla festiwalowiczów miejsca regeneracji. Były sauny, namiot z masażem, warsztaty relaksacyjne i terapeutyczne. Balans dało się odczuć nawet przy scenie techno – jeśli ktoś dobrze szukał, to odkrywał ukryte miejsca urządzone tak, by odpocząć, położyć się i oglądać wizualizacje na ekranie z firanki, schowanym tuż obok sceny. Kino na firance dla introwertyków – cudo o którym nie wiedziało zbyt wielu. Na moje wyróżnienie w LAS Festival 2024 zasługuje różnorodność muzyczna, występ nieporównywalnej do nikogo Ellen Alien, dekoracje i dizajn scen, występ wrocławskiego producenta i DJ-a o pseudonimie Mistic / DragonHunt oraz zespołu Jeszcze. Dziękuję, może wrócę!

26-30 czerwca / Żaneta Wańczyk

Jazz Around Festival

 

W ostatni weekend czerwca w pięknych sceneriach Zamku Ujazdowskiego gościła trzecia edycja Jazz Around Festival. W letnio niespiesznej (i bardzo gorącej) atmosferze na trzech scenach razem z red. Rafałem Marczakiem podziwialiśmy artystów z Polski i zagranicy, którzy balansowali na granicy jazzu, funku, R&B i soulu. Mimo że organizatorzy nie nazywają gwiazd imprezy „headlinerami”, to Nubya Garcia czy Alfa Mist przyciągnęli rzesze fanów młodej brytyjskiej sceny około-jazzowej. Gigantyczne wrażenie zrobił na nas szczególnie występ Brytyjki, która od pierwszych sekund utworu Source swoją charyzmą, luzem i wirtuozerią zaczarowała całą publikę  Do festiwalowych odkryć zaliczymy także węgierskie Jazzbois czy pierwszy polski koncert spektakularnej Lady Blackbird. Rodzimi artyści również wnieśli sporo kolorytu do niezwykle różnorodnego line-upu tegorocznego Jazz Around. Marcin Masecki z gwiazdorskim big bandem dał popis splendoru i wirtuozerii zamkniętej w misternie zaplanowanej, ponadgodzinnej suicie. Masovian Mantra Michała Barańskiego dało zaś pretekst do wyjątkowej, duchowej eksploracji tradycyjnej muzyki z Mazowsza oraz… Indii, zamkniętych w jazzowych aranżacjach. A do tego Wojtek Mazolewski (z którym red. Michał Lach miał okazję porozmawiać) ze swoim znakomitym kwintetem w szalonych, freejazzowych podróżach. Już czekamy na przyszłoroczną edycję, która podobno na stałe ma zakotwiczyć w Warszawie!

28-29 czerwca / Michał Lach, Rafał Marczak

SLOT Art Festival

Radio LUZ po raz kolejny (z rozmachem!) partnerowało festiwalowi mieszczącemu się w jednej z najbardziej niezwykłych lokalizacji. Mowa 

o Slot Art Festival, odbywającym się w monumentalnych murach ruin klasztoru cystersów w Lubiążu. Nie jest to typowy festiwal muzyczny. To wydarzenie, które trudno wpisać w jakiekolwiek ramy. Przez pięć dni dawne opactwo zmienia się w prawdziwą przystań dla sztuki, muzyki i inspiracji.

Od ponad 20 lat uczestnicy przyjeżdżają na SLOT, by nauczyć się czegoś nowego na warsztatach, których jest ponad sto: od manualnych, przez ruchowe, po artystyczne i przyrodnicze. To miejsce, gdzie poszukuje się inspiracji i zachwytu na wystawach, pokazach filmowych i teatralnych. To także przestrzeń do rozmów – zarówno na spotkaniach ze specjalnymi gośćmi, jak i w klimatycznych festiwalowych kawiarenkach, gdzie można spotkać starych znajomych lub nawiązać nowe relacje. SLOT to również festiwal napędzany energią wolontariuszy, którzy dbają o bezpieczeństwo i porządek.

