Archiwum

Bad Bunny

Bad Bunny, jako jeden z najpopularniejszych raperów na świecie, rok temu wydał krążek DeBÍ TiRAR MáS FOToS, a już w ten wtorek wystąpi na Narodowym. To była premiera, obok której Akademickie Radio LUZ nie mogło przejść obojętnie. Z okazji wizyty Portorykańczyka w Polsce Bad Bunny ponownie zostaje Artystą Tygodnia w Radiu LUZ.

Artykuł pierwotnie ukazał się w lutym 2025 roku.

Reggaeton w prawdziwie portorykańskim wydaniu, dodatkowo przyprawiony salsą, pleną, bombą i jibará. Tak właśnie brzmi album Bad Bunny’ego: pełen energii i tanecznych rytmów, których dźwięki idealnie komponują się z hiszpańskim językiem. Jednak co tak naprawdę kryje się pod tą kolorową maską? DeBÍ TiRAR MáS FOToS to nie tylko kawałki, przy których można się dobrze bawić, choć rzeczywiście brzmienie jest istotną zaletą, to jednak ów krążek jest przede wszystkim lekcją historii. Po brzegi wypełnia się nostalgią, a nawet żalem i zrozumieniem własnych błędów. To hołd dla Portoryko – szczere, godne wieszcza wyznanie miłości dla ojczyzny. Bad Bunny pokazuje, że jest nie tylko artystą, ale także i kronikarzem swojego kraju, który chce, aby jego obywatele nie zapomnieli o swojej tożsamości. Krążek ten to równocześnie buntowniczy zew wymierzony w USA, a także patriotyczne natchnienie dla Portorykańczyków.

Bad Bunny łączy elementy tradycyjnej kultury portorykańskiej z nowoczesnym brzmieniem, tworząc most między przeszłością a przyszłością. Jego muzyka staje się wehikułem czasu, który zabiera słuchaczy zarówno w przeszłość pełną dumy i walki, jak i w przyszłość pełną nadziei, ale i niepewności. DeBÍ TiRAR MáS FOToS to zderzenie dwóch rzeczywistości – Portoryko, które wciąż boryka się z problemami ekonomicznymi oraz portorykańskiej diaspory rozproszonej po USA, ale wciąż tęskniącej za domem. 

Bad Bunny na albumie DeBÍ TiRAR MáS FOToS pokazuje, jak bardzo przejmuje się przyszłością swojego kraju. Przybiera postawę przypominającą niemalże męża ojczyzny. Śpiewa: Powinienem był robić więcej zdjęć, kiedy Cię miałem, powinienem był częściej Cię całować i przytulać, kiedy tylko mogłem. Przedstawia tym samym postawę pełną pokory i przejęcia, przyrównując Portoryko do kochanki. To symboliczne wyznanie, w którym Bad Bunny zachęca Portorykańczyków do docenienia swojej ojczyzny zanim będzie za późno. Zaledwie ten jeden, bardzo emocjonalny, cytat zarysowuje obraz płyty. DeBÍ TiRAR MáS FOToS, niczym epopeja, ma uczyć i głosić pomyślność ojczyzny Bad Bunny’ego. Tym samym płyta staje się przepełniona tęsknotą za czymś, co kiedyś wydawało się bliskie, ale zaczyna oddalać się w nieznane. W swoich tekstach artysta zadaje pytania: Czy Portoryko kiedykolwiek będzie w pełni niezależne? Czy jego mieszkańcy zawsze będą skazani na podporządkowanie wielkiemu bratu – Stanom Zjednoczonym?

Artysta już od lat używa swojej muzyki jako platformy do wyrażania opinii na tematy sytuacji społeczno-polityczne w Portoryko. Nie boi się krytykować władz, nierówności społecznych oraz kolonialnego dziedzictwa swojego kraju. Przez ostatnie lata Bad Bunny stał się nie tylko ikoną muzyki, ale i symbolem oporu wobec niesprawiedliwości. Brał udział w protestach przeciwko rządowi, wykorzystywał swoje platformy do nagłaśniania problemów społecznych i politycznych, a teraz w swoim albumie robi kolejny krok w stronę aktywizmu.

