Archiwum

OFF Festival 2026

OFF Festival w 2026 roku świętuje wyjątkowy jubileusz – jego pierwsza edycja odbyła się równo 20 lat temu. Przez dwie dekady niezmiennie przyciąga fanów muzyki alternatywnej z Polski i nie tylko, stając się miejscem odkrywania nowych brzmień, spotkań z legendami i artystami wyznaczającymi kierunki współczesnej muzyki. Od 7 do 9 sierpnia w katowickiej Dolinie Trzech Stawów po raz kolejny wybrzmi najlepsza muzyka z Polski i całego świata. Kogo możemy się spodziewać?

 

Choć tegoroczni artyści reprezentują bardzo różne gatunki, łączy ich jedno – twórcza niezależność. OFF Festival od początku swojego istnienia stawia na wykonawców, którzy podążają własną drogą, nie boją się eksperymentów i konsekwentnie budują autorskie brzmienie. To właśnie dlatego w jednym programie mogą spotkać się rockowe legendy, jazzowi improwizatorzy, eksperymentatorzy, raperzy i producenci elektroniki, ambientu czy hyperpopu. Niezależność pozostaje najważniejszym znakiem rozpoznawczym festiwalu i jednym z powodów, dla których od tylu lat przyciąga publiczność poszukującą muzyki wykraczającej poza utarte schematy.

Headlinerzy

 

Yung Lean i Bladee, The Flaming Lips, Amyl and the Sniffers – tegoroczni headlinerzy pokazują, jak szeroko organizatorzy definiują muzykę alternatywną. Od hipnotyzującej produkcji i melancholijnych tekstów Yung Leana i Bladeego, poprzez psychodelię lat 80. amerykańskiego The Flaming Lips, aż do niezmierzonej energii i punkowego buntu australijskiej grupy Amyl and the Sniffers. Wybory te dobrze odzwierciedlają to, co spotkamy na tegorocznym OFF-ie

Romans z folkiem i lokalną tradycją

 

Zambijski zespół W.I.T.C.H., pochodząca z Mongolii Céline Dessberg, palestyńska grupa hip-hopowa DAM czy polski Tercet Imperial i Sw@da x Niczos to tylko kilka z najbardziej intrygujących punktów w programie. To postaci pokazujące to, że tradycja nie stoi w opozycji do nowoczesności – może być jej twórczym rozwinięciem, a OFF, już kolejny rok z rzędu, daje im przestrzeń na wybrzmienie i zachwycenie.

Online — OFF-line?

 

Tegoroczna edycja OFF Festivalu zapewnia nam porządną dawkę muzyki, która narodziła się w sieci. Jednymi z headlinerów są Yung Lean i Bladee, poza nimi wystąpią też chociażby Ninajirachi czy Babymarocco. Ich obecność na festiwalu podkreśla, że OFF pozostaje miejscem spotkania najciekawszych zjawisk – zarówno tych zakorzenionych w konwencjach, jak i ukształtowanych przez kulturę internetu.

Szeroko pojęta muzyka gitarowa

 

OFF Festival swoją naturalną trajektorią lotu od zawsze kierował się w stronę brzmień gitarowych, co roku przedstawiając pokaźną reprezentację muzyków rockowych, punkowych, czasem wściekłych, zawsze głośnych. Tegoroczna edycja nie jest wyjątkiem. Dwóch z trzech headlinerów jest na tę tezę dobrym poparciem.

Ale oprócz nich usłyszymy Johnny’ego Marra – legendę muzyki rockowej, zarówno od strony twórczej, szczególnie z udziałem gitary, jak i od strony producenckiej. Poza tym prosto US of A przyjadą LSD and the Search for God, Sunny Day Real Estate, Deafheaven, Wednesday czy Chat Pile – brzmienia doskonale znane osobom dobrze odnajdujących się w zabrudzonym gitarowym rzężeniu. Konsekwentnie do lat poprzednich nie zabraknie też buntowniczych brzmień z Irlandii, w postaci takich zespołów jak Madra Salach, Chalk, The Mary Wallopers czy M(h)aol.

Lubisz jazz?

 

To wspaniale się składa – na OFF-ie znajdziemy go w najróżniejszych postaciach. Arthur Verocai, legenda i wizjoner muzyki brazylijskiej, wystąpi wraz z AUKSO – Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy. O dobrą zabawę zadbają Nu Guena Live Band czy Dana and Alden, wplatający elementy funku do swoich, już i tak słonecznych, utworów.

Festiwal konsekwentnie daje przestrzeń szczególnie dla polskiego jazzu. W programie tegorocznej edycji znalazły się zespoły, które swobodnie przekraczają granice gatunku i pokazują, że jazz może czerpać z rocka, elektroniki czy punku. SZ.A.J.S., Głupi Komputer, Product May Contain czy Niechęć to tylko kilka z propozycji, które znajdziemy w line upie. To grupy, które nie tylko kontynuują bogatą tradycję polskiego jazzu, ale przede wszystkim wyznaczają jego nowe kierunki. A przy okazji stanowią mocne punkty w programie tegorocznej edycji.