Oczywiście nie brakuje tu także muzyki. Koncerty odbywają się na kilku scenach zlokalizowanych w katedrze, komnatach klasztoru czy na głównym patio. Jedna z tych scen, klubowa, po raz drugi została przejęta przez ekipę DJ-ów Radia LUZ. Przez pięć nocy (choć w tym roku tylko cztery ze względu na potężną burzę, która zmusiła organizatorów do odwołania części programu) swoje sety prezentowali DJ-e i DJ-ki związani z Radiem LUZ, dobrze znani słuchaczom z audycji muzycznych: Sebinho Rogalski (DJ RO, który również prowadził cieszące się ogromną popularnością warsztaty didżejskie), Zuzanna Pawlak (Młoda Dospania), Kamil Winiarz (Guiltee), Paweł Szeląg (dadan karambolo), Michał Sember (repmeis), Bartłomiej Patla (Sir Williams), Jan Chrzan (rabano picante), Zuzanna Pajorska (Pincoya), Adam Salamon, a także zaprzyjaźnieni z Radiem LUZ artyści, których często można usłyszeć na 91.6 FM: DT i Saltea z kolektywu Subwena, DJ Feel-X (współprowadzący warsztatów DJ-skich), Kalyma, Galant i Pixie Elf. Na scenie klubowej wystąpili również debiutanci, którzy brali udział w warsztatach, otwierając scenę w piątek i sobotę – rozkręcając parkiet, który potem tętnił życiem aż do rana!

W ciągu dnia ekipa Radia LUZ była równie widoczna. Na naszym stoisku, zlokalizowanym niedaleko serca festiwalu – pod wielkim platanem – codziennie relacjonowaliśmy wydarzenia na żywo, przeprowadzaliśmy wywiady, opowiadaliśmy o Radiu, a podczas letnich ulew oferowaliśmy schronienie pod naszym pomarańczowym daszkiem. Krótko mówiąc, byliśmy obecni przez całą dobę, z energią i pasją, które non stop nas charakteryzują. LUZ being LUZ!

9-13 lipca / Zuzanna Pajorska

CREEPY TEEPEE

 

Wyjazd na festiwal Creepy Teepee to przeżycie równe wejściu na kilka dni w inną rzeczywistość. Piękne czeskie miasteczko z osiemnastowieczną starówką, bogate dzięki leżącym nieopodal złożom srebra, w lipcu każdego roku na kilka dni zostaje przejęte przez bandę (!) wielobarwnych ludzi o… śmiałej stylistyce wyrazu. Wszyscy głodni nowych dźwięków i beztroskiej imprezy do rana. Bycie na Creepy Teepee zawsze daje mi poczucie wolności w kwestii wyrażania siebie – począwszy od samego tylko ubioru aż po wartości, którymi się kierujemy na co dzień.

Od kilku lat festiwal rozgrywa się na dwóch scenach: dziennej na dziedzińcu klasztoru św. Urszuli i nocnej w dawnym domu tekstylnym. Takie rozmieszczenie zapewnia równowagę między koncertami na świeżym powietrzu a imprezą w postindustrialnej przestrzeni. Festiwal w dawniejszych latach odbywał się w innym miejscu, ale z roku na rok coraz bardziej ewoluuje, a twórcy wprowadzają różne rozwiązania usprawniające jego działanie. Tegorocznym jest dbałość o komfort termiczny festiwalowiczów. W zeszłym roku ze sceny tekstylnej wychodziło się jak spod prysznica, bo lipcowe upały dawały się we znaki. Dodanie klimatyzacji i przeniesienie sceny piętro niżej odjęło co prawda nieco klimatu, zdecydowanie natomiast poprawiło bezpieczeństwo. Scena klasztorna pozostała bez zmian.

