Rozegrane na LUZie
Ding Dong! Rozegrane na LUZie się kłania. W najnowszym wydaniu zajrzymy do aktualności ze świata łyżwiarstwa figurowego oraz biegów na 10km. Ponadto, podsumujemy Puchar Narodów Afryki, a na deser czeka was rozmowa z polskim kierowcą wyścigowym!
Spotkanie sportu ze sztuką na tafli lodu
Wielkimi krokami zbliżają się Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Oczy środowiska łyżwiarstwa figurowego zwróciły się na Sheffield, gdzie między 14 a 18 stycznia odbyły się Mistrzostwa Europy. Występy najlepszych zawodników ze starego kontynentu, w tym reprezentantów Polski, stanowią przedsmak tego, co zobaczymy w Mediolanie już za trzy tygodnie — spektakl, w którym artyzm idzie ramię w ramię z atletyzmem.
Ostatnie szlify
Do rozpoczęcia zmagań w ramach Zimowych Igrzysk Olimpijskich zostało już bardzo niewiele czasu. Dla łyżwiarzy figurowych idealnym sprawdzianem formy przed najważniejszą imprezą tego sezonu są Mistrzostwa Europy, które odbyły się w Sheffield w Wielkiej Brytanii. Zawodnicy rywalizowali we wszystkich czterech kategoriach: solistów i solistek, par sportowych oraz par tanecznych, a w każdej z nich wystąpili reprezentanci Polski. Wśród solistów zaprezentowali się pewni kwalifikacji na olimpiadę, Jekaterina Kurakowa i Władimir Samojłow, a także Laura Szczęsna i Jakub Lofek, para sportowa w składzie Julia Szczecinina i Michał Woźniak — również olimpijczycy — oraz duet taneczny Sofia Dowhal-Wiktor Kulesza.
Chociaż w walce o medale na Igrzyskach dużo do powiedzenia będą mieć Amerykanie i Japończycy, na starym kontynencie nie brakuje zawodników gotowych do walki o czołowe miejsca. Mistrzostwa nie tylko pozwoliły nakreślić, kto zdaje się być najlepiej przygotowany do zawodów w Mediolanie, ale też przypomnieć widzom, jak nieoczywistym sportem jest łyżwiarstwo figurowe. Szczególnie, gdy po przyznaniu ocen za występ w programie krótkim Łotysza, Denissa Vasiļjevsa, jego trener — dwukrotny mistrz świata, Stéphane Lambiel — głośno powiedział: „Zabijacie łyżwiarstwo figurowe”.
Punkty za styl
W wywiadzie dla „60 minutes” Alysa Liu, amerykańska solistka i jedna z faworytek do olimpijskiego złota, zapytana, czy postrzega się jako sportowca czy artystkę mówi:
Artystkę, tak naprawdę. Ale kocham też być sportowcem, myślę, że jest to bardzo fajne. Zawody postrzegam raczej jako scenę do występów.
Na pytanie o presję związaną z Igrzyskami Olimpijskimi dodaje:
Tak naprawdę, jestem bardzo podekscytowana. Szczerze mówiąc, moim celem jest pobudzenie publiczności, zapewnienie doświadczenia, czy to negatywnego, czy pozytywnego. Tak długo, jak widzowie odczuwają jakieś silne emocje i napięcie, będę zadowolona.
Liu jest specyficznym przykładem — w wieku zaledwie 16 lat zakończyła karierę, pomimo bardzo dobrych wyników zarówno na Igrzyskach w Pekinie, jak i na Mistrzostwach Świata w 2022 roku. Do łyżwiarstwa figurowego powróciła po dwóch latach, nie oczekując powrotu do dawnej formy. Natomiast chciała być znacznie bardziej aktywna w każdym aspekcie przygotowań do zawodów, w tym w procesie tworzenia choreografii — o czym również mówiła dla „60 minutes”. Możliwe, że wielu innych zawodników w pierwszej kolejności nazwałoby się sportowcami. Niemniej trudno nie zadać sobie pytania, jak porównywać w ramach rywalizacji sportowej występy, których celem jest wywołanie emocji?
