Archiwum

Pulp

O pamięci, przemijaniu i pożegnaniach

More to triumfalny powrót Pulp: emocjonalnie bogaty, stylistycznie przemyślany i mocno osadzony w ich klasycznej tożsamości. Album zgłębia tematy starzenia się, seksualności i refleksji nad życiem – wszystko okraszone ironicznym humorem i nostalgicznym urokiem. To nie tylko prezent dla fanów, ale także dowód, że zespół – mimo 24 lat przerwy – wciąż potrafi przedstawić nam coś świeżego.

 

I’d like to buy the world some time, some time, some time
And a choice

Tymi słowami kończy się More, najnowszy album Pulp. To nie tylko pożegnanie z basistą zespołu i dobrym przyjacielem, Steve’em Mackeyem – to także zamknięcie kręgu, który rozpoczął się w latach 80., kiedy młoda grupa muzyków z Sheffield poszukiwała swojego brzmienia; tego, czym miał być Pulp. Między tymi dwoma momentami – oddalonymi o ponad czterdzieści lat – mieści się jedna z najbardziej złożonych historii ewolucji artystycznej w brytyjskiej muzyce popularnej.

Pulp to nie tylko zespół britpopowy (sami zresztą nigdy nie lubili się tak określać). Lawirując pomiędzy seksownym glam rockiem, tanecznym manifestem, a niewinnymi balladami tworzą własną wartość. To formacja, która przeszła przez niemal wszystkie fazy emocjonalne i estetyczne dorosłości – od niepewnej młodości, przez bunt, naukę kochania i niebezpieczną sławę, aż po melancholię przemijania. Każdy ich album to etap, każde brzmienie – lustro czasu, w którym się odbijali.


It

1983

Mimo że pierwsze albumy Pulp nie odbiły się dużym echem, wciąż są dziełami, które kształtują całokształt muzyki brytyjskiej lat 80. i 90. It do teraz plasuje się jako jeden z ciekawszych debiutów w tym nurcie. I choć ówczesny skład zespołu zdecydowanie różnił się od tego, który zdobył sławę dekadę później, jedno pozostało niezmienne – Jarvis Cocker. Jeszcze wówczas nastoletni, rozczochrany, z ogromnymi okularami i jeszcze większymi aspiracjami, by na zawsze zmienić oblicze brytyjskiej muzyki. Inspirowany Nickiem Drake’em, Jonathanem Richmanem i Donovanem wypełnia album odami do miłości, melancholii, młodości i niewinności. Cocker komentuje uważnie obserwowaną przez siebie rzeczywistość, ukazując intymną wrażliwość i poetycki dystans.

It to cichy debiut, który dzisiaj brzmi jak zapis prywatnej rozmowy młodego artysty z samym sobą. To muzyczny szkicownik, który pokazuje, że nawet najwięksi zaczynali od rzeczy małych, subtelnych, czasem naiwnych.


Different Class

1995

Kiedy w 1994 roku nadeszło His ‘n’ Hers, Pulp rozkwitli. Wreszcie znaleźli brzmienie, w którym czuli się najpewniej: surowy glam-pop z ironicznymi tekstami o ciele, pragnieniu i brytyjskiej, szarej codzienności. Momentami patetyczny, ciągle ironiczny i poetycki. Przeplatany błyszczącą nitką disco, której kierunek ściegu wyznaczał Steve Mackey na basie.

Ale to Different Class z 1995 roku uczynił z nich legendę. Album po brzegi wypełniony hymnami klasy średniej, która próbowała być kimś innym, niż pozwalała jej metryka społeczna. Jarvis Cocker stał się kimś więcej niż tekściarzem i frontmanem zespołu. Został głosem pokolenia, ale zamiast triumfu – była ironia. A sława podszyta była świadomością jej fałszu.

