Pamiętam, jak w 2020 roku był bum na typową feel good music (z wiadomych przyczyn) i popularne stało się niezwykle funkujące, bezkompromisowe, karmelowe Sensitive. Ówczesna twórczość Dreamera Isiomy okazała się dokładnie tym, czego w tamtym momencie potrzebowałam. Ta muzyka po prostu płynęła. Płynęła błyskotliwym potokiem, porywając do delikatnego falowania z jej prądem (jedną z moich faworytek do tej pory jest niesamowicie urocza Valentina).
Nowe oblicze Dreamera Isiomy jest zdecydowanie inne. Buntownicze, zadziorne — szczególnie uwydatnione jest to w jednym z naszych Mocograjów. Kicking Cops to otwarty manifest mniejszości wobec dominujących struktur. Isioma (queerowa, niebinarna osoba artystyczna nigeryjskiego pochodzenia) nigdy nie pozostawało obojętne na kwestie dotyczące praw człowieka. I to pozostaje niezmienne.
Frustracja okraszona została gęściutkim basem, lo-fi-ową perkusją, pogłosową skromną gitarą i syntezatorowymi błyskotkami. Dzięki temu wartka nawijka Dreamera Isiomy ma przestrzeń do wyraźnego wybrzmienia, potęgując swój buntowniczy charakter.
They ask me why are you fighting
Cause the rich are getting richer while my people are dying
Well motherfucka get ready to pay
Cuz I’m black
And I’m gay
Poznajcie Geese – piątkę przyjaciół z Brooklynu, którzy postawili na autentyczność i bezkompromisowość, a dzięki temu ich garażowe początki przeistoczyły się w status jednego z najważniejszych głosów współczesnego nurtu alternatywnego. Młodzi, zbuntowani i nieprzewidywalni już w ten piątek zaprezentują nowy album, a my wyróżniamy ich tytułem Artystów Tygodnia w Akademickim Radiu LUZ.
Niepokorny debiut
Jesień 2021 roku. Fani gitarowej alternatywy stali się świadkami jednego z najbardziej zaskakujących debiutów – mowa o albumie Projectorod nowojorskiego kwintetu Geese. Już od pierwszych taktów płyta głosiła nadejście nowej, jakże niepokornej i obłędnej siły w muzyce alternatywnej. Geese stworzyli unikalne, idealnie wyważone połączenie krnąbrnej energii post-punku z rockowym impetem. Młodzi artyści, wówczas jeszcze nastolatkowie, od razu udowodnili, że nie boją się skomplikowanych struktur i nagłych zwrotów akcji. Otwierający album utwór Rain Dance, gęsty od emocji, to niemała zapowiedź artystycznej wizji, która już od pierwszych dźwięków demontuje konwencjonalne oczekiwania. Z kolei tytułowy Projector to podobna do snu podróż przez labirynt, w którym towarzyszy nam Winterowski, lekko chropowaty wokal. Na płycie nie brakuje także delikatniejszych, melodyjnych brzmień. Podczas gdy większa część albumu Projector zdecydowanie nie stroni od agresywnej energii, czy skomplikowanych struktur, utwór First World Warrior jest zgoła balladą, w której brak nagłych zwrotów akcji i dysonansów – czysta oaza.
Psychodeliczni kowboje
3D Countryto niezwykle odważny album, który jednocześnie zaskakuje i prowokuje. Geese podjęli ryzyko i za pomocą kosmicznego, psychodelicznego bluesa wyznaczyli nowe kierunki w indie rocku. Zamiast bezpiecznego kopiowania sprawdzonych wzorców, Geese zaproponowali podróż, która nie prowadzi do miejsc, których się spodziewamy. To album o rozpadzie tożsamości i poszukiwaniu nowej perspektywy – zarówno w tekście, jak i w dźwięku. W ten sposób Geese wpisują się w tradycję zespołów, które nie tylko odtwarzają rockową historię, ale próbują ją na nowo ukierunkować. 3D Countryto dość osobliwa opowieść o napiętym kowboju, który wędruje przez pustynię pod wpływem substancji psychodelicznych. Obserwuje proces rozpadu świata, który go otacza, a w tym własnych wyobrażeń na jego temat. To historia o tożsamości, alienacji, introspekcji, percepcji zmienionej przez używanie narkotyków, a także pytanie o miejsce jednostki w chaosie świata. Kowboj to figura wolności, ale też osamotnienia — w 3D Country jawi się jako bohater zagubiony między kulturą a własną percepcją.