Brzmienia z polskiego podwórka

 

OFF Festival tradycyjnie stawia na polskich wykonawców. Ponad 40% wszystkich występujących to osoby i zespoły pochodzące z Polski. W programie znaleźli się artyści reprezentujący jazz, elektronikę, muzykę eksperymentalną, hip hop… pokazujący piękno i różnorodność współczesnej polskiej sceny muzycznej.

Nie zabraknie również reprezentacji wrocławskiej! Na OFF-ie wystąpią chociażby sneaky jesus, Atol Atol Atol i Błoto!

OFF Festival pokazuje, że różnorodność nie jest dodatkiem do programu, lecz jego fundamentem. To właśnie ona sprawia, że każda edycja staje się wyjątkowym doświadczeniem – pełnym nowych brzmień, nieoczywistych spotkań i muzycznych odkryć. Program tegorocznej edycji łączy artystów z wielu krajów, kultur i muzycznych światów – od legend, przez uznanych twórców współczesnej sceny, aż po najciekawsze nowe zjawiska. Na festiwalu spotykają się rock, hip-hop, elektronika, jazz, shoegaze, folk, eksperyment i muzyka klubowa, tworząc przestrzeń, w której każdy może odkryć coś nieoczywistego.

To tylko kilka przykładów tego, czego możemy się spodziewać, bo nie sposób wymienić ich wszystkich. OFF Festival to, niezmiennie od 20 lat, miejsce dla muzyki alternatywnej w całej jej okazałości i różnorodności. Rozpoczęcie festiwalu już w następny piątek, 7 sierpnia. Do zobaczenia w Katowicach!

Zuzanna Kopij

Omasta – Kazimierz

Na światowej scenie okołojazzowej panuje od jakiegoś czasu trend na powrót do jazzu ulicznego. Jazzu od ludzi dla ludzi, czyli muzyki będącej ponownie głosem ulic i osiedli. Przed laty pokolenie wychowane na jazzie tworzyło fundamenty pod rozwój hip-hopu, a teraz generacja wychowana na hip-hopie buduje rusztowanie dla przyszłości współczesnego jazzu.

Omasta – krakowski kwintet zaistniał w świadomości fanów gatunku przez serie koncertów coverujących legendy wczesnego jazzującego rapu. Grali mistrzów Madliba i MFDooma oraz JDillę, przyprawiając znane z bitów dwóch panów melodie tembrem instrumentów. Szturmem zdobyli scenę, grając support przed legendarnym Slum Village oraz koncert z raperem Peją.

Fani zadawali jednak jedno pytanie – kiedy Omasta zaserwuje nam coś własnego?

W kwietniu tamtego roku, podczas koncertu w Paul’s Boutique w Krakowie, szczęśliwcy obecni na miejscu mogli poczuć przedsmak pierwszego singla Omasty, odwołującego się naturalnie do jednej z dzielnic dawnej stolicy – Kazimierza.  Teraz skład debiutuje studyjnie, zapowiadając tym samym debiutancki album – Jazz Report From The Hood.

Kazimierz w rzeczy samej jest raportem wprost z osiedli. Brudny flet, przekomarzający się z fortepianem, buduje tu przestrzeń pod chwytliwy, dęty motyw, powracający przez cały utwór. Całość tworzy fenomenalny, żywy, miejski pejzaż – perfekcyjny zdawałoby się na spacer po Kazimierzu; wrocławskie Nadodrze jednak nadaje się jako współtowarzysz kompozycji równie idealnie.

Omastę zobaczyć będzie można na żywo, chociażby podczas OFF Fesitvalu, zarówno w wydaniu coverowym (Omasta plays Madvillainy) oraz, jak możemy podejrzewać, w wydaniu oryginalnym. A jeśli mało wam osiedlowego jazzu, red. Jędrzej Śmiałowski  przeprowadził dla Radia Luz rozmowę z Omastą, w której Panowie tłumaczą pochodzenie nazwy zespołu i zdradzają nieco kulisów krakowskiego kwintetu.

Niech żyje Polski Jazz!

Filip Juszczak

 

Crack Rock – Passive Lover

Marek Pędziwiatr to niewątpliwy człowiek orkiestra. Związany z wrocławską sceną klawiszowiec udowadniał to wielokrotnie na przestrzeni lat mnogim katalogiem wydawnictw, do którego dołącza album Crack Rock w ramach duetu o tej samej nazwie, współtworzonego wraz z Anthonym Millsem. Panowie brzmieniowo odbywają lot do dalekiej Kalifornii. Crack Rock spełnia zapowiedzi duetu o inspiracji west-coastowym brzmieniem, w tym yacht rockiem. Brzmienia rodem z Santa Monica Bay padły jednak pod naporem eksperymentalnej natury obydwu muzyków.

