Rhys Bowen „Prawo panny Murphy” (Paweł Wojciechowski)
Rhys Bowen "Prawo panny Murphy"
wyd. Noir sur Blanc
Paweł Wojciechowski
Autorzy powieści kryminalnych na różne sposoby próbują dziś urozmaicać lekturę swoim czytelnikom. Tym razem polscy miłośnicy literackich morderstw i śledztw otrzymali „Prawo panny Murphy”, książkę autorstwa Rhys Bowen, która postanowiła umieścić akcję na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Spodziewałem się nudnego i przekombinowanego kryminału retro, a dostałem bardzo przyjemną i wciągającą książkę.
Mamy 1901 rok. Panna Molly Murphy dość pechowo rozstaje się ze swoim adoratorem. Musi uciekać od niego ze swojej irlandzkiej wioski. Trafia do Anglii, gdzie – dzięki zbiegowi okoliczności – wsiada na prom do Ameryki. W zwierzęcych warunkach dopływa do Nowego Jorku. Podczas pierwszej nocy w USA, w budynku noclegowym dla nowych imigrantów, zostaje zamordowany mężczyzna. O zbrodnię zostaje oskarżony Michael, przyjaciel Molly. Panna Murphy nie jest przekonana o jego winie i rozpoczyna swoje własne śledztwo. To krótki i bardzo ogólny zarys fabuły, więcej nie zdradzam.
Co jest więc w tej książce wciągającego? Po pierwsze – główna bohaterka. Panny Murphy jest bardzo sympatyczną dziewczyną z niewyparzonym językiem, który często wpędza ją w kłopoty. Jest też uczulona na ludzi, którzy oceniają ją zbyt pochopnie. Uważają Molly za głupią irlandzką dziewczynę, nie wiedząc, że w dzieciństwie pobierała lekcje francuskiego i łaciny.
Po drugie – klimat Nowego Jorku z początku XX wieku. Idealnie można wczuć się w realia tamtych czasów. Oczami bohaterki obserwuje się, jak wyglądało miasto – z jednej strony wielokulturowe i szybko rozwijające się, z drugiej – pełne przestępczości oraz biednych, obskurnych dzielnic imigrantów, którzy wciąż mają nadzieję, że w Stanach spełni się ich sen.
Jak wspomniałem książka mocno mnie pochłonęła – co nie znaczy, że nie zauważyłem pewnych niedoróbek. Nieprawdopodobnym na przykład wydało mi się to, że pannie Molly, prowadzącej przecież śledztwo nieoficjalnie, tak łatwo wszyscy udzielają informacji. Nie jestem też do końca przekonany, co do samego sposobu rozwiązywania zagadki kryminalnej. Panna Murphy jest co prawda bystra i sprytna, ale miałem wrażenie, że częściej o jej postępach w śledztwie decydują zbiegi okoliczności niż zdolności umysłowe.
Podsumowując – polecam „Prawo panny Murphy” jako dobrą powieść kryminalno-obyczajową. Nie wiem do końca, jak to się stało, ale przeczytałem ją (mimo wielu obowiązków) w dwa dni. Trudno w kilku zdaniach o niej wyczerpująco opowiedzieć, ale uwierzcie, że warto tę książkę przeczytać.