Koncerty, które szczególnie zapadły w moja pamięć to żywiołowe chłopaki z ekipy DRES.SoFTT, którzy w ostatni dzień dali taneczny wycisk grając kawałki i swoje, i miksując letnie hity takie jak Rush Troye Sivana czy Von Dutch Charlie XCX. Stella Explorer to najprzyjemniejszy koncert w popołudniowym słońcu, na trawie, odbywający się outdoorowo, a smagany lipcowym wiatrem i delikatnym damskim wokalem. Dobrą energię tłumu wspominam na Bassvictim i Miguelu Angelesie, którego kontakt z publicznością i wrażliwość pośród agresywnych dźwięków jego muzyki jest niepowtarzalna i niezmienna (Miguel odwiedził festiwal również w zeszłym roku). Najbardziej spektakularna natomiast był Europa wraz ze szperaczem w formie mikrofonu i miotaczem ognia z dezodorantu na scenie indoorowej.

Do Kutnej Hory zajrzę w lipcu jeszcze wielokrotnie, do czego zachęcam i was. Poza festiwalem koniecznie nie zapomnijcie zwiedzić tego czeskiego miasteczka o włoskim sznycie, pięknych krajobrazach i wielu zabytkach!

12-14 lipca / Katarzyna Golec

KONEKT Festival

Występowało dwudziestu czterech artystów – i żaden z nich nie zawiódł. Przez mocne, jednak dalej subtelne doznania z mieszkającą w Islandii DIĄ, po poranny ambient z Patronem. Na festiwalu nie znajdziemy wielkich nazwisk, jednak jest to jego zaleta. Nie chciałbym wpadać w pompatyczne porównania i nazywać KONEKTu muzycznym odpowiednikiem Nowych Horyzontów, jednak festiwal w Pałacu w Chociczy jest dobrą okazją to poszerzenia muzycznych granic. Jeśli artysty nie znacie – pójdźcie przed scenę. W selekcję włożono wiele pracy, co doskonale słychać.

Na terenie kompleksu pałacowego funkcjonowały dwie sceny muzyczne. Dzienna, od godzin porannych do około północy, dedykowana była zarówno najwytrwalszym zawodnikom jak i osobom, które chciały zacząć dzień z selekcją dobrej elektroniki. Ulokowana w parku przy ścianie pałacu koncentrowała się wokół spokojniejszych ambientowych brzmień, jednak nie stroniła od gatunków house czy disco. Druga ze scen, nocna, była ulokowana we wnętrzu pałacu. Tutaj znajdziemy mocniejsze, cięższe brzmienia spod znaku techno, electro i breakbeatu.

Najlepszym setem jaki usłyszałem w Chociczy był ten, który grała Prncs Error. Bardzo dobry mix, świetny dobór utworów i dynamiczne, jednak wyważone przejścia. Wyróżnić należy również Patrona za ambient na scenie dziennej. Grając ambient, bardzo łatwo popaść w schematy. Tego udało się uniknąć, dzięki czemu dostaliśmy spokojny set, który doskonale wpisał się w parkową przestrzeń przy scenie dziennej. Moim osobistym odkryciem tegorocznej edycji jest wspomniana wcześniej DIA. Jednocześnie intymne i dynamiczne występy spod znaku bedroom techno są czymś, co zostanie mi w pamięci.

Wszystko, co działo się wokół festiwalu, w sprawny sposób spięło się w spójną całość. Tegoroczny sezon festiwalowy przyniósł nam bardzo dużo wydarzeń z muzyką elektroniczną. KONEKT Festival, mimo że ciągle zaliczany do mniejszych festiwali muzycznych, rokrocznie gruntuje swoją pozycję. Ekipa organizatorów stworzyła bezpieczne warunki do zabawy, dobrze zaplanowała przestrzeń oraz zapewniła świetną selekcję elektroniki.

12-14 lipca / Maciej Baranowski

Borderline Noise Festival

 

Przez dwa sierpniowe dni przestrzeń Atelier w Wolimierzu, tuż przy granicy polsko-czeskiej, była po brzegi wypełniona hałasem. Prawie trzydzieści zespołów noise, drone i ambient, instalacje artystyczne i performance. To właśnie była ósma i zarazem ostatnia edycja Borderline Noise Festivalu.