Heavy Metal?
W opozycji do brzmienia poprzednich albumów Geese widnieje projekt solowy wokalisty grupy, Camerona Wintera. Chociaż tytuł Heavy Metal sugeruje ciężkie, energiczne, gitarowe brzmienia, większość utworów utrzymana jest w konwencji delikatnej, romantycznej, ale i szorstkiej. Akompaniament bywa okrojony, z gitarą lub pianinem na czele. Choć może wydawać się prosty, uważny odsłuch ukazuje niestandardowe rytmy i rzadko spotykane w muzyce rozrywkowej sekwencje akordów. Na pierwszy plan wybija się jednak wokal Camerona. Każda z jego niedoskonałości eksponuje szeroką gamę emocji przekazywanych w tekstach. Dzięki pozornie wybrakowanej technice, nikt inny nie potrafiłby wykonać jego utworów na podobnym poziomie artyzmu. Warta uwagi jest też warstwa liryczna – zaskakujące połączenie wyznań miłosnych z przedziwnymi, abstrakcyjnymi metaforami i nawiązaniami do popkultury.
Nadciągający sztorm
Nadchodzący album zespołu Geese zatytułowany Getting Killed zapowiada się jako dzieło pełne kontrastów – „chaotyczna komedia o epickich proporcjach”. Nie powinno w niej zabraknąć refleksji, melancholii, złości oraz czułości. Dodatkowo, przy nagrywaniu albumu wybór padł na nietypowego dla muzyki około rockowej producenta. Kenny Beats z pewnością zafundował zarówno zespołowi, jak i sobie porządną dawkę kreatywnego eksperymentu, co słychać w singlach promocyjnych. Już w ten piątek poznamy najświeższe oblicze zespołu Geese. Choć mamy swoje przypuszczenia wobec nowego kierunku naszych Artystów Tygodnia, znając historię możemy zakładać, że pod pewnymi względami zostaniemy zaskoczeni. Nieustanne wywoływanie zachwytów, zaprzeczanie przewidywaniom i burzenie konwencji — to właśnie specjalność tych zwariowanych gęsi.
Osoby, które znają zespół Unknown Mortal Orchestra, mogą kojarzyć go z psychodelicznym lo-fi. Dla mnie brzmienie UMO do niedawna definiował przedostatni projekt z 2025 roku – V. Tam otrzymaliśmy zbiór spokojnych indie rock’owych piosenek, w których wybrzmiewały zarówno elementy lo-fi jak i psychodelii. Najnowsza EP’ka zespołu zatytułowana CURSE już pierwszym singlem zburzyła jednak moją dotychczasową wizję.
BOYS WITH THE CHARACTERISTICS OF WOLVES to singiel zapowiadający konceptualny projekt, który traktuje o wyobrażonym świecie horroru. Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę, był nostalgiczny, mroczny klimat, zupełnie odmienny od tego, jaki do tej pory kojarzyłem z zespołem. Teksty anglojęzycznych piosenek rzadko poruszają mnie tak jak polska muzyka, ale w tym przypadku było to wyjątkowe przeżycie za pierwszym i każdym kolejnym razem. Melancholię przerywa przesterowana gitara zapowiadająca refren, zaś powracający motyw łączy w sobie wspomniane wcześniej (światowej klasy) lo-fi, z garażowym brzmieniem gitar, zachowując jednocześnie spokojny wokal, niewzruszony zmianą partii instrumentalnej.
Cały projekt zawiera mnóstwo nawiązań do postaci wilkołaków i wampirów oraz historii horroru – w tekstach, tytułach, okładce, wykorzystanych w utworach samplach i klipie zapowiadającym projekt. Sam singiel ukazał się jako część podwójnego wydania razem ze wstępem zatytułowanym AURA. Jeśli macie wolne 12 minut, to warto poświęcić je na krótką przygodę z CURSE .Może i do was też przemówi, tak jak do mnie.
