Max Brooks „Wojna Zombie” (Miłosz Szymczak)
Max Brooks "Wojna Zombie"
wyd. Red Horse
Miłosz Szymczak
Tajemniczy wirus. Chodzące trupy. Chaos i przerażenie. Bezskuteczna ucieczka. Ile razy od nakręcenia “Nocy żywych trupów” George’a Romero przerabialiśmy ten sam scenariusz? Myślę, że nie sposób tego zliczyć i zapewne to samo myślał syn innego znanego reżysera, Max Brooks, pisząc swoją zaledwie drugą w dorobku książkę pod tytułem “Wojna Zombie”.
Dlatego też autor podjął w swoim utworze problem epidemii zombie od zupełnie innej strony niż dotychczas. Podczas gdy inni autorzy snują apokaliptyczne wizje, w których atak żywych trupów niemal doszczętnie niszczy ludzką cywilizację, Brooks daje nam – ludziom, którzy wylądowali na księżycu, połączyli cały świat siecią komputerową oraz opanowali energię atomu – nadzieję na przeżycie. W końcu jakie szanse ma głupi, powolny i gnijący stwór w starciu z wyszkolonym oddziałem najlepszych amerykańskich żołnierzy uzbrojonych w najnowsze zdobycze wojskowej technologii? Odpowiedź między innymi na to pytanie znajdziecie w “Wojnie Zombie”.
Książka od swoich koleżanek z półki różni się nie tylko świeżą koncepcją, ale również formą, w jakiej została napisana. Z tego też powodu czytanie “Wojny Zombie” może z początku sprawiać pewne problemy, jest to bowiem obszerny reportaż złożony z relacji ludzi, którzy przeżyli tytułową “Wojnę”. Od dzieci do starców, od ubogich do najbogatszych ludzi na świecie – wojna nie ominęła nikogo i każdy, bez względu na wiek, płeć, pozycję w społeczeństwie czy miejsce zamieszkania, musiał stawić jej czoła.
Pomimo tego, że każdy rozdział zdaje się być osobną historią, fabuła ma zachowaną ciągłość, a przebieg epidemii żywych trupów poznajemy stopniowo – od początku do końca, z każdą kolejną opowieścią uzupełniając naszą wiedzę na temat wojny o kolejne szczegóły czy odmienne punkty widzenia. Szczególnie dzięki tym ostatnim, mamy możliwość wyrobienia sobie własnej opinii na temat wojny, reakcji i działań władz czy w końcu zachowania samych ludzi stojących w obliczu niecodziennego zagrożenia.
Myślę, że znawcy gatunku lekturę “Wojny Zombie” mają już za sobą, dlatego chciałbym polecić tę książkę tym, którzy dotąd nie mieli okazji obcować z żywymi trupami – oprócz nich opisuje ona bowiem problemy i dylematy pojawiające się w społeczeństwie w sytuacji niebezpieczeństwa, porusza kwestie polityczne oraz przedstawia galerię niepowtarzalnych postaci, z których każda ma ciekawą historię do opowiedzenia. Dla tych niezdecydowanych pozostaje oparty na książce film z Bradem Pittem w roli głównej, którego możemy się spodziewać w 2013 roku. Ja książkę czytałem z przyjemnością, a film z pewnością obejrzę.