To właśnie był moment przełomowy dla zespołu. Od tamtej pory byli jedną z najbardziej znanych brytyjskich formacji, jednak gdy britpop często flirtował z narodową dumą i stylistyką retro, Pulp pytał, prowokował i obnażał hipokryzję.


This Is Hardcore

1998

Po sukcesie Different Class Pulp nie poszli drogą kolejnych hitów. Wydany w 1998 roku album This Is Hardcore był zaskoczeniem – ciemniejszy, poważniejszy i bardziej intymny. Jarvis Cocker śpiewał o wypaleniu, starzeniu się, o tym, co dzieje się po imprezie. Zamiast euforii – niepokój, zamiast przebojów – piosenki z ciężarem emocjonalnym. Choć w momencie premiery wzbudził mieszane reakcje, dziś uważany jest za jedną z najdojrzalszych płyt zespołu.

To zdecydowanie najcięższy i najbardziej wyrafinowany album grupy. Taneczny pop się skończył, a Pulp rozbierali jego resztki na części pierwsze. Muzycznie – noir-pop, cyniczne ballady, echo trip-hopu. Lirycznie – erotyka, przemijanie, starzejące się ciało, bezsilność. This Is Hardcore stanowił najbardziej bezlitosny autoportret zespołu, który już nie wierzył w pop jako wybawienie. A mimo to stworzył sztukę, która była jego najwyższą formą.


We Love Life

2001

Pulp wracają w 2001 roku z płytą We Love Life – spokojniejszą, cieplejszą, ale nadal pełną treści. To album, na którym zespół wyraźnie oddycha głębiej. Pojawiają się tematy natury, relacji, pogodzenia się z przemijaniem. Nie ma tu już britpopowej zadziorności – jest za to refleksyjna dojrzałość.

We Love Life jest subtelny, piękny, z ukrytym napięciem skrytym pod powierzchnią. Nie próbował robić hałasu, zamiast tego wszedł cicho, rozgościł się i zostawił coś, co z czasem działa mocniej niż wielkie finały – spokój, pewność, dojrzałość. To płyta, która nie musi krzyczeć, żeby powiedzieć coś ważnego. Może właśnie dlatego dziś tak dobrze się jej słucha. Jakby Pulp chcieli nam powiedzieć: „Hej, życie może być dziwne, trudne, ale też całkiem piękne – jeśli tylko przestaniesz pędzić i zaczniesz słuchać”.


More

2025

Album More nie próbuje być kopią dawnych sukcesów. To dojrzała, dobrze przemyślana płyta, w której słychać doświadczenie, dystans i nadal bardzo żywy styl zespołu. Tematyka skupia się na starzeniu się, intymności i ucieczce od schematów. Jarvis Cocker nadal pisze teksty, które łączą humor z obserwacją rzeczywistości. More nie jest tylko prezentem dla fanów – to znak, że Pulp wciąż mają coś ważnego do powiedzenia.

Zespół wraca nie po to, by powrócić, lecz by pogodzić się z tym, co było. To album o żałobie po Steve’ie Mackeyu, ale też o pamięci, która nie przemija, nawet jeśli ciało znika; dźwiękowa przestrzeń dla Cockera, w której może mówić nie jako komentator społeczny, ale jako człowiek, który tęskni, wspomina, rozumie i próbuje się z tym wszystkim pogodzić.

Bo Steve Mackey nie był tylko basistą zespołu Pulp. Był jego pulsującym sercem – tym, który nadawał rytm, głębię i taneczny wymiar piosenkom o alienacji, pożądaniu i egzystencjalnym niepokoju. Jego śmierć 2 marca 2023 roku zakończyła jeden z rozdziałów w historii brytyjskjej muzyki, ale jego wpływ – zarówno jako muzyka, jak i producenta – nadal rezonuje. More to album dedykowany Steve’owi. To nie tylko hołd dla wspaniałego muzyka, ale też pożegnanie z przyjacielem.