Punktacja zawsze stanowiła niejako kompromis — oddzielnie ocenia się technikę zawodnika w danym występie i walory artystyczne programu, a następnie sumuje obie wartości. Aby zapobiec subiektywizmowi sędziów przy ocenianiu części technicznej, w 2004 roku wprowadzono system nazywany Code of Points. Według niego wszystkie występy muszą zawierać ściśle określoną liczbę i rodzaj elementów — przykładowo przynajmniej jednego axla — a każdy z nich ma określoną wartość bazową ze względu na poziom trudności. W zależności od jakości wykonania, sędziowie dodają lub odejmują punkty za dany element. Tak powstaje ocena programu za aspekt techniczny, po angielsku Technical Element Score, oznaczane jako TES. Punkty za wrażenia artystyczne zamieniły noty za komponenty (Program Components Score,czyli PCS), na które składają się: kompozycja, prezentacja oraz umiejętności łyżwiarskie. Każdy z tych aspektów oceniany jest w skali od 0,25 do 10 i mnożony przez odpowiednią stałą. Po zsumowaniu TES i PCS otrzymujemy ocenę, od której ewentualnie odejmowane są punkty za chociażby upadki i tym samym powstaje nota łączna za segment (Total Segment Scores, TSS).
Teoretycznie system zapewnia, że i „artyści” i „sportowcy” łyżwiarstwa figurowego mają równe szanse. Jednak rzeczywistość nie jest taka prosta.
Kto „zabija” łyżwiarstwo figurowe?
Łotysz Deniss Vasiļjevs został niezwykle entuzjastycznie powitany przez publiczność w Sheffield i trudno się dziwić — jeśli ktoś jest artystą wśród europejskich solistów, to z pewnością on. Ma w sobie niesamowitą lekkość, gdy porusza się po lodzie, a każdy jego ruch jest przemyślany i świetnie zagrany. Odzwierciedlają to punkty za komponenty. Vasiļjevsotrzymał za nie jedną z najwyższych not podczas całego konkursu programów krótkich, aż 41,15. Jakież więc było zaskoczenie zarówno zawodnika i trenera, jak i komentatorów, gdy za część techniczną otrzymał zaledwie 36,65 punktów — nie zaliczono mu jednego z piruetów, a trudność sekwencji kroków uznano za poziom pierwszy, chociaż wyżej oceniono znacznie prostsze układy u innych solistów. Ostatecznie po programie krótkim zajmował dopiero 8. pozycję. Pozostał na tym miejscu po programie dowolnym.
Kompromis aktualnego systemu punktowego, w którym każdy element techniczny ma określoną wartość ze względu na poziom trudności, niezamierzenie premiuje zawodników, mogących wykonać bardzo trudne skoki. Objawiło się to chociażby w wynikach konkursu solistów — srebrny medalista, Matteo Rizzo z Włoch za swój program dowolny otrzymał aż 85,62 punktów za komponenty, najwięcej ze wszystkich zawodników. Zwycięzca, Gruzin, Nika Egadze — również bardzo wysokie 80,86. Jednak Egadze w swoim programie zawarł aż 4 skoki poczwórne, w tym dwa w kombinacji, a Rizzo zaledwie jeden pojedynczy. Tym samym Gruzin za aspekt techniczny otrzymał ocenę w wysokości 100,86, a Rizzo — 82,75.
Bynajmniej nie oznacza to, że Egadze nie zasłużył na swoje pierwsze w karierze mistrzostwo Europy. Każdy z tych bardzo trudnych skoków wylądował czysto, co wymaga ogromnych umiejętności. Jednak pokazuje to, że przy aktualnym sędziowaniu, gdy dwaj światowej klasy zawodnicy pojadą czysto, prawdopodobnie wygra ten, który jest lepszy w skokach poczwórnych. W odpowiedzi na coraz częstsze tzw. quady w programach zawodników, zwiększono mnożnik za komponenty. U solistów za program dowolny wynosi on teraz 3,33, a na przykład u par sportowych i solistek, gdzie skoki poczwórne są bardzo rzadkie — 2,67. Jednak możliwe, że nawet to nie wystarczy, aby realistycznie wyrównać szanse.