Jednak nie zapomina też o tym, co kocha najbardziej – o muzyce. Mimo głębokiego przesłania, ten album to wciąż uczta dla fanów reggaetonu. Bad Bunny zręcznie żongluje rytmami, eksperymentuje z dźwiękami i dostarcza kawałki rozgrzewające niejedną imprezę.

Po przesłuchaniu jego najnowszego albumu można mieć w głowie pewną wątpliwość: Czy w 2025 roku Bad Bunny stanie się największym portorykańskim… politykiem? Może to brzmieć jak żart, ale jego popularność, charyzma i zaangażowanie społeczne sprawiają, że taka przyszłość wcale nie jest tak nieprawdopodobna… W końcu wielu artystów wykorzystuje swój głos, aby coś zmienić, ale niewielu robi to tak odważnie i bezkompromisowo jak Bad Bunny. Jego wpływ na młode pokolenie jest ogromny – nie tylko w Portoryko, ale i na całym świecie. 

Zuzanna Pajorska, Łucja Krzywoń i Paulina Madej

Bad Bunny – DtMF

Muzyczna pocztówka z przeszłości, przesycona nostalgią za chwilami, które minęły szybciej, niż zdążyliśmy je uchwycić.

Bad Bunny, w DtMF z właściwą sobie szczerością, opowiada o ulotności codziennych momentów – tych, które wydawały się zbyt zwyczajne, by je zapamiętać, a teraz wracają jak ciche wyrzuty sumienia. Drobne gesty, znajome twarze, miejsca, które kiedyś były tłem życia – wszystko to stapia się w jedno zamglone wspomnienie, które chciałoby się zatrzymać, choć na chwilę. W warstwie muzycznej tradycyjne dźwięki Portoryko płynnie łączą się z nowoczesnym reggaetonem, tworząc melancholijną, ale znajomą atmosferę. To dźwięk dawnych ulic, rozmów przy wspólnym stole i nieuchwytnych chwil, które – zanim zdążyliśmy je docenić – stały się przeszłością.

W kontekście całego albumu Debí Tirar Más Fotos utwór ten staje się sercem opowieści – opowieści o tożsamości, korzeniach i miłości do miejsca, które choć się zmienia, wciąż pozostaje domem.

 

Łucja Krzywoń

Bad Bunny – Una Velita

Katastrofy naturalne są, przynajmniej do pewnego stopnia, nieuniknione. Nie jesteśmy w stanie kontrolować na przykład kilkudniowych, ulewnych deszczy. Podobnie jak niszczycielskiego huraganu, który zmiata wszystko na swojej drodze. One będą się pojawiać, szczególnie w dobie coraz gwałtowniejszych zmian klimatycznych. To, na co mamy wpływ, to jak najlepsze przygotowanie na ewentualny kataklizm oraz jak najszybsza i najskuteczniejsza pomoc ludziom dotkniętym żywiołem.

Pod koniec września 2017 roku w Portoryko, miejsce narodzin Bad Bunny’ego uderzył potężny huragan Maria. Według początkowych, oficjalnych doniesień rządowych zginęły wtedy 64 osoby. Wiele publikacji podaje jednak inną liczbę ofiar. Pięć tysięcy. Uderzenie Marii było bowiem dopiero początkiem tragedii Portorykańczyków. Fatalna infrastruktura elektryczna tego leżącego głęboko na Atlantyku terytorium Stanów Zjednoczonych po 20 września właściwie przestała istnieć. Znaczna część wyspy nie miała dostępu do podstawowego zasobu współczesnej cywilizacji przez prawie rok. W połączeniu z paraliżem służby zdrowia oraz łańcucha dostaw wiele osób zginęło przez brak pomocy wiele dni po tym, gdy wiatr już ucichł.