W Passive Lover te korzenie są natomiast widocznie eksponowane. Tu dominuje swobodnie płynąca, do krwi funkowa linia basu – buduje ona fundamenty pod melodyjny wokal Anthonego, zwieńczony ekspresyjną solówką na syntezatorze Latarnika. Lirycznie Mills przez cały album nawiązuje do dwuznacznego motywu chłodno-ciepłej metafory surowej i brutalnej miłości, której upustem jest tegotygodniowy mocograj.

Na usta cisną mi się tylko słowa – chapeau bas. Zdumiewa zmysłowość i pieczołowity artyzm, z jakim Crack Rock eksplorują syntezatorowe brzmienie lat osiemdziesiątych. Sprawnie inkorporują również w twórczy proces muzykę dzisiejszą, co składa się na futurystyczny wydźwięk krążka. Na czele tego rejsu  –  wbijające w fotel Passive Lover.

Filip Juszczak

 

Błoto – Kozak

Mrok nocnej przechadzki zamknięty w czterech instrumentachNajnowszy singiel Błota przenosi do świata ulicznego zmroku, gdzie paranoiczna samotność potrafi przerosnąć niejednego śmiałka. Ta klimatyczna rzeczywistość wykreowana przez wrocławski kwartet bez wątpienia musiała zostać wyróżniona w cyklu Mocograji Akademickiego Radia Luz. 

Nieskończona płodność artystyczna w połączeniu z wykwintną jakością to jeden z najbardziej zdumiewających cech muzyków tworzących wrocławskie Błoto. Projekty takie jak Zima Stulecia, EABS czy Jaubi (nie wspominając już o solowych działaniach każdego z artystów zasilających kwartet) wieszają poprzeczkę na naprawdę wysokim poziomie, tym samym oddając nieskończoną kreatywność czołowych reprezentantów polskiej sceny jazzu. Utwór Kozak otwiera drzwi do psychodelicznego wymiaru, w którym prędkiego kroku dotrzymują bębny autorstwa Marcina Raka, wyjęty rodem ze szlagierów nowojorskiego rapu lat 90. Przeszywający rytm wspiera płynący w przestrzeni syntezator, który swoją dziwnością jest poniekąd przerażającym partnerem. Cień saksofonu co chwilę pojawia się i znika, nerwowo atakując słuchacza bez ostrzeżenia. Całość dopełnia powtarzalny i za razem ciężki bas zaciskający całą kompozycję na słuchawkach.

Ciągła ewolucja artystyczna, jaką wykazuje się wrocławski kwartet jest naprawdę zdumiewająca. Jeżeli zapowiedziana na początek października płyta o jakże enigmatycznym tytule Grzybnia utrzymana zostanie w takich klimatach, to będzie to przerażająca końcówka roku. Ja nie ukrywam, że bać się lubię i absolutnie nie mogę się doczekać wizyty w sonicznym domu strachów, jaki Błoto przygotowało na chłód tegorocznych jesiennych nocy. 

Jędrzej Śmiałowski

Błoto – Ścieki

Błoto powraca z siedmiocalowym winylem i pierwszymi od ponad dwóch lat singlami – Szlam i Ścieki. Kolejny raz swoimi wydawnictwami komentują zastaną sytuację społeczno-środowiskową, koncentrując się w Ściekach na stanie polskich rzek, szczególnie na Odrze, która otacza cały Wrocław, kolebkę zespołu. W najnowszych singlach słyszymy nawiązania do wcześniejszych płyt, a brzmienie i gatunki, którymi posługuje się zespół, jak zwykle są trudne do zaszufladkowania (i dobrze!). Ścieki to także metafora wszystkiego, co wylewa się z mediów, smartfonów, a potem wpływa do głowy.

Żaneta Wańczyk

Zima Stulecia – Lawina

Najnowszy projekt Marka Pędziwiatra (aka Latarnika) oraz Marcina Raka (aka Cancer G) ma na pozór niezbyt trafioną jak na obecne realia nazwę. Zima Stulecia w roku, w którym 1 stycznia powitał nas dwucyfrowym odczytem temperatury, z tym że plusowym, a nie minusowym? Wszystko rozjaśni się jednak, gdy zajrzy się w metrykę obu panów. Przyszli oni bowiem na świat w 1987 roku. Jego pierwsze miesiące szumnie ochrzczono właśnie tym terminem.

Lawina przenosi słuchacza w pół-filmową, pół-rzeczywistą polską końcówkę XX. wieku. Czerpiąc z inspiracji popkulturowych oraz mocno przyziemnych wspomnień tamtych czasów członkowie Błota oraz EABS zasypują słuchacza całą gamą mroźnych syntezatorów i pulsującym, house’owym bitem. Klimat zapiera dech, na szczęście mniej brutalnie niż tytułowa nawała śnieżna.

Mam nadzieję tylko, że moim wstępem nie załatwiłem nam wszystkim spóźnionego “remasteru” na 36-lecie tamtych mroźnych tygodni. Zdecydowanie jedyne Minus 30°C na jakie czekam w kolejnych dniach to album tego intrygującego duetu.

Michał Lach