Kiedy podczas Finału Grand Prix w łyżwiarstwie figurowych Amerykanin Ilia Milinin pobił rekord świata (zresztą swój własny) w liczbie zdobytych punktów za program dowolny, wykonał każdy z siedmiu wymaganych skoków w wersji poczwórnej, w tym poczwórnego axla. Jest aktualnie jedynym zawodnikiem na świecie, który umie czysto wylądować ten skok — przy okazji pierwszym, który w ogóle to osiągnął. Yuma Kagiyama, zdobywca drugiego miejsca, osiągnął swój najlepszy wynik w programie dowolnym w sezonie, a także zajął pierwsze miejsce po programie krótkim, mimo to dalej skończył aż 30 punktów za Malininem w klasyfikacji końcowej. Na myśl przychodzą mi konkursy w skoku o tyczce na różnorodnych mistrzostwach, gdzie Armand Duplantis śrubuje swój własny rekord, a inni zawodnicy mogą się jedynie przyglądać. Jak konkurować z kimś takim?
Philip Hersh, amerykański komentator łyżwiarstwa figurowego, po zakończeniu Finału Grand Prix napisał:
Każdy powinien cieszyć się oglądaniem talentu pokoleniowego, takiego, który w pełni wykorzystuje sposób, w jaki sport jest dziś oceniany i punktowany, takiego, który przekroczył domniemane bariery fizyczne. Malinin jest sui generis, jedyny w swoim rodzaju.
Faktycznie, Malinin w pełni wykorzystuje to, jak punktowany jest ten sport, tak samo wspomniany wcześniej Egadze czy pamiętny quad squad rosyjskich solistek z 2022 roku. Jeśli łyżwiarstwo figurowe jest sportem, naturalnym zdaje się być premiowanie umiejętności fizycznych — szczególnie na takim poziomie. Czy jest to słuszna droga, czy też „zabijanie” łyżwiarstwa figurowego? Na razie jest to rzeczywistość tej dyscypliny, a ostatecznie każdy widz pewnie będzie miał na ten temat inne zdanie — w końcu tam, gdzie sztuka, tam zawsze musi być subiektywizm.
Słodko-gorzkie polskie zawody
We wspomnianym już konkursie solistów, podium, obok Egadze i Rizzo, uzupełnił Czech Georgii Reshtenko. Niestety, reprezentanci Polski skończyli daleko za nimi. W programie krótkim Jakub Lofek zajął 25. miejsce z wynikiem w wysokości 59,76, gdy kwalifikację do programu dowolnego zapewniało ukończenie na 24. pozycji. Władimir Samojłow również miał sporo problemów, między innymi upadł przy próbie poczwórnego salchowa, jednak dał radę awansować po zdobyciu 64,55 punktów i zajęciu 23. pozycji. Podczas programu dowolnego również dwa razy zaliczył upadek — przy wykonywaniu bardzo trudnego poczwórnego lutza i potrójnego axla — jednak udane kombinacje poczwórnego salchowa z potrójnym toe-loopem i potrójnego flipa z podwójnym salchowem pozwoliły mu na awans o kilka miejsc. Samojłow ostatecznie skończy konkurs jako 19. zawodnik.
Wśród solistek świetnie zaprezentowała się Niina Petrokina z Estonii, po raz drugi z rzędu sięgając po mistrzostwo Europy. Z wyraźną przewagą zwyciężyła w programie krótkim i dowolnym, zdobywając w sumie 216,14 punktów, aż o 25 więcej niż srebrna medalistka, Belgijka Loena Hendrickx. Wysłała tym samym mocny sygnał, że jest gotowa na walkę o wysokie pozycje na Igrzyskach. Podium zamknęła Włoszka Lara Naki Gutmann.