Zarówno event, jak i samo Atelier odwiedziłam po raz pierwszy, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać – i zaskoczyłam się bardzo pozytywnie. Cała przestrzeń współgrała ze sobą, tworząc artystyczną całość: kameralna koncertownia przyozdobiona pracami Stacha Szumskiego, rysunki na ścianach, które powstawały podczas trwania eventu i parogodzinny old-schoolowy set XCOPY na zewnątrz. Artyści współtworzyli festiwal nie tylko występując i tworząc, ale także będąc jego uczestnikami, co nadawało autentyczności całemu wydarzeniu.

Największe wrażenie zrobił na mnie duet P≡B, który łączył elementy industrialu z noise’em. Zestawienie ostrej perkusji z porywającym i rytmicznym kobiecym wokalem zaowocowało niezwykle surowym, angażującym występem. Inną sobą artystyczną, która zapadła mi w pamięć, jest gertie adelaido: klęcząc na stole otoczona syntezatorami, wprawiała w drżenie całą salę tak, że fale dźwięku było czuć każdą częścią ciała. Wciąż mam też w pamięci występ Hi Helga: powalający i hipnotyzujący performans, który wycisnął z uczestników resztki sił ostatniej nocy festiwalu.

Smuci mnie, że moja pierwsza przygoda z Borderline Festiwalem jest zarazem ostatnią. To miejsce, do którego chciałabym wracać co roku! Zostaje tylko mieć nadzieję, że idea będzie kontynuowana w przyszłości, może w innej odsłonie, dalej tworząc miejsce dla rozwoju tej undergroundowej sceny.

2-4 sierpnia / Maja Dachtera

Sanatorium Dźwięku

 

Tegoroczne Sanatorium Dźwięku celebrowało dziesiąta już edycję nie tylko ogromnych rozmiarów tortem bezowym, którego mogli skosztować uczestnicy. Odbywający się w urokliwym (i cieszącym się coraz większą popularnością) Sokołowsku festiwal tym razem zgłębiał wątki czasu i rytmu. Te fundamentalne dla muzyki pojęcia można z powodzeniem dopasować do niemal wszystkiego, ale nacisk na rytmiczność objawiał się choćby w wirtuozerskich popisach perkusistów: Aleksandra Wnuka i Huberta Zemlera. Wrażenie zrobił na mnie zwłaszcza solowy występ tego drugiego. Korzystając jedynie z werbla i kilku rodzajów pałeczek poprowadził wciągającą muzyczną narrację, pełną wykonawczej precyzji i brzmieniowej wyobraźni. Czas spędzony w Kinoteatrze Zdrowie wypełniały głównie propozycje elektroniczne: zniuansowane kolaże Marji Ahti czy też kwadrofoniczne akrobacje Jessici Ekomane. Moje serce (uszy?) najskuteczniej skradł Thomas Ankersmit, który ze swojej modularnej skrzyneczki wydobywał dźwięki doprawdy niesłychane. Może chłodne i bezlitośnie chirurgiczne, ale jakże odświeżające. Odbycie takiej kuracji daje długoterminowe pozytywne efekty.

2-4 sierpnia / Michał Sember

Osada Festival

 

Festiwal Osada odbywający się w czasie sierpniowej pełni księżyca w Połajewicach to wydarzenie zdecydowanie kameralne i przyjazne studenckiej kieszeni, które moją sympatię zyskało przede wszystkim koncertem na sitarze, tradycyjnym indyjskim instrumencie. W występie Tomasza Orszulaka z zespołu Sitartronic pojawiły się klasyczne utwory, ale nie zabrakło również miejsca na jego autorskie, nowoczesne kompozycje. Była też przewidziana muzyka dla rozruszania bioder – ja miałam okazję świetnie się bawić do reggae-dubowego seta DJ-a Madmaszina.

