Monika B. Janowska „Zawracanie głowy” (Adriana Boruszewska)

Monika B. Janowska „Zawracanie głowy” (Adriana Boruszewska)

Monika B. Janowska „Zawracanie głowy”

wyd. Zysk i Ska

Adriana Boruszewska

 

 

zawracanie głowy„Zawracanie głowy” było moim kolejnym podejściem do polskiej literatury obyczajowej, romantycznej lub po prostu lekkiej i współczesnej. Kolejnym, gdyż wcześniejsze razy były naprawdę wyjątkowo nietrafione, ociekające banałem i niemające nic wspólnego z jakąkolwiek literaturą. „Zawracanie głowy” postanowiłam przeczytać całkiem przypadkowo, a jedyne, co mnie skusiło to fakt, że główna bohaterka to moja imienniczka. Czy było warto?

 

No właśnie… Z tą książką jest jak z watą cukrową. Na początku jest fajnie, a potem gdzieś od połowy zaczyna mdlić od nadmiaru słodyczy i mamy ochotę wyrzucić ją do kosza. „Zawracanie głowy” Moniki Janowskiej to opowieść o trzydziestoparoletniej Adriannie, pracownicy poczty, która mieszka razem ze swoimi wesołymi dziadkami i niemniej groteskowymi rodzicami. Każdego siódmego dnia miesiąca spotyka się z przyjaciółkami na winku, ma faceta, z którym jest już od lat i wydawałoby się, że nic w jej życiu się nie zmieni, aż do czasu, kiedy spotyka superprzystojnego, obrzydliwie bogatego i niesamowicie szarmanckiego Waldka, który zawraca jej w głowie. Oczywiście Mr Perfect ma niezwykle piękną i dystyngowaną narzeczoną, ale co tam, postanawia ją rzucić, bo zakochuje się w przeciętnej Adzie, która oczarowuje go burzą swoich rudych loków. Od tej chwili życie głównej bohaterki wywraca się do góry nogami, nie tylko z powodu megaprzystojniaka, ale też powodu szalonej rodzinki, która okazuje się nie być tak kryształowa, jak się wszystkim wydawało.

 

I przyznam szczerze, że o ile na początku „Zawracanie głowy” jest trochę naiwne, ale nadal śmieszne, to od połowy staje się już niesamowicie niestrawne. A to wszystko. dlatego że pierwsza połowa to opis dosyć realistyczny, zaś druga połowa to nieudolna akcja rodem ze scenariuszy filmów klasy B. Tajemnicza babcia, porwanie, adwokat-psychol, klejnoty i oczywiście miłosny happy end. To wszystko powoduje, że jakkolwiek książka zapowiadała się dobrze i być może nawet pretendowałaby do literatury nawet ciekawej, to autorka popsuła wszystko hollywoodzkim stylem, bajkową treścią, która raczej przypomina mi opowieść o biednej księżniczce i przystojnym księciu niż lekturę dla trzydziestolatek.

 

Polskie autorki w ogóle chyba mają problem z wykreowaniem polskiej Bridget Jonem. Myślę, że przyczyna tkwi w tym, iż wszystko przekoloryzowują, nadają bohaterkom niezwykłe cechy, idealizują, co powoduje, że taka Adrianna staje się tak niepolska, tak nierzeczywista, że aż chce się rzucić książkę w kąt.

 

Pierwsze skojarzenie, które mi się nasunęło po przeczytaniu książki Moniki Janowskiej, to niesamowite podobieństwo do „Jeżycjady” Małgorzaty Musierowicz, którą czytałam w podstawówce. Adekwatny jest natomiast tytuł książki – „Zawracanie głowy” ….  czytelnikowi.