Polkom towarzyszyły zgoła różne emocje wokół ich wyników. Laura Szczęsna zajęła ostatnie miejsce podczas programu krótkiego z notą w wysokości 40,51. Z kolei Jekaterina Kurakowa uzyskała swój najlepszy wynik w sezonie — 58,08 — i ukończyła na wysokim 8. miejscu. Szczególnie wykazała się podczas piruetów i sekwencji kroków: każdy element został uznany za najwyższą kategorię czwartą. Gdy je wykonuje, wyraźnie widać jak dobra w komponentach jest Polka, co doceniają też sędziowie. W programie dowolnym Kurakowa zdołała wylądować wszystkie skoki, w tym trudną sekwencję potrójnego lutza z podwójnym axlem i ponownie zaprezentowała się bardzo dobrze w piruetach i sekwencji kroków. Otrzymała notę łączną o wysokości 117,07, co również było najlepszym rezultatem w tym sezonie. Ostatecznie Kurakowa zakończyła konkurs na 9. miejscu.
W rywalizacji par sportowych po raz pierwszy w karierze triumfowali reprezentanci Gruzji, Anastasija Mietiołkina i Łuka Bieruława z rezultatem w wysokości 215,76, przed niemieckim duetem Minervą Fabienne Hase i Nikitą Wołodinem oraz Węgrami — Mariją Pawłową i Aleksiejem Swiatczenko. Polska para Julia Szczecinina-Michał Woźniak zajęła ostatecznie solidne 8. miejsce z wynikiem w wysokości 168,84, na które awansowała z 10., które zajmowali po programie krótkim. Zwłaszcza warto docenić jakość podnoszenia, które zaprezentowali.
Mistrzostwa Europy zamykały pary taneczne — niestety, polska para, Sofia Dowhal i Wiktor Kulesza, z wynikiem 53,34 zajęli dopiero 25. miejsce w tańcu rytmicznym i nie awansowali do tańca dowolnego. Po tytuł sięgnał francuski duet, Laurence Fournier Beaudry i Guillaume Cizeron, z łączną notą w wysokości 222,43, po zwycięstwach zarówno w tańcu rytmicznym, jak i dowolnym. Za nimi uplasowali się Włosi, Charlène Guignard i Marco Fabbri oraz reprezentanci Wielkiej Brytanii, Lilah Fear i Lewis Gibson. Między drugim a trzecim miejscem było zaledwie 0,83 punktu różnicy.
Kiedy francuski duet taneczny zakończył swój występ, który był zarazem ostatnim programem mistrzostw, komentator i były brytyjski łyżwiarz figurowy, Chris Howarth, powiedział:
Dokładnie w tym miejscu sztuka spotyka się ze sportem, a połączenie tych dwóch elementów jest, szczerze mówiąc, oszałamiające. Nie sposób w to uwierzyć.
Nie umiem znaleźć innego podsumowania tych kliku dni rywalizacji, w szczególności występów medalistów. Spotkanie sztuki ze sportem na tafli lodu — pomimo wszelkich wątpliwości o to, co powinno być ważniejsze — jest zwyczajnie oszałamiające.
tekst: Zuzanna Kochanowska
Rekordowe biegi w Walencji
Rekordowy meeting „10k Valencia Ibercaja by Kiprun”, śmiało można uznać za ten rodzaj imprezy sportowej, która z roku na rok przynosi coraz to większe sukcesy. Zawodnikom tam startującym, z pewnością nie zabrakło determinacji, skupienia na celu, a także odpowiedniego przygotowania. Można powiedzieć, że najwyższa forma pojawiła się dokładnie wtedy, kiedy miała być, a świadczą o tym chociażby niesamowite wyniki rywalizujących tam sportowców.