Do dyspozycji uczestników są przestrzenie relaksu z dostępem do prądu i wi-fi, strefy sanitarne i w pełni wyposażona kuchnia. Wśród ludzi zaciera się linia uczestnik-organizator, nie czuć również różnic wiekowych – każdy jest tam dla siebie jak członek rodziny, można liczyć na wzajemną pomoc i miłą rozmowę. Osada nie ma wypełnionego line-upu po brzegi, ale dzięki temu daje okazję na prawdziwy odpoczynek i ucieczkę, chociaż na chwilę, od pędu dni powszednich. Czuję, że wrócę do Połajewic na kolejną edycję tego magicznego wydarzenia.

15-19 sierpnia / Maja Michalik

Męskie Granie / Żywiec, Warszawa

 

Tegoroczna, 15. trasa Męskiego Grania zawitała do do siedmiu miast i w każdym z nich trwała dwa dni. Była ona promowana singlem Wolne Duchy stworzonym przez Orkiestrę MGO w składzie: Zawiałow, Mrozu oraz bracia Kacperczyk. Z okazji 15-lecia organizatorzy zaproponowali nam powrót do przeszłości. Każdy finałowy koncert pierwszego dnia festiwalu był próbą odtworzenia jednej z Orkiestr Męskiego Grania z ubiegłych lat lub zagraniem Orkiestry Orkiestr, czyli wszystkich „hymnów” męskiego grania od 2010 do 2024 roku z oryginalnymi wykonawcami.

Miałem okazję być na dwóch przystankach trasy: inauguracyjnym Żywcu i finałowej Warszawie. Były to jednak dwa różne przeżycia. Żywiec otulił mnie kameralną, góralską atmosferą Amfiteatru pod Grojcem. Na terenie festiwalu czekały trzy sceny, na których wystąpili artyści, którzy dopiero zaczynają swoją karierę, jak i ci, których znamy z największych scen muzycznych w Polsce. Moją największą uwagę zwrócił Wiktor Waligóra, który w tym roku wydał debiutancki album Czekam na świt. Miło było również posłuchać gitarowych brzmień Orkiestry z 2017 roku z Organkiem, Roguckim i Brodką. Tegoroczna Orkiestra, mimo wydania bardzo „radiowego” singla, zaskoczyła mocno gitarowym setem z coverami Manaamu czy Republiki. Miło było tego słuchać.

Na finałowy przystanek do Warszawy jechałem z dużą dozą ciekawości. Organizatorzy na miesiąc przed imprezą zmienili miejsce na o wiele rozleglejsze Lotnisko Bemowo, gdzie przygotowano pięć scen: nowości to scena klubowa oraz silent disco. Przystanek w Warszawie, mimo rozmachu, z jakim został przygotowanym, pozwolił mi poczuć się jak za starych dobrych lat, kiedy Męskie Granie nie było aż tak komercyjną imprezą. Na scenie Ż mogliśmy słuchać brzmień nieoczywistych, jak na przykład eksperymentalnego jazzu od USO 9001, zespołu Matecki oraz Wojciecha Mazolewskiego z gośćmi. Na scenie głównej Jakub Józef Orliński oraz Aleksander Debicz zagrali przedpremierowo album #LetsBaRock, czyli interpretacje utworów… barokowych! Jeśli zastanawialiście się kiedyś, jak brzmiałoby połączenie muzyki Bacha z hip-hopem, to polecam tę pozycję waszej uwadze. Finałowym koncertem w piątek była wspomniana wcześniej Orkiestra Orkiestr, która rozbiła bank przede wszystkim dzięki zgromadzeniu w jednym miejscu śmietanki polskich muzyków, którzy zagrali pod „dowództwem” Andrzeja Smolika. Niestety z koncertu do centrum Warszawy wracaliśmy prawie dwie godziny z powodu słabej komunikacji, ale… po tym dniu naprawdę nie miało to znaczenia.