Astigmatic Records rozpoczyna 2025 rok niespodzianką — debiutanckim singlem duetu Crack Rock. Duetu, który tworzą Anthony Mills (Wildcookie) i Marek Pędziwiatr – Latarnik, znany nam z takich projektów jak EABS, Zima Stulecia czy Błoto. Dopiero wkraczają razem na scenę, ale już wiadomo, że zrobią na niej niezłe zamieszanie.
Crack w swoim brzmieniu jest statyczne, eklektyczne i błyszczące, a nawet delikatnie jazzujące. Syntezatory kontrastują ze sobą, zdecydowana perkusja zadziera z roztargniętymi błyskotkami z wysokich rejestrów. Nad tą mieszanką czuwa flażoletowy głos Millsa, który opowiada o uczuciu nagłej i intensywnej ekstazy, która ucieka szybko, pozostawiając niedosyt.
Tak jak Latarnik bawi się formą, Mills bawi się słowami. I mimo metafor i porównań ukazujących trudne kwestie, czujemy bijącą od tej piosenki zabawę i lekkość. Na szczęście na tym nie skończy się ta niespodziewana współpraca – Crack Rock pracują nad calutkim albumem, który ukaże się już za kilka tygodni. Nie wiem jak Wy, ale ja już jestem niesamowicie podekscytowana. I ciekawi mnie, co oprócz Cracku nam zaproponują.
Nim Nadejdzie Jesień wraca po rocznej przerwie wydawniczej i ponownie dopina swego zamykając lato swoim mini EP. Sztuka mówienia przepraszam to jeden z dwóch utworów na nowym projekcie Labirynt Młodości. Zespół po raz kolejny przypomina, że wrocławska scena niezależna ma jeszcze czym się pochwalić.
Sztuka mówienia przepraszam to zbiór retrospekcji, wyciągniętych wniosków i wynikających z nich przeprosin. Oprawiona krzykiem, agresywną melorecytacją, przestrzennymi riffami i energiczną sinusoidą, która zatacza kolejne łuki aż do punktu kulminacyjnego. Nowy utwór, to dla mnie to kolejny powód by umieszczać Nim Nadejdzie Jesień na czele zestawienia moich ulubionych polskich zespołów. (gdzieś obokSklepów Cynamonowych i Mojejpołowy) Dla Was z kolei może być to powód do zainteresowania się resztą ich dorobku artystycznego. To muzyka, która porusza i przypomina o uczuciach, które czasem łatwiej odłożyć na bok. Każdy nocny spacer ze słuchawkami to mała konfrontacja. Czasami trzeba, żeby ktoś wykrzyczał nam prosto do ucha najprostsze słowa. Takie jak mantra przewijająca się w piosence:
„Chcę trwać, chcę mocniej kochać, więcej pomagać, serdecznie dziękować”
Jeśli szukacie muzyki, która wywoła w Was coś nowego, cenicie sobie introspektywne teksty w rodzimym języku, od dziecka jaracie się emo, screamo, hardcore’m lub shoegaze’m, lub po prostu lubicie wspierać projekty związane z Waszym podwórkiem. Zróbcie sobie małą przysługę i koniecznie posłuchajcie Sztuki mówienia przepraszam. Bo jesień właśnie nadeszła.
Vanishing Twin powraca z singlem Afternoon X promującym ich przyszły album o tym samym tytule.
Z singlami-zwiastunami jest tak, że zawsze piastują funkcje grającej przypominajki mającej wyryć nam w głowach datę premiery albumu, ale czasami zdarza się, że oprócz tego pełnią także funkcje rzetelnego przewodnika, który z zapałem opowiada o tym, co istotne. Pokrótce zaznajamia nas z myślą autora i daje pewne wyobrażenie o tym, jak część ma się do całości. Naprawdę mam nadzieję, że tym razem w przypadku singla Afternoon X trafiliśmy na rzetelnego przewodnika, który oprowadza nas po zupełnie nowej myśli autorów i że samo Vanishing Twin zrobi obiecany singlem krok w nieznane.
Autorzy utworu zdają się być przekonani o tym, że idą w nowe i nieznane. Z ich relacji wynika, że będzie to najbardziej przełomowy i przyszłościowy album wydany przez zespół. Na razie im wierzę i nie mogę doczekać się 16 października tego roku – wtedy przesłucham ich cały Afternoon X i dowiem się, czy było warto czekać.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.