Silna pozycja Polek
W biegu na dystansie 10 kilometrów, który został rozegrany 11 stycznia, wzięły udział trzy polskie zawodniczki. Jedną z nich była Elżbieta Glinka, o której w ostatnim czasie zrobiło się dosyć głośno, gdyż w zeszłym roku ustanowiła nowy rekord Polski na dystansie 10 km czasem 32:00. Jednak podczas zawodów Glince nie brakło rywalizacji ze strony polskich biegaczek, gdyż kolejne dwie zawodniczki, także legitymowały się doskonałymi osiągnięciami. Mowa tu między innymi o Aleksandrze Lisowskiej – rekordzistce Polski w maratonie oraz o Alicji Konieczek, do której należy rekord Polski na 3000 metrów z przeszkodami.
Jeden bieg… a rekord Polski poprawiony dwukrotnie
Jednakże, jak to się mawia w lekkiej atletyce, bieg zweryfikuje wszystkich. Ostatecznie po mocnym starcie najlepiej zaprezentowała się Glinka, która ponownie poprawiła swój czas, ustanawiając tym samym nowy rekord kraju, który teraz wynosi 31:47, bijąc przy tym stary wynik, o aż 13 sekund. Warto jednak wspomnieć o tym, iż Aleksandra Lisowska, także poprawiła swoją dotychczasową życiówkę czasem 31:50, który również był szybszy niż ostatni rekord Polski Glinki.
Co na to męska grupa?
W Walencji doskonale zaprezentował się także Marcin Biskup, który uzyskał nowy rekord życiowy 28:47. Warto na tego zawodnika zwrócić uwagę, ponieważ od sezonu przełajowego, wykazuje się świetnym przygotowaniem wytrzymałościowym. Co do starych wyjadaczy, znakomicie w biegu odnalazł się Adam Czerwiński, który ukończył 10 km z wynikiem 29:38. Należy dodać, że jest to zawodnik z niesamowitym doświadczeniem zarówno jako pacemaker oraz trener.
Inne kraje też mają liderów
Nie tylko Polska zaprezentowała się z dobrej strony. Na dystansie 10 km nowe rekordy kraju ustanowiła chociażby Hiszpania, gdzie Said Meechal pobiegł 27:25, natomiast jego rodaczka zatrzymała zegar na czasie 30:59. Z innych nowości, ustanowiony został także rekord Norwegii Magnusa Myhre (27:23) czy rekord Czech (31:06), który pobiegła Tereza Hrochová.
Dwie pieczenie na jednym ogniu
Pomimo tak wielu świetnych wyników, warto zwrócić szczególną uwagę na Szkotkę Eilich McColgan oraz na Szweda Andreas’ a Almgren’ a, ponieważ to właśnie oni ustanowili nowe rekordy Europy. Oba biegi, zarówno żeński jak i męski, były prowadzone na rekordowy czas. W biegu mężczyzn, dużą rolę odegrał pacemaker, który nadawał odpowiednie tempo na rezultat w granicach 26:40. Ostatecznie Szwed na ostatnim kilometrze oderwał się od reszty stawki i ukończył swój start finiszując na wynik 26:46, czyli nieco powyżej założonego tempa. Natomiast w biegu Pań, pomimo iż wygrała Kenijka Brenda Jepchirchir czasem 29:26, to rekord Europy (30:09), przypadł McColgan, która dobiegła na pozycji ósmej.
tekst: Jan Mokrzycki
AFCON – podsumowanie. Kontrowersje, statystyki, wnioski.
Za nami emocjonujący finał Pucharu Narodów Afryki, który zdecydowanie zapisze się na długo w pamięci kibiców. Turniej, który zyskuje na popularności, przyciągnął na trybuny łącznie ok. 1,3 miliona kibiców, ze średnią frekwencją niemal 25 tyś. na mecz. Wg ESPN najwyższym zainteresowaniem cieszył się mecz Nigeria – Maroko, który na stadionie obejrzało ponad 65 tysięcy osób. Trudno dziwić się rekordowym wynikom i wysokiej oglądalności w telewizji – wielu afrykańskich zawodników na co dzień rozgrywa mecze w najlepszych klubach świata, a ich kibice z zapartym tchem przyglądają się poczynaniom swoich piłkarzy. Przyjrzyjmy się najważniejszym wydarzeniom towarzyszącym tegorocznej edycji Pucharu Narodów Afryki.