28-29 czerwca, Żywiec
23 sierpnia, Warszawa / Wojciech Fokczyński

Up To Date 2022

Najwygodniejszy i najszybszy możliwy sposób na to, by dostać się do Białegostoku z Wrocławia, to pociąg Intercity. Czas podróży wynosi wtedy średnio ponad osiem godzin. Nie oszukujmy się – to wciąż koszmarnie długo. Musicie uwierzyć mi na słowo, redaktorzy Akademickiego Radia LUZ to osoby o zdrowych zmysłach (😉), a mimo to co roku z własnej woli wybierają ten koszmar najwytrwalszego podróżnika. Słuchaj pasma Artysta Tygodnia oraz sprawdź niżej, dlaczego Up To Date Festiwal jest tego totalnie wart.

 

Up To Date to z pewnością największe muzyczne wydarzenie, jakie znajdziemy na mapie północno-wschodniej Polski. Każdego roku, od ponad dekady, UTDF odwiedza ponad 10 tys. gości, zaś wydarzenia festiwalowe mają swoje miejsce w tak różnorodnych przestrzeniach, jak Stadion Miejski w Białymstoku, Opera i Filharmonia Podlaska czy Pałac Branickich. W ciągu ostatnich lat festiwal zdołał wychować sobie rzeszę oddanych, ufnych i zaangażowanych odbiorców. Pełne szacunku nastawienie uczestników do wydarzenia było widoczne w szczególności w trakcie lat naznaczonych pandemią i obostrzeniami.

Zarówno w 2020, jak i w 2021 roku organizatorom zdecydowanie się poszczęściło, ponieważ czas przypadający na przygotowanie każdej z edycji przypadał w okienku pomiędzy lockdownami. Miejmy na uwadze, że mało który festiwal miał wtedy szansę rozkwitnąć w pełnej krasie – nadmienić wystarczy o mocno kompromisowych edycjach Open’era czy Audioriver.

W przypadku UTD różnicą względem wcześniejszych edycji był fakt, że do biletu dołączano maseczkę. Organizatorzy do dziś wspominają, jak bardzo byli pod wrażeniem skuteczności zasady NO MASK NO RAVE, a mobilizacja publiczności względem dbania o współodbiorców przeszła już chyba do historii. Wyjątkowość białostockiej publiki jest niewątpliwa, a hasło „miłość, techno, dezynfekcja” pobrzmiewa w Polskich klubach do dziś, mimo że z czasem dezynfekcja rąk została wyparta przez dezynfekcję gardeł.

Up To Date - salon ambientu

Salon ambientu w Pałacu Branickich, Up To Date 2018 (fot. Going.pl)

Białostockie święto muzyki każdego roku prezentuje line-up złożony według klucza każdemu znanego, acz pozostawiającego przestrzeń na niespodzianki. Organizatorzy zapraszają artystów, którzy, w dużym uproszczeniu, parają się hip-hopem lub muzyką basowo-elektroniczną. Na festiwalu znajdzie coś dla siebie każdy fan techno, electro, współczesnej klasyki, ambientu oraz ambitnego rapu.

scena Pozdro Techno

Parking Stadionu Miejskiego, czyli scena Pozdro Techno – Up To Date 2018 (fot. Krzysztof Karpiński)

Każdy booking, jak zapewniają organizatorzy, jest wart uwagi i tworzony z największą precyzją, ale to ambientowej części festiwalu, w naszym mniemaniu, warto się przyjrzeć w pierwszej kolejności. Otóż UTD to jedyny taki festiwal w Polsce, który kładzie na ten z pozoru zupełnie niefestiwalowy, niewakacyjny gatunek tak ogromny nacisk. Rozpropagowanie ambientu w Białymstoku było projektem długofalowym i swoistą pracą u podstaw.