Czym jest tytułowe More? Nazwa najnowszego albumu może wydawać się przewrotna. W świecie, w którym każdy chce więcej, od samych siebie wymagamy coraz większego rozwoju, większych sukcesów, Pulp proponuje nam coś zupełnie innego. Więcej ciszy, więcej miłości, więcej refleksji… i mniej spektakularności.

A to zdecydowanie więcej niż można było się spodziewać.

Zuzanna Kopij i Julia Prus

A. G. Cook – Britpop

PC Music zakończyło działalność z końcem 2023 roku, ale jego członkowie, a szczególnie założyciel, nie próżnowali. Jako prezent na nowy rok, A. G. Cook podarował nam Britpop, album w którym twórca dzieli swoją wizję muzyki pop na trzy części — przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Razem z tą zapowiedzią ukazał się też singiel promujący album, nazwany tak samo.
Britpop jest wszystkim, czego można się spodziewać po twórczości Brytyjczyka — jest to utwór skoczny, hipnotyzująco pozytywny, brzmieniem przypominający jego poprzednie albumy i złote lata twórczości całego PC Music. Pasuje wręcz perfekcyjnie na początek wiosny.
Britpop ukaże się w pełni 10 maja nakładem wytwórni New Alias.

Maciej Respondek

Blur

blur

Od czasu swojego debiutu w 1991 roku konsekwentnie i bezkompromisowo udowadniają, że są jednym z najbardziej wpływowych zespołów w historii współczesnej muzyki. 21 lipca miała miejsce premiera najnowszego, dziewiątego studyjnego albumu Blur o tytule The Ballad of Darren. Z tej okazji przyglądamy się bogatemu dorobkowi formacji. Blur Artystą Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ

 

Odkrycie

Blur: The Best Of – to od tej wydanej w 2000 roku kompilacji najlepszych singli z lat 1990 – 2000 rozpoczęła się moja przygoda z brytyjską legendą britpopu. Być może nie jest to najbardziej fortunny pierwszy przystanek na trasie do poznania zespołu, szczególnie biorąc pod uwagę okoliczności w których album się ukazał, jednak z pewnością komunijny prezent w postaci krążka na CD był strzałem w dziesiątkę. Wydawnictwa noszące miano the best of, często można traktować, jako sztuczne wypełnienie dyskografii artystów. Czy tak było w tym przypadku? Tę kwestię pozostawię nierozstrzygniętą, jednak z pewnością kompilacja ta, w skróconej, ale jakże intensywnej wersji przekrojowo pokazuje różnorodność stylistyczną i gatunkową twórczości Blur oraz ewolucje brzmienia formacji, które z każdą płytą rośnie w siłę.

Początki

Historia grupy sięga 1980 roku, kiedy to po raz pierwszych na uczelnianych korytarzach spotykają się przyszły wokalista oraz basista  zespołu – Damon Albarn i Alex James. To właśnie wtedy ich drogi po raz pierwszy się przecięły. Obaj postanawiają wspólnie rozpocząć swoją muzyczną karierę zakładając kapelę Circus. Następnie, pod wpływem twórczości znanego amerykańskiego pisarza – i Jeroma Davida Salingera, muzycy zdecydowali się na zmianę nazwy grupy na Seymour. W tym okresie do zespołu dołączyli perkusista Dave Rowntree oraz gitarzysta Graham Coxon, co uzupełniło skład przyszłej formacji Blur.

Młodzi artyści mocno inspirujący się popularnym w owym czasie wyspiarskim rockiem próbowali swoich sił – jak w przypadku wielu młodych zespołów – grając w klubach i pubach. Po kilkunastu występach w samym Londynie oraz jego okolicach grupa Seymour zdołała skutecznie przyciągnąć uwagę wytwórni Food Records. Wymarzony kontrakt płytowy stał się realny, jednak warunkiem jego realizacji miała stać się zmiana nazwy formacji – dotychczasową uznano za zbyt mało komercyjną. Spośród zaproponowanych przez wytwórnię propozycji, wybór członków był jasny i oczywisty.