AFCON w liczbach
Gdyby ktoś zobaczył jedynie statystyki liczbowe poszczególnych zawodników po tym turnieju, mógłby pomyśleć, że trofeum zgarnęła Nigeria. Ich reprezentacja osiągnęła najlepszy rezultat bramek zdobytych, najwyższy współczynnik xG i kreowali najwięcej szans. Na ich niekorzyść, są też drużyną, która zmarnowała najwięcej sytuacji. Pokazali się jednak z dobrej strony – dużo akcji, strzałów, udanych zagrań, ale też woli walki, którą obrazuje statystyka popełnionych fauli (19,4 na mecz).
Ademola Lookman oraz Victor Osihmen królują też w statystykach indywidualnych. Ten drugi oddał najwięcej strzałów na bramkę rywali, został vice-królem strzelców oraz był drugi w klasyfikacji kanadyjskiej. Lookman miał najwyższy współczynnik xG oraz pierwszą pozycję w statystyce G+A. Jednak, oczywiście, królem strzelców został Brahim Diaz, reprezentant Maroka, który koncertowo zmarnował szansę na szóstą bramkę w finale turnieju. Najwięcej szans stworzył sobie Sadio Mane – kapitan zwycięzców (19). Senegalczycy wyprzedzili Nigerię także w statystyce podań – wymienili ich ponad 3500. Biorąc pod uwagę drużynowe osiągnięcia, para finałowa oddała najwięcej strzałów – po 108.
Najlepszym bramkarzem okazał się Edouard Mendy. Senegalczyk miał 5 czystych kont oraz największy współczynnik udanych interwencji. Jedna z nich zabezpieczyła jego drużynie tytuł mistrzowski.
Co z Gabonem?
Reprezentacja Gabonu nie startowała w Pucharze Narodów Afryki jako kandydat do mistrzostwa. Tym bardziej trudno było oczekiwać sukcesu, kiedy okazało się, że będą rywalizowalil z Kamerunem, Wybrzeżem Kości Słoniowej oraz Mozambikiem. Największa gwiazda drużyny, Pierre Emerick Aubameyang, prezentuje w obecnym sezonie dobrą formę w Olympique’u Marsylia, co mogło obudzić wśród kibiców apetyt na dobre występy.
Na apetycie jednak się skończyło. W fazie grupowej Gabon przegrał wszystkie spotkania. W Wigilię o 21:00 rozpoczął się ich pierwszy mecz, przeciwko reprezentacji Kamerunu. Przebieg był dosyć wyrównany – podobne posiadanie piłki, minimalna różnica w oddanych strzałach, ale ostatecznie porażka 1:0. W kolejnym starciu, mimo większej liczby oddanych strzałów, dali się ograć zawodnikom z Mozambiku 2:3. Gwoździem do trumny okazał się mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Gabon prowadził do 84. minuty. Dwie szybko stracone bramki w końcówce odebrały wszelkie nadzieje – reprezentacja Gabonu zakończyła turniej z trzema porażkami na koncie.
Wobec tych rozczarowujących rezultatów, minister sportu, Simplice-Desire Mamboula, zdecydował się na zawieszenie kadry narodowej. Poza odwołaniem sztabu i rozwiązaniem drużyny, usunął z reprezentacji Aubameyanga oraz Bruno Ecuele Mangiego, byłego zawodnika kilku klubów Ligue 1, Cardiff City, aktualnie grającego w Paris 13 Atletico (Championnat National, 3. szczebel rozgrywkowy we Francji).
Prezydent Gabonu Brice Clotaire Oligui Nguema uznał, że wyniki te są obrazem braku patriotyzmu w narodowej piłce nożnej. W Afryce nie jest to odosobniony przypadek – politycy, ku niezadowoleniu FIFA, dość często mieszają w świecie sportu, za co niejednokrotnie spotykają ich kary.