O tym właśnie opowiada w przejmującym singlu Benito Antonio Martínez Ocasio. O strachu chwilę przed katastrofą. O tym, by zapisać kilka piosenek na swoim telefonie na pociechę, bo na pewno za chwilę zniknie prąd i internet. I nie wiadomo, kiedy wróci. O solidarności z tymi najbardziej potrzebującymi. To wszystko to jedna strona tej historii. Płacz i ból jego rodaków, dalej wyraźnie słyszalny siedem lat później. Druga to bezlitosne wskazanie palcem na ówczesny rząd. Na ich nieudolność i chciwość, przez które Portoryko było zupełnie nieprzygotowane na to, co nadeszło. Oraz na obojętność w dniach, a nawet miesiącach po 20 września, gdy przez brak skutecznej pomocy pozwolili umrzeć tysiącom ludzi.

Muzycznie również jest to jedno z najbardziej wyjątkowych dzieł Benito. Przejmujący chór, ból i wściekłość w jego własnym głosie. Stale trzymający w napięciu rytm. Delikatna gitara opłakująca zmarłych i tych, którzy ucierpieli. Una Velita (czyli mała świeczka) to niezwykły przykład wyjątkowego artyzmu, czerpiącego głęboko ze zdobyczy i tragedii własnej kultury, puszczony w eter przez potężny głos współczesnej gwiazdy popkultury po to, by nie świat nie zapomniał o tych wydarzeniach.  Ten płomyk musi płonąć. On pamięta o tych, których już nie ma, ale też o tych, którzy dopuścili do ich śmierci.

Michał Lach

 

Tainy ft. Bad Bunny – MOJABI GHOST

Różnorodność to rzecz niezwykle istotna w przypadku praktycznie każdego albumu. Zmiany tempa, nastroju, a często i gatunku pozwalają utrzymać zaangażowanie słuchacza oraz pokazać się wykonawcy z często nieznanej wcześniej strony. Niestety w ostatnich latach wielu z tytanów reggeatonu często wpadało w pułapkę monotonności w swoich długogrających dziełach. Maluma, J Balvin, a nawet Bad Bunny przed zeszłorocznym Un Verano Sin Ti potrafili oferować słuchaczom ponad 60 minut utworów z identycznym, charakterystycznym bitem. Często więc poza kilkoma bardziej atrakcyjnymi singlami powrót do całego longplaya nie miał dla mnie większego sensu.

Od kogo jednak oczekiwać większego przetasowania stylistycznego, jeśli nie od jednego z najpopularniejszych latynoamerkyańskich producentów? Tainy na swoim najnowszym albumie DATA, razem z całą plejadą największych nazwisk południowoamerykańskiej sceny zadbał o znacznie bardziej urozmaicone przeżycia. Serwuje on oczywiście często klasykę gatunku, jak choćby na potężnie bujającym, tradycyjnie reggeatonowym Todavia razem z weteranami Wisinem i Yandelem. Konwencja ta co chwila zostaje jednak przełamywana. Przykłady to chociażby znakomite, trapowe, agresywne PASIEMPRE, czy electropopowe Sci-Fi z Rauwem Alejandro.

Największa popularność od czasu wydania albumu zyskał jednak nasz tegotyogodniowy mocograj w Radiu LUZ. Bad Bunny kolejny raz udowadnia, że czegokolwiek nie dotknie jest w stanie zamienić w trudny do wyobrażenia dla większości muzyków sukces komercyjny. Mojabi Ghost to niezwykle przyjemny, 80sowo zabarwiony rozmarzony towarzysz wieczornych przejażdżek rowerowych, czy ciepłych nocnych spacerów. Mocny, angażujący wokal Benito idealnie współgra ze zdecydowanym bitem jego portorykańskiego wspólnika. Dopełniają go atmosferyczne synthy idealnie nadające się do niekończącego wpatrywania się w przepływające nieśpiesznie po letnim niebie chmury.

Michał Lach