Debiut i britpop

Zanim Albarn i spółka stali się zespołem o międzynarodowej sławie, formacja skupiała się na znacznie bardziej garażowym graniu supportując m. in. punk-rockową grupę The Cramps. Pierwsze nagrania, z początku lat 90.  jak i debiutancki album Leisure wyraźnie wyróżniają się na tle innych, znacznie późniejszych wydawnictw. Leisure, to krążek przepełniony alternatywnym rockowym, a przede wszystkim mocnym brzmieniem oraz wyraźnie słyszalnym manchesterskim stylem, w pewnych momentach do złudzenia przypominając nagrania The Beatles czy Pink Floyd, z których twórczości muzycy czerpali wówczas pełnymi garściami . Wydany dwa lata później, w 1993 roku Modern Life Is Rubbish brzmi natomiast już zupełni inaczej. Album przyjęty dość chłodno zwiastował pojawienie się nowych tendencji muzycznych na brytyjskiej scenie, które w pełni wyklarowały się wraz z krążkiem Parklifea wraz z nim – międzynarodowy sukces zespołu. Trzeci studyjny album na w pełni rozpoczął trwającą wiele lat rywalizacje między Blur, a grupą Oasis o miano najlepszej britpopowej formacji.

                             

The Ballad of Darren

Dziewiąta studyjna płyta Blur to kolejna, lecz nieznana dotychczas odsłona zespołu. Choć z całą pewnością można stwierdzić, że najbliższa tej z The Magic Whip wydanego w 2015 roku zarówno pod względem znacznie bardziej optymistycznego charakteru albumu, jak i większego luzu oraz zdecydowanego zejścia z tonu słyszalnego w poszczególnych kompozycjach. W końcu spójrzmy prawdziwe w oczy – członkowie Blur mogą dalej wiele, ale z całą pewnością nie muszą nic już udowadniać. Dzielące osiem lat dwa krążki, które po części można nazwać płytami reaktywującymi zespół różni zasadnicza kwestia – muzyczna. Jednostajne The Ballad of Darren utrzymane w melancholijnych i spokojnych klimatach, nie zaskakuje różnorodnością brzmień jaką można znaleźć na jego poprzedniku, jednak z całym przekonaniem nie jest to jego wada. Czy to wydawnictwo genialnie lub wybitne? Prawdopodobnie nie, ale można odnieść wrażenie, że nie taki był jego zamysł. To album o próbie pogodzenia się członków zespołu z błędami i upływającym czasem, bez zbędnego patosu i egzaltacji, a po prostu o otaczającej Nas wszystkich rzeczywistości. To dowód, że da się celebrować przemijanie.

Można by nawet odnieść wrażenie, że historia zatoczyła koło. Gdy zaczynali swoją działalność artystyczną ich utwory słynęły z żartobliwych i satyrycznych tekstów dosadnie punktujących ścisłe elity klasowe, elementy z życia politycznego, czy tak wszechobecny w Wielkiej Brytanii kiczowaty patriotyzm. Teraz jak przyznaje w wywiadzie perkusista Dave Rowntree:

Zamieniliśmy się w ludzi, z których szydziliśmy w naszych piosenkach. Przecież każdy z nas ma teraz domek na wsi.

Ewolucja ta jest jedynie dowodem na umiejętność przystosowania się członków zespołu do zmian zachęcających w muzyce i w konsekwencji próby redefinicji formacji, która po ponad trzydziestu dwóch latach nie zamierza schodzić ze sceny i z pewnością – niejednokrotnie Nas zaskoczy.

Więcej informacji o twórczości zespołu Blur prezentujemy w paśmie – Artysta Tygodnia od poniedziałku do piątku o 13:00 i po północy oraz o 9:30 i 10:30. Włączcie się na 91,6 FM!

Aleksandra Złotowska