W ostatnich dniach powołano jednak nowego ministra sportu. Paul Ulrich Kessany, ze względu na możliwość kary ze strony FIFA, po 12 dniach od zawieszenia kadry, zdecydował się odwołać decyzje swojego poprzednika. Wróciła kadra i piłkarze, ale podtrzymano zwolnienie trenera.
Sadio Mane bohaterem narodowym
Gabon to jednak wierzchołek góry lodowej Pucharu. Na największe kontrowersje przyszedł czas w finale turnieju. Faworytem do zwycięstwa była kadra Maroka. Gospodarze turnieju, z ogromnym wsparciem własnej widowni, jeszcze przed rozpoczęciem zawodów byli stawiani jako kandydat do podniesienia trofeum. Reprezentacja Senegalu przeważała jednak od samego początku meczu.
W pierwszej części spotkania wydawało się, że Maroko nie ma nic do powiedzenia. Senegal przeprowadzał liczne ataki, a Maroko uratowały fantastyczne interwencje Bonou. Po jednej z akcji, w której sam na sam wyszedł Iliman Ndiaye, piłkarz Evertonu, bramkarz popisał się niewiarygodną obroną i pomógł swojej kadrze zachować bezbramkowy remis.
Druga połowa wyglądała zdecydowanie inaczej. Do gry wrócili Marokańczycy, którzy przeprowadzali kolejne ataki, choć wszystkie okazały się nieskuteczne. Dopiero wówczas udało im się oddać pierwszy celny strzał na bramkę Senegalu. W czasie jednej z akcji doszło do drastycznych scen – zawodnicy zderzyli się głowami, w wyniku czego kontuzji doznał Neil El Aynaoui, Marokańczyk. Kamera ukazała krwawiącą twarz piłkarza, a interwencja medyczna trwała dosyć długo. Po tej sytuacji tempo gry Maroka nieco spadło.
Akcja rozkręciła się w czasie doliczonym. Reprezentacja Senegalu wpakowała piłkę do siatki, ale gol nie został uznany, ze względu na stwierdzenie faulu w ataku. VAR nie podważył decyzji z boiska, a już kilka minut później, po jego interwencji, podyktowano rzut karny dla Maroka. Zawodnicy Senegalu opuścili murawę i w ramach protestu zeszli do szatni. Dopiero po namowach kapitana, Sadio Mane, kadra wróciła na murawę, a do rzutu karnego podszedł Brahim Diaz. Marokańczyk postanowił jednak wykończyć panenką, prosto w ręce Mendyego.
Dogrywka przyniosła upragnioną bramkę dla Senegalczyków, którą zdobył Pape Gueye, zawodnik Villarealu. Sadio Mane, poprowadził swój kraj do drugiego w historii trofeum Pucharu Narodów Afryki. Piękna historia tego piłkarza w ten sposób się kończy – Mane po meczu wyznał, że tegoroczny AFCON to był jego last dance.
Choć wielu zadowolonych jest z trofeum dla zasłużonego zawodnika, to komentarze dotyczących kontrowersji nie cichną. Brahim Diaz mierzy się z falą ogromnego hejtu internetowego, a zachowanie piłkarzy Senegalu jest szeroko omawiane w mediach na całym świecie.
Turniej na pewno zostanie zapamiętany przez kibiców na długo, z wielu względów. Piłkarskie święto Afryki wróci do nas jednak już niedługo. Finały rundy wstępnej kwalifikacji do kolejnej edycji Pucharu Narodów Afryki rozpoczną się już w marcu.
tekst: Kornelia Polis
Jeżeli czujecie niedosyt informacji ze świata sportu to zachowajcie spokój i uzbrójcie się w głośniki albo słuchawki. Zuzanna Kochanowska miała okazję porozmawiać z polskim kierowcą Formuły Regional – Janem Przyrowskim. W wywiadzie Jan opowiada o swojej dotychczasowej karierze oraz nadchodzącym sezonie.