W tym momencie festiwal może pochwalić się osobną sceną, zwaną Salonem Ambientu (pod tą nazwą funkcjonuje również osobna inicjatywa działająca z ramienia UTD przez cały rok i w różnych miejscach, ostatnio nawet i u nas, we Wrocławiu), na której codziennie, niezależnie od reszty festiwalu, odbywają się występy i dj sety. To również świetna przestrzeń do odpoczynku od przytłaczającego, festiwalowego zgiełku i tony bodźców oddziałujących bez przerwy na uczestników. Taki superdopieszczony, o purystycznej formule i wysokich walorach artystycznych safe-space dla ciała i ducha – nie palarnia, nie wciśnięte gdzieś na skraj festiwalu stoisku SIN-u, nie chill-room wielkości pudełka na buty – to ewenement na skalę festiwalów w całym kraju.

up to date - kompot gratis

Tak było (fot. materiały organizatora)

Idee i osadzenie filozoficzne pozostałych scen, czyli Pozdro Techno oraz Beats, jest równie istotne. Za każdą z nich stoi autorska myśl, którą da się odczytać nie tylko z charakterystycznej scenografii czy aranżacji przestrzeni, ale przede wszystkim z samego doboru występujących na nich artystek i artystów. Organizatorzy często sami przyznają, że wpasowanie artystów w dany kontekst stanowi nierzadko problem, czasem na tyle duży, że przy osadzaniu zaplanowanego i lubianego przez nich artysty muszą zadawać sobie pytanie: „w którym miejscu ten artysta zrobi mniejszą szkodę?”. Co ciekawe, w tym roku dyskusje wśród festiwalowego zarządu wzbudził przede wszystkim DJ Overdose, słynący z różnorodności. Ta cecha była dla organizatorów na tyle problematyczna, że, by uniknąć nieporozumień, zadbali, by artysta został wyraźnie poinstruowany na temat charakteru sceny, na której gra.

Impreza ta daje jedyną okazję na zatańczenie na parkingu stadionu Jagiellonii do brzmień twórcow takich jak Helena Hauff, Sleeparchive czy Legowelt. To także okazja, by spotkać podobnych sobie wariatów z całej Polski, zjednoczonych pod inkluzywnym szyldem „Pozdro Techno”. Up To Date w ciągu dziewięciu lat działalności przyzwyczaił nas wszystkich do bezkompromisowej jazdy – i to w samym sercu podlaskiej puszczy.

pozdro techno

Białystok: kraina żubrów, kompotu i techno (fot. Gosia Zuk / Zukografy)

Up To Date Festiwal to jednak nie tylko muzyka – to platforma śmiało łącząca przeróżne pola kreatywnej aktywności, również akcji społecznych. UTD chętnie wita na festiwalu inicjatywy, które mają na celu profilaktykę i budowanie świadomości – mają organizację uświadamiające w zakresie HIV, zachęcające do zostania dawca szpiku lub SIN, czyli Społeczną Inicjatywę Narkopolityki. Na UTD wyczuwalna jest powszechnie panująca świadomość, że festiwale sprzyjają pomaganiu. Organizatorzy nie zamierzają tego nie wykorzystać.

Kolejnym społeczniarskim akcentem jest akcja „Wyślij pocztówkę do babci”: gospodarze wraz z Pocztą Polską udostępniają swoim gościom tematyczne kartki pocztowe, za pośrednictwem których można wysłać krewnym pozdrowienia z Białegostoku. Najnowszą działalność charytatywną Up To Date symbolizują powstała w tym roku bajkowa grafika na murach Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku oraz zbiórki funduszy na chore dzieci poprzez m.in. licytację uczestnictwa w Pierwszym (dosłownie) Latającym Salonie Ambientu (locie balonem z ambientem w tle!). Duże serce aptudejta jest jego ważną i widoczną częścią. Może trochę górnolotnie, ale taka jest prawda: będąc na festiwalu, można uświadczyć wielu budujących, dających nadzieję chwil.

Przez cały tydzień w paśmie Artysta Tygodnia przyglądamy się tegorocznej edycji festiwalu. Więcej informacji na temat line-upu, historii i działalności Up To Date usłyszycie na antenie Akademickiego Radia LUZ codziennie o 13:00 i 0:00.

Zuzanna Pawlak, Adam Salamon