Robert Kirkman, Jay Bonansinga "The walking dead Żywe trupy, Droga do Woodbury" (Miłosz Szymczak)
Robert Kirkman, Jay Bonansinga
"The walking dead. Żywe trupy. Droga do Woodbury" Miłosz Szymczak
wyd. Sine qua non
Miłosz Szymczak
Zombie nie dają za wygraną i powracają w kolejnej powieści z serii “The Walking Dead”. “Droga do Woodbury” to już druga próba zainteresowania czytelników marką, która zdążyła zdobyć spore uznanie wśród telewidzów i fanów komiksów. Mimo to odpowiedź na pytanie, czy żywe trupy w wersji drukowanej mają szansę na podobną popularność, nie jest prosta.
Robert Kirkman i Jay Bonansinga w “Drodze do Woodbury” porzucają na chwilę bohaterów pierwszego tomu, aby zapoznać czytelnika z Lilly i jej przyjaciółmi. Grupa w poszukiwaniu schronienia całkiem przypadkowo trafia do tytułowego miasteczka. Otoczone wysokim płotem i obstawione uzbrojonymi po zęby strażnikami wydaje się idealnym miejscem do życia w świecie opanowanym przez żywe trupy. Główna bohaterka podejrzewa jednak, że pod płaszczykiem sielanki kryje się coś okropnego, a to za sprawą przywódcy Woodbury, zwanego Gubernatorem. Jego historię mieli okazję poznać czytelnicy pierwszej powieści z serii, poświęconej właśnie tej postaci. Lilly, podejmując decyzję o swoim dalszym losie, będzie musiała wybrać pomiędzy zagrożeniem ze strony martwych a niebezpieczeństwem, które stanowią żywi.
Powieść – tak, jak jej poprzednia część – utrzymana jest w dość brutalnym, bo pełnym przekleństw i makabrycznych scen stylu. Jest jednak o wiele bardziej rozbudowana. Wynika to między innymi z dużej ilości postaci oraz zwiększonej liczby wątków fabularnych. Dzięki nim akcja książki jest w stanie utrzymać uwagę czytelnika przez całą swoją długość. Autorzy znaleźli też miejsce na wątek miłosny, jednak nie jest on specjalnie ciekawy. Irytuje mnie natomiast sposób wydania drugiej części trylogii – okładka, rodzaj papieru i druku, a nawet wymiary znacznie różnią się od wydanego zaledwie półtora roku wcześniej tomu pierwszego. Sprawia to, że postawione obok siebie na półce “Żywe Trupy” nie prezentują się tak, jak na trylogię przystało.
Mimo paru mankamentów, drugą część z serii “The Walking Dead” uważam za całkiem dobre wydawnictwo. Powieść stanowi ciekawe tło dla historii zawartych w innych dziełach spod znaku żywych trupów. Mnie wciągnęła tak bardzo, że na kolejną chwilę z “Drogą do Woodbury” czekałem równie zniecierpliwiony, jak na kolejny odcinek serialu. Z tą różnicą, że nie trwało to cały tydzień.
